wrzesień 2009


Polityka 25 września 2009

Od wczoraj media wmawiają opinii publicznej – i nam również – powstanie nowej partii Ludwika Dorna. Pytającym mnie dziennikarzom kilkanaście razy odpowiadałem, że z Ludwikiem rozmawialiśmy dłużej w drodze na Westerplatte, ale była to rozmowa o najbliższej historii, trochę o PiS, ale nie o projektach politycznych. 

I dla jasności – Prawica Rzeczypospolitej nie zakłada 97. Partii Wszystkich na rzecz Skutecznego Państwa w służbie Wygodnego Życia (PWSP-WŻ).  

Po ostatnich wyborach jesteśmy piątą partią w Polsce. Ta pozycja to więcej odpowiedzialności niż wygody. Ale odpowiedzialności niezbywalnej, bo jesteśmy gwarancją poważnego stosunku polskiej polityki do praw rodziny, do samodzielnej roli Rzeczypospolitej w Europie, do cywilizacji życia. Nasz głos słyszą wyraźnie ci, którzy chcą przekonać wyborców podzielających nasze zasady. Słyszą go i muszą się z nim liczyć. Nasze stanowisko w sprawie Traktatu Lizbońskiego istotnie wpłynęło na zahamowanie procesu ratyfikacji. Stanowisko w debacie euro – pewnie w mniejszym stopniu, ale również. 

Jesteśmy oczywiście otwarci na innych polityków, również zgadzających się z nami częściowo, ale nie na zawieszenie naszej polityki. Zależy nam na współpracy z innymi środowiskami politycznymi, tym bardziej, że poparcie naszych kolegów z Polski XXI było istotnym elementem naszych kampanii wyborczych w ubiegłym i w tym roku. Polsce na pewno jest potrzebny wielki obóz republikański, realizujący całość spraw składających się dziś na dobro wspólne narodu: cywilizację życia i prawa rodziny, wolną przedsiębiorczość i upowszechnienie własności, rządy prawa i bezpieczeństwo, silną pozycję Polski i budowę opinii chrześcijańskiej w Europie. Ale dziś Prawica Rzeczypospolitej jest gwarantem, że taka jedność prawicy będzie rzeczywistą solidarnością dążeń, a nie jedynie fasadą zasłaniającą spółdzielnię wyborczą. Nie wirujemy na politycznej karuzeli. Nie po to odeszliśmy ze świata władzy, żeby na nią wsiadać.

Historia and Polityka 16 września 2009

Mamy wreszcie Wielki Narodowy Kompromis. Przejdzie w zaostrzonej wersji wniosek PSL – 17 września Sejm zachowa milczenie. Wnioskodawcy proponowali wprawdzie, żeby milczenie odbyło się na sali sejmowej, ale dostaniemy jeszcze więcej – Sejm 17 września będzie pusty, milczenie będzie totalne, grobowe. Walory intelektualne sejmowego Kompromisu zostaną w ten sposób wzbogacone o artystyczne, a symbole przemawiają bezpośrednio i najmocniej. Twórcom Kompromisu gratuluję odważnej rezygnacji z podjęcia uchwały na czas i genialnego scenariusza! 

Okazje takie jak tegoroczna rocznica drugiej wojny światowej zdarzają się rzadko. Powinny być okazją do potwierdzenia wobec opinii międzynarodowej i narodowej ponadczasowego znaczenia pamięci wydarzeń, których rocznica mija. 

W wypadku drugiej wojny światowej powinniśmy światu przede wszystkim przypomnieć do czego doprowadziła nienawiść i pogarda antypolska. Nieprzezwyciężona zbrodnia rozbiorów, nie zaakceptowana niepodległość Polski, przyniosła w skutkach najazd, nowe rozbiory i ludobójstwo. Druga prawda, którą w ten czas należało przypomnieć opinii międzynarodowej to – potwierdzająca geopolityczne i europejskie znaczenie Polski – decydująca rola polskiego września’39 w zatrzymaniu agresji Hitlera w Europie. Wreszcie trzecia – to zwrócenie uwagi na ciągle niedokonane międzynarodowe potępienie komunizmu – modelowego wzoru wszystkich totalitarnych tyranii i współsprawcy drugiej wojny światowej. Powinien to być zresztą czas, gdy Europie mówimy o sobie, o swoich doświadczeniach i wynikających z nich prawach. I mówimy jako część Zachodu (o tym co zrobiliśmy dla Zachodu) i jako część Europy środkowej (której los pod jarzmem sowieckim dzieliliśmy). Przede wszystkim powinniśmy przedstawić wnioski płynące dla przyszłości, prawa niepodległej Polski w Europie. 

Zamiast tego wszystkiego mieliśmy PO-PiS-y skuteczności. Nasi wyborczy war-lordowie skutecznie odprawili swoje „pijary narracyjne”, skutecznie zainteresowali kraj i Europę swoimi awanturami, a na końcu jeszcze raz skutecznie ogłosili Kompromis, z którego nie wiadomo co wynika (w każdym razie niewiele dobrego), prócz tego, że to, co powiedzą tydzień po wrześniowej rocznicy, mogli powiedzieć spokojnie przed nią bez tych wszystkich awantur. W państwie PO-PiS awantura zyskała jednak rangę wartości społecznej. W końcu wywołali ją „politycy skuteczni”, którzy wiedzą, co robią. Problemem, przed jakim stajemy jako naród, jest czy się na to zgadzamy (pytanie nie jest retoryczne, bo trudno ukrywać, że niektórzy Polacy rzeczywiście się na to zgadzają). I myśląc o sprawach zasadniczych musimy sobie również odpowiedzieć jakiej skuteczności dla Polski chcemy.

Międzynarodowe and Polityka 15 września 2009

Są rzeczy ważniejsze o dywagacji na temat dialektyki groźnych min i uśmiechów premiera Tuska, arabskiej kultury negocjacji i pożytków z przymusowej sprzedaży polskich stoczni. Przede wszystkim przypomnieć trzeba, że za obecną sytuację naszych stoczni odpowiedzialność ponosi cały układ PO-PiS, rząd i opozycja. Władze publiczne powinny uratować stocznie poprzez pomoc publiczną, której udzieliły, i której powinny bronić – czego już nie zrobiły. Nie dotować, ale uratować – przywracając stoczniom, poprzez jednorazową pomoc, zdolność konkurencyjną. Zakaz pomocy publicznej ze strony Komisji Europejskiej był jawną niesprawiedliwością wobec Polski, a przeciwdziałanie takim sytuacjom jest jasnym przykładem zadań polskiej polityki europejskiej. Polska powinna nie tylko dla siebie, ale dla całej Europy środkowej, zażądać tych samych unijnych praw pomocy publicznej, z których korzystają Niemcy wschodnie. Uzyskanie przez Niemcy w traktacie z Maastricht szczególnych uprawnień w tej dziedzinie – w imię prawa do odbudowy gospodarki po zniszczeniach komunizmu – to modelowy przykład polityki historycznej. Bo ta nie polega na pokazywaniu się z celebrytami światowej polityki na uroczystościach. Niemcy pokazali jak z historii wyprowadza się – prawne, moralne, polityczne – tytuły dla polityki dnia dzisiejszego. 

O to, żeby polski Sejm zgodnie wystąpił z deklaracją domagającą się by niemieckie przywileje były traktowane jako standard przysługujący wszystkim krajom wyzwolonym z komunizmu, w ubiegłym roku apelowałem imiennie do marszałka Sejmu i wszystkich wicemarszałków. Ale apelowanie do polityków państwa PO-PiS o odpowiedzialność, a szczególnie wspólną, to rzucanie grochem o ścianę. Albo gra w squasha, bo to chyba lepiej zrozumieją.

Międzynarodowe and Historia 14 września 2009

W sobotę Zarząd Prawicy Rzeczypospolitej wydał naszą Deklarację „w związku z siedemdziesięcioleciem najazdu niemiecko-sowieckiego na Polskę”. Nie piszemy tam o gorszącej niezdolności Sejmu do wydania oświadczenia na 17 września, ani o milczeniu wszystkich władz publicznych w rocznicę paktu Ribbentrop-Mołotow 23 sierpnia. Apelujemy by cykl rocznic wojennych stał się jednak momentem „zgodnego przypomnienia przez całą polską opinię publiczną prawdy historycznej i wynikających z niej politycznych wniosków dla przyszłości Europy”. Najważniejsze bowiem są wnioski. 

Przypominamy więc, że „rozbiór Polski dokonany przez Niemcy i Związek Sowiecki był następstwem niepogodzenia się przez Niemcy i Związek Sowiecki z przekreśleniem przez traktat wersalski zbrodni rozbiorów Polski. Ani Niemcy, ani ZSSR nie zaakceptowały niepodległości Polski w granicach ukształtowanych po pierwszej wojnie światowej. Ze strony obu tych dwóch państw nasz kraj stał się w dwudziestoleciu międzywojennym obiektem nieprzerwanej agresji propagandowej, przedstawiającej Polskę jako siedlisko nietolerancji i zarzewie konfliktów w Europie. Prawdziwym powodem tej politycznej agresji była rola geopolityczna Rzeczypospolitej jako przeszkody dla dominacji mocarstw w Europie środkowej, i tym samym gwaranta wolności jej narodów”. 

I wzywamy władze publiczne by przedstawiły przy tej okazji deklarację stwierdzającą, że Polska ma prawo, by polityka współpracy Niemiec i Rosji (o której mówią dziś szefowie rządów obu państw) nigdy nie była realizowana w sposób, który Polska odbiera jako zagrożenie dla swego bezpieczeństwa i dla swych podstawowych interesów. Władze Rzeczypospolitej powinny oświadczyć, że Polska będzie stale zabiegać o poparcie tego stanowiska na forum polityki europejskiej.

Polityka 8 września 2009

Zdziwiłem się (najdelikatniej mówiąc) publicznym milczeniem wszystkich ośrodków władzy i polityki w 70-tą rocznicę paktu Ribbentrop-Mołotow, czyli XX-wiecznego rozbioru Polski. W końcu to wydarzenie najbardziej determinujące nieszczęścia naszego kraju w XX wieku. Jedyne wypowiedzi polityków, jakie padły tego dnia, wywołała antypolska kampania w Rosji. Bez niej panowałoby milczenie. 

Dlaczego? Pewnie dlatego, że w tym samym czasie stawał polski, medialny pakt Ribbentrop-Mołotow. Rodziło się przymierze oficjalnych wrogów i coś jeszcze więcej. Bo - jak opowiedział „Gazecie Wyborczej” pytany przez nią polityk SLD - cel medialnego paktu „to neutralizacja politycznych konkurentów. Żeby podczas wyborów TVP zachowała równy dystans. To jest dla PiS atrakcyjne, bo skrajnie prawicowi kandydaci, np. Marek Jurek, nie mieliby w TVP żadnych szans. I atrakcyjne dla SLD, bo lewicowe partyjki też nie pokazywałyby się w Wiadomościach”. 

Nasz pakt Ribbentrop-Mołotow usunąć ma z życia publicznego „pokraczne bękarty demokracji”. Bo sezony polityczne byłyby tak piękne – gdyby nie opinia publiczna. Zresztą opinii coraz mniej, więc i pogoda dla paktów dopisuje. Tak wygląda natura cezarystycznej polityki. Charles Pasqua (człowiek zresztą bardzo sympatyczny) miał kiedyś powiedzieć: „jeśli de Gaulle zostałby komunistą, ja też byłbym komuchem”. Tak mówią – by użyć prezydenckiej formuły – „ludzie z kategorii wiernych”.

Christianitas and Historia 6 września 2009

Dwa tygodnie temu bodaj jedynym wielkim dziennikiem, który przypomniał 70-tą rocznicę paktu Ribbentrop-Mołotow i rozbiór Polski, dokonany po najeździe niemiecko-sowieckim, był papieski Osservatore Romano. A dziś o rocznicy napaści na Polskę, pierwszej ofierze wojny światowej, powiedział osobiście Benedykt XVI. Ojciec Święty daje całej Europie przykład wypełniania solidarności pamięci, a nam daje jeszcze jeden dowód ojcowskiej przyjaźni, tak jak Pius XII broniący Polski zaraz na początku drugiej wojny światowej w Summi Pontificatus, a potem zachowujący do końca uznanie dyplomatyczne dla naszego rządu na wygnaniu. I jak bł. Pius IX broniący powstania styczniowego, jak św. Pius X broniący dzieci wrzesińskich, jak abp Ratti – późniejszy Pius XI – pozostający jako niemal jedyny ambasador (drugim był ambasador Turcji) w atakowanej przez bolszewików Warszawie, jak Paweł VI przypominający w środku komunistycznej nocy, że Polska była i jest antemurale Christianitatis, i jak Jan Paweł II, prawdziwy ojciec naszej niepodległości. Rzym nas nie zapomniał, obyśmy i my nie zapomnieli gdzie naprawdę bije serce Europy.

Międzynarodowe and Historia 3 września 2009

Istnieją dwa zasadnicze sposoby mówienia przez nas o drugiej wojnie światowej. Te dwie narracje wyznaczały też dwa możliwe modele obchodów 70-lecia drugiej wojny światowej. Pierwszy – to podkreślenie naszego wkładu w zwycięstwo wolnego świata. Polska zatrzymała ekspansję Hitlera, odrzucając udział w jego polityce. Tym samym uniemożliwiła mu opanowanie kontynentu europejskiego i to jest nasz wkład: napierw w wolność połowy kontynentu po wojnie i w wolność Europy dzisiaj. W tym modelu powinniśmy byli zabiegać o wystąpienia naszych wojennych sprzymierzeńców. Częściowo jedynie na Westerplatte spełniło to przemówienie François Fillona, choć zabrakło w nim zadośćuczynienia za niewykonane przez Francję zobowiązania sojusznicze, gwarantowane przez konwencję wojskową. Nie wiadomo jednak czy nasza dyplomacja zabiegała o wystąpienia brytyjskie i amerykańskie. 

Drugi wymiar pamięci jest ważniejszy, choć mniej przez nas uświadamiany. To pamięć środkowoeuropejska, krajów w LP 1939-40 napadniętych przez Niemcy i Związek Sowiecki, a w LP 1944-45 pozostawionych temu agresorowi, który wygrywał wojnę. To zresztą prawdziwy (można powiedzieć mackiewiczowski) wymiar pojednania: narodów środowej Europy, które w czasie wojny znalazły się po stronie Niemiec i tych, które były po stronie Rosji. W istocie byliśmy przecież uczestnikami tego samego dramatu. W tym planie, wspólnego doświadczenia, cenne byłyby wystąpienia przedstawicieli państw bałtyckich, Finlandii, Rumunii. Ten wymiar podkreślałby prawo do wolności narodów Europy środkowej i ich prawo do realnego, politycznego zadośćuczynienia za pół wieku niewoli, a przede wszystkim jasne potępienie obu totalitaryzmów. 

Obchody zrealizowały model trzeci, tak naprawdę pozbawiony wymiaru uniwersalnego, choć mocno osadzony w poprawności politycznej. Model „pojednania”, w którym własna pamięć narodowa traktowana jest jako zarzewie konfliktów. Tak bowiem obóz władzy PO, a także wielka część mediów, mówi dziś o stosunkach polsko-rosyjskich i polsko-niemieckich, w którym nasz kraj nie zgłasza żadnych roszczeń, broni po prostu swej godności, swego miejsca w Europie i podstaw swojej niepodległości.