Istnieją dwa zasadnicze sposoby mówienia przez nas o drugiej wojnie światowej. Te dwie narracje wyznaczały też dwa możliwe modele obchodów 70-lecia drugiej wojny światowej. Pierwszy – to podkreślenie naszego wkładu w zwycięstwo wolnego świata. Polska zatrzymała ekspansję Hitlera, odrzucając udział w jego polityce. Tym samym uniemożliwiła mu opanowanie kontynentu europejskiego i to jest nasz wkład: napierw w wolność połowy kontynentu po wojnie i w wolność Europy dzisiaj. W tym modelu powinniśmy byli zabiegać o wystąpienia naszych wojennych sprzymierzeńców. Częściowo jedynie na Westerplatte spełniło to przemówienie François Fillona, choć zabrakło w nim zadośćuczynienia za niewykonane przez Francję zobowiązania sojusznicze, gwarantowane przez konwencję wojskową. Nie wiadomo jednak czy nasza dyplomacja zabiegała o wystąpienia brytyjskie i amerykańskie. 

Drugi wymiar pamięci jest ważniejszy, choć mniej przez nas uświadamiany. To pamięć środkowoeuropejska, krajów w LP 1939-40 napadniętych przez Niemcy i Związek Sowiecki, a w LP 1944-45 pozostawionych temu agresorowi, który wygrywał wojnę. To zresztą prawdziwy (można powiedzieć mackiewiczowski) wymiar pojednania: narodów środowej Europy, które w czasie wojny znalazły się po stronie Niemiec i tych, które były po stronie Rosji. W istocie byliśmy przecież uczestnikami tego samego dramatu. W tym planie, wspólnego doświadczenia, cenne byłyby wystąpienia przedstawicieli państw bałtyckich, Finlandii, Rumunii. Ten wymiar podkreślałby prawo do wolności narodów Europy środkowej i ich prawo do realnego, politycznego zadośćuczynienia za pół wieku niewoli, a przede wszystkim jasne potępienie obu totalitaryzmów. 

Obchody zrealizowały model trzeci, tak naprawdę pozbawiony wymiaru uniwersalnego, choć mocno osadzony w poprawności politycznej. Model „pojednania”, w którym własna pamięć narodowa traktowana jest jako zarzewie konfliktów. Tak bowiem obóz władzy PO, a także wielka część mediów, mówi dziś o stosunkach polsko-rosyjskich i polsko-niemieckich, w którym nasz kraj nie zgłasza żadnych roszczeń, broni po prostu swej godności, swego miejsca w Europie i podstaw swojej niepodległości.