Wyjazd Prezydenta do Gruzji był oczywistym sukcesem. Jak inaczej można nazwać zgodne działanie – w trudnej sytuacji – Polski, Litwy, Łotwy, Estonii, Ukrainy? W sytuacji, gdy w imieniu dyrektoriatu kierowniczego UE odezwały się głosy przyzwolenia dla rosyjskiej agresji (Kouchner, Frattini, Erler), milczenie oznaczałoby zgodę na lekceważenie naszych interesów bezpieczeństwa, zgodę na prowadzenie polityki Unii tak, jakby państw Europy środkowej w ogóle w niej nie było. Polski interes polega na tym, by Unia działała na rzecz utrwalenia zmian, które po rozpadzie Związku Sowieckiego umożliwiły niepodległość Polski. Przyznanie Rosji nieokreślonych praw ingerencji na terenie „bliskiej zagranicy” – od kwestionowania praw Łotwy i Estonii do prowadzenia własnej polityki obywatelstwa, przez utrzymywanie wojsk na terenie Mołdawii, po „prawo” najazdu w rejonie Kaukazu – to nie tylko zgoda na niesprawiedliwość, to zgoda na życie Polski w strefie zmniejszonego bezpieczeństwa. Nie wszyscy to rozumieją, bo jak kiedyś pisałem – sami sobie ciągle musimy odpowiadać na napoleońskie pytanie – czy naprawdę chcemy mieć państwo. 

To o efekcie głównym. Do wykonania mam zastrzeżenia. Wolałbym, żeby Prezydent zamiast powtarzanych uparcie – przed wylotem, po przylocie – tez o historycznej naturze Rosji, wystąpił z konkretnymi postulatami i inicjatywami politycznymi dotyczącymi rosyjskiej polityki Unii. W kontekście misji Sarkozy’ego jest to po prostu konieczne. Szczególnie po tym, jak – w imieniu Unii – uznał za normalne, że Rosja militarnie „broni swych obywateli” na cudzym terytorium. 

Jakie działania są konieczne? Stwierdzenie faktu rosyjskiej agresji (w tej konkretnie wojnie); wycofanie wojsk rosyjskich z całego terytorium Gruzji, w tym z Południowej Osetii i z Abchazji; potwierdzenie stałego zaangażowania Unii aż do zakończenia konfliktu w poszanowaniu suwerenności gruzińskiej nad narodowym terytorium; potępienie ataków rosyjskich na legalne władze Gruzji jako politycznej kontynuacji agresji. Ciągle słychać o działaniach wojennych w rejonie Gori, ale nawet gdy ustaną, bez realizacji tych wszystkich elementów Rosja wygra nie tylko wojnę, ale i pokój.