Christianitas – cywilizacja wiary i rozumu
Jeśli chrześcijaństwo da sobie wmówić, że jest arbitralne, za 50 lat (a pewnie szybciej) będziemy w Europie dyskutować o dopuszczeniu poligamii, bo muzułmanie we Francji zapytają, dlaczego to, co może być legalne w demokratycznej Tunezji czy Maroku, ma być nielegalne w multikulturalnej Francji czy Włoszech. Dlaczego demokracja siłą narzuca chrześcijańską normę monogamicznego małżeństwa ludziom, którzy chcą żyć inaczej? A przecież do tej pory byliśmy przekonani, że chrześcijaństwo nie tyle narzuciło monogamię – choć we wczesnym średniowieczu ta zasada rzeczywiście była przyjmowana z oporami – co zagwarantowało przez nią to, co dziś nazywamy prawami kobiet, zagwarantowało równą godność kobiety i mężczyzny. Katolicy mają przekonania katolickie nie dlatego, że traktują je jako wyznaniowe, ale dlatego, że są przekonani o ich moralnej słuszności, logiczność czy, jak może by powiedział Benedykt XVI, „logosowości”… (więcej w bieżącym wydaniu „Dziennika”, w dodatku „Europa”).
Tylu facetów (katolików) “chodzi na boki”tak,że nie byłoby widać wielkiej różnicy…
Apeluję do wszystkich internautów o modlitwę w intencji Rodziny PP. Marcinkiewiczów. Nie pozwólmy, aby rządzący naszym krajem stawali się bohaterami brukowców. Prośmy Pana Boga, aby pojednał to Małżeństwo. Niech znów zagości w nim Pokój i Miłość, niech czują się oboje szczęśliwi i niech ich Dzieci wzrastają w Kochającej się Rodzinie.
Ktokolwiek przeczyta ten apel – proszę, przekażmy go dalej i módlmy się!
ad “Mirek: 26 stycznia 2009 @ 19:49″
Nader zacna intencja. Przede wszystkim trzeba współczuć żonie, dzieciom, matce. Zaś delikwenta wypadałoby wziąść na kolano i skórę przetrzepać, bo zachowuje się jak 13-letni szczeniak. No cóż, takie są owoce obcowania z platformiarzami. Nie tylko przyzwoitość ale i rozum zanika…
Wysłałem delikwentowi wpis na bloga, lecz nie wiem, czy się ukaże.
“To nie Pan jest ofiarą agresji,lecz Pan jest sprawcą bezlitosnego ataku na swoją rodzinę i honor katolików, wspólnie z tą – łagodnie mówiąc – niegodziwą osobą, która odbiera żonie i dzieciom męża i ojca. I wstydzę się, że moja Ojczyzna była rządzona przez takiego człowieka. Zachowuje się Pan jak 13-letni szczeniak, który uważa, że się zakochał, i dla którego nic innego się nie liczy, bo to on jest pępkiem świata. Bardzo mi żal żony i dzieci, że mają takiego męża i ojca. I ostrzegam: krzywda niewinnych będzie zawsze ukarana, nie tylko w wieczności, ale już za życia. Oby to nie była jedyna szansa do opamiętania się. Niech się Pan opamięta, nawróci się i odprawi szczerą pokutę za ból zadany najbliższym oraz wszyskim katolikom, którzy Panu ufali!! Nikt, także Pan, nie zbuduje sobie szczęścia na krzywdzie zwłaszcza swoich bliskich i niewinnych dzieci.”
Jako że sprawa jest powszechnie komentowana, a pan M. już nie jest i już nigdy nie będzie “osobą prywatną”, nie jest celowe zaniechanie wypowiadania się.
Pan M. twierdzi, że winna jest żona i rodzina, bo nie chcieli z nim wędrować do Warszawy i potem do Londynu, i że żyli w zupełnie innym świecie niż on. Pytanie: kto dopuścił do takiego stanu i kto jest za to odpowiedzialny? Żona może być współwinna tylko wtedy, jeśli wyraziła zgodę na praktycznie stałą nieobecność męża w domu. A ta nieobecność zaczęła się chyba już dawno, gdyż pan M. był już w rządzie Suchockiej. Jest błędem twierdzenie, że żona i dzieci mają bezwzględny obowiązek “pójścia” za mężem i ojcem, gdzie jemu się spodoba. Takie kwestie nie powinne być przedmiotem jednostronnych postanowień pana czy jego upodobań, lecz obopólnej zgody podyktowanej wspólnemu dobru. Innymi słowy: pan nie dyktuje, lecz wysłuchuje stanowisko żony (a także w pewnej mierze dzieci) oraz wspólnie podejmują decyzję, gdyż pan nie mam prawa do jednostronnego decydowania wbrew żonie (tak samo jest i w drugą stronę). Taka jest natura małżeństwa w rozumieniu katolickim. Powinien to wiedzieć każdy, kto się decyduje na małżeństwo, tak samo jak celibatariusz musi wiedzieć, że nie będzie miał z kim dogłębnie omówić i uzgodnić decyzje (oczywiście oprócz Pana Boga i przełożonych). Powinien też wiedzieć, co jest dla niego ważniejsze, rodzina czy kariera i pieniądze. W rozumieniu katolickim to jest jasne, gdyż praca ma służyć zasadniczo utrzymaniu rodziny. W razie kolizji interesów pierwszeństwo musi mieć zawsze rodzina. Kto się z tym nie godzi, powinien żyć w celibacie (i czystości) i tak poświęcić się pracy zawodowej. Zaś stosowanie małżeństwa – czy w ogóle innych ludzi – jak plastra na samotność świadczy o egoiźmie i niedojrzałości osobowej, i jest właściwie główną przyczyną rozczarowań w małżeństwie gdy przeminie afektywne zakochanie, a w konsekwencji rozwodów. Jeśli pan M. chce mieć nową kobietę jako plaster na samotność, to trzeba współczuć i tej kobiecie. Chyba że lubi być przedszkolanką do zabawiania dużych dzieci… W przypadku pana M. chodzi przecież nie o chleb dla rodziny, gdyż z pewnością znalazłby dla siebie pracę w Gorzowie czy okolicach, nie chodzi też o służbę dla Ojczyzny, gdyż pracuje dla banku, czyli mafii finansowej, której prawdziwe oblicze wyraźnie odsłania obecny kryzys. Chodzi o własne ambicje karierowe, chyba i o pieniądze. I temu miałaby się podporządkować rodzina… Ciekawe, czy i jak długo nowa kobieta się temu podporządkuje. Może nawet uczyni to chętnie, bo to przecież wielka zapłata być słynną kochanką byłego premiera.
Zdanie ma brzmieć:
Takie kwestie nie powinne być przedmiotem jednostronnych postanowień pana czy jego upodobań, lecz obopólnej zgody podprządkowanej wspólnemu dobru.
Ktoś słusznie określił Mrcinkiewicza jako Dodę polskiej polityki. To facet, który nie ma nic ciekawego do powiedzenia.
I co na to kardynał Dziwisz (człowiek bez twarzy), wspierający PO.