Trwa „afera przelotowa”. Minister obrony zapowiedział niewpuszczenie Prezydenta Rzeczypospolitej na pokład rządowego samolotu. Trudno w tej sprawie mówić o jakiejkolwiek symetrii win, bo po stronie Prezydenta leżeć może najwyżej nie dość zabiegów o utrzymanie dialogu i ustalenie modus cooperandi z obozem rządowym. Ale premier Tusk i jego obóz nie mają na tym polu żadnych zasług. I wszystko pozostałe obarcza ich odpowiedzialność. Nie potrafią uszanować zwierzchniej władzy Prezydenta, reprezentującego konstytucyjnie Rzeczpospolitą. Ignorują art. 133 Konstytucji, dający Prezydentowi wyłączną kompetencję w dziedzinie zawierania umów międzynarodowych (nawet jeśli ich ratyfikacja wymaga częściowo zgody Parlamentu). Sprowadzają demokrację wyłącznie do poziomu demagogicznej gry o władzę. Ale – abstrahując od „afery przelotowej” – sprawy czekają. Dlatego dziś zwróciłem się – tym razem poprzez list otwarty – do Prezydenta i premiera zarówno o jedność działania w kluczowych sprawach interesu narodowego (obrona jednomyślności kluczowych decyzji Unii, obrona stoczni, podniesienie – a raczej urealnienie – kwot emisji dwutlenku węgla, konsekwentna pomoc polityczna dla Gruzji), jak również o poparcie na forum Unii interwencji dyplomatycznych dla zahamowania antychrześcijańskiej przemocy w Indiach. Ta sprawa wymaga wyłącznie konsekwentnej reakcji polityczno-dyplomatycznej. To niewiele. To, że do tej pory nawet na tyle nie było stać Unii, podważa jej zdolność wspólnego działania na polu międzynarodowym, nie tylko w imperialnych ramach Traktatu Lizbońskiego, ale nawet w oparciu o dzisiejsze zasady współpracy europejskiej. Solidarność – jako odpowiedzialność za zbiorowe bezpieczeństwo – jest niepodzielna. Nasi przedstawiciele mogą to dobitnie poświadczyć już w tym tygodniu. Ale na razie zajmują się czymś zupełnie innym. 

Ok. 21.15 występuję dziś (w poniedziałek) w TVN-24.