W ciągu ledwie pół miesiąca odeszły z tego świata cztery ważne dla mnie osoby. Zmarła Ciocia Celina Małkowska, najstarsza siostra mojej Mamy. Całe życie spędziła w naszej wsi, na północnym Mazowszu. Przeżyła śmierć męża i jednego z synów. Żyła sprawami wiary i rodziny, specjalnie pojechała na drugi koniec Polski, nad niemiecką granicę, na święcenia kapłańskie mojego brata, choć jego Msza prymicyjna była dzień później znacznie bliżej, w Poznaniu. Teraz już – jak wierzę znając jej dobre życie – może uczestniczyć w Liturgii Niebieskiej.
Zmarł Jerzy Wocial, z którym wiele razy rozmawialiśmy przez ostatnie dwadzieścia parę lat o życiu publicznym. Pierwszy raz w drugiej połowie lat 80-tych, w dyskusji redakcyjnej zorganizowanej przez „Powściągliwość i Pracę” z udziałem J.M.Rymkiewicza i Pawła Śpiewaka. Pan Jerzy wiele razy wyrażał solidarność z moimi poglądami; gdy odwiedziliśmy go kilka miesięcy przed śmiercią z Jarkiem Sellinem – wspominał jak w Lucieniu (podczas jednego ze spotkań intelektualistów u Prezydenta) dowiedział się o moim wystąpieniu z PiS; mówił mi o rozterce, jaką wtedy przeżył. Zdążyłem jeszcze przesłać do „Christianitas” jego artykuł, który mi po tej ostatniej rozmowie przekazał, o współczesnych moralistach europejskich.
Parę dni temu zmarł, w czasie powypadkowego leczenia, Maciej Frankiewicz, wiceprezydent Poznania. Maćka poznałem w opozycji, na początku lat 80-tych. Ostatni raz go widziałem na cmentarzu powstańców Budapesztu, gdzie przypadkiem się spotkaliśmy, ja kierując delegacją Sejmu, Maciej – miasta Poznania, które uczestniczyło w węgierskich obchodach, manifestując wspólną pamięć Roku 1956. Teraz Maciej osierocił rodzinę, ale również przyjaciół, którzy zawsze na niego mogli liczyć.
I ostatnia bolesna wiadomość. Zmarł po długiej walce z rakiem Andrzej Karkosz, nasz przyjaciel i mąż matki chrzestnej mojego syna. Andrzej był przedsiębiorcą i katolickim teologiem, dobrze łączył jedno i drugie. Przed śmiercią mówił mi (podobnie jak Jerzy Wocial), że gdy staje się na krawędzi doczesności wszystko zaczyna wyglądać inaczej –sprawami publicznymi interesował się jednak do końca, one pozostały dla niego wśród rzeczy ważnych. Osierocił dużą rodzinę, pozostawił po sobie dobrą pamięć i miłość wielu ludzi.
22 cze 2009 @ 12:31
+
22 cze 2009 @ 14:02
Panie Marku,
proszę nie myśleć o nich jak o odeszłych, lecz tych co wzbogacili Pana i innych życie.
Nie każdy na własnej drodze spotyka tylu niezwykłych ludzi.
Serdecznie pozdrawiam
22 cze 2009 @ 20:06
Dobrzy ludzie często spotykają w życiu dobrych ludzi.
Requiem aeternam dona eis, Domine…
22 cze 2009 @ 22:01
Wieczny odpoczynek racz Im dać Panie…
Wyznając wiarę w Obcowanie Świętych mamy pewność, że tutaj wymienieni /i nie tylko oni/ są szczęśliwi u Pana. I proszą za nami, pielgrzymującymi po tej ziemi…
22 cze 2009 @ 23:29
W naszych sercach jest wystarczająco dużo miejsca dla wszystkich tych, którzy odeszli i dla wartości, które były im bliskie.
To od nas zależy, czy chcemy żyć pełną piersią, czy wolimy jedynie beztroską niepamięć i złudną nadzieję na beztroską przyszłość.
23 cze 2009 @ 02:19
Panie Marku nie wiem gdzie to napisać, ale chciałbym niniejszym życzyć Panu wytrwałości, jestem przekonany, że uda się Panu zebrać wokół siebie wielu ludzi, na których większość Polaków będzie chciała oddać głos! wytrwałości, może nie 2, nie 4 a potrzeba 6 lat, żeby przebrnąć, przebić się, jedno co najważniejsze to nie poddać się!
AMDG!
z pozdrowieniem
23 cze 2009 @ 18:32
Znałem Jerzego Wociala. Współpracował z firmą producencką mojego stryjecznego brata Maćka, gdzie kiedyś pracowałem.
Ostatnio spotkałem Go kilka lat temu na Moście Poniatowskiego. Lał deszcz, a Jerzy na mój widok szeroko się uśmiechnął. Pogadaliśmy chwilę i każdy poszedł w swoją stronę.
Jerzy – jak pamiętam – zawsze się uśmiechał.
I tak zapamiętam Jego zarośniętą, uśmiechniętą gębę (tu to słowo ma przyjazny wyraz).