Byłem zawsze przeciwnikiem politycznym profesora Geremka, począwszy od naszych pierwszych sporów o ślubowanie poselskie w Sejmie kontraktowym, czy bodaj pierwszej krytyki telewizyjnej, jaka go spotkała w bezpośredniej debacie z innym posłem Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego. Jednocześnie pracowałem z nim razem w Komisji Spraw Zagranicznych i jej Prezydium (którym przewodniczył) i z przekonaniem mogę powiedzieć, że nie było do tej pory przewodniczącego tej Komisji, który jej znaczenie polityczne podniósłby tak wysoko. Nadał jej ton, dzięki któremu praca w niej była jednym z najbardziej satysfakcjonujących zajęć parlamentarnych. Nie pora dziś na przytaczanie wszystkich spraw, o które się tam spieraliśmy. Profesor był niezwykle ciekawym rozmówcą, stosując pewien tradycyjny podział, jeśli chodzi o stosunek do ludzi – zdecydowanie wolał tych (o ile wiem, również we własnej partii), którzy czytają książki. Był znakomitym mówcą. Kiedy, po przeprowadzonej przez prawicę zmianie władz, odszedł z Klubu OKP – cieszyłem się ze zmiany politycznej, ale naprawdę brakowało mi jego mów. Kiedy usłyszałem go ponownie, przemawiającego w imieniu Unii Demokratycznej, odetchnąłem, że Sejm staje się na nowo ciekawszy. Więcej już nie przemówi, Bóg nagle powołał go na swój sąd. Wieczny odpoczynek racz mu dać, Panie!