Z ogromnym przygnębieniem przeczytałem długi wniosek PiS o votum nieufności dla minister Kopacz. Czego tam nie ma? Bo jest gabinet cieni PO, Beata Sawicka, ubezpieczenia komplementarne i suplementarne, koszyk świadczeń gwarantowanych, Biały Szczyt, Białe Miasteczko, a nawet liczne sondaże opinii społecznej. Nie ma tylko dziecka Agaty. 

Zapyta ktoś, jakie to ma znacznie, skoro i tak zapewne minister Kopacz nie zostanie odwołana. Otóż to! Votum nieufności wobec rządu dysponującego silną większością parlamentarną ma przede wszystkim znaczenie dla opinii publicznej, kształtuje ocenę rządu i oczekiwania społeczne. Milczenie o tragedii Agaty i jej dziecka wygląda jak przyzwolenie na to, co ich spotkało. A biorąc pod uwagę, że minister Kopacz była źle oceniana w samym rządzie – ten wniosek może raczej pomóc jej utrzymać stanowisko, przynajmniej przez pewien czas. Inaczej niż wniosek, w którym upomniano by się o życie dziecka. Przeciw takiemu wnioskowi trudno byłoby głosować wielu posłom PO i PSL, bo takie uzasadnienie odwoływałby się nie do walki PO-PiS o władzę, ale do wspólnoty zasad, deklarowanych przez wielu posłów, niezależnie od stosunku do rządu. Ale może PiS właśnie chce mieć takiego ministra? 

Gdy Lech Kaczyński został prezydentem Warszawy, jeden z reporterów zapytał go o opinię na temat jego następcy parlamentarnego, posła Andrzeja Lissa. Prezydent odpowiedział lakonicznie: „To jest człowiek z kategorii wiernych”. Posłowie, którzy podpisali wniosek milczący zarówno o dziecku Agaty, jak i o zaniechaniu sprawdzenia, czy młoda matka nie padła ofiarą molestowania aborcyjnego, też należą „do kategorii wiernych”. Wiernych wywodom Jarosława Kaczyńskiego o „zgwałconej czternastolatce”.