Jeszcze o odwołanych ekskomunikach
Przedpoście to dobra pora, by wrócić do dyskusji po odwołaniu ekskomunik wobec biskupów Bractwa Świętego Piusa X. Chodzi mi przede wszystkim o dość „programowy” komentarz Krzysztofa sprzed bodaj trzech tygodni. Wydaje mi się, że niezbyt konsekwentnie łączy on uznanie dla zasady dialogu, z odrzucaniem go wobec Bractwa Świętego Piusa X w sytuacji (i to jest istotne dla problemu!), gdy kard. Gagnon, który badał tę sprawę dla Jana Pawła II powiedział, że nawet jeśli abp Lefebvre nie miał racji (la raison), to miał sporo racji (des raisons). Mniej więcej to samo po święceniach w ’88 roku powiedział obecny Papież do biskupów chilijskich. Skoro są nawet cząstkowe racje – jak można je odrzucać, czy choćby pozostawiać bez dialogu?
W jednej z wypowiedzi Krzysztof trafnie zauważa potrzebę precyzji w dyskusji. Powtórzę więc jeszcze raz – cały potężny korpus nauki społecznej, dotyczący religii, państwa i społeczeństwa – zawarty w przykładowo przeze mnie podanych encyklikach Quanta cura, Immortale Dei, Vehementer, Quas primas broniony jest głównie (zgadzam się, że nie tylko, bo sam to przecież od lat robię) przez Bractwo Świętego Piusa X. I problem polega dziś nie na tym, że ich interpretacje są nieomylne (sam mam wątpliwości czy dostatecznie akcentują np. naukę zawartą w art. 103 Mistici Corporis), ale na tym, że wielu współczesnych teoretyków uprawia dziś katolicką naukę społeczną tak jakby tamtego nauczania w ogóle nie było. Tak jak ciągle spotyka się liturgistów, którzy o życiu Kościoła wypowiadają się tak, jak by nie było Summorum pontificum. Czas leczy rany, ale leczyć je muszą również ludzie.
Europa Wolnych Ojczyzn – Partia Polska życzy Panu, Panie Przewodniczący wszystkiego najlepszego. Niech Duch Święty oświeca Pana umysł, i mimo wszystko toruje drogę.
Zadbajmy dziś o Najjaśnejszą – skoncentrujmy się, skonsolidujmy.
Wszystko przepadnie, gdy nie będzie możliwowości swobodnego stanowienia prawa. Gdy ostatecznie zginie Suwerenna, straszliwego uszczerbku dozna Wiara i Wolność Narodu Polskiego.
Przyszłe pokolenia Polaków rozliczą nas głównie z działań w tej właśnie dziedzinie, za nic mając inne racje, a zwłaszcza osobiste względy.
Jan Szczepankiewicz
Przewodniczący EWO – PP
Bo ja wiem? Na takie powroty pora nie jest najlepsza. Życie toczy się gdzie indziej.
> “Inauguracja Porozumienia dla Przyszłości”
Wczoraj w Warszawie odbyła się konferencja inaugurująca ruch społeczno-polityczny grupujący SdPl, Demokratów.pl i Zielonych 2004.
http://www.zieloni2004.pl/news-2967.htm
Słuszne spostrzeżenia. Właśnie przyznawanie się do klasycznej nauki Kościoła jest powodem nienawiści ze strony modernistów. Oni by chcieli, by o “przedsoborowej” nauce zapomnieć, a jeśli wspominać, to tylko z szyderstwem. Kościół miałby się narodzić dopiero z “posoborowiem”. Dlatego mierzi ich, gdy młodsze pokolenie nie daje się odciąć od klasycznego nauczania.
Zaś “des raisons” lepiej klasycznie przetłumaczyć , tzn. jako “racyj” (dopełniacz l. mnoga), w odróżnieniu od “la raison” jako “racji” (dopełniacz l. pojedyncza)…
Skoro nie miał racji, ale miał racje… to oznaka, że i Jan Paweł II miał wątpliwości, co do jakości i słuszności (jeśli można się tak wyrazić) skutków Vaticanum II.
Benedykt XVI swoją decyzją podzielił racje Marcela Lefebvre’a. Niestety środowiska antykościelne i laickie próbują na zasadzie uzurpacji określać, co Kościołowi wolno.
Panie Marszałku,
A co z tych Pańskich rozważań wynika dla Polski??? Czy ten dzisiejszy Pański komentarz pomógł mieszkańcom Olsztyna w wyborze nowego prezydenta miasta??? A czego się z tego wpisu dowiadujemy o Pańskim stosunku do Pana Andrzeja Czumy jako obecnego ministra sprawiedliwości [tak zupełnie na marginesie to wydaje się, że Czumowie (bo i syn Krzysztof) w końcu uwierzyli w to, że była SB-cja ciągle ma siłę niszczenia ludzi (tzw. układ), aczkolwiek przyznam, iż mając taką przeszłość kredytową nie pchałbym się, nawet gdyby SB-cji nie było, na eksponowane stanowisko państwowe]???
Czy nie lepiej było odpowiedzić Krzysztofowi drogą mailową, tak jak to Krzysztof sugerował??? Innym wyjściem godnym przemyślenia, jest być może prowadzenie przez Pana bloga na tematy religijne a nie polityczne???
Natomiast wszystkim, którzy z powyższego wpisu Pana Marszałka zrozumieli niewiele, tak jak na przykład ja sam, gdzie po pierwszym czytaniu zrozumiałem ok. 10% tekstu i to mimo ukończonych studiów (i do tego faktu, i do studiów przyznaję się bez bicia), polecam gorąco w ramach zajęć fakultatywnych bardzo ciekawy artykuł przedstawiający historię Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X napisany piórem Michała Barcikowskiego w ‘Rzeczpospolitej’ (po tej lekturze zrozumienie wpisu Marszałka Jurka wzrosła u mnie do 50% – przyznaję się bez bicia…do studiów też;))):
http://www.rp.pl/artykul/254227.html
…no ale co z tego wynika dla Polski pogrążającej się w kryzysie??? To może jeszcze link na temat przyjęcia EURO??? Dodam, że z autorem tej wypowiedzi zgadzam się niemalże w 100% (tak, moje poglądy uległy radykalizacji, szczególnie w obliczu grożącej Polsce dalszej postępującej utraty wartości złotówki powyżej poziomu 4,4 pln za 1 EURO. Gdy powróci, co nie daj Boże, wysoka inflacja, to i liberalni, i konserwatywni Polacy sami i bez pomocy polityków uciekną od krajowej waluty albo w dolary, jak to miało miejsce powyżej 15 lat temu, albo w właśnie w EURO – żadna obrona słabej złotówki na nic się nie zda):
http://www.rp.pl/artykul/9157,262112_Gaj__Euro___jak_najszybciej__.html
Szanowny Panie Marszałku
Myślę, ze decyzja Papieża w sprawie Bractwa,a w zasadzie w sprawie 4 biskupów tego Bractwa była w pełni słuszna. Podkreślić jednak należy, iż decyzja ta rozpoczyna dopiero pewną drogę. Bo oto z jednej strony mamy wspólnotę, na której nie ciąży już ciężar ekskomuniki (jest to skrót myślowy, bo na samą wspólnotę nigdy takiej kary nie nałożono), ale z drugiej strony wspólnota ta odrzuca w sposób oficjalny część nauki Kościoła. Niewątpliwie w obecnej atmosferze łatwiej będzie poprowadzić dialog. Decyzja ta wychodzi naprzeciw coraz większej grupie wiernych pragnących uczestniczyć w “mszach łacińskich” z racji na ich bogatą symbolikę. Tendencje takie widać chociażby w Łodzi. Nie zgodzę się jednak z “duchem” wypowiedzi poprzedniego komentarza umieszczonego przez fidela. Dyskusje o kryzysach ekonomicznych oraz kondycji złotówki są niezmiernie ważne, ale w publicznej debacie nie można pozostawić obojętnymi spraw dotyczących sfery duchowej. Wiem, że sformułowanie “duchowe” wywołuje u niektórych pewien dreszczyk emocji lub uśmiech politowania. Są jednak grupy ludzi i nie jest to żaden fanatyczny margines, którym temat wiary służy, jako podstawa do dalszych także ekonomicznych debat.
To dopiero początek kłopotów kościoła. Wchłonięcie lefebrystów nie będzie łatwe, a postsoborowcy niełatwo oddadzą stery. Nie ma większego znaczenia kto je dzierży. Istotne jest, że kościół został poważnie osłabiony. Choć na razie tego nie widać, tak jak nie od razu okazało się, jakie skutki pociągnie za sobą fanatyzm jednego prominentnego polityka, który obalił polską prawicę. Skutki jego decyzji są opłakane również dla niego.
@ Błażej:
Zgadzam się z Tobą w 100%: Nie samym chlebem człowiek żyje.
Moje ostatnie komentarze mają na celu zwrócenie uwagi Panu Marszałkowi (proszę wybaczyć mi moją bezczelną bezpośredniość), że za dużo jest i w jego działalności, i na tym blogu, sacrum a za mało profanum. Od sacrum jest Kościół katolicki i Kk jest często bardziej praktyczny niż Pan Marszałek.
Polecam sprawdzoną zasadę: Przez żołądek do serca (szczególnie do serca wyborcy w przypadku polityka i partii politycznej), czyli poprzez sprawne i atrakcyjne profanum zdobywać należy serca…a sacrum…o sacrum im częściej się mówi tym mniej jest się przekonującym…szczególnie, gdy mówi się więcej niż jak wspomniany wyżej Kk.
Panie Marszałku! Cieszy mnie zainteresowanie moim wcześniejszym komentarzem do pańskiego tekstu “Umocnieni w jedności”. Uważam, że warto wymieniać poglądy na takie tematy. Co do zarzutu niekonsekwencji w uznaniu wartości dialogu: w jednej z późniejszych wypowiedzi wycofałem się z jednoznacznego twierdzenia, że decyzja papieża była błędna. Prawda jest taka, że ta decyzja – podobnie jak każda inna – może mieć (i na pewno będzie miała) rozmaite skutki.
.
Czy mój komentarz miał charakter programowy? Poniekąd tak. I w pełni się pod tym programem podpisuję. A jeśli pojawiają się zarzuty, że sztucznie dzielę Kościół na dwie epoki, to trzeba zauważyć, że jest to swego rodzaju odpowiedź na cudze sztuczne podziały: na dwa nurty (moderniści i tradycjonaliści) i na pewnego rodzaju mentalność pojawiającą się w każdym z nich. Jest to mentalność odrzucenia innych, bez umiejętności zrozumienia. Tak więc Radio Maryja nie powie dobrego słowa o Tygodniku Powszechnym, a Tygodnik nie napisze dobrego zdania o Radiu Maryja.
Tu polemizuję ze zwolennikami “antyliberalizmu” – tak samo mocno jak ze zwolennikami “postępu”. Bo, jak napisałem wcześniej: zmiany nie są czymś dobrym lub złym same w sobie. Toteż ocena przemian posoborowych powinna być równie trzeźwa. W moim komentarzu do wymienionego Pana tekstu wymieniłem kilka zalet przemian posoborowych. Przypomnę niektóre: liturgia we własnym języku (+zgoda na możliwość zachowywania tradycji języka łacińskiego przez zainteresowanych), próby szerszego upowszechnienia Pisma Świętego, powstanie nowych form duszpasterskich i wielu nowych ruchów, m.in. ekumenicznych, ewangelizacyjnych, charyzmatycznych (byłbym wdzięczny, gdyby doceniano ich wkład w życie Kościoła, zamiast szkalowania ich przez niektórych jako “modernistów”; Co więcej – zwracam się do “tradycjonalistów” – jeśli znacie sytuację w większości takich ruchów – wiecie, że dominują tam konserwatywne poglądy na kwestie moralne; politycznie rekrutują się z całego społeczeństwa, bo to są wspólnoty typowo religijne, a nie opierające się na stosunku do Rydzyka czy Michnika).
Na tym blogu przeważają zwolennicy tradycji, choć może nie lefebrystycznej. Otóż polemizując z zulusem podkreśliłem, że podobnie jak Kościół nie zaczyna się od Vaticanum II, tak nie zaczyna się od Soboru Trydenckiego, a jedyną wykładnią patrzenia na sprawy ekumenizmu wcale nie musi być dla “prawdziwych katolików” jedynie Pius X (jego skrajny lęk przed “nowinkami” – pojęcie spychające wiele zjawisk do jednego worka – częściowo brał się ze skądinąd słusznych zastrzeżeń do masonerii). Konsekwentnie podkreślam, że zgadzamy się w kwestiach takich jak np. aborcja. Natomiast kiedy wchodzę na portale typu fronda.pl czy prawy.pl bardzo mnie razi rodzaj słownictwa. Bo nakłanianie lesbijki do opuszczenia forum za to, że ma inne poglądy jest dyskryminacją (nie mylić z “nietolerancją” dla “praw” związków homoseksualnych) i wyrazem braku szacunku dla człowieka, a nie przykładem prawdziwej wiary.
@ebenezer:
Nie rozumiem użytego przez Ciebie pojęcia “postsoborowcy nie łatwo oddadzą stepy”. To właśnie pojawiające się na “mocno prawicowych” portalach takie wyrażenia służą rozwijaniu się stereotypów. Bo w języku ultra-tradycjonalistów postsoborowcy=nie my=”postępowcy”=niszczyciele Kościoła. Jako “postsoborowiec” wypraszam sobie
Co do przemian – chcę zwrócić jeszcze uwagę na rolę osobistej lektury Pisma Świętego, nieco zaniedbanej w czasach Trydentu (był to efekt pogłębiania się różnic pomiędzy katolikami a protestantami). Otóż takie posoborowe dzieła jak Ruch Światło-Życie, czy różnego rodzaju olimpiady biblijne przyczyniają się wyraźnie do większej znajomości Pisma (choć wciąż jeszcze słabej). Twierdzicie, że niektóre przemiany soboru poszły za daleko – napiszcie jakie. Niektóre, jak sprawa znajomości Biblii nie ruszyły jeszcze na tyle, na ile należałoby od “prawdziwego katolika” wymagać. Konsekwencją jest postrzeganie ludzi z Biblią jako Świadków Jehowy, czy używanie biblijnych cytatów bez zrozumienia sedna sprawy, tylko po to, by udowodnić, że Żydzi “są wiarołomni”.
A z wymienionymi przez Pana Marszałka dokumentami zapoznam się i wtedy się odniosę do ich roli w kształtowaniu społecznego nauczania Kościoła. Pozdrawiam!
Czytanie tychże dokumentów zajmie mi z pewnością dużo czasu. Ale już widzę, że np. Pius IX (Quanta cura) i Leon XIII (Immortale Dei) pisali z nieco innym nastawieniem. Ten pierwszy bardzo pesymistycznie, z nastawieniem na błędy (i “błędy”) współczesnego świata oraz zagrożenie dla wiary katolickiej. Ten drugi – z większą pogodą ducha (proponuje tym, którzy zarzucają Kościołowi szkodliwość, aby wyobrazili sobie, jak wyglądałby świat, gdyby wszystkie urzędy obsadzono ludźmi wypełniającymi naukę Chrystusa). I nie przypadkiem – widać – Leona XIII historycy nazywają bardziej liberalnym (kto wie, czy w dzisiejszych uwarunkowaniach nie byłby gorącym zwolennikiem Soboru Watykańskiego II). W sylabusie błędnych poglądów, sporządzonym przez Piusa IX figuruje tymczasem… wolność sumienia i kultu. Nie twierdzę, że każde z niej korzystanie jest zgodne z prawem Bożym. A jednak wolność sumienia – według mnie istnieje – jako, że sam Bóg pragnie, abyśmy Go poznawali w wolności. A wolność kultu (ograniczona prawem mającym na względzie bezpieczeństwo publiczne) jest ważną wartością z co najmniej 2 powodów:
1) wynika z wolności sumienia
2) jest pragmatyczna, bo bez niej byśmy się
pozabijali
Dlatego też państwo demokratyczne powinno zagwarantować obywatelom korzystanie z powyższych godności. Chyba, że ktoś woli jako ustrój despotyczną monarchię bądź dyktaturę.
Zgodzę się, niestety, z sugestiami, że na przestrzeni wieków władze kościelne posługiwały się retoryką podobną do retoryki władców absolutnych. Święty Paweł pisał: “W razie potrzeby wykaż błąd”, ale wymienione przez Pana dokumenty obrazują, jak nieraz przesadzano z używaniem pojęć “potępiamy”, “piętnujemy”, “niech będzie wyklęty” itp. Na uwagę zasługuje między innymi potępienie poglądu, że “protestantyzm nie jest niczym innym, jak tylko formą tej samej religii chrześcijańskiej”. Może “formą” nie, ale częścią religii chrześcijańskiej jest. A to, czy ktoś wyznający protestantyzm może podobać się Bogu na równi z katolikiem (dokument uznaje taki pogląd za błąd) zostawmy Panu Bogu.
Wymienionych tam poglądów jest oczywiście o wiele więcej i nie sposób teraz ich wszystkich skomentować. O ile należy docenić wartość teologiczną pism Stolicy Apostolskiej z minionych wieków, o tyle nie sądzę, że musimy zgadzać się np. z zawężaniem słusznej filozofii do scholastyki. Pogląd, że założenia średniowiecznych scholastyków są częściowo archaiczne też uznano za błąd. Czy mam z tego wnioskować, że jestem zobowiązany do takiego rozumienia posłuszeństwa Stolicy Apostolskiej, by potępić darwinizm (może nie na 100 % słuszny – kto wie) i stać się kreacjonistą, w dodatku odrzucającym teorię Kopernika (bo dawniej też była uznawana za herezję)? Śmiem twierdzić, że nie.
Nie muszę chyba dodawać, że odejście Kościoła od XVII-wiecznego słownictwa przez Kościół po soborze (a w zasadzie częściowo przed soborem) jest zauważalne – co niektórym zagorzałym “tradycjonalistom” się nie podoba. To odejście oceniam pozytywnie, podobnie jak częściową rewizję negatywnego stosunku do rozdziału Kościoła i państwa. Nie chodzi o zgodę na taką wizję tego rozdziału, jaką proponuje lewica. Kościół ma prawo do wypowiadania się w sprawach społecznych. Natomiast samego pojęcia rozdziału Kościół dziś nie potępia i chyba słusznie.