grudzień 2008
Miesiąc
W drodze do Nowego Roku
Święci Sylwestrzy to dobrzy patroni końca roku. I święty papież Sylwester – pierwszy papież wybrany w czasach wolności Kościoła, gdy przesilały się czasy między pierwotnym Kościołem męczenników a Cesarstwem chrześcijańskim, i Sylwester II, papież pierwszego Millenium, gdy kończyły się czasy nadziei na uniwersalne Imperium chrześcijańskie, a budziła się Europa narodów.
Nigdy nie wiemy, jaki będzie następny rok, ale trzeba podziękować za dobrodziejstwa mijającego. Na poprzedniego Sylwestra pisałem, że przyjęcie lizbońskiego „Traktatu jest kwestią otwartą, szczególnie w Wielkiej Brytanii, Irlandii i Czechach” i apelowałem, by rząd „chociaż spokojnie [poczekał] na rozwój debaty w innych krajach”. Niestety, rząd czekać nie chciał, opozycja również. Jednak gdy przypomnimy sobie nastrój jeszcze dziesięć miesięcy temu, powszechny consensus polityczny wokół „lizbońskiego” sukcesu – nic nie wskazywało, że już po paru tygodniach, po kampanii Prawicy Rzeczypospolitej przypominającej odpowiedzialność opozycji i po burzliwie przyjętej ustawie ratyfikacyjnej – ratyfikacja utkwi w martwym punkcie. Walczyliśmy o to, demaskując próby zwekslowania debaty o traktacie w spór o procedurę jego przyjęcia, i dzięki temu wspólnie z Czechami i Irlandią jesteśmy wśród krajów, które odmawiają poparcia Lizbonie – traktatowi, który miał rozszerzyć władzę Unii bez żadnych dowodów większej solidarności, z demonstracyjnym lekceważeniem chrześcijaństwa i degradacją pozycji naszego kraju.
Tak samo w sprawie euro – jest już pewne, że w tej kadencji Parlamentu nie dojdzie do likwidacji waluty narodowej, a opozycja do wyborów będzie musiała pójść pod hasłami obrony narodowego pieniądza. I tak długo, jak długo Polacy zapewniać będą w Sejmie obecność157 posłów broniących polskiej waluty – zachowamy ten instrument politycznej suwerenności. W tej sprawie pomogła nasza kampania prawdy, ale rządowi otworzył też wyobraźnię międzynarodowy kryzys. To nie jedyne chmury na horyzoncie. W Parlamencie Europejskim padają coraz dalej idące pomysły dechrystianizacyjne, z rezolucją wzywającą do represji wobec przywódców religijnych i politycznych, broniących chrześcijańskiej i naturalnej etyki seksualnej. A żeby nie zapomnieć o naszej odpowiedzialności, nie można w tym miejscu nie wspomnieć o polskiej hańbie tego roku – „sprawie Agaty” i jej dziecka, zaszczutego przez „Gazetę Wyborczą”, przy akceptacji rządu i bierności opozycji.
Życie toczy się dalej i na każdym kroku potwierdza znaczenie naszej wolności. Idźmy więc naprzód, tak jak wzywa nas Benedykt XVI, ufni w Bogu i w siły, które nam daje. Tego życzę na Nowy Rok Wszystkim Przyjaciołom i Czytelnikom tego bloga.
Międzynarodowe
27 grudnia 2008
Widmo Klausa krąży po Europie
Jeden z przywódców europejskiej socjaldemokracji powiedział mi przed dwu laty, że „od Waszego [czyli Europy środkowej] wejścia do Unii, politykę jest prowadzić o wiele trudniej, sprawy już ustalone trzeba dyskutować na nowo”. Trzeba dyskutować nawet – jak widać – z takimi przywódcami jak Vaclav Klaus, który otwarcie przed swym wyborem mówił, że nie chce przyszłości, w której „małżeństwo będzie instytucją zagrożoną wymarciem, a na Ratuszu pojawiać się będą wyłącznie pary w celu rejestracji związków partnerskich, gdzie starych i chorych będziemy z litości pozbawiać życia”, ani „przyszłości, w której Republika Czeska nie ma bronić swoich interesów, a tylko biernie poddawać się woli urzędników z tej czy innej instytucji międzynarodowej”. Co więcej, wraz z zaczynającą się za parę dni czeską prezydencją w Unii – prezydent Klaus będzie mógł podobne rzeczy mówić i proponować (!) Europie. Nie ma sensu przeceniać półrocznej prezydencji, ale to jest szansa na jakiś krok ku rzeczywistej jedności. Choć na chwilę urzędowa Europa zobaczy kawałek rzeczywistej Europy, która jest – choć w marzeniach eurokratów powinno jej nie być.
Na taśmach Klausa Cohn-Bendit niczym mnie nie zdziwił. Ale zaskoczył mnie bardzo Brian Crowley z irlandzkiej Partii Republikańskiej, jeden z przywódców Unii Europy Narodów w Brukseli. Jego twierdzenie, że spotkanie prezydenta Klausa z Declanem Ganleyem, przywódcą referendalnego „nie” dla traktatu lizbońskiego, obraża naród irlandzki, bo Ganley nie zasiada w Parlamencie – to rzeczywiście wprowadzenie standardu dyplomatycznego, którego do tej pory Europa nie znała. Wobec tego twierdzenia, wykluczającego z debaty europejskiej społeczeństwo cywilne, uwaga prezydenta Klausa, że to język, którego u nas nie słyszeliśmy od dziewiętnastu lat, traci zupełnie retoryczny charakter. Szkoda, bo Fianna Fáil to partia o pięknej tradycji, a Brian Crowley to sympatyczny człowiek. Szkoda, ale lepiej wiedzieć, jaką w Parlamencie Europejskim mamy prawicę.
Więcej w bieżącym numerze „Gościa Niedzielnego”.
Boże Narodzenie
Bóg się rodzi – jako człowiek. Niemożliwe stało się możliwe. Ciągle jeszcze wielka część ludzkości nie może w to uwierzyć. Niech więc nasza radość będzie dla innych świadectwem tej prawdy, aby Pokój tego czasu był radością dla Wszystkich. Przyjaciołom i Gościom, których spotykam na tym blogu, życzę szczęśliwych Świąt i Opieki Pana we wszystkim.
Prawda nie jest naiwna
Stolica Apostolska odmawia poparcia rezolucji ONZ o powszechnym zniesieniu karalności homoseksualizmu. Odrzucenie moralnego szantażu wymaga odwagi, bo im łatwiej jest przeinaczyć stanowisko – tym trudniej je podjąć. Jednak Rzym Benedykta XVI nie kieruje się w tym wypadku wyrachowanym pragnieniem uznania, ale odpowiedzialnością, bez której nie ma miłości. W nauce Kościoła nic tu się nie zmienia. Kościół współczuje homoseksualistom, wspiera ich w naprawie życia, od wszystkich oczekuje wobec nich ludzkiej życzliwości. Ale jednocześnie Rzym jest wierny zasadzie wyłożonej w deklaracji Kongregacji Nauki Wiary Omosessualità, która jasno uczy(art. 10), że „nie istnieje prawo do homoseksualizmu”. A skoro nie istnieje – współczucie ludziom nie może prowadzić do poddania tego rodzaju aktów szczególnej ochronie prawnej. Tym bardziej, że (jak z kapitalnym realizmem zauważył abp Celestino Migliore) teoria „prawa do homoseksualizmu” to podstawa do represji wobec tych, którzy owo prawo odrzucają, na przykład poprzez moralną krytykę homoseksualizmu. To nie teoria: w Parlamencie Europejskim trwa w tej chwili debata nad sprawozdaniem postulującym karanie przywódców politycznych i religijnych, którzy potępiają homoseksualizm. W Strasbourgu można tylko protestować. Ale Rzym powiedział, więc sprawa… zaczęta. Tylko czy Polska poprze Rzym Benedykta XVI?
Raison d’Etat wg PO-PiS
Za nami kolejna afera wyzwiskowa, którą zostawiłem już bez komentarza. Tymczasem partie układu PO-PiS zainkasują wkrótce z kasy państwa ponad 73 mln. zł w ramach przymusowego (dla obywateli) finansowania partii politycznych. To najtwardszy dowód, że głosy oddane na PiS i PO się nie marnują; z tych głosów są naprawdę żywe, realne pieniądze. Ktoś się może zdziwi, że partie zazwyczaj tak skłonne do wyzwisk, w tej akurat sprawie demonstrują tak budujący – finansowo dla siebie – consensus. Ale gdyby ktoś twierdził, że nie ma tu żadnego pluralizmu – to nieprawda. Jest pluralizm: partie sobie – społeczeństwo sobie. Wg „Rzeczpospolitej” zdecydowana większość Polaków chce ograniczenia finansowania partii. Ale partie w tej sprawie dają prawdziwy POPiS nonkonformizmu i zdolności poświęcenia zachłanności wyborczej. Skupiają się na tym, co najważniejsze i skromnie pozostają przy pieniądzach.