Rosja wstrzymała działania wojenne, do Tbilisi lecą prezydenci i premierzy z Polski, państw bałtyckich i Ukrainy. Rosja będzie teraz dążyć do podważenia władzy prezydenta Saakaszwili. To szczególnie wrażliwy moment. W Jałcie cofnięto nam uznanie dla legalnego rządu w zamian za obietnicę wyborów – i tak pozbawiono nas niepodległości. Czasy są inne, ale zasadniczym elementem suwerenności pozostaje prawowita władza. To posiadanie rządu narodowego konkretyzuje wolność polityczną. Stosunek do prezydenta Gruzji to kolejny test dla Zachodu. Wyeliminowanie go z procesu politycznego oznaczałoby zgodę na zależność Gruzji od roszczeń sąsiedniego mocarstwa. Zgoda na to dla Zachodu byłaby klęską. Jeśli ta wojna nie ma się skończyć tryumfem agresora – musi przynieść potwierdzenie suwerenności Gruzji i uruchomienie międzynarodowego procesu rozwiązania wspieranych przez Rosję konfliktów separatystycznych.  

Przygasła wojna gorąca, zacznie się propagandowa. Premier Putin już oskarżył Gruzję o zbrodnie wojenne. To stara metoda – w końcu Sowietom z zasady opór stawiali tylko bandyci. Obawiam się, że niełatwo zrozumieją to politycy tacy jak Bernard Kouchner – kombatant maja’68 i arcykapłan praw człowieka. Ale wytłumaczyć to Zachodowi mogą tylko kraje, które same żyły pod dominację czy władzą sowiecką.