Dziś rano gospodarczy doradca Prezydenta Ryszard Bugaj powiedział trochę w RMF na czym miałby polegać kompromis historyczny Lecha Kaczyńskiego. PiS zgadza się od zaraz na wykreślenie przepisów Konstytucji gwarantujących posiadanie przez Polskę Banku Narodowego i własnej waluty. Z kolei PO zobowiązuje się, że nie wprowadzi jej przez najbliższe pięć lat, czyli po wygranych przedterminowych wyborach. Euro zostaje wprowadzone ze znieczuleniem, poszanowaniem wartości, pluralizmu itp. Jeśli miałoby do tego dojść – oznaczałoby to oddanie części władzy należnej do społeczeństwa każdemu kolejnemu rządowi. Zaznaczę, że uważając walutę narodową w XXI wieku bardziej za instrument niż za atrybut suwerenności – szanuję poglądy tych, którzy (jak wśród naszych komentatorów fidel) opowiadają się za unią walutową. Ale to na nich spoczywa obowiązek dowodu jej pożytków i – co ważniejsze – obowiązek dowodu zbędności własnej polityki pieniężnej jako narzędzia polityki gospodarczej. Nie wyrzuca się instytucji narodowych, bo stały się niemodne. Dopóki Polacy nie wybiorą do Sejmu dwóch trzecich posłów otwarcie opowiadających się za euro – mamy prawo żądać, by ci, którzy (jak PiS) deklarują lub sugerują, że popierają złotówkę – naprawdę jej bronili. Ale żeby oni jej bronili – najpierw my musimy bronić jej sami.