Dziś wspólnie z Jarosławem Sellinem wystąpiliśmy do Prezydenta w sprawie konieczności przywrócenia ładu w mediach, o aktywne działania na rzecz nowej umowy medialnej. W tej sprawie pisałem zresztą do Prezydenta już 30 kwietnia, więc prawie dwa miesiące temu.Dobrze, że prezydent Kaczyński zawetował (o co apelowałem)  przeprowadzoną przez rząd PO nowelizację ustawy radiowo-telewizyjnej. Każdy inny rząd, który ujawniłby takie apetyty na władzę w mediach, zostałby za sam pomysł oskarżony o zamach na wolność słowa. Ale kuriozalne pomysły PO nie mogą usprawiedliwiać tego, co dziś dzieje się w TVP pod władzą prezesa Urbańskiego, b. szefa Kancelarii Prezydenta i b. wiceprezydenta Warszawy, w obu rolach u boku prezydenta Lecha Kaczyńskiego. TVP staje się bowiem coraz bardziej kondominium PiS-SLD. Zresztą zwiastunem tego był powrót do telewizji publicznej – pod piękną flagą Samoobrony – całej młodej kwiatkowszczyzny, z ministrem Borysiukiem z Krajowej Rady RTV na czele. A dziś w nowej sytuacji mamy ewolucję od Kwiatkowskiego do Urbana. Właśnie jego zastępca z „Nie” – Piotr Gadzinowski – został wybrany przez „prawicową” Radę Programową TVP na wiceprzewodniczącego. I krótko potem na antenie telewizji publicznej zagościł sam Urban. Tak otwarta TVP zignorowała natomiast – jako jedyna stacja ogólnopolska – Marsz Życia i Rodziny. Włączyła się za to w najlepszym czasie antenowym w roztrząsania, ile czasu może jeszcze żyć dziecko Agaty, dając trybunę rzecznikom aborcji.  

Żaden realizm polityczny, „jedność prawicy” czy „prawo obrony” (które prezesowi Urbańskiemu przyznał publicznie Jarosław Kaczyński) nie może usprawiedliwiać tego wszystkiego. Dlatego zaapelowaliśmy do Prezydenta, by niezwłocznie zainicjował poważną debatę narodową, która mediom publicznym (i w ogóle ładowi medialnemu w Polsce) przywróci przynajmniej takie zaufanie, jakim cieszyły się do połowy lat 90-tych.