Christianitas – cywilizacja wiary i rozumu
Jeśli chrześcijaństwo da sobie wmówić, że jest arbitralne, za 50 lat (a pewnie szybciej) będziemy w Europie dyskutować o dopuszczeniu poligamii, bo muzułmanie we Francji zapytają, dlaczego to, co może być legalne w demokratycznej Tunezji czy Maroku, ma być nielegalne w multikulturalnej Francji czy Włoszech. Dlaczego demokracja siłą narzuca chrześcijańską normę monogamicznego małżeństwa ludziom, którzy chcą żyć inaczej? A przecież do tej pory byliśmy przekonani, że chrześcijaństwo nie tyle narzuciło monogamię – choć we wczesnym średniowieczu ta zasada rzeczywiście była przyjmowana z oporami – co zagwarantowało przez nią to, co dziś nazywamy prawami kobiet, zagwarantowało równą godność kobiety i mężczyzny. Katolicy mają przekonania katolickie nie dlatego, że traktują je jako wyznaniowe, ale dlatego, że są przekonani o ich moralnej słuszności, logiczność czy, jak może by powiedział Benedykt XVI, „logosowości”… (więcej w bieżącym wydaniu „Dziennika”, w dodatku „Europa”).
26 sty 2009 @ 15:23
Tylu facetów (katolików) “chodzi na boki”tak,że nie byłoby widać wielkiej różnicy…
26 sty 2009 @ 19:49
Apeluję do wszystkich internautów o modlitwę w intencji Rodziny PP. Marcinkiewiczów. Nie pozwólmy, aby rządzący naszym krajem stawali się bohaterami brukowców. Prośmy Pana Boga, aby pojednał to Małżeństwo. Niech znów zagości w nim Pokój i Miłość, niech czują się oboje szczęśliwi i niech ich Dzieci wzrastają w Kochającej się Rodzinie.
Ktokolwiek przeczyta ten apel – proszę, przekażmy go dalej i módlmy się!
28 sty 2009 @ 15:16
ad “Mirek: 26 stycznia 2009 @ 19:49″
Nader zacna intencja. Przede wszystkim trzeba współczuć żonie, dzieciom, matce. Zaś delikwenta wypadałoby wziąść na kolano i skórę przetrzepać, bo zachowuje się jak 13-letni szczeniak. No cóż, takie są owoce obcowania z platformiarzami. Nie tylko przyzwoitość ale i rozum zanika…
28 sty 2009 @ 15:44
Wysłałem delikwentowi wpis na bloga, lecz nie wiem, czy się ukaże.
“To nie Pan jest ofiarą agresji,lecz Pan jest sprawcą bezlitosnego ataku na swoją rodzinę i honor katolików, wspólnie z tą – łagodnie mówiąc – niegodziwą osobą, która odbiera żonie i dzieciom męża i ojca. I wstydzę się, że moja Ojczyzna była rządzona przez takiego człowieka. Zachowuje się Pan jak 13-letni szczeniak, który uważa, że się zakochał, i dla którego nic innego się nie liczy, bo to on jest pępkiem świata. Bardzo mi żal żony i dzieci, że mają takiego męża i ojca. I ostrzegam: krzywda niewinnych będzie zawsze ukarana, nie tylko w wieczności, ale już za życia. Oby to nie była jedyna szansa do opamiętania się. Niech się Pan opamięta, nawróci się i odprawi szczerą pokutę za ból zadany najbliższym oraz wszyskim katolikom, którzy Panu ufali!! Nikt, także Pan, nie zbuduje sobie szczęścia na krzywdzie zwłaszcza swoich bliskich i niewinnych dzieci.”
29 sty 2009 @ 10:23
Jako że sprawa jest powszechnie komentowana, a pan M. już nie jest i już nigdy nie będzie “osobą prywatną”, nie jest celowe zaniechanie wypowiadania się.
Pan M. twierdzi, że winna jest żona i rodzina, bo nie chcieli z nim wędrować do Warszawy i potem do Londynu, i że żyli w zupełnie innym świecie niż on. Pytanie: kto dopuścił do takiego stanu i kto jest za to odpowiedzialny? Żona może być współwinna tylko wtedy, jeśli wyraziła zgodę na praktycznie stałą nieobecność męża w domu. A ta nieobecność zaczęła się chyba już dawno, gdyż pan M. był już w rządzie Suchockiej. Jest błędem twierdzenie, że żona i dzieci mają bezwzględny obowiązek “pójścia” za mężem i ojcem, gdzie jemu się spodoba. Takie kwestie nie powinne być przedmiotem jednostronnych postanowień pana czy jego upodobań, lecz obopólnej zgody podyktowanej wspólnemu dobru. Innymi słowy: pan nie dyktuje, lecz wysłuchuje stanowisko żony (a także w pewnej mierze dzieci) oraz wspólnie podejmują decyzję, gdyż pan nie mam prawa do jednostronnego decydowania wbrew żonie (tak samo jest i w drugą stronę). Taka jest natura małżeństwa w rozumieniu katolickim. Powinien to wiedzieć każdy, kto się decyduje na małżeństwo, tak samo jak celibatariusz musi wiedzieć, że nie będzie miał z kim dogłębnie omówić i uzgodnić decyzje (oczywiście oprócz Pana Boga i przełożonych). Powinien też wiedzieć, co jest dla niego ważniejsze, rodzina czy kariera i pieniądze. W rozumieniu katolickim to jest jasne, gdyż praca ma służyć zasadniczo utrzymaniu rodziny. W razie kolizji interesów pierwszeństwo musi mieć zawsze rodzina. Kto się z tym nie godzi, powinien żyć w celibacie (i czystości) i tak poświęcić się pracy zawodowej. Zaś stosowanie małżeństwa – czy w ogóle innych ludzi – jak plastra na samotność świadczy o egoiźmie i niedojrzałości osobowej, i jest właściwie główną przyczyną rozczarowań w małżeństwie gdy przeminie afektywne zakochanie, a w konsekwencji rozwodów. Jeśli pan M. chce mieć nową kobietę jako plaster na samotność, to trzeba współczuć i tej kobiecie. Chyba że lubi być przedszkolanką do zabawiania dużych dzieci… W przypadku pana M. chodzi przecież nie o chleb dla rodziny, gdyż z pewnością znalazłby dla siebie pracę w Gorzowie czy okolicach, nie chodzi też o służbę dla Ojczyzny, gdyż pracuje dla banku, czyli mafii finansowej, której prawdziwe oblicze wyraźnie odsłania obecny kryzys. Chodzi o własne ambicje karierowe, chyba i o pieniądze. I temu miałaby się podporządkować rodzina… Ciekawe, czy i jak długo nowa kobieta się temu podporządkuje. Może nawet uczyni to chętnie, bo to przecież wielka zapłata być słynną kochanką byłego premiera.
29 sty 2009 @ 10:31
Zdanie ma brzmieć:
Takie kwestie nie powinne być przedmiotem jednostronnych postanowień pana czy jego upodobań, lecz obopólnej zgody podprządkowanej wspólnemu dobru.
1 lut 2009 @ 14:38
Ktoś słusznie określił Mrcinkiewicza jako Dodę polskiej polityki. To facet, który nie ma nic ciekawego do powiedzenia.
I co na to kardynał Dziwisz (człowiek bez twarzy), wspierający PO.