Podsumowując ostatni nalot dywanowy na Podkarpacie anonimowy strateg PiS mówi w dzisiejszej „Gazecie Wyborczej”, że jeden z dwóch celów tej kampanii to „ostatecznie pokonać Jurka”. A na Podkarpaciu PiS dużo mówi o jedności prawicy, choć – jak widać – jej realizacja ma polegać na jedności przez eliminację. Dobrowolnych amatorów takiej jedności chyba wielu by nie było, ale jedność pod groźbą eliminacji to brzmi już poważniej; jak „propozycja nie do odrzucenia”.

Ja w tej kampanii nie walczę ani z PiS, ani z PO, ale o przywrócenie zasad, przekonań i odwagi cywilnej w polskiej polityce. A to służyć będzie wszystkim. Najbardziej natomiast mój sukces przyda się politykom PiS deklarującym przekonania prawicowo-katolickie, jak Stanisław Zając. Bo powołując się na mój wynik będą mogli skuteczniej twierdzić w partii, że ich poglądy mają mocny i bezpośredni mandat społeczny. Dziś są potrzebni tylko do „ostatecznego pokonania” samodzielnej prawicy chrześcijańsko-konserwatywnej. A robiąc to uzyskują obietnice awansów, nie domagając się żadnego wpływu na politykę PiS jako taką. Niestety, Rada Polityczna PiS nie przyniosła żadnej odpowiedzi na Apel o rzeczywiste zaangażowanie w realizację niedawno ogłoszonych katolickich postulatów cywilizacji życia i praw rodziny.

Oczywiście walczę również o potwierdzenie mandatu społecznego prawicy chrześcijańsko-konserwatywnej. Nie o zanegowanie mandatu radykalnej centroprawicy typu PC, bo przecież jest wielu ludzi o takich poglądach. Im jednak trzeba udowodnić w praktyce, że bez prawicy katolickiej większości na prawo od centrum zbudować się nie da. Stawką zresztą nie jest nasza pozycja polityczna, ale wpływ naszych poglądów na politykę kraju.