Znana wypowiedź bp. Richarda Williamsona mnie i moich przyjaciół zabolała jako Polaków i chrześcijan. Spotkała się też z potępieniem Rzymu i środowisk tradycjonalistycznych, by wymienić tylko reakcję bp. Bernarda Fellay czy ks. Philippa Laguérie. Sam bp Williamson – po upomnieniach – przeprosił za swą wypowiedź „tych, którzy przeżyli niesprawiedliwości popełnione przez Trzecią Rzeszę i rodziny jej ofiar” i „przed Bogiem prosił wszystkich szczerze zgorszonych jego słowami o przebaczenie”.
W tym samym czasie umknęła uwadze mediów inna wypowiedź zawierająca radykalną rewizję moralnej oceny drugiej wojny światowej. Rabin Szlomo Awiner zaapelował do Izraelczyków o nieodwiedzanie obozu w Auschwitz, aby nie finansować Polaków, narodu, który – według niego – podczas wojny kolaborował z hitlerowcami, a polskie podziemie zajmowało się zabijaniem zbiegów z obozów koncentracyjnych. Wypowiedź ta znieważa pamięć Polski Walczącej, ofiarę tysięcy ludzi, którzy w polu i w katowniach gestapo i NKWD oddali życie nie tylko dla Polski, ale również dla wolności świata. Znieważa zwyklych Polaków, którzy oddali życie ratując Żydów, jak rodzina Ulmów. Opór, jaki Polska już w RP 1939 stawiła Niemcom, zapobiegł podbiciu Europy przez Hitlera, co (samo w sobie) zapobiegło całkowitej Zagładzie i uratowało życie tysięcy ludzi, którzy zginęliby, gdyby Niemcy wygrały wojnę. Rabbi Awiner – jako Francuz z pochodzenia – powinien o tym pamiętać.
Oczywiście, wypowiedź rabbiego Awinera należy widzieć we właściwych proporcjach: nie należy jej ani wyolbrzymiać, ani pomniejszać. Rabin Szlomo Awiner głosi do lat poglądy skrajne (na przykład domagając się usunięcia przedstawicieli muzułmańskiej mniejszości z parlamentu izraelskiego albo przekonując żołnierzy, że podczas działań zbrojnych nie powinni nadmiernie przejmować się ochroną cywilów) i są to poglądy odrzucane w społeczeństwie izraelskim. Ale jego wypowiedzi znieważające Polskę, a wygłaszał je już wcześniej, nie spotkały się ze słyszalnym potępieniem. Co więcej – rabbi Awiner jest czołowym autorytetem religijnych syjonistów, którzy regularnie biorą udział w rządach izraelskich. To najpierw od ich przywódców, potem od innych przedstawicieli izraelskiego życia publicznego i judaizmu należałoby oczekiwać odcięcia się od jego poglądów.
1 mar 2009 @ 23:19
Może przesadzam, ale to chyba ten słynny Palec Boży wskazał mi wczoraj “Mitologię świata bez klamek” Waldemara Łysiaka….a w nim felieton nr 8: ‘Mit ekumenizmu religijnego’.
Zrozumiałem skąd to bezkrytyczne przyjęcie ‘levebvrystów’ na łono Kościoła katolickiego przez Benedykta XVI, pomimo skandalicznych wypowiedzi bp. Richarda Williamsona dotyczących Zagłady.
Ogromnym błędem Papieża (czy też jego watykańskiej administracji) było niedocenienie wagi, jaką mają słowa kapłana w godności biskupa poddające w wątpliwość skalę Shoah. Okazało się, i słusznie, iż światowa opinia publiczna nie toleruje wypowiedzi tego typu. Faktem jest, iż zostało to bezwzględnie wykorzystane przez politycznych przeciwników obecnego Papieża (i nieważne, czy tych wewnętrznych, czy tych zewnętrznych).
Wszystko wskazuje natomiast na to, iż ogromna chęć ‘odbudowy’ znaczenia wpływów konserwatywnych (tradycjonalistycznych) w Kościele katolickim przez Benedykta XVI uśpiła jego ‘czujność’ i w efekcie doprowadziła do znacznego spadku jego autorytetu (w tym autorytetu Kk) w państwach Europy Zachodniej (ciekawe, iż zjawisku temu oparła się Polska….świadczy to albo o głębi wiary, albo o nieznajomości podłoża konfliktu w Kk).
Czy jest jakiś morał z tej historii??? Wydaje mi się, że jest: Otóż wygląda na to, iż nie da się budowywać/odbudowywać pozycji tradycyjno-konserwatywnych z byle kim. Trzeba być konsekwentnym, ale i niezmiernie ostrożnym. Nie tylko z tego powodu, że lewactwo i libertynizm (czytaj: wróg):))) nie śpią, ale także dlatego, żeby nieostrożnie nie doprowadzić do kompromitacji samej idei w oczach tzw. opinii publicznej – bo może oznaczać śmierć publiczną, ku uciesze wrogów właśnie.
2 mar 2009 @ 06:13
Ale to po pewnym czasie przeminie, a lefebryści w składzie KK pozostaną. Kościół działa na dłuższą metę, choć to nie znaczy, że doraźnymi wydarzeniami ma się nie przejmować. Z bp Williamsonem była oczywista wpadka, może rzeczywiście wynikająca z tego, co napisał Fidel. Zresztą obecny Papież jest w podeszłym wieku. Nie wiadomo, jak długo będzie rządził. A potem przyjdzie nowy, który być może będzie miał inne podejście do tradycjonalizmu. Pożyjemy, zobaczymy. Jak w każdym bądź razie wierzę w mądrość KK.
3 mar 2009 @ 22:37
Petycję w obronie Vaticanum Secundum napisaną przez niemieckich teologów po zdjęciu ekskomuniki z lefebrystów po polsku:
http://www.petition-vaticanum2.org/pageID_7346754.html
4 mar 2009 @ 13:39
Sprawa ma kilka aspektów.
Po pierwsze nie jest istotne, jaka liczba zginęła. Nawet jeśli byłoby tylko kilku zamordowanych, byłaby to zbrodnia. Zbrodnia ta zaś zaczęła się już w samej ideologii hitleryzmu (narodowego socjalizmu), która jest jej korzeniem. Wiadomo, że Hitler w “Mein Kampf” powołuje się na socjalizm i nazywa swoją ideologię “prawdziwym socjalizmem”. W istocie jedynie opatrzył rasę niemiecką (aryjską) przymiotami wyższości, które nie były nowością w historii ludzkości. Wystarczy znać trochę Talmud, by o tym wiedzieć. Hitlerowskie pojęcie narodowości jako więzów krwi i rasy jest niczym innym jak pojęciem żydowskim: Żydem można tylko się urodzić (jako dziecko matki Żydówki), nie można się stać (odmienne jest natomiast amerykańskie pojęcie narodowości w znaczeniu kraju urodzenia i obywatelstwa, niezależnie od przynależności etnicznej). Obydwa składniki hitleryzmu – zarówno socjalizm jak i nazizm – mają korzenie żydowskie. Jest zresztą jednym z najbardziej uporczywie wpajanym przez media mitem, jakoby nacjonalizm (czy nazizm) był ideologią prawicową. Nawet umiarkowany nacjonalizm – wraz z liberalnym, amerykańskim pojęciem narodowości – pochodzi od masonów Rousseau i Herdera, a przełożony politycznie na szeroką skalę po raz pierwszy przez masona polakożercę Bismarcka, który był wzorem dla Hitlera i nadal jest idolem Niemców (owszem, sporo dokonał w interesie swego kraju).
Natomiast Polacy są i będą nienawidzeni z powodu swojej katolickości, a tolerowani o tyle, o ile będą pożyteczni dla interesów innych narodowości. Nie zmienia to faktu, że nacjonalizm, wynaleziony przez ideologów rewolucji masońskiej jako ideologiczna podpora dla zniszczenia państwa katolickiego, czyli jako coś w rodzaju surogatu religii, jest z gruntu mętną i wewnętrznie sprzeczną ideologią, choć dają się na nią nadziać nawet poczciwi chrześcijanie.
4 mar 2009 @ 16:16
Ebenezer podał linka do tzw. petycji w obronie Vaticanum Secundum, ułożonej przez teologów niemieckich. Dlaczego “tzw.”? Otóż jako zwolennik Soboru Watykańskiego II (co wiele razy podkreślałem w dyskusji na temat Williamsona na tym blogu) nie uważam tej petycji za obronę Soboru, ale za zwykły bełkot. Owszem, nie jestem – w przeciwieństwie do dużej części integrystów – zwolennikiem poglądu, że wszystko, co mówią ludzie Watykanu, jest przemyślane i bezbłędne. Natomiast petycja ta (opracowana przez teologów!) nie zawiera niemal żadnych argumentów natury teologicznej, posługuje się zaś słownictwem populistycznym (“Łódź Piotrowa skręca w niewłaściwym kierunku”) i jest w gruncie rzeczy niesprawiedliwa. Nie podkreśla zbyt mocno przesłania Soboru (poza kilkoma dokumentami o dialogu), Owszem, taką postawę można uważać za wyraz hiperpoprawności pełnej lęku, czy Kościół straci w czyichś oczach. Nie oznacza to natomiast, że rację mają ci “tradycjonaliści”, którzy krytykują Sobór jako dzieło szatana. Zgadzam się z sacdjo, że nacjonalizm jest ideologią niejako zastępczą wobec religii, choć nie zastanawiałem się tak intensywnie nad jego narodzinami. Wszak masoneria głosi również kosmopolityzm, a i wielu jej przeciwników reprezentuje tzw. obóz katolicko-narodowy. Dlaczego znów “tzw.”? Bo o ile w pełni zgadzam się z poglądem narodowca dr S. Krajskiego, że godzenie przez skrajnych modernistów gnozy i ezoteryki z katolicyzmem jest niebezpiecznym wypaczeniem, o tyle nie podoba mi się również łączenie Ewangelii z założeniami Dmowskiego (szacunek za to, co zrobił dla Polski, ale moje sumienie nie zaakceptuje gett ławkowych dla Żydów). Problem w tym, że integryzm jest w wielu aspektach postawą podobną do nacjonalizmu. Dlaczego – o tym pisałem w swoich komentarzach do “Umocnieni w jedności” i “Jeszcze o odwołanych ekskomunikach”.
4 mar 2009 @ 22:47
Istota problemu nie wypływa z przynależności organizacyjnej i różnic ideologicznych, ale z samej zasady, że świat nie jest naprawialny.
Organizacje religijne takie jak kościół i jego konspiracyjne elementy np. opus dei, albo spec-zakon – jezuici, którzy podobno mają znaczący udział w kreowaniu wolnomularstwa, a także parareligijne, właśnie takie jak masoneria, mają podobne utopijne cele – naprawianie świta, acz inaczej chcą to zrealizować i być może inaczej sobie ten lepszy świat wyobrażają.
Otóż ci, którzy wiedzą, że naprawianie świata jest beznadziejnym pomysłem widzą ratunek dla ludzi w zbawieniu, czyli w uwolnieniu spod jego władzy i nauczają jak to skutecznie dokonać. Takimi postaciami byli historyczny Jezus i historyczny Budda.
4 mar 2009 @ 23:02
@ sacdjo:
No to wygląda mi na to, że bracia z LPR-u (‘bracia’ w sensie ‘współobywatele’, tak jak ‘bracia Żydzi) oraz Młodzieży Wszechpolskiej, a do tego jeszcze Rodzina Ojca Radioodbiornika (też bracia i siostry, i mówię to bez ironii) i zakon PiS-u są wytworem chorej masońskiej wyobraźni. Ja dodadam do tego jeszcze rosyjski narodowy komunizm propagowany przez towarzysza Stalina, bo obraz ten bez niego byłby zbyt uproszczony.
Przyznam, iż podświadomie czułem, że normalny człowiek nie może żywić tyle pogardy do innych tylko ze względu na przynależność narodową, etniczną, czy też społeczną, co wyżej wymienieni.
Dzięki sacdjo.
5 mar 2009 @ 00:12
Masoneria przybiera zawsze taką maskę, która jest przydatna dla jej celów. Raz jest kosmopolityczna, a raz nacjonalistyczna. Była nacjonalistyczna, gdy chodziło o zniszczenie państwa katolickiego (raczej jedynie “katolickiego”) w rewolucji lipcowej masońskiej. Była też nacjonalistyczna, gdy chodziło o stworzenie silnego państwa pruskiego głównie przeciw Rosji. A była potem “internacjonalistyczna”, gdy chodziło o zniszczenie państwa carskiego w rewolucji październikowej, które zamierzało było rozszerzać siebie a tym samym prawosławie na gruzach zmorszałego i kruszącego się państwa osmańskiego na Bałkanach i w Azji. Masoneria jest kosmopolityczna, gdy chce wepchnąć chrześcijan, którzy są z natury uniwersalni, w ślepe zaułki nacjonalizmu. Zaś jest nacjonalistyczna, gdy forsowała i forsuje rozpad chrześcijaństwa i katolicyzmu na Kościoły narodowe, głównie poprzez liturgię w językach ojczystych. Są to pozorne sprzeczności. W istocie chodzi zawsze o to samo: zwalczanie Kościoła katolickiego wszelkimi środkami.
Jest to odwrotna strona judaizmu: oni głoszą wszędzie tolerancję, wielokulturowość, pomstują na rzekomą xenofobię, a gdzie tylko mogą, na własnym terenie uprawiają brutalny nacjonalizm i rasizm, patrz Bliski Wschód. Nie są to tylko “błędy i wypaczenia” w sytuacji walki o byt, lecz przejawy głęboko zakorzenionego przeświadczenia o własnej wyjątkowości i wyższości nad wszystkimi innymi narodowościami. Stąd są “kosmopolityczni” w obcych krajach, gdzie chodzi o ich własne prawa, zaś nacjonalistyczni, gdy chodzi o własne przywileje.
Odnośnie Dmowskiego: Podobnie jak każda rodzina, tak i każde państwo ma prawo i obowiązek dbania o własne interesy i zapobiegania zagrożeniom. W skrajnych sytuacjach może być usprawiedliwione także ukaranie czy nawet wydalenie jakiejś grupy (jak to miało miejsce w Hiszpanii za Izabeli Kastylijskiej, a to z powodu wspierania przez Żydów najeźdźców muzułmańskich), oczywiście zgodnie z prawem Bożym, naturalnym i cywilnym. Tak np. nikt chyba, poza skrajnymi nazistami, nie neguje sensowności wydalenia Niemców z Kraju Sudetów, którzy gremialnie i gorliwie wspierali Hitlera aż do końca. Jest oczywiste, że Żydzi w ogólności (wyjątki zawsze się zdarzają) mniej czy bardziej otwarcie wspierali komunizm, podobnie jak każdą ideologię antychrześcijańską, zwłaszcza antykatolicką. Wiadomo, że po I wojnie światowej mieli ewidentnie władzę w Rosji sowieckiej i w Austrii (rząd pierwszej republiki składał się w większości z Żydów), a przynajmniej duże wpływy w Niemczech, zwłaszcza w partii socjalistycznej. W Polsce też sterowali komunistami i socjalistami, byli więc naturalnymi przeciwnikami obozu katolickiego, chrześcijańskiego.
Polska ma to szczęście w nieszczęściu, że narodowość jakby konnaturalnie łączy się niejako z katolicyzmem tak, że wrogowie religii katolickiej byli i są równocześnie antypolscy, a wrogowie Polaków – jak nacjonaliści niemieccy, rosyjscy, żydowscy – są równocześnie antykatoliccy. Tkwi tu jednak także pewne niebezpieczeństwo: nacjonalistyczne (“polskie”) zafarbowanie katolicyzmu jest równocześnie zagrożeniem dla katolickości, jako że powoduje wewnętrzną sprzeczność. Niebezpieczeństwo to jest wprawdzie łagodzone przez liberalne pojęcie narodowości jako wspólnoty kulturowo-cywilizacyjnej (w odróżnieniu od nazistowskiego – żydowskiego i niemieckiego – pojęcia narodowości jako więzów krwi). Katolicyzm zresztą nie sprzeciwia się naturalnym więzom czy to etnicznym czy kulturowym. Granicę stanowi jednak zawsze prawo naturalne, czyli dostępne rozumowi prawo Boże. To właśnie katolicyzm ukształtował polskość z jej tolerancją, która chyba nawet jest niekiedy przesadną, czy wręcz uległością wobec obcych. I nie jest zapewne przypadkiem, że właśnie w Polsce – mimo, a może właśnie dzięki tolerancji – zawsze było sporo zasymilowanych i zchrystianizowanych Żydów, że potomkowie muzułmańskich Tatarów mimo genetycznie zakodowanej brutalnej podbojowości i rozrodczości nie zislamizowali Polski, że nie przyjął się na trwałe (mimo początkowych suckesów) protestantyzm, że właśnie w Polsce doszło do pojednania znacznej części chrześcijaństwa bizantyńskiego ze Stolicą Apostolską, przez co nastąpiła przynajmniej częściowa rekatolizacja Rusi.
Podsumowując: Nie ma lepszej i skuteczniejsze obrony i szerzenia polskości niż umacnianie i pogłębianie katolickości. Wystrzegać się zaś trzeba masońskiej pułapki spychania katolickości do nacjonalizmu, pułapki służącej zniszczeniu zarówno katolickości jak też tożsamości narodowej Polaków.
5 mar 2009 @ 00:27
ad “fidel: 4 marca 2009 @ 23:02″
Współcześni tzw. “narodowcy” to w dużej części niestety pół-, ćwierćwykształceni czy wręcz niedouczeni młodzieńcy, w najlepszym przypadku znający kilka cytatów z Dmowskiego, a właściwie jedynie protestujący przeciw układowi (mafii) okrągłostołowemu tudzież indoktrynacji pseudoliberalno-kosmopolitrukowską papką michnikowszczyzny itp.
5 mar 2009 @ 17:48
To zabawne, że polscy katolicy tak siebie widzą. Wcale nie byli i nie są tak tolerancyjni za jakich chcą uchodzić. Mają swoje egoistyczne koncepcje państwa, narodu, obyczajów i norm jakie uznają za odpowiednie i nie są w tym wyjątkowi. Inni mają swoje egoistyczne koncepcje i próbują je forsować. Nie ma dramatu dopóki wszystko jest we względnej równowadze.
Jeśli zaś jakaś strona przechyla szalę to trzeba taki układ szybko równoważyć i tu jest miejsce nawet dla tajnych i zakonspirowanych związków, jeśli jawne są bezsilne lub zostały unicestwione. Czasami wyrównywanie takich stosunków trwa długo, dziesięciolecia i wieki nawet, i bywa bardzo kosztowne.
5 mar 2009 @ 19:33
@sacdjo (7., 8.) Z niektórymi twoimi tezami się zgadzam, niektóre uważam za niebezpiecznie uogólnione. Chodzi mi np. o wypowiedź 8. Ci “ćwierćwykształceni”, “niedouczeni młodzieńcy” mają swoich liderów, którzy uczą ich pewnych postaw (patrz Wierzejski: “hierarchia musi być” (chodzi o specyficzną ideę wodzostwa w partii), “Gazecie Wyborczej i pederastom wstęp wzbroniony” itd.). Mój znajomy – zwolennik LPR – węszył spisek w tym, że dziennikarze rozpisywali się na temat nazistowskich gestów i okrzyków w czasie zabawy Młodzieży Wszechpolskiej. Twierdził, że lekkomyślne biedaczki się upiły i “zdarzyło im się”, a potem zrobiono z tego aferę. Aferę zrobiono, ale chyba nikt mi nie wmówi, że normalni ludzie, jak zabalują, na ustach mają “Sieg Heil”. Myślę, że ktoś te wzorce utrwala, skądś się biorą. Inna sprawa, że gdy rozmawiałem z rówieśnikiem, który otwarcie przyznaje się do rasizmu i nazywa się narodowym socjalistą (chyba NOP – czy podobna organizacja), rychło okazało się, że pochodzi z patologicznej rodziny. Ale ja bym jednakowoż nie bagatelizował. Co do bezkrytycznego powielania postulatów Dmowskiego: nie jestem zwolennikiem opcji prorosyjskiej. Że rozwalono carat nie żałuję (niedługo zresztą go odbudują w innej formie), inna sprawa, że na jego gruzach panowanie przejął zbrodniczy bolszewizm. Rację miał Piłsudski, gdy mówił, że biała Rosja jest dla nas tak samo groźna, jak czerwona, tym bardziej, że przed wybuchem wojny polsko-bolszewickiej nie było jeszcze wszystko w tej materii przewidywalne, zaś car łudził Polaków odbudową państwa polskiego pod własnym berłem (podobnie jak cesarze Niemiec i Austro-Węgier). Czyja koncepcja – Piłsudskiego czy Dmowskiego – była lepsza, trudno jednoznacznie osądzić. Na pewno głupotą jest dziś bratanie się z Putinem, a zwolennikami zbliżenia z Rosją są nie tylko postkomuniści, ale i niestety narodowcy. Np. pan Jan Łopuszański, dawny kolega marszałka Jurka z ZChN-u. Problem nie sprowadza się tylko do masonerii. Związki z masonerią miało wielu polskich patriotów na emigracji (nawet jeśli nie odgrywali kluczowej roli), problem nie jest prosty i potępienie ich za sam fakt współpracy z jakby nie patrzeć nieprzyjazną Kościołowi masonerią jest dużym uproszczeniem. Podobnie jak negatywne ocenianie wszelkich zmian społecznych, gospodarczych, czy kulturowych. Owszem Polska od dawnych czasów jest związana z katolicyzmem i dobrze. Czy jednak jeśli interesy Watykanu (ze względu na wspólnego wroga – masonerię) szły w parze z interesami caratu, to wypływa z tego wniosek, że sojusznikiem narodu polskiego był carat i był mniejszym dlań wrogiem niż masoneria? Śmiem wątpić. Okrągły Stół ocenić trzeba uczciwie jako sukces opozycji, choć nie neguję istnienia układów jakie się wówczas zawiązały i były potem firmowane m. in. przez “GW”.
5 mar 2009 @ 23:17
Krzysztof, przyznam, iż swoich wątpliwości i poglądów nie ująłbym lepiej, niż to zrobiłeś w powyższej wypowiedzi. Bardzo dobre jest to, co napisałeś.
Generalnie też, sacdjo, nie zgadzam się z Twoja tezą, iż ‘Nie ma lepszej i skuteczniejszej obrony i szerzenia polskości niż umacnianie i pogłębianie katolickości.’
Od szerzenia i pogłębiania katolickości to jest Kk. Ja nie mam zamiaru Kk wyręczać. Natomiast jestem w stanie uszanować jego wysiłki ku temu, aby istnieć, czy też rozwijać się w społeczeństwie polskim.
Dla mnie, a zdanie to wyrażałem już na tym blogu, najśmieszniejsze (ironia) jest to, że Marek Jurek robi dla Kk w Polsce więcej, niż Kk dla niego.
Kk powinien prowadzić takie inicjatywy społeczne, które zjednują mu jak najszersze zaufanie/sympatię/poparcie/wsparcie społeczne. Kk nie potrafi jednak odnaleźć się w nowoczesnym społeczeństwie. Nie potrafi odnaleźć się w Europie. I wiem to od samych księży katolickich. Nie chodzi mi tu o jakieś prymitywne bycie ‘cool’ będąc księdzem katolickim. Kk odnosi duże sukcesy w organizowaniu szkolnictwa. Ale telewizji PULS nie da się oglądać, a Radia Maryja nie da się słuchać. Kk ma też ogromne problemy z samym sobą. Widać to w Polsce (stosunek do PRAWDY, czyli rozliczenie się z czasów PRL-u), widać do w Watykanie (nasze tu dyskusje na temat ‘levebvrystów’ i II Soboru Watykańskiego).
Natomiast POLSKOŚĆ jest innym pojęciem niż katolicyzm, aczkolwiek jedno i drugie w jakiś sposób się uzupełniają. Polskość nie ogranicza się tylko do katlicyzmu. Polskość oznacza pewne zdobycze kulturowe, cywilizacyjne, społeczne, które są zupełnie obce z jednej strony liberalnej i egoistycznej Europie, a z drugiej strony obce są ksenofobicznym ruchom społecznym (młodzieżówki filo-faszystowskie czy filo-lewckie).
POLSKOŚĆ rozumiem jako obszar wolności, tolerancji, solidarności, odpowiedzialności i poczucia odpowiedzialności, który w takich proporcjach, jak ma to miejsce w Polsce, obcy jest wielu innym społeczeństwom czy narodom. Niestety, ale ciągłe próby deprecjacji POLSKOŚCI, najpierw przez komunistów, teraz przez liberałów społecznych, stawiają pod znakiem zapytania możliwość przetrwania fenomenu POLSKOŚCI w nowoczesnym społeczeństwie. Kk też jest w tak fatalnej kondycji, iż jego działania w żaden sposób nie za bardzo są w ostatnich latach pomocne, a wręcz szkodliwe.
6 mar 2009 @ 22:44
ad “Krzysztof: 5 marca 2009 @ 19:33″
Liderostwo nie może zastąpić solidnego wykształcenia. Niestety nie jest mi znany ani jeden polityk czy to prawicowy czy narodowcowy, który by jasno stwierdził, że wszelki nacjonalizm jest lewactwem – zarówno pod względem pochodzenia jak też z powodu treści. Prawicowość, tzn. kierowanie się prawem naturalnym, oczywiście docenia wartość i wagę więzi naturalnych – rodzinnych, społeczno-lokalnych, państwowo-kulturowych. Dla prawicowości nadrzędna jest jednak więź religijna. Jako surogat tej ostatniej pojawił się (u ideologów rewolucji masońskiej) nacjonalizm, z jego niespójnymi i sprzecznymi pojęciami narodowości. O tym, jak wiele jest niedouczenia czy wręcz głupoty – chyba nawet sterowanej – w kręgach tzw. narodowców, są takie excesy jak różne formy gloryfikowania hitleryzmu. Inny przykład: przy całym uznaniu dla protestowania przeciw paradom zboczeńców trzeba zauważyć, że posługiwanie się szyldami przedstawiającymi obrzydliwości zboczeńców (“zakaz pe…ania”) jest conajmniej niesmaczne. Trzeba się sprzeciwiać zboczeńcom (trzeba by prawnie zakazać przynajmniej propagowania homosexualizmu), ale przez takie obrzydliwe ilustracje wywodzone są obrzydliwości na forum publiczne, co jest odrażające i zbieżne z dążeniami samych zboczeńców, którym zależy na oswajaniu społeczeństwa z ich praktykami. Nikt np. dla protestowania przeciwko morderstwom nie będzie posługiwał się ilustracją morderstwa z napisem “zakaz mordowania”. Ani morderstwo ani zboczeństwo nie jest godne jakiegokolwiek przedstawiania publicznego.
Jak wiadomo, Piłsudski był socjalistą, miał więc powiązania i żydostwem i z masonerią. Carska Rosja nie znosiła masonerii, a była niechętna także Żydom, podczas gdy Prusy były praktycznie pod żądami masonerii sięgającej dworu cesarskiego, a Austro-Węgry bardzo przyjazne żydostwu. Rozważanie o tym, panowanie którego z trzech mocarstw sąsiędnich byłoby dobre względnie najkorzystniejsze dla Polski, jest właściwie niedorzeczne. Pod względem religijnym najbliższe były Austro-Węgry, aczkolwiek niezupełnie, właśnie z powodu wpływów żydowskich. Rozwalenie monarchii austro-węgierskiej (co było wspólnym dziełem socjalistów – czyli Żydów – i niemieckich nacjonalistów) i zredukowanie niegdysiejszej potęgi środkowoeuropejskiej do minipaństwa alpejskiego pozbawiło Polskę tego dylematu. Z dwóch pozostałych Piłsudskiemu zdecydowanie bliżej były masońskie Prusy. Dmowskiemu zaś, o ile nie chciał czy nie mógł obejść się bez opcji sojuszniczej, pozostawała Rosja, która była dla niego pierwszą ofiarą komunizmu sprzecznego z naturą rosyjską. Tu właśnie tkwił błąd Dmowskiego: opanowanie Rosji przez komunizm uważał on za przejściowe i krótkotrwałe. Pokładał zaś nadzieje w pokrewieństwie kulturowym, co było niestety zbyt naiwne, jako że nie uwzględniało roli całego dziedzictwa bizantyńsko-turańskiego w Rosji (zarówno carskiej jak i sowieckiej) z jego rozbieżnościami wobec cywilizacji łacińskiej.
Cieszę się z uznania zasług Kościoła czy “Watykanu” dla Polski i Polaków. Nie są mi natomiast znane żadne zasługi masonerii dla Polski. Chyba żeby zaliczyć do nich podburzanie do powstań, które zawsze kończyły się tragedią, wyniszczeniem elit młodych Polaków, wyniszczenia, z którego można było się podnieść dopiero po dziesięcioleciach. Dzisiaj wspominamy tragedie bohaterów, wspominamy z dumą, nie bez powodu, gdyż trzeba chylić czoło przed odwagą i ofiarą. Ale czy takie namiętne świętowanie smętnych tragedij nie paraliżuje sił potrzebnych do systematycznego, żmudnego, codziennego, dalekowzrocznego i wytrwałego, choć z razu niepozornego wysiłku dla dobra rodziny, społeczności, Ojczyzny? Jak czujemy się z okazji takich smutnych obchodów i rocznic? Czy motywują one do działania, czy raczej utrwalają nastrój tragiczności, torując powtarzanie się historii? Oczywiście nie wolno zapominać o bohaterstwie, ale trzeba je czcić. Trzeba jednak patrzeć na wydarzenia historyczne trzeźwo i rozważnie, i nie bezkrytycznie. Jest historycznie pewne, że powstania – zwłaszcza listopadowe, a także w dużej części styczniowe – były podjudzane przez masonerię, a nie przyniosły narodowi żadnych korzyści (oprócz wspomnień o heroiczności), a wręcz wyrządziły wielkie szkody poprzez zagładę biologiczną dużej części elit. Dotyczy to zresztą także powstania warszawskiego, wywołanego i sterowanego przez postsanacyjną AK. Kościół zawsze się sprzeciwiał tego typu środkom, uważając je za uzasadnione jedynie w skrajnej sytuacji analogicznej do uwarunkowań tzw. wojny sprawiedliwej. Jako teolog mam poważne wątpliwości, czy powstania spełniały te warunki – nie z powodu słuszności sprawy, gdyż ta jest bezsprzeczna, lecz po względem współmierności środków (państwowość za cenę życia ludzkiego) oraz ich skutków (nikłe, właściwie żadne szanse na powodzenie, czyli osiągnięcie celu, mimo olbrzymich ofiar). W nauczaniu katolickim każde istnienie ludzkie – ze względu na podobieństwo Boże i duszę nieśmiertelną – jest wartością nadrzędną wobec każdego celu doczesnego, także wobec najszczytniejszych celów politycznych. Dla masonerii natomiast życie ludzkie jest jedynie środkiem do celów doczesnych, jako że dla masonów nie ma ani duszy nieśmiertelnej ani wieczności. Do swoich celów – jak np. osłabienia społeczeństw, narodów, krajów katolickich – gotowi są podjudzać, podburzać je do autodestrukcyjnych poczynań, jak z góry skazane na niepowodzenie akcje zbrojne, a w nowszych czasach liberalizacja rozwodów, aborcji, rozwiązłości itd.
6 mar 2009 @ 22:52
ad “fidel: 5 marca 2009 @ 23:17″
Nie wiem, czy “fidel” jest katolikiem. Jeśli nie jest, to oczywiście nie dziwię się, że nie zamierza szerzyć katolicyzmu. Jeśli zaś jest katolikiem, to ma do tego obowiązek. To jest bowiem nie tylko sprawa i zadanie duchowieństwa, lecz każdego wiernego katolika, na podstawie Chrztu św. a zwłaszcza Bierzmowania.
Od wykonywania tego zadania przez świeckich – w im właściwy sposób i w ich dziedzinie, tzn. w życiu rodzinnym, społecznym, zawodowym, a nie w liturgii czy nauczaniu wiary, bo to jest działka duchowieństwa – zależy w znacznej mierze kondycja Kościoła i katolicyzmu w ogóle.
7 mar 2009 @ 09:57
Każda liszka swój ogonek chwali. Katolicy chwalą kościół i jego watykańską centralę, który od wieków pasożytuje na społeczeństwach krajów, w jakich się zagnieździł. Wczesny kościół był jednak organizacją tajną, konspiracją religijno-polityczną. Wyszedł na wierzch gdy poczuł się bezpieczny. Do dziś, w miejscach, gdzie odnoszą się do kościoła wrogo, jeśli się pojawia, to w postaci ukrytej.
Czy masoni, działający często w warunkach opresji ze strony kościoła, jeśli mieli możność, to robili coś zacnego?
Z pewnością tak, bo to też są ludzie, podobni do innych. Trochę na ten temat pisał prof. Ludwik Hass w swoich pracach.
http://www.atticus.pl/index.php?pag=poz&id=1975
8 mar 2009 @ 00:26
@ sacdjo:
Proszę, nie każ mi szerzyć katolicyzmu, bo nie wiem, który katolicyzm mam szerzyć??? Najbliższą mi właściwie postawą chrześcijańską (niekoniecznie katolicką) jest postawa ks. Isakowicza-Zaleskiego, niezmordowanego poszukiwacza PRAWDY, SKRUCHY, WYBACZENIA i ODPUSZCZENIA GRZECHÓW. Nie jest to natomiast postawa Ojca Radioredaktora. Nie jestem więc pewien, czy szerzenie przeze mnie katolicyzmu, a właściwie chrześcijaństwa, spotkałoby się z przychylnym nastawieniem hierarchii polskiego Kk. Na szczęście słuszność lub niesłuszność pewnych postaw ludzkich zostanie wyjaśniona na Sądzie Ostatecznym. Czekam z niecierpliwością na wiadomość, kogo to ostatecznie piekło pochłonie??? Czysta ciekawość, a nie zazdrość, ani zawiść, ani jakaś mądrość, przeze mnie przemawia.
Sam natomiast muszę zabrać głos jednak w kwestii polskich powstań narodowych, a szczególnie Powstania Warszawskiego. I zabieram ten głos jako patriota, żeby było jasne. I nie obchodzi mnie, co myśli Kk na ten temat. Nie obchodzi mnie, co myślą lewacy i wszyscy inni konformiści!!! I mam dość już wypowiedzi rzekomych patriotów o ‘bezensownym machaniu szabelką przez Polaków’. W rzeczywistości są to wypowiedzi skończonych baranów, którzy NIC nie rozumieją!!! Nie rozumieją NIC z POLSKOŚCI, nie rozumieją NIC z WARTOŚCI UNIWERSALNYCH.
Otóż wyjaśnijmy sobie: Są momenty w życiu ludzi i społeczeństw, kiedy lepiej jest podjąć nierówną, z góry skazaną na klęskę walkę, niż dać sobie założyć kajdany na szyję. Życie ma wartość tylko wtedy, gdy ma ono nadaną mu przez Boga cechę wolności duszy i ciała. Są momenty, gdy lepiej jest zginąć w obronie tej WOLNOŚCI, czyli ujmując to inaczej: w obronie GODNOŚCI CZŁOWIEKA, niż utrzymywać się przy życiu za wszelką cenę. Tę podstawową zasadę znali i zastosowali Powstańcy Getta Warszawy w 1943 roku i nikt im nie zarzuca ‘machania szabelką’. Tą samą drogą, nie w obliczu Shoah, ale w obliczu totalnego zniewolenia przez komunistów człowieka stworzonego na obraz Boga (czyli posidającego wolną wolę), poszli Powstańcy Warszawscy w 1944 roku. CHWAŁA i CZEŚĆ BOHATEROM!!! Ich śmierć jest po 1000-króć więcej warta i ważna dla Polski, niż życie wszelkich zdrajców i konformistów PRL-owskich!!!
8 mar 2009 @ 10:48
Powstanie warszawskie w 1944 w świetle tego co dziś wiemy o nim było zbrodnią przeciwko własnemu narodowi. Bohaterstwa na poziomie uczestników wciągniętych do walki nie wolno przenosić na tych, którzy świadomie do wybuchu dążyli. Opłakane skutki tego powstania są bardzo dobrze znane by dać się ogłupić pseudopatriotyczną demagogią. Wystarczy odwiedzić czeską Pragę, czy Budapeszt i porównać te miasta z dzisiejszą Warszawą, choć i tam zapewne pojawiali się “bohaterowie” i “męczennicy”, ale szczęśliwie na czas odebrano im zabawki.
Przy okazji zachęcę do lektury. “Ameryka i Świat” rozmowa Z. Brzezińskiego, B. Scowcrofta prowadzona przez D. Ignatiusa.
http://www.taniaksiazka.biz/ksiazki/?id=2&ks=az_136389
8 mar 2009 @ 17:40
ad “fidel: 8 marca 2009 @ 00:26″
1. Nie przypominam sobie, byśmy kiedykolwiek byli pili brudzia, co by w kulturze polskiej upoważniało obydwu do zwracania się przez “ty”…
2. Zgadzamy się w jednym punkcie: w uznaniu dla x. Isakowicza-Zaleskiego. Nie jestem wprawdzie wielbicielem o. Rydzyka (z zasady nie miewam idoli), ani nie jestem zachwycony wszystkimi jego poczynaniami czy poglądami (np. w sprawie Medjugorje), to jednak uznaję jego bezsprzeczne zasługi dla krzewienia wiary katolickiej, życia modlitwy, a także kultury medialnej.
3. Obowiązek krzewienia katolicyzmu dotyczy nie poglądów czy poczynań poszczególnych xięży, czy nawet biskupów i papieży, lecz ponadindywidualnych i ponadczasowych treści i zasad (mniej czy bardziej reprezentowanych przez poszczególnych papieży, biskupów, xięży czy nawet świeckich). Według tych treści i zasad, zawartych w ponadczasowym nauczaniu Kościoła, można bezbłędnie ocenić poglądy i poczynania poszczególnych osób. Nie trzeba czekać do Sądu Ostatecznego. Czekać natomiast trzeba i można z oceną winy i indywidualnej, moralnej odpowiedzialności poszczególnego człowieka za błędne poglądy i poczynania.
4. Łatwo jest szafować patriotycznością. Wiadomo, kim byli za prl-u tzw. xięża-patrioci… Obowiązkiem zaś każdego katolika jest kierowanie się zasadami katolicyzmu, dając im pierwszeństwo i nadrzędność wobec wszelkich innych względów ludzkich, rodzinnych, kulturowych, także tzw. narodowych. Odwrócenie tego porządku – jak w przypadku nacjonalizmu – jest lewactwem. Lewactwem, które nie rozumie i nie przyjmuje ani wartości uniwersalnych – gdyż one są reprezentowane w sposób doskonały i pełny w katolicyźmie – ani polskości, gdyż ta została w znacznym stopniu została ukszałtowana przez katolicyzm, aczkolwiek dotychczas niestety nie zupełnie, nie do końca.
5. Trafnym przykładem jest powstanie w getcie. Potwierdza ono moje stwierdzenie, że tego typu akcje są zarówno z pochodzenia jak też z natury niechrześcijańskie. Innym, skrajnym przykładem z historii jest twierdza Masada, gdzie powstańcy żydowscy “wybrali wolność” i w imię “wolności” popełnili zbiorowe samobójstwo, począwszy od dzieci poprzez kobiety, aż do mężczyzn. I to miałby być wzór dla katolickich Polaków…
6. Cechy samobójstwa (czy sterowanego przez inspirację morderstwa) ma niestety także powstanie warszawskie. Kto liczył na to, że powstanie zapobieże opanowaniu Polski przez sowietów i narzuceniu komunizmu, ten nie miał pojęcia ani o naturze komunizmu i systemu sowieckiego, ani o sytuacji politycznej i militarnej. Chylić trzeba czoło przez bohaterską młodzieżą za jej idealizm i odwagę. Zwykli powstańcy nie mieli możliwości rozeznania sytuacji i nie ponoszą odpowiedzialności. W obronie polskości stanęli oni do walki, pełni miłości do Ojczyzny i ofiarności. Należy im się za to cześć i pamięć. Odpowiedzialność za tragedię – za bezzasadną zagładę setek tysięcy młodych Polaków, w tym olbrzymiej części elit intelektualnych i kulturowych – ponoszą ci, którzy mogli i powinni byli mieć rozpoznanie, w szczególności ocenę szans na powodzenie militarne i polityczne. Ktokolwiek był przy zdrowych zmysłach i miał zdrowy rozsądek, ten nie mógł mieć choćby cienia wątpliwości, że sowieci to nie sojusznicy, lecz wrogowie nie mniejsi niż hitlerowskie Niemcy, i że będą współdzialali raczej z Niemcami niż z nami. Postsanacyjny rząd londyński mógł jedynie pokazać światu wolę Polaków, ich pragnienie niepodległości, gotowość do ofiar. Cel mógł być więc jedynie ideowo-polityczny, nie realno-polityczny. Celem realnym – usprawiedliwiającym powstanie – mogłaby być jedynie bezpośrednia obrona przed bezpośrednim zagrożeniem życia. Jest moralnie niedopuszczalne podejmowanie walki z góry skazanej na klęskę, a tym bardziej podżeganie czy nakłanianie innych do takiej walki. Takie postępowanie jest przejawem niechrześcijańskiego (niekatolickiego) nastawienia, które zaś pasuje do żydowsko-masońskiej piłsudczyzny.
7. Mówienie o “kajdanach na szyi” przypomina retorykę międzynarodówki socjalistycznej… Życie ma wartość jako dar Boży, nawet jeśli jest poddane ograniczeniom zewnętrzym, czy to pod względem politycznym czy fizycznym jak przez chorobę. W przeciwnym razie można by uzasadnić zarówno samobójstwo jak też tzw. eutanazję, czyli uśmiercanie na życzenie. Jest to dokładne przeciwieństwo godności ludzkiej. Godność ta – w pojęciu chrześcijańskim (katolickim) – nie zależy ani od wolności politycznej ani nawet od sprawności fizycznej. Kościół – za wzorem Chrstusa Pana – zawsze podkreślał godność człowieka, tę godność, która nie może być przekreślona ani przez uwarunkowania fizyczne ani polityczne. Jedynie grzech niszczy godność ludzką. Dla chrześcijanina wszystko poza grzechem, także niesłychane niesprawiedliwości czy choroby, może być ostatecznie – na wzór Krzyża Chrystusowego – pożytkiem duchowym. Chodzi więc o przeciwieństwo między Chrystustem-Zbawicielem a Barabaszem. Polacy niestety zbyt często dawali się wmanewrować – na własną szkodę – w naśladowanie Barabasza.
8. To właśnie masowe mordy, także te samobójcze jak powstania, ułatwiały najeźdźcom opanowywanie i wyniszczanie ducha Polaków (co, dzięki Bogu, ostatecznie się nie powiodło). Płynąca z czystego serca ofiara życia nigdy nie jest daremna. Natomiast zdrajcą interesu narodowego i konformistą lewackim jest ten, kto dla własnych celów doczesnych szafuje życiem i zbawieniem wiecznym innych (ileż dusz odeszło w powstaniach nagle, bez należnego przygotowania do wieczności…??). Godność ludzka polega na tym, że jedynie dla zbawienia wiecznego wolno i należy poświęcać życie doczesne. Wszystko, co się sprzeciwia się tej zasadzie – także pod hasłami “wolności”, rzekomej “godności” rozumianej jako przeciwieństwo Krzyża – jest bezbożnym cynizmem i lewactwem. Trzeba to jasno powiedzieć. Wrogowie Polski i Polaków chcieliby to “powstańcze” lewactwo – o niechrześcijańskich korzeniach – utożsamić z polskością. Chyba po to, by w razie potrzeby tzn. dla swojego interesu, by polskość i katolickość nie była zbyt mocna, znów popchnąć do poczynań samobójczych, czyli przeprowadzić następne morderstwo w białych rękawiczkach, przez inspirację.
9. Zamiast świętować tragedie narodowe jak powstania, które zgładziły ogromną część młodzieży i elit, wolałbym cieszyć się i być dumnym z osiągnięć kulturowych, naukowych, intelektualnych, artystycznych moich Rodaków, którzy niestety padli ofiarą bezwzględnych polityków, którym byli zaufali i których przywództwu się byli poddali. Dopiero wtedy polskość wyzwoli się z paraliżującego tragizmu i odrodzi się, gdy pójdzie konsekwentnie za Chrystusem, nie za Barabaszem, choć oznaczać to będzie korygowanie niektórych przyzwyczajeń czy odruchów narodowych.
8 mar 2009 @ 20:35
Obarczanie winą za wywoływanie powstań jakichś enigmatycznych masonów, zmiksowanych z innymi grupami polityczno etnicznymi jest cudactwem chorej nienawiści do wszystkiego co niekatolickie. Nasze powstańcze zrywy okazały się klęskami i nie ma czym się chwalić i dorabiać do tego idei mesjańskich, męczeństwa za sprawę itp. bredni. Po prostu nie wygrali, bo nie mieli szans na zwycięstwo. Ponieśli klęskę, przysporzyli niepotrzebnych trupów, zniszczeń i cierpień, pogłębili nędzę, i tym samym odwlekli niepodległość. Ale za to odpowiadają konkretni wodzowie i nie róbmy z nich wielkich bohaterów.
Niepodległość, która nie tylko nam przypadła za sprawą arogancji europejskich monarchów, przyszłaby i tak sama. Bo wszystko ma swój czas. Trzeba tylko oświeconego przywództwa by to pojmowało i umiejętnie kierowało narodem. Nie mieliśmy jednak szczęścia do takich wodzów. A fanatyków, zarozumialców i pyszałków co niemiara.
Jak powiada Talmud – “nie ten jest największym bohaterem, kto pokona wroga, ale ten, kto z wroga robi przyjaciela”.
Oto, jak osiąga się wolność, godność i prawdziwy szacunek.
8 mar 2009 @ 21:18
ad “Ebenezer: 7 marca 2009 @ 09:57″
Kościół zawsze działał otwarcie, publicznie, nigdy nie działa w tajności. To masoneria jest sektą tajną, której główną zasadą jest tajność, konspiracja i subwersja. Jedynym środkiem działania Kościoła jest głoszenie prawdy i sprawowanie sakramentów Zbawienia, w skrajnych przypadkach stosowanie kar np. exkomuniki, które zawsze mają na celu doprowadzenie delikwentów do nawrócenia. Metodą natomiast masonerii jest gra pozorów, maskowanie się, oszukiwanie, a także skrytobójstwo i podburzanie do buntów i wojen, na których – kosztem życia i zdrowia niewinnych żołnierzy i cywilów – zarabia masoneria uprawiająca przemysł zbrojeniowy. Masońskie hasła i akcje pozornie humanitarne mają na celu jedynie przykrycie właściwych celów tej ciemnej sekty.
8 mar 2009 @ 22:00
Załączone do wpisu drastyczne zdjęcie przedstawia dwie grupy narodowościowe i wyznaniowe. Jedni stoją drudzy nie. Łatwo je rozpoznać, kto zna nieco historię. Tę historię trzeba też przypominać, bo zapomnienie jest przyczyną powtórek.
http://patratosu.files.wordpress.com/2008/03/einsatzgruppen-the-last-jew-in-vinnitsa.jpg
8 mar 2009 @ 23:27
@ sacdjo:
Widzę, że wdaliśmy się w prywatną dyskusję, ale podejmuję tę rękawicę:
ad 1)
Nie oczekuję od nikogo na tym blogu, żeby tytułował mnie ‘per Pan’, gdyż posługuję się nick’iem. Natomiast każdego na tym blogu tytułuję ‘per Pan/Pani’, kto podpisuje się imieniem i nazwiskiem.
ad 2)
Z księdzem Isakowiczem-Zaleskim nie trzeba się we wszystkim zgadzać…z nim trzeba wspólnie dążyć do poznania PRAWDY. Niestety, ale Kk w Polsce najwyraźniej PRAWDY znać nie chce.
ad 3)
Ja jednak poczekam na Sąd Ostateczny. Nie jestem papieżem, żeby uważać się za nieomylnego.
ad 4)
Nadrzędność zasad katolicyzmu (??? – proszę mnie uświadomić, o co dokładnie chodzi???) ‘wobec wszelkich innych względów ludzkich, rodzinnych, kulturowych, także tzw. narodowych.’ jest nie tyle EGOIZMEM co BOLSZEWIZMEM. Czuję się, jakbym czytał zebrane dzieła Lenina z komentarzem Dzierżyńskiego.
ad 5)
Obraża Pan ludzi skazanych na Zagładę, którzy w jej obliczu podjęli nierówną walkę o przetrwanie. Owszem, Chrystus mając świadomość własnej Zagłady, nie cofnął się przed śmiercią, bo miał świadomości, iż Jego śmierć dawała/daje nam ludziom Życie Wieczne. Jestem pewien, iż każdy jeden z przywódców Powstania w Gettcie Warszawy, oddałby swoje życie, gdyby wiedział, iż uratuje ono życie pozostałych ludzi w gettcie. Tragedia Zagłady polegała/polega na tym, iż cena niczyjego życia nie była ceną życia innych. Walka Powstańców w Gettcie była walką o życie właśnie, była też walką o godność.
ad 6)
Bez Powstania Warszawskiego nie byłoby wolnej Polski roku Pańskiego 1989 i lat późniejszych. Byłoby za to zgwałcone społeczeństwo.
ad 7)
Czyż grzechem nie jest donoszenie na innych ludzi w celu ratowania własnego życia??? Te ‘kajdany na szyi’, o których mówię, to nic innego jak metody KGB i UB do testowania ludzi pod kątem, czy są grzeszni, czy nie. Rozumiem, iż tego typu, nazwijmy to ‘uwarunkowania społeczno-polityczne’ mogą mieć miejsce w życiu ludzi. Uważam je jednak za stan patologiczny, z którym należy walczyć. Walczyć właśnie o ‘godność istoty ludzkiej’. O ile rozumiem, to nic nie było tak istotne ani w walce Solidarności, ani w walce Jana Pawła II z komunizmem jak kwestia ‘godności ludzkiej’???
ad
Polskość pisałbym przez duże ‘P’. W rzeczy samej, do zbawienia wiecznego nie jest potrzebna narodowość. Człowiek, jako podmiot w Kościele Chrystusowym, jest nie tylko beznarodowy, ale i bezpłciowy. Nie jest ani Żydem, ani Polakiem, ani Niemcem, ani kobietą, ani mężczyzną. Podobnie jak w ideologiach lewackich: człowiek jest podmiotem. Gdzie leżą więć różnice??? W ograniczeniach (przykazaniach) nadanych przez Boga. Lewactwo ich nie akceptuje (cudzołóstwo, brak szacunku do życia, brak szacunku do Boga, itp.). Czym jest wobec tego ‘narodowość’, czyli choćby taka ‘Polskość’??? Otóż Polskość, tak jak już wspomniałem, to jest kultura, zbiór pewnych wartości społecznych, które są często zbudowanie na, ale niekoniecznie pokrywają się z zasadami katolickimi. Rozumiem Pańskie uprzedzenia do Poskości, jednak społeczności ludzkie zorganizowane są najpierw w społeczności lokalne (najniższy poziom organizacji), następnie w narody (niższy poziom) a następnie w grupy ponadnarodowe (np. Unia Europejska, czy też wspólnota chrześcijańska). Problemem jest to, iż w UE, pomimo jej i chrześcijańskiego, i lewackiego charakteru jednocześnie, jedną z ważniejszych cech człowieka jest jego narodowość. Ma miejsce swego rodzaju determinizm narodowy. I dla mnie, i dla wielu innych, czy to lewackich, czy nielewackich Europejczyków, ten poziom wydaje się być dość istotny.
W powyższym kontekście nie rozumiem Pańskiej wypowiedzi o ‘zdradzie interesu narodowego’. Jako teolog powinien Pan znajdować się na poziomie wyższym, jeśli chodzi o bliskość zasad Boga, czyli na poziomie ponadnarodowym. Chyba z tym ‘narodowym odchyleniem’ trochę Pan pobłądził???
I mała uwaga do ‘lewackich konformistów’. Otóż lewackim konformistom na niczym tak nie zależy, jak na ich własnym życiu. I gdybym miał oceniać lewacki konformizm według zaprezentowanego przez Pana systemu wartości, to ‘lewaccy konformiści’ są bardzo bliscy ideałowi niesiena Krzyża życia. Tyle że Krzyż ten jest bardzo lekki. Plastikowy. Stąd też ich zamiłowanie do aborcji i eutanazji, ale nie do powstań narodowych.
ad 9)
Jest Pan zbyt surowy. Neguje Pan ofiarę z życia dla Polski i Polaków, jaka została złożona przez Powstańców. Natomiast osiągnięcia kulturowe, naukowe, intelektualne, czy artystyczne możliwe są tylko w warunkach, gdy ‘godność człowieka’ jest respektowana. Brak takich osiągnięć powinien przyjąć Pan z chrześcijańską pokorą (patrz ad 7).
9 mar 2009 @ 14:14
@sacdjo:
> Kościół zawsze działał otwarcie, publicznie, nigdy nie działa w tajności.
Tam gdzie go widać, a gdzie nie to knuje jak i inni.
> To masoneria jest sektą tajną, której główną zasadą jest tajność, konspiracja i subwersja.
Tam gdzie jej nie widać, a gdzie wystaje tam nie różni się od innych sekt w rodzaju kościoła.
> Jedynym środkiem działania Kościoła jest głoszenie prawdy i sprawowanie sakramentów Zbawienia, w skrajnych przypadkach stosowanie kar np. exkomuniki, które zawsze mają na celu doprowadzenie delikwentów do nawrócenia.
Tam gdzie go widać, a gdzie nie, to gra o swoje jak inni.
> Metodą natomiast masonerii jest gra pozorów, maskowanie się, oszukiwanie, a także skrytobójstwo i podburzanie do buntów i wojen, na których – kosztem życia i zdrowia niewinnych żołnierzy i cywilów – zarabia masoneria uprawiająca przemysł zbrojeniowy.
To tak jak w kościele, pozorowanie maskowanie itd. Dokładnie tak samo. A ile wojen kościół inspirował i wywoływał, to tego na skórze wołowej nie spiszesz. Skarby które zgromadził skąpane są we krwi milionów niewinnych ludzi.
> Masońskie hasła i akcje pozornie humanitarne mają na celu jedynie przykrycie właściwych celów tej ciemnej sekty.
Podobnie i kościół, co innego otwarcie, a co innego po cichu.
Tak to wszystko działa na tym świecie, dlatego jest on nienaprawialny.
9 mar 2009 @ 15:39
ad “Ebenezer: 8 marca 2009 @ 20:35″
1.
a) Co do oczywistych powiązań, historycznie pewnych kontaktów przywódców powstań listopadowego i styczniowego z masonerią (Małachowski wstawiał się za Łukasińskim, który był założycielem “wolnomularstwa narodowego”; Lelewel miał łączność z dekabrystami i Mazzinim; Dąbrowski był dowódcą Komuny Paryskiej; Sierakowski spotykał się z Garibaldim i Hercenem) odsyłam do podręczników historii. Konkretnych działań masonerii nie sposób udowodnić dokumentami, jako że główną zasadą tej sekty jest tajność i skrytość. Można natomiast, oprócz pewnych wątków kontaków osobistych (jak wspomniane), wykazać powiązania ideowe i ideologiczne (wrogość wobec katolicyzmu oraz ukształtowanego przez katolicyzm porządku społecznego).
b) Rząd londyński, którego zbrojnym ramieniem w kraju była AK – zasadnicza siła powstania warszawskiego, był zdominowany przez obóz piłsudczykowski (postsanacyjny). Że był on socjalistyczny, nie trzeba udowadniać. Że ruch socjalistyczny miał korzenie i powiązania i żydowskie i masońskie, jest również oczywiste.
c) Że masoneria ma powiązania z żydowstwem, a prawdopodobnie jest sterowana przez żydostwo, zanalizował i przedstawił już św. biskup Józef Sebastian Pelczar w swojej książce o masonerii.
2. Katolicyzm nie polega na dzieleniu świata na “my” i “oni” (“gojim”), lecz wręcz przeciwnie: wszystko, co prawdziwe i dobre, jest tym samym katolickie, nawet jeśli nie wchodzi formalnie w skład katolicyzmu. Jest to zasadnicza różnica wobec np. judaizmu, jak też – na płaszczyźnie politycznej – każdego nacjonalizmu. Katolicyzm nie znosi jedynie fałszu i zła, aczkolwiek w formalnych ramach katolicyzmu niestety nie brakuje zachowań i postaw, które odbiegają od prawdy i dobra. Miłowanie fałszu i zła, nawet jeśli i dlatego że znajdują się one w formalnych ramach “naszych”, byłoby perwersją.
3. W kontekście wypowiedzi talmudu o chrześcijanach (np. zakaz czynienia im dobra, mówienia o nich dobrze, dawania im podarunków, uczenia ich handlu; pozwolenie na ich wyzyskiwanie, oszukiwanie, pobieranie odsetek itd.), należy przytoczony cytat rozumieć raczej następująco: “największym bohaterem jest ten, kto przekona swego wroga o tym, że stał się jego przyjacielem” (pozostając nadal wrogiem, a przybierając jedynie inną metodę)..
9 mar 2009 @ 17:30
@sadcjo, @fidel, @ebenezer:
Z każdym z Was w jakimś stopniu się zgadzam i nie zgadzam.
Weźmy takie Powstanie Warszawskie. Jakkolwiek zgadzam się z ebenezerem i sacdjo, że Powstanie Warszawskie z praktycznego punktu widzenia było nieprzemyślaną ofiarą i przez “nosiło pewne cechy samobójcze”, to jednak zgadzam się z fidelem, że należy docenić rangę moralną tego, co było i już tego nie cofniemy, a co stanowi świadectwo bohaterstwa i niezłomnej postawy warszawskiej ludności. Nie mogę też zgodzić się z nazywaniem przywódców powstania zdrajcami. Czy popisali się pewnego rodzaju głupotą – można dyskutować, z drugiej jednak strony Sowieci, przed którymi mieliśmy wystąpić jako gospodarze (przyznaję: dziwna idea, bo nie sądzę, aby nasza postawa była argumentem dla Stalina), pozwolili nam się wykrwawić i pozostali na czas powstania na prawym brzegu Wisły. A ebenezerowi przyznaję rację, że śmieszne jest we wszystkich wydarzeniach historycznych (takich jak powstania)doszukiwania się wpływu masonerii. Sacdjo niczym rasowy narodowiec nie lubi Piłsudskiego. Moim zdaniem nazywanie kogoś wrogiem narodu (a tak nazwał Piłsudskiego m.in. Jędrzej Giertych) tylko z powodu jego powiązań z masonerią, socjalizmem czy “żydostwem” jest nieuzasad- nione. Po 1926 r. Piłsudski nie był lewakiem tylko wyrachowanym politykiem, dążącym do władzy autorytarnej (czy nawet dyktatorskiej). Ludzie są łasi na władzę, są konformistami itd. na skutek egoizmu w naturze ludzkiej i to dotyka wszystkich: katolików, komunistów, faszystów. Ale sacdjo i wszechpolaków (których skądinąd krytykuje za nacjonalizm) nie interesuje, że “masońskie” Austro-Węgry dawały Polakom więcej swobody niż “antymasońska” (i przez to przyjaźniejsza Polsce niż Piłsudski, tak?;) Rosja carska. Poza tym ebenezer celnie wytyka bezzasadność patrzenia negatywnie na wszystko co niekatolickie. Żeby była jasność: nie neguję istnienia działań masonerii, natomiast nie zakładam, że była większym od zaborców wrogiem Polski tylko dlatego, że była wrogiem bliskiego Polsce katolicyzmu. Czy zrobiła coś dobrego dla Polski? Masonerii jako organizacji na naszym kraju nie zależało, za to wielu jej członków było polskimi patriotami (i wielu zdrajcami), podobnie jak wielu “konserwatystów” prezentowało różne postawy. Być może dla myślicieli bliskich sacdjo każdy, kto ośmiela się sugerować, że polityka Watykanu nie zawsze szła w parze z interesem narodu polskiego, jest lewakiem. Takie postawienie sprawy (wynikające z dogmatu o jedności polskości i katolicyzmu) bazuje na fakcie, że kultura polska jest w istocie swej związana z katolicyzmem, wyciąga jednak z tego faktu fałszywy wniosek, że Polska=Kościół. Oczywiście, jeśli uznamy (a ja tak na to patrzę), że Kościół to nie tylko instytucja, ale my, wszyscy wierzący w Chrystusa, to uciemiężeni przez zaborców katolicy współtworzyli Kościół, natomiast polityka państwa Watykan (swego czasu zainteresowana umacnianiem władzy absolutnej w obawie przed rewolucją – czyli przewrotem w płaszczyźnie obyczajowej i materialnej) to nieco inna bajka.
Czy nacjonalizm – jak twierdzi sacdjo – jest lewactwem? To ciekawe pytanie. Z jednej strony uważam, że tłumaczenie wszelkich złych działań i poglądów “lewactwem” to złudzeniu, któremu ulegają ufający bez miary konkretnej linii politycznej i nie dopuszczający myśli, że “czysty prawicowiec” też nie musi być ideałem. Np. wielu zwolenników prawicowości (m.in. na tym blogu) uważa, że prawdziwy prawicowiec opowiada się za karą śmierci. To możecie mnie nazywać lewakiem, bo jestem przeciwko, podobnie jak np. Jan Paweł II. Z drugiej strony dziwi mnie zaskakująca zgodność ultra-prawicowców i marksistów w przekonaniu o tym, że świat zmierza ku “postępowi” (z tą małą różnicą, że ci pierwsi są absolutnymi wrogami tego “masońskiego” “postępu” i wszędzie go węsząc chcieliby ten “bieg historii” zatrzymać, drudzy zaś są jego absolutnymi piewcami i z pianą na ustach głoszą upadek chrześcijaństwa i “obowiązującego porządku społecznego). Jedni i drudzy posługują się pojęciami jak “faza Wodnika”, pierwsi tłumaczą sobie świat spiskową teorią dziejów, drudzy – marksistowską.
Teraz kwestia sporu o szerzenie katolicyzmu i o polskość:
Fidel ma rację, że wiara nie ma narodowości. Oczywiście będąc katolikiem, jestem też Polakiem, ale to dwie inne kwestie. Nie chodzi mi o to, że katolicyzm nie powinien się angażować społecznie i zachęcać do patriotyzmu, ani że wyrazem patriotyzmu nie może być utożsamianie się z Kościołem. Patriotyzm i katolicyzm się uzupełniają i tworzą moją tożsamość. Tylko, że istotą wiary nie jest ideał Polak-katolik, Francuz-katolik itd. Wiara jest w jakiś sposób dostępna każdemu człowiekowi, a jej motywem powinno być coś więcej, niż przywiązanie do rodzimej tradycji. Nawróceni przez św. Pawła poganie nie znali wiary chrześcijańskiej w swojej tradycji, ale mieli możność zetknięcia się z tym, co istotne, a istotna jest osoba Zbawcy – Jezusa Chrystusa i żywa relacja z Bogiem. Dlatego razić może przerost politycznych odniesień w homiliach (i mniej ważne jest tu, jakie poglądy: narodowe, piłsudczykowskie, liberalne itd. głosi ksiądz). @ fidel: jeśli na Kościół spojrzysz jako na wspólnotę (a to może być trudne, bo nie każdy zetknął się ze wspólnotą – miałem szczęście zetknąć się z Ruchem Światło-Życie, Taize, brać udział w pielgrzymce, służyć do mszy i uważam, że takie formy uczestnictwa w życiu Kościoła są jego bogactwem), to będzie Ci nieco łatwiej zrozumieć, że katolicyzm należy jednak rozszerzać. Tu sacdjo ma trochę racji, warto byłoby jednak nie zaćmić tego misyjnego przesłania postawą dystansowania się od “tych grzeszników”: lewaków, libertynów itp. A jeśli ktoś mówi, że działają oni na szkodę katolicyzmu czy Polski, niech się zastanowi, czy wszyscy oni są godni odrzucenia i w pełni świadomie takie rzeczy czynią. Ludzie sceptyczni wobec Soboru Watykańskiego zarzucają mu odejście od ukształtowanych kanonów. Pytam: czy opisana przez sacdjo definicja misji Kościoła, silnie akcentowana przez Kościół przed soborem: “Jedynym środkiem działania Kościoła jest głoszenie prawdy i sprawowanie sakramentów Zbawienia, w skrajnych przypadkach stosowanie kar np. exkomuniki, które zawsze mają na celu doprowadzenie delikwentów do nawrócenia” nie jest zbyt wąska. Owszem jest w dużej mierze słuszna, ale ma pewne braki:
1)nie docenia aspektu misyjno-wspólnotowego (wyrażającego się nie tylko w niedzielnej mszy parafialnej, ale i w mniejszych wspólnotach w ramach Kościoła, a także w życiu społecznym i – przede wszystkim – w rodzinie.
2)słusznie podkreślając rolę sakramentów, równocześnie nie dowartościowuje roli Słowa Bożego i wolnego ludzkiego rozumu, który powinien słuchać natchnień Ducha Świętego (jest mowa o głoszeniu prawdy, ale to nie wyjaśnia wszystkiego, koncentrując się na pewnego rodzaju dogmatyzmie)- czyli, paradoksalnie jest też nieufna wobec aspektu indywidualnego osądu człowieka.
Co oznacza taki indywidualny osąd? Niektórym potępiającym wszelki racjonalizm integrystom się wydaje, że każde mówienie o wolności trąci wolnomyślicielstwem. Tu uwaga językowa: samo pojęcie sugeruje coś dobrego, bo Bóg dał nam wolność myśli, abyśmy Go poznawali w wolności. I kto wie, czy nie zrozumiałbym nawet tych pierwszych wolnomyślicieli, skoro dawniej Kościół potępiał niesłusznie wiele praw naukowych i poglądów filozoficznych. Nie przyznaję tu racji herezjom, owszem: Bóg chce by człowiek poznawał i głosił objawioną przez niego prawdę i nie zgadzam się, że każdy ma swoją prawdę. Rozumiem, że apologetyczno-dogamtyczno-polityczna postawa, pewna obawa przed “postępem” jest reakcją na wypaczenia w korzystaniu z wolności i na wspomniany wyżej relatywizm. Może jednak przynieść efekt przeciwny do zamierzonego – to jest zamknąć człowiekowi drogę do wiary, jeśli będziemy się skupiać na “obronie przed lewactwem i masonerią” i jeśli będziemy – co gorsze – pochopnie potępiać człowieka poszukującego prawdy u innych niż my źródeł. Zresztą spójrzmy na nas, katolików: jakie różne są przekonania polityczne, społeczne i filozoficzne. Otóż to, do czego powinniśmy dążyć to ekspansja chrześcijańskiej wiary, nadziei i miłości. A to, czego winniśmy się wystrzegać, to dążenie do tworzenia kolejnych indeksów ksiąg zakazanych, do totalitaryzmu dyktującego wolnym podmiotom, jakie poglądy politycznych mają wyznawać, a z jakimi zagadnieniami i poglądami filozoficznymi się nie zgadzać, czy nawet je pomijać.
9 mar 2009 @ 23:20
ad “fidel: 8 marca 2009 @ 23:27″
Jeśli “zbytnią surowością” jest obrona ludzkiego życia oraz zbawienia dusz także wbrew interesom politycznym, to chętnie jestem i pozostanę “zbyt surowy”…
10 mar 2009 @ 14:35
sacdjo:
> 3. W kontekście wypowiedzi talmudu o chrześcijanach (np. zakaz czynienia im dobra, mówienia o nich dobrze, dawania im podarunków, uczenia ich handlu; pozwolenie na ich wyzyskiwanie, oszukiwanie, pobieranie odsetek itd.),
W tym kontekście warto przytoczyć bullę Cum nimis absurdum papieża Pawła IV z 14 lipca 1555 roku:
“Ponieważ jest głupiem i niestosownem , by Żydzi, których Bóg skazał na wieczną niewolę, mieszkali razem z chrześcijanami […] jako to w Rzymie i innych miastach św. Rzymskiego Państwa mieszkają przy ulicach pryncypialnych, nie noszą odznak hańby i trzymają w swych domach służbę chrześcijańską […] przeto rozkazujemy, że:
Ponieważ jest głupiem i niestosownem , by Żydzi, których Bóg skazał na wieczną niewolę, mieszkali razem z chrześcijanami […] jako to w Rzymie i innych miastach św. Rzymskiego Państwa mieszkają przy ulicach pryncypialnych, nie noszą odznak hańby i trzymają w swych domach służbę chrześcijańską […] przeto rozkazujemy, że:
1. Wszyscy Żydzi winni mieszkać w jednej dzielnicy, a jeśli ta nie wystarcza, w kilku obok siebie położonych.
2. Ulica, względnie kwartał żydowski, mają być otoczone murem i winny mieć tylko jedno wejście; nadto może się tam znajdować tylko jedna synagoga, wszystkie inne winny być zburzone.
3. Swe posiadłości za kwartałem żydowskim mają Żydzi odsprzedać chrześcijanom.
4. Wznawia się dawny przepis, by mężczyźni nosili żółte kapelusze, a kobiety żółte welony.
5. Zabrania się trzymania służby chrześcijańskiej w domach żydowskich.
6. Zabrania się im wszelkiego handlu nawet żywnością; Żydom wolno handlować jedynie starzyzną.
7. Księgi handlowe winny być prowadzone jedynie w języku włoskim i to literami łacińskimi.
8. Żydom-lekarzom nie wolno wykonywać praktyki u chrześcijan.”
> należy przytoczony cytat rozumieć raczej następująco: “największym bohaterem jest ten, kto przekona swego wroga o tym, że stał się jego przyjacielem” (pozostając nadal wrogiem, a przybierając jedynie inną metodę)..
Taka interpretacja wypływa z wrogości do żydów, albo z z tego, że podejrzewamy innych o rzeczy, do których bylibyśmy zdolni na ich miejscu.
Ja twierdzę, że intencja jest pozytywna i wybitnym bohaterem jest mędrzec zmieniający wrogów na przyjaciół.
“Miłujcie swoich wrogów i módlcie się za nieprzyjaciół” – uczył Jezus.
10 mar 2009 @ 18:32
ad “Krzysztof: 9 marca 2009 @ 17:30″
1. Rada na przyszłość: odnosić się do innych autorów wpisaczy z osobna, zwłaszcza w długaśnych i nieusystematyzowanych wpisach. Następnym razem nie będę już wyławiał zdań do mnie się odnoszących i je zignoruję. Z zasady zresztą nie lubię stosowania stylu “ex cathedra” przez osoby, którym to nie przysługuje.
2. Radziłbym czytać uważniej. Wyraźnie podkreśliłem był bohaterstwo i ofiarność powstańców. Na potępienie natomiast zasługują ci, którzy nawoływali do powstań, gdyż albo nie mieli rozeznania w sytuacji polityczno-militarnej i mimo tego posyłali młodzież na pewną zagładę, albo mieli rozeznanie i świadomie posyłali na zagładę, wyrządzając przez to – przez zagładę elit – niepowetowaną szkodę całemu narodowi. Jeszcze raz: kto żywił nadzieję, że uda się przyjąć w roli gospodarza sowietów i że powstrzyma to narzucenie komunizmu, ten był conajmniej bezdennie naiwny i nie nadawał się na przywódcę. Moim zdaniem nadal zbyt mało dotychczas są zbadane kulisy powstań. A z pewnością byłoby warto. Badania takie odsłoniłyby wiele i zapewne zburzyłyby co niektóre mity “narodowe”. Jeszcze raz wyraźnie: polityczną zbrodnią przywódcy jest posyłanie – w jakikolwiek sposób, także przez samo inspirowanie – do walki z góry skazanej na klęskę. Kto tak czyni, ten jest albo zbyt głupi i zbyt niemoralny na przywódcę, albo jest świadomym zdrajcą interesów narodowych i niemniej niemoralny.
3. Nigdy nie dopatrywałem się wpływu masonerii we wszystkich wydarzeniach historycznych. Historia nie ogranicza się do powstań. Są one w historii Polski zresztą zjawiskiem dość nowym i – na szczęście – dość rzadkim. Problem polega na tym, że nawet w okresie prl-u powstania były otaczane aureolą jakby świętości narodowej. Komuna traktowała wprawdzie nieco ostrożnie powstanie styczniowe i warszawskie z powodu ich zabarwienia antyrosyjskiego, to jednak generalnie zachwalano powstania. Polityczni przeciwnicy powstań byli generalnie przedstawiani w kategoriach zdrajców narodowych. Nie jest to przypadkowe.
4. Elementem tragizmu historii jest, że Polacy zostali wmanewrowani w bratanie się z wrogami katolicyzmu. Jest też właściwie tragiczne, że do dziś hymn narodowy nawiązuje do masonów Dąbrowskiego i Napoleona. Ten ostatni poświęcił dla swojej manii wielkości miliony młodych rodaków, miliony żołnierzy przeciwników, tragedie setek tysięcy rodzin w niemal całej Europie. Można się jedynie wstydzić takiego hymnu narodowego. I nie należy lekceważyć jego wpływu na kształtowanie świadomości narodowej Polaków, tzn. wypaczania zasad moralnych (przez conajmniej wątpliwe wzory) wbrew trzeźwej ocenie historii.
5. Nie jest istotne to, kogo lubię a kogo nie lubię. Nie miałem sposobności poznać osobiście Piłsudskiego by móc go lubieć czy nie lubieć. Zgadzam się, że chodziło mu o władzę. Ważne jest to, co z tą władzą zrobił, do czego wykorzystał. Wiadomo, że np. w zamachu majowym miał poparcie nawet komunistów. A oni pochopnie i za ładne oczy nikogo nie popierają. O tym, że nie cenił katolicyzmu i że nie liczył się z religijnością ogromnej większości Polaków świadczy fakt, że dla swojej kobiety – podobnie jak on działaczki socjalistycznej – porzucił wiarę katolicką (o ile w ogóle ją miał) i przyjął protestantyzm. Zdradzał ją potem wprawdzie z kochanką Szczerbińską (podobno Żydówką), ale to jest niemniej niechlubne. Znana jest również przyjaźń z Narutowiczem, ewidentnym masonem, który swój wybór na prezydenta zawdzięczał głównie lewakom i mniejszościom narodowym. Oczywiście należy uznać zasługi dla utrwalenia – z resztą bardzo krótkotrwałego i nie bezspornego – granic wschodnich. Nie są one jednak w stanie wybielić wielu czerwonych plam, jak tajemnicza śmierć chociażby generałów Zagórskiego i Rozwadowskiego, czyli skrytobójstwa, typowa metoda lewacko-masońska.
6. Nigdy nie utożsamiałem Kościoła z Polską czy odwrotnie. Twierdzę natomiast – z pełnym przekonaniem i zasadnie -, że Polska pozostanie i będzie coraz bardziej stawała się Polską tylko wtedy, gdy pozostanie i będzie się stawała coraz bardziej katolicka.
7. Masoneria ze swej natury nienawidzi Polaków i Polski za katolickość. I jest gotowa udawać przyjazność po to, by odwodzić od katolicyzmu, także wykorzystując uczucia i odruchy narodowościowe.
8. “Swobody” dawane Polakom przez żydofilskie Austro-Węgry prowadziły do tego, że Galicja była gospodarczo najbiedniejszym i najbardziej zacofanym krajem. Nawet do budowy kolei krakowsko-lwowskiej Austriacy nie zatrudniali Polaków, by nie dać im możliwości podniesienia się gospodarczego. Dziwna to wolność…
9. Nie zaprzeczam, że polityka papieży nie zawsze była zgodna z interesami Polski i Polaków. Ale było tak tylko wtedy, gdy albo polityka papieska nie była katolicka – tzn. stronnicza na rzecz wrogów Polski – albo interesy Polski czy Polaków nie były katolickie- tzn. nie były zgodne z prawem Bożym. Papieże nie są nieomylni w kwestiach politycznych i jeśli ich decyzje w dziedzinie świeckiej nie są zgodne z prawem Bożym, nie ma obowiązku posłuszeństwa (posłuszeństwo kościelne dotyczy jedynie nauczania wiary i moralności oraz decyzyj administracyjnych dotyczących sfery czysto kościelnej).
10. Nacjonalizm jest ideologią lewacką z wielu powodów: z pochodzenia (od masonów Rousseau i Herdera), z treści (jako surogat religii) i z politycznego zachowania (przeciw katolickiemu uniwersalizmowi). Ponadto jest to ideologia mętna, gdyż nie ma jednoznacznego określenia zasadniczego pojęcia, tzn. narodowości. Oczywiście nacjonalizm może być w poszczególnych przypadkach zbieżny, przynajmniej częściowo, z zasadami katolicyzmu, jak to ma miejsce np. w Polsce czy w Irlandii, ale ma to miejsce nie dzięki nacjonalizmowi, lecz dzięki katolicyzmowi, tzn. tylko wtedy gdy i o ile tożsamość narodowa zawiera katolicyzm. Zasadniczą sprzeczność nacjonalizmu widać gdy się pomyśli, że nacjonalista niemiecki musiałby być protestantem, rosyjski prawosławnym, angielski anglikaninem, chiński taoistą, arabski muzułmaninem itd., a jest to nic innego jak relatywizm filozoficzno-religijny typowy dla masonerii, zaś antykatolicki.
11. Jednym z chwytów lewacko-masońskich, forsowanych zwłaszcze przez media, jest pomieszanie pojęć, np. przez łączenie prawicowości z nacjonalizmem czy liberalizmem. Wiąże się to z elementarną ignorancją historyczną. Trzymając się chociażby historycznych korzeni odróżnienia prawica-lewica (we francuskim “zgromadzeniu narodowym”) trzeba wiedzieć, że prawicowość to opowiadanie się za porządkiem społecznym kształtowanym przez katolicyzm (czyli przez prawo naturalne), zaś lewicowość to masońsko-rewolucyjny liberalizm i nacjonalizm (czyli ideologia relatywistyczna). Problemem tego pierwotnego podziału jest fakt, że w obozie prawicowym były pewne tendencje absolutystyczne, tzn. z gruntu niekatolickie (absolutyzm jest z natury protestancki, relatywistyczny, choć rozwinięty we Francji), zaś lewica, tzn. liberalizm nacjonalistyczny, powoływał się także na tzw. prawo naturalne (powoływanie to jest uzasadnione przeciw absolutyzmowi).
Niemniej takie nazwy czy partie jak konserwatywno-narodowy, liberalno-konserwatywny, chrześcijańsko-narodowy itp. (podobnie zresztą jak socjaldemokracja, chrześcijańska demokracja czy demokracja ludowa) to nic innego jak ideologiczne potwory, niespójne zarówno myślowo jak i politycznie, liczące na niedouczenie i niewydolność umysłową wyborców, a mające na celu tychże dezorientację.
12. Co do “definicji misji”. Nie rozumiem, na czym miałoby polegać “niedocenienie aspektu misyjno-wspólnotowego”. Trzeba wyrażać się dbale i jasno. W przeciwnym razie nie będę odpowiadał. Podkreślanie “aspektu wspólnotowego” z reguły trąci protestancką czy protestantyzującą ideologią gminy, która neguje wprost czy pośrednio ustrój hierarchiczny Kościoła zasadzący się na sakramencie święceń. Owszem, każdy katolik ma obowiązek głoszenia prawdy swoim życiem, wypełnianiem prawa Bożego w rodzinie, pracy, działalności społecznej, wypoczynku. Nie może się to jednak odbywać w sprzeczności wobec urzędowego, hierarchicznego nauczania. Nie chodzi o bezwględne poddaństwo wobec wszelkich poczynań czy pomysłów hierarchii. Jeśli przedstawiciel hierarchii ewidentnie sprzeciwia się prawdzie Bożej (zawartej w Piśmie św. i Tradycji), to wierni nie mają obowiązku posłuszeństwa.
Podobnie nie rozumiem, dlaczego afirmowanie roli sakramentów oznaczać by miało “niedowartościowanie roli Słowa Bożego i wolnego ludzkiego rozumu”. Przede wszystkim przyjęcie głoszonej prawdy jest zasadniczym warunkiem dopuszczenia do przyjmowania sakramentów. Po drugie rozum ludzki nie jest wolny. Wolna (w sposób ograniczony) jest wola. Rozum zaś jest ograniczony we wieloraki sposób. Jest on ograniczony co do przedmiotu poznania (nie może się zajmować wszystkim na raz; przedmiot jest zawsze taki a nie inny, niezależnie czy się to poznającemu podoba czy nie), co do siebie samego, tzn. podmiotu (rozumowanie jest zawsze wykonywane przez poszczególnego człowieka, nawet jeśli posługuje się on myślami innych), a także co do swoich czynności (rozum ma do dyspozycji określone zasady działania, czyli operacje myślowe, od których stosowania zależy pomyślność tzn. wynik rozumowania).
Ogólnie trzeba zdiagnozować tutaj dość wyraźną tendencję subiektywistyczną, a więc ostatecznie relatywistyczną.
Potworem ideologicznym jest określenie “wolnomyślicielstwo”. Każdy rozsądny wie, że nawet opanowanie własnych myśli jest nie lada sztuką, całkowite ich uwiązanie jest wręcz niemożliwe. Cóż dopiero gdy chodzi o myśli innego człowieka… Myśleć zawsze można. I też trzeba. I nie ma też innej możliwości. Nie oznacza to jednak, jakoby wszystkie myśli było takiej samej wartości i miały takie samo prawo bytu, np. zamiar morderstwa itp. Opowiadanie się za zupełną wolnością dla wszystkich myśli jest więc absurdalne i bardzo niebezpieczne. Ponadto: myśl doszedłszy do poznania prawdy nie może zaprzeczyć ten prawdzie, tzn. jest tym poznaniem związana, prawda jest kresem wolności i zarazem jej spełnieniem.
Kościół nigdy nie osądzał pochopnie ani tym bardziej nie potępiał niesłusznie prawa naukowe czy poglądy filozoficzne. Kościół odrzucał jedynie poglądy sprzeczne z ewidentnie poznawalną prawdą Bożą zawartą czy to poznaniu czysto rozumowym czy w Objawieniu.
Jedynym źródłem prawdy jest Bóg. Nie oznacza to, że tylko wierzący w Boga (i to prawdziwego), mogą osiągnąć poznanie poszczególnych prawd np. dotyczących porządku świata, praw natury, porządku moralnego. Wręcz przeciwnie: każde prawdziwe poznanie, tzn. każde zetknięcie się człowieka – także nie wierzącego w Boga – z jakąś cząstką prawdy, zbliża i prowadzi człowieka do pełni i źródła prawdy, którym jest Bóg. Problemem tzw. “wolnomyślicieli” jest to, że chcieli oni uchodzić za wybitnie myślących czy może nawet jedynie myślących ludzi dzięki temu, że odrzucali istnienie Boga. Głosili oni, że odrzucenie Boga dopiero uwalnia myślenie. Cóż za buta, głupota i fałsz, obliczony na zwodzenie mniej inteligentnych, a wierzących ludzi. Ci maluczcy mieli porzucić wiarę – rzekomo “uwolnić się” – by słuchać “wolnomyślicieli”, a właściwie dyktatorów myśli i nie tylko myśli, bo i nowej tyranii, jak w rewolucji masońskiej, która w cyniczny sposób w katedrze Notre Dame postawiła na ołtarzu nagą kobietę, nazywając ją “bogini rozumu”, a chodziło właściwie o przedmiot pożądliwości…
Jeśli Kościół czegoś zakazywał, to tylko dla ochrony maluczkich przed zwodniczym działaniem fałszu i zła. Tak np. w przypadku talmudu, który niezwykle brutalnie obraża Chrystusa Pana, Matkę Najświętszą, oraz wzywa do nienawiści i prześladowania chrześcijan, i z tego powodu jego rozpowszechnianie było zakazane już przez cesarza Justyniana, a zakaz ten ponawiany był przez wielu papieży, aż do umieszczenia na Indexie Xiąg Zakazanych. I nie jest przypadkiem, że właśnie w okresie reformacji oprócz biblii Luthra najczęściej drukowano talmud w całości, tzn. ze wszystkimi antychrześcijańskimi bluźnierstwami.
10 mar 2009 @ 19:39
Masoneria, żydzi, liberałowie, wolnomyśliciele itd. to wykreowani przez sam kościół wrogowie katolicyzmu.
Jest charakterystyczne, że systemy totalitarne i totalitarnopodobne w rodzaju kościoła potrzebują wrogów dla konsolidacji swoich środowisk. Wywoływanie lęku przed innymi jest dobrze sprawdzoną metodą i ciągle jeszcze działa.
W Polsce zapewne jest tylu masonów co żydów, a tych znacznie mniej niż pingwinów. Ale podobno te ostatnie są z wszystkich wyżej wymienionych najniebezpieczniejszymi spiskowcami.
11 mar 2009 @ 10:53
P.S.
Inne powstania, o których nie wspomniałem, tzn. śląskie i wielkopolskie, miały znacznie inny charakter, tzn. są o wiele bliższe “wojnie sprawiedliwej”, i prawdopodobnie nie były inspirowane przez masonerię, jako że wymierzone przeciw masońskim Prusom.
11 mar 2009 @ 15:27
Wygląda na to, że sacdjo ma największą siłę przebicia na tym blogu, albo idealnie reprezentuje poglądy gospodarza.
11 mar 2009 @ 18:47
ad “sacdjo: 10 marca 2009 @ 18:32″
1. Każdy ma własny styl pisania. Nie zauważyłem, aby mój był bardziej autorytarny (“ex catedra”) niż pański. Nikogo nie zmuszam do akceptacji wszystkich moich tez i hipotez, nie wydaje mi się też, abym kogokolwiek obraził, dlaczego więc nicy taki a nie inny styl mi “nie przysługuje”, a Panu – owszem?
2. Z niektórymi pańskimi tezami zawartymi w tym punkcie zgadzam się. Sam stwierdziłem, że decyzja o wybuchu Powstania Warsz. wygląda na nieprzemyślaną, nie rozumiem też koncepcji przedstawiania się w roli gospodarza przed Sowietami. Nie szafowałbym natomiast określeniem “zdrajcy” w odniesieniu do przywódców powstania.
3. Wg Pana za komuny “generalnie zachwalano powstania. Polityczni przeciwnicy powstań byli generalnie przedstawiani w kategoriach zdrajców narodowych”. To prawda: do dziś w większości podręczników do historii słowo “konserwatysta” jest jednoznaczne z “przeciwnikiem Konstytucji 3 maja” (choć tę komuniści odrzucali), a “katolik” = “nietolerancyjny”. Niemniej jednak odróżniłbym Wiosnę Ludów (której też do końca nie osądzam) od powstań: listopadowego i styczniowego, których cele były przede wszystkim patriotyczne.
4. Nie zgadzam się z pańską oceną naszego hymnu narodowego. Mamy się wstydzić Legionów Polskich dlatego, że Napoleon był dyktatorem poświęcającym żołnierzy? To prawda: istniał mit Napoleona-wybawcy (taki archetyp USA-wybawców). Odnoszę się jednak ze zrozumieniem do prób wykorzystania sojuszu z Napoleonem do odbudowy wolnej Polski – bo taki cel, ostatecznie, naszym przodkom przyświecał. A że Dąbrowski był masonem, to należy go przekreślić? Wymienieni przez Pana w dyskusji z fidelem polscy masoni: Dąbrowski, Lelewel i Łukasiński to dla mnie bohaterowie, którzy więcej zrobili dla Polski, niż ówczesne papiestwo – sojusznik władców absolutnych. Nie rozumiem też w jaki sposób “Mazurek Dąbrowskiego” miałby wypaczać zasady moralne u młodych.
5. Piłsudski miał w zamachu majowym poparcie komunistów, ale sam komunistą nie był. Komuniści byli za sanacji zamykani za swoją działalność w więzieniu, podobnie jak demokratyczna opozycja. Piłsudski, dążąc do władzy absolutnej, oparł się na wojsku, odciął się natomiast od socjalistów (dlatego też PPS weszła w skład Centro-lewu)
Jego życie prywatne (żony i kochanki) to odrębna sprawa i nie kieruję się nią w ocenie jego polityki, podobnie jak – w przeciwieństwie do Pana – nie wyrzucam mu zmiany wiary. Inną sprawę stanowią też skrytobójstwa, których nie usprawiedliwiam. Ale czy to metoda tylko lewacko-masońska? To jest metoda każdej władzy autorytarnej, stosowana w przeszłości również przez takich prawicowych dyktatorów, jak gen. Franco, czy Augusto Pinochet. Nie można wytłumaczyć wszystkich negatywnych działań ludzkich lewactwem czy masoństwem.
6. Do tego punktu się nie przyczepiam. Można ewentualnie postawić pytanie: co to znaczy, że Polska “będzie się stawała bardziej katolicka”.
7. “Masoneria ze swej strony nienawidzi Polaków i Polski za katolickość”. Możliwe. Nie posądzam jednak każdego Polaka-masona (czy nie-Polaka-masona) o nienawiść do Polski.
8. Nie twierdzę, że Austro-Węgry wielkodusznie dały Polakom wolność, a jedynie, iż swobody Polaków były największe w tym zaborze.
9. “jeśli interesy polskie nie były katolickie, to nie były zgodne z prawem Bożym” – co to znaczy “katolickie”? Zgodne z polityką Watykanu (sam Pan twierdzi, że i ona nie zawsze była zgodna z prawem Bożym)? Zgodne z interesem wyznania katolickiego? Interes taki jest różnie postrzegany, a na skutek reformacji i kontrreformacji różnice pomiędzy nim a innymi wyznaniami chrześcijańskimi się pogłębiły. Czy wreszcie chodzi o wartości katolickie? Uczciwie mówiąc, nie mogę zaprzeczyć argumentom, że KK na przestrzeni dziejów zmieniał wiele założeń teologicznych i spo- łecznych. Porównując współczesne założenia katolickie z protestanckimi, uważam, że Kościół katolicki przedstawia dobrą wizję chrześcijaństwa, choć w Kościele tym są różne powołania, drogi i charyzmaty – mam prawo np. być bliższy niektórym charyzmatom protestanckim czy prawosławnym, niż niektórym katolickim.
10. W filozofia Rousseau było nieco sprzecz-
ności, nie stawiała jednak w centrum nacjonalizmu, lecz powrót do natury. Nie orzekałbym ad hoc o masońskim charakterze nacjonalizmu, skoro Hitler prześladował masonów.
11. Jeżeli mówimy o definicjach prawicy i lewicy, to zgadzam się, że zasadnicze są kwestie społeczno-ideologiczne, co widać w naszym kraju. Za najbardziej prawicowe ze znanych partii uważa się LPR i UPR. PiS jest określany jako bardziej prawicowy niż PO, a zatem to nie kwestie gospodarcze są tu kluczowe. Rozumiem, że jeśli odrzuca Pan możliwość łączenia prawicowości z nacjonalizmem i liberalizmem, to prawicowi są tylko konserwatyści typu Polska XXI oraz Prawica Rzeczpospolitej. Chociaż nie ma w Polsce nikogo, kto by odrzucał wszelki socjalizm (no może głosi tak UPR). Jasne, że różnej maści partie “konserw.-liberalne”, “chrześcijańsko-narodowe”, “chadecja”, “socjaldemokracja” itd. mogą być niespójne treściowo. Pytanie, na ile winne są pojęcia i ich łączenie, a na ile postawy polityków.
Czy absolutyzm jest z gruntu niekatolicki i protestancki? Powiedziałbym, że jest niechrześcijański – nieważne, czy opowiadają się za nim katolicy (np. Habsburgowie), czy protestanci.
12. Używając pojęcia “aspekt wspólnotowy” wcale nie miałem zamiaru zanegować hierarchicznego ustroju Kościoła. Zgadzam się z wypowiedzią Benedykta XVI, wygłoszoną na ten temat w Sidney (lipiec 20080. Wcale nie stwierdziłem też, że “afirmowanie roli sakramentów oznaczać by miało niedowartościowanie roli Słowa Bożego i wolnego rozumu ludzkiego”, tylko iż to nie- dowartościowanie można nieraz zauważyć przy jednoczesnym afirmowaniu roli sakramentów.
Czy rozum nie jest wolny, bo wolna jest wola? Wola jest poniekąd związana z umysłem, jest jakby jego funkcją. Nie mówię, że rozum nie ma ograniczeń, tylko, iż rozum wcale nie musi działać w sposób jedynie dogmatyczny, lecz dobrze jeśli myślenie jest oparte na dążeniu do prawdy w oparciu na daną nam przez Boga wolność. Na to znaczenie wolności bardzo zwrócono należytą uwagę po soborze, choć wcześniej też była ona wartością obecną w nauce katolickiej. Moim zdaniem Pius IX niesłusznie potępił wolność słowa sumienia i wyznania, tylko dlatego, że ruchy antykatolickie źle z niej korzystały. Odróżnijmy prawdziwość wiary katolickiej od przymusu jej wyznawania. Gdybyśmy byli jak roboty – bez wolnej woli – to automatycznie byśmy przyjmowali wszelkie dogmaty. Ale tacy nie jesteśmy i nawet papież nie może mi udowodnić, że ludzki rozum nie jest wolny w tym sensie, że procesy myślenia idą w różnych kierunkach. Zamiast więc narzucać typowo filozoficzne stwierdzenia, że rozum ludzki, czy sumienie ludzkie nie jest wolne, warto ukazywać, że nie każde ludzkie myślenie jest zgodne z wiarą. Tyle, że mówienie, że złe jest lewactwo, socjalizm, czy racjonalizm to uproszczenie. Ja bym rozłożył to na czynniki pierwsze.
Zgadzamy się, że “myśleć trzeba”. Św. Anzelm mówił o “wierze poszukującej zrozumienia”. To prawda, że myśl może zaprzeczyć prawdzie – i takie zaprzeczenie jest kłamstwem, czyli grzechem (podobnie jak grzechem może być złe myślenie o kimś, knucie intryg itp.). Ja miałem na myśli myślenie dążące do prawdy, a to myślenie oparte jest również o wolność. I jest normalne, że umysł może wątpić, czy nie wierzyć, w dogmat. Można to tłumić i podporządkowywać się nakazowi przyjęcia dogmatu, ale można też myśleć nad jego sensem i prawdziwością. Tak, prawda jest kresem wolności myśli, ale w dziedzinach takich jak teologia, czy filozofia nic nie jest tak namacalne, jak w matematyce (2+2=4), a, jak wiadomo, “tylko krowa nie zmienia poglądów”.
11 mar 2009 @ 23:39
Obawiam się, że ludzie wszędzie węszący jakieś spiski ulegli zatruwającej umysł manipulacji. Być może naczytali się książek w rodzaju ONI RZĄDZĄ ŚWIATEM Jima Marrsa i naprawdę bardzo boją się jakichś knujących zbrodnie i nikczemności zakonspirowanych kosmitów. Szczególnie intensywnie knujących przeciw ich kościołowi. Mam nadzieję, że takie fobie można skutecznie leczyć.
Zaś polski kościół ustami episkopatu ogłosił koniec lustracji, a więc sam zdecydował, że jest czysty od wszelkich minionych i bieżących konspiracji.
I czego się tu bać?
12 mar 2009 @ 16:22
CUM NIMIS ABSURDUM
Leges et ordinationes a iudaeis in Statu Ecclesiastico degentibus observandae
Paulus episcopus servus servorum Dei, ad futuram rei memoriam.
Cum nimis absurdum et inconveniens existat ut iudaei, quos propria culpa perpetuae servituti submisit, sub praetextu quod pietas christiana illos receptet et eorum cohabitationem sustineat, christianis adeo sint ingrati, ut, eis pro gratia, contumelian reddant, et in eos, pro servitute, quam illis debent, dominatum vendicare procurent: nos, ad quorum notitiam nuper devenit eosdem iudaeos in alma Urbe nostra e nonnullis S.R.E. civitatibus, terris et locis, in id insolentiae prorupisse, ut non solum mixtim cum christianis et prope eorum ecclesias, nulla intercedente habitus distincione, cohabitare, verum etiam domos in nobilioribus civitatum, terrarum et locorum, in quibus degunt, vicis et plateis conducere, et bona stabilia comparare et possidere, ac nutrices et ancillas aliosque servientes christianos mercenarios habere, et diversa alia in ignominiam et contemptum christiani nominis perpetrare praesumant, considerantes Ecclesiam Romanam eosdem iudaeos tolerare in testimonium verae fidei christianae et ad hoc, ut ipsi, sedis Apostolicae pietate et benignate allecti, errores suos tandem recognoscant, et ad verum catholicae fidei lumen pervenire satagant, et propterea convenire ut quamdiu in eorum erroribus persistunt, effectu operis recognoscanti se servos, christianos vero liberos per Iesum Christum Deum et Dominum nostrum effectos fuisse, iniquumque existere ut filii liberae filiis famulentur ancillae.
§ 1. Volentes in priemissis, quantum cum Deo possumus, salubriter providere, hac nostra perpetuo valitura constitutione sancimus quod de cetero perpetuis futuris temporibus, tam in Urbe quam in quibusvis aliis ipsius Romanae Ecclesia civitatibus, terris et locis, iudaei omnes in uno et eodem, ac si ille capax non fuerit, in duobus aut tribus vel tot quot satis sint, contiguis et ab habitationibus christianorum penitus seiunctis, per nos in Urbe et per magistratus nostros in aliis civitatibus, terris et locis praedictis designandis vicis, ad quos unicus tantum ingressus pateat, et quibus solum unicus exitus detur, omnino habitent.
§ 2. Et in singulis civitatibus, terris et locis in quibus habitaverint, unicam tantum synagogam in loco solito habeant, nec aliam de novo construere, aut bona immobilia possidere possint. Quinimmo omnes eorum synagogas, praeter unam tantum, demoliri et devastare. Ac bona immobilia, qua ad praesens possident, infra tempus eis per ipsos magistratus praesignandum, christianis vendere.
§ 3. Et ad hoc ut pro iudaeis ubique dignoscantur, masculi biretum, foeminae vero aliud signum patens, ita ut nullo modo celari aut abscondi possint, glauci coloris, palam deferre teneantur et adstricti sint; nec super non delatione bireti aut alterius signi huiusmodi, praetextu cuiusvis eorum gradus vel priaeminentiae seu toierantiae excusari, aut per eiusdem Ecclesiae camerarium vel Camerae Apostolicae clericos, seu alias illi praesidentes personas, aut Sedis Apostolicae legatos vel eorum vicelegatos quovis modo dispensari aut absolvi possint.
§ 4. Nutrices quoque seu ancillas aut alias utriusque sexus servientes christianos habere, vel eorum infantes per mulieres christianas lactari aut nutriri facere.
§ 5. Seu dominicis vel aliis de praecepto Ecclesiae festis diebus in publico laborare aut laborari facere. § 6. Seu christianos quoquo modo gravare, aut contractus fictos vel simulatos celebrare.
§ 7. Seu cum ipsis christianis ludere aut comedere vel familiaritatem seu conversationem habere nullatenus praesumant.
§ 8. Nec in libris rationum et computorum, quae cum christianis pro tempore habebunt, aliis, quam latinis literis et alio quam vulgari italico sermone, uti possint, et si utantur, libri huiusmodi contra christianos nullam fidem faciant.
§ 9. Iudaei quoque praefati sola arte strazzariae, seu cenciariae (ut vulgo dicitur) contenti, aliquam mercaturam frumenti vel hordei, aut aliarum rerum usui humano necessariarum facere.
§ 10. Et qui ex eis medici fuerint, etiam vocati et rogati, ad curam christianorum accedere aut illi interesse nequeant.
§ 11. Nec se a pauperibus christianis dominos vocari patiantur.
§ 12. Et menses in eorum rationibus et computis ex triginta diebus completis omnino conficiant, et dies, qui ad numerum triginta non ascenderint, non pro mensibus integris, sed solum pro tot diebus quot in effectu fuerint, computentur, et iuxta ipsorum dierum numerum et non ad rationem integri mensis eorum credita exigant. Ac pignora, eis pro cautione pecuniarum suarum pro tempore consignata, nisi transactis prius a die, quo illa eis data fuerint, decem et octo integris mensibus, vendere nequeant, et postquam menses praedicti effluxerint, si ipsi iudaei pignora huiusmodi vendiderint, omnem pecuniam, quae eorum credito superfuerit, domino pignorum consignare.
§ 13. Et statua civitatum, terrarum et locorum, in quibus pro tempore habitaverint, favorem christianorum concernentia, inviolabiliter observata etiam teneantur.
§ 14. Et si circa praemissa in aliquo quomodolibet defecerint, iuxta qualitatem deiicti, in Urbe per nos seu vicarium nostrum, aut alios a nobis deputandos, ac in civitatibus, terris et iocis praedictis per eosdem magistratus, etiam tamquam rebelles et criminis lesae maiestatis rei, ac toto populo christiano diffidati,. nostro et ipsorum vicarii, ac deputandorum et magistratuum arbitrio puniri possint.
§ 15. Non obstantibus constitutionibus et ordinationibus apostolicis, ac quibusvis tolerantiis seu privilegiis et indultis apostolicis eisdem iudaeis per quoscumque Romanos Pontifices praedecessores nostros ac Sedem praedictam aut illius legatos, vel ipsius Romanae Ecclesiae camerarios et Camerae Apostolicae clericos, seu alios illius praesidentes, sub quibuscumque tenoribus et formis, ac cum quibusvis, etiam deregatoriarum derogatoriis, aliisque efficacioribus et insolitis clausulis, nec non irritantibus et alμμs decretis, etiam motu proprio et ex certa scientia ac de apostolicae potestatis plenitudine concessis, ac etiam iteratis vicibus approbatis et innovatis, quibus omnibus, etiamsi, pro illorum sufficienti derogatione, de eis eorumque totis tenoribus specialis, specifica, expressa et individua ac de verbo ad verbum, non autem per ciausulas generales idem importantes, mentio, seu quaevis alia expressio habenda, aut aliqua exquisita forma servanda esset, tenores huiusmodi, ac si de verbo ad verbum, nihil penitus omisso, et forma in illis tradita observata inserti forent, praesentibus pro sufficienter expressis habentes, illis alias in suo robore permansuris, hac vice dumtaxat specialiter et expresse derogamus, ceterisque contrariis quibuscumque.
Datum romae apud S.Marcum anno Incarnationis Domicae, millesimo quingentesimo quingentesimo quinto, Pridie idus Julii, Pont. nostri, anno I.
12 mar 2009 @ 16:50
ad “Ebenezer: 10 marca 2009 @ 14:35″
Przytoczony tekst bulli dokładnie wyjaśnia powody takich a nie innych zarządzeń. Krótko mówiąc: środki zastosowane przez Papieża są niczym innym jak odpowiedzią na faktyczne zachowanie Żydów, dyktowane zresztą przez talmud. Podczas gdy inni władcy wypędzali Żydów ze swoich terenów, a w krajach objętych reformacją sporo było pogromów wobec Żydów ze strony protestantów, którzy dosłownie brali słowa Biblii (tzw. antyjudaistyczne). Regulacje papieskie były więc równocześnie ochroną dla Żydów. Jest to prosta metoda: dla zakończenia sporów i ich zapobieżeniu najlepiej jest rozdzielić kontrahentów.
A z tym mędrcem talmudycznym to może być tylko niesmaczny żart. Należałoby jeszcze dodać, że talmud uznaje Jezusa Synem Bożym…
ad “Ebenezer: 10 marca 2009 @ 19:39″
Tak właśnie: masonerii, żydów, liberałów itd. nie ma wcale. Tym bardziej pingwinów. A jeśli są, to tylko jako zwierzątka pluszowe dla małych dzieci…
ad “Ebenezer: 11 marca 2009 @ 23:39″
Zbrodniczy sowiecki NKWD, którego 11 z 12 przywódców było Żydami, również wysyłał dysydentów do szpitali psychiatrycznych. A właściwie NKWD wcale nie istniał, tak samo jak nie istnieją Żydzi z ich talmudem, jak nie istniał związek sowiecki itd. … A jeśli istniał to tylko jako dobroduszna organizacja charytatywna dla ochrony klasy robotniczo-chłopskiej, nieprawdaż?
I w Kościele (i jego hierarchii) nie było żadnych agentów komunistycznych. Zupełnie tak samo, jak obecnie wcale nie ma w nim masonów. Dyżurni ulubieńcy gazety michnikowej to wspaniali, bohaterscy, nieskazitelni pasterze. Tylko nogi im umyć i na ołtarze. Gdyby w ogóle istniał jeszcze taki przeżytek przedsoborowy jak ołtarze…
12 mar 2009 @ 18:29
ad sacdjo, 12 marca 2009 @ 16:22
Niby czemu miało służyć zamieszczenie tu antyżydowskiej bulli Pawła IV, będącej bliżej Hitlera niż Jezusa Chrystusa (notabene: Żyda)? Ten “nieomylny” urzędnik, który potępiał pewnie wielu ludzi, wydał zasługującą na potępienie, rasistowską bullę. Jej przepisy są niemal identyczne jak przepisy nazistów w sprawie Żydów, kto wie czy Hitler się na niej nie wzorował. Jeśli ktoś promuje taką postawę, to niech nie nazywa siebie katolikiem!!!
Tłumaczyłem koledze pochodzenia żydowskiego, marksiście, który nienawidzi Kościoła, że nie może winić katolicyzmu jako takiego za to, co robili konkretni katolicy (ma żal, że mordowali i prześladowali jego przodków). Jeśli jednak postawimy się na jego miejscu, to w kontekście tej bulli i wielu innych antysemickich wypocin, moje argumenty nie mogą go przekonać.
Poza tym zamieszczenie tego tekstu po łacinie (tak, że prawie nikt nie zrozumie) jest nonsensem.
12 mar 2009 @ 18:41
!ברוך הבא בשם יהוה
Błogosławiony, który przychodzi w Imię Pana!
***
Pewna kobieta miała zwyczaj przybywać na Dzień Pojednania do Berdyczowa, aby modlić się we wspólnocie rabbiego Lewiego Icchaka. Raz spóźniła się i kiedy wchodziła do bożnicy, zapadała już noc. Kobieta bardzo się trapiła, była bowiem pewna, że nabożeństwo wieczorne już się skończyło. Tymczasem rabbi jeszcze go nawet nie rozpoczął , lecz ku zdumieniu zebranych czekał na przyjście owej kobiety. Kiedy spostrzegła, że rabbi nie odmówił jeszcze Kol nidre, ogarnęła ją wielka radość i zawołała do Boga: “Panie świata, czego mam Ci życzyć za dobro, które mi wyświadczyłeś? Życzę Ci, abyś tyle miał radości z Twoich dzieci, ile pozwoliłeś mi jej teraz doznać!” Kiedy to mówiła, na świat zstąpiła chwila łaski Bożej.
***
עמנו אל
Bóg z nami
12 mar 2009 @ 23:10
ad “Krzysztof: 11 marca 2009 @ 18:47″
1. Samo zwracanie się do kilku wpisów na raz sugeruje stawianie siebie ponad nimi w roli niby arbitra. Nie chodzi o zmuszanie. Byłoby to zresztą śmieszne. Liczy się wartość argumentów, tzn. ich prawdziwość. Zaś prawda jest ze swej natury autorytatywna.
2. Zdrajcą interesów narodowych nazywam – z pełnym przekonaniem i odpowiedzialnością – tych, którzy ze świadomością nieuknionej klęski wzywali i wysyłali do walki.
3. Nie ma celów powstań, lecz są jedynie cele poszczególnych ich uczestników, oczywiście w różnym stopniu, w zależności od stopnia odpowiedzialności i rodzaju udziału. Cel szeregowych uczestników, zwykłych bojowników mógł być zupełnie inny – tzn. patriotyczny – niż cel podżegaczy i przywódców.
4. Aż wstyd się przyznać, ale legiony tzw. polskie były niczym innym jak przybudówką oddziałów rewolucji masońskiej. Masoni łudzili Polaków obietnicami wolności. W rezultacie wielu młodych Polaków poświęciło życie w walkach dla interesów masońskich zwłaszcza we Włoszech i Francji, a w zamian nie otrzymali ostatecznie nic oprócz czczych obietnic. I to ma być powodem do chluby? Zwykłe oszustwo, nie jedyne w historii. Naiwnym Polakom mają wystarczyć pomniki pielęgnowane zresztą tylko przez nich samych i wspomnienia o bohaterstwie w podręcznikach historii, których zresztą nie sposób znaleźć poza polskimi. Także masonów trzeba mierzyć nie według ich słów i deklaracyj, lecz według czynów i ich skutków. Oprócz zagłady dziesiątków, czy nawet setek tysięcy młodych Polaków, nie są mi znane żadne inne wymierne skutki działania masonów. To jest wszystko, co uczynili dla Polski. Papieże nie byli sprzymierzeńcami absolutyzmu, lecz przeciwstawiali się krwawym poczynaniom wymierzonym przeciw legalnym władcom, oczywiście nie popierając tych władców bezwzględnie. W interesie Polski i Polaków byłoby bez wątpienia słuchanie nauczania papieży (to by wzmocniło naród zarówno duchowo jak i biologicznie), zamiast naiwne bratanie się z masonami, które gloryfikuje “mazurek Dąbrowskiego”. Czyż mam wyłożyć perwersje moralne masonerii? Wystarczy wspomnieć jej główną zasadę, tzn. relatywizm, według którego nie ma prawdy i dobra, są jedynie poglądy, zapatrywania, interesy, pożytki, przyjemności. Czyż to nie jest dość niemoralne?
5. Nie można oddzielać polityki od moralności, także gdy chodzi o przywódcę. Kto jest niemoralny prywatnie, ten będzie prawdopodobnie niemoralny także w pracy i działalności publicznej. Dochodzi demoralizacyjny wpływ przykładu na innych. Absolutyzm jest właściwie negacja pochodzenia wszelkiej władzy od Boga i poddania się Bogu, jest więc tylko inną wersją lewactwa, podobnie jak zasada pochodzenia wszelkiej władzy od ludu. Nie jest przypadkiem, że dyktatorstwo ma pochodzenie masońskie, od rewolucji. Nie zmienia tego okoliczność, że pewne elementy dyktatorskie stosowane były także przez przywódców określalących siebie jako prawicowi (gdy zwalczali komunizm). Oczywiście coś takiego jak skrytobójstwo jest moralnie niedopuszczalne także jeśli wykonywane jest przez przywódców chrześcijańskich. Nauczanie Kościoła jest jednoznaczne: cel nie uświęca środków. Kto coś takiego stosuje, popełnia wykroczenie przeciw prawicowości. Prawicowość zaś nie wyklucza stosowania moralnie dopuszczalnych środków władzy wojskowej na zasadach wojny sprawiedliwej także wobec przeciwników wewnątrz kraju. Czyż to nie komuniści głosili i dążyli do “dyktatury proletariatu”? Gdy ktoś otwarcie zmierza do dyktatury, to jest wręcz moralnym obowiązkiem przeciwstawienie się temu.
6. Katolickość ogólnie to kierowanie się zasadami prawa naturalnego oraz Objawienia. W dziedzinie społeczno-politycznej, która dotyczy także niekatolików, nie obowiązują tych ostatnich zasady Objawienia, jako że nie można zmuszać do przyjęcia wiary. Wszystkich natomiast, tzn. także niekatolików, obowiązują zasady prawa naturalnego, jak prawo do życia, rozwoju duchowego, działalności społecznej, gospodarczej itd., oczywiście w ramach zasad moralnych. Nie oznacza to, jakoby działalność i rola Kościoła była tutaj obojętna. Nie ma lepszego i pewniejszego środka uznawania i przestrzegania prawa naturalnego jak wiara katolicka. Widać to na wielu przykładach. Właśnie wiara katolicka wspiera i wpomaga rozum i wolę w poznawaniu i przestrzeganiu prawa naturalnego.
7. Nie wykluczam, że mogą być masonami Polacy szczerze przywiązani do Ojczyzny i pragnący jej dobra, czy raczej swojego dobra w Polsce. Nie wszyscy masoni mają jasne pojęcie o właściwych celach tej sekty. Wielu staje się masonami dla kariery, powiązań biznesowych, interesu. Są też tacy, których raczej masoneria potrzebuje dla swego prestiżu, jak w przypadku Mozarta (który zresztą z czasem zdradził masonerię, jako że nie chciał się całkowicie wyrzec wiary katolickiej, co w końcu przypłacił życiem). Tym niemniej charakter i cel jest jasny. Polecam: http://www.cailletm.com/
8. Swodoby w zaborze austriackim nie wynikały z sympatii do Polaków, lecz z ogólnych zasad monarchii austro-węgierskiej, która mogła istnieć jako państwo wielonarodowościowe tylko dzięki pewnej tolerancji dla wszystkich grup etnicznych. Co w końcu – o ironio! – przyczyniło się do jego upadku.
9. Katolickie jest to, co jest zgodne z prawem Bożym (naturalnym czy objawionym). A to jest zawsze w interesie nie tylko jednego narodu, lecz całej ludzkości, aczkolwiek może to być wbrew partykularnemu, egoistycznemu interesowi poszczególnego narodu. Kościół nigdy nie zmieniał swoich zasad czy to teologicznych czy etyczno-społecznych. Mogły się zmieniać jedynie drugo- czy trzeciorzędne zalecenia o charakterze praktycznym, oparte na konkretnych doświadczeniach i odnoszące się do specyficznych sytuacyj. Wiele z tych zasad, jako że oparte są one na Objawieniu, są uznawane także przez prawosławnych czy protestantów, aczkolwiek w nierównym stopniu, tzn. o wiele bardziej przez prawosławnych niż przez protestantów. U prawosławnych głównym problemem jest cezaropapizm, tzn. nagminna ingerencja władzy świeckiej w życie Kościoła. Sprzeciwia się to dość wyraźnie Ewangelii. W protestantyźmie problemy są jeszcze poważniejsze, oprócz praktycznego poddaństwa wobec władzy świeckiej. W protestantyźmie klasycznym głową “kościoła” był władca świecki – książę, król, cesarz; tzw. “biskupi” pojawili się w protestantyźmie dopiero po I-ej wojnie światowej, po prostu z braku książąt, królów itd. Jest absurdalne mówienie tutaj o jakichś “charyzmatach”. Albo niezależność Kościoła od władzy świeckiej jest wolą Chrystusa (jak słusznie głosi katolicyzm), albo nie jest (jak przynajmniej praktykują prawosławni i protestanci). Władzom świeckim oczywiście bardziej podoba się ta druga alternatywa, bo nie stawia granic ich pazerności na władzę.
10. Nacjonalizm u Rousseau jest ściśle powiązany z jego naturalizmem, przy czym naturalizm ten znacznie odbiega od zasad prawa naturalnego, aczkolwiek nań się powołuje. W sumie jest to ideologia wewnętrznie sprzeczna, to raczej zlepek demagogicznych haseł, po części pustych, po części absurdalnych, a przede wszystkim mętnych, choć literacko zgrabnie ujętych. Wewnętrzne powiązania masonizmu z nacjonalizmem zaznaczyłem wyraźnie w poprzednim wpisie. Fakt, że nazista Hitler zakazał działalności lóż masońskich nie przeczy tym powiązaniom. Podobnie jak oczywiste jest, że przeniósł na rasę niemiecką nazizm z pochodzenia żydowski, prześladując Żydów jako konkurentów. Jest to prosta zasada konkurencji. Fakt, że Volkswagen zwalcza Opla nie oznacza, że sam nie buduje samochodów. Jest ponadto jasne, że Hitler był jedynie narzędziem niemieckich lóż ezoterycznych. Przez cały okres swojej kariery politycznej był wspierany przez banki i koncerny przemysłowe, także amerykańskie, i trwało to przynajmniej do początku wojny.
11. Jest wielkie zamieszanie w posługiwaniu się pojęciami prawica-lewica. Wielu przypina sobie etykietki dla maskowania się i dezorientacji, wykorzystując ignorancję i niedouczenie.
Oczywiście absolutyzm jest niechrześcijański. Tym niemniej rozwinął się głównie w łonie protestantyzmu, jak za Henryka VIII w Anglii. Korzenie można dostrzec w sporze o inwestyturę. Chodzi właściwie o skażenie bizantynizmem – cezaropapizmem – trwające w tradycji politycznej niemieckiej. Przejęli to niestety także Habsburgowie, aczkolwiek ich absolutyzm był raczej umiarkowany.
12. Podkreślanie roli Biblii w oderwaniu od sakramentów oraz nauczania Kościoła jest dość niebezpieczne i trąci protestantyzmem. Wszyscy heretycy opierali się na Biblii.
Nie bardzo rozumiem, na czym miałoby polegać “dogmatyczne działanie” rozumu. Domyślam się, że może chodzić o przyjmowanie prawd nieudowodnialnych i nie podległych dyskusji. Przede wszystkim każda nauka ma pewien zasób takich prawd, zwanych axjomatami. Bez nich żadna nauka nie może funkcjonować. Dotyczy to także teologii, której specyfika polega na tym, że jej axjomatami są prawdy objawione. Nie podlegają one wprawdzie dowodzeniu, można jednak wykazać ich zgodność z rozumem, choć one rozum przerastają. Poddanie się im nie oznacza więc gwałtu na rozumności, lecz wręcz przeciwnie – jej wzmocnienie i udoskonalenie.
Coś przeciwnego głosili natomiast propagatorzy haseł “wolność słowa, sumienia, wyznania”, próbując oderwać wolność od prawdy, co jest absurdalną manipulacją. Oczywiście prawda nie usprawiedliwia ani nie wymaga przymusu fizycznego, lecz – jak podkreśla Sobór Watykański II – przekonuje przez samą siebie, nie potrzebując przemocy fizycznej, a nawet nie znosząc tej przemocy, gdyż przemoc w kwestii prawdy sprzeciwiałaby się prawdzie o człowieku jako zdolnemu do prawdy. Nie oznacza to jednak, jakoby nie wolno było poddawać ograniczeniom szerzenie fałszu i zła. Byłby to absurd, i to bardzo niebezpieczny, jako że podważający sam porządek moralny i społeczny. Problemem jest tylko znalezienie granicy między fizycznym nieprzymuszaniem do prawdy a ochroną przez fałszem i złem.
13 mar 2009 @ 00:09
ad “Krzysztof: 12 marca 2009 @ 18:29″
Zamieszczenie tekstu ma ten sens, że można się zapoznać z całością i to w originale, bez wypaczających treść opuszczeń i przeinaczeń w tłumaczeniu. Jeśli ktoś nie potrafi czytać w oryginale, nie powinien się wypowiadać o treści bulli.
Bulla nie jest antyżydowska. Jest najbardziej przyjazną ówcześnie regulacją prawną statusu Żydów, i to w państwie bądź co bądź katolickim, i to mimo zawartych w talmudzie bluźnierstw przeciwko wierze katolickiej i nawoływań do prześladowania katolików.
13 mar 2009 @ 01:56
Ale się narobiło….Panie sacdjo, bardziej się z Panem nie mogę już zgodzić niż w tej kwestii, iż “Rozum zaś jest ograniczony we wieloraki sposób.”
Bóg zaś obdarzył człowieka wolną wolą i dlatego może on być katolikiem, protestantem, masonem, ateistą, itd.
Natomiast, chroń proszę Panie Boże Polskę, przed takimi katolikami, jak Pan, Panie sacdjo, którzy nie rozumieją, że Królestwo Boże to nie tu i teraz, i że najlepiej nawracać jest samego siebie, a nie wszystkich w około.
Rozumiem też, z Pańskich wypowiedzi, swoim ograniczonym w wieloraki sposób rozumem, Panie sacdjo, że Polakmi nie są (tzn. ‘prawdziwymi Polakami’) np. moi rodacy z okolic Białegostoku, bo są oni wyznania prawosławnego…czyli są to tacy pod-Polacy, coś jak Untermenschen, a nawet pewnie prawie jak Juden w III Rzeszy??? Tzn. wiem, że nie chodzi od razu o fizyczną eksterminację, ale Królestwo Boże, to nie dla nich. I Pan o tym wie.
Panie sacdjo, mimo wszystko, wierząc w Boga, Stworzyciela wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych, poczekam sobie do Sądu Ostatecznego. Dla mnie jest Pan, powiedziałbym, współczesnym przykładem rycerza krzyżowego. I życzę Panu zbawienia!
Natomiast sobie życzę Polski tolerancyjnej społecznie i religijnie, gdzie szanuje się prawo, przodków, którzy w dobrej wierze oddali życie za wolną Polskę (w przeciwieństwie do Pana nie wierzę w dowódców, Polaków, masonów czy katolików, którzy wysyłają na bezmyślną rzeź rodaków, tylko po to, żeby ułatwić ‘robotę’ wrogom własnej społeczności i własnego kraju – każde z Powstań miało swój cel), gdzie szanowana i kultywowana jest tradycja, gdzie szanowane jest życie ludzkie (cywilizacja życia), także gdzie młodzi i starzy dumni są z osiągnięć naukowych i cywilizacyjnych swojego kraju/regionu, gdzie młodzi i starzy nie są relatywistami i hipokrytami (nie jeżdżą po kontrakty lub na olimpiadę do Chin i udają, że problem przestrzegania praw człowieka (choćby prawo do życia) nie istnieje), no i gdzie w końcu młodzi i starzy szanują swój kraj (moja ulubiona ekologia), swoją społeczność i swoje państwo (szacunek do prawa). To jest taka moja osobista wizja polityczna. Obawiam się, że pożytku w budowaniu Polski wg. Pańskich wyobrażeń, to ze mnie nie będzie (podkreślam: Królestwo Boże tak, ale nie na tym świecie – zbyt jest on niedoskonały).
I na koniec uwaga do ‘otwartości Kościoła katolickiego’, którą to tak Pan, Panie sacjdo, w jednym z Pańskich postów wychwalał. Otóż przedwczoraj mieliśmy okazję się przekonać, jak to jest z tą OTWARTOŚCIĄ (jednak życie pisze najlepsze scenariusze). Otóż Stolica Apostolska uznała sprawę lustracji w polskim Kk za zamkniętą i zrobiła to w oparciu o dokumentację przekazaną do Watykanu przez specjalną komisję, powołaną w tym właśnie celu przez Kk w Polsce. I ta decyzja mnie ‘ani ziębi, ani grzeje’, czyli ani cieszy, ani bulwersuje. Uważam, że jest to próba pogrzebu tematu, tyle że ja wierzę w zmartwychwstanie PRAWDY, choćby na Sądzie Ostatecznym;))) Ale nie o to chodzi. Otóż, chodzi o to, iż rzecznik prasowy Konferencji Episkopatu Polski (niestety nie pamiętam nazwiska księdza) zapytany, czy dokumentcja przekazana do Watykanu, na podstawie której podjęto taką właśnie decyzję, zostanie przekazana również polskiej opinii publicznej powiedział, że nie ma takiej potrzeby, bo i tak komisja działała w oparciu o dokumenty zgromadzone przez IPN, a te są w wiadomym miejscu. I to jest właśnie ta PRZYSŁOWIOWA JAWNOŚĆ Kk – nazwałbym ją nawet ‘JAWNOŚCIĄ MASOŃSKĄ’. Ale cieszy mnie Pańska niezłomna wiara. Gratuluję jej Panu, Panie sacjdo.
13 mar 2009 @ 10:08
@sacdjo.
Naprawdę, przyznaję rację: bulla jest “najprzyjźniejsza Żydom jak na tamte czasy”
Pewnie się ucieszyli i mieli ochotę całować papieża po rękach za pomysł stworzenia im getta, zabronienia handlu, trzymania służby chrześcijańskiej (podczas gdy chrześcijanom to przysługiwało), obowiązku noszenia żółtych kapeluszy (archetyp odznaczenia z gwiazdą Dawida za Hitlera). Pewnie się ucieszyli, że na rozkaz Piusa IV odebrano im prawo być tytułowanym per “pan”/”pani”;) Naprawdę, Panie sacdjo, pański komentarz był przemyślany i Żydzi powinni Pana jeszcze przeprosić, że żyją. A niedokładność tłumaczenia z łaciny (jak widać rażąca;), którą Pan zarzuca tłumaczom, to, niech zgadnę, wynik knowań światowego żydostwa?
13 mar 2009 @ 10:11
Przypominam że propagowanie treści antysemickich podpada pod paragrafy 256 i 257 kodeksu karnego.
Wydaje się dość szczególne, że pan Marek Jurek toleruje pełne wrogości, szkalujące ludzi, szowinistyczne i antysemickie wypowiedzi niektórych komentatorów. Czyżby one wyrażały jego stanowisko w tych sprawach?
Przydałoby się jakieś wyjaśnienie z jego strony. Blog pana jest także miejscem publicznym i nie może być nieskrępowanym forum dla agitatorów antysemityzmu, jak niejaki sacjdo, którego może chronić np. stwierdzona klinicznie niepoczytalność, a pana MJ niekoniecznie.
————-
Bardzo też proszę administratora blogu o usunięcie stąd wpisów naruszających obowiązujące w Polsce prawo.
13 mar 2009 @ 10:38
@ fidel
Królestwo Boże można budować na ziemi, do tego wzywa Kościół. Oczywiście w sensie głoszenia Ewangelii, praktykowania sakramentów i budowania cywilizacji miłości, a nie w tym sensie, że przed końcem świata tu na ziemi da się stworzyć drugie niebo. Niebo na ziemi, dążenie do zbudowania cywilizacji miłości jest ciągłym zadaniem, ostatecznie zaś mamy dostąpić oglądania Boga twarzą w twarz w niebie. Natomiast błędem niektórch katolików jest zbyt silne akcentowanie polityki. Np. sacdjo zakłada, że katolicyzm jest taki, protestantyzm i prawosławie w swej naturze takie i takie. Uznaje wprawdzie, że absolutyzm jest niechrześcijański z natury, jednak różnicuje: protestantyzm, prawosławie, czy talmud postrzega jednoznacznie jako przyczynę absolutyzmu, podczas gdy katolicyzm już nią nie jest. Tak więc wg niego tylko poszczególni katolicy ulegają tym tendencjom, podczas gdy u innych wynika to z istoty ich wiary, czy ideologii. Jednym ze źródeł krzywdzenia innych jest koniunkturalizm polityczno-ideologiczny, któremu ulegać może każdy. Nie tylko masoni, komuniści i faszyści, ale także skiny, dresiarze, czy współcześni krzyżowcy.
13 mar 2009 @ 11:42
ad “fidel” etc.
Wygląda na to, że ktoś ma tutaj zwielokrotnienie jaźni…
Pytanie do admina: gdzie jest mój wpis do “Ebenezer”a ze wczoraj?
13 mar 2009 @ 15:35
Powiązania i współpraca hitlerowskiej gestapo i (żydowsko-)sowieckiego nkwd są historycznie oczywiste:
http://www.nkwd-und-gestapo.de/index.html
13 mar 2009 @ 16:27
sacdjo, strasznie nudzisz człowieku.
—————
Może warto zmienić płytę? Proponuję odskok
http://www.youtube.com/watch?v=VzFpg271sm8
13 mar 2009 @ 17:32
Ebenezerowi dedykuję jako przykłady:
1) Sepher Or Israel 177 b:
הםיר חיות הקליפות ותמיתם ואז תעלה השכינה כאילו הקטרת קטורת
2) Abhodah zarah 26 b:
כשר שכנוים הרונ
13 mar 2009 @ 18:01
Cytaty z talmudu:
1) Sepher Or Israel 177 b:
הםיר חיות הקליפות ותמיתם ואז תעלה השכינה כאילו הקטרת קטורת
2) Abhodah zarah 26 b:
כשר שכנוים הרונ
13 mar 2009 @ 18:06
1) Sepher Or Israel 177 b:
הםיר חיות הקליפות ותמיתם ואז תעלה השכינה כאילו הקטרת קטורת
2) Abhodah zarah 26 b:
כשר שכנוים הרונ
13 mar 2009 @ 18:27
Stanowisko kościoła wobec niebezpieczeństwa żydowskiego w dawnej Polsce
MICHAŁ MORAWSKI
Celem niniejszej pracy jest przedstawić stanowisko Kościoła w sprawie żydowskiej i niebezpieczeństwa żydowskiego w dawnej, przedrozbiorowej Polsce na podstawie źródeł ustawodawstwa Kościoła Polskiego, będącego zarazem wykonaniem odpowiednich konstytucji papieskich, dekretów i kanonów powszechnego prawa kościelnego.
Niebezpieczeństwo żydowskie zawsze było aktualne w całym świecie chrześcijańskim, a szczególnie w Polsce, gdzie, podobnie jak dziś tak i dawniej, poprzez całe dzieje naszego bytu państwowego i narodowego, było ono zawsze, w porównaniu do innych krajów, państw i narodów, stosunkowo najgroźniejsze.
Kościół od wieków w tej sprawie tak ważnej i zawsze aktualnej zabierał niejednokrotnie głos i wydał cały szereg przepisów prawnych nie tylko w celu pozyskania żydów dla Wiary Chrystusowej i zapewnienia należytej opieki żydom już nawróconym, ale również i dla obrony ludności chrześcijańskiej przed złym i gorszącym wpływem żydostwa.
Dzisiaj, kiedy zdrowy odruch obrony przed zalewem i niebezpieczeństwem żydowskim wśród społeczeństw chrześcijańskich także i w naszym narodzie coraz bardziej budzi się, wzrasta i z dniem każdym wzmaga na siłach, poznanie przepisów kościelnych minionej przeszłości o żydach pozwoli nam w pracy nad odżydzeniem naszego kraju kroczyć pewną i utartą od wieków drogą nauki Kościoła, który przecież powołany jest przede wszystkim do wskazywania ludzkości środków zaradczych i obronnych przeciwko grożącym jej zbawieniu niebezpieczeństwom, zwłaszcza ze strony żydów, zapamiętałych wrogów Kościoła, wiary, moralności i kultury chrześcijańskiej.
Tym bardziej zaś opracowanie tego zagadnienia na podstawie całokształtu zbiorów konstytucji synodalnych i źródeł ustawodawstwa Kościoła Polskiego staje się obecnie konieczne, że od pewnego czasu coraz częściej zajmuje się nim i prasa periodyczna, która niejednokrotnie powołuje się na różne uchwały synodalne synodów polskich w kwestii żydowskiej, ale nie zawsze ściśle i zgodnie z treścią samych źródeł, z których czerpie.
Materiał źródłowy, na którym opiera się niniejsza praca, stanowią konstytucje synodalne i listy pasterskie biskupów polskich, drukowane oddzielnie lub w zbiorowych wydawnictwach, znajdujące się w Bibliotece im XX. Zenona i Stanisława Chodyńskich we Włocławku. Niektóre synody, należące do rzadszych druków, dostępne mi były tylko w wiernych i pełnych odpisach, z egz. drukowanych, sporządzonych staraniem XX. Chodyńskich (są to synody: chełmskie 1604, 1624, 1644, wileńskie 1633 i 1685, lwowski 1641, łucki 1621, płocki 1643 i przemyski 1723). Z technicznych czysto względów, ponieważ niektóre synody nie mają nawet paginacji lub podziału na rozdziały, cytuję zwykle ogólnie sam synod, a w wyjątkowych tylko razach podaję dokładniejsze cytaty, zwłaszcza jeżeli jakiś synod jest więcej obszernym zbiorem konstytucji lub został wydrukowany nie osobno, lecz w zbiorowym wydawnictwie oraz w tych wypadkach, gdy powołuję się na przepisy prawa Kościelnego Powszechnego, drukowane przy synodach polskich.
ROZDZIAŁ I – Stosunek Kościoła do żydów
§ 1. Stanowisko zasadnicze Kościoła względem żydów
Kościół Katolicki w myśl Chrystusowego przykazania miłości bliźniego nie tylko zawsze zabraniał krzywdzić i prześladować żydów, ale nadto roztaczał nad nimi troskliwą i ojcowską opiekę. To przyjazne stanowisko Kościoła względem żydów jest uzasadnione następującymi jeszcze pobudkami:
1-o żydzi są tym narodem, niegdyś wybranym, z którego wyszedł nasz Boski Zbawiciel, P. Jezus;
2-o pierwsi chrześcijanie nawróceni i przyjęci do Kościoła byli również spośród żydów;
3-o żydzi rozproszeni po różnych krajach i państwach chrześcijańskich, jako wieczni tułacze i wygnańcy palestyńscy, wydziedziczeni ze swej ojczyzny, swoją wśród nas, chrześcijan, obecnością przypominają nam Mękę P. Jezusa i umacniają naszą wiarę przez to, że jako ponoszący karę wygnania za swą niewierność, wydanie na śmierć i ukrzyżowanie Boskiego Zbawcy, tym samym jednocześnie są wszędzie i po wszystkie czasy żywymi świadkami naszego Odkupienia;
4-o wreszcie żydzi, na równi z całą ludzkością, zostali odkupieni przez Mękę i śmierć krzyżową Zbawiciela i mają prawo i możność nawrócić się do wiary chrześcijańskiej.
Właśnie ta ostatnia pobudka – nadzieja pozyskania żydów dla Wiary Chrystusowej – zadecydowała może najwięcej o tak przychylnym ustosunkowaniu się Kościoła względem żydów, mimo ich wielkiej przewrotności.
Kościół Katolicki, w myśl swej uniwersalności, pomny na owe słowa i obietnicę swego Boskiego Założyciela, Chrystusa Pana, że kiedyś przed końcem świata wszyscy niewierni nawrócą się do Niego i będzie jedna owczarnia i jeden pasterz, zawsze żyje tą myślą i nadzieją, że żydzi – naród niewierny – zostanie z czasem wyprowadzony z ciemności swoich i do światła prawdziwej Wiary się nawróci. I dlatego też w liturgii kościelnej znajduje się osobna modlitwa za żydów w intencji ich nawrócenia i Kościół zawsze czynił usilne starania o nauczanie i uświadamianie żydów w wierze chrześcijańskiej, by pozyskać ich w poczet wiernych swoich wyznawców.
W większych i ludniejszych miejscowościach, gdzie żydzi mieli swoje synagogi, kapłani katoliccy i kaznodzieje osobno wyznaczani, w myśl bulli pap. Grzegorza XIII z 1584 r., odnowionej przez papieża Klemensa XI bullą z 1704 r., byli obowiązani wygłaszać do żydów co tydzień nauki i przedstawiać im przystępnie wszystkie prawdy wiary chrześcijańskiej, kładąc szczególniejszy nacisk w swoich przemówieniach na Stary Testament, a unikając przy tym wszelkich napaści na żydów, szorstkich odezwań się czy złośliwych i krzywdzących uwag pod ich adresem.
Wszyscy zaś kaznodzieje w kazaniach głoszonych do wiernych po kościołach byli nadto obowiązani czuwać, by czasami jakim słowem nieostrożnym nie stali się przyczyną wywołania wśród ludności chrześcijańskiej rozruchów przeciwko żydom. Podobnie też i scholarom, uczniom szkół katolickich, surowo było przez władze kościelne wzbronione prześladowanie i krzywdzenie w jakikolwiek sposób żydów.
§ 2. Stosunek Kościoła do żydów nawróconych
Aby ułatwić żydom nawracanie się do wiary chrześcijańskiej oraz zapewnić im po nawróceniu byt materialny i ochronę przed nędzą i niedostatkiem, Kościół w ciągu wieków wydał cały szereg przywilejów na rzecz nawróconych żydów. Postępowanie takie św. Matki Kościoła jest zgodne z całym duchem i myślą przewodnią nauki Chrystusowej oraz przepisów prawa kanonicznego, w myśl których nawróceni do wiary chrześcijańskiej, po przyjęciu Chrztu św., powinni w lepszym stanie życie prowadzić, aniżeli przedtem, aby wypełniły się na nich te słowa Pisma św.: “Szukajcie naprzód Królestwa Bożego, a to wszystko przydane wam będzie” (św. Łuk. 12,30). A nawet i rozum sam domaga się, by tych świeżo nawróconych, początkujących na drodze wiary, ojcowską otoczyć opieką i zatroszczyć się o ich utrzymanie i wyżywienie, by snadź słabsi i mniej odważni spośród nich nie obawiali się przystać do religii chrześcijańskiej i w niej wytrwać, z bojaźni i lęku czy to popadnięcia z tego powodu w nędzę i niedostatek, czy też utracenia posiadanych przed swoim nawróceniem praw do majątku po rodzicach lub innych krewnych, nadal pozostających w błędach niedowiarstwa.
Z ważniejszych w tym względzie dokumentów papieskich należy wymienić konstytucje papieży: Pawła III z 1542 r., Grzegorza XIII z 1581 r. i Klemensa XI z 1704 r., który wszystkie zarządzenia w tym przedmiocie swoich poprzedników odnowił i rozszerzył.
Bulla pap. Pawła III z dn. 21 III 1542 r. jest tą najważniejszą i podstawową konstytucją papieską, regulującą obszernie i szczegółowo stanowisko Kościoła względem nawróconych żydów, a mianowicie:
Każdy nawracający się do wiary chrześcijańskiej żyd, chociażby jako niepełnoletni i bez zgody rodziców to uczynił, tym samym nie traci, ale zatrzymuje nadal w całej pełni i nienaruszone prawo własności do wszelkiej ruchomości i nieruchomości, jakie poprzednio posiadał. I spadek ten czy własność należy mu się zarówno z majątku ojcowskiego, jak i macierzyńskiego i nie tylko po śmierci, ale i za życia rodziców, którzy też nie mogą żadnym aktem prawnym czy testamentem nawróconego syna czy córkę wydziedziczyć z niego ani całkowicie ani częściowo. Gdyby zaś ten majątek spadkowy pochodził z lichwy, to w wypadku gdy nie ma osób pokrzywdzonych tą lichwą, względnie ich prawowitych spadkobierców, którym z prawa powinien być zwrócony, może być przekazany jako na cel pobożny na własność nawróconych żydów według uznania władzy kościelnej. Nikt zaś ani spośród duchownych ani świeckich osób, pod groźbą wpadnięcia w karę klątwy, nie może żydom nawróconym robić żadnej wymówki czy przykrości z powodu posiadania przez nich takiego majątku. [...]
W celu zaś zabezpieczenia nawróconych żydów od powrotu do judaizmu biskupi ordynariusze mają im pod groźbą surowych kar zabraniać praktykowania zwyczajów i odprawiania obrzędów żydowskich, a więc: grzebania zmarłych na wzór żydowski, świętowania wspólnie z żydami soboty, czy innych świąt żydowskich itp. Natomiast tym bardziej mają biskupi czuwać nad tym i stanowczo tego się domagać, by neofici – nawróceni żydzi – sumiennie uczęszczali do kościołów katolickich na nabożeństwa i kazania, na równi z innymi katolikami i we wszystkim przystosowywali się do sposobu życia i zwyczajów chrześcijańskich oraz przepisów Kościoła Katolickiego.
Gdyby zaś którzy spośród nawróconych żydów sprzeniewierzali się tym obowiązkom i przepisom, mają o takich proboszczowie oraz inni, do których to z obowiązku i starodawnego zwyczaju należy, donieść biskupowi ordynariuszowi lub inkwizytorom, a nawet wezwać niekiedy w razie potrzeby pomocy władzy świeckiej celem odpowiedniego ich ukarania tak, aby to dla drugich było na przyszłość odstraszającym przykładem. [...]
§ 3. Środki zaradcze Kościoła przeciwko niebezpieczeństwu żydowskiemu
Kościół pozwalał żydom przebywać w krajach chrześcijańskich pod warunkiem szanowania i nienaruszania obowiązujących praw krajowych, zarówno państwowych, jak i kościelnych. Ponieważ jednak żydzi od samego początku nadużywali udzielonej im gościny, dopuszczając się różnych występków i będąc zgorszeniem dla chrześcijan, dlatego Kościół zmuszony był ograniczać tę samowolę i przewrotność żydowską różnymi przepisami a nawet sankcjami karnymi, które odnoszą się nie tylko do żydów, ale i do chrześcijan utrzymujących stosunki z żydami. Miały one na celu obronę krajów chrześcijańskich przed zbytnim zażydzeniem jak również zabezpieczenie ludności chrześcijańskiej, stykającej się z żydami, od złego i gorszącego wpływu żydostwa.
Były to przepisy dotyczące: ubioru żydów, położenia i liczby synagog, domów i mieszkań żydowskich, sposobu odprawiania nabożeństw i obrzędów żydowskich, wnoszenia przez żydów opłat proboszczom i kościołom parafialnym za miejsce zajmowane w parafii, zachowania się w czasie świąt i nabożeństw katolickich, uprawiania handlu, lichwy, leczenia chorych, zajmowania urzędów i stanowisk publicznych, służby chrześcijan u żydów, obcowania chrześcijan z żydami itp. Przepisy te zawarte w prawie kościelnym powszechnym były wprowadzane w życie z odpowiednimi obostrzeniami i uzupełnieniami w poszczególnych krajach chrześcijańskich przy pomocy synodów, listów pasterskich i rozporządzeń biskupich.
W Polsce, gdzie niebezpieczeństwo żydowskie było stosunkowo zawsze najgroźniejsze, ustawodawstwo kościelne, dotyczące żydów, jest szczególnie bogate. Obejmuje ono wszystkie przepisy pod tym względem Kościoła powszechnego, ale wybitnie rozszerzone i obostrzone uzupełniającymi statutami synodalnymi i rozporządzeniami biskupimi, wywołanymi potrzebą zapobiegania zalewowi naszego kraju przez żydów. Toteż ustawodawstwo Kościoła Polskiego w tym przedmiocie odzwierciedla nam zarówno smutny obraz zażydzenia dawnej Polski, jak i środki zaradcze przedsiębrane przez ówczesnych biskupów polskich celem obrony naszego narodu tak przed zalewem żydów, jak i przed niebezpieczeństwem żydowskim.
ROZDZIAŁ II – Niebezpieczeństwo żydowskie w dawnej Polsce
§ 1. Zalew dawnej Polski przez żydów
Żydzi przybyli do Polski już w zaraniu naszych dziejów. Pierwotnie byli jeszcze stosunkowo nieliczni w naszym kraju, ale później, zwłaszcza od w. XVI z powodu prześladowania ich na zachodzie, zaczynają masowo osiedlać się na ziemiach polskich, w dobrach królewskich i szlacheckich, przeważnie po miastach i miasteczkach a rzadziej po wsiach, tworząc gminy, podlegające w myśl przywilejów książęcych i królewskich, które sobie w międzyczasie wyjednywali, sądownictwu księcia, względnie wojewody czy podwojewodziego.
Ten zalew żydowski szczególnie w okresie od XVI-XVIII w. w szybkim tempie rozszerza się po całej Polsce, najpierw w Małopolsce i na ziemiach wschodnich, a później i w innych dzielnicach Polski. Nawet i te ziemie, jak Mazowsze i Prusy, które w myśl obowiązujących tam od dawna osobnych statutów dzielnicowych, odnawianych na sejmikach jeszcze w XVIII w., były długo wolne od żydów, teraz również zostają objęte tym rozszerzającym się wciąż zalewem żydowskim.
Jedynie dobra kościelne, miasta biskupie, kapitulne i klasztorne, należące do duchowieństwa świeckiego czy zakonnego, dzięki surowym zakazom, wychodzącym od władz kościelnych, najdłużej bo aż do samych rozbiorów, bronią się skutecznie przed tym zalewem i nie dopuszczają do siebie żydów, którzy jednak ostatecznie z czasem uzyskują prawo i pozwolenie na stałe osiedlanie się w nich, ale dopiero wtedy, gdy z końcem XVIII w. rządy zaborcze konfiskują je na rzecz skarbu państwa. [...]
Zalew żydowski w Polsce nie tylko ekonomiczne i materialne przynosił straty ludności chrześcijańskiej, ale i moralne. Żydzi bowiem, ufni w poparcie możnych opiekunów i protektorów, byli zarazem szerzycielami zamętu i buntu przeciwko obowiązującym w kraju prawom i konstytucjom tak kościelnym, jak i państwowym oraz byli gorszycielami i sprawcami wszelkiego rodzaju zdrożności, zbrodni, świętokradztw itp. występków.
§ 2. Niebezpieczeństwo żydowskie w dawnej Polsce w świetle źródeł kościelnych
Ten nad wyraz smutny obraz dawnej Polski, owładniętej groźnym zalewem i niebezpieczeństwem żydowskim, przedstawiają nam ówczesne źródła kościelne zwłaszcza od XVI do XVIII w., a mianowicie: synody Kościoła Polskiego tak prowincjonalne, jak i diecezjalne od XIII w. aż po koniec w. XVIII, listy pasterskie biskupów polskich i bulla papieża Benedykta XIV z 1751 r. do biskupów polskich w sprawie żydów w Polsce. eródła te przedstawiają nam coraz bardziej wzrastający rozkładowy wpływ i panoszenie się żydów, smutny obraz Polski zażydzonej, niszczonej i doprowadzanej do ruiny materialnej i moralnej przez wyzysk, podstęp, oszustwo i działalność wywrotową, nieustannie rozszerzającego się żydostwa, wdzierającego się do życia, zarówno prywatnego, jak i publicznego naszego narodu. W obliczu tak opłakanego stanu i położenia narodu polskiego papież Benedykt XIV i biskupi biją na alarm, wzywają do walki i obrony przed wdzierającym się wszędzie w naszym kraju żydostwem. Dowodem tego są niektóre z tych źródeł, których treść w omówieniu podaję niżej.
A. Synody prowincjonalne
Synod piotrkowski 1542
Celem przeciwdziałania masowemu osiedlaniu się żydów i niebezpieczeństwu żydowskiemu w Polsce, które szczególnie stało się groźne dla narodu polskiego od początku XVI w., biskupi polscy zebrani na synodzie prowincjonalnym w Piotrkowie (1542), uchwalają memoriał do króla z prośbą, aby, pomnąc na wielkie szkody i straty, jakie się dzieją Kościołowi i chrześcijańskiej ludności w całym państwie polskim z powodu przyjmowania na jego terytorium tak wielkiej liczby przewrotnych i bezbożnych żydów, wypędzanych z sąsiednich i innych krajów, zamknął całkowicie dostęp i napływ żydów do Polski, zmniejszył i ograniczył ich liczbę w całym państwie, zabronił im w ogóle osiedlania się w tych miejscowościach, w których dotąd ich wcale nie było i nie pozwalał im na wykupywanie domów z rąk chrześcijan, zobowiązując przy tym żydów, pod groźbą kary konfiskaty, do odprzedania w określonym czasie poprzednim właścicielom z powrotem tych domów i nieruchomości, które już od nich nabyli.
Synod piotrkowski 1557
Nowy memoriał biskupów polskich do króla w sprawie żydowskiej został uchwalony w piętnaście lat później, na synodzie prowincjonalnym w Piotrkowie 1557 r., pełen bólu i świętego oburzenia z powodu świeżo zaszłych wypadków świętokradzkiego znieważenia przez żydów Najśw. Sakramentu w Sochaczewie, Kaliszu i Kowalu oraz zamordowania w wielu miejscowościach Polski dzieci chrześcijańskich przy użyciu wyszukanych tortur i okrucieństwa. Tym bardziej boleją nad tym biskupi, głosi ów memoriał, że te zbrodnie i zniewagi, wyrządzane przez żydów Chrystusowi P. i Jego wiernym wyznawcom, uchodzą niekiedy bezkarnie. Oto za świętokradztwo dokonane w Kaliszu w ubiegłym roku winowajcy nie wiadomo na czyją instancję zostali wypuszczeni na wolność i nie ponieśli żadnej kary, zarówno żydzi, jak i ów przekupiony przez nich zbrodniarz, który za pieniądze sprzedał i wydał im Najśw. Hostię, pomimo że sam przed sądem przyznał się do tej strasznej zbrodni. Co więcej, żydzi nie tylko nie ponieśli żadnej kary za to świętokradztwo, ale podobno świeżo otrzymali jeszcze nowe przywileje i wolności. Toteż nic dziwnego, że rozzuchwaleni tą bezkarnością żydzi dopuszczają się w dalszym ciągu nowych zbrodni i świętokradztw. Oto niedawno, bo w ubiegłą Wielkanoc, w Kowalu, diec. włocławskiej, pewna zbrodnicza, niegodna chrześcijańskiego imienia, przekupiona przez żydów niewiasta, przyjąwszy w kościele niegodnie Komunię św. zaraz wyjęła z ust i zawinęła w chusteczkę Najśw. Hostię, by Ją następnie, jak się potem przyznała, sprzedać żydom. Ale zauważyli to wierni, będący na nabożeństwie w tymże kościele i zaraz zatrzymali ową niegodziwą kobietę, już wychodzącą ze świątyni i zmusili ją do oddania Najśw. Hostii.
Przedstawiwszy zbrodnie i świętokradztwa, popełniane przez żydów w Polsce, biskupi w końcu swojego memoriału zaklinają i błagają króla, aby przez cześć i miłość ku Chrystusowi P. nie pozwalał żydom znieważać najdroższych świętości religii chrześcijańskiej i obrażać uczuć wiernych jej wyznawców, by ukarał żydów surowo za popełnione zbrodnie, a także odebrał im i odwołał wszelkie udzielone im dotychczas przywileje i wolności. [...]
B. Synody diecezjalne
Synod chełmski 1604
Obrzydliwa przewrotność żydów zarówno w diecezji chełmskiej, jak i w całej Rzeczypospolitej doszła już do tego zuchwalstwa i bezczelności, że żydzi górują nad chrześcijanami nie tylko wszelkiego rodzaju handlem, ale nadto i panują nad ludem chrześcijańskim, nad nim się coraz bardziej srożą i znęcają, zajmując podstępnie w posiadanie czy też w dzierżawę majątki i dobra ziemskie. Tym bardziej zaś jest to bolesne, że przecież żydzi za własne grzechy i niewierność odrzuceni zostali przez Boga i poddani w wieczną niewolę, a tylko litościwa miłość chrześcijan pozwoliła im zamieszkiwać kraje chrześcijańskie. I oto za tę łaskawość odpłacają się teraz żydzi chrześcijanom czarną niewdzięcznością, za dobroć – obelgą, za życzliwość – pogardą, słowem, jak, według pospolitego przysłowia: “mysz w kieszeni, wąż na ręku i ogień na łonie”. Wobec takiej przewrotności żydowskiej wszyscy wierni katolicy, pomni na odpowiedzialność przed Bogiem na Sądzie, jak również pomnąc na to, że zostali odkupieni Krwią Najśw. Zbawiciela, ukrzyżowanego z winy bezbożnych żydów, powinni zerwać wszelkie stosunki z żydami, nie popierać ich wcale i ze wszystkich sił powściągać ich niegodziwość. [...]
Synod poznański 1720
Przewrotny naród żydowski, dyszący zawsze największą nienawiścią przeciwko Panu i Zbawicielowi naszemu oraz całemu Chrześcijaństwu, im bardziej surowymi prawami Królestwa naszego jest ograniczany i krępowany, tym zuchwalej i bezczelniej sobie postępuje wbrew tym prawom i wszelkim zakazom, a opierając się na możnych protekcjach wszystko ma w pogardzie i nic nie pozostawia nienaruszonym. Tak więc bezkarnie żydzi wyniszczają i doprowadzają do ruiny majątkowej ludność chrześcijańską w Polsce przez niesprawiedliwą lichwę, a nawet pozbawiają wielu chrześcijan zarobków, środków i sposobów do życia przez zajmowanie się wszelkiego rodzaju handlem i sprzedażą drogocennych rzeczy, towarów, mięsa i wszelkiego rodzaju produktów żywnościowych, przez propinację napojów alkoholowych, arendy czy dzierżawienie browarów, gorzelni, gospód i zajazdów publicznych, karczem a nawet niekiedy i dóbr ziemskich. Co więcej, żydzi tak się panoszą w Polsce, że już się mieszają do urzędów publicznych, ceł, mennic, krzywdząc skarb państwa, jak również niejednokrotnie pełnią władzę przełożeńską, administracyjną i zwierzchnictwo nad ludnością chrześcijańską w niektórych miejscowościach. Żydzi w niebywale szybkim tempie zalewają całą Polskę. Po Małopolsce i kresach wschodnich, które całkowicie już zalali, wdzierają się ostatnio coraz bardzo do Wielkopolski, a nawet i Mazowsze, niegdyś zupełnie wolne od żydów, obecnie coraz częściej jest przez nich nawiedzane i opanowywane. W obliczu zatem tak groźnego niebezpieczeństwa wszyscy wierni wyznawcy religii chrześcijańskiej i prawdziwi czciciele Jezusa Chrystusa powinni się zjednoczyć i przejąć się jedną myślą i dążeniem walki z niebezpieczeństwem żydowskim i obrony przed zalewem Polski przez żydów, słowem nie popierania żydów, przeciwdziałania ich bluźnierstwom i świętokradztwom, wreszcie zerwania z nimi wszelkich stosunków.
Synod przemyski 1723
Żydzi, ten gad jadowity, ci wygnańcy palestyńscy, którzy już zalali całą Ruś (Małopolskę i kresy wschodnie) i szerzą się po całym Królestwie Polskim, bogacą się z krzywdy i wyzysku chrześcijan. Pełni pychy, nienawiści i chytrości stawiają sobie za główny cel swej przewrotnej działalności: podstęp, zbrodnie i wszelkiego rodzaju występki, bluźnierstwa, zniewagi i wyszydzanie Tajemnic Wiary naszej św. Jakże nad wyraz bolesną jest rzeczą, iż wielu spośród polskich magnatów i szlachty popiera żydów, dając im łatwiejszy do siebie dostęp aniżeli katolikom, łudząc się niby to nadzieją przyszłych czerpanych z żydów czynszów i pożyczek pieniężnych, a nie baczą na to, że pieniądze w tak nieuczciwy sposób zdobyte prędko utracą i ściągną na siebie i na swoje potomstwo karę Bożą i utratę błogosławieństwa. [...]
Synod lwowski 1765
“Cel i meta Kościoła Świętego Katolickiego, dla czego pozwala niewiernym mieścić się żydom między wiernymi nieskończonym skarbem Krwie Najświętszej Zbawiciela Naszego Jezusa Chrystusa odkupionymi, jest nie inna, tylko że ostatek Izraela nawróci się; że ten korzeń utrzymuje się dla ozdoby kwiatu, który wyszedł z pokolenia Żydowskiego, że z Żydów do Wiary Św. Katolickiej nawróconych początki swoje wziął Kościół Święty; żeby z nami mieszkając przypominali nam Mękę Zbawiciela Naszego, którą Mu ten Naród okrutnie zadał; żeby dla odrzucenia ich lepiej się na nich wydawała kara sprawiedliwości Boskiej, którą ponoszą, żeby przez ich tułanie, wiara nasza tym bardziej po całym świecie rozszerzała się; dla tego bowiem Naród ten ze swojego Królestwa wygnany i po całym świecie rozproszony, żeby tej wiary, której są głównymi nieprzyjaciółmi, nieomylne dawali świadectwo. Tej Świętej Kościoła Bożego Intencji Naród ten wszelkimi siłami w samych zaraz początkach sprzeciwiając się… tak się pod protekcjami mocniejszych rozszerza, że na ruinę i zniszczenie Chrześcijan całym usiłuje natężeniem, na którego poskromienie i utrzymanie… żeby niewierne Żydostwo, nieprzyjaciele Chrystusowego Krzyża… w tym tu prawowiernym Królestwie partykularnie w tej tu diecezji Naszej Lwowskiej zagęszczone góry nie brało, stosując się w tej mierze do Przodków Naszych… polegając na dyspozycji… Benedykta XIV… Papieża w Liście do wszystkich Arcybiskupów i Biskupów polskich w tej materii wyrażonej… niżej wyrażone artykuły ku obserwowaniu i zachowaniu podać umyśliliśmy. …A co najwięcej dobru pospolitemu z ich obcowania między Chrześcijany przynosi uszczerbku i szkody, tego tym bardziej zabraniać powinniśmy; a to zawisło na publicznej szkodzie całego Chrześcijaństwa: że ciż niewierni żydzi, mieszkając między nami, najwięcej zwykli się bawić obrzydliwymi lichwami i zdzierstwem z nas prawowiernych Chrześcijan”.
C. Listy pasterskie biskupów polskich
[...]
List pasterski biskupa żmudzkiego Jozafata Michała Karpa 1737
Nie ma w świecie drugiego narodu, któryby tak był przewrotnym i zabobonnym, tak wrogim i nienawistnym wierze chrześcijańskiej, jak naród żydowski, którego głównym i jedynym dążeniem jest zawsze to, by podstępnie, przez kradzieże, oszustwa i truciznę wyniszczać i rozpraszać wszelkie dobra, majątki i bogactwa chrześcijan. I jakże bolesnym a jednocześnie poniżającym jest to, że w Polsce jest wielu takich, którzy żydów popierają, pozwalają im na wszystko, wydzierżawiają im cła publiczne, karczmy itp. a nawet dobra ziemskie, poddając jednocześnie pod ich władzę ludność chrześcijańską, ludzi wolnych pod zwierzchnictwo niewolników.
D. Bulla papieża Benedykta XIV “A quo primum” z dn. 14 czerwca 1751 r. do biskupów polskich w sprawie żydów w Polsce
W połowie XVIII w. rozpanoszenie się żydów w Polsce doszło już tak daleko, że nawet sam papież Benedykt XIV, na przedstawienie i prośbę niektórych znakomitszych osobistości z Polski wydał osobną w tej sprawie do biskupów polskich encyklikę, w której zachęca ich do gorliwszej obrony narodu polskiego przed zalewem, jaki mu grozi ze strony żydów, a jednocześnie przedstawia smutny i opłakany stan naszego kraju zagrożonego niebezpieczeństwem żydowskim.
Pochwalając duchowieństwo polskie za niewpuszczanie żydów do dóbr kościelnych, Papież zaznacza, że na podstawie wiadomości otrzymanych z Polski od ludzi poważnych i wiarygodnych, którzy z płaczem przed nim się użalali, dowiedział się z niemałą boleścią w sercu o takich rzeczach, o których bez wylania łez z oczu swoich ojcowskich nie może mówić.
Oto w tej Polsce, wsławionej niegdyś tak wielkimi i pięknymi czynami, tak wiele się w ostatnich czasach odmieniło na gorsze, a to z tego powodu mianowicie, że rozmnożyła się w niej niepomiernie wielka liczba żydów. Doszło już bowiem do tego, że miasta, miasteczka i miejscowości, niegdyś całe chrześcijańskie, piękne i ozdobnymi opasane murami, teraz opustoszały, popadły w ruinę i pełne są obrzydliwości i to właśnie z winy żydów, którzy je opanowali, wyparli z nich ludność chrześcijańską, która tak zubożała, że w tłumie majętnych żydów zaledwie garstka ubogich katolików pozostała, wiodąc życie w wielkiej nędzy i niedostatku. Nadto, są takie parafie i miejscowości, gdzie wskutek zalewu żydowskiego tak się umniejszyła liczba wiernych, że kapłani, miejscowi duszpasterze, nie mając środków do życia i utrzymania, przymuszeni nędzą porzucać muszą swoje kościoły.
Co więcej, żydzi w Polsce, powiada Papież, zajmują wszystkie pożyteczniejsze kupiectwa i handle, towary, trzymają karczmy, mają w swoim ręku wyszynk i wyrób wielu likworów, nawet i wina, piastują urzędy publiczne i państwowe, dzierżawią dobra i przedsiębiorstwa, wsie, folwarki, pełnią władzę zwierzchnią nad ludnością chrześcijańską, z którą się w nieludzki sposób obchodzą.
Tak są srogimi żydzi dla ubogich chrześcijan wieśniaków, mówi Papież: “że gdy prawie nad nimi panują, nie tylko ich bezdyskretnym i prawie nieludzkim sposobem do robót zniewalają, ale i ciężarami podwody ich w daleką podróż naładowawszy, i ich samych, i dobytek obciążają, a nadto i kary na nich stanowią i częstokroć plagami nad ciałem ich się pastwią”. A owi nieszczęśliwi ludzie, chrześcijanie, muszą to wszystko znosić cierpliwie, bo żyd jest ich panem i dziedzicem, od którego woli i rozkazu zależą. A co gorsza, że do tej egzekucji, do wymierzania kar, plag i bicia chrześcijan żydzi najczęściej używają chrześcijanina, który bojąc się utracić chleba i służby przymuszony i zniewolony jest pełnić rozkazy żyda, swego jakby pana i jego srogość wykonywać na bracie swoim chrześcijaninie.
Ale nie tylko przez to oddawanie żydom publicznych urzędów i dzierżaw dzieje się wiele bezprawia katolikom. Liczniejsze i gorsze jeszcze pochodzą nadużycia, zgorszenia i szkody dla chrześcijan z tego powodu, że, powiada Papież: “w Dworach niektórych panów żydzi rządy domu i dyspozycje prowadzą, komisarskie urzędy sprawują, a tak według woli swojej dyspozycje czyniąc, we wszystkim słuchać się każą i panować nad Chrześcijanami usiłują”.
W miastach zaś żydzi zmuszają chrześcijan obojga płci do uległości, przetrzymują ich na stałej służbie w swoich domach, wyzyskują i krzywdzą ich nie tylko przez wszelkiego rodzaju handle, szynki, kupiectwa, ale nadto przez pożyczanie na lichwę pieniędzy, nieuczciwie na jednych chrześcijanach zdobytych, majątki innych chrześcijan rujnują i wycieńczają.
A jeżeli niekiedy owi żydzi sami pożyczają od chrześcijan pieniądze, to również nie w innym to czynią celu, jak tylko dlatego, powiada Papież: “ażeby temiż pieniędzmi kupcząc, handlując, z tych handlów pochodzącego zarobku prowizje płacili, sami się panoszyli, a wszystkich tych, którym winni zaciągnione od siebie pieniądze i osób i synagog protektorów mieli”.
***
Taki opłakany obraz dawnej Polski, zalanej przez żydów i zagrożonej niebezpieczeństwem żydowskim, przedstawiają nam konstytucje synodalne polskich synodów prowincjonalnych i diecezjalnych, listy pasterskie biskupów polskich oraz bulla papieża Benedykta XIV z 1751 r. do biskupów polskich o żydach w Polsce.
Z końcem XVIII w. ten stan zażydzenia Polski jeszcze bardziej się pogorszył, gdyż z chwilą rozbiorów i przeprowadzenia przez zaborców konfiskaty wielu dóbr kościelnych na rzecz skarbu publicznego i te dobra, dotąd wolne od zalewu żydowskiego, wskutek obowiązujących surowych zakazów kościelnych teraz stały się dostępne również i dla żydów, którzy zaczynają się odtąd masowo w nich osiedlać.
ROZDZIAŁ III – Ustawodawstwo Kościelne w dawnej Polsce o żydach.
§ 1. Ubiór żydów
Ubiór przepisany dla żydów nie był wszędzie jednakowy, ale zgodny był z miejscowymi i krajowymi zwyczajami.
W dawnej Polsce, w myśl starodawnego zwyczaju, postanowień synodu prowincjonalnego wrocławskiego z 1266 r. oraz przepisów państwowych, obostrzonych statutem Zygmunta I z 1538 roku, żydzi – mężczyźni, pod groźbą surowych kar, przewidzianych prawem kościelnym i państwowym, jak również prawem zwyczajowym danej ziemi czy dzielnicy, a także pod karami pieniężnymi (1 florena) i odpowiedzialnością sądową przed wojewodą lub wicewojewodą, obowiązani byli nosić na głowie wyróżniające ich od chrześcijan berety, czapki rogatywki, względnie kapelusze, lub inne okrycie głowy, zawsze koloru żółtego. Wyjątkowo tylko, gdy byli w podróży, to w myśl statutu państwowego z 1538 r. mogli owe wyróżniające ich od chrześcijan okrycie głowy zdejmować i chować.
Ponadto, w myśl ogólnych przepisów Kościoła Powsz., obowiązujących we wszystkich krajach chrześcijańskich, ogłoszonych także na polskich synodach, tak prowincjonalnych, jak i diecezjalnych, od czasów najdawniejszych aż po wiek XVIII, żydzi w Polsce, wszyscy bez wyjątku, zarówno mężczyźni, jak i kobiety, ilekroć znajdowali się poza domem, obowiązani byli zawsze nosić na wierzchnim ubraniu, na piersi po lewej stronie, naszyte lub wszyte kółko z czerwonego sukna. Gdyby który spośród żydów nie stosował się do tego przepisu, to z takim żydem chrześcijanie, pod groźbą surowych kar kościelnych, musieli zerwać natychmiast wszelkie stosunki. Chrześcijanin zaś, gdyby tę konstytucję synodalną sobie lekceważył i nadal z takim żydem obcował, to w myśl synodu prow. z 1279 r. tracił tym samym prawo wstępu do kościoła na tak długo, dopóki wobec władzy swojej duchownej, biskupa, opata, archidiakona czy innego zwierzchnika kościelnego nie przyrzekł i nie zobowiązał się na przyszłość nie przekraczania tego zakazu. Późniejsze synody, począwszy od synodu prow. wieluńsko-kaliskiego z 1420 r., karę tę na chrześcijanina złagodziły w ten sposób, że zostawiły swobodę określenia jej bliższego rodzaju uznania biskupa.
§ 2. Synagogi, nabożeństwa i obrzędy żydowskie
A. Synagogi
Już od pocz. XIII w. w każdym mieście czy miasteczku żydzi mogli posiadać jedną tylko synagogę i nie wolno im było wystawiać nowych synagog w miejscach, w których dotąd ich wcale nie było, jak również nie mogli przebudowywać i powiększać czy też z ruin odbudowywać starych synagog, które mogli co najwyżej tylko naprawiać i to tylko za wyraźnym pozwoleniem i zgodą biskupa.
Nawet i tego pozwolenia, które przewidywało prawo Kościoła Powsz., biskupi polscy na ogół nie chcą dawać, zwłaszcza od XVI w., ażeby w ten sposób skuteczniej walczyć z coraz bardziej groźnym i rozszerzającym się zalewem Polski przez żydów. Żydzi jednak obchodzą te zakazy kościelne i korzystając z protekcji możnych panów, urzędników państwowych czy samorządowych oraz właścicieli dóbr, za ich zgodą i pozwoleniem wystawiają sobie nowe synagogi i to najczęściej murowane, a także podnoszą z ruin stare synagogi, przebudowując je, powiększając lub naprawiając bez pozwolenia biskupów. Przeciwko temu biskupi polscy energicznie występują już to w swoich memoriałach do króla i szlachty, właścicieli ziemskich, już to w listach pasterskich i rozporządzeniach, a zwłaszcza w podejmowanych uchwałach i konstytucjach synodalnych na synodach prowincjonalnych i diecezjalnych.
I tak, synody prowincjonalne piotrkowskie w 1542 i 1589 r. w sprawie już wystawionych przez żydów bezprawnie i wbrew obowiązującym statutom nowych synagog, zwłaszcza murowanych, polecają biskupom postarać się u dziedziców – właścicieli dóbr, w których obrębie stoją te synagogi, o ich zburzenie, względnie zwrócić się do króla, by ten wydał podobne zarządzenie dla swoich dóbr królewskich i dla całego państwa. Inne synody, jak np. synod diec. lwowski 1765 r., nakazują burzyć zarówno synagogi nowe, jak i stare, odbudowane, przebudowane lub naprawione bez zgody biskupa. W celu czuwania zaś nad tym, aby żydzi nie powiększali liczby synagog, nowych nie budowali a starych nie podwyższali ani nie rozszerzali i nie naprawiali, wbrew obowiązującym statutom i prawom, synody polecają duszpasterzom miejscowym, proboszczom, dziekanom i oficjałom o każdym takim nadużyciu natychmiast zawiadamiać biskupa, który niezwłocznie zgłaszał protest u miejscowego dziedzica, domagając się cofnięcia pozwolenia na budowę czy przebudowę synagogi. Gdyby zaś to nie pomogło, biskupi przez swoich zastępców, komisarzy czy plenipotentów wnosili skargę do sądów państwowych zarówno na żydów, jako też na ich protektorów – dziedziców, których nadto sami surowo karali w granicach swej władzy.
B. Odprawianie obrzędów żydowskich
Początkowo ustawodawstwo synodalne w Polsce nie ograniczało żadnymi przepisami odprawiania przez żydów swoich obrzędów, pogrzebów, wesel
i innych nabożeństw. W myśl jednak starodawnego i przyjętego w krajach chrześcijańskich zwyczaju żydzi odprawiać je mogli tylko prywatnie i w synagogach. Ale z czasem, gdy żydzi w Polsce tak się rozpanoszyli na ziemiach polskich, że zaczęli, ku niemałemu zgorszeniu chrześcijan, publicznie odprawiać swoje obrzędy, a nawet odbywać po drogach, ulicach i placach publicznych swoje procesje, ze śpiewem i świecami na wzór katolicki, z okazji swoich pogrzebów, ślubów itp. uroczystości, które odprawiali tak we dnie, jak i w nocy, biskupi i synody Kościoła Polskiego energicznie występują przeciwko tego rodzaju nadużyciom.
W myśl tych postanowień synodalnych i rozporządzeń biskupich surowo wzbronione jest żydom odbywanie publicznych pochodów czy procesji ze świecami i śpiewem, czy to z okazji pogrzebów, ślubów, czy wreszcie i publicznego odprawiania innych jakichkolwiek obrzędów i uroczystości. Wszystkie nabożeństwa swoje żydzi mają odprawiać tylko prywatnie i w synagogach, czyli bożnicach. Pogrzeby swoje mają także odbywać nie głośno, ale w ciszy, bez śpiewu i nie we dnie ani w nocy, ale pod wieczór, o zachodzie słońca i to w każdej porze roku, także i latem.
Przepisy te obowiązywały pod surowymi karami, pod karą zburzenia bożnic, tysiąca grzywien itp., nakładanych zarówno na żydów, jak i na panów, dziedziców i właścicieli dóbr, w obrębie których ciż żydzi zamieszkiwali.
Czuwanie zaś nad wykonywaniem tych przepisów było obowiązkiem dziekanów, proboszczów, komendarzy, czyli administratorów, a także i wikariuszy, którzy o wszystkich zauważonych tego rodzaju nadużyciach niezwłocznie mieli donosić biskupowi, względnie instygatorowi, czyli prokuratorowi Sądu Biskupiego.
Nie wolno też było chrześcijanom uczestniczyć pod jakimkolwiek pozorem, czy to w charakterze gościa, czy posługi na uroczystościach i obrzędach religijnych żydowskich, w święta żydowskie zapalać i oczyszczać świec, przedstawiać osobę biblijnego Amana, uczestniczyć w żydowskich zabawach i ucztach weselnych lub miesięcznych, poświęconych nowiu księżyca, słowem, być obecnym lub posługiwać przy jakichkolwiek obrzędach i ceremoniach żydowskich.
Rozporządzenia te, wychodzące od władz kościelnych, obowiązywały pod surowymi karami i odpowiedzialnością sądową, zarówno żydów, jak i chrześcijan. Żydzi za naruszenie tych przepisów byli pozywani przed sąd biskupi, który wymierzał im odpowiednie kary. Chrześcijanie zaś, w myśl postanowień synodalnych, za branie udziału w obrzędach religijnych żydowskich ponosili następujące kary: kary pieniężne (50 grzywien), karę więzienia, karę publiczną, wyjednaną przez władze kościelne u władzy świeckiej, oraz kary kościelne, klątwy i pokuty publiczne: leżenie krzyżem, wsadzanie do kuny itp. Niektóre z tych kar mieli władzę i upoważnienie wymierzać, według swego uznania i roztropności, sami proboszczowie, którzy też za upór i nieposłuszeństwo zarówno chrześcijan, jak i żydów mogli pozywać przed sąd biskupi.
§ 3. Domy i mieszkania żydowskie
Zarówno najdawniejsze, jak i późniejsze ustawodawstwo Kościoła Polskiego postanawia, że domy żydowskie mają się znajdować w osobnej dzielnicy miasta, miasteczka czy wsi, jeden przy drugim i połączone ze sobą, a oddzielone od domów, zamieszkanych przez chrześcijan, ogrodzeniem, murem lub rowem. Żydzi jednak w Polsce, już od samych niemal początków osiedlania się w naszym kraju, nie przestrzegają tych postanowień, stąd też już najstarsze statuty polskich synodów prow., jak wrocł. z 1266 r. i wieluńsko-kaliskiego z 1420 r., odnawiane jeszcze przez synody późniejsze aż do XVIII w., pod groźbą klątwy i pozbawienia prawa wstępu do kościoła oraz pod karami pieniężnymi (60 dukatów węgierskich itp.) zabraniają właścicielom dóbr – dziedzicom sprzedawania, wydzielania i wynajmowania żydom placów i domów, sąsiadujących z domami chrześcijan oraz nakazują im przez przymusowy wykup lub zamianę usunięcie tych żydów, którzy mieszkają w ich posiadłościach wpośród chrześcijan. Żydzi zaś pod karą konfiskaty i pod przymusem obowiązani są w określonym terminie domy swoje, pomieszane z domami chrześcijańskimi, odprzedać chrześcijanom. Ze względu zaś na to, że żydzi byli wrogami religii chrześcijańskiej i siewcami wszelkiego rodzaju zgorszenia, domy, a tym bardziej karczmy żydowskie, nie mogły znajdować się przy tych drogach i ulicach, którędy zwykle przechodziła procesja z Najśw. Sakr. w Oktawę Bożego Ciała, również nie mogły być położone zbyt blisko kościoła, nie bliżej jak w odległości 200 kroków i nie na wprost drzwi kościelnych, skądby można było widzieć kapłana odprawiającego nabożeństwo.
Przepisy te obowiązywały pod surowymi karami pieniężnymi. 50 dukatów węgierskich itp. oraz pod przymusem zniesienia i usunięcia tak położonych domów, względnie odprzedania ich przez żydów chrześcijanom. Jeżeli zaś takie domy, z powodu pewnych okoliczności, nie mogły być rychło usunięte, to przynajmniej mieszkający w nich żydzi, pod surowymi karami (100 grzywien itp.) obowiązani byli zachować spokój, nie urządzać hucznych zabaw, uczt, tańców, śpiewu, muzyki i pijatyk, zwłaszcza w tym czasie, kiedy odprawiały się nabożeństwa w kościele.
Synody, tak prowincjonalne, jak i diecezjalne, zwłaszcza od XVI w., powołując się na obowiązujące przepisy praw państwowych i dzielnicowych, celem skuteczniejszej walki z zalewem żydowskim, zabraniają żydom w ogóle osiedlania się w Polsce, kupowania od chrześcijan, czy też budowania domów w tych miejscach, w których dotąd żydów nie było, jak również powiększania liczby domów i mieszkań żydowskich także w tych miastach, miasteczkach i wsiach, w których oddawna już mieszkali.
Synod płocki 1733 zakazuje żydom na przyszłość, w myśl obowiązujących praw mazowieckich i ostatniego laudum (uchwały) sejmiku ziemi warszawskiej z 1720 r., budowania nowych domów po miastach, miasteczkach i wsiach. Synod chełmiński 1745 dla diec. chełmińskiej i pomezańskiej, powołując się na dawne statuta ziemi pruskiej i najświeższe uchwały sejmikowe z 3 X 1616, 16 VI 1647, 16 IX 1680 r. oraz na dekret sądu grodzkiego kowalskiego z 1 VII 1733 r., zabrania w ogóle żydom osiedlania się w Prusiech, czyto we własnych, czy wynajętych domach i mieszkaniach.
Nie wolno też było żydom w Polsce zamieszkiwać ani najmować domów katolickich na dłuższy lub krótszy czas, ani w ogóle mieszkać razem z chrześcijanami w jednym domu, czy pod jednym dachem. Proboszczowie i beneficjaci mieli nad tym czuwać i przed sądy pozywać tych żydów, którzy by w obrębie ich parafii chcieli powiększać liczbę swoich domów mieszkalnych.
§ 4. Stosunek żydów do proboszczów, niedzieli, świąt, nabożeństw i procesji katolickich
A. Opłaty wnoszone przez żydów Kościołom parafialnym
Wychodząc z założenia, że żydzi mieszkając w parafii tym samym wyrządzają także materialną szkodę miejscowemu kościołowi parafialnemu oraz proboszczowi, bo zajmują miejsce chrześcijan, przyczyniających się do świadczeń i dochodów kościelnych, ustawodawstwo Kościoła Polskiego, od czasów najdawniejszych aż po wiek XVIII, nakłada na żydów obowiązek wnoszenia proboszczowi parafii, w granicach której mieszkają, pewnych opłat w pieniądzach lub w naturze. Opłaty te były określane i wyznaczane albo przez biskupa każdorazowo, albo mocą osobnej konstytucji synodalnej, czy rozporządzenia biskupiego na stałe, albo też składane były stosownie do przyjętych miejscowych zwyczajów. Rodzaje tych opłat czy danin były różne, a mianowicie: żydzi byli obowiązani dawać kościołowi parafialnemu na każde Święta Bożego Narodzenia i Wielkiejnocy kamień łoju, wnosić opłaty na oliwę do lamp w te święta zapalanych w kościele, dostarczać corocznie pewną ilość, proporcjonalnie z chrześcijanami, wosku i łoju na potrzeby światła kościelnego itp.
B. Zachowanie się żydów w czasie świąt katolickich
Żydzi, jako “wygnańcy i tułacze po cudzych kątach”, przebywając w krajach chrześcijańskich, byli obowiązani stosować się do panujących miejscowych zwyczajów i praw, zwłaszcza zaś do przepisów Kościoła Bożego o świętowaniu niedziel i świąt katolickich. Nie wolno więc było i w Polsce żydom, na równi z katolikami, w niedziele i święta kościelne ani samym wykonywać żadnych robót służebnych, zarobkowych i uprawiać handlu, ani też najmować do tego rodzaju zajęć nikogo z pośród chrześcijan. Biskupi oraz synody Kościoła Polskiego, tak prowincjonalne, jak i diecezjalne, szczególnie od w. XVI, aż po sam koniec w. XVIII, kiedyto żydostwo z niebywałą szybkością zalewa całą Polskę, wydają szczegółowe przepisy, zobowiązujące żydów pod sądową odpowiedzialnością i surowymi sankcjami karnymi do szanowania i nienaruszenia świąt katolickich. Postanowienia te i rozporządzenia władz kościelnych w Polsce zabraniają żydom wykonywania w niedziele i święta katolickie następujących czynności: wyrabiania piwa i gorzałki, sprzedawania wszelkiego rodzaju towarów, otwierania karczem i sklepów w celach handlowych, strzyżenia i golenia, leczenia chorych, spacerowania i przystawania po drogach, ulicach i placach publicznych, odbywania zebrań i rozpraw z katolikami itp. Synody i listy pasterskie biskupów polskich polecają nadto aby, celem skuteczniejszego przeciwdziałania naruszeniu przez żydów świąt katolickich, proboszczowie w swoich parafiach w przeddzień święta po nieszporach przez służbę kościelną zawiadamiali żydów o nadchodzącym święcie.
Ponieważ zaś szczególniejsze groziło niebezpieczeństwo ze strony żydów z tego powodu, iż żydzi w dni świąteczne, i to najczęściej w czasie nabożeństw, wyrabiali i sprzedawali piwo, gorzałkę i wszelkiego rodzaju trunki i w ten sposób rozpijali lud wierny, odwodząc go od wysłuchania nabożeństw, Mszy św., kazania, nieszporów, dlatego synody tych zwłaszcza diecezji, jak np. chełmskiej i żmudzkiej, gdzie żydostwo było bardzo rozpanoszone, zakazując w ogóle żydom naruszania świąt katol. przez różne prace i handle, w szczególności zabraniają im, pod bardzo surowymi karami, wyrabiania i sprzedawania napojów alkoholowych w czasie uroczystych nabożeństw w te dni odprawianych: rannych – sumy i popołudniowych – nieszporów z kazaniem. W tym też celu, kiedy te nabożeństwa się rozpoczynały, żydów powiadamiano o tym głośnym dzwonieniem.
Żydzi w Polsce w niedziele i święta katolickie, w myśl rozporządzeń kościelnych, nie mogli, pod karą konfiskaty narzędzi pracy i towarów, ani sami zajmować się pracą ciężką, zarobkową i handlem, ani najmować do tych zajęć chrześcijan, zarówno u siebie w domu, jak i w domach chrześcijańskich. Tylko w czasie podróży zakaz ten zarówno żydów, jak i chrześcijan nie obowiązywał. Chrześcijanie za naruszenie tych zakazów, za pracę zarobkową u żydów w niedziele i święta katolickie byli również pociągani do sądowej odpowiedzialności i surowo karani, niekiedy nawet klątwą.
Ponieważ zakazy te były wydawane przeważnie przez biskupów diec. łacińskich i obowiązywały tylko katolików obrządku łacińskiego, dlatego żydzi, obchodząc to prawo, najmowali do pracy i handlu u siebie chrześcijan obrządku ruskiego. Biskupi łacińscy jednak i tego surowo żydom zabraniali, a nie mając bezpośredniej władzy nad chrześcijanami obrządku ruskiego, bo ci podlegali swoim biskupom, za to tym energiczniej pociągali do sądowej odpowiedzialności żydów obchodzących te zakazy, t.j. zatrudniających przy pracach ciężkich i zarobkowych w niedziele i święta katolickie chrześcijan obrządku ruskiego.[...]
C. Zachowanie się żydów w czasie publicznych procesji katolickich
Za karę, że żydzi wydali na śmierć krzyżową Mesjasza, Zbawiciela świata i że dopuszczali się niejednokrotnie świętokradztw i często znieważali religię chrześcijańską, a w szczególności Najśw. Sakrament, zabronione było żydom przez prawo Kościoła Powsz., jak również ustawodawstwo synodalne Kościoła Polskiego, ukazywanie się na drogach i placach publicznych w tym czasie, gdy przechodziła procesja z Najświętszym Sakramentem w Oktawę Bożego Ciała, lub gdy kapłan śpieszył z Wiatykiem do chorego, czy wreszcie w czasie przechodzenia procesji pokutnych w te dni, w które w szczególniejszy sposób pamiątka Męki Pańskiej przez chrześcijan była obchodzona, a mianowicie w trzy ostatnie dni W. Tygodnia, a zwłaszcza W. Piątek. Żydzi wtedy, jak tylko usłyszeli głos dzwonka, czy ujrzeli zbliżającą się procesję, musieli natychmiast chować się po swoich domach, których drzwi i okna musiały być pozamykane przez cały czas przechodzenia obok ich domów procesji.
Przepisy te obowiązywały żydów pod groźbą odpowiedzialności sądowej i bardzo surowymi karami: pod karą chłosty i karami pieniężnymi; te ostatnie były nakładane nie na poszczególnych żydów, ale na całe gminy żydowskie, tzw. kahały. Czuwać nad pilnym wypełnianiem i przestrzeganiem tych przepisów mieli w pierwszym rzędzie proboszczowie, którzy w razie nieposłuszeństwa, pozywali żydów-winowajców najpierw przed sąd ich panów, dziedziców i właścicieli dóbr, w których owi żydzi zamieszkiwali, a gdyby to nie pomogło, to odsyłali następnie całą sprawę instygatorowi czyli prokuratorowi Sądu Biskupiego, który zarówno przeciwko żydom oskarżonym jako też ich protektorom, panom-dziedzicom występował ze skargą do sądów państwowych. Sądy państwowe bowiem, z mocy przepisów prawa państwowego, także były obowiązane wymierzać winnym tego przestępstwa żydom odpowiednią karę, w myśl statutu z 1670 r.
Ponieważ żydzi nie stosowali się niekiedy do tych przepisów, dlatego synody i biskupi polscy, aby uniknąć zniewagi, nakazują o ile możności nie prowadzić procesji z Najświętszym Sakramentem przez dzielnice żydowskie, jak również zabraniają żydom budowania swoich domów w tych miejscach, którędy procesja zwykle przechodziła. W razie zaś konieczności prowadzenia procesji przez dzielnice żydowskie rozporządzenia biskupie polecają, aby przez sługi Kościoła uprzednio zawiadamiać żydów o mającej przechodzić obok ich domów publicznej procesji z Najśw. Sakr., by w ten sposób żydzi wcześniej o tym upomnieni mogli skuteczniej zastosować się do obowiązujących przepisów.
§ 5. Zajęcia żydów w Polsce
A. Handel
Żydzi w Polsce, w myśl rozporządzeń, zarówno kościelnych, jak i państwowych, nie mogli zajmować się handlem na rynkach i w miejscach publicznych miast czy miasteczek. Ani na targach i jarmarkach, ani na mostkach czy też straganach nie wolno im było rozkładać własnych towarów na sprzedaż, ale tylko wyłącznie w domach własnych prywatnie mogli towar swój sprzedawać. Z czasem dopiero żydzi, drogą umów, zawieranych z miastami, uzyskali pozwolenie na zajmowanie się handlem po niektórych miastach, ale tylko w granicach zawartych tam umów. Uprawianie przez żydów handlu, wbrew obowiązującym rozporządzeniom i statutom kościelnym i państwowym, oraz wbrew warunkom przyjętym w umowach z miastami, było surowo zakazane, pod sądową odpowiedzialnością, karami pieniężnymi (200 grzywien itp.) oraz karą konfiskaty towarów, wystawionych na sprzedaż.
Ustawodawstwo Kościoła Pol. zawiera surowe zakazy, obostrzone sankcjami karnymi, nie tylko w stosunku do żydów, zajmujących się niedozwolonym handlem, ale i do chrześcijan, kupujących u żydów. Ponieważ żydzi zawsze byli uważani za wrogów chrześcijan, dlatego synody prow. i diecezjalne Kościoła Pol. zabraniały surowo i bezwzględnie ludności chrześcijańskiej kupowania u żydów, najpierw tylko wszelkich produktów spożywczych i żywności, w obawie niebezpieczeństwa otrucia. Następnie, rozszerzono ten zakaz i na wszelkie inne towary, te zwłaszcza, które można było nabyć u katolików. Przypominały też synody polskie duchowieństwu parafialnemu o obowiązku pouczania i uświadamiania ludu wiernego z ambon o tym, że nie wolno chrześcijanom kupować u żydów ani mięsa ani innych towarów.
Były też w niektórych dzielnicach Polski zakazy władz kościelnych, wznawiane jeszcze przez synody XVIII w., prowadzenia przez żydów, w swoim czy cudzym imieniu, przedsiębiorstw handlowych, karczem, zajazdów, gospód itp.
B. Zajmowanie przez żydów urzędów publicznych, stanowisk kierowniczych, dzierżawienie dóbr, myt, ceł itp.
Kościół, a także i państwa chrześcijańskie w dawnych wiekach, zawsze stały na tym stanowisku, że żydzi, jako wygnańcy palestyńscy, naród odrzucony przez P. Boga i niewolniczy a przytem wrogowie Chrystusa P., nie mogą i nie powinni w krajach chrześcijańskich zajmować żadnych urzędów publicznych i w ogóle stanowisk, które byłyby połączone z jakąkolwiek jurysdykcją, czy władzą zwierzchniczą nad ludnością chrześcijańską. Toteż już najdawniejsze ustawodawstwo Kościoła Polskiego zakazuje, pod groźbą surowych kar, piastowania przez żydów takich stanowisk, jak np.: dzierżawcy (poborcy) myt, ceł, karczem, dóbr, prowadzenia przedsiębiorstw handlowych we własnym czy cudzym imieniu itd. Duchowni i świeccy właściciele czy zarządcy dóbr i wszelkich godności dostojnicy za przyjmowanie żydów na podobne urzędy i stanowiska wpadali tym samym w klątwę kościelną, od której mogli być rozgrzeszeni dopiero po usunięciu żydów z tych urzędów i stanowisk i po złożeniu przed miejscowym biskupem ordynariuszem wyraźnego zobowiązania, że na przyszłość żyda już nie przyjmą nigdy na tego rodzaju stanowisko.
Następne synody, tak prowincjonalne, jak i diecezjalne oraz listy pasterskie i rozporządzenia biskupów polskich aż po koniec w. XVIII, ponawiają te zakazy, grożąc zarówno świeckim, jak i duchownym właścicielom dóbr i wszelkich godności dostojnikom klątwą, odpowiedzialnością sądową przed Sądami Biskupimi i Trybunałami państwowymi, jak również unieważnieniem wszelkich kontraktów dzierżawnych, zawartych z żydami. Jednocześnie, ustawodawstwo Kościoła Polskiego przestrzega i upomina wszystkich przed tym nadużyciem przedstawiając, jak wielka dzieje się zniewaga samemu Bogu i Chrystusowi Panu, gdy żydzi, naród niewolniczy, rządzą i przewodzą nad chrześcijanami, ludem wolnym, bo odkupionym Krwią Najśw. Zbawiciela. Pod wpływem ustawodawstwa kościelnego i prawo państwowe (statuty z 1538, 1562, 1565 i 1567 r.) oraz dzielnicowe zamykało żydom dostęp na urzędy publiczne i stanowiska kierownicze oraz zabraniało im dzierżawienia dóbr, karczem itp.
C. Leczenie chorych
Wprowadzając w życie odpowiednie konstytucje papieskie, zwłaszcza Grzegorza XIII z 1581 r., synody Kościoła polskiego i rozporządzenia oraz listy pasterskie biskupów polskich zakazują wszystkim chrześcijanom korzystać w chorobie z posługi lekarzy i akuszerek żydowskich. Zakazy te obowiązywały chrześcijan pod groźbą surowych kar: klątwy, odmówienia pogrzebu chrześcijańskiego, sakramentów św., jak również pod karą więzienia itp. Także i na żydów, leczących chrześcijan wbrew tym zakazom, ustawodawstwo kościelne w Polsce przewiduje różne kary: karę więzienia oraz inne kary, których wymierzanie zostawiane jest do woli biskupa ordynariusza miejscowego.
Ażeby zaś ludność chrześcijańska dostatecznie była uświadomiona o tych zakazach, proboszczowie i kaznodzieje obowiązani byli je ogłaszać po kościołach, najpierw zaraz, jak tylko zostały wydane przez władze kościelne, a następnie stale raz na rok, zwykle w początkach W. Postu i to w czasie uroczystych nabożeństw i kazania, przy większym zgromadzeniu wiernych. Nadto, w poszczególnych wypadkach, zwłaszcza przy odwiedzaniu chorych, proboszczowie i kapłani byli obowiązani przestrzegać i upominać osobno niewiasty chrześcijańskie, aby w chorobie położniczej, przy wydawaniu na świat dzieci, nie wzywały do siebie i nie korzystały z żadnej posługi lekarskiej akuszerek żydowskich i że, w razie śmierci w takich okolicznościach, za karę pozbawione zostaną pogrzebu chrześcijańskiego. Nie tylko jednak akuszerki żydowskie miały przez prawo kościelne powszechne i polskie zakazany wstęp do rodzin chrześcijańskich, ale także i odwrotnie: akuszerkom chrześcijańskim, wzbronione było surowo śpieszenie z posługą lekarską do domów rodzin żydowskich.
§ 6. Lichwa
Najważniejszym zawsze zajęciem żydów w Polsce, skąd czerpali największe zyski, była lichwa. Lichwa, czyli pobieranie procentów od tzw. czystych pożyczek (konsumpcyjnych), zwłaszcza pieniężnych, była w dawnych wiekach surowo przez Kościół zakazana. [...]
Ponieważ lichwę w dawnej Polsce uprawiali przeważnie żydzi i oni pierwsi ten występek rozpowszechnili wśród chrześcijan, stąd też ustawodawstwo Kościoła Polskiego o lichwie dotyczy przede wszystkim żydów. Żydzi-lichwiarze, w myśl prawa kościelnego, byli obowiązani krzywdę wyrządzoną przez lichwę wynagrodzić poszkodowanym, względnie ich prawowitym spadkobiercom, a w razie braku tychże – Kościołowi, który według swego uznania lichwę zwróconą obracał na różne cele pobożne, a także na biednych neofitów, żydów czy niewiernych, nawróconych do chrześcijaństwa.[...]
§ 7. Obcowanie chrześcijan z żydami
A. Służba u żydów
Aby nie dopuścić, by żydzi, naród niewolniczy, nie rozkazywali i nie przewodzili chrześcijanom, ludziom wolnym, jak również, by uchronić chrześcijan od wielu zgorszeń i zepsucia moralnego, Kościół zabraniał chrześcijanom przebywać na stałej służbie u żydów.
Już synod prow. wrocł. 1266 r. zakazuje żydom trzymania w swoich domach dniem i nocą służących, służące i karmicielki chrześcijańskie. Późniejszy synod prow. wieluńsko-kal. 1420 r., odnawiając ten zakaz, zwrócił się jednocześnie do króla, by nakazał żydom natychmiastowe zwolnienie służby chrześcijańskiej, i zabronił im posiadania jej na przyszłość. Podobną prośbę ponawia jeszcze synod prow. piotrkowski w 1542 r., domagając się by król, pod groźbą jak najsurowszych kar, zabronił niewiastom chrześcijańskim pełnienia obowiązków karmicielek dzieci żydowskich. Tenże synod jednocześnie poleca, aby biskupi własną powagą wydali podobne zakazy w swoich diecezjach. [...]
B. Inne stosunki chrześcijan z żydami
Aby zabezpieczyć chrześcijan od gorszącego wpływu żydów, Kościół Katolicki zawsze zabraniał im nie tylko wspólnego z żydami mieszkania i dłuższego przebywania w domach żydowskich dniem i nocą, na służbie lub w gościnie, czy też brania udziału w obrzędach religijnych żydowskich i odwrotnie, ale nadto i bliższego z żydami obcowania i utrzymywania z nimi ściślejszych stosunków towarzyskich.
Już synod prow. wrocł. (1266 r.) i wiel.-kal.
(1420 r.) oraz inne synody późniejsze, aż po w. XVIII, surowo zakazują chrześcijanom przyjmować żydów u siebie w gościnie czy też uczestniczyć z żydami na różnych przyjęciach, ucztach i zabawach, a żydom zabraniają uczęszczać do łaźni i gospód chrześcijańskich. [...]
Zakończenie
Przedstawione wyżej przepisy ustawodawstwa Kościoła Polskiego o żydach miały moc prawną na równi z ustawodawstwem państwowym, zgodnie z ówczesnym pojęciem państwa chrześcijańskiego, względnie katolickiego, jakim zawsze była Polska. Naruszenie więc statutów i rozporządzeń kościelnych było w zasadzie karane nie tylko przez sądy duchowne ale i świeckie, państwowe i samorządowe. A chociaż od połowy XVI w. (1562/3) chwilowo zostało zawieszone udzielanie pomocy przez władzę świecką do wykonania wyroków jurysdykcji duchownej w zatargach o dziesięciny i różne krzywdy materialne, wyrządzone Kościołowi przez szlachtę, to jednak, poza tym, we wszystkich sprawach, dotyczących wprowadzenia w życie rozporządzeń kościelnych, czy statutów synodalnych, Kościół w dawnej Polsce zawsze miał prawo wypełniania swojej jurysdykcji duchownej przy pomocy władzy świeckiej, nie tylko nad duchownymi ale i nad świeckimi osobami, zarówno nad katolikami, jak i różnowiercami, a nawet nad niewiernymi i żydami, w razie naruszenia przez nich przepisów kościelnych, bezpośrednio ich dotyczących oraz tych praw, które obowiązywały w Polsce, jak w ogóle w krajach chrześcijańskich, na równi z prawami państwowymi, wszystką ludność, bez względu na wyznanie czy pochodzenie. Tak było w zasadzie.
Ponieważ jednak w Polsce brak było silnej władzy wykonawczej, więc, podobnie jak wiele rozporządzeń i statutów państwowych nie było wcale wprowadzanych w życie, tak samo też działo się i z rozporządzeniami kościelnymi w sprawie żydów, tym bardziej, że żydzi w Polsce najczęściej mieli zapewnione poparcie możnych protektorów, w osobach właścicieli miast i dóbr oraz urzędników, od których najczęściej zależało wprowadzenie w życie wszelkich rozporządzeń, tak państwowych, jak i kościelnych. Toteż papież Benedykt XIV, w encyklice z dn. 14 czerwca 1751 r. do biskupów polskich, w sprawie żydów w Polsce, podnosząc z uznaniem wielką gorliwość biskupów i duchowieństwa polskiego w obronie chrześcijan przed niebezpieczeństwem żydowskim, pochwalając ich za to, że nie dopuszczają do dóbr kościelnych żydów, jednocześnie bardzo ubolewa nad tym, że wiele zbawiennych, poprzednio wydanych konstytucji i rozporządzeń kościelnych, zwłaszcza synodalnych, w Polsce poszło w zapomnienie i pozostaje bez wykonania. Zachęca przeto Papież biskupów polskich do wznowienia tych zapomnianych a zbawiennych rozporządzeń o żydach i postarania się o sumienniejsze niż dotąd wprowadzanie ich w życie.
Jakkolwiek Kościół w dawnej Polsce nie zawsze mógł należycie przeciwdziałać zalewowi przez żydów ziem polskich, wskutek braku silnej władzy wykonawczej w państwie, to jednak skutecznie bronił ludność chrześcijańską przed tym niebezpieczeństwem, najpierw w swoich rozległych włościach, gdzie był samodzielnym panem, następnie w niektórych dzielnicach Polski, gdzie, jak np. na Mazowszu i w Prusach, obowiązywały surowe prawa dzielnicowe przeciwko żydom, wreszcie w całym państwie, przez odpowiednie oddziaływanie na sumienia ludzkie, przy pomocy różnych sankcji i kar duchowej natury oraz przez dobroczynne oddziaływanie na ustawodawstwo państwowe, które pod tym wpływem wprowadzało różne ograniczenia i prawa, krępujące żydów w całym państwie polskim.
Odbitka z “Ateneum Kapłańskiego” t. 41, WŁOCŁAWEK 1938
Tekst, ze względu na objętość, drukujemy bez przypisów i ze skrótami.
13 mar 2009 @ 19:48
ad “sacdjo: 13 marca 2009 @ 15:35″
Nikt nie jest głupi i nikomu nie trzeba udowadniać, że Gestapo i NKWD współpracowały ze sobą w latach 1939-1941; potem była wojna niemiecko-sowiecka i te dwa totalitaryzmy zwalczały się wzajemne, choć całkiem prawdopodobne, że i później nieraz występowały razem przeciw polskiemu podziemiu. Była to współpraca dwóch totalitaryzmów. Że Żydzi stanowili wśród komunistów znaczny odsetek (akurat takie stwierdzenie samo w sobie nie jest antysemityzmem) to też fakt, ale jeśli miałoby to udowodnić, że naziści i Żydzi byli w gruncie sojusznikami, albo że wszyscy Żydzi są tacy, jako rzecze pańskie mniemanie, to niech Pana nie dziwią, sacdjo, stanowcze reakcje.
Idąc pańskim tokiem rozumowania, Polacy również byli sojusznikami Hitlera, bo w 1938 r. zajęli Zaolzie. Nie oceniam, że słusznie nam je strona czeska wcześniej zabrała. Wiadomo jednak, że dyplomacja polska stanęła wówczas w jednym szeregu z Niemcami i Węgrami. Przykładem podobnego myślenia jest utrwalona w części społeczeństwa próba wytłumaczenia niechęci do Żydów: “zabili naszego Pana, Jezusa Chrystusa”. Owszem, wydali Go ludzie będący Żydami, ale nie dlatego, że są rzekomo gorszą moralnie nacją. Sam Jezus, Jego uczniowie i Matka, również Żydami byli. Działał wśród swoich, z częścią swojego narodu się poróżnił i Go wydali na śmierć. Kto wie: może Polacy, Niemcy, Francuzi etc. postąpiliby tak samo, gdyby do nich przyszedł. Ale niektórym starczą tłumaczące wszystko systemy zamknięte.
Co do wszechpolaków: krytykował ich Pan za nacjonalizm, ale czym się różnią Pana poglądy od ich poglądów? Chyba tylko tym, że podobny, zamknięty na kontrargumenty obraz świata czerpie z innych pobudek (oni z nacjonalistycznych, Pan z religijnych – z krzywdą dla religii).
13 mar 2009 @ 20:42
Co do zapisków w Talmudzie: jest rzeczą tak samo głupią, gdy niektórzy katolicy wierzą, że WSZYSCY Żydzi nienawidzą katolicyzmu, jak to, gdy niektórzy Żydzi wierzą, że WSZYSCY katolicy nienawidzą Żydów. Nie mówię tu konkretnie o nikim, niech każdy sam osądzi, czy w takie mity wierzy. Niedopuszczalne jest obrażanie chrześcijan od psów i nie-ludzi, niedopuszczalne jest też mówienie o “żydowskiej zarazie” i “brzydkim, podłym narodzie”.
14 mar 2009 @ 03:47
@ Ebenezer (43):
Nie czepiaj się Marka Jurka, bo inaczej nie byłoby tej, jakże emocjonującej dyskusji. Poza tym sam doświadczyłem, tak jak Pan sacdjo (45), działań cenzorskich autora/właściciela tego bloga. Zostałem grzecznie poinformowany, że istnieje pewna polityka w tej kwestii i przyjąłem to z pokorą. Porządek musi być, nawet jeśli jest to porządek niedoskonały. Poza tym, Ebenezer, przypomnienie o odpowiedzialności karnej za głoszenie treści antysemickich wylało chyba trochę zimnej wody na rozpaloną głowę Pana sacdjo, a także innych potencjalnych użytkowników/czytelników tego bloga.
@ Krzysztof (44), ale nie tylko:
Ja doskonale rozumiem, że “Królestwo Boże można budować na ziemi, do tego wzywa Kościół. Oczywiście w sensie głoszenia Ewangelii, praktykowania sakramentów i budowania cywilizacji miłości (…)” i zachęcam do tego serdecznie, nawet gospodarza tego bloga, Marszałka Jurka. Jednocześnie ostrzegam Pana Jurka, czyniłem to już wielokrotnie, żeby oddzielić budowanie tego typu Królestwa Bożego od polityki.
Świat ludzi jest niedoskonały. Nie wszyscy zostaną zbawieni (zgadzam się kompletnie z Panem, Panie sacdjo, w tej kwestii, tyle że nie Pan o tym będzie decydował). Warto jest do świata polityki wprowadzać wartości, tym bardziej że część z tych wartości jest UNIWERSALNA dla katolików, żydów, nawet ateistów.
Jeśli Pan Marszałek Jurek (niestety, Panie Marszałku, ale jako gospodarza Pana bloga i Pana trzeba wciągnąć do tej dyskusji) zdecydował się na bycie politykiem, to musi brać pod uwagę fakt ogromnej różnorodności społeczeństwa (Polacy nie są monolitem), a także ograniczonych możliwości realizowania swojej agendy. Z pewnością, jestem o tym w 100% przekonany, ani jemu, ani Panu sacdjo, nie uda się zbudowanie Królestwa Bożego poprzez działalność polityczną. Nie te czasy.
Nie wątpię jednak, że i oni, i Krzysztof, i nawet ja, możemy to Królestwo Boże sobie ‘prywatnie’ budować, poprzez udział we wspólnocie/-ach chrześcijańskich, a nawet poprzez głoszenie Ewangelii, tyle że lepiej jest głosić Ewangelię poprzez własne czyny a nie puste słowa. Ale jak ma się to do polityki??? Otóż wydaje mi się, iż po pierwsze celem powinno być, jak już powiedziałem wcześniej, budowanie działalności politycznej w oparciu o wartości, które są/mogą być wspólne dla różnych grup społecznych. Obecnie mamy u władzy trzy partie: PO, PiS i PSL, które mają interesy a nie mają wartości. Nawet już SLD ma pewien kanon własnych wartości.
Po drugie celem działalności politycznej powinno być wywalczenie większej tolerancji dla postaw ludzi wierzących (w Polsce głównie chrześcijan), a przede wszystkim ludzi głęboko wierzących, w życiu politycznym. Po 50 latach faszyzmo-komunizmu w Polsce i 40 latach lewackich rewolucji społecznych na Zachodzie mamy do czynienia ze zjawiskiem ‘dyktatury mniejszości’, a także z większą (pewnie socjologowie mogliby to zmierzyć) toleranacją, przechodzącą po prostu w znieczulicę społeczną, w stosunku do różnego typu zachowań aspołecznych, czyli szkodliwych dla naszego społeczeństwa, czy też naszej cywilizacji.
Ot choćby dostępność do pornografii [nie istnienie pornografii, której ja nie akceptuję, ale trudno: są ludzie, którzy zostali wychowani, oczywiście nie przez rodziców, tylko przez odpowiedni marketing (to też jest jeden z efektów 'dyktatury mniejszości' - mniejszością są tu sprawne, dobrze zarabiające na pornografii firmy), że dostęp do tego jest im niezbędny do życia. O.K. mogę to zaakceptować], która to pornografia dostępna jest obecnie w każdym kiosku, bez jakichkolwiek ograniczeń (dziecko wchodzi do kiosku i widzi pisemko z kobietą w rozkroku na okładce).
Innym aspektem jest szeroko rozumiana kwestia aborcji. Dla mnie przykładem…no nie wiem czego??? nie wiem jak to nazwać???…powiem w ten sposób: przykładem nie do zaakceptowania, jest to, co się dzieje w Wielkiej Brytanii. Otóż nastolatki (to się zaczyna od 13 roku życia) masowo uprawiają seks (taka właśnie jest tam ‘kultura tolerancji’), aby potem w szkole, bez wiedzy rodziców, otrzymywać od pielęgniarki pigułkę wczesnoporonną. Za to oczywiście płaci podatnik brytyjski. Do tego dochodzi kultura ‘party’, czyli powszechne, na skalę, której nigdzie indziej nie widziałem, nadużywanie alkoholu przez właśnie młodych ludzi. Za skutki tego też płaci podatnik brytyjski. Nie chodzi jednak tylko o pieniądze, ale o wzorzec zachowania.
I nie za bardzo interesuje mnie to, czy żydzi trafią do Królestwa Bożego, czy będą to katolicy, aczkolwiek i jednym, i drugim życzę jak najlepiej. Natomiast interesuje mnie to, w jakim środowisku będą wyrastały moje dzieci i moje wnuki. I nie chodzi mi o jakiś ‘zamordyzm kulturowy’, ale przywrócenie systemu wartości. Rolę polityka, typu chrześcijańskiego-demokraty, typu Marek Jurek, widzę w tworzeniu takiego systmu w polityce, czyli określenie społecznych biegunów ‘dobra i zła’. Stworzenie/określenie takich biegunów nie musi oznaczać, że wszyscy obywatele mają się im podporządkować (to byłby faszyzm w wydaniu hitlerowskim w połączeniu ze lenino-stalinizmem). W końcu człowiek ma wolną wolę nadaną mu przez samego Boga, czego nie akceptował ani faszyzm, ani komunizm.
Tym jednak różni się polityka chrześcijańsko-demokratyczna (konserwatywna) od polityki lewackiej we współczesnym świecie, bo polityka lewacka nie ma biegunów. W polityce lewackiej wszystko, co ludzkie jest niemalże dopuszczalne (no oprócz, to trzeba przyznać, paru rzeczy jak choćby pozbawiania życia innych ludzi, czy pornografii dziecięcej, ale już idea sprawiedliwej kary (‘pokuty’) nie istnieje, bo jest ona zastępowana współczuciem dla przestępcy), bo to człowiek, według lewackiego punktu postrzegania świata, jest Panem samego siebie i w tej chwili centrum Wszechświata (nie Bóg).
Ponieważ uważam to, co napisałem powyżej, i odnosi się to do publiczno-społecznej strefy życia, więc dodam, iż paradoksalnie (nawet nie jest to taki wielki paradoks), iż ‘konserwatystą’ może być nawet ateista. Życie, moim zdaniem, napisało kolejny nieoczekiwany scenariusz, którym jest śmierć prof. Religi. Nie wiedziałem, iż był on ateistą. Oczywiście ciężko mi PiS nazwać partią konserwatywną, no ale innej, skupiającej na sobie głosy wyborców konserwatywnych, póki co nie widać. Jestem też przekonany, iż gdyby prof. Religa był za życia członkiem Prawicy RP, to 5% głosów Prawica RP miałaby gwarantowane.
No i jeszcze jedna uwaga dotycząca gospodarza tego bloga. Otóż w Jego działalności publicznej ma miejsce pewnego rodzaju ‘wymieszanie’ ról. Zwróciłem Panu Marszałkowi (mailowo, mam nadzieję, że dotarło???) na to uwagę. Otóż zapowiedź spotkania w Otwocku z Marszałkiem Jurkiem w dniu 22 lutego 2008 odbywała się pod hasłem “Rodzina katolicka. Wychowanie dzieci i młodzieży szkolnej”. Skorzystam i publicznie zapytam na tym blogu:
Czy jest to temat na spotkanie z politykiem, czy z biskupem???
Uważam, że jest to temat na spotkanie z biskupem. I dlatego ponownie ostrzegam Pana Marszałka, iż wchodzi Pan ‘w buty’ Kościoła katolickiego. Tak jak to już wielokrotnie mówiłem: Jest Pan bardziej katolicki, niż poski Kościół katolicki, który, mam wrażenie, uważa Pana za tzw. ‘taliba’. Gdyby Kk tak nie uważał, to udzielałby Panu większego poparcia, a do tej pory Kk popierał PO i PiS, zresztą przy ich współfinansowaniu, czyli partie politycznego interesu, a nie wartości społecznych. Musi się Pan, Panie Marszałku, i przepraszam za tę bezpośredniość, zastanowić, czy chce Pan być biskupem, czy politykiem.
@ sacdjo (45):
Nie oczekuję od Pana publicznej oceny mojego staniu zdrowia, a ustosunkowania się do tej przysłowiowej już ‘masońskiej jawności’, którą Pan tak reklamował, w działalności polskiego Kk.
I jeszcze nawiązując do Pańskiej wypowiedzi 36 – cytat:
“Zbrodniczy sowiecki NKWD, którego 11 z 12 przywódców było Żydami, również wysyłał dysydentów do szpitali psychiatrycznych. A właściwie NKWD wcale nie istniał, tak samo jak nie istnieją Żydzi z ich talmudem, jak nie istniał związek sowiecki itd. … A jeśli istniał to tylko jako dobroduszna organizacja charytatywna dla ochrony klasy robotniczo-chłopskiej, nieprawdaż?”
Twórcą CzeKa, czyli pewnie tym 12, a tak właściwie to 1-szym, był Polak, Feliks Dzierżyński. Jakoś o istnieniu tego Polaka nic Pan nie wspomnina.
Metody, jakie stosowało czy to CzeKa, czy później NKWD nie były ani polskie, ani niemieckie, ani żydowskie, ani rosyjskie…były anty-ludzkie:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Czeka
I o tym należy pamiętać. Pamiętać też należy o tym, iż pierwszymi ludźmi na tej ziemi, według nauki Kościoła, byli Adam i Ewa…Żydzi. Wg. tej nauki, Panie sacdjo, płynie w Panu krew żydowska.
14 mar 2009 @ 15:23
@Fidel,
trudno pojąć, że jeszcze dziś w Polsce, po holokauście dokonanym głównie u nas i w znacznym stopniu na naszych polskich żydach, jest ciągle tak silny antysemityzm. Był od dawna, o czym świadczy tekst, który wyżej wkleiłem. Jest mitem, że żydzi u nas mieli życie jak u Pana Boga za piecem. Z pewnością za tą wrogością stał kościół katolicki, który miał od wieków największy wpływ propagandowy i mógł tej wrogości nie szerzyć. Gdy w 18 wieku pojawili się masoni, to kler grał wśród nich istotną rolę. Prominentnymi członkami lóż byli nie tylko zwykli księżą ale nawet biskupi krk. Masoni swą organizację nie tylko wzorowali się na jezuitach, ale można uważać, że byli przez nich szkoleni. Wszystko szło cacy, ręka w rękę i nagle dziecko przestało się podobać(?), choć niektórzy ciągle uważają, że masoneria jest ciągle drugą, prawdziwie tajną stroną Watykanu, który zręcznie rozgrywa takie konflikty, dowodząc wojskiem po obu stronach barykady. Kto wie?
14 mar 2009 @ 15:29
@ fidel
Generalnie zgadzam się z twoją opinią. Natomiast nie należy (i Ciebie o to wcale nie podejrzewam) brać dosłownie opowiadania o Adamie i Ewie. W opowiadaniu tym ważna jest warstwa teologiczna, nie zaś przyrodnicza (na podstawie której niektórzy uważają teorię ewolucji za niezgodną z religią), czy historyczna (istnienie dwojga pierwszych rodziców i ich synów Kaina i Abla). Jeżeli zaś nawet ktoś tę historyczną warstwę uważa za prawdziwą, to nie może powiedzieć, że Adam i Ewa byli Żydami. Wg opisu biblijnego Noe miał 3 synów: Jareda, Chama i Sema (od tego wzięła się nazwa “semici”), następnie wśród wciąż rozmnażających się potomków Sema żył Abraham, a Izraelici wywodzą się od jego wnuka, Jakuba.
Niemniej jednak twoją wypowiedź uważam jako udaną. Pozdrawiam!
14 mar 2009 @ 15:45
Niestety nie udało się wpisać cytatów w hebrajskim oryginale. Widocznie serwer nie łapie hebrajskiego. Trzeba chyba będzie wszcząć postępowanie o przestępstwo antysemityzmu…
Dlatego podaję cytaty w tłumaczeniu:
1) “Wymaż ich życie i zabij ich: bowiem będziesz miły bożemu majestatowi i jako ten, który składa ofiarę z kadzidła.”
2) “Najlepszy spośród gojów zasługuje na śmierć.”
Można dodać:
3) Schulchan arukh 158, 1:
“W czasie wojny bałwochwalcy (= chrześcijanie) mają być zabici, jako że jest napisane: dobry spośród bałwochwalców zasługuje żeby być zabitym.”
4) Ialkut Simoni 245c, n, 772:
“Każdy, kto przelewa krew bezbożnego, jest miły Bogu jako że składa ofiarę Bogu.”
Cytaty o tej treści można by mnożyć. Ze szczególną nienawiścią jest mowa o Rzymie:
Zohar I, 25a
Zohar I, 219b
Zohar II, 19a
Synag. Iud. X, p. 212.
Żeby nie było wątpliwości: Nie posądzam wszystkich braci Żydów o takie czyny czy nastawienie wobec chrześcijan czy innych ludzi. Odrzucam też wszelką odpowiedzialność zbiorową. Chodzi mi jedynie o elementy myślowo-systemowe judaizmu, obecne zresztą nawet w samej Biblii, w jej treści historycznej, tzn. jako świadectwo historii myśli i czynów tego ludu.
Odnoszę się ze czcią wobec Najświętszego Człowieczeństwa Jezusa Chrystusa, Jego Najświętszej Matki, Apostołów i wszystkich świętych Pańskich, także świętych Starego Przymierza. Jak mawiał papież Pius XI: duchowo chrześcijanie są “semitami”. Uważam jednak, że Chrystus Pan w swoim Człowieczeństwie i wszyscy święci Żydzi byli przede wszystkim ludźmi, a nie przede wszystkim Żydami, zwłaszcza że za czasów Chrystusa Pana nie było jeszcze pojęcia “Żyd” w znaczeniu obecnym (Chrystus Pan i Apostołowie byli nazywani Galilejczykami w odróżnieniu od “Iudaei”, co widać wyraźnie w słownictwie Nowego Testamentu).
Sprzeciwiam się natomiast fałszowaniu historii, czy to odnośnie czynów czy myśli, a także skrzywieniom ideologicznym jak nacjonalizm, nawet jeśli dotyczy on niestety – w sposób oczywisty – Żydów, z którymi nas, chrześcijan, wiele łączy (aczkolwiek wiele niestety też dzieli).
Razem ze św. Pawłem, który tyle wycierpiał od swego własnego narodu, życzyłbym sobie, by “Izrael” uznał Chrystusa Pana i nawrócił się, i będę się o to uroczyście modlił we Wielki Piątek zgodnie z wiarą i Tradycją Kościoła. Fakt, że wielu Żydów protestuje już przeciw samej tej modlitwie, może świadczyć tylko o jakimś szatańskimi wpływie.
14 mar 2009 @ 20:20
Fidel, jeszcze w kwestii “emocjonujących dyskusji” to i z innych powodów umiar w nich ma sens. W internecie, wbrew pozorom, nie ma anonimowości. Kto ma wiedzieć, ten się bez trudu dowie jaki to dyskutant ukrywa się za tym, lub innym nickiem. A szczególnie, gdy się plecie bzdury na blogu, było nie było, znanego i do niedawna prominentnego polityka, który z racji piastowania ważnych państwowych urzędów nadal z pewnością jest obserwowany i to niekoniecznie przez masonów.
Krzysztofie, o Abrahamie, który pochodził z Ur chaldejskich (leżących na pograniczu przy szlaku handlowym do Indii) sądzi się dziś, że był kapłanem (przywódcą sekty) kultu hinduskiego boga Brahmy, czyli a-brahmanem. W micie o nim, podobnie jak Brahma ożeniony był on z własną siostrą. Miała na imię Sara, zaś żona tego pierwszego zwie się Saraswati. Czyli w takim wypadku pochodzenie żydów jest jeszcze bardziej zawiłe.
14 mar 2009 @ 20:44
ad „Krzysztof: 13 marca 2009 @ 19:48 “
Mówię przez cały czas o systemie judaizmu, nie o wszystkich poszczególnych Żydach. Poszczególni Żydzi, wychowywani na talmudzie, są ofiarą tego systemu, jako że wpajane są im nieludzkie zasady nacjonalizmu i szowinizmu.
Rozważanie, czy inne narody nie postąpiłyby tak samo ze Zbawicielem jak Żydzi, jest właściwie absurdalne. Jest oczywiste, że ludzie o narodowości żydowskiej nie są ani mniej ani bardziej skażeni grzechem pierworodnym niż inni ludzie. Problemem jest to, że wybranie przez Boga stało się dla nich okazją do wyniosłości i pychy, która doprowadziła ostatecznie zarówno do wydania Chrystusa Pana na śmierć, jak też do zwalczania chrześcijaństwa i chrześcijan w całym biegu historii, aż do dzisiaj.
Każdy nacjonalizm jest wypaczeniem myślowym z poważnymi konsekwencjami. Dlaczego właśnie piętnowanie nacjonalizmu żydowskiego miałoby być czymś niedopuszczalnym – nacjonalizmem, antysemityzmem, antyjudaizmem czy tym podobnym przestępstwem? Czyżby wszystkie nacjonalizmy były złe, a tylko żydowski dobry?
ad “Krzysztof: 13 marca 2009 @ 20:42 “
Nigdy nie twierdziłem, że wszyscy Żydzi nienawidzą katolików. Jednak zasadnicza różnica polega na tym: Żyd nienawidzący katolików wypełnia zasady talmudu, czyli jest „dobrym“ Żydem, podczas gdy katolik nienawidzący Żydów nie wypełnia zasad katolicyzmu, tzn. jest złym katolikiem. Oczywiście staram się być dobrym katolikiem. I to tego należy także mówienie prawdy o talmudzie. Czynię to nie z niechęci wobec Żydów, lecz przeciwnie, tzn. po to, by przynajmniej niektórzy opamiętali się, dla ich dobra. Jak mawiał św. Augustyn, grzesznika trzeba miłować, ale grzech trzeba nienawidzić.
ad „fidel: 14 marca 2009 @ 03:47 “
1. „fidel“ popełnia kardynalny błąd, opowiadając się za oddzieleniem wiary, moralności od polityki. Ten swoisty, absurdalny dualizm żąda właściwie schizofrenii zarówno w polityce jak też w moralności i religii. Oczywiście nie chodzi mi o to, by duchowieństwo sprawowało władzę świecką czy zajmowało się działalnością formalnie polityczną. Jest to nawet zabronione przez prawo kościelne. Osobną sprawą jest natomiast twierdzenie, jakoby moralność i religia nie miały nic wspólnego i nie miały znaczenia dla życia społecznego i polityki. Jest to nic innego jak pozostawienie dziedziny społeczno-politycznej ateistom i agnostykom (czyli ateistom w wersji miękkiej). Program czysto masoński. Według zasady „fidel“a należałoby albo zabronić katolikom zajmowania się polityką – zarówno czynnie (jako zawodowi polityk) jak też półczynnie (jako wyborca) – albo żądać, by katolik zapominał o zasadach moralnych i religijnych wychodząc z własnego domu czyli sfery czysto prywatnej. Byłaby to nie tylko schizofrenia, lecz także nieludzka tyrania. Niestety takie absurdalne poglądy były i są nadal głoszone w protestanckich sektach pietystycznych, a stamtąd przeniknęły do tzw. ruchów, których ruchliwość polega właściwie tylko na robieniu zamieszania wokół siebie tudzież w normalnym życiu Kościoła. Na zasadzie „dobrze, że jesteś (o ile podporządkowujesz się zasadom przywódcy nazywanym charyzmatem ruchu)“ pielęgnowane jest w nich właściwie tylko poczucie własnej wartości jako balsam na kompleksy niższości. Wynika z tego, że każda taka grupa uważa siebie za „nadzieję dla Kościoła“, jedynych prawdziwych chrześcijan, a każda uwaga krytyczna traktowana jest jak wrogość i przestępstwo przeciw „wierze“.
Cóż tzw. ruchy zdziałały dla wiary i Kościoła, to nie tylko przez deklaracje i fotografie z papieżem i biskupami, lecz w konkretnych osiągnięciach na polu społecznym – w rozpowszechnianiu wiary katolickiej i zasad moralnych? Czyż może być przypadkiem, że działalność „ruchów“ w Kościele – choć są one w większości proweniencji protestackiej („charyzmatycy“) bądź poważnie skażone idelogią protestancką („neokatechumenat“) – zbiega się z niebywałym dotychczas odstępstwem mas katolików od wiary i moralności katolickiej, i to w sposób wprost proporcjonalny, tzn. im więcej „ruchów“ tym większe odstępstwo zwykłych katolików od wiary i życia kościelnego? Sekciarstwo typowe dla „ruchów“ może tylko obrzydzać katolicyzm. Dochodzą do tego konflikty w parafiach pomiędzy poszczególnymi „grupami“, będące w znacznym stopniu towarzystwami wzajemnej adoracji. Zasadniczym problemem zaś są poważne odchylenia doktrynalne, przemycane drogą zachwytu dla założyciela, zwyczajów „ruchu“ czy wspólnoty, czy aktualnego przywódcy. W normalnym życiu katolickim natomiast zasadniczą naturalną wspólnotą jest rodzina, a kościelną parafia. Życie parafialne może być sensownie zorganizowane według stanów (dzieci, młodzież męska, żeńska, kawalerowie, panny, mężczyźni, kobiety, ojcowie, matki, osoby starsze itd.), a nie według upodobań dla takiego czy innego przywódcy (nie jest przypadkiem, że „ruchy“ są nierzadko, przynajmniej na poziomie parafialnym, zdominowane przez podstarzałe panny itp., a dla duszpasterza grupy takie stają się jakby rodziną zastępczą, co powoduje szkodliwy dla reszty parafii partykularyzm). Sekciarstwo „ruchów“ niszczy więzi zarówno naturalne jak też strukturę Kościoła, która zbudowana jest na więziach naturalnych – jak rodzina, wspólnota lokalna, także naród. Mówienie o ruchach jako „wiośnie Kościoła“ jest conajmniej naiwnością wynikającą z nieznajomości rzeczywistości. Ruchy specjalizują się w spektakularnych autoprezentacjach w stylu show business, które stwarzają pozory żywotności wiary. Jednak miernikiem prawdziwej żywotności są owoce wiary w życiu zarówno kościelnym – praktyka sakramentalna, powołania duchowne – jak też społecznym – przestrzeganie zasad prawa naturalnego w życiu rodzin, publicznym, gospodarczym, w prawodawstwie, w rządzeniu itd. Dopiero takie owoce wykazują, czy mamy do czynienia z autentyczną żywotnością czy ze szminkowaniem trupa. Nie przeczę, że do tzw. ruchów trafiają ludzie, którym nie wystarcza parafialna płycizna posoborowia (w zbanalizowanej, przegadanej liturgii, w niespójnej teologii, w nudnych kazaniach), którzy szukają czegoś intensywniejszego i bardziej wymagającego duchowo i intelektualnie, a stają się niestety pastwą sekciarstwa. Trzeba by natomiast otwierać zarzucone czy zakopane skarby katolicyzmu. Nie ma lepszego środka na leczenie zwichrzeń kulturowych i cywilizacyjnych.
2. Ponownie radzę „fidel“owi bardziej uważne zapoznawanie się z wypowiedziami. Nie reklamowałem „masońskiej jawności“ działalności Kościoła w Polsce. Stwierdziłem natomiast, że Kościół działa jawnie w przeciwieństwie do tajemniczości masońskiej. Wszyscy biskupi, księża, a także zwykli katolicy przyznają się do swej tożsamości i działają publicznie, jawnie. Jednak nawet każda rodzina ma swoje wewnętrzne sprawy, które nie są i nie powinne być dostępne dla wiadomości osób z zewnątrz. Rozumiem, że chodzi „fidel“owi o sprawę lustracji. Podzielam pogląd, że ewentualna działalność agenturalna duchownych nie jest jedynie sprawą wewnętrzną odnośnych osób czy tylko hierarchii, lecz dotyczy ona całego Kościoła, a także społeczeństwa, wśród którego on działa. Mówiąc wprost: utajnianie niechlubnej przeszłości politycznej duchownych, także biskupów, uważam za nie na miejscu. Nic dobrego z takiego zamiatania pod dywan nie wyniknie. Ujawnienie niechlubnych epizodów mogłoby być gorzkie, rozczarowujące, ale w końcowym rezultacie jedynie korzystne dla wszyskich, nawet jeśli co niektórzy musieliby pożegnać się ze stanowiskami i godnościami. Osobiście byłbym wdzięczny, gdyby ktoś dotarł do moich akt, choć za komuny nie byłem jeszcze xiędzem. I nie rozumiem, jak można bać się prawdy. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że do właściwej oceny trzeba by znać całość faktów, nie same fragmenty. Ze strzępów może łatwo powstać jedynie karykatura. Problem polega więc nie na tym, czy należy badać i ujawniać, lecz na tym, że powinno to się odbywać solidnie, obiektywnie, nietendencyjnie, także z umożliwieniem delikwentowi złożenie wyjaśnień i obrony.
3. Nawet jeśli Dzierżyński był z pochodzenia Polakiem, to przez swoje poglądy i działalność komunistyczną sprzeniewierzył się swoim korzeniom, tzn. tożsamości polskiej i katolickiej. Może on więc uchodzić za Polaka tylko przy założeniu żydowskiego i niemieckiego pojęcia narodowości (jako więzów krwi). Conajmniej wątpliwa jest jego polskość w ramach liberalnego (np. amerykańskiego) pojęcia narodowości jako wspólnoty cywilizacyjno-kulturowej.
4. Doprawdy dziwne to odkrycie, jakoby Adam i Ewa byli Żydami. Z pewnością nie jest to nauka Kościoła. O ile wiem, nie głosi tego nawet judaizm. Ten ostatni powołuje się na Abrahama jako swojego patriarchę, i to tylko w linii Jakubowej. Radzę nieco poczytać Stary Testament. Ponadto nie miałbym nic przeciwko temu, bym miał w sobie „krew żydowską“. Nie poczytywałbym tego jednak ani za chlubę ani za hańbę. Wstydzę się jedynie swoich błędów i grzechów, a chlubić mógłbym się jedynie z darów łaski Bożej.
15 mar 2009 @ 11:12
Przyznam, iż z Adamem i Ewą to ‘pojechałem’ trochę po tzw. ‘bandzie’:))) …odbyło się to na zasadzie żartu z filmu “Ranczo Wilkowyje”, gdzie pada stwierdzenie, iż Matka Boska jest Polką, bo przecież ktoś musiał być pierwszy [pierwszą Polką]
)) Niemniej jednak nie zmienia to faktu, iż chcemy tego czy nie, wszyscy i Polacy, i Żydzi, i muzułmanie, i Chińczycy, pochodzimy od tego samego Boga. Warto o tym pamiętać.
Poza tym Panowie, kieruję te słowa do Krzysztofa i do Księdza sacdjo, a także i do Marszałka Jurka:
To Wy, Panowie, jesteście uczeni w Piśmie, czego wielokrotnie daliście dowody. Ja, co podkreślałem wielokrotnie, jestem tylko zwykłym ‘katolickim robaczkiem’. Mimo to rację ma Krzystof, mówiąc iż nie podejrzewa mnie o to, iż historię biblijnego stworzenia Adama i Ewy biorę dosłownie. A ta dyskusja, odnoszę nieodparte wrażenie, toczy się właściwie wokół słowa DOSŁOWNOŚĆ.
Otóż spotkałem się ostatnio na jakimś forum z opinią człowieka podpisującego się jako ‘ateista’, iż właśnie wyrzuca do śmieci Stary Testament, bo nie chce, żeby jego dziecko czytało te bezeceństwa, a szczególnie opisy mordów: chodziło o wymordowanie dzieci do któregoś tam pokolenia. Przyznaję, nie znam szczegółów, gdyż Stary Testament jest mi niewiele znany, natomiast o tyle lepiej niż Talmud, czy Koran, bo tych ostatnich nie znam wcale. Mea culpa.
Ale przypominam, iż właśnie na zasadzie tejże DOSŁOWNOŚCI oceniane jest chrześcijaństwo/katolicyzm. Z tejże dosłowności, o ile się nie mylę (proszę o korektę), wynikały wojny krzyżowe i religijne, które są jednym z argumentów dowodzących zbrodniczego wręcz charakteru Kościoła katolickiego w oczach jego krytyków.
Z jednej strony w uszach mi dźwięczy ciągłe nauczanie księży katolickich, żeby broń Boże nie czytać Pisma Świętego dosłownie, z drugiej natomiast mam stwierdzenie Księdza sacdjo, iż “Poszczególni Żydzi, wychowywani na talmudzie, są ofiarą tego systemu, jako że wpajane są im nieludzkie zasady nacjonalizmu i szowinizmu.”
Czy to nie jest trochę tak, iż na tej samej zasadzie można stwierdzić, iż katolicy wychowani na Piśmie Świętym, a do tego na tradycji Kościoła katolickiego (wspomniane wojny religijno-krzyżowe plus święta inkwizycja) są ofiarą tego systemu, jako że wpajane są im nieludzkie zasady nacjonalizmu, szownizmu i palenia ludzi na stosach??? Pytam???
Czy Ksiądz, Księże sacdjo, nie przesadza z tą DOSŁOWNOŚCIĄ???
Abstrachując od powyższych wątpliwości cieszy mnie fakt, iż jesteśmy prawie zgodni co do opinii na temat lustracji w polskim Kk. Ja dodam tylko, wspólnota Kk, która opiera się na dążeniu do i głoszeniu PRAWDY, nie może od tej PRAWDY, nawet najbardziej bolesnej, uciekać (bo nie ma wtedy miejsca na żal za grzechy, rachunek sumienia, pokutę i próbę win odkupienia). Ucieczka Konferencji Episkopatu Polski przed PRAWDĄ to już nie jest schizofrenia, to jest HIPOKRYZJA. Jednak jak mawia mądrość ludowa: ‘Pan Bóg nie rychliwy, ale sprawiedliwy’. Nie ma ucieczki od PRAWDY i dziwi mnie, że biskupi udają, iż tego nie wiedzą. Miecz PRAWDY wisi nad ich głowami!!! Jednak ani ja, ani podejrzewam nikt inny, nie oczekuje od byłych TW w sutannach desperackiego kroku apostoła Judasza. Oczekuję natomiast prawdy, całej PRAWDY, czyli postawy św. Piotra przede wszystkim. I pokuty, w klasztorach a niekoniecznie na wysokich urzędach czy to biskupich, czy innych.
Jeśli chodzi o wypowiedź “„fidel“ popełnia kardynalny błąd, opowiadając się za oddzieleniem wiary, moralności od polityki.”, to spieszę wyjaśnić, iż zostałem źle zrozumiany.
Ja właśnie jestem za MORALNOŚCIĄ w polityce. Niestety, żyjemy w tzw. systmie ‘demokracji liberalnej’. Bardzo mnie drażni określenie ‘liberalna’, ale, niestety, nie jest to ani demokracja socjalistyczna, ani ludowa, ani katolicka, ani żadna inna, tylko liberalna. Teoretycznie dopuszcza ona udział w życiu publicznym wszelkich grup społecznych od komunistów, przez ateistów do muzułmanów i księży katolickich. Dlatego uważam, iż nie da się w tym systemie wprowadzić zasad moralnych (mówimy o moralności katolickiej) poprzez stosowanie głosowania – szczególnie, gdy jest się w mniejszości. Nawet w polskim, niby-katolickim społeczeństwie, jest to niemożliwe, bo nigdy (patrząc realistycznie) partie stricte katolickie nie uzyskają w tym kraju większości ani parlamentarnej, ani tym bardziej konstytucyjnej. Zasady do polityki, do życia społecznego należy wprowadzać poprzez systemem wychowywania, konsensusu i, niestety, często kompromisu, a czasami nawet trzeba pogodzić się z tym, iż pewnych rzeczy nie da się osiągnąć pewnie w ogóle. Nie oznacza to, iż należy rezygnować z pewnych zasad i celów. Trzeba je tylko zdefiniować i przekonywać innych, iż należy je wprowadzać do przestrzeni publicznej. O jakie tematy chodzi, wszyscy m/w wiemy, natomiast ani Marek Jurek, ani Kk tym bardziej nie wiedzą, jak przekonywać społeczeństwo, iż uznanie pewnych zasad moralnych ma na celu wzmocnienia własnego społeczeństwa. Zbytnią NACHALNOŚCIĄ i drążeniem ciągle tego samego tematu w jeden i ten sam sposób, niestety, ale w społeczeństwie liberalnej demokracji niewiele się wskóra. I świetnie o tym wiedzą i LEWACY, i LIBERAŁOWIE społeczni. Oni są bardziej sprawnie w przekonywaniu młodych ludzi do własnych pozycji. Tak na marginesie jeszcze dodam, że hipokrytyczny Kk (chodzi mi o kwestię PRAWDY w procesie lustracji), też jest bardziej przeszkodą niż pomocą w procesie wprowadzania moralności do systemu społecznego w liberalnej demokracji. Nikt nie jest głupi i widzi brak spójności między słowem a czynem, więc tego, jak to się mówi, po prostu nie ‘kupuje’.
Księże sacdjo,
Bardzo cieszy mnie natomiast fakt, iż jak rozumiem bliższa jest Księdzu Polskość rozumiana jako wspólnota cywilizacyjno-kulturowa. Ja właśnie tak rozumiem POLSKOŚĆ, stąd mój szacunek do tradycji polskiej, historii państwowości polskiej, polskich powstańców. I już niedługo będziemy mieli do czynienia w społeczeństwie polskim z ludźmi o czarnym choćby kolorze skóry, być może nawet katolikami (???), którzy będą się podniecali walką Tadeusza Kościuszki ‘Za Wolność Waszą i Naszą’ (czy Kościuszkę Ksiądz też potępia??? czy był on może masonem???) i którzy zasady ’solidarności, wolności, odpowiedzialności’ wypiszą sobie na swoich własnych sztandarach Polskości.
Ja uważam, iż mam szczęscie, że urodziłem się w kraju z tradycją i historią, którą warto przypominać, pielęgnować, także rozwijać. Warto też wartości z historii Polski przenosić właśnie do świata współczesnej polityki.
Natomiast jestem przekonany, że wypowiedź rabbiego Awinera na temat Polski i Polaków nie wynika z Talmudu, tak jak wypowiedź biskupa Richarda Williamsona nie wynika z Pisma Świętego.
Rabbi Awiner zasłużył na to, na co zasłużył biskup Williamson. Polska nie powinna wpuszczać go na swoje terytorium, natomiast jeśli Rabbi Awiner jest członiem partii współrządzącej (lub nawet opozycyjnej w Knesecie) powinna wezwać ambasadora Izraela w celach złożenia wyjaśnień, a nawet powinniśmy złożyć protest na jego ręce.
Odpowiedni list powinien od polskiego ambasadora w Izraelu otrzymać też sam rabbi Awiner.
To że się tak nie dzieje (???), pokazuje jedynie, stan polskiego MSZ, które to bardziej zajęte jest szukaniem stołka dla swojego szefa w organizacjach międzynarodowych, niż dbaniem o dobre imię Państwa Polskiego (państwa, tak jak Izrael, ‘liberalnej demokracji’) poza jego granicami.
15 mar 2009 @ 12:05
sacdjo, gdy będę miał więcej czasu, odniosę się do większej ilości kwestii, które wypisałeś. Muszę jednak stanowczo zaprotestować, jeśli ruchy charyzmatyczne uważasz za niezgodne z duchem katolickim. Ich istnienie jest właśnie dowodem, że Sobór Watykański II tylko ożywił, to, co w mniejszym lub większym zakresie zawsze istniało w Kościele. “Różne są dary łaski, ale jeden Duch, (…) różne są wreszcie działania, ale jeden Pan”. W Kościele jest miejsce dla różnych wspólnot, o różnych charyzmatach, wystarczy porównać zakony. Jest miejsce również dla wspólnot charyzmatycznych, tak jak i dla wspólnot konserwatywnych w formule działania. Twierdzisz, że ruchy charyzmatyczne mają pochodzenie protestanckie. Uważasz, że św. Piotr, pozostałych Jedenastu i św. Paweł byli protestantami? Bo oni łączyli posługę hierarchiczną z charyzmatyczną. Jedna i druga jest ważna dla Kościoła i nie ja sprzeciwiam się uznaniu hierarchicznej, tylko ultra-sceptycy nie pojmują charyzmatycznej. Kto zresztą powiedział, że w kościołach protestanckich nie działa Duch Święty? Owszem są tam uzdrowienia w Imię Jezusa, śpiewy uwielbieniowe, tak jak u nas, katolików. Może to Pana przekona: mam znajomego księdza egzorcystę, człowieka modlitwy, który źle ocenia masonerię, okultyzm. Jest on entuzjastą ruchów ewangelizacyjnych, uwielbieniowych, oazowego itp. Takich ludzi znam wielu, wśród takich dorastałem, takimi są moi rodzice. Wśród znajomych mam też ludzi z neokatechumenatu, choć stosunkowo niewielu. Mówienie o tej wspólnocie, że jest sektą to bzdura i wykłócanie się z papieżem. Podobnie jak czepianie się dopuszczonej przez Watykan Komunii na rękę (choć sam wolę bezpośrednio do ust). I żadną miarą nie mogę się zgodzić z tezami (moim zdaniem heretyckimi) z portalu prawy.pl, którego publicyści twierdzą, że objawienie w Fatimie stoi w sprzeczności z ekumenizmem.
I jeszcze raz podkreślam: nigdzie nie postulowałem oderwania charyzmatycznego wymiaru Kościoła od jedności z władzą hierarchiczną, co w pośredni sposób zarzucił mi sacdjo. Pewnie, że różne przegięcia się zdarzają we wspólnotach charyzmatycznych (np. nadmierne koncentrowanie się na uczuciach), lecz na czele większości z nich stoją odpowiedzialni ludzie. Przegięcia zdarzają się i u władzy hierarchicznej, gdy jest np. zbyt nieufna wobec świeckich.
15 mar 2009 @ 12:20
Acha, i jeszcze jedno: co za stereotypowe jest w myśleniu sacdjo, że ruchy “tworzą głównie podstarzałe panny” i że ich istnienie zbiega się z odejściem od Kościoła. Moje doświadczenie jest zupełnie inne: istnienie ruchów jest jedną z dróg sprzeciwiających się procesowi sekularyzacji. I nie chodzi (jak twierdzi sacdjo) o oderwanie się od życia rodzinnego, czy parafialnego, lecz o jego pogłębienie. Taka forma nie jest obligatoryjna i nikogo do niej nie należy zmuszać. Sacdjo ma chyba negatywne doświadczenie “ruchów”. Tymczasem to właśnie te ruchy są (obok kleru i podobnych sacdjo ultra-tradycjonalistów) jedną z największych grup uznających potrzebę całkowitej ochrony życia poczętego. Czego nie można powiedzieć o większości parafian.
15 mar 2009 @ 16:18
Polecam:
http://infopatria.pl/index.php/artykul/19/0/518
15 mar 2009 @ 18:50
ad “sacdjo 15 marca 2009 @ 16:18″
Przeczytałem tekst w podanym linku. Każdemu wolno mieć swoje zdanie na temat polityki. Jak już pisałem poglądy narodowców bywają nieraz zaskakująco zbieżne z poglądami postkomunistów, czy szerzej lewicy. Nie potępiam prymasa Glempa. Natomiast zgadzam się z autorem jednego z komentarzy zamieszczonych pod owym tekstem. Pozwolę sobie zacytować: “ja się zastanawiam dlaczego szanowny red.nie atakuje wprost popiełuszki jako antykomunisty – może tak obyłoby sie bez hipokryzji, bo przeciez powiedzmy sobie szczerze łatwiej było wówczas byc engelgardem niz popiełuszką”. Czysta prawda! Propagandyści endeccy (o czym nie wiedziało większość znanych mi katolików głosujących na LPR) obrzucają błotem KOR, “Solidarność” i ks. Popiełuszkę. A to nikt inny, tylko ludzie z ich środowiska wysługiwali się komuchom za stalinizmu i później, tworząc PAX, co usprawiedliwiają faktem, że w KOR i “S” działał Michnik, że należało “unikać przelewu krwi” i ulegać Rosji, “by nie trwonić substancji narodowej”. Oczywiście wśród nich byli ludzie dobrej woli, a historia nie jest czarno-biała. Obłudnym argumentem wydaje mi się natomiast zarzucanie Popiełuszce, że jego msze za Ojczyznę były w istocie pomysłem masonów.
15 mar 2009 @ 19:17
Nic złego w tym przecież nie ma, że msze za Ojczyznę Popiełuszki mogły być pomysłem masonów.
Podobnie nic złego jest i w tym, że prymas Glemp podjął zarzuconą inicjatywę wybitnych polskich masonów sprzed dwustu lat budowy Świątyni Najwyższej Opatrzności zwanej jakby dla niepoznaki Opatrznością Bożą, acz w znacznym stopniu za kasę katolików i ateistów, bo z budżetu.
15 mar 2009 @ 21:19
ad “Krzysztof: 15 marca 2009 @ 18:50″
Generalnie należy bardziej baczyć na prawdziwość i słuszność poglądów i działań niż na to, kto je (re)prezentuje. W przeciwnym razie popada się w sekciarstwo, czyli podział świata na “my i oni” czy “nasi i inni” (na tej samej zasadzie działa zresztą także każdy nacjonalizm). Aczkolwiek to, kto i przeciw komu je wytacza, ma również znaczenie, ale tylko drugorzędnie.
Rodzajem sekciarstwa – które można by nazwać nacjonalistycznem czy pseudopatriotycznem – jest myślenie, że wszystko, co zostało wpojone (czy to przez szkołę komunistyczną, czy to przez tzw. opozycję antykomunistyczną) jako “polskie”, jest słuszne, dobre, chlubne, godne podziwu i naśladowania. Na tej zasadzie np. w Turcji jest “obrazą tureckości” mówienie o ludobójstwie na Ormianach. Podobnie każda wzmianka o niechlubnych przykładach Żydów prześladowane jest jako “antysemityzm”, a nawet w demokratycznych Niemczech są kręgi, które mówienie o zbrodniach hitlerowskich i o zbrodniczym charakterze wszczętej przez Niemców wojny uważają za obrazę honoru niemieckiego.
Jest zasadnicza różnica między powstaniami a działalnością śp. x. Popiełuszki: on nie nawoływał do krwawej działalności. Tzw. msze za Ojczyznę przed powstaniem styczniowym miały na celu podżeganie do krwawego powstania przy wykorzystaniu wiary Polaków. Czy miało to miejsce także w przypadku x. Popiełuszki? Trudno powiedzieć. Mam nadzieję, że tak nie było. Powiązania z korowcami mogłyby jednak świadczyć przeciw niemu, ale nie muszą.
Odżegnanie się od krwawej walki wcale nie musi oznaczać uległości wobec Rosji czy związku sowieckiego. Zgodny z prawem Bożym, Inteligentniejszy i bardziej skuteczny jest inny opór, inna walka, która też ostatecznie odniosła sukces – aczkolwiek niestety niepełny, bowiem ukręcony okrągłostołowo – w bezkrwawych przemianach roku 1989. Zresztą: czyż jest przypadkiem, że tacy niby bojowi i bohaterscy opozycjoniści jak korowcy stali się nagle zwolennikami “grubej kreski”? Ci, którzy gotowi byli posłać robotników na barykady, może nawet ich uzbroić przeciw reżimowi komunistycznemu, z dnia na dzień stali się sprzymierzeńcami komuchów, nie tylko umożliwiając im pozostanie przy faktycznej władzy przez uwłaszczenie się mieniem narodowym, ale także chroniąc ich przed odpowiedzialnością za zbrodnie komunizmu…
Tego samego pokroju byli ludzie z PAX-u i tym podobnych agentur, które nie miały nic wspólnego z kierownictwem Kościoła. Fakt, że kolaboranci paxowscy byli przeciwni zbrojnej walce z okupantem sowieckim, nie oznacza, że każdy przeciwnik takiej walki był czy jest kolaborantem.
16 mar 2009 @ 10:35
ad “sacdjo: 15 marca 2009 @ 21:19″
Masz dużo racji. Skomentuję natomiast te fragmenty tej wypowiedzi, które wydają mi się niebezpiecznie uogólnione, półprawdziwe, bądź wątpliwe.
2 fragmenty przeczą sobie: “Jest zasadnicza różnica między powstaniami a działalnością śp. x. Popiełuszki: on nie nawoływał do krwawej działalności.” i “Tzw. msze za Ojczyznę przed powstaniem styczniowym miały na celu podżeganie do krwawego powstania przy wykorzystaniu wiary Polaków. Czy miało to miejsce także w przypadku x. Popiełuszki? Trudno powiedzieć”. No to Popiełuszko nawoływał do krwawych rozruchów, czy niewiadomo?? Moim zdaniem nie. Dla mnie Popiełuszko jest bohaterem.
>”Powiązania z korowcami mogłyby jednak świadczyć przeciw niemu, ale nie muszą”.
Takie stwierdzenie obraża KOR, w którym obok Kuronia i Michnika funkcjonowali nota bene Olszewski i Macierewicz i inni, o różnych poglądach. To fakt, że KOR jest posądzany o związki z masonerią: pierwsi trzej z wymienionych mieli z nią związek, przyznał to ponoć Olszewski. Natomiast po pierwsze: w KOR angażowali się różni ludzie, których celem była obrona ludzi pracy przed represjami ze strony władz i myślę, że taka idea przyświecała ks. Popiełuszce. Po drugie: czemu znowu zakładać, że lepsza komuna niż wolnomularze? Po trzecie: wtedy nie każdy wiedział “kto jest kto”, środowiska od późniejszego ROP-u po UD zjednoczyły się w działalności opozycyjnej, której Popiełuszko sprzyjał. Takim ogólnospołecznym ruchem była “S” i ci co ją szkalują, niech popatrzą na siebie.
>”Tzw. msze za Ojczyznę przed powstaniem styczniowym miały na celu podżeganie do krwawego powstania przy wykorzystaniu wiary Polaków”. To zdanie świadczy o niechęci do powstań, a ja bym ich nie oceniał jednoznacznie. Nie wiem jak ja bym postąpił w tamtych czasach. Z jednej strony rozumiem argument, że te powstania były skazane na klęskę i ginęli ludzie. Z drugiej strony: kto wie, czy byłaby niepodległa Polska bez tych walk zbrojnych? Wszak poprzez nie Polacy przypominali zaborcom, że nie godzą się na ich okupację i represje, że żyje w narodzie pragnienie wolności i podtrzymywali zarazem rodaków w tym pragnieniu.
“Odżegnanie się od krwawej walki wcale nie musi oznaczać uległości wobec Rosji czy związku sowieckiego”. Nie? A tak sugerował i chwalił to autor wskazanego przez Pana w linku tekstu.
16 mar 2009 @ 22:04
Zastanawiam się, jak można wpaść w sidła ’sił zgoła antychrześcijańskich’ odprawiając msze – nawet jeśli są to msze za Ojczyznę??? Może x. sacdjo to wyjaśni??? Oczywiście, na życzenie PZPR można było pewnie wyłączyć modlenie się za Ojczyznę z ‘programu’ mszy Kk. Tylko co na tę ingerencję w autonomię Kk powiedziałby Watykan???
Poza tym skąd x. Popiełuszko, czy Prymas Glemp wiedzieć mieli, że odprawianie mszy za Ojczyznę grozi śmiercią??? Czy gdyby x. Popiełuszko modlił się za Partię, żeby jej członkowie nawrócili się na wiarę w Boga, to byłby on bardziej bezpieczny??? A może właśnie wtedy Prymas Glemp uważałby tę intencję za prowokację masonów i Michników???
Poza tym opinia z artykułu o Prymasie mówiąca, żę “Prymas zajął postawę realistyczną, pragmatyczną i pozytywistyczną: stoimy wobec silniejszego, powinniśmy zatem ulec (…)”…jak głęboko można ulegać??? Czy sprzeciwianie się modłom za kraj to objaw realizmu czy defetyzmu???
Nie byłem co prawda w Warszawie na początku lat 80-tych, ale jakoś ja też, tak jak Krzysztof, nie mogę skojarzyć, żeby x. Popiełuszko wzywał do zbrojnego powstania. Ale może się mylę???
Poza tym x. sadcjo, co z tą dosłownością Talmudu??? Chętnie usłyszę jakieś, choćby krótkie, wyjaśnienia…bo odnoszę wrażenie, że temat umarł a ja ciągle nie wiem, gdzie jest więcej nienawiści: w Starym Testamencie, Talmudzie, czy Koranie??? Mam zacząć czytać i sam wyciągać wnioski, czy mogę zdać się na wskazówki ludzi uczonych w Pismach???
17 mar 2009 @ 02:07
Dotychczas, niestety, nie pojawił się mój – wysłany już kilka dni temu – wpis z szeregiem cytatów z talmudu. Nie wiem, kto ponosi za to odpowiedzialność.
Ani Starego Testament ani nawet koranu nie można porównywać do talmudu. Jest to zupełnie inny rodzaj literacki. Biblia jest pismem natchnionym, treściowo, nie w całości werbalnie. Muzułamanie uważają koran za objawienie, i to bezpośrednie, werbalne. Natomiast talmud jest według swego własnego rozumienia jedynie komentarzem do Pięcioksięgu Mojżeszowego, aczkolwiek komentarzem autorytatywnym, jako że rzekomo mającym początek w tradycji ustnej przekazanej rzekomo przez samego Mojżesza. Jest więc – w rozumieniu judaistycznym – autorytatywną i obowiązującą normą judaizmu.
21 mar 2009 @ 20:51
ad “sacdjo: 17 marca 2009 @ 02:07″
Rodzaj literacki nie jest tu czynnikiem najważniejszym. Chodzi o treść. Skoro Talmud jest “w rozumieniu judaistycznym – autorytatywną i obowiązującą normą judaizmu” (choć zwróciłbym jednakowoż uwagę na zróżnicowanie w judaizmie), to jest dla wyznających Żydów pismem niejako danym przez Boga, natchnionym. Podobnie jak dla nas Biblia. A zwróćmy uwagę na to, jak my Biblię interpretujemy. “Biblia jest pismem natchnionym, treściowo, nie w całości werbalnie” – słuszna uwaga. Przecież w ST jest pełno złorzeczenia nieprzyjaciołom i fragmenty obrażające ateistów i pogan. Jako katolik (i Żyd może podobnie rozumieć Talmud) nauczony zostałem (choć częściowo sam się tego nauczyłem bądź pomagała mi przy tym Siła Wyższa) pewnego sposobu odczytywania tych tekstów. Tak więc nieraz buntuję się przeciw złorzeczeniom i nie bardzo chce mi się je czytać, nieraz jednak odczytuję te fragmenty bez jakiegokolwiek niesmaku, szukając w nich słusznego przesłania. Kiedy np. czytam w Apokalipsie św. Jana, czy księgach prorockich o Bogu dyszącym gniewem, o Bożej pomście, o pucharze Bożego gniewu, które wypiją narody itd. patrzę na to przez pryzmat miłości. Bóg chce byśmy Jego Słowo czytali z miłością. A gdy tak czynię, skupiam się raczej na Bogu jako sprawiedliwym i dobrym Ojcu, Królu, obrońcy swego Ludu niż na przywarach ludzi grzesznych. Na wszelakie niegodziwości grzeszników opisane przez autora nie patrzę z nienawiścią, lecz patrzę na Boga jako tego, który smuci się z ich powodu. A gdy Księga Mądrości mówi: “Głupi są już z natury wszyscy ludzie, którzy nie poznali Boga”, to z jednej strony nie zgadzam się z tym poglądem (dowody rozumowe na istnienie Boga, przedstawione przez św. Tomasza z Akwinu uważam nie za niezbite DOWODY, lecz za ZNAKI obecności Boga), z drugiej strony próbuję tłumaczę sobie, iż autor wywyższa mądrość Stwórcy i ubolewa, że nie wszyscy ludzie tę wielkość dostrzegają. Czasem zaś po prostu się na tych obelgach pod adresem inaczej myślących nie skupiam.
Takie odczytywanie Pisma Świętego ktoś może uznać za wybiórcze. Ale jak może inaczej postępować człowiek wierzący, jeśli Pismo służy mu w tym wypadku nie do badań naukowych, lecz do modlitwy i pogłębiania wiary? Jeśli taką “wybiórczość” odrzucimy, to uznamy tym samym, że albo Pismo Święte nie jest natchnione, albo obelgi są słuszne (takie mniemanie prowadzi do nacjonalizmów, fanatyzmów, sekciarstwa itd.).
Tylko spójrzmy, jak to Pismo Święte oceniają z boku ludzie niewierzący w jego sens. Czyż ateista nie ma prawa poczuć się urażonym, gdy czyta, że jest głupi?
22 mar 2009 @ 20:12
ad “Krzysztof: 21 marca 2009 @ 20:51″
Uwzględnienie rodzaju literackiego, tzn. intencji, formy oraz uwarunkowań wyrazu słownego, jest niezbędne do poprawnego odczytania treści, tzn. dotarcia do treści właściwej. Innymi słowy: nie można oddzielić treści od formy, aczkolwiek należy je odróżnić.
Przede wszystkim nie można utożsamiać katolickiego rozumienia natchnienia biblijnego z koncepcją judaistyczną. Katolickie (chrześcijańskie) pojęcie Objawienia jest zasadniczo różne od judaistycznego, aczkolwiek istnieją też elementy wspólne. Chrześcijaństwo – w odróżnieniu zarówno od judaizmu jak też islamu – nie jest “religią księgi”, lecz religią Słowa Wcielonego. Ma to zasadnicze znaczenie w pojmowaniu słowa spisanego w Objawieniu. W pojęciu katolickim (chrześcijańskim) Pismo św. nie jest w całości stenogramem usłyszanego głosu Boga, aczkolwiek zostało spisane pod natchnieniem i kierownictwem Ducha Świętego. Różnorodność literacka wymaga odpowiedniego docierania do właściwego przekazu. Jest to zasadanie egzegezy (hermeneutyki) biblijnej, której główną zasadą jest jedność całego Pisma św., tzn. Starego i Nowego Testamentu. Właściwa treść Starego Testamentu, jakby jego “boski rdzeń”, daje się więc rozpoznać tylko i jedynie w świetle Nowego Testamentu.
Siłą rzeczy nie dotyczy to judaizmu. Ponieważ nie uznaje on żadnej innej instancji o równym – boskim – autorytecie, która by odsłoniła właściwy sens Starego Testamentu, musi się zadowolić komentowaniem, tzn. wyjaśnianiem, jak ma to miejsce w talmudzie. Dlatego talmud nie może wychodzić poza werbalny – dosłowny – sens Pięcioksięgu. Może ten sens jedynie precyzować i uszczególniać. Dlatego wezwania do nienawiści i mordowania są i muszą pozostać w judaiźmie zawsze dosłownie aktualne. Widać to zresztą także w praktyce, także obecnie.
30 mar 2009 @ 10:18
Dopowiedzenie:
To, że właściwy sens Starego Testamentu daje się rozpoznać dopiero w świetle Nowego Testamentu, nie oznacza, jakoby ktoś nie uznający Nowego Testamentu musiałby błędnie rozumieć Stary Testament. Wszak Apostołowie i uczniowie Chrystusowi znali tylko Stary Testament i właśnie na jego podstawie uznali Chrystusa, i to właśnie dlatego, że kierowali się Starym Testamentem. Różnica między tymi prostymi wyznawcami mozaimu a owymi wyznawcami mozaizmu, którzy Chrystusa Pana nie uznali, jest wyłożona w Ewangeliach. Winny jest więc nie Stary Testament jako taki, lecz ludzie, którzy go tak interpretowali względnie przekręcali, że doprowadziło ich to do odrzucenia Chrystusa Pana, rzekomo w imię wierności Staremu Testamentowi.