Wszyscy jesteśmy zmartwieni zakończeniem meczu z Austrią; zwycięstwem i szansą zgubioną (skradzioną?) na paredziesiąt sekund przed końcem.  

Ale to nie jedyne dziwne wydarzenie tego dnia. Po meczu przełączyłem najpierw na TVN-24, potem na Euronews, ale okazało się, że nigdzie nie ma wyników referendum irlandzkiego. Pamiętam wieczór akcesyjny, w niedzielę punktualnie o 22.00, tak jak zresztą przy każdych wyborach, podano wstępny wynik na podstawie sondaży wyborców odchodzących od urn. Jak zawsze. Ale nie tym razem. 

Miałem nadzieję na wynik rano – a tu znowu nic. Czy to takie trudne policzyć niespełna pół miliona głosów na tak lub nie, w obwodach gdzie pewnie głosowało po kilkaset osób? Normalnie biorąc w noc wyborczą Komisja Wyborcza podaje kolejno wstępne wyniki wyborów już po zliczeniu – najpierw 10 %, potem 25 %, potem połowy obwodów do głosowania itd. Tym razem jednak nie. 

Czekamy na wynik referendum jak na rezultat międzypartyjnych negocjacji za zamkniętymi drzwiami. Czy tak się rodzi europejska demokracja?