Znana wypowiedź bp. Richarda Williamsona mnie i moich przyjaciół zabolała jako Polaków i chrześcijan. Spotkała się też z potępieniem Rzymu i środowisk tradycjonalistycznych, by wymienić tylko reakcję bp. Bernarda Fellay czy ks. Philippa Laguérie. Sam bp Williamson – po upomnieniach – przeprosił za swą wypowiedź „tych, którzy przeżyli niesprawiedliwości popełnione przez Trzecią Rzeszę i rodziny jej ofiar” i „przed Bogiem prosił wszystkich szczerze zgorszonych jego słowami o przebaczenie”.     

W tym samym czasie umknęła uwadze mediów inna wypowiedź zawierająca radykalną rewizję moralnej oceny drugiej wojny światowej. Rabin Szlomo Awiner zaapelował do Izraelczyków o nieodwiedzanie obozu w Auschwitz, aby nie finansować Polaków, narodu, który – według niego – podczas wojny kolaborował z hitlerowcami, a polskie podziemie zajmowało się zabijaniem zbiegów z obozów koncentracyjnych. Wypowiedź ta znieważa pamięć Polski Walczącej, ofiarę tysięcy ludzi, którzy w polu i w katowniach gestapo i NKWD oddali życie nie tylko dla Polski, ale również dla wolności świata. Znieważa zwyklych Polaków, którzy oddali życie ratując Żydów, jak rodzina Ulmów. Opór, jaki Polska już w RP 1939 stawiła Niemcom, zapobiegł podbiciu Europy przez Hitlera, co (samo w sobie) zapobiegło całkowitej Zagładzie i uratowało życie tysięcy ludzi, którzy zginęliby, gdyby Niemcy wygrały wojnę.  Rabbi Awiner – jako Francuz z pochodzenia – powinien o tym pamiętać.  

Oczywiście, wypowiedź rabbiego Awinera należy widzieć we właściwych proporcjach: nie należy jej ani wyolbrzymiać, ani pomniejszać. Rabin Szlomo Awiner głosi do lat poglądy skrajne (na przykład domagając się usunięcia przedstawicieli muzułmańskiej mniejszości z parlamentu izraelskiego albo przekonując żołnierzy, że podczas działań zbrojnych nie powinni nadmiernie przejmować się ochroną cywilów) i są to poglądy odrzucane w społeczeństwie izraelskim. Ale jego wypowiedzi znieważające Polskę, a wygłaszał je już wcześniej, nie spotkały się ze słyszalnym potępieniem. Co więcej – rabbi Awiner jest czołowym autorytetem religijnych syjonistów, którzy regularnie biorą udział w rządach izraelskich. To najpierw od ich przywódców, potem od innych przedstawicieli izraelskiego życia publicznego i judaizmu należałoby oczekiwać odcięcia się od jego poglądów.