W starym komentarzu do dzisiejszej Ewangelii tynieccy benedyktyni pisali: „Głuchota na słowo Boże i zupełna niezdolność mówienia do Boga i o Bogu – to jedno z najcięższych kalectw nowoczesnego człowieka…”. A ćwierć wieku później, w „Silence sur l’essentiel”, Jean Guitton napisze o nieznośnym milczeniu o Bogu, również współczesnego Chrześcijaństwa. Milczeniu, które przypomina Kościoły milczenia, zmuszone do milczenia w krajach opanowanych przez komunizm. To nowe milczenie nie jest jednak wymuszone przez przemoc, najwyżej przez to, co Jadwiga Staniszkis umownie określa jako przemoc strukturalną instytucji współczesnej cywilizacji. W tym wypadku chodzi jednak nie tylko o instytucje, ale o bardzo utrwaloną kulturę, która mówienie o Bogu przyjmuje jako rzecz nienaturalną, niepotrzebną, niezrozumiałą. Dla współczesnej kultury guittonowskie „milczenie o Bogu” to stan naturalny. Nie można jednak serio wyznawać naszego Credo (które w końcu wyznajemy w otwartych świątyniach podczas Mszy katechumenów) i godzić się na ten przymus milczenia. Najlepiej jednak przeciwstawiać się mu nie w teoretycznych rozprawach, ale wtedy, gdy domaga się tego sama rzeczywistość, wydarzenia, które w chrześcijaństwie mają rangę zobowiązania. Taką okazją był wczorajszy warszawski występ Madony (nie mam ochoty stosować pisowni, której używa). Czy jej działalność nie jest bluźnierstwem? Nie słyszałem by spokojnie, w posłusznym oczekiwaniu na werdykt samych argumentów, rozważyli ten problem nasi dzisiejsi doktorzy.