Unia Europejska odrzuciła węgierski plan pomocy dla Europy Środkowej. Trudno się dziwić, skoro zgłaszał go premier Gyurcsany, który – w sprawach finansowych – oszukiwał własne społeczeństwo. Dziwić mogą inne rzeczy. Przewodniczący José Manuel Barroso oświadczył, że kraje takie, jak Polska i Czechy „mają obowiązek” przyjąć euro, ponieważ się do tego zobowiązały. To samo bez przerwy mówi Donald Tusk. Szkoda, że ani Barroso, ani Tusk nie powiedzieli – korzystając z okazji szczytu – o obowiązkach wynikających z powszechnych zasad Unii. Na przykład, że Niemcy i Austria mają obowiązek otworzyć granice dla środkowoeuropejskich pracowników w imię fundamentalnej zasady wolnego przepływu pracy w Unii. Albo, że w imię zasad uczciwej konkurencji, Unia Europejska ma obowiązek zrównać wysokość dopłat rolnych w Polsce i w zachodniej Europie. Dobrze, że premier Tusk występuje przeciw protekcjonizmowi projektowanemu, szkoda, że woli milczeć o aktualnym.
A jeśli chodzi o przewodniczącego Barroso, który tak łatwo deklamuje o „obowiązkach” Polski i Czech, choć tak trudno mu mówić o obowiązkach Niemiec, Francji i własnej Komisji – usprawiedliwia go trochę jedna okoliczność, którą już wiele pokoleń temu ujawnił generał Robert Lee: że „obowiązek” bywa najtrudniejszym słowem w języku angielskim. Jak widać – od prawie stu pięćdziesięciu lat nic się nie zmieniło.
Zaskoczyła mnie dzisiejsza wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego, który na swojej dzisiejszej konferencji prasowej, jak niegdyś Lech Wałęsa (‘jestem za a nawet przeciw’), najpierw skrytykował UE za zbyt wiele, a do tego zbyt szczegółowych przepisów, aby następnie zarzucić UE, iż nie jest mocarstwem.
To ja mam dla J.K. propozycję: Niechże namówi Prezydenta do podpisania Traktatu Lizbońskiego, bo ten traktat jest właśnie dużym krokiem w kierunku budowania europejskiego supermocarstwa pod egidą największych państw europejskich (zaczynam w końcu rozumieć taktykę negocjacyjną ówczesnego Premiera i Prezydenta w czerwcu 2007 roku w Brukseli oraz decyzję o uroczystym formalnym podpisaniu TL przez Prezydenta w Lizbonie 13 grudnia 2007).
Jak na dłoni widać tu także, jak wiele łączy leadera PiS-u (świadomie lub podświadomie) z twórcą ruchu Libertas, Declanem Ganlayem, a wobec tego i z samym LPR-em:
Z jednej strony krytyka kodyfikacji europejskiej (‘zbyt dużo zbyt szczegółowych aktów prawnych’ – hasło: ‘ogórek’) a z drugiej hasło budowy europejskiego supermocarstwa z europejskim superprezydentem i europejską konstytucją.
Skoro mamy obowiązek to na pewno przyjmiemy, aby zmniejszyć niepokój różnych niedowiarków, że dotrzymujemy umów proponuję wyznaczyć datę. Niech Sejm przyjmie uchwałę aby rząd przgotował wszystko co trzeba do wymiany złotówek na euro w 3009 r.
euro jako waluta to tragedia, ale już niedługo Włochy i inni zaczną wracać do lirów etc, kryzys ich przyciśnie
No, Paul, to własnie się stanie. Powtarzam to, gdzie się da. Strefa euro jets skazana na klęskę, jak to było z innymi sztucznymi uniami pieniężnymi. A dla Marka Jurka gratulacje, że trzyma kurs. Miałem pretensje, że czepia się Libertasu o niepopełnione zbrodnie, a teraz popieram słuszna linię!
Mówi się że Polacy głosując za wejściem do UE głosowali też za wejściem do strefy euro (i w domyśle, nic nie da się z tym zrobić, ,,klamka zapadła”, itd.) ale…
można jednak chyba powiedzieć, że Polacy głosując za wejściem do UE na warunkach Traktatu Akcesyjnego głosowali za Traktatem Akcesyjnym, który w artykule 7 Aktu Przystąpienia mówi
,,O ile niniejszy Akt nie stanowi inaczej, jego postanowienia nie mogą być zawieszone, zmienione ani uchylone w sposób inny niż według procedury zmiany traktatów ustanowionej w Traktatach założycielskich.”
czyli mówiąc inaczej postanowienie te (w tym także te dotyczące artykułu 4 mówiącego o uczestnictwie RP w UGIW ) mogą być zawieszone, zmienione lub uchylone tyle tylko, że o ile Akt Przystąpienia nie stanowi inaczej, wyłącznie według procedury zmiany traktatów ustanowionej w Traktatach założycielskich.
czyli Polacy zgodzili się na to, aby można było podejmować działania zmierzające do zawieszenia, zmiany lub uchylenia postanowień Akty Przystąpienia (w tym treści art. 4) (oczywiście działania te mogą być skuteczne lub nieskuteczne ale ewidentnie jest tutaj napisane, że na mocy Aktu Przystąpienia działania takie mogą być podejmowane).
Mówiąc inaczej Polacy w referendum z 2003 roku zgodzili się na to, aby można było podejmować działania zmierzającego do wyłączenia Polski z obowiązku przyjęcia ,,jednej waluty”.
Art.7 wskazuje drogę za pomocą której możliwe jest dokonanie ,,zawieszenia, zmiany lub uchylenia” zapisów Aktu Przystąpienia
Otóż drogą tą jest procedura zmiany traktatów ustanowiona w Traktatach założycielskich (chodzi zapewne o to, że na zmiany te musiałyby się zgodzić wszystkie państwa)
http://eur-lex.europa.eu/pl/treaties/dat/12003T/htm/L2003236PL.003301.htm
Odnoszę wrażenie, że mówienie, że ,,musimy przyjąć euro bo się zobowiązaliśmy” i pomijanie zupełnie treści artykułu 7 Aktu Przystąpienia jest rodzajem psychomanipulacji.
Czyli…elementem Aktu Przystąpienia jest zarówno artykuł 4 jak i artykuł 7 i trzeba o tym pamiętać !
Już za dwa lata w Polsce na 100 pracujących przypadnie 56 niepracujących, w 2050 roku na 100 pracujących będzie przypadało 98 niepracujących, w tym 67 w wieku poprodukcyjnym, tak twierdzi na podstawie danych demograficznych wiceminister pracy i polityki społecznej Czesława Ostrowska proponując podniesienie wieku emerytalnego kobiet do 65 lat, a mężczyzn pewnie “ad mortem”. Więc żadne euro przed prawdziwym kryzysem nas nie uratuje.
Taka ciekawostka z obozu Libertas: ‘Libertas hires top US election campaigner’ [Libertas zatrudnił amerykańskiego specjalistę ds. kampanii wyborczych]
http://www.irishtimes.com/newspaper/world/2009/0303/1224242151629.html
Zdaję sobie sprawę, że Prawicy PR nie stać na takie ‘inwestycje’, ale dlatego może warto czasami posłuchać sensownych, a do tego bezpłatnych rad???
http://www.tvn24.pl/-1,1589632,0,1,partia-marka-jurka-naradza-sie-przed-eurowyborami,wiadomosc.html
,,Partia opowiada się także przeciwko wprowadzeniu w Polsce euro. – Pieniądz narodowy służy wszystkim.
Nie traktujemy go jako fetyszu, tylko jako instrument suwerennej polityki gospodarczej – wyjaśnił Jurek.”
bardzo dobre określenie !
przy okazji….
——————-
do przemyślenia………
,,Jestem na rynku od 1993 roku, mam wyższe wykształcenie, pracowałem jako makler, analityk, zarządzający. Czy zalicza mnie Pan do tych 99,9 procent społeczeństwa?
Ja nie chcę Traktatu Lizbońskiego, nie chcę superpaństwa europejskiego. Chce Europy narodów, z otwartymi granicami, otwartym rynkiem pracy, itd.
Ludzie w Polsce długie lata po wojnie walczyli o niepodległość w lasach, a dziś poprzez medialną manipulację tą niepodległość im się zabiera, szukając poparcia u młodych ćwierćmózgowców. Raczej nie chcę w Polsce euro.
Uważam, że ta papka miłości, którą nas karmią elity z Brukseli i nasi politycy jest nieprawdziwa. Wmawia nam się, że coś jest konieczne, niezbędne, gdy najwyraźniej takie nie jest.
Zmusza nas się do likwidacji kopalń, a później importujemy węgiel. Podobnie jest w innych branżach. Moja prawda jest taka, że dopóki jest dobrze to jest iluzja miłości, gdy sytucja się pogarsza to jest obrona własnej gospodarki. Nie wierzę politykom. Niedługo dojdzie do tego, że każda kura w Polsce będzie miała imię i paszport.
I jeszcze jedno. Zawsze na świecie był homoseksualizm, ale czy kiedykolwiek był emancypowany, czy kiedykolwiek w historii gdziekolwiek legalizowano związki homoseksualne i promowano adopcję w tych związkach? Do czego to prowadzi?
Wskutek tej wolności, którą nam się proponuje rocznie 6500 dziewczyn do 20 roku życia popełnia recydywę aborcji w Wielkiej Brytanii. Zabijanie nienarodzonych dzieci staje się środkiem antykoncepcyjnym.
Stopniowo wartością, produktem staje się tylko pieniądz, zarabianie. I co się dzieje w imię tej głównej wartości /dobrobytu materialnego/ decydujemy się na rezygnację z suwerenności. Kto nie mysli jak mainstream jest moherem, nie idącym z duchem czasów.
I na koniec. Albo się przyjmuje Nowy Testament w całości, albo w ogóle.
Grzegorz ”
http://www.libertas.net.pl/polityka/201-finansici-te-nie-chc-superpastwa-ue.html
——————————-
z blogu internetowego Bartosza Stawiarskiego,
,,W obliczu powyższej argumentacji miejmy więc nadzieję, że owczy pęd ku korytarzowi ERM 2 zostanie przystopowany, a strojenie piórek przed Brukselą ustąpi miejsca racjonalnej ocenie sytuacji.
Pomimo sztywnego rygoru kursowego kilka tłustych lat Litwy, Łotwy oraz Estonii i tak ustąpiło pola przewlekłej makroekonomicznej dysfunkcji.
Niech to będzie zimnym prysznicem na głowy tych, którzy bez oglądania się na NASZ INTERES NARODOWY zdradzają chorobliwą słabość do zbyt silnego parcia na unijne salony.”
Bartosz Stawiarski, Wealth Solutions.
http://bartoszstawiarski.blox.pl/2009/03/Nieracjonalny-ped-do-ERM-II-1.html
————————-
cieszę się, że ludzie ze środowiska finansowego coraz częściej nie boją się używać języka patriotycznego
Tylko kto przypomni Panu Barroso o “wszystkich” obowiązkach państw UE? Donald Tusk nie ma zamiaru!
Ganleya stać na zatrudnianie specjalistów od PR, a Irish Times zazdrości zapewne, a w każdym razie ze wszystkiego robi mu zarzuty. Irish Times jest zapleczem euroentuzjastów. Ja natomiast byłem szczerze rad spotykając wczoraj Kongres Prawicy Rzplitej in gremio na cichej Mszy Świętej w rycie trydenckim na Nowym Mieście.
I specjalne pozdrowienia dla Piotra S., który tu był na stronce przed półgodziną!
Poniższa wypowiedź jest długa, ale inaczej się NIE DA. Temat jest zbyt poważny.
Jak się dowiaduję ze strony internetowej Prawicy RP Pan Marszałek Jurek poinformował o starcie w wyborach do Parlamentu Europejskiego:
http://prawicarzeczypospolitej.org/aktualnosci,pokaz,369
Gratuluję, aczkolwiek, o ile jeszcze rok temu myślałem, iż Prawicy RP uda się znacznie wzmocnić swoją słabą pozycję na polskiej scenie politycznej (sugerowałem nawet wspólne działania z Ganley’em), o tyle, w mojej ocenie, niewiele się zmieniło w ciągu tych 12 miesięcy. Odnoszę wrażenie, że skrajnie liberalna (ekonomicznie i społecznie, aczkolwiek ‘inaczej’ liberalna niż socjaliści, czy PO) UPR jest dużo bardziej rozpoznawalna przez wyborców. Niemniej jednak trzymam kciuki za Prawicę RP.
Jedną rzecz, w związku z delaracją wyborczą Marszałka Jurka muszę koniecznie skomentować. Chodzi o kwestię EURO. Otóż cieszy mnie w Pańskiej wypowiedzi stwierdzenie, iż “Nie traktujemy go [PLN] jako fetyszu, tylko jako instrument suwerennej polityki gospodarczej(…)”. Otóż słowo ‘instrument’ jest dla mnie słowem kluczowym i cieszy mnie, iż stosunek do euro nie jest wyrażany słowem ‘suwerenność’ (w kontekście jej utraty). Aczkolwiek wyrażenie ‘instrument suwerennej polityki’ to taki bardzo polityczny wybieg (i dowód na to, że jest Pan zwierzem politycznym), na zasadzie ‘Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek’.
Ale abstrachując od semantyki a zwracając się ku podmiotowi, czyli EURO przypominam:
Wartość kredytów hipotecznych w Polsce to ok. 200 mld pln, z czego ok. 70% to kredyty, które zostały wzięte we frankach szwajcarskich.
Pytanie podstawowe brzmi więc:
Dlaczego Polacy, mając pod nosem własny instrument kreujący suwerenną politykę finansową, czyli PLN, zadłużali się we frankach szwajcarskich???
Odpowiedź:
- Oprocentowanie kredytów w frankach szwajcarskich był 2x niższe, niż w PLN.
Co to znaczy??? Wyjaśnienie:
—>>> Politykę pieniężną kreuje NBP. NBP jest niezależny w swych decyzjach (chociaż oczywiście można wywierać różne presje), czyli niezależny od polityki państwa, co jest zresztą zawarte w Konstytucji. O jakim instrumencie więc mówimy??? Nie ma znaczenia, czy stopy procentowe kreowane są przez NBP (w tym wypadku okazało się to szkodliwe dla wielu polskich kredytobiorców), czy przez ECB, który prowadząc politykę pieniądza w stosunku do 15 państw europejskich kreował stopy procentowe na poziomie ok. 1% wyższym, niż te szwajcarskie (stąd Polacy zadłużeni są w frankach a nie w euro – bardzo racjonalna decyzja, aczkolwiek NIKT nie traktował poważnie, nawet bankowcy, ryzyka zmiany kursu walutowego, bo niemalże NIKT nie przewidywał takiego kryzysu, jak obecenie).
DALEJ Panie Marszałku o Pańskiej wypowiedzi w sprawie EURO. Cytat: “Nie traktujemy go [PLN] jako fetyszu, tylko jako instrument (…) walki o konkurencyjność gospodarki, a w efekcie o eksport; na pewno jako element polityki zatrudnienia”
Obecny kurs euro [1 euro = 4,75 pln] jest owszem korzystny dla eksporterów, bo obniża przede wszystkim koszty pracy. Polska gospodarka jest w dużym stopniu uzależniona od improtu (choćby surowce energetyczne). Wkrótce, tak słaby złoty (analogiczna sytuacja ma miejsce w Wielkie Brytanii) spowoduje wzrost inflacji. Kto na tym straci??? POLACY!!!
Panie Marszałku, uważam, iż optymalny kurs polskiej waluty to ok. 4-4,2 PLN za 1 EURO. Poziom ten jest korzystny z wielu powodów (przy założeniu, że relacje euro/dolar czy euro/frank są takie jak teraz. Mała dygresja: Ekonomia to jedno wielkie ‘założenie’):
- Kredyty hipoteczne we frankach mogą być bezproblemowo spłacane przez obecnych dłużników,
- Jest to kurs korzystny i dla EKSPORTERÓW i jednocześnie dla IMPORTERÓW,
- Jest to kurs, który nie spowoduje długookresowo INFLACJI w POLSCE.
Skoro wypowiada się Pan, tak jak jest to ujęte w powyżej zamieszczonym cytacie, to pojawiają się u mnie 2 wątpliwości, o które MUSZĘ zapytać:
(1)
Generalnie, im słabszy złoty [np. 1 euro = 5 pln], tym lepiej dla EKSPORTU (niskie koszty pracy), ale tylko dla eksportu, a także tym lepiej dla ‘polityki zatrudnienia’, bo część ludzi wyemigruje z rynku pracy w poszukiwaniu ‘mocnego pieniądza’, tak jak to miało miejsce po wejściu Polski do UE. Będą też w Polsce powstawały, i owszem, miejsca pracy: w sektorach re-eksportowych i ‘manualnych’. Będą to miejsca pracy, przy których nie liczy jest zbytnio poziom wykształcenia pracowników, ani trwałość ich miejsc pracy (łatwo można je przenieść do innych państw prowadzących ‘tanią’ i ‘proeksportową’ politykę pieniężną), a poprzez to nakłady kapitałowe będą stosunkowo niskie, bo Polska nie będzie też traktowana jako poważny rynek zbytu (ze względu na niską wartość PLN, czyli siłę nabywczą polskiej złotówki).
Pytam więc: Czy to o taką “konkurencyjność gospodarki” i “politykę zatrudnienia” Panu chodzi???
Jeśli tak, to jestem rozczarowany!!! Bo do tej pory byłem/jestem przekonany, że Prawica RP chce budować silną Polskę, Polskę silną poziomem życia i wykształcenia jej obywateli, a także silną trwałością miejsc pracy w Polsce.
(2)
Proszę mi wyjaśnić, ile według Pana powinien na dzień dzisiejszy, tzn. w obecnej sytuacji gospodarczej, wynosić kurs PLN (ja swój typ i wynikające z niego konsekwencje opisałem powyżej), tak aby rynek pracy i eksporterzy, o których chce Pan szczególnie dbać, byli zadowoleni??? Natomiast najbardziej istotna moja wątpliwość jest następująca:
Jeśli traktuje Pan pieniądz jako instrument, czyli coś co można dowolnie używać i przy pomocy czego można zmieniać rzeczywistość [bo ja traktuję pieniądz bardziej, jako rzecz daną (tak jak powietrze), czyli 'stałą' i 'niezmienną' w układzie gospodarczym], to rozumiem, że posiada Pan jakieś ‘magiczne’ (piszę to bez ironii) możliwości, żeby od momentu dojścia do władzy (zakładam taką możliwość), spowodować, że wartość PLN (łącznie ze stopami procentowymi kredytów) uzyska natychmiast (w ciągu 3 m-cy) taki poziom, jaki Pan zadeklaruje jako najbardziej korzystny w Pana mniemaniu dla Polski???
Przyznam, Panie Marszałku, iż bardzo interesuje mnie Pańska odpowiedź w tej kwestii. Ale pomimo tej nieskrywanej ciekawości wolałbym jednak, żeby Prawica RP rozważała całe inne instrumentarium gospodarcze (i społeczne), a pieniądz pozostawiła w spokoju. Dlaczego??? Moim zdaniem, szkoda czasu: O powietrze trzeba dbać globalnie, nie da się zmieniać składu powietrza na każde życzenie. Dlatego radzę traktować powietrze (tlen) jako warunek do życia i funkcjonowania krwiobiegu gospodarki, a nie coś co możemy dowolnie kształtować w zależności od naszego pomysłu na nią (więcej tlenu to bardziej dynamiczne życie, mniej tlenu to usypiamy – proszę pamiętać o niezależności NBP: chce Pan ją zawiesić???).
Uważam, że lepiej jest pracować nad rozwojem zdrowego i silnego organizmu, niż nad manipulowaniem tlenem (bo to nazywa się ‘DOPPING’ i nie jest zdrowe ani dla człowieka, ani dla gospodarki).
@ Fidel
“Skupienie potęgi i bogactw w rękach niewielu, właściwe ostatniemu okresowi życia gospodarczego, jest naturalnym następstwem nieograniczonej wolności konkurencji, która zwycięstwo daje tylko najsilniejszym – jak często bywa – tym, którzy walczą najbezwzględniej i którzy nie znają skrupułów sumienia.”
papież Pius XI, encyklika Quadregesimo Anno, punkt 107
Jesli uważasz że oddanie banku centralnego w ręce ludzi z EBC to jakas forma politycznego katharsis a słowo “instrument” brzmi fałszywie w Twoich uszach to powiedz proszę na czym opierasz ową wiarę w dobroczynny obieg “powietrza”?
Stopy procentowe NBP mają tylko ograniczony wpływ na kształtowanie polityki gospodarczej państwa. Bank to taki instument który gra na wielu pięcioliniach a bank centralny jest niczym dyrygent w orkiestrze bankowej – pilnuje by banki stosowały się do reguł gry.
Bank centralny jest instrumentem czy to Ci się podoba czy nie. Bank centralny może na przykład ostudzić szaleństwo dużych pożyczek międzybankowych przez co zmusi jeden czy drugi bank do polegania na własnych aktywach czyli posrednio do uważnego obdzielania kredytami, co może uchronić gospodarkę przed kryzysem choćby takim z jakim mamy dzis w USA, Wielkiej Brytanii etc.
Papierowy pieniądz to jest tylko papierowy pieniądz i nic więcej: nie ma on wartosci bez odpowiedniego prawa czyli tzw. tender laws. Pamiętajmy że gdyby istniał prawdziwy mechanizm wolnego rynku to euro wydrukowane w Hiszpanii miałoby inną wartosc niż te wydrukowane w Niemczech. Dlaczego????
Ponieważ rynek walut opiera się na sprzeżeniu zwrotnym między informacjami o statu nescendi gospodarki oraz danymi o ruchach banków i poczynaniach suwerennych rządów (na marginesie – nie kwestionuje zasady niezależnosci banku centralnego od koniuktury politycznej).
@ Emigrant:
No dlaczego ja muszę tłumaczyć rzeczy oczywiste raz jeszcze???
Do obecnego kryzysu światowego doszło najpierw w USA, bo właśnie idea liberalizmu gospodarczego doprowadziła do likwidacji wszelkiego rodzaju instrumentów nadzoru nad rynkami finansowymi (na zasadzie rynek jest najlepszym regulatorem).
Natomiast instrumenty nadzoru nad rynkiem finansowym (reguły sprawozdawczości, zasady dopuszczania pewnych produktów (np. słynne opcje), dozwolone i niedozwolone klauzule w umowach np. kredytowych, etc.) leżą w gestii USTAWODAWCY. A ustawodacą nie jest ŻADEN BANK CENTRALNY. Natomiast USTAWODAWCA może nałożyć na Bank Centralny pewne zadania i obowiązki.
Obecnie Komisja Europejska zastanawia się nad wprowadzeniem ewentualnych regulacji ogólnoeuropejskich regulujących rynki finansowe w UE (KE może tylko zaproponować – ustawodawcą jest Parlament Europejski razem z Radą UE – ustawodawcą nie jest ECB, ale ponieważ siedzą tam bankierzy (a nie tylko biurokraci), to ECB jest w tej sprawie konsultowany, no i ma on swoje jakieś tam zdanie). Sytuacja jest generalnie jednak dosyć skomplikowana, tak jak w większości sytuacji, kiedy to tworzone są regulacje prawne (czyli prawo). Dużo wyjaśni się podczas szczytu Rady Europejskiej (czyli szefów państw UE) w dniach 19-20 marca. A póki co, żeby unoaocznić trudności procesu polecam lekturkę newsa:
http://www.euractiv.com/en/financial-services/barroso-rejects-bold-ideas-eu-financial-reform/article-179971
No i podstawowe pytanie w temacie ‘powietrza’. Otóż podstawową funkcją pieniądza jest to, iż umożliwia on wymianę towarów i usług, czyli jest ‘środkiem płatniczym’. Brak pieniądza lub ‘zły’ pieniądz jest dla gospodarki dużo gorszy, niż używanie cudzego, ale ‘dobrego’ pieniądza, np. dolara amerykańskiego, który jest niemalże podstawowym środkiem płatniczym w wielu, podupadłych gospodarczo miejscach świata (szczególnie tam, gdzie Bank Centralny nie jest niezależny). W momencie, kiedy pieniądz zaczyna się ‘psuć’, natychmiast widać proces ucieczki w ‘lepszy’ pieniądz. Kiedy pieniądz się ‘psuje’??? Wtedy, gdy:
(1) Bank centralny zależny jest od rządu, a rząd decyduje się na drukowanie pieniędzy bez pokrycia (żeby finansować deficyt. zamiast wypuszczać obligacje na jego finansowanie) lub ingerowanie w stopy procentowe (cena pieniądza) w celu prowadzenia polityki gospodarczej.
(2) Dochodzi do znacznego spadku wartości pieniądza w stosunku do innych walut na skutek różnych procesów gospodarczych (masowe wycofywanie się kapitału z rynku, spekulacje, jakieś katastrofy gospodarcze (patrz Islandia), itp.).
Sytuację nr (1) można wykluczyć w krajach cywilizowanych, czyli Polsce też. Natomiast sytuacji nr (2) nie da się wykluczyć wcale. Im mniejsza gospodarka (patrz państwa bałtyckie), tym większe ryzyko ‘psucia’ się pieniądza na skutek zewnętrznych i wewnętrznych procesów gospodarczych. Nawet Wielka Brytania (duża gospodarka) okazuje się być zagrożona skutkami ‘psucia’ się pieniądza, ale oczywiście nie w takim stopniu jak państwa bałtyckie, czy Polska. Stąd im większa gospodarka, tym mniejsze ryzyko ‘psucia’ się pieniądza na skutek czynników zewnętrznych (spekulanci, upadek rynków zewnętrznych, itp.) i wewnętrznych (chybione inwestycje zagraniczne, duży deficyt, itp.).
No i jeszcze jedna uwaga. Bank centralny nie jest instrumentem. Zadaniem banku centralnego jest pilnowanie (patrz punkt (1)), żeby pieniądz nie ulegał ‘zepsuciu’. Bank centralny (narodowy, czy ponad-narodowy) jest strażnikiem ‘wartości pieniądza’, także poprzez niedopuszczanie do inflacji (ze strony www ECB: ‘The main objective of the Eurosystem is to maintain price stability: safeguarding the value of the euro.
‘)
Natomiast nie ma, nie było i nie będzie takiej gwarancji, że działania banku centralnego (czy to narodowego, czy ponad-narodowego) będą zwieńczone sukcesem (np. Balcerowiczowi zarzucano zbytnie ‘schłodzenie’ gospodarki: drogi kredyt. Nikomu w Polsce do tej pory nie zarzucano zbytniego ‘rozgrzania/przeinwestowania’ gospodarki [skutki takiego procesu mają obecnie miejsce w Hiszpanii, ale były dwa sposoby powstrzymania 'rozgrzania' rynku: Pierwszy, czyli podniesienie stóp procentowcych (niemożliwe, bo o tym decyduje ECB), i drugi, czyli ograniczenia administracyjne na rynku nieruchomości (np. wysokie podatki katastralne od każdego 2-go lub 3-go lokalu własnościowego - państwo hiszpańskie okazało się być bezczynnym], czyli ‘taniego’ kredytu, bo czy można winić bank centralny Szwajcarii, o to, że Polacy z powodu niskich stóp procentowych, niższych niż w strefie ECB, zadłużają się we frankach???).
Dlatego najgroźniejszym ryzykiem systemu finansowego jest destabilizacja pieniądza. Ja oceniam, iż ryzyko destabilizacji na skutek nieodpowiedzialnej polityki własnego rządu oraz działanń sił zewnętrznych jest dużo wyższe niż, niż na skutek tego, iż bank centralny będzie miał siedzibę we Frankfurcie nad Menem i będzie uśredniał cenę pieniądza (stopy procentowe) dla wszystkich państw strefy walutowej. Powiem więcej: Skutki nieodpowiedzialnej polityki finansowej własnego rządu mogą być nawet krótkookresowo zniwelowane w przypadku, gdy większość dużych krajów jednej strefy walutowej prowadzi politykę odpowiedzialaną (patrz: obecnie Grecja w UE).
Natomiast generalnie obowiązuje jedna reguła: Zepsuć się (upaść) może wszystko, czyli i dolar, i złotówka, i euro. Żadna waluta nie daje gwarancji ‘nieśmiertelnego sukcesu’. Lepiej jednak jest ciężkie chwile, ciężką chorobę, przechodzić wspólnie, niż indywidualnie, choćby w myśl staropolskiej zasady ‘kupą, Mości Panowie’.
I jeszcze a propos przykładu Grecji: Kto traci, jeśli własne państwo prowadzi nieodpowiedzilną politykę finansową???
Odpowiedź:
Tracą obywatele. Co tracą??? Swoje oszczędności i swoje inwestycje. Dlaczego Grecy, obywatele Grecji, nic jeszcze nie stracili, pomimo nieodpowiedzilanej polityki finansowej własnego rządu??? Bo chroni ich cała strefa euro swoją siłą.
Rząd Grecki wcześniej, czy później będzie można zmusić do odpowiedzialnej polityki. Są ku temu odpowiednie instrumenty. Natomiast, gdyby na dzień dzisiejszy Grecja miała własną walutę, to byłaby kolejnym pacjentem w stanie zawału, tak jak Ukraina, czy Węgry, że o Islandii nie wspomnę (bo mnie już nudzi ten przykład i jest tu trochę nieadekwatny).
Zadam więc ponownie pytanie: CZy można sobie życzyć utraty własnych oszczędności, własnego kapitału na skutek nieopowiedzialnej polityki własnego rządu, czy lepiej posiadać pewne ograniczone ‘ubezpieczenie’ od nieodpowiedzialnego rządu (‘ograniczone’, gdyż w przypadku Hiszpanii ubezpieczenie to nie zadziałało), tak żeby zdążyć zmienić rząd przed utratą własnego majątku na skutek jego nieodpowiedzilanych działań (Hiszpanie nie chcieli zmiany)???
Mam prośbe zupełnie obok tematu (a moze zuepłnie na temat;) : Niech Brat napisze coś o ks.Popiełuszce. Jestem ciekawa jak Brat ocenia ten nowy film i czy postać Ksiedza Jerzego jest Bratu bliska? Co sie WTEDY działo w Brata życiu..?
Polecam najnowszą opinię Ryszarda Petru o EURO z Rzepy:
http://www.rp.pl/artykul/9133,275764_Petru__Do_euro_jak_najszybciej_.html
Wyjaśniam:
Ja, czyli fidel, nie mam NIC wspólnego z Panem Petru. Przeszkadza mi nawet jego opinia o ‘machaniu szabelką’…no ale u wszelkiej maści liberałów argument ‘machania szabelką’ jest powszechnie stosowany w celu zamknięcia ust przeciwnikowi. Uważam, że tutaj jest on też nie na miejscu.
Niemniej jednak argumenty Pana Petru podzielam w zdecydowanej większości.
A słowa w ustach liberała o tym, iż ‘Nie można mówić o pełnej niezależności ekonomicznej w dzisiejszym świecie.’ brzmią jak nowe, liberalne wyznanie wiary w sprawach gospodarczych, które należy innym tzw. liberałom ekonomicznym zacząć wciskach do ich pustych głów, kiedy zaczną próbować ponownie uparcie tłumaczyć, iż WOLNY RYNEK ponad WSZYSTKO, a kto w to nie chce wierzyć, to jest socjalistą.
I na koniec przy tej okazji przypomnę, iż osobiście jestem zagorzałym zwolennikiem WOLNEGO RYNKU, ale FUNKCJONUJĄCEGO WOLNEGO RYNKU. Każdy wolny rynek szybko przestaje istnieć, ze szkodą dla podmiotów gospodarczych i klientów, kiedy kapitał zaczyna koncentrować podmioty na nim działające. Szybko tworzą się sturktury mono- tudzież oligopolistyczne. Stąd ROLA współczesnego PAŃSTWA:
Stanie na STRAŻY WOLNOŚCI RYNKÓW, a nie, jak to chciałaby PO (ale już się, Panowie, tak nie da), wycofywanie się z państwa z kontroli nad rynkami.
Przypominam po raz kolejny swoją tezę, iż WSPÓŁCZESNE PAŃSTWO powinno być jak sprawny system komunikacji świetlnej dużego miasta: Powinno tak kierować i kontrolować ruch, żeby kierowcy nie tworzyły się zatory, a kierowcy żeby i stosowali się do zasad regulacji ruchu i nie odczuwali niemalże ich uciążliwości.
Natomiast ja nie wierzę w sprawne funkcjonowanie dużego miasta bez sprawnego systemu komunikacji świetlnej i odpowiedniej infrastruktury.
I stąd wynika właśnie PODWÓJNA ROLA WSPÓŁCZESNEGO PAŃSTWA:
Tworzenie ogólnodostępnej infrastruktury i pilnowanie, iż wszystkie podmioty przede wszystkim przestrzegają, a do tego przestrzegają jednakowych, zasad ruchu w przestrzeni gospodarczej.
Przestrzeganie tej prostej zasady (nazwijmy ją np. ‘zasadą ruchu miejskiego’, czyli żeby wyglądało ‘naukowo’, to użyjmy zwrotu angielskiego: ‘Trafic-Lights-Canon’
)) jest, moim zdaniem, gwarancją szybkiego i trwałego rozwoju gospodarczego Polski, ale i każdego innego kraju, czy też obszaru gospodarczego.
A nie mówiłem…..”Lewica staje się zielona”:
http://wiadomosci.onet.pl/1934107,11,item.html
Lewica będzie tworzyć nie tylko trwałe miejsca pracy, ale ekologię (ochronę środowiska) zamieni w eko-ideologię, zastępującą lewicy religię, a Prawica RP NIC nie chce słyszeć o włączeniu problematyki ochrony środowiska w projekt ‘CYWILIZACJI ŻYCIA’.
No to Państwo zgadnijcie, w którą stronę będzie kierować się energia i głosy młodych ludzi: Na prawicę, czy na lewicę???
Wszystkich, którzy mają wątpliwości, co do tego, czy PRAWICA powinna zajmować się EKOLOGIĄ, odsyłam do artykułu Anny Kalinowskiej z 13 lipca 2007 opublikowanego w ‘Der Dziennik’
)) pod tytułem ‘Prawica to jedyny wiarygodny obrońca ekologii’.
Ponieważ wypowiedzi Pani Anny Kalinowskiej nie znalazłem w necie, więc pozwolę sobie na wybór cytatu:
“(…) niepomiernie dziwi, w tak nieznacznym stopniu korzysta z autorytetu Jana Pawła II, by wprowadzić ekologię na swoje sztandary. Podczas gdy lewa strona swoje podejście do ekologii wywodzi z filozofii Wschodu, prawica zbyt wątle korzysta z pięknej tradycji katolickich ruchów ochrony przyrody, jak na przykład frańciszkańskiego REFA (Ruch Ekologiczny św. Franciszka z Asyżu).”
Przepraszam, ale konieczna jest errata do cytatu:
““(…) niepomiernie dziwi, że prawica w tak nieznacznym stopniu korzysta…(…).”
@fidel:
Dla wszystkich zwolenników Euro polecam uważną lekturę eseju opracowanego w ramach centrum reform europejskich przez Simona Tilforda
http://www.cer.org.uk/pdf/essay_10_euro_7jan09.p
Ponieważ nie każdy ma czas czytać 8-mio stronicowy esej zwracam uwagę na podsumowanie:
“Trade imbalances within the
currency bloc have widened further, and the pace of the reforms needed to increase flexibility and prevent
economic imbalances becoming entrenched has, if anything, slowed. Germany has become even more
dependent on exports to the rest of the currency union.
Indeed, the severity and longevity of the economic downturn threatens to further exacerbate the underlying
tensions within the eurozone. There is a serious risk that the growth prospects of struggling eurozone
economies will be seriously undermined by their inflexibility and the external surpluses of other eurozone
member-states. If so, investors will lose confidence in the credit-worthiness of governments and firms in the
hard-hit countries, leading to a dramatic increase in their borrowing costs. Indeed, this has already started
to happen.”
Koszty kredytu, panie fidel, badą różne dla firmy w Grecji i w Niemczech i te różnice pogłębią spory wewnątrz Unii.
Posiadanie własnej waluty ma jeszcze jedną zaletę – otóż łatwiej jest finansować dług wewnętrzny przez emisje obligacji we własnej walucie (w przeciwieństwie do tej umacnianej gdzies poza granicami – patrz w Niemczech).
i jeszcze “ad vocem” temu Panu od “machania szebelką” :
Ze strony internetowej NBP:
W poniedziałek 16 marca br. o godz. 12.00 w Galerii Porczyńskich przy Placu Bankowym 1 w Warszawie odbędzie się spotkanie prezesa Narodowego Banku Polskiego Sławomira Skrzypka z członkami Klubu Kawalerów Orderu Wojennego Virtuti Militari. W podziękowaniu za to, co ci sędziwi dziś ludzie zrobili dla kraju, prezes NBP wręczy im komplety monet upamiętniających 90. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości – srebrną i 2-złotową,
W maju br. minie 8 lat od chwili, gdy szczególnie aktywna grupa odznaczonych Krzyżem Virtuti Militari wystąpiła z inicjatywą reaktywowania Klubu Kawalerów Orderu Wojennego Virtuti Militari – na wzór i jako kontynuatora tradycji założonego przez marszałka Józefa Piłsudskiego Klubu Virtuti Militari z okresu międzywojennego.
EBC w Polsce też może stać by było na bicie ciekawych medali kolejnych rocznic “zjednoczenia” ale to już nie dla naszych szanownych Kawalerów Orderu Virtuti Militari.
@ Emigrant:
Sorry, ale podsumowanie z raportu Tilforda niewiele wnosi do dyskusji. Zanim powiem dlaczego, to jeszcze raz podkreślam, że nie uważam EURO za jakieś panaceum na wszelkie problemy gospodarcze. Wprowadzenie EURO nie znosi także zasad ‘dobrego gospodarowania’, czyli np. zasad ekonomii dotyczących deficytów budżetowych w poszczególnych państwach/gospodarkach. Uważam tylko, iż EURO jest długookresowo ‘lepszym’ pieniądzem [bo stabilniejszym, bo odpornym na ataki, bo zmuszającym do 'dobrego gospodarowania' właśnie - a nie chodzi, broń Boże o to, że np. monety są ładniejsze (to i tak kwestia gustu)], niż PLN. Możemy nawet rozmawiać o wejściu Polski do strefy dolara, rubla, czy też chińskiego juana (wiem, że to herezje, szczególnie rubel i juan, ale to w ramach przykładu). Niejako naturalnym procesem ekonomicznym jest integracja ekonomiczna (podkreślam słowo ekonomiczna, w przeciwieństwie do integracji społecznej) z tym obszarem gospodarczym, z którym łączą nas jak najściślejsze powiązania…a jest to strefa UE, ściślej strefa euro. I sam osobiście nie jestem jakimś fetyszystą integracyjnym (patrz moje zdanie na temat wprowadzenia euro sprzed 1/2 roku), ale uważam, iż nadszedł moment, iż w GLOBALNEJ GOSPODARCE inaczej się nie da, bo grozi to własnym obywatelom, czyli Polakom, powolną utratą ich dotychczasowych osiągnięć: Względnego i, w stabilnej gospodarce, powiększającego się dobrobytu.
No ale do rzeczy, czyli do wyżej zamieszczonej konkluzji raportu Simona Tilforda. Mam dwie uwagi:
(Po pierwsze)
Wniosek, iż gospodarka Niemiec w jeszcze większym stopniu zależy od eksportu do tej samej strefy walutowej (strefa euro) o czym świadczy??? O tym, iż gospodarka niemiecka ściśle współpracuje z gospodarką Francji, Włoch, czy Hiszpanii. To tak jakby stwierdzić, iż Mazowsze eksportuje coraz więcej na Śląsk, czy też na Pomorze. To dobrze, czy źle??? To zależy. Trzeba się przyjrzeć temu bliżej, na czym polegają różnice. Po to są jednak inne instrumenty w UE, żeby ewentualne różnice, szczególnie różnice strukturalne, wyrównywać. Poza tym każde, ale to KAŻDE PAŃSTWO członkowskie strefy euro dysponuje własnym instrumentarium, żeby kształtować politykę gospodarczą na terenie swojego kraju (to jest to na co zwracam cały czas uwagę!!! ‘Pieniądz’ jest krwią, a ile tej ‘krwi’ potrzebuje dana część organizmu, zależy od kondycji tejże części i jej naturalnych ograniczeń – i żaden rząd nie może mieć wpływu na sterowanie krwią, bo robić to powinien niezależny od niego system w zależności od właśnie kondycji danej części organizmu gospodarczego).
Pojawia się pytanie, czy brak euro nie doprowadziłoby do stytuacji większej integracji ekonomicznej Niemiec z państwami strefy euro (przypominam, nie wiemy, czy to dobrze, czy źle???)??? Prawdopodobnie proces ten zostałby jedynie spowolniony. Zresztą jednym z celów stworzenia strefy euro było sprzężenie gospodarek w celu zwiększenia wspólnego dochodu narodowego.
Czy dla Niemiec byłoby lepiej, gdyby ich gospodarka była w większym stopniu, niż od strefy euro, zależna od eksportu do Chin, Japonii lub USA (te uwagi dotyczą każdego państwa strefy euro, nie tylko Niemiec)??? Nie sądzę.
(Po drugie):
Koszty kredytu w strefie euro to są przecież choćby te słynne EUROOBLIGACJE (do kredytów dla firm zaraz przejdę), na które obecnie nie ma zgody, co jest, moim zdaniem, i słuszne…. i niesłuszne:)))
Już wyjaśniam:
- słuszne, bo dlaczego Niemcy mają ponosić koszty greckiej niegospodarności (tego też obawiają się Niemcy) i płacić wyższe odsetki za swój dług??? A do tego jeszcze własną gospodarką gwarantować spłacalność tego długu???
- niesłuszne, bo cenę tak uzyskanego pieniądza (kredytu) dla poszczególnych państw członkowskich mógłby różnicować ECB (emitent euroobligacji) w zależności od kondycji gospodarczej państw strefy euro, jednocześnie stosując ten instrument jako, stety/niestety, instrument przywoływania poszczególnych rządów/państw do prowadzenia polityki gospodarczej danego kraju zgodnie z zasadmi ekonomii.
A jeśli chodzi o cenę kredytu, to uprzejmie informuję, iż jest ona różna dla wszystkich podmiotów w Polsce. Jak widać na przykładzie Polski, Polacy zaczęli zadłużać się we frankach bo nie chcieli płacić 8-10% odsetek za kredyty w pln. Niestety, istniało tu ryzyko walutowe, które niewiele osób uwzględniło w swoich rachunkach.
Natomiast nic nie stoi na przeszkodzie w strefie euro, żeby firma grecka uzyskała kredyt w Niemczech, w niemieckim banku, jeśli wyda jej się, iż kredyt w jej własnych, greckich bankach jest za drogi. To nawet lepiej, bo dochodzi do szerszego działania rynku. Ktoś w Europie ma wolne środki, a ktoś na jej innym końcu tych środków potrzebuje. To niemiecki, dodam prywatny, bank będzie jednak oceniał swoje ryzyko i on będzie decydował, czy swoje wolne środki chce powierzyć firmie z Grecji. Będzie to robił na podstawie oceny kondycji firmy z Grecji, jej pomysłu na użycie i spłatę tych środków. Przcież to nie jest nic innego jak właśnie ten FUNKCJONUJĄCY WOLNY RYNEK, którego jestem gorącym zwolennikiem.
Zresztą w Polsce też firma działająca w specjalnej strefie ekonomicznej gdzieś na Śląsku otrzyma łatwiej i taniej kredyt, niż firma działająca na Mazurach. O czym my więc mówimy??? Nie ma takich samych cen kredytów, bo jest WOLNY RYNEK. Owszem, ceny kredytu w strefie euro nie schodzą poniżej pułapu stóp kredytowych ustalonego przez ECB, ale wtedy można zadłużać się znów albo we frankach, albo dolarach….ale z pełną świadomością RYZYKA WALUTOWEGO proszę.
Natomiast jeśli chodzi o bicie monet, to właśnie banki narodowe w strefie euro mają prawo do bicia monet. Nie widzę żadnych przeszkód, żeby nie bić monet upamiętniających polskie powstania, czy inne ważne wydarzenia narodowe.