luty 2009


Międzynarodowe and Historia and Religia 28 lutego 2009

Znana wypowiedź bp. Richarda Williamsona mnie i moich przyjaciół zabolała jako Polaków i chrześcijan. Spotkała się też z potępieniem Rzymu i środowisk tradycjonalistycznych, by wymienić tylko reakcję bp. Bernarda Fellay czy ks. Philippa Laguérie. Sam bp Williamson – po upomnieniach – przeprosił za swą wypowiedź „tych, którzy przeżyli niesprawiedliwości popełnione przez Trzecią Rzeszę i rodziny jej ofiar” i „przed Bogiem prosił wszystkich szczerze zgorszonych jego słowami o przebaczenie”.     

W tym samym czasie umknęła uwadze mediów inna wypowiedź zawierająca radykalną rewizję moralnej oceny drugiej wojny światowej. Rabin Szlomo Awiner zaapelował do Izraelczyków o nieodwiedzanie obozu w Auschwitz, aby nie finansować Polaków, narodu, który – według niego – podczas wojny kolaborował z hitlerowcami, a polskie podziemie zajmowało się zabijaniem zbiegów z obozów koncentracyjnych. Wypowiedź ta znieważa pamięć Polski Walczącej, ofiarę tysięcy ludzi, którzy w polu i w katowniach gestapo i NKWD oddali życie nie tylko dla Polski, ale również dla wolności świata. Znieważa zwyklych Polaków, którzy oddali życie ratując Żydów, jak rodzina Ulmów. Opór, jaki Polska już w RP 1939 stawiła Niemcom, zapobiegł podbiciu Europy przez Hitlera, co (samo w sobie) zapobiegło całkowitej Zagładzie i uratowało życie tysięcy ludzi, którzy zginęliby, gdyby Niemcy wygrały wojnę.  Rabbi Awiner – jako Francuz z pochodzenia – powinien o tym pamiętać.  

Oczywiście, wypowiedź rabbiego Awinera należy widzieć we właściwych proporcjach: nie należy jej ani wyolbrzymiać, ani pomniejszać. Rabin Szlomo Awiner głosi do lat poglądy skrajne (na przykład domagając się usunięcia przedstawicieli muzułmańskiej mniejszości z parlamentu izraelskiego albo przekonując żołnierzy, że podczas działań zbrojnych nie powinni nadmiernie przejmować się ochroną cywilów) i są to poglądy odrzucane w społeczeństwie izraelskim. Ale jego wypowiedzi znieważające Polskę, a wygłaszał je już wcześniej, nie spotkały się ze słyszalnym potępieniem. Co więcej – rabbi Awiner jest czołowym autorytetem religijnych syjonistów, którzy regularnie biorą udział w rządach izraelskich. To najpierw od ich przywódców, potem od innych przedstawicieli izraelskiego życia publicznego i judaizmu należałoby oczekiwać odcięcia się od jego poglądów.

Euro and Blog and Polityka 27 lutego 2009

Szczyt prezydencko-rządowy pokazał dokąd zmierzają wypadki. Sprawa przypomina negocjacje traktatu lizbońskiego. Miała być obrona pozycji Polski do krwi ostatniej („albo śmierć”), skończyło się na uzgodnieniu, że zachowamy swoją pozycję jeszcze na czas jednej unijnej projekcji budżetowej. Teraz znowu negocjacje trwają, tym razem wewnętrzne. Euro-2011 upadło, padają kolejne daty. Prezydenta ucieszyła propozycja Donalda Tuska, by Polska zachowała narodową walutę jeszcze przez całe pięć lat. A dziś minister Michał Kamiński zapewnił, że nie ma w tej sprawie poważnych różnic między Lechem a Jarosławem Kaczyńskim. Gdyby Wyspiański żył, pewnie by pił: „powietrze czuć sukcesem!”. 

Pan Marcin Masny (pozdrowienia) pytał mnie skąd wiadomo o udziale ludzi Samoobrony w Libertasie. Stąd, skąd wiedzą wszyscy – z mediów i od świadków. Media podały, że na spotkaniu organizowanym przez b.wiceministra Daniela Pawłowca (z którego sympatycznego skądinąd zaproszenia nie skorzystałem) znalazły się, ku zaskoczeniu wielu uczestników, czołowe postaci tej formacji. Jeden z dyskutantów na moim spotkaniu w Katowicach zwrócił mi uwagę, że to nie byli już politycy Samoobrony, ale dysydenci. Może i dysydenci. To jednak wystarcza, by się zorientować jakiego charakteru nabiera Libertas, niezależnie od niuansów organizacyjnych czy skomplikowanych relacji między Andrzejem Lepperem a Krzysztofem Filipkiem. 

Euro and Polityka 24 lutego 2009

Przywódcy PiS – Przemysław Gosiewski i Joachim Brudziński – twardo powtarzają postulat referendum w sprawie euro. Godna zastanowienia jest ta nagła miłość rzeczników państwa partyjnego do demokracji bezpośredniej. Może warto by jej uruchamianie zacząć od referendum na temat przymusowego poboru pieniędzy od podatników na konkurujące o władzę partie polityczne? Stawiam to retoryczne pytanie, by sceptykom wykazać, że w sprawie, którą PiS przeżywa jako naprawdę ważną, nie będzie postulował referendum, ale będzie używał swego mandatu społecznego.  

Inaczej euro. Zaczyna się kolejna wyborcza ustawka, po której będą siniaki i sporo zniszczeń dookoła, ale – jeśli wszystko pójdzie dobrze – wszyscy uczestnicy bijatyki będą zadowoleni. PO będzie zadowolona jeśli w referendum przepchnie euro. Zademonstruje, że skutecznie płynie w głównym nurcie polityki unijnej. PiS – jeśli za zachowniem narodowej waluty padnie ponad 40 % głosów – też będzie zadowolony, bo to potwierdzi jego pozycję, porównywalną (po ujęciu PSL i SLD) z PO, ale przede wszystkim monopolistyczną na prawicy.  

A euro? Dla PiS efektywna opozycja wobec euro to kłopot, bo to wymaga nie hałaśliwych gestów, ale naprawdę konsekwentnej polskiej polityki europejskiej – a to może nieść koszty i międzynarodowe, i te dla partii władzy najważniejsze – wyborcze. Trzeba się na przykład zderzyć z mediami, a PiS może urządzać bojkoty w sprawie swoich interesów partyjnych, ale nie w obronie poglądów jako takich (na przykład bezstronności w sprawie euro).  Politycznie to zwyczajny cynizm i nie piszę tego w sensie moralistycznym. Uważam, że sensowne poparcie polityczne może być adresowane tylko do tych, którym zależy nie tyle na poparciu, co na osiągnięciu społecznych celów, które deklarują. A w wypadku narodowego pieniądza – to bardzo proste. Póki w Sejmie nie ma 307 posłów zdecydowanych na jego zniesienie – można go najspokojniej w świecie skutecznie bronić, przypominając innym partiom (i ich wyborcom) o odpowiedzialności za jego zniesienie. I tego należy się trzymać.

Polityka 23 lutego 2009

W sobotę odbyliśmy konferencję pełnomocników Prawicy Rzeczypospolitej, potwierdzając naszą politykę budowy prawicy chrześcijańsko-konserwatywnej, kierującej się prymatem cywilizacji życia i praw rodziny, w żadnym wypadku nie dającej się wepchnąć na pozycje deklamacyjnej „eurosceptyki”. W polityce ekonomicznej na czas kryzysu nasze zasadnicze postulaty to zarówno wspieranie konkurencyjne przedsiębiorców (przez politykę taniego kredytu), jak i ochrona kapitałów pracujących w Polsce, więc przeciwdziałanie wyprowadzaniu środków OFE za granicę, przenoszeniu aktywów polskich banków do zagranicznych central, zamykaniu czy ograniczaniu produkcji w przedsiębiorstwach zagranicznych inwestorów.  Postulując polską politykę europejską chcemy walczyć o wyraźne formułowanie na forum europejskim opinii chrześcijańskiej, domaganie się w polityce Unii Europejskiej solidarności wobec Rosji, zaniechania jednostronnej polityki energetycznej Niemiec (gazociąg bałtycki), uczciwej konkurencji w rolnictwie (przez ustalenie jednolitego poziomu dopłat dla całej Unii Europejskiej w miejsce dzisiejszej dyskryminacji polskiego rolnictwa). Wobec kwestii instytucjonalnych Unii będziemy konsekwentnie kierować się zasadą „tyle wspólnych instytucji i kompetencji (dla Unii), ile wspólnych wartości i interesów (między naszymi państwami)”. W polityce praw rodziny pierwszym naszym postulatem jest rozszerzenie i naprawa mechanizmów ulg podatkowych dla rodzin, tak żeby korzystały z niego również rodziny rolnicze. Wokół tej polityki chcemy budować szerokie porozumienie prawicy chrześcijańsko-konserwatywnej, a więc tych wszystkich, którzy naprawdę chcą pracować, by Polska była silnym państwem cywilizacji życia, dobra wspólnego i praw rodziny.

Blog and Religia 21 lutego 2009

fidelowi jestem winien jeszcze jedną odpowiedź - na zarzut, który mi uczynił z powodu felietonu na temat uchylenia ekskomunik biskupów Bractwa Świętego Piusa X. Po pierwsze – niedziela nie jest dniem na zajmowanie się codziennymi obowiązkami. Niedziela jest dla Boga. Nie wykluczam nadzwyczajnej potrzeby napisania w niedzielę o rzeczach politycznych (i raz chyba w niedzielę napisałem), ale dotyczyć to musi potrzeb naprawdę nadzwyczajnych i oczywistych. W niedzielę więc piszę z zasady o sprawach wiary i Kościoła. Piszę, bo traktuję to jako rozmowę „pod kościołem” – z braćmi i tymi, którzy pod kościół przyjdą. Za to niedzielne pisanie byłem na różnych forach atakowany, za co dziękuję – bo to dowód, że nie piszę dla pochwał. Zmieniać tego też nie zamierzam, bo najskuteczniejszym sposobem na przeciwstawienie się milczeniu o Bogu, jest mówienie o Bogu, wierze i Kościele. Zło (milczenie) – dobrem (mową) trzeba zwyciężać. Oczywiście, mam na myśli mowę pokorną, bo inna łamie Drugie Przykazanie. Jak mi idzie to chodzenie po linie między przepaściami nieuszanowań i zaniechań – nie potrafię bezstronnie ocenić, w każdym razie uważam, że okazją do realnej praktyki pokory jest chętne, a przynajmniej cierpliwe, przyjmowanie krytyk. I tak się staram je przyjmować. A do spraw politycznych wracam od jutra – bo po pierwsze Rzeczpospolita jest rzeczą wielką, po drugie – najważniejsze w codzienności są obowiązki stanu.

Blog and Polityka 20 lutego 2009

fidel – najbardziej krytyczny wśród życzliwych i najżyczliwszy wśród krytycznych – ma wrażenie implozji Prawicy Rzeczypospolitej. Nie podzielam tego odczucia. Przeciwnie, wiem, że jesteśmy w rozwoju, konsekwentnie budując partię, uczestnicząc w debacie publicznej, walcząc o poparcie społeczne. Oczywiście, budowa partii poza parlamentem niesie sporo trudności, ale to w pewnym sensie wartość sama w sobie, bo rządy „klasy politycznej” są jako takie groźne dla interesu publicznego. Bossowie partyjni nie chcą angażować się w sprawy wymagające wysiłku, a społecznie niezbędne – jak walka z kryzysem demograficznym, budowa opinii chrześcijańskiej w Europie, czy naprawa systemu politycznego. W efekcie zjeżdżamy w demograficzną przepaść, zgadzamy się na moralną izolację w debacie europejskiej i na stałą degradację państwa w oczach własnych obywateli, a szczególnie młodzieży. Na te zjawiska nic nie poradzi „skuteczność” polityków potrafiących przede wszystkim trzymać się bezideowej poprawności by nie wypaść za burtę władzy, i zapewniać swym partiom państwowe przywileje finansowe. Jacek Kurski wprost ogłosił, że partie pozbawione państwowych dotacji będą brać łapówki. Sprzeciw wobec polityki tej jakości to kwestia najzwyklejszego patriotyzmu. 

Przerwy we wpisach, które martwią fidela (i pewnie innych Czytelników) to kwestia przede wszystkim moich wyjazdów. Podczas ostatniego – do Kielc, Katowic, Częstochowy i Bydgoszczy mówiłem do kilkuset osób, a potem jeszcze występowałem na Dniach Cyrylo-Metodiańskich w Sandomierzu. Budujemy prawicę chrześcijańsko-konserwatywną i mamy świadomość, że nikt tego za nas nie zrobi.

Kilku komentatorów pytało o odejście z Prawicy Artura Zawiszy. Artur wybrał swoją drogą, współpracy z Libertas, a ja – jako jego przyjaciel – nie mam zamiaru czynić mu z tego powodu publicznych wyrzutów. Natomiast wykluczam zaangażowanie Prawicy zarówno w budowanie zagranicznej partii, jak również kampanię w przypadkowym, bezideowym gronie, gdzie wspólnym mianownikiem są apetyty wyborcze, bo politycznie spotykają się tam zwolennicy wystąpienia z Unii Europejskiej z rzecznikami oparcia wyboru jej władz (w tym Prezydenta Europy) na powszechnych eurowyborach. Nie mówiąc już o udziale w tym przedsięwzięciu ludzi Samoobrony.

Blog and Polityka 17 lutego 2009

Dziś rano gospodarczy doradca Prezydenta Ryszard Bugaj powiedział trochę w RMF na czym miałby polegać kompromis historyczny Lecha Kaczyńskiego. PiS zgadza się od zaraz na wykreślenie przepisów Konstytucji gwarantujących posiadanie przez Polskę Banku Narodowego i własnej waluty. Z kolei PO zobowiązuje się, że nie wprowadzi jej przez najbliższe pięć lat, czyli po wygranych przedterminowych wyborach. Euro zostaje wprowadzone ze znieczuleniem, poszanowaniem wartości, pluralizmu itp. Jeśli miałoby do tego dojść – oznaczałoby to oddanie części władzy należnej do społeczeństwa każdemu kolejnemu rządowi. Zaznaczę, że uważając walutę narodową w XXI wieku bardziej za instrument niż za atrybut suwerenności – szanuję poglądy tych, którzy (jak wśród naszych komentatorów fidel) opowiadają się za unią walutową. Ale to na nich spoczywa obowiązek dowodu jej pożytków i – co ważniejsze – obowiązek dowodu zbędności własnej polityki pieniężnej jako narzędzia polityki gospodarczej. Nie wyrzuca się instytucji narodowych, bo stały się niemodne. Dopóki Polacy nie wybiorą do Sejmu dwóch trzecich posłów otwarcie opowiadających się za euro – mamy prawo żądać, by ci, którzy (jak PiS) deklarują lub sugerują, że popierają złotówkę – naprawdę jej bronili. Ale żeby oni jej bronili – najpierw my musimy bronić jej sami.

Polityka 16 lutego 2009

Drugi tom muszkieterskiej trylogii Aleksandra Dumasa nie jest opowieścią wspominkową. I ten felieton nie będzie o rocznicowych obchodach. Choć warto przypomnieć jak to wyglądało wtedy. Zaczęło się od deklaracji Adama Michnika – nigdy z Jaruzelskim! Potem PZPR ogłosił, że chce rozmawiać z opozycją, ale nigdy – z Kuroniem i Michnikiem. Co było dalej mniej więcej wiadomo: gdy Tadeusz Mazowiecki odkreślił grubą linią przeszłość – nad wirującym Okrągłym Stołem ukazał się jego duch! I stały się rzeczy dziwne – lewicowa opozycja odwołała antykomunizm, PZPR odwołał komunizm. Zaczęła się Transformacja Ustrojowa.  

Dziś, w dwudziestą rocznicę Okrągłego Stołu, prezydent Lech Kaczyński wzywa do zasadniczej zmiany relacji PO-PiS. Politycy obu partii rozmawiają o wcześniejszych wyborach. PiS znalazł się na dramatycznym rozdrożu. Jak pogodzić nową, pragmatyczną politykę konwergencji z PO z zachowaniem poparcia społecznego ze strony prawicowych wyborców? Rzecz wymaga myślenia w kategoriach (jak mówił Stanisław Stomma) „mądrości etapu”. Najpierw wcześniejsze wybory z poparciem prawicy, potem polityczny zwrot w stronę PO. Prezydent mówi, że „teraz jest czas na szersze rozwiązanie polityczne, obejmujące także zmiany w Konstytucji”. A najbardziej dyskutowaną kwestią konstytucyjną jest dziś euro. Wcześniej już Lech Kaczyński mówił o zaletach traktatu lizbońskiego, a identyfikująca się z „nurtem lizbońskim” PiS Joannna Kluzik-Rostkowska zapowiadała, że w sprawach bioetycznych będzie atkować Gowina z lewej strony. Ale to wszystko poczeka, tempo wyznaczy „mądrość etapu”. I reakcja Donalda Tuska – który będzie wybierać między ustrojową ofertą Prezydenta, a czekaniem na dekompozycję PiS.

Blog and Religia 14 lutego 2009

Przedpoście to dobra pora, by wrócić do dyskusji po odwołaniu ekskomunik wobec biskupów Bractwa Świętego Piusa X. Chodzi mi przede wszystkim o dość „programowy” komentarz Krzysztofa sprzed bodaj trzech tygodni. Wydaje mi się, że niezbyt konsekwentnie łączy on uznanie dla zasady dialogu, z odrzucaniem go wobec Bractwa Świętego Piusa X w sytuacji (i to jest istotne dla problemu!), gdy kard. Gagnon, który badał tę sprawę dla Jana Pawła II powiedział, że nawet jeśli abp Lefebvre nie miał racji (la raison), to miał sporo racji (des raisons). Mniej więcej to samo po święceniach w ’88 roku powiedział obecny Papież do biskupów chilijskich. Skoro są nawet cząstkowe racje – jak można je odrzucać, czy choćby pozostawiać bez dialogu? 

jednej z wypowiedzi Krzysztof trafnie zauważa potrzebę precyzji w dyskusji. Powtórzę więc jeszcze raz – cały potężny korpus nauki społecznej, dotyczący religii, państwa i społeczeństwa – zawarty w przykładowo przeze mnie podanych encyklikach  Quanta cura, Immortale Dei, Vehementer, Quas primas broniony jest głównie (zgadzam się, że nie tylko, bo sam to przecież od lat robię) przez Bractwo Świętego Piusa X. I problem polega dziś nie na tym, że ich interpretacje są nieomylne (sam mam wątpliwości czy dostatecznie akcentują np. naukę zawartą w art. 103 Mistici Corporis), ale na tym, że wielu współczesnych teoretyków uprawia dziś katolicką naukę społeczną tak jakby tamtego nauczania w ogóle nie było. Tak jak ciągle spotyka się liturgistów, którzy o życiu Kościoła wypowiadają się tak, jak by nie było Summorum pontificum Czas leczy rany, ale leczyć je muszą również ludzie.  

Bez kategorii 8 lutego 2009

Sprawa śmierci polskiego geologa porwanego w Pakistanie ciągle nie jest pewna. Tym bardziej należy unikać przedwczesnych deklaracji, w końcu wiadomość o jego śmierci może też być elementem nacisku na władze polskie i pakistańskie.  W przedwcześnie rozpętanej debacie o odpowiedzialności – politycy się licytują, każdy chce być „skuteczny” i nikt licytacji nie przerywa – wątkiem zupełnie pomijanym jest ustalenie co władze Rzeczypospolitej zrobiły, by w nakłonienie Pakistanu do działań na rzecz uwolnienia porwanego Polaka włączyć Amerykanów. Pakistan i Polskę łączy bliska współpraca z USA. To czynnik, do którego można się odwołać w takiej sytuacji. Jeśli trzeba będzie w przyszłości ustalać w jakim zakresie poszczególne ośrodki władzy wypełniły swoje obowiązki – to będzie miało znaczenie kluczowe.

Międzynarodowe and Repliki and Polityka 5 lutego 2009

W czasie jednego z ostatnich telewizyjnych wystąpień musiałem po raz kolejny w tym roku stwierdzić, że Prawica Rzeczypospolitej ani nie będzie brała udziału w międzynarodowej partii Libertas, ani tym bardziej nie widzi możliwości współpracy ze środowiskiem, w którym ważną rolę odgrywają politycy tacy, jak b. poseł Mateusz Piskorski. Na marginesie przypomniałem, że z powodu jego działalności międzynarodowej musiałem mu okresowo (jako marszałek Sejmu) wstrzymać paszport dyplomatyczny. Pan Piskorski zadaje mi kłam twierdząc, że zna lepiej moją pracę urzędową ode mnie i że paszportu mu nie wstrzymałem.  

Prawda jest inna. Poseł Piskorski zbulwersował polską opinię już na początku kadencji Sejmu wybranego w RP 2005 udziałem w brukselskiej konferencji Oś dla Pokoju, którą sam ogłosił „pierwszym krokiem ku przymierzu przeciw  hegemonii Stanów Zjednoczonych”, atakował politykę Rzeczypospolitej nazywając Polskę „koniem trojańskim USA w Unii Europejskiej” i „agentem Stanów Zjednoczonych w Europie Wschodniej”. Na to reagowałem werbalnie.  

Gdy pół roku potem opowiedział się podczas oficjalnej (a nie partyjnej) podróży zagranicznej za uznaniem separacji Naddniestrza od Mołdawii – zdecydowałem się na zmianę zasad wydawania paszportów dyplomatycznych w Sejmie. Nie wyrządziłem mu przy tym (wbrew jego sugestiom) żadnych przykrości osobistych. 

Dziś pan Piskorski opowiada się za uznaniem przez Europę separacji Południowej Osetii. Zapewne bym się tym nie zajmował, gdyby nie konieczność zaznaczenia jasnego stanowiska prawicy chrześcijańsko-konserwatywnej wobec przedsięwzięcia, w którym pan Mateusz Piskorski – wg wszelkich dostępnych danych – odgrywa zasadniczą rolę.