Maj 2009
Miesiąc
Libertas, czyli uświadomiona konieczność
Polityka uprawiana serio bywa sportem ekstremalnym. Za głoszenie swoich poglądów, jeśli są sprzeczne z poglądami głównych partii (lub przynajmniej głównej partii w mediach) można stracić pracę. TVP, a potem Polskie Radio, zawiesiły programy Wojciecha Cejrowskiego, ponieważ udzielił mi publicznego poparcia w wyborach. Powodem mają być standardy dziennikarskie, chociaż Cejrowski nie jest ani dziennikarzem informacyjnym, ani etatowym pracownikiem państwowych RTV, ani dziennikarzem w ogóle. Jest podróżnikiem, pisarzem i niezależnym autorem programów rozrywkowych. Gdyby chcieć zastosować podobne standardy wobec innych publicystów czy twórców, należałoby odebrać prawo występów publicznych wszystkim, którzy otwarcie mówią na kogo głosowali lub będą głosować. Sprawa Wojciecha Cejrowskiego pokazuje jednak problem daleko sięgający poza mokotowskie siedziby TVP i PR. Jeżdżę sporo po Polsce i słyszę, że ludzie znowu się boją. Boją się władzy, boją się zaangażowania, boją się o pracę. Paradoks polega na tym, że „Libertas” to (z desygnacji mediów) oficjalna opozycja państwa PO-PiS. Jaka demokracja – taka wolność.
Ordynacja do wymiany
W sobotę w Warszawie byliśmy z Marianem Piłką i gronem działaczy Prawicy na demonstracji na rzecz wprowadzenia wyborów większościowych w jednomandatowych okręgach wyborczych. Nie było nikogo ze świata parlamentarnej polityki, nawet z Platformy, która na haśle jednomandatowych okręgów wyborczych zbudowała swoją pozycję polityczną. Dziś zapomniała o Ruchu JOW. Na sobotniej manifestacji jedynie Prawica Rzeczypospolitej udzielała mu wsparcia. A reforma ordynacji to dziś znacznie więcej niż sprawa prostych i czytelnych wyborów. Partyjna oligarchia, zawdzięczająca swą pozycję państwowym dotacjom (PO i PiS odbierają codziennie ponad sto pięćdziesiąt tysięcy złotych z budżetu) zamieniła partie polityczne w przedsiębiorstwa wyborcze, a politykę w festiwal telewizyjnych spotów i wzajemnej agresji. I zamiast dyskutować w kampanii o narodowej polityce pieniężnej i kształtowaniu opinii chrześcijańskiej w Europie – rozmawiamy o politycznej reklamie. Wprowadzenie wyborów większościowych i likwidacja przymusowego finansowania partii politycznych przez podatników to dwa niezbędne filary naprawy polskiej polityki.
Duchowość Christianitatis
W dzisiejszej lekcji jedna z moich ulubionych nauk Świętego Piotra: „miłość zakrywa wiele grzechów” (1 P 4,8), będąca jedną z zasad duchowości Christianitatis. Nikt rozsądny nie będzie twierdził, że historia cywilizacji chrześcijańskiej jest pozbawiona słabości czy błędów. Przypomniał to Jan Paweł II podczas jubileuszu roku 2000. Ale jest to cywilizacja zrodzona z miłości do Boga i Jego Objawienia. To właśnie historyczne Chrześcijaństwo przekazało nam wiarę chrześcijańską i uformowało życie chrześcijańskie. To Christianitas jest naszym domem, gdzie wychowywała nas Matka-Kościół, gdzie przeżyliśmy nasze bunty, gdzie dochodziła do dojrzałości nasza wiara. Cywilizację tę trzeba zachować i przekazać dla naszych dzieci, wnuków, dla następnych pokoleń. Bronić i rozwijać. Nie chodzi o maritainowską utopię Novae Christianitatis, ale o zwyczajny realizm widzący różnicę między wiekami ciemnymi a światłem wieku XIII, między zamętem chrześcijaństwa Renesansu a odrodzeniem katolicyzmu w czasach potrydenckich. Jak mówił Benedykt XVI z balkonu bazyliki Świętego Piotra w szczęśliwym dniu 19 kwietnia RP 2005: „Idźmy naprzód w radości Pana!”
Prezydenta plusy dodatnie, plusy ujemne
W odróżnieniu od naszych libertarian rozmyślających jak urządzić gospodarkę i zlikwidować państwo na planecie Corvinii – my myślimy o tym, jak pracować dla dobra Polski w świecie realnym.
Dlatego ucieszyłem się, gdy prezydent Kaczyński podniósł sprawę pełnych dopłat bezpośrednich dla polskich rolników, zaznaczając w poprzednim felietonie, że chwaląc deklarację intencji, oczekuję czynów na Radzie Europejskiej. Niestety, w sejmowym orędziu Prezydent nie tylko nie zwrócił się do rządu o wprowadzenie postulatu pełnych dopłat rolnych na szczyt międzyrządowy – ale w ogóle niczego nie mówił o rolnictwie. To dobra lekcja na temat różnicy między wyborami a polityką, a jednocześnie ważne potwierdzenie potrzeby polityki Prawicy Rzeczypospolitej. My bowiem traktujemy serio to, co inni mówią na pokaz; i mówimy „sprawdzam!”.
A wracając do sfery intencji – Prezydent mówił rzeczy w 80 % słuszne: o potrzebie uproszczenia procedur pozyskiwania środków unijnych, o pożytkach zachowania narodowej waluty, o potrzebie ochrony poziomu życia Polaków. Jednak oprócz (słusznego!) postulatu obniżenia VAT zabrakło innych konkretów. Prezydent nic nie powiedział o konieczności obniżenia podatków dla rodzin wychowujących dzieci. Mówiąc o złotym i euro – relacjonował fakty, ale nie padła żadna jasna deklaracja przeciw zmianom Konstytucji likwidującym narodową politykę pieniężną. A tego właśnie należy oczekiwać od tych, którzy mówią o obronie złotego.
Mały krok ku solidarności
Prezydent wczoraj w Kielcach opowiedział się za przyznaniem polskim rolnikom 100 % unijnych dopłat bezpośrednich. Dla nas to ważna wypowiedź, bo Prawica Rzeczypospolitej od początku domagała się, by Polska wystąpiła z tym żądaniem wykorzystując proces rewizji traktatów europejskich. W naszym programie przyjętym dwa miesiące temu pisaliśmy: „Polska jest najbardziej rolniczym krajem Europy. Niestety, mimo że głównym osiągnięciem integracji europejskiej była Wspólna Polityka Rolna – Polsce (i innym krajom środkowoeuropejskim) ograniczono możliwości korzystania z jej pożytków. Historycznie dotyczyły one barier dla naszego eksportu żywności do Unii w okresie stowarzyszenia, dziś są kontynuowane przede wszystkim poprzez ograniczenia w dopłatach bezpośrednich dla gospodarstw rodzinnych. Nasze rządy nie wykorzystały debaty na temat reformy Unii Europejskiej do podniesienia kwestii zagwarantowania uczciwej konkurencji poprzez wyrównanie dopłat w całej Europie. Tymczasem sprawa ta musi znajdować się stale wśród oficjalnych priorytetów polskiej polityki europejskiej.” Mamy więc wielką satysfakcję, że Prezydent podnosi dziś tę kwestię. To dowód na to, jak ważny jest niezależny głos interesu publicznego na prawicy. I jak może być skuteczny dzięki umiejętnej polityce (a okoliczności, również wyborcze do niej należą). Oczywiście, satysfakcja będzie pełna, gdy Prezydent będzie o tym mówił José Manuelowi Barroso, a nie Przemysławowi Gosiewskiemu. Dziś w Poznaniu zażądałem jak najszybszego wprowadzenia sprawy pełnowymiarowych dopłat bezpośrednich dla polskich rolników pod obrady Rady Europejskiej.
O polską politykę europejską
Pan Kazimierz z Wielkopolski przeżywa jako tragedię, że wyborcy przeciwni Traktatowi Lizbońskiemu i euro muszą wybierać między Prawicą Rzeczypospolitej, PiS i Libertas. Muszę więc przypomnieć Panu, Panie Kazimierzu, że to rząd Jarosława Kaczyńskiego zawarł traktat lizboński – mimo polityki prowadzonej do wiosny’2007 (czyli do konferencji berlińskiej) i krytyki jego założeń we wcześniejszym oficjalnym programie Prawa i Sprawiedliwości. PiS przygotowując się do zawarcia traktatu głosował przeciw zobowiązaniu rządu do upomnienia się o potwierdzenie w traktacie szacunku Unii dla wartości chrześcijańskich. Również PiS wspólnie z PO przegłosował w Sejmie ustawę o ratyfikacji traktatu lizbońskiego. Czy prof. Jacyna-Onyszkiewicz obiecuje skutecznie zmienić politykę Jarosława Kaczyńskiego?
Przywódca Libertas, Declan Ganley, jest zwolennikiem euro – o czym zapewniał mnie w rozmowie pół roku temu (pisałem o tym 24 września). Nie słyszałem nic o tym, że Anna Sobecka odwiodła go od tych poglądów. Programem Ganleya jest wzmocnienie Unii Europejskiej przez wzmocnienie jej demokratycznych instytucji, przede wszystkim Parlamentu Europejskiego. Tego samego Parlamentu, który odmówił powołania do Komisji Europejskiej Rocco Buttiglione, a we wrześniu ubiegłego roku formalnie potępił Kościół Katolicki. Ganley chce nowej konstytucji europejskiej, w której pozycja Parlamentu („demokratyczna kontrola”) będzie silniejsza, kosztem organów międzyrządowych i delegowanych przez państwa narodowe.
Prawica Rzeczypospolitej walczy o zbudowanie polskiej polityki europejskiej, działającej na rzecz silnej opinii chrześcijańskiej w Europie i kierującej się zasadą: tyle wspólnych instytucji i kompetencji, ile wspólnych wartości i interesów. Dla nas miarą polityki europejskiej są wartości chrześcijańskie oraz interesy Polski i Europy środkowej – dla Ganleya demokratyczne nastroje Niemców, Holendrów, Francuzów.
Na pytanie Pana Kazimierza odpowiedź jest prosta: wyborca chcący naprawdę głosować przeciw traktatowi lizbońskiemu, za zachowaniem polskiej waluty i polityki pieniężnej – powinien głosować na Prawicę Rzeczypospolitej.
Namysł nad Europą
Tytuł jest oczywiście uproszczony, bo Unia Europejska to nie cała Europa. Uprościłem go jednak świadomie, bo nie sposób dziś poważnie rozmawiać o Europie – pomijając fakt Unii Europejskiej. Pięć lat temu przed referendum stanęliśmy przed poważnym dylematem. Z jednej strony ryzyko politycznej i gospodarczej izolacji, z drugiej – unia polityczna z państwami i na zasadach, które odrzucają podstawowe wartości cywilizacji chrześcijańskiej. Dla sił myślących w kategoriach polskiej racji stanu dylemat był bardzo poważny, dla zwalczających się populizmów – euromanii i eurofobii – dylematu nie było w ogóle. Nasze chrześcijańsko-konserwatywne środowisko głosowało na „nie”, wyrażając tym dezaprobatę dla moralno-cywilizacyjnej dezorientacji Unii Europejskiej, nie ukrywając jednocześnie, że polityczna czy gospodarcza jedność narodów Europy jest wartością.
Referendum rozstrzygnęło o naszym udziale w Unii, a tym samym wyznaczyło kierunek i ramy polityki polskiej. Od sprzeciwu wobec Europy lekceważącej wspólne wartości i solidarystyczną powinność promocji praw i interesów swoich krajów – trzeba było przejść do egzekucji tych zasad, walki o ich obowiązywalność w ramach współpracy europejskiej.
Dzisiejsza Europa jest bowiem daleka od kierowania się solidarnością narodów. Znakiem tego jest nie tylko niechęć do chrześcijaństwa, przekraczająca niekiedy granice wrogości (co tak trafnie i bezstronnie opisał Joseph Weiler). Problemem jest i to, że Unia używa swej władzy przeciw tak oczywistym sprawom jak potrzeba społeczno-gospodarczej rekonstrukcji Europy środkowej (co pokazała sprawa polskich stoczni) czy dekomunizacja, czego ostatnim przejawem był skandaliczny wyrok Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w obronie „praw” polskich sędziów, którzy pracowali dla SB.
Solidarność europejska pozostaje ciągle zadaniem, które wymaga aktywnej i odważnej opozycji wobec kierunku polityki, który dziś dominuje w Unii. Opozycji w interesie Polski i narodów Europy w ogóle.