Kwiecień 2009
Miesiąc
PO-PiS nie zmieni Europy
Donald Tusk na kongresie Europejskiej Partii Ludowej ogłosił, że nie ma już starej i nowej Unii. Nie uspokoiło to manifestujących pod Pałacem Stalina stoczniowców, którzy najlepiej wiedzą, że w Unii obowiązują dwie zasady pomocy publicznej – jedna dla Niemiec Wschodnich, reszta dla całej Europy, i to również tej, która na komunizm zasłużyła mniej niż ojczyzna Joachima Ribbentropa. Pomoc publiczna to nie jedyny przykład praktyk zaprzeczających zasadom solidarności europejskiej. Rząd Tuska nie ma zamiaru tego ani kwestionować, ani zmieniać.
Dziś w południe zwróciliśmy się do premiera Tuska, by wykorzystał warszawski zjazd eurochadecji by jednak choć trochę zmienić Europę. Zaapelowaliśmy o deklarację solidarności wobec Papieża ze strony europejskich partii chrześcijańsko-demokratycznych, które mogłyby skorzystać z szansy dowodu swego chrześcijańskiego charakteru.
Powtórzyliśmy również apel do Sejmu, Senatu i polskich ugrupowań parlamentarnych o obronę Papieża. Od Wielkiego Poniedziałku, gdy przedstawiliśmy go po raz pierwszy, minęły trzy tygodnie i jedno posiedzenie Sejmu. Choć w tym czasie Sekretariat Stanu Stolicy Apostolskiej wydał oświadczenie uświadamiające światu, że trwa antypapieska kampania, próbująca zmusić Papieża do niewypowiadania się na kluczowe tematy moralne – Izby naszego Parlamentu milczą. Nas jednak zimna obojętność PO-PiS do milczenia nie zmusi. Newsy starzeją się szybko, ale odpowiedzialność trwa. I potrzebuje swoich rzeczników.
Kampania do Parlamentu Europejskiego
Prowadzimy ją na rzecz polskiej polityki europejskiej. Możemy zmieniać Polskę i Polska może zmieniać Europę. Żeby zrealizować dobro wspólne Polski – musimy pracować na rzecz Europy szanującej życie chrześcijańskie, otwartej na wartości cywilizacji życia i praw rodziny. Dla Polski są one już dziś realnym programem politycznym, w Europie musimy zbudować na ich rzecz świadomą swoich powinności i praw chrześcijańską opinię.
Gdy przystępowaliśmy do pierwszego etapu kampanii – nasi oponenci uparcie powtarzali – „nie wystąpią w wyborach, nie zbiorą podpisów”. Z charakterystyczną dla cyników naiwnością nie docenili siły zasad, poświęcenia i dobrej woli ludzi. Oddali nam jedną przysługę – odciągnęli od naszej listy polityków chcących traktować ją jako prywatną katapultę wyborczą. Bóg nam pomógł i dzięki pracy setek działaczy i sympatyków Prawica Rzeczypospolitej jest wśród dziesięciu partii podejmujących ogólnopolską kampanię wyborczą. Przed nami decydujące czterdzieści dni. Zapraszamy wszystkich Przyjaciół do wspólnej pracy – aby budować siłę opinii chrześcijańskiej, dać autentyczny wybór Polakom i udowodnić, że przekonania mogą naprawdę liczyć się w polityce.
Kryzys bliski i bliższy
Bez komentarzy (czy kogoś to dziwi?) przeszedł w Wielkim Tygodniu sondaż CBOS porównujący nastroje w krajach Czworokąta Wyszehradzkiego wobec kryzysu. Abstrahuję tu od Węgier, gdzie kryzys ma źródła narodowe, a nie międzynarodowe, wywołane wyborczymi wydatkami premiera Gyurcsány’ego. Węgrzy już czują kryzys i skutki wyborczej łatwowierności, albo raczej (jeśli demokrację i suwerenną władzę wykonywaną przez wyborców będziemy traktować poważnie) – wyborczej nieodpowiedzialności.Ciekawe jest natomiast porównanie naszych trzech krajów beskidzkiego pogranicza. Polacy i Czesi obawiają się kryzysu, ale uważają, że jego skutków w większości jeszcze nie czują. Jednak w powszechnym odczuciu Słowaków – jedynego środkowoeuropejskiego kraju, który przyjął ostatnio euro – kryzys ogarnął całą Słowację.
Jedna uwaga pod adresem fidela. Nie ma żadnych gwarancji, że narodowa polityka pieniężna będzie dobra. Jej narodowy charakter jest tylko szansą na narodową odpowiedzialność, podczas gdy szansa, że Unia Europejska będzie prowadzić politykę solidarności jest bardzo iluzoryczna. Solidarność jest wyzwaniem dla Europy, nie znamieniem jej polityki, szczególnie w kryzysie. Niemcy w dziedzinie pomocy publicznej, zatrudnienia, rolnictwa czy polityki energetycznej nie przejmują się cudzymi potrzebami, nawet, gdy zobowiązują je do tego zasady powszechnie obowiązujące w Unii. Będziemy konsekwentnie powtarzać, że władza i inicjatywa państw narodowych jest koniecznym warunkiem, a nie antytezą współpracy europejskiej.
Blog and Religia
11 kwi 2009
Wielkanoc RP 2009
Pan był człowiekiem, więc umarł. Był Bogiem, więc nie mógł umrzeć – zmartwychwstał i żyje. Zostałby z nami, jak powiedział, ale wówczas i my zostalibyśmy – bez Nadziei – na tym padole przemijania i cierpienia. Przygotował nam przyszłość nieskończenie lepszą od tej nieskończenie dobrej, jaką byłoby życie z Nim na tej ziemi. Będziemy żyć z Nim w nowych ciałach na Nowej Ziemi, życiem, które nie przemija.
Nam chrześcijanom zarzucają często, że nie widać po nas Radości, którą głosimy. To prawda, nie ma się co spierać. Ale jak wyrazić radość z rzeczy, wobec których normalni ludzie (jakimi jesteśmy) muszą oniemieć?
Dziś w nocy będziemy przeżywać doświadczenie cudu, którego eksplozja rozsadza historię. Niech więc Radość tej Nocy będzie udziałem nas wszystkich, i niech udział w niej mają również ci, którzy nie przeżywają jej w wierze. Szczęśliwych Świąt!
PO chwali „nieskuteczność”
Awantura o wybór sekretarza generalnego NATO ma dwa aspekty.
Po pierwsze – prowokacja antyprezydencka. Cokolwiek nie zrobiłby Lech Kaczyński – byłby winien. Popierałby ministra Sikorskiego – oskarżono by go o wszczynanie kolejnego konfliktu w Europie, zgodziłby się na Rasmussena – zarzucili mu niebronienie polskiego niby-kandydata. Choć bowiem przez wiele dni media twierdziły, że Polska poprze Rasmussena – rząd Tuska ani tego nie dementował, ani kandydatury Sikorskiego nie zgłaszał. Dlatego też uważam, że powinny zostać ujawnione fragmenty notatki MSZ po rozmowach Tusk-Rasmussen. Fragmenty zawierające wyłącznie wypowiedzi premiera Tuska na temat wyboru sekretarza generalnego NATO. Cokolwiek bowiem mówiłaby PO o zaletach jawnych negocjacji – Polska dzikiej dyplomacji uprawiać nie powinna, a Platforma niech się ujawni sama.
Drugi aspekt – to kolejna awantura (na oczach zagranicy) między goniącymi za władzą naszymi „skutecznymi” politykami. Chcą być skuteczni – więc nie ustępują. Polak nie frajer – Polską się nie przejmuje.
A teraz o samej „skuteczności”. Pomijając intencje, ciekawa jest linia argumentacyjna rządu PO. Otóż nasi liberałowie odkryli zalety „nieskuteczności”. Okazuje się, że warto stawiać żądania nawet nieosiągalne, ale potwierdzające należne nam tytuły polityczne, prawne, moralne. Tak właśnie w polityce aktualizuje się zasady. Teraz zresztą PO-PiS będzie miał okazję się o nie upomnieć, stając w obronie Papieża po ataku belgijskiego Parlamentu. Choć pewnie zamiast brać przykład z Turcji, która przypomniała aferę karykatur i zmusiła Zachód by jej słuchał – znowu zaczną zawracać głowę swoją „skutecznością”. I „skutecznie” niszczyć Polskę kolejnymi awanturami.
Historia and Polityka
1 kwi 2009
Tako rzecze Roman Giertych
W jednym z ostatnich wywiadów: „Traktowałem wyborców jak mocodawców, byłem ich pełnomocnikiem i pracowałem z całym zaangażowaniem, ale zarazem byłem wolnym człowiekiem. Dlatego później zarzucano mi cynizm. To nie cynizm, to właśnie jest cecha zawodowa. (…) Do polityki się nie idzie po to, żeby dać się zabić za jakiś pogląd, tylko dlatego, że się go reprezentuje i próbuje się załatwić określoną sprawę. Ale to wcale nie oznacza, że ze wszystkimi poglądami reprezentowanego elektoratu w stu procentach się identyfikuję. To właśnie za to miał do mnie pretensje ojciec Rydzyk, nawet nazywał mnie publicznie oszustem. (…) Zawsze polityk jest niewolnikiem elektoratu, który go wybrał. Ale nigdy już się nie zaangażuję w budowanie partii, która będzie reprezentować grupę ośmiu procent skrajnie prawicowego elektoratu. Nie interesuje mnie to.”
Taka polityka żadnej sprawy trwale nie załatwi, trwale może tylko poprawić pozycję społeczną swoich wykonawców. Ale w planie politycznym – skompromituje społecznie każdą ideę, której się dotknie. Dalsze komentarze są zbędne, ograniczę się więc tylko do uwagi historycznej. Feliks Koneczyny, którego dzieła spopularyzował na emigracji i w kraju dziadek Romana Giertycha, za zasadnicze znamię cywilizacji łacińskiej (którą też często nazywamy zachodnią) uważał rozróżnianie prawa prywatnego od publicznego (to dzięki niemu Zachód stworzył narody). Roman Giertych nie umie i nie chce (a to więcej niż „cecha zawodowa”) rozróżnić reprezentacji prywatnej strony w procesie sądowym, od reprezentacji dobra publicznego w procesie politycznym.
Na koniec więc dwie zagadki:
Pierwsza – czy cytaty z Romana Giertycha to żart primaaprilisowy czy myśl polityczna LPR?
Druga – jaką cywilizację reprezentuje Roman Giertych?