W jednym z ostatnich wywiadów: „Traktowałem wyborców jak mocodawców, byłem ich pełnomocnikiem i pracowałem z całym zaangażowaniem, ale zarazem byłem wolnym człowiekiem. Dlatego później zarzucano mi cynizm. To nie cynizm, to właśnie jest cecha zawodowa. (…) Do polityki się nie idzie po to, żeby dać się zabić za jakiś pogląd, tylko dlatego, że się go reprezentuje i próbuje się załatwić określoną sprawę. Ale to wcale nie oznacza, że ze wszystkimi poglądami reprezentowanego elektoratu w stu procentach się identyfikuję. To właśnie za to miał do mnie pretensje ojciec Rydzyk, nawet nazywał mnie publicznie oszustem.  (…) Zawsze polityk jest niewolnikiem elektoratu, który go wybrał. Ale nigdy już się nie zaangażuję w budowanie partii, która będzie reprezentować grupę ośmiu procent skrajnie prawicowego elektoratu. Nie interesuje mnie to.” 

Taka polityka żadnej sprawy trwale nie załatwi, trwale może tylko poprawić pozycję społeczną swoich wykonawców. Ale w planie politycznym – skompromituje społecznie każdą ideę, której się dotknie. Dalsze komentarze są zbędne, ograniczę się więc tylko do uwagi historycznej. Feliks Koneczyny, którego dzieła spopularyzował na emigracji i w kraju dziadek Romana Giertycha, za zasadnicze znamię cywilizacji łacińskiej (którą też często nazywamy zachodnią) uważał rozróżnianie prawa prywatnego od publicznego (to dzięki niemu Zachód stworzył narody). Roman Giertych nie umie i nie chce (a to więcej niż „cecha zawodowa”) rozróżnić reprezentacji prywatnej strony w procesie sądowym, od reprezentacji dobra publicznego w procesie politycznym.  

Na koniec więc dwie zagadki: 

Pierwsza – czy cytaty z Romana Giertycha to żart primaaprilisowy czy myśl polityczna LPR? 

Druga – jaką cywilizację reprezentuje Roman Giertych?