Donald Tusk zaskoczył wszystkich deklaracją o rezygnacji z waluty narodowej za dwa lata. Jeszcze dziesięć miesięcy temu premier zapewniał, że zrobi wszystko, by „proces przechodzenia na wspólną walutę był bezpieczny dla gospodarki i jak najbardziej korzystny dla zwykłych ludzi. Nie będziemy się trzymać żadnej doktryny. (…) Bezpieczeństwo zwykłych obywateli w tym procesie będzie dla nas przykazaniem numer jeden.”. Cóż takiego więc się stało, jakimi to ważnymi studiami pokierował minister Sławomir Nowak, że już dziś, mimo niestabilnej sytuacji w gospodarce światowej, mamy rezygnować z zasadniczego atrybutu suwerenności i ważnego instrumentu kształtowania własnej gospodarki? 

Albo mamy tu do czynienia z kompletnie pustą deklaracją, jak słynna kastracja na jeden wieczór (co byłoby wprawdzie niepoważne, ale jednocześnie niegroźne), albo jest to kolejny występ w ramach zabawy w prymusa Europa, co też poważne nie jest, za to groźne bardzo. Wiemy jakie skutki przyniosła ta „strategia” w wypadku zachęcania do separacji Kosowa (bo Polska zamiast zachęcać Europę do namysłu, znalazła się wśród pierwszych chętnych do uznania dyplomatycznego), albo jeszcze bardziej – w wypadku traktatu lizbońskiego, gdzie nie bacząc na możliwy kryzys ratyfikacyjny w Irlandii, Wielkiej Brytanii bądź w Czechach, uruchomiwszy bez namysłu ekspres ratyfikacyjny straciliśmy zarówno możliwość wznowienia polskich postulatów dotyczących reformy Unii, jak i samodzielnej roli w rozwiązywaniu kryzysu wychodzenia z traktatu. O tym głównie będę rozmawiał z ministrem Adamem Szejnfeldem po 16.40 w Tok-FM. Zapraszam.