Kierownictwo PiS żąda reakcji polskiej dyplomacji na artykuł w niemieckim „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, w którym – wg różnych tłumaczeń – określono Jarosława Kaczyńskiego jako „najstraszniejszego ze strasznych narodowych konserwatystów” albo jako „najbardziej zaciekłego z zaciekłych narodowych konserwatystów”. Reakcja o tyle dziwna, że przyimek „zaciekle” ma w języku PC konotację zdecydowanie pozytywną. 

Inna rzecz, że artykuł FAZ jest po prostu głupi, bo rażąco niesprawiedliwy. Nie ma polskiego polityka, który we współpracy z obecnym rządem Niemiec poszedł tak daleko jak Jarosław Kaczyński. To jego rząd poparł kanclerz Merkel, gdy ta wiosną’2007 wznowiła prace nad traktatem konstytucyjnym UE, następnie podpisał traktat lizboński, a w końcu pomógł przeprowadzić ustawę ratyfikacyjną w Sejmie w marcu ubiegłego roku. Tylko Nixon mógł jechać do Pekinu. Tylko Kaczyński mógł skutecznie przeprowadzić tę politykę. Gdy parafował traktat lizboński – jego późniejsi deklaratywni przeciwnicy, jak Anna Sobecka, Ryszard Bender czy Artur Górski, zajęci byli kampanią wyborczą na listach PiS i ani w głowie im było wtrącać się w to, co Prezydent i rząd robią w Brukseli i w Lizbonie. 

Afera FAZ to kolejna zasłona dymna zaciemniająca i trująca naszą politykę. Zamiast do skutku domagać się od MSZ jasnego odrzucenia doktryny wypędzenia w stosunkach polsko-niemieckich, PiS stawia w centrum polityki polskiej humory swojego lidera.