Spotkałem się wczoraj z Declanem Ganleyem, założycielem Instytutu Libertas, człowiekiem, który wygrał kampanię referendalną przeciw traktatowi lizbońskiemu w Irlandii. W Irlandii – a właściwie w Europie. Ganley wygrał, ale europejscy arcykapłani wolności nie dają za wygraną. Hans-Gert Pöttering i Daniel Cohn-Bendit chcą ustalić „za czyje pieniądze” przegrali referendum – bo najpewniej CIA. Skąd my to znamy!? Nawiasem mówiąc, Ganley nie jest przeciwnikiem Unii Europejskiej. Popiera nawet euro. Jest przeciw budowaniu unijnej władzy w oderwaniu od państw i narodów. W przyszłorocznych wyborach europejskich zamierza wystawić ogólnoeuropejską listę przeciwników traktatu. Tego nie uważam za dobry pomysł. Powody holenderskiego i irlandzkiego „nie” były inne. Przyszłość współpracy europejskiej wymaga debaty na temat wartości, solidarności i interesów państw Europy. Lizbońska reforma chciała zastąpić debatę i ustalanie zasad polityki, wzmocnieniem władzy – która będzie mogła, zamiast uzgadniać, forsować politykę lub blokować działania państw. Ale krytyka złego nie jest jeszcze propozycją dobrego. Choć – wracając do mojego wczorajszego spotkania – w tym co dobre dla Europy w większości spraw zgadzaliśmy się z Declanem Ganleyem. I w sferze zasad (Ganley przez lata był działaczem irlandzkiej Fianna Fáil), i w sprawach praktycznej solidarności, choćby tego, że Europa powinna już kilka lat temu udzielić wsparcia politycznego Gruzji w rozmowach z Rosją. I jeszcze ciekawostka – pani Ganley jest Polką z pochodzenia.
Panie Marszałku, czy Pana partia wystartuje do PE pod szyldem ruchu p. Ganleya w ramach paneuropejskiej listy eurosceptyków?
Irlandia bedzie pierwszym krajem ktory “wyleci” z Unii za “niesubordynacje” dlatego nie warto jest marnowac swego politycznego kapitalu na tworzenie frontow “przeciw” w czym sie z Panem zgadzam.
.
A tak na marginesie to niech Pan sprawdza swoje konto bo CIA moze Panu dosle pare zlotych na kampanie przeciw ratyfikacji traktatu
Pomysł Pana Ganleya oceniam, tak jak Pan, jako mało realistyczny. Ogólnoeuropejska kampania wyborcza skupiona wokół krytyki Traktatu Lizbońskiego (TL) jest pozbawiona sensu z prostego powodu:
Zarówno szerokie rzesze zwolenników, jak i przeciwników tego traktatu, nie wiedzą o co w nim chodzi. Grozi to więc kampanią skupioną wokół największych uproszczeń typu pro- lub anty- europejskości. Pan Ganley prowadząc kampanię negatywną wokół TL będzie miał ogromne trudności, żeby przekonać wyborców o fakcie, iż jak Pan pisze, ‘Ganley nie jest przeciwnikiem Unii Europejskiej’.
TL znany jest szczegółowo w stosunkowo niewielkiej grupie polityków. Zresztą bądźmy REALISTAMI:
Nawet oni nie są w stanie ocenić wszystkich skutków wprowadzenia TL w życie. Bardziej polega to na tym, iż każda grupa polityków popierających TL obiecuje sobie po nim czegoś innego.
Dla mnie na przykład trzy rzeczy są pewne i z tego powodu obawiam się skutków TL:
1) Wspólny minister spraw zagranicznych osłabi regionalne znaczenie Polski. Dotyczy to choćby reakcji Polski na kryzysy takie jak ten w Gruzji, w sytuacji gdy UE prowadzi wspólną politykę zagraniczną. Nie będziemy mieli NIC do POWIEDZENIA.
2) System podwójnej większości w głosowaniach w ramach Rady UE promuje państwa duże i wspomaga możliwości kontrolowania przez nie i narzucania swojej woli państwom małym i średnim w UE.
3) Karta Praw Podstawowych i skutki jej umocowania prawnego, niejako ‘tylnymi drzwiami’ w TL, mogą mieć brzemienne skutki zarówno dla laickiej, jak i nie-laickiej Europy (polecam ocenę Macieja Brachowicza z nr 19 ‘Międzynarodowego Przglądu Politycznego’).
W innych kwestiach można się spierać, ale zbyt wielu albo chce zbyt wiele ugrać, albo zbyt wielką sławę zdobyć przy okazji TL.
Europa powinna się reformować, zmieniać, dopasowywać, umacniać, ale nie za wszelką cenę i nie przy pomocy wątpliwych środków. Obecnie obowiązujący Traktat Nicejski nie ogranicza w żaden sposób możliwości działania w ramach UE. TL jest na chwilę obecną zbędny, a być może nawet i szkodliwy dla procesu ZRÓWNOWAŻONEJ europejskiej integracji narodów i społeczeństw Europy.
Ostatnio, o ile mnie pamięć nie myli, przemilczany jest na stronie bardzo ważny problem, a mianowicie in-vitro. Wiem, że to komentarz nie na temat ale nie wiem gdzie to Panu, Panie Marku, napisać.
Rząd pracuje nad nie wiadomo jaką ustawą/raportem dotyczącym in-vitro, oficjalnie wspomina coś o refundowaniu.
Proszę o jakąkolwiek interwencję w tej sprawie, chociażby w formie listu lub rozmowy. Sam mam zamiar napisać list do paru polityków PO zawierający m.in. taką oto uwagę:
“Z całą stanowczością pragnę stwierdzić, że zmuszanie poważnej części społeczeństwa do współfinansowania czynów (w tym przypadku zapłodnienia in-vitro), które uważają za skrajnie niemoralne, jest sprzeczne z podstawową zasadą demokracji dotyczącą poszanowania mniejszości (w tym przypadku około 39-procentowej mniejszości!), z zasadami liberalizmu gospodarczego, który to Pan głosi, a przede wszystkim jest to niesprawiedliwe i niemoralne.”
Jeszcze raz proszę o zrobienie co w Pana mocy w tej kwestii. Liczę na Pana.
do przemyslen na temat roli słowa pisanego
http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=dd&dat=20080925&id=main