styczeń 2009
Miesiąc
Casus bp. Williamsona
Wyraziwszy moją radość z powodu uchylenia ekskomunik dla biskupów Bractwa Świętego Piusa X mogę teraz, nie zepsuwszy nastroju chwili, napisać więcej o wypowiedzi bp. Richarda Williamsona. Poglądy, jakie wygłosił, muszą zaboleć przede wszystkim nas, Polaków. Bo Polska była miejscem, gdzie mieszkało najwięcej Żydów do czasów zagłady. Wypowiedź bp. Williamsona zawiera implicite twierdzenie, że ponad 90 % z nich przeżyło wojnę. Zadaje kłam nie tylko powszechnej pamięci naszych rodziców i dziadków, ale również – jak trafnie zauważył profesor Bartyzel – prawdzie o obozach śmierci ujawnionej już podczas wojny dzięki bohaterstwu takich ludzi jak rtm. Witold Pilecki.
Duch Ewangelii to duch współczucia – wypowiedź bp. Williamsona zobowiązuje więc do reakcji samo Bractwo Świętego Piusa X. Prawda naturalna nie wymaga Objawienia, a naturalna sprawiedliwość jest niezbędną podstawą świadectwa chrześcijańskiego. Łatwiej o tym mówić dziś, niż w czasach ekskomuniki.
To wszystko natomiast nie może w niczym podważyc wartości decyzji Ojca Świętego, by umocnić więź katolicką z Bractwem Świętego Piusa X. Tak jak więzi katolickiej z ukraińskimi katolikami nie mogą osłabić wypowiedzi tego czy innego duchownego bagatelizującego cierpienia zadane Polakom przez UPA, albo dążeń Rzymu do zbliżenia rosyjskiego prawosławia do jedności Kościoła nie mogą torpedować skrajne (antyrzymskie, antyzachodnie czy antysemickie) wypowiedzi tego czy innego rosyjsko-prawosławnego biskupa. Jedność (aktualna czy potencjalna) Kościoła, o którą w takim wypadku zawsze chodzi – to jedność duchowa i pokój duchowy milionów ludzi. A tam, gdzie nie ma pokoju – trudno rozmawiać o prawdzie.
PS. Już po napisaniu tego felietonu dowiedziałem się, że superior generalny Bractwa Świętego Piusa X bp Bernrad Fellay napisał do Ojca Świętego „prosimy o przebaczenie Papieża i wszystkich ludzi dobrej woli” i zakazał bp. Williamsonowi wypowiedzi publicznych. Mam wrażenie, że Jan Paweł II uśmiecha się patrząc na nas z okna w Domu Ojca.
Christianitas
25 stycznia 2009
Christianitas – cywilizacja wiary i rozumu
Jeśli chrześcijaństwo da sobie wmówić, że jest arbitralne, za 50 lat (a pewnie szybciej) będziemy w Europie dyskutować o dopuszczeniu poligamii, bo muzułmanie we Francji zapytają, dlaczego to, co może być legalne w demokratycznej Tunezji czy Maroku, ma być nielegalne w multikulturalnej Francji czy Włoszech. Dlaczego demokracja siłą narzuca chrześcijańską normę monogamicznego małżeństwa ludziom, którzy chcą żyć inaczej? A przecież do tej pory byliśmy przekonani, że chrześcijaństwo nie tyle narzuciło monogamię - choć we wczesnym średniowieczu ta zasada rzeczywiście była przyjmowana z oporami - co zagwarantowało przez nią to, co dziś nazywamy prawami kobiet, zagwarantowało równą godność kobiety i mężczyzny. Katolicy mają przekonania katolickie nie dlatego, że traktują je jako wyznaniowe, ale dlatego, że są przekonani o ich moralnej słuszności, logiczność czy, jak może by powiedział Benedykt XVI, „logosowości”… (więcej w bieżącym wydaniu „Dziennika”, w dodatku „Europa”).
Umocnieni w jedności
Ojciec Święty odwołał ekskomuniki biskupów Bractwa Świętego Piusa X. Obłożeni nimi biskupi dźwigali to brzemię przeszło dwadzieścia lat. Wraz z nimi ich księża i wierni. Dwadzieścia lat temu, krótko po wydaniu ekskomuniki, kardynał Józef Ratzinger powiedział do biskupów chilijskich, że sprawa abp. Lefebvra to dla dzisiejszego Kościoła egzamin z dialogu. Łatwo bowiem prowadzić dialog z tymi, którzy atakują przeszłość, której bronić nie chcemy, a nawet chętnie się od niej odetniemy. Taki dialog jest bardzo funkcjonalny względem i tak wcześniej dokonanych wyborów. Trudniej prowadzić dialog z tymi, którzy atakują nas osobiście. Niedawno bp Tissier de Mallerais zaatakował bezpośrednio teologię i dzieło życia Benedykta XVI. W świetle tego najlepiej ocenić można ten akt miłości do Kościoła i braci, jakiego dokonał Papież.
Czym jest ta decyzja dla Kościoła? Przede wszystkim szansą, by po przywróceniu tradycyjnej liturgii i wyraźnym potwierdzeniu prawdy katolicyzmu (w Katechizmie Jana Pawła II, w Dominus Iesus i Ad tuendam fidem) podjąć pracę na odbudową tradycyjnego nauczania społecznego, z jego nowoczesnymi podstawami zawartymi Quanta cura, Immortale Dei, Vehementer, Quas primas. Tego nauczania broniło ostatnimi czasy przede wszystkim Bractwo Świętego Piusa X. Nie chodzi o to, by ich interpretacje nauki Kościoła były nieomylne. Rzecz w tym, że swym głosem kierują nas wszystkich tam, gdzie trzeba szukać prawdy – do wiecznego Rzymu.
In ventre
20 stycznia 2009
Tako rzecze Przemysław Gosiewski
Jest odpowiedź na nasz Apel o obronę przez PiS praworządności należnej prawom dzieci poczętych. Niestety, nie jest to dobra odpowiedź. W dzisiejszej „Gazecie Wyborczej” (jak się okazuje – mimo sprawy Agaty – PiS nie bojkotuje „Gazety Wyborczej”) Przemysław Gosiewski mówi, że „póki nie ma projektu posła Gowina, nie ma się do czego odnosić.” Tak więc – skoro nie ma materii medialno-politycznej – PiS nie będzie się zajmował horrorem zabijania najmniejszych dzieci w polskich laboratoriach, w ramach selekcji in vitro. Gosiewski mówi też jasno, że nie będą się tym zajmować również posłowie PiS, bo nie będzie żadnych ich ani samodzielnych, ani polityczno-ekumenicznych inicjatyw: „w PiS nie ma takiego zwyczaju – mówi Przewodniczący – żeby posłowie zgłaszali projekty poza klubem. Jesteśmy uporządkowaną formacją.”
W sprawie Krzysztofa Olewnika PiS pokazał (gratulacje!), że potrafi skutecznie reagować na bezprawie i imposybilizm władzy. Opozycja może być skuteczna, o ile oczywiście tego chce. Oby więc wobec najsłabszych (i najmniej bronionych!) otworzyły się Kolegom oczy. Będziemy o to apelować do skutku.
Jutro (piątek) występuję w TVP-Info po 8.00.
In ventre
19 stycznia 2009
In vitro: błąd podstawowy
Nie jest też prawdą, że w Polsce nie ma żadnych przepisów prawa o charakterze bioetycznym. Na pewno można je uzupełniać, bo prawo musi nadążać za rzeczywistością. Warto więc na przykład wprowadzić do polskiego prawa przepisy o ochronie ludzkiego genomu. Ale do wszystkiego, co dotyczy poczętego już życia ludzkiego, stosować należy zasady art. 39 Konstytucji, który mówi, że „nikt nie może być poddany eksperymentom naukowym, w tym medycznym, bez dobrowolnie wyrażonej zgody”, a więc w ogóle wyklucza jakiekolwiek eksperymenty na dzieciach (ze względu na konieczność osobistej deklaracji woli) czy osobach nieświadomych. Czy jednak nie powinni o tym przypominać przede wszystkim ci, którzy – również w świecie katolickim – twierdzili dwa lata temu, że mamy w Polsce dostateczną konstytucyjną ochronę życia poczętego?
Dlatego właśnie zwracałem się do Jarosława Gowina, by kierowana przezeń Komisja najpierw zainteresowała się, w jakim zakresie istniejące prawo chroni życie najmniejszych, i by zajęła się nakłonieniem władz publicznych do wykonywania tego prawa. Bo horrorowi zagłady zarodków w laboratoriach trzeba położyć kres, ale nie przez debaty, tylko przez działania aparatu sprawiedliwości. I to od zaraz, tym bardziej, że u władzy jest partia Jarosława Gowina, więc i jego odpowiedzialność za politykę ministra Ćwiąkalskiego jest większa. Ale i opozycja powinna się zbudzić, tym bardziej, że asystowała w ubiegłym roku przy uchyleniu ochrony prawnej dla kolejnej kategorii dzieci. Taki bowiem był sens tolerancyjnego milczenia o „sprawie Agaty” (czyli najbardziej ponurej aferze obecnych rządów) – w długim wniosku opozycji o votum nieufności dla minister Kopacz. Do działań, które minister zdrowia podjęła w „sprawie Agaty”, tak krytyczna opozycja nie zgłosiła żadnych zastrzeżeń. (Więcej w bieżącym wydaniu „Niedzieli”).
In ventre
16 stycznia 2009
Apel do PiS w obronie dzieci poczętych in vitro
Prawica Rzeczypospolitej apeluje do władz Prawa i Sprawiedliwości w osobach prezesa Jarosława Kaczyńskiego i przewodniczącego Przemysława Gosiewskiego o przeciwstawienie się propagandzie bezczynności władz publicznych w sprawie ochrony życia ludzi w fazie embrionalnej, niszczonych w laboratoriach zajmujących się zapłodnieniami in vitro.
Prawo polskie wyraźnie uznaje podmiotowość prawną dziecka poczętego. Mówi o tym Kodeks Rodzinny i Opiekuńczy, Kodeks Cywilny, Kodeks Karny. Wyjątki w ich prawnokarnej ochronie (określone w art. 4a ustawy „o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży”) odnoszą się z zasady do niechcianych ciąż naturalnych, a nie do życia świadomie poczętego w ramach medycznego wspomagania ciąży. Żaden z tych „wyjątków” nie dopuszcza zabicia świadomie i celowo poczętego dziecka. Również manipulowanie jego zdrowiem jest wyraźnie sprzeczne z art. 157a Kodeksu Karnego. O tym najlepiej wiedzieć powinni rzecznicy owego „kompromisu życia”.
Teoria „braku regulacji” jest jedynie nieuczciwym sposobem uzasadnienia bezprawnej praktyki niszczenia życia dzieci poczętych, a utrwalanie tej teorii stało się już zachętą i usprawiedliwieniem dla propozycji totalnie podważających ochronę życia i zdrowia dzieci poczętych „in vitro”. Dalsze milczenie liderów opozycji utrwali zafałszowania prawa i będzie usprawiedliwiać bezczynną obojętność władz publicznych. Widzieliśmy przecież jak bierna postawa opozycji w okresie działań minister Kopacz w sprawie „Agaty” i jej dziecka doprowadziła do praktycznego uchylenia ochrony życia wobec kolejnej kategorii dzieci nienarodzonych (w tym wypadku dzieci będących owocem związków szkolnych par).
Prawo i Sprawiedliwość, partia która powstała dla przywrócenia praworządności i walki z bezprawiem, powinna niezwłocznie wystąpić przeciw bierności władz publicznych w dziedzinie ochrony życia ludzkiego w najwcześniejszej fazie. Dłużej milczeć nie można. W tej sprawie jak szybciej powinien zabrać głos Sejm wzywając – w formie rezolucji – ministra sprawiedliwości do zagwarantowania praworządności w dziedzinie ochrony praw najsłabszych. W dziedzinie „in vitro” brakuje nie prawa, ale praworządności.
(-) Marek Jurek, przewodniczący Prawicy Rzeczypospolitej
(-) Marian Piłka, wiceprzewodniczący Prawicy Rzeczypospolitej
In ventre
12 stycznia 2009
Bezprawie in vitro
W wywiadzie z abp. Józefem Michalikiem dzisiejszy „Dziennik” uparcie forsuje tezę o legalności in vitro. Twierdzi, że dziś „in vitro jest dozwolone bez żadnych ograniczeń”. Odwołując się do tego stanu popiera tezę o legalizacji jako warunku jakichkolwiek ograniczeń w realizacji tych praktyk. Kwestia czy pozaustrojowe poczęcie jako takie jest prawnie dozwolone to jedno – nad tym rzeczywiście prawnicy powinni się zastanowić, ale to kwestia czysto abstrakcyjna. Prawo bowiem nie zezwala na konsekwencje in vitro: na zabijanie i narażanie zdrowia i rozwoju poczętych tą drogą dzieci. Polskie prawo wyraźnie zakazuje zabijania dzieci, na których poczęciu nie ciąży zarzut gwałtu, a na nich samych i ich matkach – zarzut choroby. Dziecko poczęte jest podmiotem prawa, cokolwiek o „zygotach” nie wypisywaliby Cezary Michalski z Wandą Nowicką. Podmiotem polskiego prawa jest „dziecko poczęte”, „dziecko już poczęte”, wyraźnie o tym mówi Kodeks Rodzinny i Opiekuńczy, Kodeks Cywilny i Kodeks Karny. W kwestii in vitro zasadniczym problemem jest nie brak prawa, ale brak praworządności.
Widmo Lizbony
Prezydent Kaczyński po raz kolejny oświadczył (w dzisiejszej „Gazecie Wyborczej”), że w traktacie lizbońskim „osiągnęliśmy wszystkie cele”. Tym samym przyznał, że wpisanie do Traktatu szacunku dla życia chrześcijańskiego narodów Europy i dla praw rodziny nigdy do jego zasadniczych celów nie należało. Niestety, Lech Kaczyński należy do tej ogromnej większości polityków, dla których sprawy cywilizacji chrześcijańskiej nie mają realnego znaczenia politycznego. Nie jest wyjątkiem, więc nie zamierzam z tego powodu odmawiać mu innych zalet, zasług czy mojej osobistej przyjaźni (którą zawsze chcę traktować jako wybór nieodwołalny). Zawsze głosiłem zasadę, że solidarność narodowa to nie koncept ideologiczny, którym można się posługiwać dla celów partyjnych, ale zobowiązanie do dialogu i tego, co Maurras określił jako compromis nationaliste, wspólnego zaangażowania dla poszczególnych spraw interesu narodowego z ludźmi, z którymi również w wielu sprawach się nie zgadzamy. Zresztą wielu „liderów opinii” katolickiej ponosi współodpowiedzialność za defekty polityki prezydenta Kaczyńskiego i PiS. Bo dalej uparcie będę głosił tezę, że po okresie bezwarunkowego poparcia katolickiego dla Lecha i Jarosława Kaczyńskich przeszedł czas na (coraz bardziej) warunkową współpracę. I dziś staje kwestia najzupełniej konkretnego warunku – sprawa traktatu lizbońskiego, a tu już nie chodzi o prawicę chrześcijańsko-konserwatywną, ale o Polskę.
Jutro (w niedzielę) występuję w “Kawie na ławę” w TVN o 10.55 (powtórka w TVN-24 o 19.20).
Silna Polska
Postulat wzmocnienia potencjału narodowego nie budzi żadnych kontrowersji na planie ekonomicznym. Często jest do niego redukowany. Choć w podejściu ekonomistycznym kryją się wewnętrzne sprzeczności – szczególnie między państwem opiekuńczym, konsumpcją i rozwojem. Polska potrzebuje zarówno długiego okresu wzrostu gospodarczego, jak i zmiany naszej struktury społecznej – w kierunku wzmocnienia przedsiębiorczości i upowszechnienia własności. Bez zwiększenia ilości przedsiębiorstw, ułatwienia inwestycji i uczciwej kumulacji majątku nasz wzrost nie będzie miał trwałych podstaw. Kraj również nie będzie miał siły magnetycznej, zatrzymującej młodych i przedsiębiorczych ludzi przed pokusą wyjazdu na stałe. Jednak potencjał narodowy to nie tylko gospodarka – to również potencjał demograficzny, kulturowy i moralny. Dopiero suma tych czynników stanowi o sile państwa, wyrażającej się w pozycji politycznej i militarnej. Suma, a raczej iloczyn – bo brak któregokolwiek z tych czynników nie może być skompensowany przez inne; gdy równy jest zeru – sprowadza do zera siłę całości.
Struktura demograficzna wpływa dziś na proces pokojowy w Irlandii Północnej, na politykę Niemiec i Francji wobec świata Islamu, czy wreszcie na ustrój Unii Europejskiej. Przekonaliśmy się o tym podczas swoich negocjacji. Jednak zrozumienie znaczenia to jedno, a podjęcie odpowiedzialności to drugie. Dziś Polska ma najsłabszy przyrost ludności w całej Europie. Na przeciętne cztery Polki w wieku macierzyńskim przypada tylko pięcioro dzieci, i co więcej – na ogół większość z nich rodzi jedna kobieta. Mimo to jej rodzina jest obłożona ogromnymi podatkami (najczęściej „niewidzialnymi”, bo pośrednimi), a ona sama nie doświadcza ze strony państwa prawie żadnych oznak uznania dla wartości swego macierzyństwa.
Więcej w aktualnym numerze „Niedzieli”, we wspólnym artykule Mariana Piłki i moim.