Dziennikarze są bardziej niecierpliwi od polityków, ale w końcu – taka jest cecha ich zawodu. Dzisiejsza „Rzeczpospolita” pisze o moim ewentualnym starcie w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Powtórzę to, co powiedziałem red. Wojciechowi Wybranowskiemu – w tej sprawie Prawica ostateczną decyzję podejmie w przyszłym roku i nie będzie to decyzja pochopna. Teraz jest czas zbierania jej przesłanek. Najważniejsza z nich – to reprezentacja poglądów chrześcijańsko-konserwatywnych w tych wyborach. To dla nich odeszliśmy z PiS, gdy okazało się, że PiS na działalność na ich rzecz zgadza się jedynie w ramach podwójnej doktryny: 30 % i „jednakowo dobrych” (szczegółowo referuję je w książce „Dysydent w państwie POPiS”). Odrzuciliśmy więc udział w tej grze pozorów, nie chcąc wprowadzać w błąd opinii katolickiej. Po odejściu z PiS wyraźnie oświadczaliśmy, że jesteśmy samodzielną częścią większości rządowej, a pytany o przyszłe wybory prezydenckie – oświadczyłem, że chciałbym móc poprzeć prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Potem wielokrotnie powtarzałem, że po okresie bezwarunkowego poparcia opinii katolickiej dla PiS – przyszedł czas warunkowej współpracy. I wielokrotnie wspierałem Prezydenta w sprawach zagranicznych, medialnych czy jego konstytucyjnych kompetencji. Nasza postawa nie spotkała się z żadnym pozytywnym odzewem. Przeciwnie, przywódcy PiS wielokrotnie powtarzali, że zrobią wszystko, by w Polsce nie powstała samodzielna reprezentacja opinii katolickiej (jak mówią – „coś na prawo od PiS”). Nie widać tam żadnej zdolności partnerskiej współpracy, prócz monopolistycznej chęci pozyskiwania dyspozycyjnych środowisk satelickich. Dziś ta oferta kierowana jest do rozbitków po LPR. W tekście Wojciecha Wybranowskiego jeden z liderów PiS oświadcza, że trzeba rozmawiać i znaleźć rozwiązania, które środowiskom tym pozwoliłyby również odnaleźć się wewnątrz PiS”. Nie ma tu żadnej poważnej refleksji nad polską racją stanu i zadaniami prawicy w Polsce, jest tylko „szukanie miejsca” dla polityków „szukających miejsca”. A my nie szukamy ani „miejsca”, ani „niszy”. Dla nas najważniejsza jest realna zmiana i przywrócenie zasad w polityce polskiej.