Cezary Michalski ma pretensje do całego świata, który przyjechał do Pekinu i obserwował Olimpiadę „milczący, z podkulonym ogonem”, zafascynowany „tym, co w Chinach jest realnym osiągnięciem cywilizacyjnym, ale także chińskimi wsiami patiomkinowskimi, fasadą, żywymi obrazami etc.”.  

Gdy jednak apelowaliśmy, by wolność prześladowanych chrześcijan stała się polskim wpisem do międzynarodowej agendy praw człowieka, byśmy sprawiedliwość i solidarność w polityce międzynarodowej zaczęli traktować serio, bo „skuteczne państwo w służbie – wygodnego życia” to za mało na tym nie bardzo doskonałym świecie – Pluszowy Rambo krzyczał, że domagamy się męczeństwa, burzymy mu spokój i chcemy go z powrotem wysłać do Wietnamu. A on nie chce! Nie chce! 

Dziwiło mnie to trochę, bo pogromca obrońców zygot groził jednak, że będzie młotem na krzywdzicieli unerwionych płodów. Ale widocznie doniesienia Kongresu USA na temat gwałtów aborcyjnych w Chinach Rambo potraktował jako jeszcze jeden trik polityków, którzy oszukali jego i jego pokolenie. 

W końcu jednak pociągnęło wilka do lasu. Dramat Lhasy przypomniał mu przygody w wietnamskiej dżungli, samotnych Buddów czekających w pluszowym gąszczu na ostateczną zagładę, po prostu – smak przygody. Szkoda, że Rambo nie rozumie, że w Chinach też budują „skuteczne państwo w służbie – wygodnego życia”, tylko w trochę innej wersji. A inność chyba należałoby uszanować?