Czytelników bloga przepraszam za przedłużone milczenie, spowodowane między innymi pracami wokół niedawnego Zjazdu Prawicy Rzeczypospolitej, o którym jeszcze napiszę. Tymczasem są sprawy pilniejsze.  

W rządzie powstał niewiarygodny pomysł likwidacji złotego i zastąpienia go euro – w drodze zwykłej decyzji ustawowej, bez zmiany Konstytucji. Rząd powołuje się na tezy prawników, sugerujących, że art. 227 Konstytucji Rzeczypospolitej przestał obowiązywać (lub nabrał nowego sensu) w wyniku przystąpienia do Unii Europejskiej. Na razie nie ujawniają, które jeszcze artykuły ustawy zasadniczej przestały obowiązywać lub mają znacznie, o którym wiedzą dziś tylko kreatywni konstytucjonaliści. Mimo otwarcie proklamowanej gotowości użycia władzy przeciw istniejącemu porządkowi konstytucyjnemu – opozycja jedynie sprzeciwiła się tezie o możliwości likwidacji narodowej waluty bez zmiany Konstytucji, ale bynajmniej nie zażądała odpowiedzialności politycznej Ludwika Koteckiego, pełnomocnika rządu ds. wprowadzenia euro, który ten plan osobiście ogłosił. Nie słychać też o jakimkolwiek oficjalnym stanowisku Prezydenta w obronie Konstytucji. Dlaczego? Czyżby straszak wprowadzenia euro po prostu decyzją rządu, zatwierdzoną zwykłą większością Parlamentu, miał być użytecznym instrumentem do uzasadnienia tezy o konieczności referendum i zwolnieniu PiS z obowiązku konstytucyjnej obrony złotego? Bo skoro „podzieleni” są nawet konstytucjonaliści…