Nouvelle Opération Résurrection?
Prezydent przywiózł z Paryża tajny plan europejski, który ma być ujawniony w stosownym czasie. Czego dotyczy plan, można tylko spekulować. Rzecz jest tym bardziej tajemnicza, że miał być raport, a jest plan. Jarosław Kaczyński już miesiąc temu deklarował, że ratyfikacja zależy od wyjaśnienia, „jaka jest sytuacja prawna”. Nie wiemy, czy prezes PiS wie już, „jaka jest sytuacja prawna”. Być może tak, a raport „jaka jest sytuacja prawna” zostanie ujawniony razem z planem w stosownym czasie. Stwierdzając bowiem bezprzedmiotowość ratyfikacji traktatu lizbońskiego Lech Kaczyński potwierdził, że traktatu – jako umowy, która może stać się prawem wzajemnie wiążącym państwa Unii Europejskiej – już nie ma. Czyżby miał być wskrzeszony? Mnie osobiście Opération Résurrection nie kojarzy się najlepiej. Mało kto ją pamięta (choć mija okrągłe pół wieku). Warto więc przypomnieć, bo to jedno z największych oszustw ubiegłego stulecia.
Kończyła się we Francji Czwarta Rzeczpospolita. Francuzi oddali pół Wietnamu komunistom (na szczęście ratując drugą połowę), trwała wojna w Algierii. De Gaulle obiecał walkę do końca w obronie Francji od Dunkierki po Tamanrasset. Po cichu zachęcał dowódców prowadzących wojnę w Algierii do przewrotu wojskowego. Plan był gotowy – kryptonim Operacja Zmartwychwstanie. Przerażony prezydent Coty oddał de Gaullowi władzę. Generał władzę wziął – i skutecznie (!) zrealizował program dekolonizacji, który zwalczał, gdy parł do władzy.
Czy w sprawie traktatu będziemy mieli Nouvelle Opération Résurrection? Lech Kaczyński gra, choć w tej grze już zgubił wiele, bardzo wiele, atutów (teraz nie czas na wyliczenia). Próbował wyjść z sytuacji, teraz stoi w wyjściu i rozgląda się na boki. Prezydentowi należy się kredyt zaufania tak długo, jak długo jest nadzieja, że prowadzi grę przeciw zmowie ratyfikacyjnej. Choć niewiele wskazuje na to, by w Paryżu powiedział jasno Prezydentowi Francji „jaka jest sytuacja prawna”.
Nie słyszymy już opowieści o “Europie ojczyzn”.
Co do kredytu zaufania, to mój został poważnie nadszarpnięty już dość dawno – gdy wyszło na jaw, że prezydent Kaczyński wziął udział w zmowie antyreferendalnej.
Potem było już tylko gorzej – nastąpiło kluczenie w sprawie ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego. Trwa to do dziś, przy czym sytuacja raczej mętnieje niż się klaruje.
Sarkozy zaliczył go do “tchórzliwych polityków”. Lechowi Kaczyńskiemu najwyraźniej to nie przeszkadza. Widzieliśmy w relacjach z Paryża – rozpromieniony opowiadał o bardzo miłej rozmowie z prezydentem Francji. Nie chcę, by “mój” prezydent pozwalał na takie traktowanie swojej osoby.
Skandaliczne zachowanie w sprawie obchodów 65 rocznicy ludobójstwa na Wołyniu dla mnie osobiście domknęło temat ewentualnej drugiej kadencji dla obecnego prezydenta.
Głosowałam na Lecha Kaczyńskiego, bo potraktowałam serio jego opowieści o tym, że jest zwolennikiem “Europy ojczyzn”. Drugi raz tego błędu nie popełnię.
Nawet gdyby jego następcą miał zostać Donald Tusk.
Pomijając pryncypia, zastanawiam się, na co liczy Lech Kaczyński porzucając swój elektorat? Na to, że pokochają go salony? To wskazywałoby na utratę kontaktu z rzeczywistością.
Ufam,ze Prezydent kontaktu z narodem i rzeczywistoscia nie stracil i nadal probuje znalesc wyjscie z sytuacji.Tak naprawde do konca nie wiem o co chodzi w tym wszystkim odnosnie “planu” co podaja media,a co zrobi nasz Prezydent.Wiem jedno i mam nadzieje,ze Unia,”kolos na glinaych nogach”rozwali sie sama od wewnatrz,bo jest zbudowna na klamstwie.Mam nadzieje,ze tego doczekam.Trudny czas,waza sie losy Europy.Prawda i tak zwyciezy.Panie Marszalku pozdrawiam Pana i nadal wspierac prosze nasza ukochana Ojczyzne.Dziekuje.
Traktat był odtrąbiony jako wielki sukces prezydenta. Widocznie aż taki wielki nie był.
Poza tym rzeczywiście nie podoba mi się,żeby uszaty kurdupel Sarkozy, obrażał głowę naszego państwa. Francuzi za to są bohaterami. Pokazali to w czasie II wojny swiatowej.
Całą hańbę Francji przyjął wówczas, na siebie bohater z pod Verdun, sędziwy marszałek Petain.
Hmmm…. ?
Czy to na pewno napisał Marek Jurek ???
A mi się marzy polska polityka zagraniczna oparta o jeden fundament – bez względu na chwilowe korzyści, nie być niczyim wasalem. Ani USA, ani Rosji, ani Niemiec, ani nie zapominać o ludobujstwie na Wołyniu.
Co Pan na to?