Wracam do kwestii postawionej przez Lorkanina, a wcześniej Ojca Krzysztofa Mądela SJ. W głosowaniu nad całością ustawy’93 wstrzymałem się od głosu, gdyż z jednej strony uważałem (podobnie do zacytowanej późniejszej opinii Prymasa Glempa), że dokonuje się ważny krok naprzód, z drugiej strony widziałem jasno, że ustawa ta otwiera drogę do takich zamachów na życie, jak ostatnio śmierć dziecka Agaty. Nałożyło się to też na debatę w Klubie ZChN, gdzie „pragmatycy” zapowiadali z góry, że poprą każdą wersję nowej ustawy o ochronie życia, a „fundamentaliści”, że zagłosują przeciw każdej niekompletnej – twierdząc, że nie tyle otworzy drogę do dalszych korzystnych zmian, co spetryfikuje stan ułomny. Osobiście oba stanowiska uważałem za skrajne. Zresztą, gdyby prace te toczyły się już po „Evangelium vitae”, zapewne zagłosowałbym za całością projektu ustawy. Tamto głosowanie jednak było nie tyle odmową poparcia ustawy, co votum separatum wobec wyraźnie ukształtowanej (w głosowaniu poprawek) większości, która wprawdzie (co zasługuje na pochwałę) uznała potrzebę pewnej ochrony życia (w czym również mieliśmy bardzo duży udział), ale odmówiła (czego nie można akceptować) prawno-karnej ochrony dzieciom chorym, poczętym wskutek oszustwa matrymonialnego czy – jak się okazuje – szkolnej swobody obyczajowej. O ciężarze tego dylematu świadczy to, że Jan Paweł II zakwalifikował go do kategorii „szczególnych problemów sumienia” (EV 73). Bowiem problemy sumienia polegają nie tylko na tym, że ludzie nie wiedzą, czy wolno im zrobić to, co wygodne, ale że – również – wzbraniają się zrobić coś wygodnego, ale zaprzeczającego temu, co uważają za obowiązek czy nakaz odpowiedzialności. 

Ojciec Mądel pisze, że „posłowie głosujący za polską ustawą z 7 stycznia 1993 postąpili dobrze”. W swych kategorycznych osądach moralnych ma wiele racji w stosunku do głosowania nad całością ustawy, ale już na pewno nie w ocenie działań wszystkich uczestników dramatu. Mam bowiem wrażenie, że swe oceny sformułował w oparciu o niepełną znajomość toczących się przed piętnastu laty prac i niepełną znajomość procedury parlamentarnej. Jest to jednak o tyle usprawiedliwione, że sama „Evengelium vitae” stanowi zupełnie pionierski dokument w zakresie politycznej etyki demokracji, w tym szczegółowej etyki prac parlamentarnych. Problem bowiem w tym, że zachowań posłów, którzy wtedy głosowali za ustawą, nie można ujmować w jedną wspólną kategorię. Nie było ani jednego głosowania, ani jednej polityki, ani jednej postawy. Ale w tej sprawie cdn.