Wrzesień 2008


Międzynarodowe 25 wrz 2008

Artykuł Condoleezzy Rice w „Gazecie Wyborczej” dobrze rysuje strategię Zachodu wobec agresji na Gruzję: Rosja nie może wyciągnąć korzyści z najazdu, niezależnie od uzasadnień, w jakie go będzie ubierać, USA nie stać na ciche przyzwolenie na podważanie niepodległości państw wschodniej Europy, Rosja musi spotkać się z degradującą jej pozycję międzynarodową reakcją Zachodu, Ukraina i Gruzja muszą mieć otwarte drzwi do NATO, podobnie jak Rosja – do współpracy międzynarodowej, w wypadku wyrzeczenia się polityki agresji. Krótko mówiąc – jest to strategia zdecydowanej, choć niemilitarnej reakcji na najazd rosyjski, tak aby rzeczywiste następstwa agresywnej polityki rosyjskiej przyniosły skutki odwrotne do zamierzonych. Pytanie czy będzie naprawdę realizowana; odpowiedź skonkretyzuje się w takich sprawach – jak rosyjskie aspiracje do udziału w WTO czy konkretne kroki wprowadzające Gruzję do NATO. Małym testem stanowczości może być już kwestia przypadającej za sześć lat, a przyznanej Rosji, Olimpiady zimowej. Pani Rice potwierdza kluczową rolę Polski w zmobilizowaniu Zachodu, ale rola ta (za którą powinna iść realistyczna ocena sytuacji) bynajmniej się nie kończy.

Mamy też drugą wiadomość ze Stanów. Izba Reprezentantów przyjęła rezolucję apelująca o szybszą reprywatyzację w Polsce. Rozumiem stanowisko amerykańskie i widzę konieczność reprywatyzacji. Ale tego rodzaju publiczne naciski na zaprzyjaźniony kraj są całkowicie niewłaściwe. Problem reprywatyzacji polega dziś na tym, że realizować ją będziemy z budżetu, ze wspólnych pieniędzy wszystkich Polaków. Jest konieczna, ale sprawiedliwość właśnie wymaga skorelowania jej z naszymi możliwościami. Przyjaciół poznaje się w biedzie – również materialnej. Państwa często zmuszone są zajmować stanowiska niepopularne na forum międzynarodowym. Jak Amerykanie w sprawie Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości czy Protokołu z Kioto. Albo Izrael w sprawie społecznych następstw wojny o niepodległość. Takie naciski, oparte na braku jakiejkolwiek empatii wobec innego kraju, nie stanowią dowodu przyjaźni. Szkoda.

Zaproszenie: dziś o 20.30 występuję w Polsat News.

Międzynarodowe and Traktat Reformujący 24 wrz 2008

Spotkałem się wczoraj z Declanem Ganleyem, założycielem Instytutu Libertas, człowiekiem, który wygrał kampanię referendalną przeciw traktatowi lizbońskiemu w Irlandii. W Irlandii – a właściwie w Europie. Ganley wygrał, ale europejscy arcykapłani wolności nie dają za wygraną. Hans-Gert Pöttering i Daniel Cohn-Bendit chcą ustalić „za czyje pieniądze” przegrali referendum – bo najpewniej CIA. Skąd my to znamy!? Nawiasem mówiąc, Ganley nie jest przeciwnikiem Unii Europejskiej. Popiera nawet euro. Jest przeciw budowaniu unijnej władzy w oderwaniu od państw i narodów. W przyszłorocznych wyborach europejskich zamierza wystawić ogólnoeuropejską listę przeciwników traktatu. Tego nie uważam za dobry pomysł. Powody holenderskiego i irlandzkiego „nie” były inne. Przyszłość współpracy europejskiej wymaga debaty na temat wartości, solidarności i interesów państw Europy. Lizbońska reforma chciała zastąpić debatę i ustalanie zasad polityki, wzmocnieniem władzy – która będzie mogła, zamiast uzgadniać, forsować politykę lub blokować działania państw. Ale krytyka złego nie jest jeszcze propozycją dobrego. Choć – wracając do mojego wczorajszego spotkania – w tym co dobre dla Europy w większości spraw zgadzaliśmy się z Declanem Ganleyem. I w sferze zasad (Ganley przez lata był działaczem irlandzkiej Fianna Fáil), i w sprawach praktycznej solidarności, choćby tego, że Europa powinna już kilka lat temu udzielić wsparcia politycznego Gruzji w rozmowach z Rosją. I jeszcze ciekawostka – pani Ganley jest Polką z pochodzenia.

Bez kategorii 22 wrz 2008

Miałem przerwę we wpisach z powodu podróży. Najpierw do Trójmiasta: w Gdyni miałem spotkanie publiczne, a w Gdańsku – z sympatykami Prawicy Rzeczypospolitej i wcześniej – konferencję prasową. Mówiłem przede wszystkim o euro. Potem byłem na konferencji medialnej częstochowskiej „Niedzieli”, gdzie mówiłem o misji publicznej w kontekście obecnej działalności TVP i projektów zmian prawnych PO. A dziś „Nasz Dziennik” drukuje mój artykuł, w którym bronię naszego pieniądza (tak więc uspokajam Antonia co do mojej działalności w tej sprawie i zapraszam do lektury). Wieczorem – ok. 21.15 – będę występował w TVN-24.

Polityka 16 wrz 2008

Znalazł się już winny wszystkich ułomności polskiej polityki. Jest nim PSL, napiętnowany jako partia szczególnie podatna na nepotyzm, kumoterstwo, korupcję. Tymczasem, jeżeli coś szczególnie cechuje ludowców, to najwyżej zdolność skwapliwego przystosowania się do warunków panujących w otoczeniu. PSL jak barometr reaguje na dominujący model polityki, w którym partie polityczne stały się wielkimi przedsiębiorstwami wyborczymi i agencjami promocji karier. Odizolowawszy opinię publiczną podwójnym kordonem – krajowego progu wyborczego oraz finansowania budżetowego – centrale partyjne przejęły kontrolę swoich ugrupowań, które coraz mniej są partiami we właściwym znaczeniu tego słowa. Ostatnio otwarcie potwierdził to Adam Bielan: „wymagania «bestii», jaką są dzisiejsze media – którym co chwilę trzeba coś rzucać na pożarcie, żeby była nasycona – sprawiają, że szanse na przeżycie mają partie zdyscyplinowane, kontrolujące swój przekaz.” Bielan nie jest ani rewolucjonistą, ani kontrrewolucjonistą, dla niego wszystko jest proste – tak działa system, a on działa zgodnie z regułami systemu.  

Natomiast minister Julia Pitera tłumaczy, że działa zgodnie z regułami bezstronności. Zapytana o kumoterstwo w PO, odpowiada, że informację o zatrudnianiu polityków Platformy, ich znajomych i bliskich w lubińskim KGHM „posłała do władz partii, bo tak to się powinno odbywać”, a zresztą nazwisk ludzi PO na wysokich stanowiskach „w KGHM jest znacznie mniej niż było działaczy PiS za czasów” ich rządów. O sprawie młodego dyrektora Muzeum Westerplatte, protegowanego protegowanego Premiera, który to neomuzealnik interesuje się windsurfingiem, a nie historią, niczego się do tej pory nie dowiedziałem. Może o tej sprawie minister Pitera poinformowała Premiera w trybie tajnym. Bo „tak to się powinno odbywać”: sprawy własnej partii omawia się we własnej partii, a sprawy innych partii omawia się w telewizji. W końcu wszyscy robią tak samo, a premier Tusk obiecywał realizm, unikanie wielkich idei i przesadnego poczucia misji. Wracamy do normalności; w kółko.

Polityka 15 wrz 2008

Donald Tusk zaskoczył wszystkich deklaracją o rezygnacji z waluty narodowej za dwa lata. Jeszcze dziesięć miesięcy temu premier zapewniał, że zrobi wszystko, by „proces przechodzenia na wspólną walutę był bezpieczny dla gospodarki i jak najbardziej korzystny dla zwykłych ludzi. Nie będziemy się trzymać żadnej doktryny. (…) Bezpieczeństwo zwykłych obywateli w tym procesie będzie dla nas przykazaniem numer jeden.”. Cóż takiego więc się stało, jakimi to ważnymi studiami pokierował minister Sławomir Nowak, że już dziś, mimo niestabilnej sytuacji w gospodarce światowej, mamy rezygnować z zasadniczego atrybutu suwerenności i ważnego instrumentu kształtowania własnej gospodarki? 

Albo mamy tu do czynienia z kompletnie pustą deklaracją, jak słynna kastracja na jeden wieczór (co byłoby wprawdzie niepoważne, ale jednocześnie niegroźne), albo jest to kolejny występ w ramach zabawy w prymusa Europa, co też poważne nie jest, za to groźne bardzo. Wiemy jakie skutki przyniosła ta „strategia” w wypadku zachęcania do separacji Kosowa (bo Polska zamiast zachęcać Europę do namysłu, znalazła się wśród pierwszych chętnych do uznania dyplomatycznego), albo jeszcze bardziej – w wypadku traktatu lizbońskiego, gdzie nie bacząc na możliwy kryzys ratyfikacyjny w Irlandii, Wielkiej Brytanii bądź w Czechach, uruchomiwszy bez namysłu ekspres ratyfikacyjny straciliśmy zarówno możliwość wznowienia polskich postulatów dotyczących reformy Unii, jak i samodzielnej roli w rozwiązywaniu kryzysu wychodzenia z traktatu. O tym głównie będę rozmawiał z ministrem Adamem Szejnfeldem po 16.40 w Tok-FM. Zapraszam.

Międzynarodowe 11 wrz 2008

Dziś w „Naszym Dzienniku” odpowiadam na zarzuty i dezinformację w sprawie polskiej polityki wobec Gruzji. Co ciekawe – akcenty niechętne Gruzji, które (mniej lub bardziej wyraźnie) słychać było w wypowiedziach całego obozu postkomunistycznego, pojawiły się również wśród populistycznej i izolacjonistycznej prawicy. Opinia publiczna powinna wiedzieć po czyjej stronie są argumenty. Zapraszam do lektury.

Międzynarodowe 9 wrz 2008

Wyniki wczorajszej wizyty Prezydenta Europy w Moskwie? Rosja notyfikuje uznanie za odrębne państwa dwóch prowincji, które oderwała od Gruzji i zakłada bazy wojskowe na ich terytorium. A dodatkowo Rosja uzyskała akceptację Unii Europejskiej na kilka kolejnych tygodni okupacji już nie tylko Osetii i Abchazji, ale przylegających do nich terytoriów Gruzji. Prezydent Sarkozy uroczyście zapewnił, że „partnerstwo między Unią i Rosją nie jest zagrożone”. Piękne określenie „partnerstwo”, na czasie. To akurat robi wrażenie partnerstwa sadomasochistycznego.

Traktat Reformujący 3 wrz 2008

A właściwie to Prezydent do Lizbony wraca zaskakująco często. Najpierw w ostatnim orędziu, gdy Lech Kaczyński powiedział, że w traktacie reformującym osiągnął wszystko, czego chciał. Wczoraj, gdy mówił w podobnym tonie. I po posiedzeniu Rady Europejskiej, gdzie padła najbardziej nieoczekiwana deklaracja: Irlandia musi przeprowadzić nowe referendum. Miejmy nadzieję, że Irlandczycy to zrozumieją. Ale gdyby nie rozumieli, dlaczego mają w sprawie traktatu wypowiadać się dwa razy – właściwie Francja jako kraj obecnie przewodniczący Unii powinien dać przykład. Skoro Irlandczycy mogą przeprowadzić dwa referenda – Francja może przynajmniej jedno. Tak by wypadało – w końcu Francja to Ojczyzna Równości. Chyba o tym mówił prezydent Sarkozy: to nie jest sprawa polityki, to kwestia moralności!

Międzynarodowe 2 wrz 2008

Prezydent wyniki szczytu ocenił na dobry minus. Ja miałbym z tą oceną problemy. Choć egzamin solidarności ciągle trwa, w polityce Unii Europejskiej widać wyraźne błędy. Z jednej bowiem strony Unia odrzuca separację Abchazji i Południowej Osetii i „jednoznacznie potępia” – ale przedmiotem potępienia jest „nieproporcjonalna reakcja”, a nie agresja jako taka. Towarzyszący Sarkozy’emu w Moskwie Alexander Stubb, minister spraw zagranicznych Finlandii, przewodniczącej obecnie w OBWE, stwierdził zaraz po rozpoczęciu wojny faktyczne wygaśnięcie udziału Rosji w trwającej od szesnastu lat misji mediacyjnej OBWE. Tymczasem Rada Europejska wzywa Rosję do powrotu na pozycje z początku sierpnia, więc traktuje mandat rosyjski jako aktualny, a siły – jako (?) pokojowe. Tak bowiem trzeba rozumieć stwierdzenie o pilności „ustanowienie międzynarodowego mechanizmu nadzoru, przewidzianego w pkt 5 porozumienia, który ma zastąpić dodatkowe środki bezpieczeństwa stosowane przez Rosję na sąsiadującym obszarze Osetii Południowej.” Skutki tego są widoczne gołym okiem: skoro nie było agresji, tylko dodatkowe środki bezpieczeństwa – nie mówimy o siłach rozjemczych czy pokojowych, ale o „mechanizmie nadzoru”. To nie są wystarczające działania by mieć jakikolwiek wpływ na przyszłość obu prowincji. 

Realnym wsparciem dla Gruzji byłoby zaproszenie do Unii. Krok nadzwyczajny – ale i sytuacja jest nadzwyczajna. Nie ma jednego modelu integracji. Polska realizowała proces dostosowawczy przed akcesją, a Hiszpania w znacznym stopniu już jako członek Unii. Można znaleźć model właściwy dla Gruzji. Zamiast tego padły tylko deklaracje solidarności; całkiem realne, jak zapowiedź międzynarodowej konferencji na temat odbudowy Gruzji, ale politycznie niewystarczające dla poważnego wzmocnienia jej prozachodniej polityki, właśnie zdecydowanie „nieproporcjonalne” jako reakcja na działania Moskwy. Gruzja powinna otrzymać zaproszenie również do NATO, do którego należy większość członków Unii Europejskiej. Tymczasem prezydent Sarkozy mówi, że nie do NATO należy rozwiązanie tego konfliktu. Nawet w planie politycznym?  

Gra toczy się dalej. Jej ostateczny wynik będzie zależał nie od skali litości okazywanej Gruzinom (choć i ta jest niezbędna), ale od realnego wzmocnienia niepodległości i całości ich państwa.

Międzynarodowe 1 wrz 2008

Debata przed dzisiejszym posiedzeniem Rady Europejskiej skupiła się wokół sankcji. Naprawdę ważne są jednak dwie rzeczy: po pierwsze, czy nastąpią adekwatne reakcje Unii Europejskiej, po drugie, czy Rosja osiągnie swoje cele wojenne, czy raczej przeciwnie – Gruzja wzmocni swoją niepodległość. 

Jeśli Unia Europejska będzie chciała stanąć po stronie Gruzji – powinna zaproponować jej realną, bliską perspektywę członkostwa. Nie może być bowiem tak, że Rosja będzie destabilizować prozachodnich sąsiadów, a Zachód będzie się od nich odsuwał, bo są niestabilni. Rosja musi wiedzieć, że atakowanie państw prowadzących prozachodnią politykę zwiększy tylko zaangażowanie Unii na wschodzie Europy. Unia powinna też, w reakcji na próby zablokowania połączeń energetycznych Morza Kaspijskiego z Europą, radykalnie przyspieszyć (poprzez konkretne zwiększenie nakładów) budowę rurociągu Nabucco, biegnącego z Azerbejdżanu do Europy środkowej. Te dwie sprawy leżą całkowicie w granicach unijnych możliwości. I będą sprawdzianem jej solidarności. Oczywiście – państwa Unii należące do NATO powinny równolegle wystąpić na rzecz szybkiego włączenia Gruzji do Przymierza Atlantyckiego. Podjęcie tych działań byłoby realnym wzmocnieniem gruzińskiej niepodległości; ich niepodjęcie będzie, niezależnie od intencji, akceptacją rosyjskiej agresji, nawet jeśli Europa będzie łagodzić jej skutki.  

Unia musi potwierdzić fakt rosyjskiej agresji i domagać się wprowadzenia sił rozjemczych na okupowane terytoria Gruzji – do Abchazji i Południowej Osetii. Rosja powinna ponieść odpowiedzialność na forum organizacji międzynarodowych i Unia powinna być tej odpowiedzialności rzecznikiem. Ale najważniejsza jest decyzja solidarności: zaproszenie już dziś Gruzji do drogi na Zachód. Mimo wojny z Rosją? Właśnie dlatego, że Rosja tę wojnę wszczęła.