Święci Sylwestrzy to dobrzy patroni końca roku. I święty papież Sylwester – pierwszy papież wybrany w czasach wolności Kościoła, gdy przesilały się czasy między pierwotnym Kościołem męczenników a Cesarstwem chrześcijańskim, i Sylwester II, papież pierwszego Millenium, gdy kończyły się czasy nadziei na uniwersalne Imperium chrześcijańskie, a budziła się Europa narodów.
Nigdy nie wiemy, jaki będzie następny rok, ale trzeba podziękować za dobrodziejstwa mijającego. Na poprzedniego Sylwestra pisałem, że przyjęcie lizbońskiego „Traktatu jest kwestią otwartą, szczególnie w Wielkiej Brytanii, Irlandii i Czechach” i apelowałem, by rząd „chociaż spokojnie [poczekał] na rozwój debaty w innych krajach”. Niestety, rząd czekać nie chciał, opozycja również. Jednak gdy przypomnimy sobie nastrój jeszcze dziesięć miesięcy temu, powszechny consensus polityczny wokół „lizbońskiego” sukcesu – nic nie wskazywało, że już po paru tygodniach, po kampanii Prawicy Rzeczypospolitej przypominającej odpowiedzialność opozycji i po burzliwie przyjętej ustawie ratyfikacyjnej – ratyfikacja utkwi w martwym punkcie. Walczyliśmy o to, demaskując próby zwekslowania debaty o traktacie w spór o procedurę jego przyjęcia, i dzięki temu wspólnie z Czechami i Irlandią jesteśmy wśród krajów, które odmawiają poparcia Lizbonie – traktatowi, który miał rozszerzyć władzę Unii bez żadnych dowodów większej solidarności, z demonstracyjnym lekceważeniem chrześcijaństwa i degradacją pozycji naszego kraju.
Tak samo w sprawie euro – jest już pewne, że w tej kadencji Parlamentu nie dojdzie do likwidacji waluty narodowej, a opozycja do wyborów będzie musiała pójść pod hasłami obrony narodowego pieniądza. I tak długo, jak długo Polacy zapewniać będą w Sejmie obecność157 posłów broniących polskiej waluty – zachowamy ten instrument politycznej suwerenności. W tej sprawie pomogła nasza kampania prawdy, ale rządowi otworzył też wyobraźnię międzynarodowy kryzys. To nie jedyne chmury na horyzoncie. W Parlamencie Europejskim padają coraz dalej idące pomysły dechrystianizacyjne, z rezolucją wzywającą do represji wobec przywódców religijnych i politycznych, broniących chrześcijańskiej i naturalnej etyki seksualnej. A żeby nie zapomnieć o naszej odpowiedzialności, nie można w tym miejscu nie wspomnieć o polskiej hańbie tego roku – „sprawie Agaty” i jej dziecka, zaszczutego przez „Gazetę Wyborczą”, przy akceptacji rządu i bierności opozycji.
Życie toczy się dalej i na każdym kroku potwierdza znaczenie naszej wolności. Idźmy więc naprzód, tak jak wzywa nas Benedykt XVI, ufni w Bogu i w siły, które nam daje. Tego życzę na Nowy Rok Wszystkim Przyjaciołom i Czytelnikom tego bloga.
Z UE należy wystąpić jak najszybciej. Koncepcja że my Polacy zawrócimy antychrześcijańską Europę ze złej drogi była od początku błędna, od zarazy należy się separować. Nie mam natomiast nic przeciwko szerokiej współpracy gospodarczej suwerennych państw, wolności przepływu kapitału wolności przesiedsiedlania się, wolności politycznych.
Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku – dla wszystkich.
Janusz Baczyński
Europa wolnych narodów. Oto idea, o którą warto walczyć. Sprzeciw wobec zboczeń to obowiązke każdego normalnie myślącego człowieka.
,,Tak samo w sprawie euro – jest już pewne, że w tej kadencji Parlamentu nie dojdzie do likwidacji waluty narodowej, a opozycja do wyborów będzie musiała pójść pod hasłami obrony narodowego pieniądza. I tak długo, jak długo Polacy zapewniać będą w Sejmie obecność157 posłów broniących polskiej waluty – zachowamy ten instrument politycznej suwerenności.”
no co można tu napisać…..po prostu zgadzam się !
także Wszystkiego Najlepszego dla Pana Marszałka i dla wszystkich innych osób
nie byłbym sobą, gdybym nie napisał jeszcze załącznika…
————————
1) Informacja z ,,Irish Times”
W lipcu 2007 pojawiły się sugestie, iż w niektórych krajach strefy euro może dojść do recesji. Pisała o tym ,,Rzeczpospolita”
http://www.rp.pl/artykul/19420,158223_EBC_doprowadzi_Irlandie_i_Hiszpanie_do_recesji_.html
,,Iris Times” pisał wówczas tak oto (18.07.2008)
http://www.irishtimes.com/newspaper/frontpage/2008/0718/1216330999711.html
,,Europejski Bank Centralny (EBC) nie zmieni kursu swej polityki pieniężnej, po to (w sensie ,,tylko po to”) aby wspomagać takich członków strefy euro, jak Irlandia, Hiszpania i Portugalia, które obecnie przeżywają trudności gospodarcze – powiedział prezes EBC, Jean-Claude Trichet w Irish Times.”
,,EBC troszczy się o globalny interes strefy euro” dodając: ,,Nasza polityka pieniężna musi być optymalna dla strefy euro – podobnie jak polityka Fed-u [amerykańskiego banku centralnego], który nie patrzy na interes Missouri, Kalifornii i Teksasu”.
Rok 2008
Mój komentarz:
-prezes EBC potraktował tu z ekonomicznego punktu widzenia kraje członkowskie strefy euro jak stany w USA czy landy w Niemczech
——————————————–
A co by było, gdyby Polska weszła do strefy euro…..oto hipotetyczny fragment tekstu w tej samej gazecie w np. 2015 roku
,,Europejski Bank Centralny (EBC) nie zmieni kursu swej polityki pieniężnej, tylko po to aby wspomagać takich członków strefy euro, jak POLSKA, Węgry i Bułgaria, które obecnie przeżywają trudności gospodarcze, powiedział prezes EBC, Jean-Claude Trichet w Irish Times.”
,,EBC troszczy się o jest globalny interes strefy euro” -dodając: “Nasza polityka pieniężna musi być optymalna dla strefy
euro – podobnie jak polityka Fed-u [amerykańskiego banku centralnego], który nie patrzy na interes Missouri, Kalifornii i Teksasu”.
Rok 2015
——————————————–
2) Komisarz J.Almunia zachęca do propagandy
Joaquin Almunia – komisarz UE do spraw ekonomicznych i walutowych.
Oto zalecenie KE z 10 I 2008
http://register.consilium.europa.eu/pdf/pl/08/st05/st05256.pl08.pdf
podpisał je komisarz właśnie UE J.Almunia
Warto zwrócić uwagę na przykład na artykuł 2 punkt 5 i 6
zastanawiam sie czy to zalecenie nie jest aby wstępem do podjęcie innych działań. Na przykład wsparcia finansowego KE dla propagandy za euro ? może zresztą dlatego rząd dlatego chce sprzedać sprzedać PW ,,Rzeczpospolita” niemieckiemu Axel Springerowi ?
http://stooq.pl/n/?f=215606
premier Donald Tusk powołał pełnomocnika do spraw euro
http://www.bankier.pl/wiadomosc/Ludwik-Kotecki-pelnomocnikiem-rzadu-ds-koordynacji-przygotowan-do-wprowadzenia-euro-1870861.html
to powołanie nawiązuje do
artykułu 1 punkt 1 tego zalecenia
a artykuł 2 punkt 5
to artykuł, który nawiązuje do np. działań Expandera
http://www.expander.pl/expander/index.jsp?place=Lead2&news_cat_id=21&news_id=18186&layout=2&page=text
Expander – spółka prowadząca działalność w zakresie doradztwa finansowego
——————————————
A ja życzę Panu Marszałkowi, aby w Nowym Roku nie zbrakło mu mądrości, zdrowia i opieki Matki Bożej, którą będziemy czcili pierwszego dnia Nowego Roku 2009. Wiem, że w tym kraju może wszystko sie wydarzyć i życzę by w razie wyborów, Prawica RP weszła do Parlamentu, a także tego, aby była bardziej widoczna w mediach, bo tego troszkę brakuje.
Dużo miłości, nadziei i zdrowia oraz dalszych sukcesów społecznych w nadchodzącym Nowym Roku 2009 życzy Wojtek, Marysia i Piotr.
To tak jak w ekonomii, jak jest zróżnicowana oferta, jak jest konkurencja -spada cena.
Kler katol. w Polsce zachowuje się jak nieuczciwy monopolista, bo gdyby “na rynek” weszło więcej wyznań (tak jak np. w Irl.)to musiałby “podnieść standart usług” i zmniejszyć ceny, proste?
Bez względu na wszystko- HAPPY NEW YEAR!!!
Art. Poczytaj sobie o stosach. Pomyliły Ci się epoki. O historii,to ty w ogóle nie masz pojęcia.
Poczytaj coś w ogóle, poza Faktami i Mitami.
WSZYSTKIEGO DOBREGO W NOWYM ROKU !
POZDRAWIAM SERDECZNIE
Panie Jurek jak tam występy na TVN jako erzatz PiSu?
Dobra okazja do poplucia na Jarosława Kaczyńskiego -prawda?
Jest pan małym człowieczkiem, którego walterowcy wykorzystują do swojej goebelsowskiej propagandy.
Ciekawe czy pan jest agentem czy to tylko zwykła głupota i mściwość?
W nawiązaniu do wypowiedzi smok6 oraz Maciek:
W moich wypowiedziach z 2008 roku dotyczących ‘widoczności’ Prawicy RP w TVN sugerowałem strategię ‘coś za coś’, czyli przyjmowanie zaproszeń od TVN-u/TVN24 w zamian za zwiększenie ‘widoczności/świadomości’ istnienia Prawicy RP. Niestety, nic takiego nie nastąpiło. Prawica RP nie jest ujmowana w żadnych sondażach badających poparcie dla partii politycznych, a LPR, czy też równie a nawet bardziej ‘kadłubkowe’ UPR i owszem (chociaż nikt przedstawicieli UPR do TVN-ów nie zaprasza).
Moim zdaniem, brak skuteczności w promowaniu własnego wizerunku jako Prawica RP na falach TVN-ów skutkuje wypowiedziami typu smok6, iż jest Pan, Panie Marszałku, instrumentalizowany przez ‘walterowską machinę’ propagandową. Mimo tego, że chętnie Pana oglądam i słucham (nawet w TVN-ach), to muszę się z tą oceną zgodzić: Obecność przedstawicieli Prawicy RP w TVN-ach w 2008 roku, głównie Pana i Pana Zawiszy, to dla Prawicy RP stracona szansa.
W nowym 2009 roku życzę Prawicy RP znacznej poprawy swojej strategii medialnej, a do tego na przyszłe dziesięciolecia więcej realizmu w sprawach gospodarczych, szczególnie w kwestiach dotyczących globalizacji. Ta druga uwaga jest moją przestrogą przed ślepym i bezwarunkowym wsparciem dla waluty narodowej i skutkami takiego wsparcia w morzu łączących się międzynarodowych rynków (nie mylić proszę z bezwarunkową i postępującą integracją europejską): BANKRUCTWEM PAŃSTWA a’la ISLANDIA, WĘGRY, UKRAINA, czy choćby bankructwem kluczowych instytucji finansowych na falach spekulacji na rynkach finansowo-walutowych. Moja teza jest następująca:
To że kryzys finansowy przebiega w Europie stosunkowo łagodnie jest głównie zasługą wspólnej waluty EURO.
Proszę się nad tym w 2009 roku głębiej zastanowić, a szczególnie obserwować dalszy przebieg kryzysu w Europie. I nie liczyłbym w wyborach na głosy przeciwników euro, bo życzyłbym Prawicy RP poparcia takiego jak ma obecnie PO – z przeciwnikami euro nigdy takiego poziomu popularności nie uda się osiągnąć, a co gorsza, nigdy nie uda się zostać nowoczesną partią konserwatywną.
Ad 12:
Fidel, mijasz sie z prawda. W/g Stratforu kryzys w EU najprawdopodobniej potrwa dluzej (m.in. ze wzgledu na znacznie wieksza role sektora bankowego w finansowaniu sektora prywatnego — w US ta role pelni glownie gielda; credit crunch ma znacznie powazniejsze /i dlugotrwale/ konsekwencje dla Europy).
W dodatku wszystkie znane wskazniki ekonomiczne wskazuja na to, iz w strefie Euro kryzys mial ostrzejszy przebieg [Hiszpania, Irlandia -- ilustracja podstawowego faktu z ekonomii walutowej: strefa Euro nie jest OCA (Optimal Currency Area)], zas panstwa ktore sa na etapie przejsciowym, jak na przyklad Dania (ktora jest w ERM II — i w jakiej sytuacji znalazlaby sie DOKLADNIE Polska, gdyby zdecydowala sie przystapic, gdyz przejscie przez ERM II jest wymogiem dla przyjecia EUR) stracila olbrzymie pieniadze na interwencje monetarne majace na celu utrzymanie obowiazkowego uwiazanego kursu (tzw. “widelek”) i podczas calego kryzysu dunski bank centralny mial, ma i bedzie miec zwiazane rece, gdyz MUSI utrzymywac widelki (wymog ERM II) NIEZALEZNIE od sytuacji gospodarczej kraju.
Tlumaczac analogie do Polski: gdyby Polska zdecydowala sie na przyjecie EUR jako waluty, to musialaby wpierw wejsc w mechanizm ERM II i w tym momencie oznacza to porzucenie polityki monetarnej dostosowanej do krajowej sytuacji gospodarczej (poprzez utrate niezalnosci NBP na rzecz ECB). Niezaleznie od sytuacji gospodarczej w Polsce NBP nie moglby zrobic NIC. Ten scenariusz dokladnie wlasnie rozegral sie w przypadku obecnych panstw ERM II, jak na przyklad Dania. Potencjalnie oznacza to obnizenie wzrostu gospodarczego, wzrost bezrobocia oraz pogorszenie potencjalu gospodarczego kraju w dlugim okresie.
Logiczny wniosek jest jeden: przystapienie do strefy EUR jest wbrew interesom ekonomicznych Polski (z logiki i teorii) — TYM BARDZIEJ podczas kryzysu (z praktyki i empirii).
Propagowanie przystapienia do strefy EUR jest nawolywaniem do dzialan bezposrednio szkodzacych sytuacji gospodarczej Polski i nosi znamiona zdrady stanu.
@ Matt:
1) Nie nawołuję do przystąpienia do strefy EURO teraz. Jestem zwolennikiem przystąpienia Polski do strefy euro w latach 2015-20.
2) Dania poniosła wysokie koszty kryzysu, ponieważ ‘sztucznie’ utrzymuje własną walutę, a de facto jest w strefie euro (ERM II). Jest to rozwiązanie najgorsze z możliwych: Schizofrenia polityki duńskiej.
3) Irlandia nie należy do strefy euro.
4) Stopy procentowe kredytów są w strefie euro niższe o kilka punktów procentowych niż w Polsce, co sprzyja rozwojowi gospodarki, konsumpcji oraz np. rynkowi mieszkaniowemu.
5) Dopóki Polska ma wysoką stopę rozwoju gospodarczego, bo ciągle jesteśmy ‘na dorobku’, tak długo nie powinniśmy wprowadzać euro. Sytuacja ta ulegnie zmianie, moim zdaniem, w latach 2015-20, nastąpi spowolnienie wzrostu gospodarczego na skutek tego, że będziemy mieli ‘dojrzałą’ gospodarkę w Polsce i wtedy powinniśmy wejść do strefy euro.
6) Ja nie JESTEM ani PROROKIEM ani FAŁSZYWYM PROROKIEM!!! Co to znaczy??? Otóż ja NIE MIJAM się z PRAWDĄ…ja jedynie WYGŁASZAM TEZY.
Ad 14:
1) “Jestem zwolennikiem przystąpienia Polski do strefy euro w latach 2015-20.”
Czyli nawolujesz
2) Zgadza sie, ale Polska tez musialaby, jak kazde panstwo, przejsc przez ERM II — to jest wymog przystapienia do strefy EUR.
3) Slucham??? Oczywiscie, ze Irlandia nalezy do strefy EUR:
“The Irish pound was superseded by the euro on 1 January 1999,[1] when the Irish pound legally became a subdivision of the euro; actual euro currency did not begin circulation until the beginning of 2002.”
http://en.wikipedia.org/wiki/Irish_pound
4) O wlasnie — nizsze stopy, rynek mieszkaniowy — zgadza sie, dokladnie tak zostal rozpetany housing (i nie tylko) bubble w Hiszpani i Irlandii. To, ze stopy procentowe sa nizsze (prawde mowiac, bardziej dostosowane do gospodarki niemieckiej) oznacza relatywna ekspansje monetarna. Problem w tym, ze banki w koncu pekaja, i teraz Hiszpania boryka sie z rekordowo zla sytuacja gospodarcza, za i w Irlandii bywalo lepiej.
5) “Na dorobku” i “dojrzala gospodarka” nie sa pojeciami z zakresu ekonomii, zas hipotezy o obnizeniu wzrostu nie poparles teoria/danymi, wiec nie moge zinterpretowac tej wypowiedzi.
6) Nigdzie nie uzylem slowa “prorok”. Zdarza Ci sie wyglaszac falszywe tezy.
@ Matt:
- To prawda, Irlandia należy do strefy euro…mea culpa…przykre, ale zdarza się (nie sprawdziłem, a w Irlandii osobiście jeszcze nie byłem).
- Oczywiście, że nawołuję do przyjęcia EURO w Polsce i straszenie ‘zdradą stanu’ bardzo mnie bawi. A tak na serio, to wolę, żeby Polska i Polacy, jak już się dorobią, uniknęli losu Islandii. Bo los Hiszpanii, Irlandii, Francji, Niemiec, czy innych gospodarek strefy EURO jest dużo bardziej znośny, mimo kryzysu, dla obywateli tych państw, niż los Islandczyków, czy choćby Węgrów, Duńczyków czy Łotyszy.
Dlatego też nie wierzę w wyższość waluty krajowej (małego lub średniego kraju) nad walutą strefową. Oto i moje ekonomiczne wyznanie wiary.
- Co to jest “Dojrzała gospodarka” ??? Jest to gospodarka, która szuka swojego wzrostu poza własnymi granicami terytorialnymi, dlatego że doszło w niej do wytworzenia takiej ilości kapitału, iż jego podaż przewyższa popyt na rynku krajowym (co tak a propos niskich stóp procentowych w Hiszpanii i Irlandii, powoduje że skoro podaż przewyższa popyt, to spada cena dobra będącego w ‘nadprodukcji’, w tych konkretnych przypadkach: kapitału). Stąd lokowanie kapitału poza granicami kraju, często w wątpliwych lub niesprawdzonych przedsięwzięciach.
Przypominam też, że obecny kryzys wybuchł w USA a nie w Irlandii, czy Hiszpanii. Natomiast te dwa kraje, jak i inne rozwinięte kraje UE, są jego ofiarami, bo dokonały eksportu swojego kapitału na rozregulowany i, od czasu deregularcji rynków finansowych, niepewny rynek USA.
- Polska decydując się na EURO będzie w ERMII przez 2 lata (o ile się nie mylę???), ale w nim nie zastygnie jak Dania, która za wszelką cenę utrzymać chce swoją walutę narodową.
- Fałszywość moich tez może raczysz Pan ocenić po 2020 roku, Panie Prorok.
…aha, i na koniec:
EURO i tak będziemy w Polsce mieć, bo większość Polaków jeszcze długo będzie za wprowadzeniem EURO. Kwestią do dyskusji jest to, kiedy EURO wprowadzić, a nie czy je w ogóle wprowadzić (I tę tezę przyjdzie nam sprawdzić nawet wcześniej niż po 2020 roku;))).
- “A tak na serio, to wole, zeby Polska i Polacy, jak juz sie dorobia, unikneli losu Islandii. Bo los Hiszpanii, Irlandii, Francji, Niemiec, czy innych gospodarek strefy EURO jest duzo bardziej znosny, mimo kryzysu, dla obywateli tych panstw, niz los Islandczyków, czy chocby Wegrów, Dunczyków czy Lotyszy.”
To jest kompletna demagogia. Nie wstyd Ci?
Islandia miala nieprawdopodobna korupcje w sektorze bankowym i bardzo, bardzo silne powiazania polityka-biznes (delikatnie mowiac); gdy sie obsadza rady nadzorcze niemal calego sektora bankowego przyslowiowym kolega-tescia, prowadzi nierealna polityke monetarna (zbyt niskie stopy procentowe — cos to przypomina…?), i zyje na kredyt godny calego kontynentu w paruset tysiecznym panstwie, to sa wlasnie takie efekty.
Patrzac na wskazniki gospodarcze (bezrobocie, GDP, poziom rozwoju, R&D), los Dunczkow nie wydaje sie jeszcze taki najgorszy, na pewno nie gorszy od Hiszpanii.
- “Dlatego tez nie wierze w wyzszosc waluty krajowej (malego lub sredniego kraju) nad waluta strefowa. Oto i moje ekonomiczne wyznanie wiary.”
OK, przyjmuje to do wiadomosci — jak wsrod wiekszosci zwolennikow EUR, jest to dla Ciebie kwestia wiary. Co prawda ta wiara moze sie klocic z 1. przykazaniem, ale to juz Twoj problem.
W moim przypadku jest to kwestia faktow i ekonomii — i tutaj EUR nie ma racji bytu.
Wydaje mi sie, iz na tym powinna opierac sie racjonalna dyskusja — jesli pragnalbys ja prowadzic, zapoznaj sie chociazby z ponizszym:
http://www.imf.org/external/pubs/ft/wp/wp9776.pdf
A nastepnie: w przypadku UK problem zostal juz rozwazony — i wiele wnioskow odnosi sie do Polski — wiec moze zamiast brac rzeczy na wiare, wpierw zapoznaj sie takze z faktami, i konkretnie sie do nich odnies:
“Could Britain live in a larger family of countries with a single monetary policy? Is the British economy so very different from others in Europe? Could a one-size-fits-all interest rate be acceptable in and favourable Britain? The British economy has some important particularities:
1. Shocks, such as those in 1979–80 (oil prices) and around 1992 (recession), were relatively better absorbed by Britain than by the other major EU economies such as France and Germany (Figures 2.3 to 2.7). Basically, the first consequences of these shocks were the acceleration in the rates of unemployment and inflation everywhere. Over time, Britain, France and Germany were all able to decelerate inflation to very similar rates. However, regarding unemployment, the situation is different. Unemployment was only a transitory event in Britain, which was able to reduce the unemployment rate in 2002 to the 1975 level. Developments in France and Germany show a very different story: unemployment became a permanent feature and doubled in both countries in the 1975–2002 period. This suggests
that labour markets, particularly wages, are rigid in both France and Germany. Adjustment does not lead to reduced wages, but rather to increased unemployment. There is a general consensus that the British labour market is more flexible than those in the major countries on the continent. If British macroeconomic policy was more successful relative to those in France and Germany, should Britain abandon its pound and accept the euro as the currency of the ‘less successful’ partners? Would this mean that Britain may have less influence over its economy from within the eurozone than from without? Or is going forward with the rest of the EU a much more important national goal?
2. The public infrastructure in Britain is crumbling compared to that in a number of EU countries, and a doubling of public investment in infrastructure may be necessary. Borrowing these funds may be a fairer way to finance projects than through current taxation. Borrowing spreads the cost to the people who will benefit from the investment in the years, even decades, to come. A common EU limit on borrowing may be a policy constraint in Britain.
3. The British housing market is highly responsive to changes in rates of interest. A single pan-eurozone rate of interest may be harmful for Britain.
4. Britain (Scotland) is a significant oil exporter, so the pound is a petrocurrency. As such it is much more sensitive to actual and expected changes in the price of oil than is the euro. As long as the exchange rate of the dollar (in which the price of oil is denominated) remains volatile and as long as Britain remains a significant oil exporter, this potential over-reaction of the pound on the exchange market will remain.
5. An ageing population in Europe will increase public expenditure for pensions. In Britain these schemes are privately funded to a much larger extent than elsewhere in the EU. Hence, Britain would be less affected than the rest of the EU regarding this problem. Therefore a one-size-fits-all monetary and fiscal policy may be problematic for Britain.
6. At the heart of the eurozone policy is a single basic target: low inflation. It is difficult to coordinate national policies in order to achieve and sustain this policy goal. All other desired objectives such as reduction in unemployment, economic stability, investment and growth are supposed to come about as side-effects. They are subject to ‘soft’ coordination. It may be quite demanding and problematical to coordinate national macroeconomic policies with the demands of the ECB. These difficulties would be amplified because the participating countries have different sizes and causes of budget deficits, diverse priorities and policy targets, as well as distinct ideas about the causes of and remedies for their economic problems.
7. Asymmetric transmission of shocks within the eurozone may remain a common factor for quite some time in the future. This may hit certain regions particularly hard as there are no (or if there are, they are weak and slow) automatic stabilisers. Perhaps one should consider more carefully before entering into a monetary union with countries in which there is a wide discrepancy in the above elements. This is very important not only for Britain, but also for the countries in Central and Eastern Europe.
8. But what are the real and significant costs of remaining outside the eurozone? Are they in lost additional trade, reduced competition and slower growth? Frenkel and Rose (1998) argued that currency unions expand trade. Prices are becoming transparent, competition intensifies, there is more specialisation and productivity increases. ‘Countries that use the same currency tend to trade disproportionately . . . countries with the same currency trade over three times as much as countries with different currencies’ (Rose, 2000, p. 17). If this were true, then the eurozone
countries should have improved their performance since the introduction of the euro in 1999. However, this has not yet been observed to any significant degree. In fact, ‘productivity growth has deteriorated substantially in the EU since 1995, precisely when one would have expected the looming currency union to have had a powerful positive effect’. If large currency areas are so important, then one may expect to find that larger European countries are richer per capita than the smaller ones. The evidence, however, does not support such an expectation.
Bearing all this in mind, Britain may perhaps face less integration and more asymmetric shocks in the eurozone. Therefore, costs of eurozone membership may be potentially high for Britain (deGrauwe, 2002,p. 8). However, one may credibly argue that each and every country has its peculiarities, that there are important costs and significant benefits (see Section 3, above) that come from monetary integration. In any case, 12 EU countries took a political decision to take part in the eurozone. It is up to the other EU countries to evaluate whether it is a shrewd move to join the ‘innermost core’ of EU integration or to stay in the outer ‘circles’. In order to assess the possibility of joining the eurozone, as well as the costs and benefits of such a policy move, in 2003 the British government devised five ‘tests’:
1. economic convergence with the eurozone;
2. sufficient flexibility to adapt;
3. impact on jobs;
4. effect on financial services; and
5. influence on foreign direct investment (FDI).
After publishing 18 detailed studies and a lengthy assessment on British membership of the eurozone in 2003, the Treasury’s answer was ‘not yet’.”
Zrodlo:
Miroslav N. Jovanovic
The Economics of European Integration (2005). Cheltenham: Edward Elgar. Pgs. 135-137.
Disclosure: autor ksiazki jest pracownikiem United Nations Economic Commission for Europe.
- “Co to jest “Dojrzala gospodarka” ??? Jest to gospodarka, która szuka swojego wzrostu poza wlasnymi granicami terytorialnymi, dlatego ze doszlo w niej do wytworzenia takiej ilosci kapitalu, iz jego podaz przewyzsza popyt na rynku krajowym (co tak a propos niskich stóp procentowych w Hiszpanii i Irlandii, powoduje ze skoro podaz przewyzsza popyt, to spada cena dobra bedacego w ‘nadprodukcji’, w tych konkretnych przypadkach: kapitalu). Stad lokowanie kapitalu poza granicami kraju, czesto w watpliwych lub niesprawdzonych przedsiewzieciach.”
Przepraszam, ale powyzsze jest pozbawione sensu. W przypadku Hiszpanii akurat niskie stopy doprowadzily do lokowania kapitalu w “watpliwych lub niesprawdzonych przedsiewzieciach” jak najbardziej w granicach kraju i maja teraz z tego powodu duze klopoty. Czy twierdzisz, iz polska gospodarka bedzie w/g Twojej definicji bardziej “dojrzala” od hiszpanskiej?
- “Przypominam tez, ze obecny kryzys wybuchl w USA a nie w Irlandii, czy Hiszpanii. Natomiast te dwa kraje, jak i inne rozwiniete kraje UE, sa jego ofiarami, bo dokonaly eksportu swojego kapitalu na rozregulowany i, od czasu deregularcji rynków finansowych, niepewny rynek USA.”
Bzdura. Kryzys ma zasieg globalny i zostal wywolany przez regulacje (takie jak cRA — zmuszanie bankow do udzielania kredytow hipotecznych osobom z podwyzszonym ryzykiem kredytowym oraz finansowanie tych papierow przez gwarantowana przez rzad Fannie Mae, co sztucznie rozdelo rynek subprime mortgages), zbyt niskie stopy procentowe (=> malinvestments), etc. W przypadku Europy mniej-wiecej rownolegle wybuch credit crunch, glownie ze wzgledu na nieodpowiedzialna polityke ECB (stopy procentowe) oraz poszczegolnych rzadow (deficyty budzetowe); a — kryzys ten najprawdopodobniej potrwa dluzej w przeregulowanej Europie.
Szczegolnie EUR w Hiszpanii i Irlandii dokonalo spustoszenia i przyczynilo sie do kryzysu, gdyz polityka ECB bardziej dostosowana do gospodarki Niemiec rozgrzala gospodarki tych panstw, doprowadzajac do rozdecia banki na rynku subprime w tych panstwach:
“Underneath the global credit crunch looms the second problem: the European subprime crisis. This issue is particularly acute in places like Spain and Ireland that have recently experienced a lending boom propped up by euro’s low interest rates. The adoption of the euro in Spain, Portugal, Italy and Ireland spread low interest rates normally reserved for the highly developed, low-inflation economy of Germany to typically credit-starved countries like Spain and Ireland, granting consumers there cheap credit for the first time. The subsequent real estate boom — Spain built more homes in 2006 than Germany, France and the United Kingdom combined — led to the growth of the banking and construction industry. Banks pushed for more lending by giving out liberal mortgage terms — in Ireland the no-down-payment 110 percent mortgage was a popular product, and in Spain credit checks were often waived — creating a pool of mortgages that might soon become as unstable as the U.S. subprime pool.”
Ponownie, zapoznaj sie prosze z konkretnymi faktami:
http://www.stratfor.com/analysis/20081012_financial_crisis_europe
- “Polska decydujac sie na EURO bedzie w ERMII przez 2 lata (o ile sie nie myle???), ale w nim nie zastygnie jak Dania, która za wszelka cene utrzymac chce swoja walute narodowa.”
Co najmniej dwa lata — to wymaganie ma charakter minimalny. Co do “nie zastygnie” — a miales nie prorokowac
- “Falszywosc moich tez moze raczysz Pan ocenic po 2020 roku, Panie Prorok.”
Wiesz, jesli ktos deklaruje, ze “1+1=3″, a potem sie poprawia, ze moze niekoniecznie teraz, ale gdy juz arytmetyka “dojrzeje” w 2020 (bo “teraz jest na dorobku”) to juz wtedy na pewno, to mozna bardzo predko ocenic falszywosc takiej tezy i nie trzeba byc do tego prorokiem
- “EURO i tak bedziemy w Polsce miec, bo wiekszosc Polaków jeszcze dlugo bedzie za wprowadzeniem EURO. Kwestia do dyskusji jest to, kiedy EURO wprowadzic, a nie czy je w ogóle wprowadzic (I te teze przyjdzie nam sprawdzic nawet wczesniej niz po 2020 roku;))).”
Powyzsze jest przykladem argumentacji nierzeczowej, w tym przypadku:
“Argumentum ad populum (lac. argument odwolujacy sie do upodoban ludu) – pozamerytoryczny sposób argumentowania, w którym mówca odwoluje sie do gustów, upodoban i przesadów tlumu.” (http://pl.wikipedia.org/wiki/Argumentum_ad_populum)
A wiec oprocz demagogii, poslugujesz sie jeszcze populizmem. W dodatku popularnosc tezy wydaje sie byc dla Ciebie wazniejsza niz dazenie do prawdy — smutne… a juz moglo sie wydawac, iz deklarowales bycie Chrzescijaninem.
Panie Matt,
Zacznę od końca i nie chcę się zbyt rozpisywać, bo NUDY:
1) W matematyce 1 + 1 daje 2. W ekonomii wynik dodawania 1 + 1 nie jest, niestety, ani jasny, ani jednoznaczny. Pojęcie PRAWDY również w ekonomii nie istnieje. Istnieją natomiast modele, które opierają się na REDUKOWANIU RZECZYWISTOŚCI (czyli PRAWDY bezwzględnej). Czy redukcja PRAWDY pozwala poznać PRAWDĘ???
Swoją drogą to nie ekonomia nie dąży do poznania PRAWDY ale historia. Ekonomia zajmuje się poznawaniem motywów i sktutków zachowań ludzkich w ich działalności gospodarczej. Motywem wszelkiej działalności gospodarczej z pewnością nie jest ani PRAWDA, ani chęć poznania PRAWDY, ani dążenie do PRAWDY.
2) W kwestii nieomylności i bezwzględnej słuszności wszelkich prognoz ekonomicznych zapytam: Pamiętasz Pan, ilu to słynnych ekonomistów twierdziło w swoich prognozach jeszcze kilka miesięcy temu, że żadnego kryzysu ekonomicznego/finansowego ani na świecie, ani w Europie nie będzie??? Nawet guru Greenspan się pomylił, a inny guru, Madoff, okazał się oszustem. To samo życie rewiduje wszelkie wysuwane i TEZY, i PROGNOZY ekonomiczne. Stąd rok 2020. Ale Pan rozumiem nie musi czekać na rewizję swoich tez??? Rozumiem też, że Pan przewidział obecny kryzys, łącznie choćby z dzisiejszą ceną ropy i jeszcze Pan na tym dobrze zarobił??? Gratuluję!
3) Zarzucasz mi Pan demagogię, populizm, mijanie się z prawdą, grozisz sądem za zdradę stanu, poddajesz Pan w wątpliwość, że jestem Chrześcijaninem…czuję się jakbym słyszał Jaśnie Stefana Niesiołowskiego…a wszystko z powodu mojego odmiennego zdania w kwestii przyjęcia EURO w Polsce. Nie wstyd Panu używać argumentów tego typu w tej dyskusji???
4) Co było skutkiem inflacji (czyli rozdęcia cen związanego z nadmiernym popytem) na rynkach nieruchomości w Hiszpanii oraz Irlandii (nadmiar taniego kapitału??? zbyt optymistyczne oceny przyszłych dochodów??? zbiorowy pęd do posiadania nieruchomości???(tak jak niedawno zbiorowy światowy pęd do inwestowania w ropę i inne commodities???)) wymaga to dogłębnej analizy. I jak to w ekonomii bywa: Odpowiedzi może być kilka.
Dlaczego natomiast mieliśmy inflację na rynkach nieruchomości również w Wielkiej Brytanii, posiadającej własną walutę i własną politykę kreowania ceny pieniądza??? Czyżby była to jednak ta sama choroba rozwiniętych gospodarek niezależnie od rodzaju waluty, jaką się posługują??? Przemyśl Pan tę tezę, bo w tym angielskim tekście powyżej padło stwierdzenie (patrz pkt. nr 3), że Wielkiej Brytanii inflacja w sektorze nieruchomości ma niby nie dotyczyć przy zachowaniu narodowej waluty. I co się okazało???
5) I na sam koniec pytam: Jaką mi Pan dasz gwarancję, że Polska mająca własną politykę pieniężną (z własną walutą) nie skończy kiedyś jak Islandia??? W wolnej gospodarce NIE MA TAKIEJ GWARANCJI!!!
Nie ma też gwarancji, że w strefie EURO wszystko będzie zawsze w najlepszym porządku.
Należy zatem rozważyć, co przynosi więcej szkodliwych ryzyk: Własna waluta, czy wspólna waluta???
Ja uważam, że wspólna waluta w zglobalizowanej gospodarce jest mniej ryzykowna, czyli po prostu jestem za EURO. I, podkreślam, to jest moje ekonomiczne wyznanie wiary (Proszę nie mylić tego po pierwsze z chrześcijaństwem, a po drugie mam nadzieję, że ‘licencia poetica’ jest Panu znanym wyrażeniem??? Jeśli nie, to postaram się pisać innym razem wyraźniej, wolniej i dokładniej, co by czytelnik mógł z czytaniem nadążyć (to też taka ‘licencia poetica’ – proszę nie czepiać się więc wyrażeń ‘pisać wolniej’ oraz ‘z czytaniem nadążyć’;))).
(1) “W matematyce 1 + 1 daje 2. W ekonomii wynik dodawania 1 + 1 nie jest, niestety, ani jasny, ani jednoznaczny.”
To jest wlasnie nieprawde — moze chciales powiedziec “wedlug roznych szkol ekonomicznych” — ale w ekonomii, ex post, tylko jeden wynik jest prawdziwy — to, co sie stalo. Wielu laikow/politykow (niepotrzebne skreslic) wydaje sie iz jest wlasnie tak, jak napisales, wprowadzaja polityke w rodzaju CRA “zeby zwiekszyc home-ownership rate” i utrzymuja niskie stopy proc., regulacyjnie zmuszaja do opierania sie przy wycenie ryzyka na agencjach ratingowych (ktore po parokrotnym przepakowaniu hipotek niemozliwych do splacenia gubia sie i wystawiaja AAA), a potem nadchodzi kryzys, nieublagane prawa (jak sie okazuje — scisle i jedyne) ekonomii zaczynaja dzialac i… coz, glupi bywa nawet glupi po szkodzie.
(2) Oczywiscie, ze bywaja mylne prognozy — wydaje mi sie wlasnie, iz Twoje entuzjastyczne nastawiene do EUR nalezy do takowych. Kryzys jednak akurat przewidzialo wielu _wolnorynkowych_ ekonomistow czy finansistow a nawet jeden zajmujacy sie polityka (choc ekonomii tez sie nauczyl) — Peter Schiff, Jim Sinclair, Jim Rogers, Nouriel Roubini i Ron Paul. Niektore rzeczy po prostu latwe sa do przewidzenia — ekspansywna polityka monetarna (w tym CRA), soft budget constraints (to, jak zadzialaly SBCs widzielismy podczas kryzysu w Azji), etc. moga konczyc sie tylko w jeden sposob. Zwracam tylko uwage, iz zbior profesjalnych ekonomistow zazwyczaj nie pokrywa sie ze zbiorem ekonomistow cytowanych w polskiej prasie
(3) Nigdzie nie grozilem sadem, stwierdzalem tylko fakty. Twoje zdanie jest Twoim problemem — to raczej sposob argumentacji razi — chociazby wskazujac na Danie czy Hiszpanie na poparcie swoich tez, podczas gdy powszechnie jest wiadome iz jest akurat dokladnie odwrotnie wprowadza w blad i jest nieuczciwe.
(4) Podalem linka i nawet podalem wycinek — sluchaj, w Hiszpanii wystapila sytuacja tak skrajna (“Spain built more homes in 2006 than Germany, France and the United Kingdom combined” — rozumiesz, co to znaczy “COMBINED”?), ze mowienie o “roznych odpowiedziach” jest niepowazne — nadmiar taniego kapitalu, i nikt tego nie kwestionuje (chyba, ze mozesz podac jakies powazne zrodla?). W przypadku Hiszpanii, Portugalii, Wloch oraz Irlandii sytuacja jest az do bolo prosta:
““Underneath the global credit crunch looms the second problem: the European subprime crisis. This issue is particularly acute in places like Spain and Ireland that have recently experienced a lending boom propped up by euro’s low interest rates. The adoption of the euro in Spain, Portugal, Italy and Ireland spread low interest rates normally reserved for the highly developed, low-inflation economy of Germany to typically credit-starved countries like Spain and Ireland, granting consumers there cheap credit for the first time. The subsequent real estate boom — Spain built more homes in 2006 than Germany, France and the United Kingdom combined — led to the growth of the banking and construction industry. Banks pushed for more lending by giving out liberal mortgage terms — in Ireland the no-down-payment 110 percent mortgage was a popular product, and in Spain credit checks were often waived — creating a pool of mortgages that might soon become as unstable as the U.S. subprime pool.”
http://www.stratfor.com/analysis/20081012_financial_crisis_europe
Co do BOE i UK takze doszlo to zbyt niskich stop procentowych, w dodatku gospodarki US i UK sa b. silnie zwiazane (te papiery oparte na subprime mortgages lataly pomiedzy Nowym Jorkiem i Londynem az milo), wiec bledy Fed-u sie nalozyly.
(5) Poniewaz kryzys Islandzki nie byl wywolany przez “wlasna walute” tylko przez sektor bankowy niekompatybilny z malutka wysepka, korupcje na styku panstwo-biznes w tymze sektorze, rozdecie kredytowe, prowadzenie polityki gospodarczej sugerujacej, iz Islandii wydaje sie, ze ma wielkosc calej EU, etc. — i ponownie, nikt tego nie kwestionuje, a Ty nie podales zrodel, ktore moglyby wskazywac na to, iz jest inaczej.
A wiec dopoki Polska nie jest malutka wysepka prowadzaca polityke gospodarcza bardziej odpowiadajaca calej EU, totalnie skorumpowanego sektora bankowego i rozdecia kredytowego, to nie bedzie problemow.
Teraz, co do zbyt niskich stop — widzisz, ty domagasz sie ZAWSZE gwarancji dobrej sytuacji — problemem w droga strone jest, iz wprowadzenie w Polskce EUR automatycznie GWARANTUJE ekspansje, czyli zla sytuacje. Powod? Eurozone nie jest OCA, a w szczegolnosci: z pkt-u widzenia Polski oznacza to zawsze za niskie stopy procentowe. Stopy procentowe ECB ustalane sa bardziej z mysla o Francji i Rep. Fed. Niemiec, niz Hiszpanii czy Irlandii — skutek czego juz zaobserwowalismy. I automatycznie byloby w przypadku Polski, gdyz pod wzgledem znaczenia gospodarczego niestety blizej tutaj do Hiszpanii niz do Niemiec. Wiec nawolywanie do wprowadzenia EUR jest niemal rownowazne z ustanowieniem Andrzeja Leppera jako prezesa NBP, z niewygasajaca kadencja. W przypadku niezaleznosci olbrzymia, decydujaca wrecz zaleta jest to, iz kadencja jednak wygasa i nie w kazdej zdarza sie Lepper.
@ Matt:
- Ex post to będzie w roku 2020 i wtedy przekonamy się, kto miał rację. Teraz jest ex ante i Twoje twierdzenia/tezy mają taką samą wartość jak moje. A ja osobiście jestem za wejściem Polski w stref i w projekt EURO – po roku 2015 ale nie później niż po 2020.
- Kryzys Hiszpanii jest kryzysem sektora nieruchomości i z kryzysem w USA ma tylko tyle wspólnego, że dotyczy tego samego sektora. Gdyby doszło tylko do kryzysu w Hiszpanii to nikt by tego ani na świecie, ani w strefie euro nie zauważył. Wzrosłyby jedynie koszty kredytów w euro i spadłyby ceny mieszkań w Hiszpanii, a do tego doszłoby do załamania w sektorze budownictwa (zwiększenie bezrobocia, spadek wzrostu gospodarczego w krótkim okresie). Ponieważ jednak kryzys dotknął USA to tym samym niejako przyspieszył zapaść na rynku hiszpańskim (w ekonomii 50%, jeśli nie więcej, to jest psychologia i dlatego ex ante 1 + 1 daje bardzo rzadko ex post, jeśli w ogóle, wynik 2). Dlatego wydaje się, iż kryzys w Hiszpanii jest częścią kryzysu światowego, a tak naprawdę jest to kryzys lokalny spowodowany zbyt wygórowanymi oczekiwaniami w stosunku do rynku nieruchomości. Podobne zjawisko mamy obecnie w Polsce (mimo wysokich stóp procentowych kredytów), które wynika ze zbytniego zaufania (zbyt optymistycznych oczekiwań) w roku 2008 do rozwoju rynku nieruchomości w Polsce. Rodzaj waluty nie ma tu zupełnie znaczenia, natomiast spowolnienie na rynku nieruchomości jest wywołane i wzmocnione także z powodu ogólnoświatowego kryzysu, w którym Polska tak naprawdę nie brała udziału, ale brał w nim udział kapital zaangażowany w Polsce. Stąd jesteśmy także ofiarą tego kryzysu i pln nam w wyjściu z tego kryzysu nie pomoże, bo jedyna szansa to poprawa na rynkach europejskich oraz w USA i ponowny powrót zagranicznego kapitału do Polski. Akurat skutki tego kryzysu są dla przeciętnych Polaków korzystne, bo po pierwsze spadają stopy procentowe, a po drugie ceny mieszkań (i znów można zacząć marzyć o własnym mieszkaniu). Jednak gdyby Polska była w strefie euro spadek stóp procentowych byłby większy, a to było by jeszcze bardziej korzystne dla naszej gospodarki.
Skutków recesji w USA i w Europie nie unikniemy, choćbyśmy mieli dwie waluty, albo i więcej. Natomiast posiadając euro szybciej byśmy z takiej recesji wyszli, bo póki co NBP prowadzi mimo wszelkich zniżek, zbyt restrykcyjną politykę pieniężną. To będzie kosztować wkrótce miejsca pracy. Wygląda na to, że ECB reaguje dużo lepiej na kryzys w Europie (tańszy pieniądz to szansa na tanie kredyty, a tym samym tanią konsumpcję lub tanie inwestycje). ECB jest baczniej obserwowawne przez rządy państw strefy euro, niż NBP przez rząd w Polsce. Stąd mniejsza możliwość popełnienia błędów w polityce ekonomicznej….a jak wspomniałem: W ekonomii 50%, jeśli nie więcej, to psychologia. Ja bardziej stawiam na psychologię ECB niż NBP. I to nie z tego powodu, że nie kocham własnej Ojczyzny. Wręcz odwrotnie: Życzę Polsce i Polakom jak najlepiej, czyli jak najszybszego uporania się z kryzysem.
Co do czesci sie juz przekonalismy — w przypadku Danii, Hiszpanii i Irlandii nie miales racji, to juz jest ex post.
Kryzys w sektorze nieruchomosci zostal poprzedzony zbyt niskimi (relatywnie do gospodarki hiszpanskiej) stopami procentowymi ustawionymi przez ECB, co doprowadzilo, powtorze ponownie, do banki w wyniku ktorej w 2006 r. w Hiszpanii wybudowano wiecej domow niz w Niemczech, Francji oraz Wielkiej Brytanii razem wzietych. To juz sa dane historyczne, wiec nie bardzo rozumiem, jak masz zamiar podpiac przyczyny do “kryzysu swiatowego” — owszem, ex post ten kryzys na pewno zamplifikuje wahania, ale to jest efekt i nie ma nic wspolnego z przyczyna — stoi za tym zwyczajna chronologia wydarzen, rok 2006 jest przed rokiem 2007.
Rozwazania o psychologii i “ex ante 1 + 1 daje bardzo rzadko ex post, jesli w ogóle, wynik 2″ sa bez sensu, zawsze jest cos takiego, jak wartosc oczekiwana i przynajmniej srednio mozna przewidziac dany efekt, najwyzej popelniajac (niesystematyczny) blad.
Nie masz racji co do waluty i kryzysu — nawet przy uczynieniu bardzo silnych zalozen zmniejszajacych koszty przyjecia EUR, w badaniach NBP wyszlo, iz wahliwosc (mierzona przez odchylenie standardowe) PKB, konsumpcji oraz pracy znaczaco by wzrosla, jedynie wahliwosc inflacji moglaby spac. W dodatku plynny kurs walutowy PLN (przyjecie EUR efektywnie oznacza kurs sztywny) pelni funkcje bufora absorbujacego asymetryczne szoki gospodarcze, i takze ten bufor zostalby utracony.
Patrz: http://www.nbp.pl/bise/seminaria/GradzewiczP.pdf (str. 32)
A w dodatku, jak autorzy sami przyznaja, jest to model przy zalozeniach obnizajacych koszty (zalozono starszy model egzogenicznego cyklu, zamiast endogeniczny) oraz, cytuje “badanie nie uwzglednia wplywu sztywnosci plac, co moze zwiekszyc szacowany koszt).
- “Jednak gdyby Polska byla w strefie euro spadek stóp procentowych bylby wiekszy, a to bylo by jeszcze bardziej korzystne dla naszej gospodarki.”
Aha, a wiec widze zrozumienie gospodarki na poziomie Andrzeja Leppera. Otoz wyobras sobie, ze nie, spadek stop procentowych nie jest korzystny dla gospodarki. W krotkim okresie moze co prawda sztucznie przyspieszyc wzrost (Irlandia, Hiszpania), ale juz w srednim okresie placi sie za to na tyle wysoki koszt, iz w bilansie sie na tym traci (Irlandia, Hiszpania). I teraz wlasnie mamy utrate miejsc pracy i bezrobocie w takich gospodarkach.
Co do wychodzenia z recesji poprzez obnizanie stop — widzisz, to sie wlasnie przyczynilo to zwiekszenia kryzysu w USA; po atakach terrorystycznych w 2001 r. oraz burscie banki w sektorze dot-comow Fed bardzo ostro obnizyl stopy procentowe, co doprowadzilo do jeszcze wiekszego rozrostu i tak sztucznie rozchwianego rynku nieruchomosci (patrz: indeks S&P/Case-Shiller i zrob cross-referencje ze stopami, to zobaczysz, o czym mowie). “Tanszy pieniadz” oraz soft budget constraints sa jednymi z glownych przyczyn obecnego kryzysu. Wiec ponownie — pudlo, obnizanie stop proc. podczas kryzysu moze co najwyzej odwlec to co nieuchronne, w dodatku jeszcze podnoszac koszta.
Jak na razie, stan gospodarki polskiej jest lepszy, niz wielu gospodarek strefy EUR. To sie oczywiscie moze zmienic, gdyz w dziesiejszym swiecie systemy gospodarcze sa jak najbardziej polaczone, ale wtedy to nie bedzie “wina zlotowki”, tylko nieodpowiedzialnej polityki gospodarczej tychze panstw.
Na koniec — mowisz o tym, iz bardziej ufasz polityce ECB niz NBP. OK, masz do tego prawo. Problem jednak w tym, ze to nie jest wybor — pozbawiajac sie polityki monetarnej, jedynym dzialaniem na polu krajowym pozostanie polityka fiskalna, ktora obecnie ma mniejsze znaczenie. Rola ECB nie jest odpowiadanie na kryzysy w poszczegolnych panstwach, ale patrzenie na inflacje w calej strefie — i tyle. Nawet najwieksi entuzjasci EUR przyznaja, iz w sytuacjach kryzysowych oznacza to przeniesienie odpowiedzialnosci na polityke fiskalna danego kraju, lacznie z tymi odpowiedzialnymi za ksztalt i regulacje polityki gospodarczej EUR — stad wlasnie te kryteria konwergencji, plany przejsciowe, ERM 2. Polska ma w tym zakresie olbrzymie zaleglosci do nadrobienia, obecna struktura wydatkow budzetowych bylaby do calkowitego przepisania, poziom dlugu publicznego i kolejne deficyty budzetowe musialy by zostac drastycznie zredukowane. Powiedz mi, tak uczciwie i zapominajac na chwili o opinii w sprawie EUR — czy na prawde ufasz, wierzysz w to, i mozesz uczciwie powiedziec, iz polskie rzady i nasi politycy sa gotowi do tego, by powierzyc im gospodarke w razie kryzysu?
A więc od końca po raz wtóry:
1) Odpowiadając na ostatnie pytanie: Sytuacją optymalną jest unikanie kryzysów, ale jeśli do kryzysu dochodzi to należy go rozwiązywać wszelkimi dostępnymi środkami: i wewnętrzynymi (polscy politycy w Polsce), i zewnętrznymi (polscy politycy na arenie międzynarodowej). Z obecnymi kryzysami jest tak, że są one często zbyt duże (obecny kryzys przerósł wiele państw nie tylko europejskich, ale i same USA) i dlatego należy często szukać jeśli nie rozwiązań globalnych, to regionalnych.
2) Do sytuacji Hiszpanii i Irlandii raz jeszcze. Otóż obwiniasz za kryzys na rynku nieruchomości zbyt niskie stopy procentowe euro (‘tani pieniądz’). Ja natomiast obwiniam polityków rządzących w Hiszpanii i Irlandii. Dlaczego??? Otóż po pierwsze stopy procentowe, ustalane przez ECB, są jednym z wielu instrumentów, którymi można sterować gospodarką (a jeśli są one ustalane przez Bank Centralny, albo ECB to jest to niejako ‘wartość stała’ (przynajmniej krótkookresowo) a nie zmienna). Po drugie gdzie były inne instrumenty??? Dlaczego nie zwiększono w okresie ‘przegrzewania’ rynku np. VAT-u od materiałów budowlanych, akcyzy od nowych budynków, tudzież podatku kadastralnego, ograniczeń w obrocie działkami budowlanymi, czy też nie wprowadzono administracyjnych ograniczeń na rynku kredytowym (np. kredyty do max. 80% wartości inwestycji)??? Odpowiedzi są dwie: Po pierwsze liczono na cuda i że jakoś tam będzie. Po drugie wprowadzanie tego typu instrumentów jest politycznie ‘nienowoczesne’ i ‘niepopularne’. Łatwiej jest walczyć z kryzysem (wracając do Twojego pytania) i uczynić z ECB lub EURO kozła ofiarnego (w tym wypadku USA uczyniono głównym kozłem ofiarnym), niż być niepopularnym politykiem. I przypominam, iż identyczny kryzys jak w Hiszpanii i Irlandii ma miejsce w Wielkiej Brytanii mimo nieograniczonej swobody W.B. w decydowaniu o ‘cenie pieniądza’ na rynku i mimo faktu posiadania własnej waluty. Czyli wniosek jest BANALNY: Własna waluta nie uchroni żadnego kraju przed takim kryzysem jak w Hiszpanii i Irlandii.
3) Skoro tak łatwo poszło nam z analizą sytuacji w Hiszpanii i Irlandii, to pozostaje wobec tego anliza sytuacji w Islandii. Bankructwo tego kraju jest oczywiste mimo posiadania własnej waluty i własnych instytucji finansowych, a nie EURO.
I podsumowując: Stopy procentowe w strefie EURO są być może mało optymalne i dopasowane do poziomu Niemiec. Nie zwalnia to jednak żadnego z rządów z kreowania własnej polityki przy pomocy innych instrumentów niż kształtownie samych stóp procentowych.
@ STUDIUM: SYTUACJA gospodarcza w Wielkiej Brytanii a kwestia EURO:
“Bank Anglii tnie stopy do najniższego poziomu od 1694 r.” pod takim tytułem w wydaniu drukowanym z dnia 9.01.2009 -The Wall Street Journal. Polska- zamieszczono artykuł o obniżce stóp procentowych w Wielkiej Brytanii do poziomu 1,5%. Artykuł w wydaniu internetowym do przeczytania pod następującym linkiem:
http://www.dziennik.pl/gospodarka/wsj/article294620/Bank_Anglii_bezlitosnie_tnie_stopy.html
Niestety, ale wydanie internetowe nie zawiera grafiki, która ilustruje rozwój stóp procentowych w W.B. w 2008 roku (źródłem danych jest The Bank of England). Opiszę więc krótko sytuację:
10.01.2008: Stopy procentowe ustalone zostają na poziomie 5,5%
od 10.04.2008: Stopa spada do poziomu 5%
od 08.10.2008: Spadek do poziomu 4,5%
od 06.11.2008: Spadek do 3%
I bardzo ciekawy poziom stóp procentowych w 2007 roku (źródło: http://www.bankofengland.co.uk/monetarypolicy/decisions/decisions07.htm ):
Poziom stóp procentowych rośnie od 5,25% na początku roku przez 5,75% do 5,5% na końcu roku 2007.
Jakie wnioski nasuwają się patrząc na te dane??? Otóż, mając na uwadze naszą dyskusję, nasuwają mi się następujące wnioski:
(1) Stosunkowo wysokie stopy procentowe narzucone przez Bank of England nie zapobiegły ‘przegrzaniu’ na rynku nieruchomości w Wielkiej Brytanii (a propos: Jest to jeden z ważniejszych rynków, jeśli chodzi utrzymywanie wzrostu gospodarczego i koniunktury w każdej rozwiniętej gospodarce wolnorynkowej).
(2) Z wniosku (1) wynika dalszy wniosek: Prawdopodobnie jeszcze wyższe stopy procentowe doprowadziłyby do zachowania równowagi na rynku nieruchomości (polityka ‘drogiego pieniądza’) i do tego, że nie doszłoby do ‘przegrzania’ tego rynku (jak to też miło miejsce w Hiszpanii i Irlandii, czyli w strefie euro z jeszcze ‘tańszym pieniądzem’, czyli niższymi stopami procentowymi). Dlaczego więc Bank of England nie podniósł stóp procentowych do poziomu np. 7% lub 8%, żeby zapobiec katastrofie na rynku nieruchomości w Wielkiej Brytanii??? Odpowiedź jest banalnie prosta: Tak ‘drogi pieniądz’ doprowadziłby do ‘zduszenia’ innych rynków, dla których kredyty są równie istotnym instrumentem działalności gospodarczej: rynek sprzedaży samochodów, kredyty kupieckie we wszystkich pozostałych branżach, itp.
(3) Z wniosku (1) oraz (2) wynika, że stopa procentowa nie jest IDEALNYM, bo JEDYNYM INSTRUMENTEM kreowania zachowań gospodarczych w danym obszarze gospodarczym. Stopa procentowa jest więc jednym z wielu instrumentów mających zastosowanie przy kształtowaniu sytuacji na rynkach i nie jest ona instrumentem doskonałym (o czym raczą zapominać przeciwnicy EURO), gdyż przy jej pomocy NIKT nie jest w stanie regulować jednoczesnie wszystkich rynków na danym obszarze gospodarczym. Niemniej jednak kreowanie ‘ceny pieniądza’ jest jednym z najbardziej widocznych i najszybszych instrumentów zarządzania sytuacją na rynkach.
(4) Wniosek OSTATECZNY wynikający z (1), (2) oraz (3): To politycy posiadają pełne instrumentarium do kreowania rynków. ‘Cena pieniądza’ może być instrumentem pomocnym i najszybszym (stąd prawdopodobnie uniezależnienie tego instrumentu od ręki polityków, czyli cenę pieniądza kreują w większości ekonomiści, a więc Banki Centralne. Gdyby politycy mieli wpływ na ‘cenę pieniądza’ to swoimi gwałtownymi reakcjami doprowadzaliby dużo częściej i dużo szybciej do kryzysów gospodarczych), jednak charakter obecnego kryzysu gospodarczego wskazuje, że nie jest to instrument (idealny), który jest w stanie zapobiec kryzysom gospodarczym. Kryzysom gospodarczym może zapobiec jedynie AKTYWNA POLITYKA PAŃSTWA i taką rolę na siebie każde państwo powinno przyjąć.
Działalność PAŃSTWA w dziedzinie gospodarki polegająca na roli ‘stróża nocnego’ i na wyczekiwaniu na reakcje Banku Centralnego została skompromitowana w 2008 roku zarówno w USA, jak i w Hiszpanii, Irlandii, Islandii, czy Wielkie Brytanii.
Jaka jest moim zdaniem IDEALNA SYTUACJA gospodarcza??? Otóż:
- Względnie ‘tani pieniądz’, czyli taki jak w strefie EURO, tzn. na poziomie m/w 4% +/- 1%, tak żeby kredyt w obrocie gospodarczym nie był zbyt drogi.
- Aktywne PAŃSTWO, czyli takie które w aktywny sposób reaguje na rozwój sytuacji rynkowej przy pomocy wszelkich dostępnym mu instrumentów, żeby zachowania graczy rynkowych nie doprowadziły do rozchwiania rynków. Jakie instrumentarium??? Ano takie: VAT, akcyza, podatek kadastralny, ograniczenia administracyjne, bariery administracyjne, wymogi administracyjne.
- Aktywne PAŃSTWO, to także takie PAŃSTWO, które pilnuje, czy na rynkach zachowana zostaje WOLNA KONKURENCJA (a nie monopol, czy oligopol), czyli nie dochodzi do ROZCHWIANIA RYNKU.
Niezależnie od powyższego wniosku jestem zwolennikiem tworzenia dużych obszarów gospodarczych z jednorodną walutą, bo przy globalnych kryzysach gospodarczych rynek najczęściej kurczy się o wymianę międzynarodową (eksport i import). Natomiast eksport i import są motorami napędowymi wymiany handlowej i wzrostu gospodarczego [międzynarodowy podział pracy] wielu rynków lokalnych. Wspólna waluta większego obszaru gospodarczego jest elementem, który w przypadku kryzysu będzie w stanie szybciej i sprawniej uruchomić ponownie wymianę międzynarodową (ożywić eksport i import) pomiędzy poszczególnymi krajami (najczęściej największe zaufanie mamy do ‘własnej waluty’. Jeśli ‘własna waluta’ jest walutą ‘wspólną’ to zanika jedno z ważniejszych ryzyk w obrocie międzynarodowym).
Dlatego więc jestem zwolennikiem EURO i jednocześnie zwolennikiem AKTYWNEGO PAŃSTWA w polityce gospodarczej, a nie państwa liberalnego.
Ad 22:
1) Brak konkretow.
2) Polityka fiskalna nie nadaje sie do szybkich odpowiedzi ze wzgledu na legislation & effects lags, w kazdym panstwie, to powszechnie znane wsrod ekonomistow. Jedna z przyczyn legislation lags zreszta sam zauwazyles. Kryzys w UK ma wymiary znaczaco mniej powazne niz w Hiszpanii czy Irlandii (patrz: wskazniki gospodarcze, bezrobocie, etc.), co niniejszym dowodzi, iz wlasna waluta jak najbardziej chroni przed skutkami kryzysu. Tak samo NBP w Polsce jak na razie doprowadzil do lepszych skutkow niz ECB w Hiszpanii i Irlandii.
Calkowicie zgadzam sie z twierdzeniem, iz stopa procentowa nie jest idealnym instrumentem regulowania gospodarki — jestem nawet gotow powiedziec wiecej: taki instrument nie istnieje. Jednoczesnie zarazem konsensusem w ekonomii jest iz polityka fiskalna jest znacznie, wrecz ekstremalnie mniej efektywna — i tego nie zmienisz, taka jest natura polityki fiskalnej (legislacji, biurokracji, etc.).
Dotychczasowy rozwoj sytuacji wykazal, iz Twoje nadzieje zwiazane z EUR (nie podzielane zreszta przez wiekszosc liczacych sie ekonomistow) nie potwierdzily sie, a wrecz przeciwnie. C.B.D.O.