Czerwiec 2009
Miesiąc
Nadzieja na sprawiedliwość
Czesław Kiszczak ma dwa procesy o prześladowania religijne, w obu oskarżenie wiąże się z możliwością kary więzienia. Chodzi o policjantów (milicjantów) zwolnionych ze służby za praktyki katolickie. Okolicznością obciążającą jednego z nich (funkcjonariusza „drogówki”) było dodatkowo powinowactwo z księżmi, krewnymi żony. Drugiego namawiano, żeby po prostu sam się zwolnił (jak widać resort bezpieczeństwa miał dobrą wolę i chciał unikać prześladowań).
Sprawa stanowi drobną ilustrację komunistycznej codzienności i najbardziej powszechnej formy ucisku narodowego w tamtych czasach. Rzecz jest nietypowa, bo chodzi o MO – jednak podobne praktyki były powszechne na przykład w szkołach, albo w ogóle w wypadku osób mogących awansować zawodowo – praktycznie w każdej dziedzinie życia. Różnica polegała jedynie na tym, że w jednych sferach nie tolerowano życia katolickiego w ogóle, w innych – „ostentacji”, czyli normalnej, publicznej, praktyki.
Do tej pory był to niemal temat tabu. O wczorajszej dyskryminacji naszych rodziców większość z nas milczała jak o czymś wstydliwym – stracić pracę nic wielkiego, a żyć strachu przed utratą pracy – nic chlubnego. Zdrajcy i prześladowcy czuli się więc bezpiecznie. Teraz pojawia się realna szansa na sprawiedliwość. Zdziwiło mnie jedynie, gdy w jednej z radiowych stacji katolickich usłyszałem Antoniego Dudka, historyka poważnego, wypowiadającego się z lekceważeniem o przedmiocie toczącego się procesu. Niestety, to pokazuje nie tylko niezrozumienie totalitarnej natury komunizmu, ale również jak bardzo – broniąc życia chrześcijańskiego – jesteśmy ciągle sami.
Wobec niewiary
To, co tak nazywamy, jest często po prostu uczuciem nieobecności Kogoś, kto powinien być – a wydaje się, że jest nieobecny. To poczucie samotności, takie samo – jak uczucie samotności wśród ludzi. Nie tyle brak Łaski wiary, co zmysłu wiary. Dziwactwa samotników nie zawsze świadczą o ich wrogości do bliźnich, czasami – paradoksalnie – o potrzebie ich obecności. Samotność niewierzących powinniśmy wypełniać (na ile możemy) naszą bliskością. A gdy nie jest możliwa nienarzucająca się obecność – przynajmniej modlitwą.
Czy grozi nam nowa wojna na Kaukazie?
Wakacje w kalendarzu wcale nie gwarantują spokoju w polityce międzynarodowej. Rok temu w sierpniu doszło do rosyjskiego najazdu na Gruzję. Wtedy zaczęło się od zerwania przez abchaskich separatystów rozmów berlińskich na temat rozwiązania konfliktu w tej prowincji. Chociaż ich uczestnikami były (obok Rosji) również państwa zachodnie (Stany Zjednoczone, Niemcy, Francja i Wielka Brytania) – arogancja podopiecznych Moskwy nie spotkała się z żadną poważną reakcją zachodniej dyplomacji. Dla Rosji był to sygnał, że można iść kilka kroków dalej. Na pograniczu okupowanej Osetii zaczęły się mnożyć incydenty graniczne. Potem nastąpił najazd.
Teraz znów Moskwa testuje reakcję Zachodu. Po formalnym ogłoszeniu separacji Południowej Osetii i Abchazji – teraz Rosja żąda usunięcia z tych dwóch prowincji międzynarodowych obserwatorów cywilnych. To co rok temu było kapitulacją Zachodu (rezygnacja z wprowadzenia do Abchazji i Południowej Osetii sił autentycznie rozjemczych) – dziś okazuje się dla Rosji i tak zbyt daleko idącym kompromisem. Zamknięcie zaś misji obserwacyjnych to kolejny krok ku faktycznej legalizacji oderwania północnych terytoriów od Gruzji. A Gruzja obawia się, że agresywne działania dyplomatyczne to zapowiedź kolejnej agresji militarnej. Okazji mogą dostarczyć nadchodzące rosyjskie manewry wojskowe na Kaukazie.
Rzecz wymaga uwagi i aktywności polskiej dyplomacji. Nie chodzi przecież o to, by czekać na okazję do kolejnych dramatycznych protestów, ale by utrwalać niepodległość Gruzji i angażować Unię w politykę współpracy z prozachodnimi rządami na wschodzie Europy. Przejęcie przewodnictwa w Unii przez Szwecję, kraj posiadający środkowoeuropejską świadomość geopolityczną, stanowi tu dobrą okoliczność. Unia już dziś powinna powiedzieć, że stanowisko zajęte przez Rosję na forum ONZ i OBWE uważa za wymierzone we współpracę międzynarodową i pokój na Kaukazie.
Hokus pokus demoskopus
Wybory minęły i wszystko wraca do normy. Jeszcze w maju większość instytutów demoskopijnych nie chciała przyjąć do wiadomości, że kandydujemy w wyborach europejskich. A mniejszość, która nasz start tolerowała, i tak nie chciała uznać naszego poparcia społecznego. Chlubny wyjątek stanowił Homo Homini. Gdyby inne pracownie sondażowe pokazywały (tak jak HH) poparcie dla Prawicy – wynik wyborów zapewne byłby dla nas lepszy niż ten, który i tak przebił sondażowe prognozy. Ale i one spełniły swoją rolę.
Teraz „Gazeta Wyborcza” publikuje pierwszy sondaż powyborczy. Prawica Rzeczypospolitej ma w nim – a jakże – 1 % i (co ciekawe) wyprzedzają nas Samoobrona i LPR – po 2 %. Szkoda, że w ogóle są wybory – czy nie lepiej byłoby, gdyby „Gazeta Wyborcza” na podstawie swoich sondaży rozstrzygała kto ma jaki mandat społeczny? Demokracja demoskopijna byłaby o wiele bardziej (od demokracji wyborczej) odporna na niebezpieczeństwo przypadkowości. I wynik byłby bardziej demokratyczny. Oczywiście, zgodnie z najwłaściwszym rozumieniem prawdziwych demokratów.
Chrześcijaństwo wykluczone z polskich mediów
PO i SLD chcą w ustawie medialnej zastąpić szacunek dla chrześcijaństwa – zasadą totalnej niedyskryminacji. Brzmi ładnie, w praktyce może być prawnym zadekretowaniem tego, co Benedykt XVI nazywa dyktaturą relatywizmu. Bo w imię niedyskryminacji nie można stawiać na jednym planie miłości i szacunku dla żony i koranicznego „prawa” do bicia żon, pamięci walki o niepodległość i „szacunku” dla pamięci PZPR i SB, miłości do rodziców i pogardy dla rodziny. Wolność myślenia to wolność rozróżniania. Sprawiedliwość to oddanie każdemu i wszystkiemu tego, co mu należne. Prawa kombatantów nie są dyskryminacją dekowników.
Usunięcie z prawa medialnego szacunku dla chrześcijaństwa to rozwalenie ostatniej słabej bariery zagradzającą drogę antychrześcijańskiej pogardzie i nietolerancji w kulturze masowej. Do tej pory ten przepis nie był podstawą żadnych restrykcji, potwierdzał jedynie prawno-moralną słuszność wystąpień w obronie chrześcijańskich wartości naszej kultury. Był prawnym tytułem odpowiedzialnej mniejszości wobec obojętności większości. Teraz i to chcą nam odebrać.
Jutro rano wydam w imieniu Prawicy oficjalny apel o sprzeciw wobec tych rozwiązań. Apeluję, bo do tej pory nawet radykalna centroprawica w Sejmie demonstrowała daleko idącą nieodpowiedzialność za sprawy chrześcijańskiej tożsamości Polski. Gdy głosowano przywrócenie praw państwowych Świętu Trzech Króli zabrakło szesnastu posłów PiS z Jarosławem Kaczyńskim i Jackiem Kurskim na czele. Wczoraj, gdy Komisja Kultury potwierdzała wykluczenie chrześcijaństwa z prawa medialnego – zabrakło znowu dwóch posłów PiS. Ale o odrzucenie antychrześcijańskich zmian apelować należy nie tylko do opozycji (choć deklaracje zobowiązują ją w sposób szczególny), ale również do wszystkich, poczuwających się do elementarnej odpowiedzialności społecznej, posłów PO i PSL. Trzeba apelować, by wiedzieli co czynią.
Czerwcowe Requiem
W ciągu ledwie pół miesiąca odeszły z tego świata cztery ważne dla mnie osoby. Zmarła Ciocia Celina Małkowska, najstarsza siostra mojej Mamy. Całe życie spędziła w naszej wsi, na północnym Mazowszu. Przeżyła śmierć męża i jednego z synów. Żyła sprawami wiary i rodziny, specjalnie pojechała na drugi koniec Polski, nad niemiecką granicę, na święcenia kapłańskie mojego brata, choć jego Msza prymicyjna była dzień później znacznie bliżej, w Poznaniu. Teraz już – jak wierzę znając jej dobre życie – może uczestniczyć w Liturgii Niebieskiej.
Zmarł Jerzy Wocial, z którym wiele razy rozmawialiśmy przez ostatnie dwadzieścia parę lat o życiu publicznym. Pierwszy raz w drugiej połowie lat 80-tych, w dyskusji redakcyjnej zorganizowanej przez „Powściągliwość i Pracę” z udziałem J.M.Rymkiewicza i Pawła Śpiewaka. Pan Jerzy wiele razy wyrażał solidarność z moimi poglądami; gdy odwiedziliśmy go kilka miesięcy przed śmiercią z Jarkiem Sellinem – wspominał jak w Lucieniu (podczas jednego ze spotkań intelektualistów u Prezydenta) dowiedział się o moim wystąpieniu z PiS; mówił mi o rozterce, jaką wtedy przeżył. Zdążyłem jeszcze przesłać do „Christianitas” jego artykuł, który mi po tej ostatniej rozmowie przekazał, o współczesnych moralistach europejskich.
Parę dni temu zmarł, w czasie powypadkowego leczenia, Maciej Frankiewicz, wiceprezydent Poznania. Maćka poznałem w opozycji, na początku lat 80-tych. Ostatni raz go widziałem na cmentarzu powstańców Budapesztu, gdzie przypadkiem się spotkaliśmy, ja kierując delegacją Sejmu, Maciej – miasta Poznania, które uczestniczyło w węgierskich obchodach, manifestując wspólną pamięć Roku 1956. Teraz Maciej osierocił rodzinę, ale również przyjaciół, którzy zawsze na niego mogli liczyć.
I ostatnia bolesna wiadomość. Zmarł po długiej walce z rakiem Andrzej Karkosz, nasz przyjaciel i mąż matki chrzestnej mojego syna. Andrzej był przedsiębiorcą i katolickim teologiem, dobrze łączył jedno i drugie. Przed śmiercią mówił mi (podobnie jak Jerzy Wocial), że gdy staje się na krawędzi doczesności wszystko zaczyna wyglądać inaczej –sprawami publicznymi interesował się jednak do końca, one pozostały dla niego wśród rzeczy ważnych. Osierocił dużą rodzinę, pozostawił po sobie dobrą pamięć i miłość wielu ludzi.
Miłość nieprzyjaciół
Nie jest – jak mógłby ktoś pomyśleć – niesolidarnością. Owszem, kto nie potrafi być przeciwnikiem, nie potrafi być również przyjacielem – bo broniąc przyjaciół często trzeba „stawać przeciw” po ich stronie.
Miłość nieprzyjaciół jest naśladowaniem samego Boga, który stworzył nas wiedząc, że Go zamordujemy gdy będzie próbował nas ratować, a uratowani – ponownie Go zdradzimy. Tego pojąć nie można, ale naśladować można. A naśladując można się przybliżać do zrozumienia.
Partia Sezonów
Ludwik Dorn podniósł we wczorajszym wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” fatalną – dla pozycji PiS – rolę zespołu Bielan-Kamiński-Czarnecki. Istotnie, pozycja tych polityków to jeden z najbardziej irracjonalnych momentów polityki Jarosława Kaczyńskiego.
O ile bowiem moralny kryzys PiS ujawnił się z siłą w trakcie torpedowania prac konstytucyjnych, o tyle początkiem zapaści wyborczej polityki Jarosława Kaczyńskiego była słynna Noc Renaty, zaraz po pierwszym odwołaniu z rządu Andrzeja Leppera. W wewnętrznej dyskusji władz PiS byłem wtedy orędownikiem próby rządów mniejszościowych, z opcją na przyciąganie do rządu PSL i prawicowych posłów PO. Było to jeszcze możliwe, bo PiS ciągle miał większe poparcie społeczne od PO, wybory były daleko, a nawet ich przyspieszenie powinno było w tamtym momencie potwierdzić i wzmocnić pozycję rządu Kaczyńskiego. Jednak wspomnianych trzech polityków zaproponowało rozwiązanie nieklasyczne: rozbicie Samoobrony w jedną noc. Zamiast porozumienia programowo-politycznego, porozumienie bardziej „konkretne”. Od Ryszarda Czarneckiego przychodziły wieści, że połowa posłów partii Leppera chciałaby przejść do (albo popierać) PiS, Michał Kamiński i Adam Bielan przekonywali, że jest to jak najbardziej wykonalne. Do Hotelu Sejmowego ruszyli emisariusze, by „przekonywać” Renatę Beger i jej kolegów. C.d. jest znany…
Zagadką pozostaje pytanie: dlaczego ludzie, którzy wplątali Jarosława Kaczyńskiego w takie kłopoty – zbudowali na tym tak wielką pozycję? Rzecz nie jest bez analogii: wszyscy, którzy uczestniczyli w torpedowaniu prac na rzecz konstytucjonalizacji prawa do życia – też spotkali się z uznaniem Prezesa. A przecież wywołali największy kryzys moralny na prawicy od czasu obalenia rządu Jana Olszewskiego. Czyżby więc awantura, rzucanie społeczeństwa w kolejne „sezony polityczne”, była ostatecznym celem tej polityki? Ta hipoteza tłumaczy dlaczego nawet największy kryzys nie jest porażką, a szansa na moralną stabilizację państwa została potraktowana jak zagrożenie.
Afera FAZ, albo skrzywdzona zasługa
Kierownictwo PiS żąda reakcji polskiej dyplomacji na artykuł w niemieckim „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, w którym – wg różnych tłumaczeń – określono Jarosława Kaczyńskiego jako „najstraszniejszego ze strasznych narodowych konserwatystów” albo jako „najbardziej zaciekłego z zaciekłych narodowych konserwatystów”. Reakcja o tyle dziwna, że przyimek „zaciekle” ma w języku PC konotację zdecydowanie pozytywną.
Inna rzecz, że artykuł FAZ jest po prostu głupi, bo rażąco niesprawiedliwy. Nie ma polskiego polityka, który we współpracy z obecnym rządem Niemiec poszedł tak daleko jak Jarosław Kaczyński. To jego rząd poparł kanclerz Merkel, gdy ta wiosną’2007 wznowiła prace nad traktatem konstytucyjnym UE, następnie podpisał traktat lizboński, a w końcu pomógł przeprowadzić ustawę ratyfikacyjną w Sejmie w marcu ubiegłego roku. Tylko Nixon mógł jechać do Pekinu. Tylko Kaczyński mógł skutecznie przeprowadzić tę politykę. Gdy parafował traktat lizboński – jego późniejsi deklaratywni przeciwnicy, jak Anna Sobecka, Ryszard Bender czy Artur Górski, zajęci byli kampanią wyborczą na listach PiS i ani w głowie im było wtrącać się w to, co Prezydent i rząd robią w Brukseli i w Lizbonie.
Afera FAZ to kolejna zasłona dymna zaciemniająca i trująca naszą politykę. Zamiast do skutku domagać się od MSZ jasnego odrzucenia doktryny wypędzenia w stosunkach polsko-niemieckich, PiS stawia w centrum polityki polskiej humory swojego lidera.
Prawa człowieka: debata nieunikniona
Brytyjski ambasador Ric Todd zaprosił na spotkanie – z okazji planowanej demonstracji homoseksualnej w Warszawie – polskich działaczy politycznego ruchu homoseksualnego. Chce w ten sposób zamanifestować swoje przekonania w dziedzinie praw człowieka. Biorąc pod uwagę funkcję – zapewne również przekonania rządu brytyjskiego. W Wielkiej Brytanii homofilia czyni postępy. Na te pozycje przechodzi również Partia Konserwatywna – partner naszego PiS w ramach nowej grupy w Parlamencie Europejskim. Stara się nadążyć za socjalistami, pod których rządami – jak widać – poparcie dla homoseksualizmu nabiera wymiaru międzynarodowego.
Zostawmy zgorszenie Jackowi Kurskiemu. Może wykorzysta to w następnym orędziu Prezydenta. Potem będzie można przeprosić rząd brytyjski i w ten sposób zintensyfikować nasze stosunki. Gorsząc się i wydziwiając Europy nie zmienimy. Potrzebna jest przemyślana i właściwa reakcja. A tą może być po pierwsze przypomnienie na forum europejskim stanowiska polskiego Sejmu, który „utożsamiając się z judeochrześcijańskim dziedzictwem moralnym Europy” odrzucił przed trzema laty politykę walki z “homofobią”, po drugie – równie publiczne poparcie przez ambasadora Rzeczypospolitej brytyjskiego ruchu pro life. My też powinniśmy manifestować nasze zaangażowanie na rzecz praw człowieka. To rola rządu, ale w wypadku jego zaniechań – również Prezydenta i opozycji. Wszyscy wyborcy popierający cywilizację życia, którzy głosowali na PiS, będą się wkrótce mogli przekonać, czy nie stracili swego głosu. Wyborcy Prawicy swój głos ciągle mają. Nasze postulaty poważnej, realistycznej polityki praw człowieka stawiam właśnie w ich imieniu.
Kto pobił Annę Cugier-Kotkę?
Nie wiem, gdybym wiedział – niezwłocznie zawiadomiłbym policję. Mam jednak pewną ogólną hipotezę, która wydaje mi się w sposób oczywisty najbardziej prawdopodobna. Pani Kotka padła ofiarą powszechnej dziś, narastającej, bo tolerowanej i nijak nie leczonej – niechęci Polaków do własnego państwa i jego życia publicznego. Bandycki wybryk to tylko manifestacja tego, co widzimy i słyszymy codziennie. Jarosław Kaczyński tego nie widzi, bo jest politykiem o bardzo spłaszczonym spojrzeniu na rzeczywistość. Wszystko sprowadza do poziomu partyjnej gry o władzę – dlatego umykają mu nawet bardzo widoczne zjawiska, przekraczające tę dość prymitywną dziś sferę.
Ojkofobia, nienawiść do swoich, to najgorszy rodzaj ksenofobii, bo dotykający nie „innych”, z którymi spotykamy się rzadko, ale tych, wśród których żyjemy na co dzień. W wypadku pani Kotki mieliśmy prawdopodobnie do czynienia ze skrajną, chuligańsko-bandycką manifestacją tego rodzaju nastrojów. W inny sposób (bez miary nie tak bolesny) ofiarą podobnych nastawień padł Wojciech Cejrowski. Choć pozbawiono go programu w intencjach skrajnie politycznych, argumentacja odwoływała się wprost do powszechnej dziś niechęci i wrogości wobec polityki.
Ojkofobia, łącznie z fobią antypolityczną, jest głupia i zła. Powinna być zwalczana, zapewne również w ramach unijnych programów walki z ksenofobią, której jest odmianą. Ale politycy też powinni się postarać o to, by polityka budziła więcej szacunku. To apel również do Jarosława Kaczyńskiego.
Prawdziwe wyniki i zakłamane sondaże
Poparcie, które uzyskaliśmy w tych wyborach, mówi jasno, że Prawica Rzeczypospolitej ma silny i realny mandat społeczny. Poparły nas dziesiątki tysięcy Polek i Polaków. Wróżono, że nie wystartujemy w wyborach, potem, że będziemy mieli słabiutki wynik.
Owszem, ciągle niełatwo jest walczyć z partiami finansowanymi przez państwo. Ale oni, żeby powiększyć swój wynik o każde dziesięć tysięcy głosów, wydają niewiarygodne pieniądze. Nas poparli ludzie pracujący z przekonania. Ale nie była to jedyna przeszkoda.Sondaże cały czas ukrywały poparcie dla Prawicy. Jedynie badania robione dla „Dziennika” i Polsat News pokazywały od początku nasze 2 % poparcie. Wyborcy mieli prawo sądzić, że nie mamy żadnego. Na tym kłamstwie budowano propagandę „nie mają szans”.
Gdy po kampanii prawyborczej w Opocznie przyjechałem w sobotę tydzień temu do TVN-24 na rozmowę z panem Wierzejskim z Libertasa – Anna Jędrzejowska powitała mnie pytaniem jak się czuję z zerowym poparciem. Następnego dnia w prawyborach dostaliśmy 4 % i szóste miejsce (czyli takie jak wczoraj, w wyborach realnych).
Jesteśmy dziś piątą partią w Polsce (lista Rosatiego, która nas wyprzedziła o pół procenta, to koalicja trzech partii). Tę pozycję trzeba będzie potwierdzić, umocnić i poprawić. Dziś bilansujemy wybory, a jutro zaczynamy przygotowywać samorządową kampanię wyborczą Prawicy Rzeczypospolitej.
Ostatnie impresje z kampanii
Nie napisałem jeszcze, że wygraliśmy łącznie trzy procesy wyborcze wytoczone nam przez działaczy homoseksualnych. Obroniliśmy wolność słowa – prawo do wypowiadania poglądów opartych na Dekalogu i do krytyki roszczeń politycznego ruchu homoseksualnego. Dlaczego środowiska te wzięły na cel Prawicę Rzeczypospolitej? Bo bronimy wychowawczych praw rodziców, normalnego wychowania w szkołach, prawodawstwa rodzinnego, wolności opinii chrześcijańskiej. Gdyby inni występowali tak samo – też byliby atakowani, ale nie są. Dla nas ataki te stały się okazją do skutecznej obrony wolności opinii chrześcijańskiej, a inni skutecznie zeszli z linii konfrontacji.
Wystąpiłem dziś w TVP Info w debacie z Michałem Kamińskim i z Eugeniuszem Kłopotkiem. Rozpoczęcie programu opóźniono o przeszło kwadrans, bo trwała prasowa konferencja Libertasa. Na naszej konferencji kończącej kampanię nie pojawił się żaden dziennikarz TVP, nie mówiąc o kamerze. Jak można walczyć tak niegodnie?
Wieczorem natomiast w debacie w TV Łódź wystąpił Paweł Kwaśniak, lider naszych struktur na Ziemi Nadpilickiej. Po wystąpieniach Pawła, w sms-owej sondzie Prawica zajęła czwarte miejsce, przed PSL-em.
Kampania się kończy. Jej sukcesy to skuteczna obrona wolności słowa czy nakłonienie Prezydenta i premiera do podjęcia sprawy wyrównania dopłat bezpośrednich dla polskich rolników. Czekamy na wynik – ale największy sukces w rozwoju naszego ruchu to bezinteresowne zaangażowanie setek ludzi w naszą kampanię. Na czele z Wojciechem Cejrowskim. Wszystkim tą drogą dziękuję.
Koniec kampanii – ostatnie sondaże.
Dzisiejszy sondaż „Dziennika” i Polsat News (na największej próbie z dotychczasowych) daje nam piąte miejsce, za parlamentarnymi, ale wyraźnie przed wszystkimi kolejnymi partiami. Wprawdzie wynik to niespełna 3 %, ale tej szansy nie można zmarnować. Bo ten sondaż – wbrew czarnej propagandzie – pokazuje, że mamy szanse i to większe od wszystkich innych ugrupowań spoza oficjalnej czwórki. Gdzie byśmy byli, gdyby zamiast propagandowego „nie mają szans” – uczciwi komentatorzy mówili choćby „mają szanse, choć nie mają pewności”?
Szansa jest i nie można jej zmarnować. Nasz sukces może zmienić sytuację w polskiej polityce. Partie dominujące będą musiały zajmować stanowisko wobec spraw, które chcą omijać. Czy będzie chodzić o obronę Papieża czy o europeizację niemieckiego przywileju pomocy publicznej – będą musiały zająć stanowisko. Bo odważna polityka odwołująca się do narodowego consensusu, do wartości szeroko akceptowanych społecznie – musi być skuteczna; a to jest właśnie nasza strategia.
Chodzi więc nie o pozycję jednej partii – ale o nasz główny cel: zmianę polskiej polityki. Jak mówi nasz program – o silną Polskę dla cywilizacji życia. O Polskę opierającą się o silną opinię chrześcijańską w Europie. Jest tylko jeden niezbędny warunek powodzenia naszej polityki – nasza solidarność; solidarność, która jest najpewniejszą rękojmią skuteczności. Zwyciężą ci, którzy pójdą głosować.
Teraz naprawdę o wolności
Dziś aż dwa procesy o wolność słowa.
W Katowicach wytoczony przez Alicję Tysiąc ks. Markowi Gancarczykowi, redaktorowi „Gościa Niedzielnego”. Ksiądz Marek jest oskarżony o naruszenie „czci, dobrego imienia oraz prywatności” Pani Tysiąc. Jego wina polega po prostu na tym, że pisał o sprawie procesów wytaczanych przez Panią Tysiąc w sprawie nieopuszczenia w Polsce do pozbawienia życia jej nienarodzonego, a dziś żyjącego, dziecka. Gdy pozwoliła mediom użyć swego życia osobistego do proaborcyjnej kampanii – jej prywatność nie była naruszona. Co więcej – sprawa stała się najdosłowniej publiczna gdy Pani Tysiąc doprowadziła do wyroku przeciw Polsce w Europejskim Trybunale Praw Człowieka. Gdy zajął w tej sprawie stanowisko katolicki tygodnik – Pani Tysiąc przypomniała sobie i o prywatności, i o granicach wolności.
W Warszawie proces wytoczony przez Krystiana Legierskiego Prawicy Rzeczypospolitej o to, że na małym spotkaniu wyborczym w Kartuzach nasi kandydaci stwierdzili, że homoseksualizm jest chorobą. Ta sprawa jest o tyle ciekawa, że dotyczy nie tyle deklaracji, co sądów wypowiedzianych po prostu w rozmowie (rzecz jest do obejrzenia na YouTubie) na małym spotkaniu. Co więcej – nasi kandydaci odpowiadali na pytania i opinie uporczywie przedstawiane przez jedną z uczestniczek spotkania, bardzo polemiczną wobec Prawicy. Dziś rzecznicy otwartego społeczeństwa przypominają nam o obowiązku milczenia. Jak widać – niedługo upomnieć się będzie trzeba już nie o wolności wypowiedzi, ale o prawo do rozmowy w ogóle.
Toczy się walka o wartości naszej cywilizacji i ustrojową orientację naszego państwa. Prawica Rzeczypospolitej jest na pierwszej linii tej walki. A politycy PO-PiS zajmują się sobą…