Są rzeczy ważniejsze o dywagacji na temat dialektyki groźnych min i uśmiechów premiera Tuska, arabskiej kultury negocjacji i pożytków z przymusowej sprzedaży polskich stoczni. Przede wszystkim przypomnieć trzeba, że za obecną sytuację naszych stoczni odpowiedzialność ponosi cały układ PO-PiS, rząd i opozycja. Władze publiczne powinny uratować stocznie poprzez pomoc publiczną, której udzieliły, i której powinny bronić – czego już nie zrobiły. Nie dotować, ale uratować – przywracając stoczniom, poprzez jednorazową pomoc, zdolność konkurencyjną. Zakaz pomocy publicznej ze strony Komisji Europejskiej był jawną niesprawiedliwością wobec Polski, a przeciwdziałanie takim sytuacjom jest jasnym przykładem zadań polskiej polityki europejskiej. Polska powinna nie tylko dla siebie, ale dla całej Europy środkowej, zażądać tych samych unijnych praw pomocy publicznej, z których korzystają Niemcy wschodnie. Uzyskanie przez Niemcy w traktacie z Maastricht szczególnych uprawnień w tej dziedzinie – w imię prawa do odbudowy gospodarki po zniszczeniach komunizmu – to modelowy przykład polityki historycznej. Bo ta nie polega na pokazywaniu się z celebrytami światowej polityki na uroczystościach. Niemcy pokazali jak z historii wyprowadza się – prawne, moralne, polityczne – tytuły dla polityki dnia dzisiejszego. 

O to, żeby polski Sejm zgodnie wystąpił z deklaracją domagającą się by niemieckie przywileje były traktowane jako standard przysługujący wszystkim krajom wyzwolonym z komunizmu, w ubiegłym roku apelowałem imiennie do marszałka Sejmu i wszystkich wicemarszałków. Ale apelowanie do polityków państwa PO-PiS o odpowiedzialność, a szczególnie wspólną, to rzucanie grochem o ścianę. Albo gra w squasha, bo to chyba lepiej zrozumieją.