Ojciec Święty odwołał ekskomuniki biskupów Bractwa Świętego Piusa X. Obłożeni nimi biskupi dźwigali to brzemię przeszło dwadzieścia lat. Wraz z nimi ich księża i wierni. Dwadzieścia lat temu, krótko po wydaniu ekskomuniki, kardynał Józef Ratzinger powiedział do biskupów chilijskich, że sprawa abp. Lefebvra to dla dzisiejszego Kościoła egzamin z dialogu. Łatwo bowiem prowadzić dialog z tymi, którzy atakują przeszłość, której bronić nie chcemy, a nawet chętnie się od niej odetniemy. Taki dialog jest bardzo funkcjonalny względem i tak wcześniej dokonanych wyborów. Trudniej prowadzić dialog z tymi, którzy atakują nas osobiście. Niedawno bp Tissier de Mallerais zaatakował bezpośrednio teologię i dzieło życia Benedykta XVI. W świetle tego najlepiej ocenić można ten akt miłości do Kościoła i braci, jakiego dokonał Papież.
Czym jest ta decyzja dla Kościoła? Przede wszystkim szansą, by po przywróceniu tradycyjnej liturgii i wyraźnym potwierdzeniu prawdy katolicyzmu (w Katechizmie Jana Pawła II, w Dominus Iesus i Ad tuendam fidem) podjąć pracę na odbudową tradycyjnego nauczania społecznego, z jego nowoczesnymi podstawami zawartymi Quanta cura, Immortale Dei, Vehementer, Quas primas. Tego nauczania broniło ostatnimi czasy przede wszystkim Bractwo Świętego Piusa X. Nie chodzi o to, by ich interpretacje nauki Kościoła były nieomylne. Rzecz w tym, że swym głosem kierują nas wszystkich tam, gdzie trzeba szukać prawdy – do wiecznego Rzymu.
No tak, ale ja mam mieszane uczucia.
I liczyłbym na wyjaśnienie dlaczego Bractwo dotknęła kara ekskomuniki ?
Czy Jan Paweł II po prostu uległ “postępowcom”, bo uwierzył w swój rzekomy tradycjonalizm ?
Czy może Abp Lefebrve liczył na to, że Papież nie sięgnie po taką straszną karę ?
Nie wiem.
Ale naprawdę cieszę się, że Kościół będzie mniej “postępowy”, bo tego “postępu” to ja już mam stanowczo za dużo.
Zgadzam się. Cieszę się, że zlikwidowano rozłam, bo w obliczu współczesnych problemów jedność jest potrzebna bardzo mocno.
Z całym szacunkiem dla Pana osoby (w szczególności zaś postawy wobec ochrony życia poczętego) nie zgadzam się z powyższą Pana opinią w sposób zasadniczy. Uważam, że papież Benedykt XVI popełnił błąd, gdyż Bractwo Świętego Piusa X nie tylko głosi w wielu kwestiach poglądy niezgodne z nauczaniem Soboru Watykańskiego II, ale wręcz ten sobór neguje jako wyraz “modernizmu” i dzieło szatana. Z drugiej strony nie dziwne, że Benedykt XVI tak postąpił, bo nie od dawna wiadomo, że należy do konserwatywnego skrzydła Kościoła (a chcę Panu i wszystkim innym zwolennikom tego “antymodernistycznego” nurtu zakomunikować, że poza wami istnieją nie tylko ultraliberalni katolicy a la “Gazeta Wyborcza”-”Tygodnik Powszechny”, ale także ci, którzy są “po środku”, jak Jan Paweł II – przeciwnik kary śmierci i filosemita, czy choćby ja – wychowanek ruchu oazowego). Levebvryści, jak sam Pan zauważył zaatakowali niedawno papieża, a ten ich przygarnia w imię jedności. A przecież “jak dasz komuś palec, to będzie chciał zaraz całą rękę”. Moim zdaniem równie uczciwe byłoby takie postawienie sprawy, że pomiędzy nami a protestantami (tymi “heretykami” wg myślicieli przedsoborowych) tez nie ma zasadniczej różnicy. Nie przeszkadza mi w niczym przedsoborowa liturgia. Natomiast nie chciałbym, żeby Kościół, wchodząc w taktyczny alians z ultra-tradycjonalistami z Bractwa Świętego Piusa X, znów zajął wobec świata stanowisko defensywne. Wychowany w tradycji posoborowych ruchów (w szczególności Ruchu Światło-Życie (któremu jednak nie można zarzucić “modernizmu”)), jestem gorącym zwolennikiem ekumenizmu (zwalczanego z byle powodu jako “modernizm” przez tradycjonalistów spod szyldu prawy.pl, mieniących się “prawdziwymi katolikami”). Jestem też przeciwnikiem kary śmierci i aborcji (jak Jan Paweł II). I boli mnie, że żadna siła polityczna w naszym państwie nie zajmuje takiego stanowiska. W mediach lansuje się natomiast sztuczny podział na 2 katolicyzmy: toruński-tradycyjny i liberalny. Otóż istnieje wielu zwolenników prawicy i gorących zwolenników obrony życia poczętego, równocześnie sprzeciwiających się karze śmierci i pewnym błędom, które ludzie Kościoła jednak często popełniali. Takim błędem był chociażby antysemityzm, obecny w dawnej formule modlitwy za Żydów. Pretensje do ludzi wychowanych w takiej a nie innej kulturze o to, że “nie rozpoznali czasu swego nawiedzenia” (cyt. za Maciejem Giertychem), a “mieli obowiązek” uznać w Jezusie Mesjasza, są żenujące. Wiem, że Panu akurat tłumaczyć tego nie muszę. Nie jestem zwolennikiem poprawności politycznej prezentowanej przez część “otwartych na media duchownych”. Natomiast uważam, że ruchy odnowy Kościoła, nastawione na głoszenie Dobrej Nowiny (przede wszystkim swoim życiem i postawą pełną miłości) są przyszłością Kościoła. Podejrzewam, że akurat z tym poglądem Pan się zgadza. Zasadnicza różnica sprowadza się więc do wizji katolicyzmu. Wyrażam przekonanie, że u źródeł syndromu “zamkniętej twierdzy” leży negatywne doświadczenie czy percepcja liberalizmu. Szanuję Benedykta XVI za jego autentyczność w przyznaniu się do tego. Ale w przypadku wielu tradycjonalistów można zaobserwować również zbytek lęku przed zmianami. A przecież nie każda zmiana jest zła, niektóre są wręcz niezbędne. Wprowadzenie języków narodowych w liturgii i upowszechnienie (wciąż jeszcze stanowczo za małe) wśród katolików Pisma Świętego było strzałem w dziesiątkę, ośmielam się stwierdzić – dziełem Ducha Świętego (a nie złego ducha, jak utrzymują levebvryści), bo ułatwiło zrozumienie Słowa Bożego. Z rozumieniem istoty liturgii jest może większy problem, ale winny jest nie którykolwiek sobór, lecz zbyt małe objaśnianie jego postanowień.
A co do nauczania społecznego Kościoła, to uważam, że to co istotne się nie zmieniło. Kościół dość często jest dziś znakiem sprzeciwu. Nie należy z tego zaś wywodzić wniosku, iż jedyną opcją, która może nas ocalić w tym “masońskim” świecie jest przedsoborowa wizja Kościoła jako scentralizowanego państwa-twierdzy. Toteż nie zgadzam się, że prawdziwego nauczania Kościoła broniło PRZEDE WSZYSTKIM Bractwo Świętego Piusa X. Chyba, że jest Pan przeświadczony o tym, że coś nam z tego dawnego nauczania umknęło. W takim wypadku jestem otwarty na dyskusję, czy to na Pańskim blogu, czy poprzez pocztę internetową.
Pozdrawiam – Krzysztof
To rzeczewiście wielki akt miłosierdzia dla biskupów FSSPX. Chociaż wydaje się, że Bractwo dość mocno okopało się na swych pozycjach, trzeba wierzyć, że dojdzie do pełnego pojednania. To właśnie FSSPX na początku po Soborze reprezentowało tę zbyt mało kochaną część Kościoła. Oby teraz równie wielkodusznie odpowiedziało papieżowi.
Do wypowiedzi Krzysztofa. Kościół nie zaczął się od Soboru Watykańskiego II. To właśnie ten katolicyzm tzw. modernistyczny jest defensywny. Za wszelką cenę stara się dostosować do współczesnego świata. Propaguje się herezje (pod płaszczykiem ekumenizmu).
Poza tym Kościół to nie tylko Jan Paweł II, lecz wielu przeszłych papieży i wielu przyszłych.
Ty nie jesteś, ani zimny, ani gorący. jesteś letni.
Piszesz,że nie ulegasz politycznej poprawności, co nie jest do końca prawdą. Używasz określenia “antysemityzm), choć właściwsze (W modlitwie o żydów wiarołomnych) byłoby antyjudaizm. Zarzucasz więc raszistowski punkt widzenia tam,gdzie go nie ma.
Poza tym nie powinienieś dzielić Kościoła na przed i posoborowy. Sam krytykujesz tzw. Kościół przedsoborowy, ale to właśnie po Soborze opustoszały świątynie. Część kleru poszła na kompromis z antychrześcijańską władzą.
Sam wywodzę się z ruchu oazowego i dostrzegam jego słabości.
Pozdrawiam
Oto kolejny proroczy gest Ojca św.
A moderniści i iudaizantes (co często się pokrywa) kipią ze wściekłości. Nie chodzi tylko o bpa Williamsona, aczkolwiek niefortunnie się składa, że jego wypowiedź i zdjęcie exkomuniki są czasowo bliskie. To z pewnością nie umila życia Papieżowi. Ale On jest bohaterem, ponownie i na zawsze. Jest szczery i prostolinijny, a więc zupełnie innego pokroju niż banda pseudodyplomatycznych faryzeuszy, którym chodzi o poklask, honory i karierę.
Trzeba się za Papieża dużo modlić, żeby długo jeszcze w zdrowiu nam rządził. Jak KGB czyhało na życie Jana Pawła II, tak i teraz nie brakuje takich w samym Kościele… Kto wie, czy proroctwo fatimskie jest do końca spełnione…
Rzekłeś Sadjo. Zgadzam się z Twoją opinią
Do Zulusa:
Uporządkujmy kilka kwestii:
1) Trochę inaczej, niż Ty pojmuję biblijne,
zaczerpnięte z Apokalipsy słowa “Nie
jesteś zimny, ani gorący”. Św. Janowi
chodziło o postawę wobec Boga i wiary, a
nie o to, że ja muszę się zadeklarować
jako zwolennik tradycjonalizmu, bądź
libertynizmu, bo inaczej jestem rzekomo
letni. Jan Paweł II ewidentnie był
gorący, a nie należał ani do ultra-
-postępowców, którzy chcieliby zmienić
moralne nauczanie Kościoła, ani do ultra-
-tradycjonalistów, którzy z Tradycji
przedsoborowej i z samego katolicyzmu (na
tle “heretyków”) robią sobie niekiedy
bożka.
2)Nigdzie nie stwierdziłem, że Kościół
zaczął się od Soboru Watykańskiego II. To
właśnie levebvryści negują jego ciągłość,
a część tradycjonalistów brata się z nimi
doszukując się we wszystkim “modernizmu”:)
Wyraźnie napisałem, że “to nie którykolwiek sobór jest winien” złym sytuacjom w Kościele, tylko niewłaściwe wykorzystanie jego przesłania. Doceniam wartość Trydentu, ale i tradycjonaliści
powinni być uczciwi i przyznać, że Kościół nie zaczął się od Trydentu
3) Piszesz, że dzisiejszy Kościół propaguje
herezje? Jakie? Ekumenizm nie oznacza,
że we wszystkim zgadzasz się z innymi
wyznaniami, ale nie można cudzych poglądów tępić mieczem (jak to się niekiedy zdarzało i nadal zdarza), tylko działać w duchu braterstwa. Mamy prawo tego samego oczekiwać od innych, ale chrześcijaństwo nas obliguje wychodzić im na przeciw z
miłością, a nie nazywać “heretykami”, czy “żydami wiarołomnymi” (podobałoby Ci się określenie “Polak wiarołomny” albo “katolik wiarołomny”?).
4) Pojęcie “defensywny” jest względne,
podobnie jak interpretacja, czym jest
“modernizm”. “Kościół opustoszał” -piszesz. Zawsze są plusy i minusy, nie twierdzę, że po soborze nastąpiły same pozytywne zmiany. Przyczyną odejścia od Kościoła jest laicyzacja, pytanie natomiast jak jej zapobiegać? Możesz powiedzieć, że “duch czasów” oznacza kolaborację z siłami wrogimi Kościołowi. Racz jednak zauważyć, że Kościół podejmuje wiele pozytywnych inicjatyw, by dotrzeć do różnych środowisk. Mamy dziś wiele duszpasterstw, zgromadzeń zakonnych, rekolekcji, pielgrzymek i przykładów życia żywą wiarą. Taka idea przyświecała założycielowi Ruchu Światło-Życie ks. Blachnickiemu. A słabości są w każdej wspólnocie, bo ludzie nie są idealni.
5)Zarzucasz mi uleganie politycznej
poprawności. W zasadzie wszyscy czemuś
ulegamy i nie zdajemy sobie z tego często sprawy. Wiem, że Semici to nie tylko Żydzi, ale taka nazwa się przyjęła. Żydów lubię jak każdy inny naród. Owszem, nasze społeczeństwo jest być może nieco przeczulone na kwestię antysemityzmu, skoro “Gazeta Wyborcza” i inne media niekiedy lansują obraz antysemickiego społeczeństwa, w którym Żydzi są tylko ofiarami. W konsekwencji czego nie powiesz, jesteś antysemitą i moherem. Jednak z drugiej strony Holokaust i nazistowski plan zagłady narodu żydowskiego (zresztą nie tylko żydowskiego) był faktem, czemu żaden p. Michalkiewicz nie powinien zaprzeczać, jeśli jest rzetelny. W kwestii przedsoborowej modlitwy za żydów proponujesz określenie “antyjudaizm”… Może tu masz rację, bo tu chodzi o wyznawców religii, a nie o naród. Jednakże pojęcia te są ze sobą dość zbieżne, jako że wyznawcami judaizmu są głównie Żydzi. Zresztą realia są takie, że antyjudaizm idzie zazwyczaj w parze z antysemityzmem. Reakcje środowisk żydowskich bywają przesadzone (np. w sprawie “Pasji” uważam je za nieuzasadnione), ale niekiedy wynikają z niechęci bycia obrażanym, a w naszej kulturze znieważały ich często na przestrzeni wieków liczne dzieła literackie i artystyczne. Nie zarzucam rasizmu ani Tobie, ani Panu Jurkowi. Natomiast niektóre komentarze na witrynach typu prawy.pl mrożą krew w żyłach.
P.S. To, co napisałem kwalifikuje mnie w
oczach wielu niezadowolonych z
dzisiejszych czasów tradycjonalistów
jako “modernistę”. Z kolei
“postępowcy” zarzuciliby mi “konserwatywne wstecznictwo”. Jeszcze raz powtarzam: minimum obiektywizmu nie czyni “letnim”. Natomiast tym, którzy są nastawieni tylko na to, że jacyś masoni i inni “wrogowie” wciąż atakują Kościół, zalecam trochę więcej pogody ducha. Jak to mówiła pewna znajoma siostra zakonna: szatan istnieje, ale święci mieli to do siebie, że częściej myśleli o Bogu a nie częściej o szatanie.
Pozdrawiam!
Teraz odniosę się tylko do punktu 5 (i to tylko fragmentu). Michalkiewicz nie zaprzeca holocaustowi. Jest tylko problem,że na ten temat nie można dziś prowadzić badań, bo od razu jest się określanym jako negacjonistach.
Chcesz być precyzyjny,a bronisz określenia “antysemityzm”. A to precyzyjne nie jest.
Może należałoby uporządkować pojęcia.
A co do szacunku wobec całej historii Kościoła, to ty ewidentnie odwołujesz się tylko do Jana Pawła II, a Kościół jednak jest trochę starszy.
Do innych punktów ustosunkuję się wieczorem.
Pozdrawiam.
Do Zulusa: Dobrze, czekam cierpliwie na twoje ustosunkowanie się. Odniosę się tylko do twojego ostatniego wpisu.
Niby czemu miałyby służyć badania nad Holokaustem w wykonaniu publicystów bliskich Radiu Maryja? Temu, by orzec, że ofiar nazizmu było rzekomo mniej? Przyznam, że słuchając dość głośnego felietonu p. Michalkiewicza na temat żydowskich roszczeń, nie znalazłem w nim niczego złego, z wyjątkiem określeń: “Judajczykowie” i “piąta kolumna”. Oczywiście można te określenia bagatelizować, ale świadczą o autorze. Bo jakby ktoś nas nazywał Polaczkami, to byłby postrzegany przez tzw. narodowców jako polonofob. I chyba słusznie, tylko że mentalność Kalego – jak widać – nie jest tylko domeną liberalnych i lewicowych mediów. Ja wiem, że jest moda na spotwarzanie PiS-u, a LPR jest zbyt jednoznacznie odbierany jako formacja skrajna. Chwała Michalkiewiczowi, że nagłaśnia takie haniebne wypowiedzi p. Singera, jak “Polska będzie upokarzana na arenie międzynarodowej”. Ale powiem szczerze, że nie wierzę jakoś w zupełny brak niechęci do Żydów wśród publicystów Radia Maryja i “Naszego Dziennika”. Coś za mało temperują antysemityzm słuchaczy i czytelników. No bo media (tak jak partie)tworzą dla konkretnej grupy docelowej czytelników i nie przypadkiem wielu słuchaczy RM wypowiada się potem negatywnie o Żydach (np. “Hitler ich za mało spalił”). Nie chodzi o jawny antysemityzm (J.R. Nowak zaprzecza doniesieniom “GW”, jakoby na tego rodzaju wypowiedź słuchaczki zareagował tylko lakonicznym, głupim “Cóż, po owocach ich poznacie”), tylko o tworzenie pewnego modelu postrzegania rzeczywistości. Amatorzy skrajnie prawicowych portali postrzegają świat jako czarno-biały. A prawda jest taka, że człowiek jest człowiekiem. Lewak może mieć dobre intencje, a Giertychowie popierali stan wojenny, o czym nie wszyscy wiedzą. “Gazeta Wyborcza” i “Nasz Dziennik” to gazety, w których zawsze coś musi być o Żydach (w każdej z innego powodu), ja jednak mogę czytać jedną i drugą, w głębi konfrontując ich treść.
A samo określenie “antysemityzm” się przyjęło (tak jak to, że pierwotni mieszkańcy Ameryki są Indianami ) i nic na to nie poradzę. Jedynym zarzutem wobec tego określenia jest to, że nie obejmuje ono innych narodów semickich. Ale nazwa nie jest najważniejsza. Możesz używać pojęcia “judeofobia”. Niby nie mam powodów, aby nie wierzyć Michalkiewiczowi, że nie jest antysemitą, a jednak tytuł jego książki “Studia nad żydofilią” sugeruje, że autor chciał wywołać efekt na zasadzie utrwalonych w społeczeństwie (wcale nie pozytywnych)skojarzeń).
Do Jana Pawła II – owszem – odwołuję się, w pierwszej wypowiedzi uczyniłem to głównie w kontekście aborcji i kary śmierci. Uważam też, że był człowiekiem o mądrej wizji Kościoła, kontynuatorem myśli Jana XXIII i Pawła VI, ale zarazem odwołującym się co rusz do całej Tradycji (powoływał się m.in. na Piusa XII). Tak, Kościół jest starszy i dlatego zalecałbym tradycjonalistom więcej rozwagi, jeśli skupiają się na formie i krytykują zmiany w liturgii. Wszak trydencka forma mszy też nie była pierwotną (pierwsi chrześcijanie łamali chleb i spożywali go na siedząco w domach, nie było zwróconego do ołtarza kapłana), a pierwsze eucharystie nie były po łacinie. A przecież Kościół nie zakazuje trydenckiej liturgii. Mówiąc o postawie defensywnej mam na myśli koncentrację na poczuciu wrogości świata, na takim “broń naszą świętą wiarę katolicką przed zasadzkami nieprzyjaciół, Panie”. Owszem, Kościół w wielu kwestiach jest znakiem sprzeciwu, ale dobrze jest też próbować zrozumieć czyjąś postawę i jej uwarunkowania, a nie zakładać, że jest zaślepiony. Dobrze jeśli chrześcijanie różnych wyznań próbują się nawzajem zrozumieć. Przykładem jest tu np. wspólnota braci z Taize. Nieżyjący już jej założyciel brat Roger jest moim zdaniem przykładem świętości, mimo że formalnie nie przeszedł na katolicyzm i nie zostanie świętym ogłoszony.
[...] Wyraziwszy moją radość z powodu uchylenia ekskomunik dla biskupów Bractwa Świętego Piusa X mogę teraz, nie zepsuwszy nastroju chwili, napisać więcej o wypowiedzi bp. Richarda Williamsona. Poglądy, jakie wygłosił, muszą zaboleć przede wszystkim nas, Polaków. Bo Polska była miejscem, gdzie mieszkało najwięcej Żydów do czasów zagłady. Wypowiedź bp. Williamsona zawiera implicite twierdzenie, że ponad 90 % z nich przeżyło wojnę. Zadaje kłam nie tylko powszechnej pamięci naszych rodziców i dziadków, ale również – jak trafnie zauważył profesor Bartyzel – prawdzie o obozach śmierci ujawnionej już podczas wojny dzięki bohaterstwu takich ludzi jak rtm. Witold Pilecki. Duch Ewangelii to duch współczucia – wypowiedź bp. Williamsona zobowiązuje więc do reakcji samo Bractwo Świętego Piusa X. Prawda naturalna nie wymaga Objawienia, a naturalna sprawiedliwość jest niezbędną podstawą świadectwa chrześcijańskiego. Łatwiej o tym mówić dziś, niż w czasach ekskomuniki. To wszystko natomiast nie może w niczym podważyc wartości decyzji Ojca Świętego, by umocnić więź katolicką z Bractwem Świętego Piusa X. Tak jak więzi katolickiej z ukraińskimi katolikami nie mogą osłabić wypowiedzi tego czy innego duchownego bagatelizującego cierpienia zadane Polakom przez UPA, albo dążeń Rzymu do zbliżenia rosyjskiego prawosławia do jedności Kościoła nie mogą torpedować skrajne (antyrzymskie, antyzachodnie czy antysemickie) wypowiedzi tego czy innego rosyjsko-prawosławnego biskupa. Jedność (aktualna czy potencjalna) Kościoła, o którą w takim wypadku zawsze chodzi – to jedność duchowa i pokój duchowy milionów ludzi. A tam, gdzie nie ma pokoju – trudno rozmawiać o prawdzie.PS. Już po napisaniu tego felietonu dowiedziałem się, że superior generalny Bractwa Świętego Piusa X bp Bernrad Fellay napisał do Ojca Świętego „prosimy o przebaczenie Papieża i wszystkich ludzi dobrej woli” i zakazał bp. Williamsonowi wypowiedzi publicznych. Mam wrażenie, że Jan Paweł II uśmiecha się patrząc na nas z okna w Domu Ojca. [...]
Krzysztof. mam pewne problemy techniczne, więc odpowiadam z opóźnieniem.
Kościelna tradycja to nie tylko pokój,ale również krucjaty.
Jeżeli uznamy,że poza Kościołem nie ma zbawienia, to określenia typu żyd wiarołomny (i nie tylko żyd) są usprawiedliwione.
Michalkiewicz nie zaprzecza holocaustowi. problemem jest uniemożliwianie rzetelny badań nad tą tematyką. 6000 000 zamordowanych Żydów to mit.
Co do antysemityzmu. Większość semitów to Arabowie.
Co do określenia typu: “judejczykowie”. To, o ile wiem było określenie używane przez Juliana Tuwima (zresztą Żyda). Mi takie określenie nie przeszkadza, tak samo jak użyte przez Ziemkiewicza “polactwo”. To określenie dotyczy się tylko części danych narodów i ich postaw.
Co do Jana Pawła II. Tradycjonaliści za jego panowania byli dyskryminowani. Spotykał się z różnymi heretykami i poganami, a dla tzw. lefebrystów ekumenizm “nie był używany”. Arc. Lefebre’a chciano wziąć na przeczekanie (czekano na jego śmierć). Wyświęcając biskupów,uważał,że działa w stanie wyższej konieczności.
Całkowicie oddane Rzymowi Bractwo św. piotra, również nie doczekało się wyświęcenia biskupa. Liczono,że tradycjonaliści wymrą.
P.S. mała ciekawostka. Zwolennikiem arc. Lefebra był m.in. Louis de Funes.
We Francji tzw. lefebryści stanowią około 1/3 wszystkich praktykujących katolików.
Do Zulusa:
Czy ekumenizm dla Bractwa nie był używany? Cóż… Mam nadzieję, że będąc znów w naszym Kościele, nie będą negować tego co zmieniło się na plus przy równoczesnej obronie wszystkiego, co było. Cieszy mnie, że abp Fellay odciął się od wypowiedzi Williamsona i szanuję to. Może moja wypowiedź, że Benedykt XVI popełnił błąd była przesadzona. Oby…
“Kościelna tradycja to również krucjaty” – czyli uważasz, że zabijanie w imieniu Boga jest zgodne z Ewangelią?? Radzę Ci jej więcej czytać. Myślę, że nawet biskup Levebvre nie głosił takich skrajnych poglądów, wręcz przeciwnie. Wyobraź sobie wpis na niemieckim forum o treści: “Hans, tradycja naszego narodu to nie tylko pokój, muzyka klasyczna, filozofia i mercedesy. To również wojna o przestrzeń życiową”. Pomyśl nad tym. W historii Kościoła zdarzali się niegodni przywódcy, którzy walczyli o wpływy polityczne. Nie dziwne skoro na papiestwo ogromny wpływ miały przemożne rody. Ale jeśli to popierasz, to nie wydaje mi się, żebyś dobrze rozumiał chrześcijaństwo. Krucjaty miały także pozytywne cele (np. obrona ludności chrześcijańskiej), ale żołnierze dopuszcza- li się wielu okrucieństw, czasem “krucjaty” nie docierały nawet do Palestyny, tylko były nasyłane na Bogu ducha winne ludy pogańskie.
“Jeśli uznamy, że poza Kościołem nie ma zbawienia, to określenia typu żyd wiarołomny (i nie tylko) są usprawiedliwione” – otóż nie są, bo jako katolik powinieneś szanować drugiego człowieka, a nawet go miłować! Uważam, że obecny pogląd Kościoła, że ludzie innej wiary mogą być zbawieni jest słuszny. Tylko Bóg zna ich serca. Lepszy ten, kto miłuje bliźniego jako muzułmanin, czy buddysta, niż ten kto go nienawidzi uważając się za “prawdziwego katolika” (“prawdziwy faryzeusz”?:).
“6000 000 wymordowanych Żydów to mit” – jesteś tego pewien? Moim zdaniem dane wręcz zaniżają liczbę ofiar nazizmu i komunizmu. Więcej książek historycznych. Zrozum, że nie każda “niepoprawność” ma merytoryczne uzasadnienie.
Określenie “Judajczykowie” na pewno nie ma w naszym społeczeństwie oddźwięku pozyty- wnego, raczej ma charakter jątrzący i pan Michalkiewicz powinien o tym wiedzieć. “Polactwo” też jest określeniem raczej negatywnym, Ziemkiewicz użył go z humorem i ironią.
Tradycjonaliści to szerokie pojęcie. Kard. Ratzinger był za pontyfikatu Jana Pawła II “osobą nr 2″ w Watykanie. Natomiast levebryści negowali znaczenie soboru, bądź jego skutków jako dzieła szatana. Możesz mieć takie zdanie, ja uważam, że sobór odegrał ważną rolę. A co mnie razi u niektórych ultra-prawicowców, to ich agresywna postawa: poparcie dla krucjat, rzucanie w gejów pomidorami, malowanie sfastyk. To jest CHRZEŚCIJAŃSKIE??? To właśnie takie zachowanie jest szatańskie, a nie szacunek dla innych religii (co nie znaczy, że nie możemy uważać naszej za prawdziwą). A na Jana Pawła II powołują się dziś zarówno Życiński z Pieronkiem, jak i ojciec Rydzyk. Powołują się udowadniając, że Ojciec Święty był właśnie po ICH stronie
P.S. Louis de Funes to jeden z moich ulubionych aktorów. Ciekawa informacja, choć nie jest argumentem, że lefebryści mieli rację. Pozdrawiam!
Teraz podobno żydzi zrywają dialog z Watykanem. A czy coś takiego miało miejsce? Chodzi mi o dialog.
Zbrodniarze nie mają wstydu. Łatwiej mordować Palestyńczyków.
Podkreślam. ” Judejczykowie” to nie jest określenie Michalkiewicza. On to tylko powtórzył za Żydem.
Krucjaty miały na celu obronę Żiemi Świętej. Jakie były realia to inna sprawa.
Dzięki takim jak ty “letnim, miękkim, słabym” katolikom, homosie mogą sobie regularnie profanować kościoły (choćby katedrę Notre Dame). Ty w obronie świętości nie staniesz, bo trzeba “szanować poglądy innych” (“tolerancja przyzwolenie na zło”), a niechby spróbowali sprofanować meczet czy synagogę (rozszparpano by ich,ale muzułmanie i żydzi wierzą,że ich religie są jedyną drogą do zbawienia.
Żyj sobie dalej bezpiecznie, ale to dzięki takim jak ty, morduje się chrześcijan w Indiach i na Bliskim Wschodzie. W dobie krucjat władcy chrześcijańscy, w obronie tychże chrześcijan wysłaliby wojsko.
W kościele jest miejsce jest i dla tzw. tradycjonalistów i dla tzw. modernistów. Tylko za rządów Jana Pawła II ci pierwszi byli dyskryminowani. Papież sptykał się z heretykami, wschodnimi schizmatykami i z poganami,a dla tradycjonalistów nie miał czasu. Już była katastrofa w katedrze w Asyżu. Nie zdziwiłbym się, gdyby to była kara boska, za jej profanację przez różnych pogan. A te pogańskie spotkania były wspierane przez Jana Pawła II.
I jeszcze inna sprawa. Nie rozumiem klaskania w kościołach, czy oklaskiwania papieża. Jeśli można oklaskiwać, można i wygwizdywać. Jan Paweł II był przede wszystkim gwiazdą pop.
Ciekawe co pan Krzysztof zrobiłby, przeciw ludobójstwu w stanie Orssa. pewnie nic, wszak trzeba szanować poglądy innych. Nasze poglądy się nie liczą, o ile nie są zgodne ze współczesną żydowską wykładnią.
Tacy jak ty mają na sumieniu tamtejszych chrześcijasn, ale przecież trzeba szanować poglądy innych. To je szanuj,ale nie nazywaj się katolikiem. Takie słabe osoby mnie obrażają. Nie chciałbym być z byle kim uznawany za “pobratymca”
Krzysztof pewnie potępiłby wielkich władców chrześcijańskich, bo nie szanowali poglądów innych
Widzę, że zamiast odpowiedzieć na moje argumenty swoimi, zacząłeś insynuować i obrażać mnie. Powiedziałem Ci wyraźnie, co myślę, a Ty mnie bezpodstawnie osądzasz, że:
-jestem letnim, słabym katolikiem (bo nie
wyrażam się o znienawidzonych przez
Ciebie
homosiach tak agresywnie?)
-że nie sprzeciwiałbym się profanacji
świętości (a skąd to wiesz? Znasz mnie?)
-że popieram to, co robi Izrael w Palestynie
(wcale nie popieram, mówiliśmy na temat
Żydów ogólnie)
-że przeze mnie morduje się chrześcijan w
Indiach (brałeś coś?)
I kogo nazywasz “byle kim”?
Zgadzam się, że w Kościele jest miejsce i dla tzw. tradycjonalistów i dla tzw. modernistów. Mój pierwszy wpis był polemiką z poglądem marszałka Jurka, jakoby społecznej nauki Kościoła broniło w ostatnich latach tylko Bractwo św. Piusa X. Nie zgadzam się z tym, bo zetknąłem się z wieloma katolickimi ruchami powstałymi po soborze i to oni (przede wszystkim rodzice, którzy należą do Domowego Kościoła od lat) pokazywali mi głębię wiary. A społeczną naukę Kościoła słyszałem za sprawą wielu środowisk, wielu księży, którzy akceptują sobór. I uważam, że od lefebrystów w niczym nie są gorsi! Modernizm to szerokie pojęcie. “Modernistyczny” znaczy “nowoczesny”, a nowość nie jest sama w sobie czymś dobrym, czy złym tylko zależy od sytuacji. O to, czym jest tradycja też można się poniekąd spierać. Papieże zajmowali różne stanowiska (tylko wiara się nie zmieniła). Pius X był ewidentnie skrajnie niechętny wszelkim nowinkom. Nieprzypadkowo lefebryści obrali go za patrona, co odzwierciedla ich poglądy. Kościół zwalczał darwinizm (teorię nie wiadomo, czy w 100% słuszną), ale jeszcze wcześniej teorię Kopernika – to też uważasz za tradycję, za którą należy kroić heretyków? Mam nadzieję, że zarówno Pius X, jak i Jan Paweł II cieszą się chwałą nieba. Jana Pawła II moim zdaniem oceniasz zbyt surowo. Przyznaję, że lubił wzbudzać aplauz, ale czy zależało mu naprawdę tylko na tym, żeby być na pierwszych stronach gazet plotkarskich jako “gwiazda pop”? Nie wiem, czy słyszałeś np. o uzdrowieniach za sprawą jego modlitwy. A zauważyłeś, jak bardzo podkreślał rolę Chrystusa w życiu człowieka w swoich wypowiedziach, pismach?
Pomyśl o tym, za nim kogoś obrazisz. “Takie słabe osoby mnie obrażają” – mocarz się odezwał. “Nie chciałbym być z byle kim uznany za pobratymca” – czyżby pycha? (“Nie jestem jak ten celnik”?). A pamiętasz takie słowa: “Kto powie bratu: “bezbożniku”, podlega karze piekła ognistego”? Ja nie chcę Cię pouczać, nie uważam się za idealnego. Ale to co napisałeś w ostatnich 3 wpisach było żenujące. Zamiast atakować bezpodstawnie, znajdź inne argumenty.
Co do krucjat – w tym sęk, że – jak zauważyłeś – działy się tam różne rzeczy. O ile celem była obrona chrześcijan, o tyle były słuszne, jeśli nie było innych środków zaradczych. Wcale nie uważam, że należy milczeć w obliczu prześladowań chrześcijaństwa. Natomiast geje w Polsce Cię nie prześladują. Uważam homoseksualizm za dewiację, natomiast nie będę ich z tego powodu rzucał jajkami. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Gdyby doszło do bójki pomiędzy gejami a kontrmanifestacją, to ludzie i różnej orientacji politycznej media opowiadaliby się w większości za tymi, do których czują sympatię. Na portalach typu fronda.pl większość mówi, że homoseksualizm to grzech i że pedalstwo niszczy społeczeństwo. Ale obiektywnie patrząc grzech jest świadomy i dobrowolny, a nie wszyscy homoseksualiści uważają to za grzech. Więc zrozummy (to nie znaczy zgódźmy się z tym założeniem!), że oni mogą czuć się identycznie jak niektórzy katolicy – zagrożeni przez wyznawców niesłusznych ich zdaniem poglądów. Może to jest dla Ciebie dowodem słabości, ale to Hitler, a nie Jezus kazał ich pałować i umieszczać w obozach koncentracyjnych.
Z tymi gejami to może trochę poza tematem, ale to też jest przykład, że rzeczywistość nie jest czarno-biała. Bo to, że nie przyłączę się do organizacji walczących o ich “prawa” nie znaczy, że będę ich publicznie spotwarzał pod płaszczykiem obrony wiary.
Jak przeglądam nasze wypowiedzi, dochodzę do wniosku, że wiele emocji bierze się z niezrozumienia do końca, o co chodziło rozmówcy. Myślę, że pojawiło się to po obu stronach.
Drobna errata do mojej wypowiedzi (nr 18): pan marszałek Jurek nie napisał: “tylko Bractwo św. Piusa broniło w ostatnich latach społecznej nauki Kościoła”; nie użył zwrotu “tylko”, ale “przede wszystkim”. Jednak sens tego, co napisałem pozostaje dokładnie taki sam: nie zgadzam się z poglądem, że społecznej nauki Kościoła broniło tylko Bractwo.
Chciałbym poruszyć jeszcze inny wątek, ale poczekam na to, co odpiszesz.
Do Krzysztofa
1. Modernizm
Nie wiem, czemu piszesz słowo “modernizm” w cudzysłowie – przecież to jest pojęcie dość precyzyjnie zdefiniowane (choćby w encyklice “Pascendi Dominici gregis”). Jeśli Twój cudzysłów ma oznaczać, że nie traktujesz tego zjawiska poważnie, to zwróć uwagę, że problem modernizmu był traktowany śmiertelnie poważnie przez co najmniej trzech papieży, a przysięga antymodernistyczna obowiązywała przez 60 lat (składał ją również Karol Wojtyła).
Papież Pius X określił modernizm jako sumę wszystkich herezji. Jeśli Ojciec Święty tak ostro potępił ten nurt, widać miał jakieś ważne powody – nie wypada tego zbywać stwierdzeniem, że “był ewidentnie skrajnie niechętny wszelkim nowinkom”. To Namiestnik Chrystusa a nie jakiś pętak, który plecie byle co, bo jest “niechętny”.
Herezja modernizmu polega przede wszystkim na negowaniu prawdziwości dogmatów. Dokładniej: na przekonaniu, że kiedyś były prawdziwe, a teraz już niekoniecznie. Moderniści twierdzili (i twierdzą nadal), że doktryna Kościoła może ewoluować. Według nich prawda – formułowana w dogmatach – nie jest niezmienna, tylko “historyczna” – dostosowana do epoki. Taka “prawda czasu, prawda ekranu”, albo “mądrość etapu” (wg określenia bodajże Stalina)…
Innym błędem modernizmu jest deprecjonowanie, albo wręcz negowanie Tradycji, a więc jednego z fundamentów nauczania Kościoła katolickiego. W efekcie mamy np. podważanie prawdziwości przekazów biblijnych, prowadzące nawet do podawania w wątpliwość faktu Zmartwychwstania.
Mylisz się, twierdząc, że “modernistyczny” znaczy tylko “nowoczesny”. Ogólnie może tak, ale w Kościele modernizm to konkretny ruch, tendencja, kierunek, moda – to faktycznie protestantyzacja Kościoła.
Przy okazji: protestanci to heretycy, a nie “heretycy” (w cudzysłowie) – i to nie tylko “wg myślicieli przedsoborowych”, ale obiektywnie, po Soborze Watykańskim II również.
2. Liturgia
Piszesz, że “pierwsze eucharystie nie były po łacinie”. Zapewne tak – w Jerozolimie po aramejsku albo po hebrajsku, w Salonikach po grecku… A w Rzymie? Najprawdopodobniej właśnie po łacinie…
Ta liturgia ewoluowała przez wieki, stopniowo wprowadzano zmiany, mające lepiej wyrazić wiarę Kościoła i to, co się faktycznie dzieje podczas Eucharystii. W rezultacie tych wysiłków pokoleń wiernych, na Soborze Trydenckim 1570 r. została promulgowana Msza Wszechczasów.
Łacina, jako język liturgii, ma wiele zalet. Podstawowa jest taka, że przez wieki dokumenty kościelne, zwłaszcza dogmatyczne, były spisywane właśnie po łacinie. Stąd dość dokładnie wiadomo, co jakie słowo znaczy; ryzyko nieporozumień jest minimalne – wystarczy sięgnąć do źródeł, roztrząsających znaczenie każdego zwrotu. Wielką zaletą łaciny jest również fakt, że to język martwy – słowa nie zmieniły swojego znaczenia.
Troska Kościoła o precyzyjny przekaz Prawdy skutkowała m.in. – powiedzmy – nieufnością wobec prób tłumaczenia liturgii na języki narodowe. Po prostu – precyzyjne tłumaczenie stwarza czasem nieprzezwyciężalne trudności.
Każde słowo, każdy gest, każdy symbol obecny na mszy, był przez wieki cyzelowany, udoskonalany przez wybitne umysły, święte dusze.
Tak było do 1962 r.
Tymczasem w 1965 r. papież Paweł VI rozpoczął reformę liturgii, która poskutkowała w 1969 r. nowym rytem rzymskim – Novus Ordo Missae.
Zauważ: liturgię wypracowywaną przez tysiąclecia zastąpiono (zupełnie nową!) liturgią, opracowaną przez 5 lat! To nie była reforma – to była rewolucja.
Czy taki pośpiech nie wydaje się podejrzany? Niekoniecznie o złe intencje (choć te również…), ale przede wszystkim o błędy?
Kard. Ratzinger napisał: “Na miejsce liturgii – owocu nieustannego rozwoju – wstawiono liturgię wyprodukowaną. Przeszło się z żywego procesu rozwoju i tworzenia się, by wejść w proces wytwarzania – fabrykacji. Nie chciano kontynuować rozwoju i dojrzewania naturalnego, trwającego od wieków, co zastąpiono na sposób produkcji w technice – wytwórczością – produkt banalny, tymczasowy.”
W Polsce reforma liturgiczna była wprowadzana powoli, stopniowo, ale na Zachodzie miejscami odbywało się istne szaleństwo. Poczytaj trochę, co się działo np. we Francji, to Ci się włos zjeży na głowie.
Ale w Polsce też nie obyło się bez strat. Popytaj katolików – czym jest (przede wszystkim) Msza święta? Jaki jest jej podstawowy sens? Pewnie usłyszysz sporo różnych odpowiedzi (uczta, pamiątka, zgromadzenie wiernych…). Tymczasem jeszcze w latach 60-tych XX w. (tak, tak, pamiętam te czasy) było oczywiste, że to przede wszystkim Ofiara – to, co nas zbawia. Ta świadomość zanikła. Również poczucie sacrum, majestatu Bożego itp.
Słyszałeś kiedyś na rozesłanie: “Idźcie, Ofiara spełniona”? Teraz słowo “Ofiara” zwykle pojawia się na mszy raz, a czasem w ogóle…
3. Kara śmierci
Piszesz “Jan Paweł II – przeciwnik kary śmierci”. Nie sądzę, żeby to była prawda. Łatwo sprawdzić, choćby w Katechizmie Kościoła Katolickiego z 1994 r. (punkt 2266), zatwierdzonym właśnie przez Ojca Świętego Jana Pawła II. Pewnie był on niechętny tej karze, ale nazywanie go “przeciwnikiem” stawiałoby go w konflikcie z nauczaniem Kościoła, a przede wszystkim ze stanowiskiem Jezusa, który przecież bronił kary śmierci – sprawdź: Mt 15,3-6, Mk 7,10-13.
Zresztą, gdyby odrzucić karę śmierci jako sprawiedliwą, ofiara Chrystusa straciłaby sens zbawczy, pozostałaby tylko bezsensownym okrucieństwem.
Na marginesie: podczas wizyty w USA Jan Paweł II zaapelował o ułaskawienie jakiegoś skazańca. Tylko jednego – na śmierć czekało wtedy bodajże trzydziestu siedmiu.
4. Antysemityzm
Twierdzisz, że antysemityzm był “obecny w dawnej formule modlitwy za Żydów”. Domyślam się, że przez antysemityzm rozumiesz nieuzasadnioną wrogość – lub coś podobnego – w stosunku do Żydów (narodu) bądź żydów (wyznawców judaizmu).
Generalnie, trudno uznać jakąkolwiek modlitwę o czyjeś nawrócenie za przejaw wrogości. Wręcz przeciwnie – to raczej wyraz troski.
Przypuszczam, że za antysemickie uważasz sformułowanie “żydów wiarołomnych”, ew. “lud zaślepiony”.
Ustalmy najpierw, że tekst dotyczy żydów (religia), a nie Żydów (narodowość).
Dalej – widać sugestię, że wszyscy żydzi są wiarołomni. Sprawdźmy to.
Żydzi, jak nikt inny na świecie, byli przygotowani na rozpoznanie i przyjęcie Zbawiciela. Ci, którzy Go odrzucili, po prostu sprzeniewierzyli się swojemu przeznaczeniu – swojej wierze. Nie da się ukryć – to ludzie wiarołomni, zaślepieni. A czym się różnią obecni żydzi od Kajfasza? Też uważają Jezusa za bałwochwalcę, oszusta, uzurpatora – tak mówi Talmud. Wiarołomni? Zaślepieni? Wydaje się, że faktycznie.
No cóż, nazywanie rzeczy po imieniu to niekoniecznie przejaw wrogości.
Na marginesie: nową modlitwę z liturgii Wielkiego Piątku wielu rabinów również uznało za antysemicką – sam fakt modlitwy o nawrócenie żydów.
* * *
“Każdy dobry chrześcijanin powinien być bardziej skory do ocalenia wypowiedzi bliźniego, niż do jej potępienia” (św. Ignacy Loyola), dlatego apeluję do dyskutantów, aby nie przypisywali adwersarzom złych intencji. W końcu wszystkim nam chodzi o Prawdę. Mam nadzieję…
Do Zbyszka
1.Rzecz w tym, że “modernizm”, podobnie jak “homofobia”, czy “ciemnogród”, jest pojęciem wykorzystywanym jako etykieta. Obrońcy Tradycji spod Znaku Trydentu często pakują do worka “modernizmu” wszystkich poza sobą, podobnie jak ich adwersarze – “postępowcy” – określają “reakcjonistami”, “nietolerancyjnymi” i “ciemnogrodzianami” wszystkich, którzy prezentują nieco bardziej konserwatywne poglądy. Każda liszka swój ogon chwali. Łatwiej zauważyć cudzą manipulację niż własną. Ludzie używają argumentów, które im pasują, toteż “Wyborcza” opisuje homoseksualistów jako ofiary dyskryminowane przez innych”, a “Fronda” jako agresorów grożących cudzej wolności. Zarówno wśród zwolenników “Wyborczej”, jak i wśród zwolenników Rydzyka, czy też “tradycjonalistów” (zauważ: też w cudzysłowie, bo i tradycję można różnie rozumieć, np. ja jestem integrystą dla Wyborczej, bo jestem przeciwny aborcji) dostrzegam często ślepe przywiązanie do swoich dogmatycznych tez i często bezmyślne wylewanie goryczy, jeśli nie jadu względem choćby nieco inaczej myślących.
Odniosę się do fragmentu twojej wypowiedzi:
“problem modernizmu był traktowany śmiertelnie poważnie przez co najmniej trzech papieży, a przysięga antymodernistyczna obowiązywała przez 60 lat (składał ją również Karol Wojtyła). Papież Pius X określił modernizm jako sumę wszystkich herezji. Jeśli Ojciec Święty tak ostro potępił ten nurt, widać miał jakieś ważne powody”.
Cóż, może i miał też powód do ustanowienia przysięgi antymodernistycznej, ale Paweł VI (też Ojciec Święty) najwidoczniej miał powód, by z niej zrezygnować. Podobnie jak zrezygnowano z Sodalicji Mariańskiej tropiącej “modernistów” w seminariach, czy z indeksu ksiąg zakazanych.
Przez co najmniej trzech papieży, czyli wątpisz, że przez wszystkich w równym stopniu, czyż nie? I racja. Lefebryści krytykują Benedykta XVI za głoszenie tezy o “hermeneutyce ciągłości” i częściowo mają rację (to taka moja hipoteza) co do tego, że ta ciągłość nie istnieje w kwestii ekumenizmu czy poglądu na wolność słowa, sumienia i wyznania. Wystarczy porównać encykliki Piusów IX, X i XI z deklaracjami w tych sprawach. Powtarzam: nie mówię, że ciągłość nie istnieje w ogóle. Ale jeśli nie ma jej w wielu poglądach, to powstaje pytanie: których papieży nauczanie jest nam bliższe? No i, choćbyśmy się zaklinali, że tak nie jest, w jakiejś mierze sytuujemy się w skutek tych refleksji na pozycjach “przedsoborowia” i “posoborowia”. Mówienie o kontynuacji i ciągłości nauczania Kościoła nie może tych dylematów stłamsić, aczkolwiek rozumiem linię Jana Pawła II i Benedykta XVI (podkreślanie ciągłości) jako wyraz przekonania, że to nie te dylematy są najważniejsze. Wydaje mi się natomiast, że bardziej konsekwentny od wielu “tradycjonalistów” jest taki zulus, który wprost krytykuje JP II. Większość udowadnia “Jan Paweł II jest po naszej stronie” (tak jak to czyni “Polityka” i “Tygodnik Powszechny” – również niesłusznie), twierdząc np., tak jak Ty, że JP II nie był przeciwnikiem
kary śmierci, bo byłoby to “niezgodne
z nauką Kościoła”. A prawda jest taka, że JP II konsekwentnie krytykował szeroko pojętą cywilizację śmierci, na którą składają się aborcja i eutanazja, ale także (w moim przekonaniu) wojna i kara śmierci. Mówił o tym wielokrotnie. A w Katechizmie nie stwierdzając tego kategorycznie, stwierdził jednak, że dziś bardzo rzadko, albo nawet wcale nie ma sytuacji, gdy nie można zastosować innych środków niż kara śmierci.
Czytając “przedsoborowych” papieży trudno mi oprzeć się wrażeniu, że ich patetyczne teksty (choć często także bogate pod względem teologicznym) często zbyt mocno akcentowały, jaka to wielka jest Stolica Apostolska (w końcu Boski Zbawiciel ją wybrał – nie neguję, ani nie kpię ) i jak to źli i przewrotni wrogowie zewsząd knują, chcąc wykorzenić świętą wiarę katolicką. Do tego dochodzi nadmiar słów w rodzaju “potępiamy”, “niech będzie wyklęty” itd.
Przytaczasz encyklikę “Pascendi Dominici gregis”. Czytając ją, odnoszę niestety wrażenie, że w pojęciu Piusa X modernistami byli nie tylko ci, których za takich uważali również Jan XIII, Paweł VI, czy Jan Paweł II, ale szerszy krąg zwolenników reform. A Sobór Watykański II świadczy o tym, że potrzebę reform zauważało wielu teologów i śmiem twierdzić, że mieli naprawdę sporo racji. Nie wątpię, że Pius X co najmniej niechętnie by patrzył na Odnowę w Duchu Świętym, czy Ruch Światło-Życie (ruch oazowy), które moim zdaniem bardzo służą Kościołowi. Ba… Z przykrością muszę zauważyć, że wielu “tradycjonalistów” krytykuje ekumenizm jako “fałszywy ekumenizm”, a w ruchach powstałych po soborze doszukują się samych słabych stron i je wręcz szkalują. Pada też argument “protestantyzacji” Kościoła. A ja bym zapytał: czy największym złem jest upodabnianie się w niektórych formach do protestantów? Nie mówię, że protestanci mają rację w kwestiach spornych. Zresztą pomiędzy niektórymi kościołami a sektami jest cienka granica. Ale czy nie jest złem zamykanie się na działanie Ducha Świętego poprzez charyzmaty (np. uzdrawiania)? Większość duchowieństwa zaakceptowała przynajmniej część nowych form życia religijnego, ewangelizacji, duszpasterstwa itp., które powinny funkcjonować obok tych bardziej tradycyjnych. Postawa papieży posoborowych jest również przychylna. Przykro mi więc czytać to, co głoszą podobni w poglądach do lefebrystów “prawdziwi katolicy”, którzy łączą niekiedy powołując się nad przedsoborowych papieży tępią ekumenizm i ta krytyka “fałszywego ekumenizmu”, “modernizmu” itd. pochłania ich do tego stopnia, że sami nie są świadkami Bożej miłości, lecz obrońcami wąsko pojętej tradycji, którą traktują jak faryzeusze Prawo. Dla mnie nieuzasadnionym bełkotem jest utożsamianie słów fatimskich objawień Maryi o tym, że niektórzy księża będą źle żyli ze zmianami w liturgii (tego rodzaju manipulacji dokonali autorzy jednej z witryn tradycjonalistycznych komentując udział kardynała Schonbrunna w “modernistycznej” mszy, podczas której puszczano balony). Owszem: na Zachodzie jest pełno przegięć. Ale nie łączyłbym laicyzacji z ruchami odnowowymi (które wręcz ją hamują – dzięki nim wielu ludzi żyje żywą wiarą), czy nawet z braćmi protestantami (protestanci też są różni), bo jest to zasadniczo niesprawiedliwe. Łatwo jest do jednego worka z napisem “modernizm” czy “protestantyzacja” wrzucić te przejawy działania Ducha Świętego, których wartość doceniono w większym stopniu po soborze, wraz z przejawami działania szatana (np. ezoteryka), co jest absurdalne.
Co do zagadnienia czy protestanci są heretykami, chciałbym zauważyć, że Sobór Watykański II mówi, iż katolicy “słusznie uważają ich za braci w wierze”. Postawa zaś ekumeniczna polega na skupieniu się na tym, co najważniejsze: zbawieniu w Jezusie. Owszem, można powiedzieć, że wiele z ich poglądów Kościół uznaje za błędne, a więc heretyckie. Ale może należy niejako oddzielić problemy od osób? Od wewnętrznego nastawienia człowieka zależy, co bardziej akcentuje, co jest dlań ważniejsze: czy jest skłonny nazywać protestantów heretykami, czy braćmi. Można podchodzić do sprawy prawniczo i odmawiać zbawienia wszystkim, którzy nie są katolikami. Ale Bóg patrzy w serca. Wielu protestantów żyje głęboką wiarą i w przyjaźni z Bogiem. Sądzę, że słowa o ludziach ze Wschodu i Zachodu, którzy staną się współdziedzicami Królestwa Bożego i o niektórych Żydach, którym zostanie ono odebrane można odnieść do naszej postawy, nierzadko faryzejskiej (zresztą faryzeizm widać zarówno u katolików, jak i u protestantów).
2. Poruszasz wiele istotnych zagadnień. Zgadzam się, że liturgia trydencka miała swoje zalety i bardzo dobrze, że Kościół nie odmawia jej zwolennikom prawa do przeżywania Mszy w tym rycie. Warto tylko pamiętać, co jest w Eucharystii najważniejsze – Ofiara Chrystusa właśnie – i dlatego każda Msza jest tak samo święta. Nazywanie rytu trydenckiego “Mszą Wszechczasów” świadczy o sentymencie tych, którzy ją tak określają, ale niesie w sobie niebezpieczeństwo uznania, że Msza w nowym rycie nie dorównuje Mszy w rycie starym.
3. Szanuję cudze poglądy, ale osobiście gryzie mi się spowiadanie zbrodniarza przed śmiercią z równoczesnym przyzwalaniem na śmierć. Nie chodzi o to, że ta kara nie jest sprawiedliwa. Jest, ale gryzie się z miłosierdziem, które “odnosi triumf nad sądem (List św. Jakuba)”, a które powinno być zasadą życia chrześcijańskiego. Jeśli akceptujemy karę śmierci, to akceptujemy instytucję kata. A jeśli ja nie mógłbym być katem i zaraz po zabiciu człowieka (bo w końcu to nie jest według niektórych złe) pójść podziękować Panu Jezusowi w Eucharystii za swoją pracę, to dlaczego miałbym usprawiedliwiać czyjąś zdolność do bycia katem i tym samym mniejszą wrażliwość? Poza tym Bóg jest sędzią i do Niego należy zapłata, a Jezus wybawił nas właśnie od śmierci jako zasłużonej zapłaty. Bylebyśmy wybrali tę drogę zbawienia. Słyszałem od znajomych o człowieku skazanym na dożywocie, a który nawrócił się w więzieniu dzięki prowadzonej tam ewangelizacji. Gdyby nie “posoborowe” wspólnoty i gdyby nie zakaz kary śmierci, może by tego nawrócenia nie przeżył. A teraz modli się wraz z innymi więźniami.
4. “Żydzi, jak nikt inny na świecie, byli przygotowani na rozpoznanie i przyjęcie Zbawiciela. Ci, którzy Go odrzucili, po prostu sprzeniewierzyli się swojemu przeznaczeniu – swojej wierze. Nie da się ukryć – to ludzie wiarołomni, zaślepieni”.
A gdybyś Ty był wychowywany w swojej wierze i przyszedłby jakiś człowiek, który kazałby Ci wierzyć, że to on jest Mesjaszem, bez oporów być mu uwierzył? Nawet proroctwa o Jezusie mogły być różnie interpretowane. Owszem: można argumentować, że Jezus czynił cuda. Ale współczesnych Żydów, którzy tego nie widzieli winić raczej nie można. Drażni nas, że muzułmanie uważają nas za niewiernych, a żydzi za gojów (nie tyle same te określenia, co stojące za nimi przekonanie o naszej wiarołomności), ale czy sami jesteśmy lepsi? A może Hammurabi? Niezbyt mądre wydaje mi się w tym kontekście mówienie o “ludzie zaślepionym” oraz oczekiwanie, że “lud zaślepiony” (czyli zwłaszcza ludzie o innej kulturze) się nie obrazi.
Moim zdaniem nowa modlitwa z liturgii Wielkiego Piątku spełnia tę samą funkcję (modlitwa za żydów ), ale jest za to bardziej przyjazna i nie zawiera określeń, które mogą kogoś zaboleć.
Pozdrawiam:)
P.S. Przeczytałem oba przytoczone przez Ciebie fragmenty Pisma Świętego (Mt 15, 3-6 i Mk 7,10-13) i dla mnie jest jasne, że Jezus krytykuje w nich faryzeuszy za wypaczanie i lekceważenie przykazania czczenia ojca i matki, a nie za brak karania łamiących to przykazanie śmiercią. Jezus (przynajmniej w Ewangeliach)nie wypowiada się wprost za lub przeciw karze śmierci. Nie pozwolił natomiast uczonym w Piśmie i faryzeuszom ukamienować nierządnicy, chociaż Prawo to nakazywało! Potępiał grzech, nie potępiał człowieka.
Do Krzysztofa
Prosiłbym na przyszłość o większą dyscyplinę wypowiedzi – zwięźle, jasno i na temat. Bardzo trudno mi wyłowić jakiś jasny tok rozumowania (np. często nie wiem, z czym polemizujesz).
W Twoich wypowiedziach aż roi się niedokładności, nieścisłości i od błędów, których nie mam siły korygować, a które Ty traktujesz jako argument w dyskusji.
Spróbuję sprostować niektóre.
Generalnie – wyczuwam jakiś rys protestancki w Twoich wypowiedziach, np. skłoność do osobistego oceniania dogmatów. Przykład: “nadmiar słów w rodzaju >potępiamyhermeneutyce ciągłościpotępiamyniech będzie wyklętyprzeistoczenie
(Przepraszam za poprzedni wpis – “wkleiła mi się” chyba jakaś próbna wersja…)
Do Krzysztofa
1. Modernizm
*** Kilka sprostowań ***
O ile wiem, indeks ksiąg zakazanych wciąż obowiązuje, a z Sodalicji Mariańskich nigdy nie “zrezygnowano”…
Nie zgadzam się, że “lefebryści krytykują Benedykta XVI za głoszenie tezy o >hermeneutyce ciągłościpotępiamyniech będzie wyklętyprzeistoczenie
Do Krzysztofa
1. Modernizm
*** Kilka sprostowań ***
O ile wiem, indeks ksiąg zakazanych wciąż obowiązuje, a z Sodalicji Mariańskich nigdy nie “zrezygnowano”…
Nie zgadzam się, że “lefebryści krytykują Benedykta XVI za głoszenie tezy o »hermeneutyce ciągłości«”. Wręcz przeciwnie – krytyka dotyczy niekonsekwencji, tzn. zdaniem oponentów Ojciec Święty dopatruje się ciągłości tam, gdzie jej nie ma. “Lefebvryści” (nie lubią tej etykietki) bronią ciągłości!
Kara śmierci nie składa się na “cywilizację śmierci”. Wręcz przeciwnie. Zauważ: “wolności” zabijania nienarodzonych, starych i schorowanych towarzyszy likwidacja kary śmierci.
Sobór Watykański II nazywa protestantów “braćmi w Panu”, a nie “braćmi w wierze”. Różnica jest bardzo istotna.
Nie ma “zagadnienia czy protestanci są heretykami”. Po prostu są – łatwo sprawdzić, porównując doktryny. Nawiasem mówiąc, Sobór Watykański II nazywa ich “braćmi odłączonymi”, czyli są schizmatykami lub heretykami.
W dokumentach Kościoła nie ma żadnego “nadmiaru słów w rodzaju »potępiamy«, »niech będzie wyklęty« itd.” Jest ich ew. niedomiar (bo niektóre herezje być może jeszcze się nie pojawiły), ale na pewno nie “nadmiar”. To są orzeczenia doktrynalne, a więc nieomylne.
Mam wrażenie, że źle rozumiesz dogmaty. To nie są wynalazki, ani decyzje papieży, czy soborów – żadna samowola. To są raczej zwerbalizowane odkrycia. Pan Bóg coś postanowił, a papież to tylko obwieszcza. Czyli mniej więcej: “potępiam [tak samo jak Pan Bóg]“, albo “niech będzie wyklęty [skoro tak Pan Bóg postanowił]“.
Dla porządku dodam, że nie chodzi tu o przywalenie komuś niesympatycznemu, tylko o ostrzeżenie przed straszliwym losem, jaki czeka nieszczęśnika tkwiącego w błędzie.
*** Ad rem ***
Słusznie krytykujesz zamęt pojęciowy w dyskusjach. Proponuję jednak, abyś – konsekwentnie – sam w tym mąceniu nie uczestniczył i nie twierdził np., że “modernistyczny” znaczy “nowoczesny” (przy okazji: mylisz tradycję z Tradycją – różnica jest istotna).
Zarzut protestantyzacji Kościoła jest jak najbardziej słuszny. W tym kierunku zostały przesunięte liczne akcenty, że wymienię niektóre charakterystyczne:
- zamiast Najświętszej Ofiary – Uczta Eucharystyczna,
- zamiast Mistycznego Ciała Chrystusa – Lud Boży.
- z kanonu Mszy św. usunięto modlitwy do aniołów, czy Matki Bożej.
Zamiar był taki: jak my się zbliżymy do protestantów, to oni się zbliżą do nas. Efekt: Kościół katolicki się “zbliża”, a protestanci – oddalają. Ostatecznie: protestanci coraz bardziej błądzą, a my gubimy tożsamość.
“A ja bym zapytał: czy największym złem jest upodabnianie się w niektórych formach do protestantów?” Rozumiem, że walczyć należy tylko z największym złem, np. dać spokój złodziejom, a zająć się mordercami…
“Upodabnianie się w niektórych formach do protestantów” bywa złem – sęk w tym, że forma wyraża jakąś treść. Np. zgromadzenie wiernych wokół Stołu sugeruje raczej ucztę niż ofiarę.
*** Nie bardzo na temat, ale niech Ci będzie… ***
“Każda liszka swój ogon chwali” – odnosi się do intencji (których nie znasz!) zamiast do wypowiedzi (które znasz). W ten sposób łatwo się wpakować w maliny, o czym świadczy dalszy ciąg Twojej wypowiedzi w tymże akapicie.
Stawiasz pytanie, “których papieży nauczanie jest nam bliższe?” Odpowiedź brzmi: to nieistotne.
Ważne, które nauczanie jest PRAWDZIWE. I tu przydaje się kryterium ciągłości. Na przykład w kwestii kary śmierci…
Co do ciągłości – zwróć uwagę na popularność sformułowania “Kościół posoborowy” (sam podobnych używasz). Świadczy to o powszechnym odczuciu braku ciągłości (jeden Kościół przedsoborowy, drugi – posoborowy). W pewnych obszarach – nie da się ukryć – ciągłość została przynajmniej mocno nadszarpnięta (liturgia).
Twoje “może i miał też powód” zdaje się świadczyć, że w dalszym ciągu zbyt lekko traktujesz nauczanie świętego papieża Piusa X. Jak to “może”??!? Może miał powód, a może mu odbiło i ot, tak sobie chlapnął, co? Wybacz, to jest niepoważne podejście. Sugeruję zapoznać się z tą nauką i przyjąć ją – obowiązuje w sumieniu każdego katolika, również Ciebie, czy Ci się to podoba czy (chwilowo) nie.
“Ale czy nie jest złem zamykanie się na działanie Ducha Świętego poprzez charyzmaty (np. uzdrawiania)?”
Przede wszystkim… nie “przeceniałbym” Ducha Świętego. Tzw. charyzmaty (zamęt pojęciowy się kłania…) nie zawsze pochodzą od Ducha Świętego (z moich obserwacji – raczej rzadko…). Każde działanie Ducha Świętego prowadzi ku zbawieniu; mogą temu towarzyszyć różne nadzwyczajne zdarzenia, ale wyłącznie jako środek do zasadniczego celu, bądź jako zjawisko uboczne.
Kiedy ktoś doznaje uzdrowienia, pytam: “a jak z nawróceniem?” Jeśli nie ma nawrócenia, to co komu po uzdrowieniu?
Chyba zasadniczy problem “charyzmatyków” to niebezpieczeństwo zbytniej koncentracji na niezwykłościach. Potem kończą u Zielonoświątkowców…
Może mam pecha, ale praktycznie wszystkie spotkania “charyzmatyczne”, które widziałem, to były próby (często udane) podgrzania emocji do granic histerii.
A co do uzdrowień (“przecież to dobre, więc musi pochodzić od Boga”) – zdarzały się również na seansach Harrisa. No, chyba że przypałętała się jakaś sceptyczna grupa modlitewna – wtedy jakoś uzdrowień nie było, ani nawet “prądów” czy “wibracji”…
Nie chciałbym się znęcać, ale ciekaw jestem, jakie to są “przejawy działania Ducha Świętego, których wartość doceniono w większym stopniu po soborze”…
2. Liturgia
Tradycyjny ryt jest nazywany Mszą Wszechczasów, po prostu dlatego, że został ustanowiony po wsze czasy.
Zobaczmy, na jakie “niebezpieczeństwo uznania, że Msza w nowym rycie nie dorównuje Mszy w rycie starym” wystawił się kard. Ratzinger: “Jestem przekonany, że kryzys, który przeżywamy obecnie, jest w dużej mierze spowodowany upadkiem liturgii”.
Albo kardynałowie Ottaviani i Bacci:
“Novus Ordo Missae zostało skonstruowane tak, że w wielu punktach może zadowolić najbardziej modernistycznych protestantów.”
“Twórcy Novus Ordo Missae OBSESYJNIE KŁADĄ NACISK NA „wieczerzę” i „pamiątkę”, nie zaś na bezkrwawe odnowienie ofiary Krzyżowej.”
“Nigdzie nie ma najmniejszej wzmianki o rzeczywistej i trwałej obecności Chrystusa z Ciałem, Krwią, Duszą i Bóstwem w przeistoczonych postaciach. Samo słowo »przeistoczenie« zostało całkowicie pominięte.”
“Wydaje się, że porzucenie tradycji liturgicznej, która przez cztery stulecia była znakiem i gwarancją jedności kultu, oraz zastąpienie jej inną – zdolną być jedynie znakiem podziału, ponieważ zezwala pośrednio na niezliczone swobody, zaś sama roi się od insynuacji i otwartych błędów przeciw czystości wiary katolickiej – stanowi, mówiąc oględnie, nieobliczalny błąd.”
A Twoje “każda Msza jest tak samo święta” pominę litościwie milczeniem…
3. Kara śmierci
*** Sprostowania ***
Nieprawdą jest, że kara śmierci “gryzie się z miłosierdziem”.
“Miłosierdzie odnosi triumf nad sądem” z Listu św. Jakuba oznacza, że dzięki swojemu miłosierdziu zostanę łagodniej osądzony, a nie że miłosierny sędzia daruje mi karę.
*** Ad rem ***
Oczywiście, Kościół katolicki akceptuje instytucję kata, zaś “zdolności do bycia katem” nie ma potrzeby usprawiedliwiać, podobnie jak mniejszej wrażliwości. A to, że akurat Ty się nie nadajesz na kata, jeszcze nic nie znaczy (odpręż się, na pewno masz inne talenty). A na szambonurka się nadajesz? Albo na grabarza czy chirurga? A co sądzisz o zawodzie żołnierza, np. komandosa, który powinien umieć fachowo poderżnąć gardło? Też okropne zajęcia…
Wybacz, ale w tym kontekście Twoje “Bóg jest sędzią i do Niego należy zapłata” to brednie – z tego wynika, że złoczyńcy mają być bezkarni.
Podobnie: “Jezus wybawił nas właśnie od śmierci jako zasłużonej zapłaty”. A zauważyłeś, że ludzie jednak umierają? Nawet święci…
Przykład człowieka, który się nawrócił w więzieniu jest wzruszający, ale nieprzekonujący. “Może by tego nawrócenia nie przeżył” – a może by przeżył (jak wielu w celi śmierci). “Teraz modli się” – a po śmierci też mógłby się modlić.
“Jezus (przynajmniej w Ewangeliach) nie wypowiada się wprost za lub przeciw karze śmierci.”
a) Nieprawda, wypowiada się – za (Mt 15,3-6 i Mk 7,10-13).
b) Załóżmy, że w Ewangeliach nie ma takich wypowiedzi.
- To by znaczyło, że najprawdopodobniej nie wypowiadał się PRZECIW – w przeciwnym wypadku taka bulwersująca wypowiedź nie uszłaby uwadze słuchaczy.
- Mogłoby to znaczyć, że Jego wypowiedzi ZA karą śmierci zostały pominięte przez ewangelistów, jak wiele innych – mało znaczących, bo oczywistych – wypowiedzi Jezusa.
Zwróć też uwagę, że Pan Jezus miał sporo okazji, żeby zaprotestować przeciw karze śmierci – z żadnej nie skorzystał:
- próba strącenia Go z góry w Nazarecie (Łk 4,29),
- sąd przed Sanhedrynem,
- sąd przed Piłatem,
- na krzyżu – rozmowa z “dobrym łotrem”.
“Potępiał grzech, nie potępiał człowieka”
a) Kara śmierci nie ma nic wspólnego z potępieniem człowieka.
b) Zauważ, że niektóre grzechy nie zostaną odpuszczone…
No i pozostaje niezmienne nauczanie Kościoła: kara śmierci jest dopuszczalna.
*** Mt 15, 3-6 i Mk 7,10-13 ***
Święta cierpliwości…
Umiesz czytać? Przecież stoi jak wół napisane:
- Kto złorzeczy ojcu lub matce, niech śmierć poniesie (Mt 15,4),
- Kto złorzeczy ojcu lub matce, niech śmiercią zginie (Mk 7,10).
Pan Jezus broni tego przykazania. Co tu niejasnego?
Rzecz jasna, kara śmierci dotyczy złorzeczenia, a nie – jak napisałeś – “czczenia”. Zaś Pan Jezus krytykuje faryzeuszy nie za “brak karania łamiących to przykazanie [czczenia]“, tylko za uchylenie przykazania karania śmiercią złorzeczących rodzicom.
Sprostowanie: nieprawdą jest, jakoby Pan Jezus “nie pozwolił uczonym w Piśmie i faryzeuszom ukamienować nierządnicy”.
a) Nie miał co pozwalać – nierządnic się nie kamienowało.
b) Za to cudzołożnicę – oczywiście pozwolił.
Tylko tym razem przeczytaj dokładnie (Łk 8,7), literka po literce, ze zrozumieniem.
4. Antysemityzm
“Ale współczesnych Żydów, którzy tego nie widzieli winić raczej nie można.”
Owszem, można. Miliony, które nie widziały – uwierzyły. Wielu Żydów uwierzyło – jak się chce, to można. Chyba że Pan Bóg poskąpi łaski, ale nie sądzę, żeby się tak uwziął na Żydów – w końcu nie jest antysemitą…
*** Nie na temat… ***
“A gdybyś Ty był wychowywany w swojej wierze i przyszedłby jakiś człowiek, który kazałby Ci wierzyć, że to on jest Mesjaszem, bez oporów być mu uwierzył?”
To zupełnie bez znaczenia, ale Ci odpowiem: TAK. Z oporami, ale bym uwierzył (gdyby naprawdę był Mesjaszem). Mam podstawy tak twierdzić, bo tak się właśnie ze mną stało.
“Drażni nas, że muzułmanie uważają nas za niewiernych, a żydzi za gojów” – mnie drażni, że tkwią w błędzie.
“Czy sami jesteśmy lepsi?” – w jakiejś mierze tak: uwierzyliśmy w Jezusa Chrystusa.
Zbyszku!
Nawiązując do twojej wcześniejszej wypowiedzi o nadziei, iż każdy z nas szuka Prawdy, chciałbym prosić Ciebie byś nie posądzał mnie pochopnie o to, że coś lekceważę, czy nie umiem czytać. Naprawdę, proponuję, aby dyskusja toczyła się w atmosferze wzajemnego szacunku. Nie oczekuję od Ciebie litości dla mojego stwierdzenia, że każda Msza św. jest tak samo święta. Chyba, że pogardzasz tymi, którym nie przeszkadza uczestnictwo w nowym rycie.
1. W kwestii indeksu ksiąg zakazanych, problem polega na interpretacji słowa “obowiązuje”. Warto przejrzeć kilka witryn internetowych: http://pl.wikipedia.org/wiki/Indeks_ksi%C4%85g_zakazanych, http://www.bryk.pl/s%C5%82owniki/s%C5%82ownik_historyczny/88093-indeks_ksi%C4%85g_zakazanych.html,http://ksiazki.wp.pl/wiadomosci/id,31996,wiadomosc.html, http://www.zgapa.pl/zgapedia/Indeks_ksi%C4%85g_zakazanych.html.“W roku 1966 papież Paweł VI, po Soborze Watykańskim II, uznał Indeks za dokument historyczny i PRZESTAŁ ON OBOWIĄZYWAĆ WIERNYCH. GROŹBA EKSKOMUNIKI za czytanie książek niedozwolonych ZOSTAŁA ODWOŁANA”. Obawiam się, że tylko zagorzali zwolennicy oficjalnego zakazu czytania konkretnych książek (nie należy dziś do nich większość duchowieństwa i mam nadzieję, że nie uważasz ich przez to za mniej godnych)powołują się na fakt, że “dotychczasowe indeksy nie zostały uchylone ani anulowane”. Ale nie ma zakazu pod groźbą ekskomuniki, podobnie jak śledzenia modernistycznych kleryków w seminariach.
Myślę, że wzajemne zarzuty ignorancji nie mają sensu w świetle: “Obecnie Kongregacja Doktryny Wiary (…) może wskazywać dzieła szkodliwe dla wiary lub moralności, jednak potępienie przez nią jakiejś pozycji nie wiąże się z nałożeniem sankcji kościelnych na autora lub czytelników”. Po prostu ja zaakcentowałbym brak zakazu, ty – potępienie. Nie oznacza to też, iż wszelkie książki uważam za dobre i niezasługujące na ostrzeżenie przed nimi.
Nie zgadzasz się, że lefebryści krytykują Benedykta XVI za “hermeneutykę ciągłości”. Nie dziwię się, większość użytkowników tego bloga deklaruje duchową bliskość z ich nurtem. Masz prawo jednak nie wiedzieć, że pojęcie “hermeneutyki ciągłości” skrytykował znany integrysta Jan Vennari, a ciągłości nie widział też w kwestii ekumenizmu i wolności wyznania abp Levebvre. Koniecznie zobacz: http://www.konserwatyzm.pl/publicystyka.php/Artykul/2984/. Co Ty na to?
Krytykujesz “może i miał powód” w odniesieniu do Piusa X. Tak jak większość “tradycjonalistów”. Krytyka papieża Jana Pawła II za spotkanie w Asyżu rusza Cię z pewnością mniej?
1.a. “Protestantyzacja” Kościoła
Zbliżenie do protestantów w duchu SW II, o którym mówisz jest dziś popularniejsze. Uważam jednak, że ekumenizm jest dobry nie dlatego, że jest popularny, ale dlatego, że jest słuszny. Zarzucasz mi uczestniczenie w sztucznym dzieleniu Kościoła. To samo można powiedzieć o ludziach krytykujących ekumenizm. Niektórzy byli co prawda bardziej radykalni, niż Ty. Niezależnie od tego, czy sobór nazwał protestantów “braćmi w Panu” czy “braćmi w wierze”, strasznie im się to nie podobało, bo zaprzeczało niejako nauce sprzed soboru. Przykro mi. Może tradycjonalistów martwi też, że wielu naprawdę wierzących katolików nie odmawia zbawienia gorliwym protestantom i prawosławnym z powodu tego, że nie uznają wielu dogmatów Kościoła katolickiego.
Zgadzam się z Tobą w kwestii niebezpieczeństwa nadużyć wśród grup charyzmatycznych i zbytniego skupiania się na uczuciach. Tego typu obawy są do zrozumienia w kontekście przegięć na Zachodzie. Wielokrotnie słyszałem jednak na własne uszy, jak liderzy wspólnot przypominali, że uczucia nie są istotą. Ważne jest to, czy człowiek modli się do Boga, czy tylko chce widzieć fajerwerki. Sam Jezus zresztą mówił: “Szukacie mnie, bo jedliście chleb do sytości”. Warto poczytać to, co mówi lider Odnowy o. Tardif na temat uzdrowień. Ten człowiek w pełni docenia np. uzdrawiającą moc Boga w sakramentach, zwłaszcza w Eucharystii. Czasem można jednak zetknąć się z drugą skrajnością: lękiem przed autentycznymi charyzmatami pochodzącymi od Ducha Świętego. Jakie są przejawy Jego działania, na które w większym stopniu zwrócono uwagę po soborze? Właśnie te charyzmaty. Oczywiście, uzdrowienia były zawsze. Chodzi mi natomiast o pewne formy, które do dzisiaj kojarzą się niektórym z protestantami i wywołują lęk.
Śmiejesz się, że nie chcesz się nade mną znęcać. Ja też nie będę się znęcał za twoje wyrażenie “Nie >>przeceniałbym
Niestety, nie ukazał się tu cały wpis,zawierający odpowiedź na wszystkie 4 zagadnienia, a tylko fragment. Nie wiem, czemu tak się stało. Czyżby administrator ograniczył ilość znaków we wpisie?
Wpis został obcięty, bo użyłeś znaku [mniejsze] (odpowiednik “>”, tylko w drugą stronę; nie mogę go wpisać, bo tekst się utnie…) jako francuskich cudzysłowów. Znak [mniejsze] jest interpretowany jako początek (błędnego) tagu HTML, stąd obcięcie wpisu. Też się na tym przejechałem.
Proponuję stosować znaki » i « (np. z tablicy znaków).