Nie jest też prawdą, że w Polsce nie ma żadnych przepisów prawa o charakterze bioetycznym. Na pewno można je uzupełniać, bo prawo musi nadążać za rzeczywistością. Warto więc na przykład wprowadzić do polskiego prawa przepisy o ochronie ludzkiego genomu. Ale do wszystkiego, co dotyczy poczętego już życia ludzkiego, stosować należy zasady art. 39 Konstytucji, który mówi, że „nikt nie może być poddany eksperymentom naukowym, w tym medycznym, bez dobrowolnie wyrażonej zgody”, a więc w ogóle wyklucza jakiekolwiek eksperymenty na dzieciach (ze względu na konieczność osobistej deklaracji woli) czy osobach nieświadomych. Czy jednak nie powinni o tym przypominać przede wszystkim ci, którzy – również w świecie katolickim – twierdzili dwa lata temu, że mamy w Polsce dostateczną konstytucyjną ochronę życia poczętego?
Dlatego właśnie zwracałem się do Jarosława Gowina, by kierowana przezeń Komisja najpierw zainteresowała się, w jakim zakresie istniejące prawo chroni życie najmniejszych, i by zajęła się nakłonieniem władz publicznych do wykonywania tego prawa. Bo horrorowi zagłady zarodków w laboratoriach trzeba położyć kres, ale nie przez debaty, tylko przez działania aparatu sprawiedliwości. I to od zaraz, tym bardziej, że u władzy jest partia Jarosława Gowina, więc i jego odpowiedzialność za politykę ministra Ćwiąkalskiego jest większa. Ale i opozycja powinna się zbudzić, tym bardziej, że asystowała w ubiegłym roku przy uchyleniu ochrony prawnej dla kolejnej kategorii dzieci. Taki bowiem był sens tolerancyjnego milczenia o „sprawie Agaty” (czyli najbardziej ponurej aferze obecnych rządów) – w długim wniosku opozycji o votum nieufności dla minister Kopacz. Do działań, które minister zdrowia podjęła w „sprawie Agaty”, tak krytyczna opozycja nie zgłosiła żadnych zastrzeżeń. (Więcej w bieżącym wydaniu „Niedzieli”).
zwracam uwagę przy tej okazji art. 446 ze znaczkiem 1 “Z chwilą urodzenia dziecko może żądać naprawienia szkód doznanych przed urodzeniem.”
Przepis ten ma chronic dobra (w tym zdrowie) “nasciturusa” – na jakiej więc zasadzie prawo mogłoby zezwalać na unicestwienie dziecka poczętego?
Kościół katolicki pod przywódctwem arcybiskupa Stanisława Dziwisza zawodzi na całym froncie:
Kk nie wie i nie dopytał się nigdy, choćby polityków PO (zwolenników TL), czy Traktat Lizboński będzie sprzyjał ochronie życia poczętego, czy będzie raczej instrumentem korzystnym dla zwolenników prawa do nieograniczonej aborcji (Karta Praw Podstawowych)???
Dodatkowo Kk w Polsce nie realizuje podstawowego punktu testamentu JPII: ‘Prawda Was/Nas wyzwoli’ a dodatkowo, jak zauważa przytomnie Piotr Semka, łączy się w swoistym ‘ekumenizmie teczkowym’ z byłymi TW:
http://www.rp.pl/artykul/9158,250768_Piotr_Semka__Ekumenizm_antyteczkowy.html
Żałosne…
ad “fidel: 20 stycznia 2009 @ 00:26″
Niestety słuszna uwaga o ścisłych, ewidentnych, nawet publicznych powiązaniach części hierarchii z formacją żydowsko-masońską typu platformiarze. W swej lekkomyślności czy raczej aroganckiej pewności siebie odsłaniają owi hierarchowie wpływy owej mafii w samym Kościele.
Wiadomo, że Jan Paweł II miał szczególną słabość do wiadomej narodowości. Jest poświadczone, że gesty “ekumeniczne” jak wizyta w synagodze rzymskiej czy kontrowersyjne spotkanie w Asyżu zostały papieżowi podszepnięte przez kolegę z dzieciństwa, Jurka z Wadowic. Oburzenie środowisk żydowskich wobec uwolnieni liturgii tradycyjnej oraz przyznania jej regularnego miejsca w życiu Kościoła przez “odnowioną” modlitwę wielkopiątkową ujawniło wyraźnie, przez kogo inspirowane i lansowane są “soborowe” zmiany. Zresztą gdy się dogłębnie spojrzy na owe reformy oraz ich skutki w życiu Kościoła, trudno nie zauważyć, że ostatecznie wymierzone są one w boskie pochodzenie Kościoła, tzn. pochodzenie od Syna Bożego, w boską obecność Duchy Św. w życiu Kościoła na przestrzeni wieków w jego harmonijnych rozwoju wyznaczonym przez prawdy objawione, a wymierzone ostatecznie w boskość Jezusa Chrystusa, w szczególny sposób obecnego w Najświętszym Sakramencie. Stąd wszelkie zmiany w liturgii zacierające czy pomniejszające wiarę w obecność samego Boga, którym jest Jezus Chrystus, a sprowadzające liturgię do “uczty braterskiej” czy przeżycia wspólnotowego. Podobnie jest z tzw. ekumenizmem: polega on w istocie na zamazywaniu czy wręcz negacji niezniszczalnego trwania Kościoła Chrystusowego – jako instytucji boskiej – w Kościele katolickim, zwłaszcza w oficjalnych przejawach jego życia jak liturgia tradycyjna (stąd nienawiść do niej u ekumenistów). A właśnie boskość Jezusa z Nazaretu stanowi od samego początku zgorszenie i powód nienawiści – jak już w Nowym Testamencie w ukrzyżowaniu Zbawiciela.
Wprawdzie duchowni popierający mniej czy bardziej otwarcie mafię żydowsko-masońską wywołują potężne zgorszenie, tym niemniej o wiele bardziej niebezpieczni są ci, którym udaje się ukrywać swoje powiązania, którzy może nawet uchodzą za grzecznych, konserwatywnych duchownych czy wiernych. Oczywiście trzeba wystrzegać się generalnej podejrzliwości, jednak trzeba się liczyć z możliwością dalszych niespodzianek. Wcześniej czy później okazuje się, kto kim jest, czy to gdy osiągnie pewien stopień kariery lub pozycję i cel, czy to gdy przestanie mieć nadzieję na jego osiągnięcie.
Ja, jako robak wierzący, aczkolwiek grzeszny niezmiernie, co już podkreślałem na tym blogu, życzyłbym sobie Kościoła l z zasadami i z tzw. ‘jajem’.
To, co jest mi, robakowi, oferowane, to są ‘Himalaje Hipokryzji’. Brak mi zasad, kierunkowskazów, wskazówek, a przede wszystkim FUNDAMENTÓW i PRAWDY (tzn. spójrzmy realnie, po ludzku, a nie po Bożemu: dążenia do prawdy).
Najśmieszniejsze i najsmutniejsze zarazem w tym teatrzyku jest to, że nawet Marek Jurek, czyli jak mawiają złośliwi, ‘talib’ pośród katolików [nie podzielam tej opinii, aczkolowiek nie we wszystkim się z Marszałkiem Jurkiem zgadzam] jest przez hierarchię Kościoła katolickiego po prostu ‘olewany’, mimo że walczy on podstawowe wartości chrześcijańskie [świadomie nie używam przymiotnika 'katolickie', bo chodzi o wartości uniwersalne]:
Rodzina, życie, niezgoda na pornografię, dążenie do prawdy, walka o miejsce dla Boga i ludzi wiary w tzw. ‘nowoczesnej Europie’, jeśli nie świecie.
Za to buziaki i uściski hierarchii wymieniane z liberalną, a czasami libertyńską PO są po prostu ciepłe, serdeczne a nawet momentami gorące…zawsze się wzruszam, gdy je widzę…do bólu…mojego żołądka. Rzadko można doświadczyć tyle miłości ze strony obecnej elity hierarchów Kk. Chociaż przyznam, że ta miłość, niemalże nieograniczona, dotyczy dziwnym trafem także byłych TW…i nie jest to, wyjaśnijmy to sobie, miłość Chrystusowa, bo Chrystus wybaczał nawet umierając na Krzyżu, ale gdy doszło wcześniej do skurchy. Dlatego Bóg jest Wielki, natomiast jego ziemska reprezentacja w Polsce przypomina mi PZPN.
ad “fidel: 20 stycznia 2009 @ 23:42″
Przede wszystkim nie sądzę, by można było grzeszyć “niezmiernie”. Grzeszenie nawet przez największego grzesznika ma swój kres razem z końcem bytu ziemskiego. Ale oczywiście o wiele lepiej przestać grzeszyć, przynajmniej ciężko, już za życia, a najlepiej natychmiast. Jest to łatwiejsze niż może się wydawać. I mamy sporo środków pomocniczych do tego, przede wszystkim sakrament pokuty. Tak z niepokaźnej larwy może się wydobyć piękny motyl. Uznanie swej larwowości (czy robackości) to pierwszy warunek i początek powstania motylowości. Zaś zasadniczą przeszkodą jest zawsze, gdy robak uważa się za uroczego motyla czy pawia. Tyle w kwestii zasadniczej.
Znajomy filozof (zresztą specjalista od Arystotelesa) powiedział kilka tygodni temu (w kręgu towarzyskim), że mamy obecnie do czynienia z “wykastrowaną teologią”. Jako teolog niestety nie mogłem temu zaprzeczyć. Teologia – a także liturgia – o zamazanych treściach, z wybrakowaniem jasności, konsekwencji i spójności, kształtuje ludzi – duchownych i świeckich – bez charakteru, niedojrzałych, niekonsekwetnych, ulegających łatwo nastrojom, upodobaniom, naciskom, trendom, własnemu egoizmowi. Uczuciowość – w tym także wiara, która jest u modernistów głównie czy nawet wyłącznie uczuciowa – niezintegrowana przez rozum i ćwiczenie woli wiąże się w skrajnych przypadkach z brakiem stałości więzi i zobowiązań czy to w małżeństwie czy to w stanie duchownych, a nawet ze zboczeniami w sferze sexualnej. Tak rozwodniona, niespójna, rozgadana – perswazyjna zamiast argumentująca – teologia niszczy życie kościelne i moralność członków Kościoła, a przez tak dawane zgorszenie również całego społeczeństwa. Jeśli sól utraci swój smak… Niestety taka teologia, taka liturgia, i takie życie kościelne sprawiają, że dużej części tzw. prominencji kościelnej jest przynajmniej mentalnościowo bardzo blisko do ludzi typu platformiarzy, którzy nie widzą nic złego w zabijaniu poczętych istot ludzkich, w wyposażaniu zboczeńców w przywileje itd. Odejście od rozumności, liczenia się z naturą oraz konsekwencji jest bez wątpienia podstawą pomieszania ról i tożsamości męskiej i kobiecej, a przez to wynaturzeń aż do homosexualizmu. Nie jest przypadkiem, że zwolennicy “równouprawnienia” kobiet, mniej czy bardziej otwarcie popierają tolerancję wobec homosexualizmu czy wręcz ich równouprawnienie (jak to widać głównie w odłamach protestanckich). Zasada jest ta sama: brak rozumnej naturalności, także w respektowaniu specyfiki płci, co ma konsekwencje także w życiu Kościoła, które na być oparte na faktach objawienia, a nie na wynaturzonych ideologiach genderyzmu, feminizmu itp.
Oczywiście nie należy się spodziewać cudów od teologii i liturgii tradycyjnej, zwłaszcza, gdy nie są one w użyciu powszechnym, jako że mogą one – jak każda pedagogia – rozwinąć swój wpływ dopiero przy długotrwałym i stałym działaniu (roślina rośnie i dojrzewa powoli, a zniszczyć ją można bardzo szybko).
Na szczęcie nie jest zupełnie tak, by Pan Marszałek zupełnie nie znajdywał uznania u przedstawicieli hierarchii. JE abp J. Michalik w swoim ostatnim wywiadzie jasno wyraził swoje uznanie dla polityków, którzy dla prawdy i wartości są gotowi zrezygnować ze swoich stołków. Kogóż innego mógł mieć na myśli? Aczkolwiek niestety prawdą jest, że mało kto ma odwagę wyrazić swoje uznanie i poparcie, choćby nawet bezimiennie. Prawdopodobnie wiąże się to ze znanym powszechnie faktem, iż Pan Marszałek jest zwolennikiem liturgii tradycyjnej, a wśród hierarchii ktoś taki jest – niestety nadal, mimo słynnego Motuproprio – uważany za coś w rodzaju trędowatego. Chyba do większości nie dotarło jeszcze, że upodobanie do liturgii tradycyjnej to nie “lefebryzm”, lecz umiłowanie Kościoła, który przecież nie zaczął istnieć dopiero przed 40-u laty. Atoli więcej jest przedstawicieli hierarchii, którzy doceniają i podziwiają Pana Marszałka, choć nie mają odwagi się do tego przyznać. Zaś powodem niechęci, czy nawet wrogości mogą być własne wyrzuty sumienia, gdy jest się samemu nastawionym na karierę za wszelką ceną, czy na zdobywanie godności i pozycji, lub przynajmniej z tchórzowstwa wobec kolegów i mediów tzw. liberalnych.
Zresztą duchowni nie spadają gotowi z nieba, lecz wychowywani są najpierw w rodzinach. Na jakość powołań składa się cały szereg czynników, także łaska, o którą wszyscy powinni się modlić. Także za już wyświęconych…
@ sacdjo:
Ani nie przywiązywałbym tak dużego znaczenia do roli liturgii, ani nie nadinterpretowywałbym tego, co ‘poeta ma na myśli’, czyli o kim to myślał abp. Michalik, jeśli nie o Panu Marszałku.
Abp. Michalik jest dorosłym i poważnym człowiekiem, więc jeśli kogoś ma na myśli, to niech o tym mówi. Ja nie mam zamiaru się domyślać, ani czytać z fusów, bo jeszcze mi wyjdzie, że to chodziło o Jerzego Urbana.
Generalnie apeluję o więcej PRAWDY w czynach i słowach Kościoła katolickiego w Polsce…aczkolwiek sam w skuteczność swojego apelu nie wierzę.
Jeśli to nie Kościół jest od głoszenia prawdy, to kto??? Może Lenin???
ad “fidel: 22 stycznia 2009 @ 00:58″
Mała zagadka: w jakiej sytuacji ksiądz najczęściej występuje publicznie, tzn. wobec wiernych, jako ksiądz i w jakiej sytuacji wierni najczęściej występują jako członkowie Kościoła, tzn. realizują oficjalnie swoje członkostwo? Podpowiem: właśnie w liturgii, tzn. w uczestnictwie we Mszy św. czy w innych sakramentach (chrzest, ślub) i sakramentaliach (pogrzeb). Oznacza to, że właśnie głównie w liturgii ksiądz realizuje uroczyście swoje kapłaństwo, a świeccy swoje członkostwo. Już sama częstotliwość kontaktu z liturgią stwarza warunki do jej wpływania i kszałtowania postaw zarówno księży jak i świeckich.
Jak już zaznaczyłem był, sama liturgia nie wystarczy i nie jest w stanie sama przez się uczynić świętych z grzeszników i ułomnych istot ludzkich. Może jednak i powinna wyznaczać tożsamość – prawdy wiary – oraz kierunek – dążenie do świętości. Liturgii tradycyjnej można przyznać przynajmniej, że w sposób – przynajmniej dotychczas – doskonały wyraża tożsamość Kościoła, czego niestety nie można powiedzieć o Novus Ordo, gdyż ten we wielu miejscach wręcz zamazuje prawdy wiary katolickiej i w ten sposób oddala się – a także oddala uczestniczących w nim – od prawdy. Czy przez to pomaga w osiągnięciu świętości? Można przynajmniej powątpiewać…
@ sacdjo:
Powiem to raz jeszcze, bo moja poprzednia wypowiedź jakoś dziwnie znikła, i to nie za sprawą Ducha Świętego, o czym jestem w 100% przekonany:
Bardzo piękna, wręcz poezyjna, wypowiedź na temat liturgii…to tyle w tej kwestii.
Co natomiast z częścią mojej wypowiedzi odnościnie głoszenia PRAWDY??? Lenin, czy Michalik??? Kto z nich ma/miał za zadanie BEZKOMPROMISOWEGO głoszenia PRAWDY niejako ‘z urzędu’, że o zobowiązaniach wobec własnej wiary nie wspomnę (przypominam, że Lenin też wierzył, tyle że nie w Boga)???
To jest też pytanie do Pana Marszałka, i do cenzora, który ‘zdjął’ moją ostatnią krótką, aczkolwiek uszczypliwą wypowiedź.
Niech Pan się nie zniechęca i robi dalej to, co uważa za słuszne.. Ma Pan ogromną ilość osób, które popierają Pana i się tego nie wstydzą.