październik 2009


Blog 30 października 2009

Jutro (sobota) występuję o godz. 12.05 w „Plusach dodatnich – plusach ujemnych” Tele5 (powtórka w niedzielę o 12.05). Tematy: dwudziestolecie ZChN i afera hazardowa.

Afera hazardowa 29 października 2009

Pytanie o pozostawanie u władzy rządu Tuska jest pytaniem w pewnym sensie ustrojowym, o charakter władzy w Polsce: czy Rzecząpospolitą rządzić mają ludzie wyróżniający się we wszystkich koniecznych porządkach, a więc wiedzą i kulturą, prawością i doświadczeniem, zdolnościami i zasługami – czy do władzy ma mieć dostęp subkultura cwaniactwa, ludzie, którzy co innego mówią publicznie, co innego prywatnie, potrafią zadbać o „dobre znajomości”, wierzą, że pecunia non olet, bo dzięki pieniądzom kręci się rynek (również rynek wyborczy) i potrafią przy tym wszystkim unikać – jak to określił premier Tusk – „wpadek reputacyjnych”.   

Warto pamiętać kim w polskiej polityce był Zbigniew Chlebowski. Choć bowiem na rzecz branży hazardu wykonał – by użyć jego ulubionego określenia – „gigantyczną pracę”, o swych zasługach milczał z miną pokerzysty. W działalności otwartej specjalizował się w walce o „szczęście ludzi”. W sumie obie dziedziny nie były tak odległe, bo w żadnej innej branży „szczęście” nie jest tak potrzebne jak w hazardzie. Na temat „szczęścia ludzi” podczas debaty in vitro pouczał nawet Kościół, pokazując biskupom gdzie winni widzieć granice swej apostolskiej władzy. A gdyby ktoś wtedy powiedział, że owo „szczęście ludzi” jest przede wszystkim szczęściem grup nacisku zabiegających o finansowanie z pieniędzy publicznych prywatnych laboratoriów sztucznego zapłodnienia – nie tylko przewodniczący, ale cały Klub Platformy Obywatelskiej byłby oburzony. Dziś został z tego tylko zwiędły frazes.   

Więcej – w bieżącym numerze „Niedzieli”. Gdy pisałem ten artykuł nie znałem jeszcze – jak nikt w kraju – propozycji radykalnego ograniczenia hazardu. Postulat całkowicie słuszny, zasługuje na pochwałę, w niczym nie zmienia jednak odpowiedzialności premiera Tuska i ważności tego, co napisałem powyżej.

Historia 28 października 2009

Dziś mija dwadzieścia lat od powstania Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego. ZChN pozostał partią pierwszej dekady naszej niepodległości. W jego działalności odbijają się jej blaski i cienie. ZChN przede wszystkim przywrócił obecność opinii katolickiej w naszym życiu publicznym. To było jego najbardziej podstawowe osiągnięcie. Był jak klin, który nie pozwolił domknąć poprawności politycznej, według której zasady naturalnej sprawiedliwości (niedopuszczalne według lewicy, konieczne według centroprawicy) to „ograniczenia wolności”. Broniliśmy nierozłączności dobra wspólnego, ładu moralnego i wolności politycznej. Największym sukcesem ZChN było ustawodawstwo uznające ludzkie prawa dziecka poczętego – częściowe i niedoskonałe, ale będące realną odpowiedzią na powszechne wyzwania kontrkultury śmierci. Walczyliśmy o dekomunizację (zgłaszaliśmy pierwszy projekt ustawy o przejęciu na Skarb Państwa majątku PZPR), o prawa rodziny i obniżenie podatków dla rodzin wychowujących dzieci, o samodzielną pozycję Polski w Europie. 

Słabością ZChN było, że o te wszystkie cele trzeba było walczyć najpierw w samym ZChN-ie. Zawsze w nim był (i w końcu wziął górę) nurt oportunistyczny, chcący nie tyle reprezentować, co eksploatować poparcie katolickich wyborców, nurt władzy deklamujący o skuteczności itp. To nie on zbudował trwałe osiągnięcia naszej partii, natomiast dostarczył solidnej porcji pretekstów do ataków na nią. 

Dziś ZChN to już historia, ale historia bliska i żywa. Większość spraw podjętych dwadzieścia lat temu przez Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe jest nadal aktualna.

Blog 24 października 2009

Dzisiaj (niedziela) występuję w „Kawie na ławę” TVN o godz. 10.55, powtórka o 18.30 w TVN-24.

Bez kategorii 22 października 2009

Dzisiaj (czwartek) występuję w “Końcu Końców” TVP1 o godz. 22:50

Polityka 21 października 2009

Piotr Skwieciński to dla obozu prezydenckiego postać ważna: wybitny dziennikarz o poglądach zbliżonych do PC (m.in. publicysta „Nowego Państwa”), a ostatnio popierany przez PiS prezes Polskiej Agencji Prasowej. Jego poglądy dobrze oddają nastroje i dylematy obozu, z którym sympatyzuje. Dlatego jego artykuł w dzisiejszej „Rzeczpospolitej” zasługuje na więcej niż tylko ciekawość, zasługuje na uwagę – polityczną. Skwieciński otwarcie pisze, że reelekcja Lecha Kaczyńskiego „to cel jeśli nie nieosiągalny, to skrajnie trudny (…) prezydent konsekwentnie dołuje w rankingach. Zmiana tej sytuacji w ciągu roku, dzielącego nas od wyborów, choć teoretycznie możliwa, z miesiąca na miesiąc staje się coraz mniej prawdopodobna”. Jeśli natomiast spór PiS z Platformą będzie traktowany „nie jako konkurencja dwóch demokratycznych partii politycznych, tylko jako walka dobra ze złem [to] z punktu widzenia PiS w takiej sytuacji zwycięstwo Cimoszewicza byłoby co najmniej mniejszym złem”. Wygrana Cimoszewicza natomiast „miałaby – z punktu widzenia PiS – jedną kolosalną zaletę. Oznaczałaby odepchnięcie groźby trwałej dominacji Platformy”. Ułatwiłby to – zdaniem Piotra Skwiecińskiego – fakt, że „tak zwany podział postkomunistyczny – na obrońców PRL i antykomunistów – zaciera się, nie ogniskuje już emocji Polaków. (…) Zwróćmy uwagę, że pisowsko-sldowskie porozumienie w sprawie TVP nie wywołało ani rebelii elektoratu Prawa i Sprawiedliwości, ani nawet – jak się wydaje – jakiegoś wielkiego zainteresowania zaplecza tej partii.”. 

Tego wszystkiego nie napisał polityk, który „atakuje PiS”. To tekst publicysty związanego i sympatyzującego z partią Jarosława Kaczyńskiego. Ważny tekst pokazujący, na jakich rozdrożach stoi dziś PiS – na rozdrożach, a może już na bezdrożach.

Blog 18 października 2009

Wieczorem (w dzisiejszą niedzielę) występuję o 23.20 w „Kwartecie teologicznym” w TVP 2. Temat – dobro moralne, utylitaryzm i polityka. Rozmawiają również Maciej Gdula, Grzegorz Górny i Tomasz Terlikowski. 

Wszystkim Czytelnikom życzę Dobrej Niedzieli! Cieszmy się, że mamy to święto co tydzień.

Blog 15 października 2009

Dziś o 16.30 występuję w radiowej Jedynce.

Afera hazardowa 14 października 2009

Oświadczenie po konferencji krajowej Prawicy Rzeczypospolitej   

Zarząd Główny Prawicy Rzeczypospolitej, zebrany na konferencji z udziałem członków Rady Politycznej, zwraca się do Sejmu RP o jak najszybszą zmianę obecnego rządu. Odwołanie szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego, ministra Mariusza Kamińskiego, potwierdza, że rządy premiera Tuska stanowią bezpośrednie zagrożenie dla interesu publicznego. Zmiana rządu wymaga zarówno zaangażowania i głosów opozycji, jak moralnej reakcji po stronie uczciwych i odpowiedzialnych polityków większości.  

Jednocześnie występujemy zdecydowanie przeciw próbom wzmacniania pozycji politycznej postkomunistycznego SLD. Wprowadzanie postkomunistów do świata władzy – a widzimy to już w mediach publicznych – samo w sobie stanowi pogłębienie kryzysu państwa. Zdolność do zmiany rządu stanowi test odpowiedzialności politycznej wszystkich sił politycznych. Obecny kryzys nie może stać się jedynie pożywką dla kolejnej fazy walk partyjnych. Uczestnicy afer muszą zostać pociągnięci do odpowiedzialności karnej, a Polska już dziś musi dostać elementarnie wiarygodny rząd. Kraj nie może być skazany na władzę subkultury cwaniactwa: mówienie przez polityków czego innego publicznie, czego innego prywatnie, opieranie polityki nie na odpowiedzialności i przekonaniach, ale na sondażach i żądzy władzy, zacieranie granicy między światem polityki a półświatkiem pseudorozrywki. A to właśnie oligarchia cwaniaków stworzyła klimat dla otwartych nadużyć i handlowania władzą publiczną.    

Szczególną manifestacją nieodpowiedzialności całej klasy politycznej PO-PiS były wydarzenie prowadzące do ratyfikacji traktatu lizbońskiego, który dramatycznie obniża pozycję Polski w Unii Europejskiej i zmniejsza możliwości polskiej polityki europejskiej. Nasza ocenę tych działań i zaniechań przedstawiliśmy w oświadczeniu „Suma wszystkich błędów”.  

Reagując na wydarzenia, domagając się działań poprawiających stan państwa, jesteśmy jednocześnie świadomi, że warunkiem pełnej realizacji dobra wspólnego narodu jest przywrócenie polityce jej moralnego wymiaru oraz znaczenia odpowiedzialności i przekonań. Mamy świadomość, że analiza badań poparcia dla kandydatów na urząd Prezydenta RP potwierdza pozycję Prawicy Rzeczypospolitej jako piątej partii w Polsce i realnej propozycji politycznej dla wszystkich, którzy pragną silnej Polski jako państwa opartego na wartościach cywilizacji chrześcijańskiej. Nakłada to na nas obowiązek wzmożonej pracy nad przygotowaniem do przyszłorocznych wyborów prezydenckich i samorządowych. Jesteśmy gotowi w tej pracy współdziałać ze wszystkimi środowiskami podzielającymi wartości, którym służymy. Zachęcamy Wszystkich do odważnego myślenia o polityce: Polskę można i trzeba zmienić. Wymaga to tylko naszego zaangażowania i nie godzenia się na władzę oligarchii cwaniaków. Trzeba się jej przeciwstawić – to nasz obowiązek.  

W imieniu Prawicy Rzeczypospolitej: (-) Marek Jurek, przewodniczący, (-) Lucyna Wiśniewska (wiceprzewodnicząca), (-) Jan Abgarowicz, wiceprzewodniczący Rady Politycznej

Traktat Reformujący 12 października 2009

Ratyfikacja traktatu lizbońskiego to wynik wszystkich błędów popełnionych w trakcie procesu jego negocjacji, zawierania i ratyfikacji. Po serii niepotrzebnych napięć z Niemcami o sprawy – w najlepszym razie prestiżowe, a często niepoważne – rząd Jarosława Kaczyńskiego późną wiosną’2007 zdecydował się przyjąć stanowisko niemieckie w najważniejszej kwestii europejskiej: wznowienia prac nad odrzuconym we Francji i w Holandii traktatem konstytucyjnym. Zgodziwszy się na negocjacje nowego traktatu tworzącego nowe instytucje władzy i nowe kompetencje Unii Europejskiej, rząd Kaczyńskiego nie powiązał naszej zgody z żadnymi realnymi dowodami większej solidarności europejskiej: ani z wyrównaniem dopłat bezpośrednich dla polskich rolników do poziomu ogólnoeuropejskiego, ani z zaniechaniem budowy gazociągu bałtyckiego, ani z rozszerzeniem na Polskę niemieckich zasad pomocy publicznej. 

Zupełnie porzucono postulat potwierdzenia szacunku Unii Europejskiej dla życia chrześcijańskiego narodów Europy – sprowadzając całość polskich żądań do utrzymania arytmetycznej siły polskiego głosu (najpierw „Niecea albo śmierć” PO, potem „pierwiastek albo śmierć” PiS). Sprawę tę potraktowano jedynie jako demonstrację stanowczości i bardzo szybko porzucono. Siła polskiego głosu w Unii Europejskiej została dwukrotnie zredukowana. Jednocześnie nowy sposób liczenia głosów zmniejszył w ogóle znaczenie państw Europy środkowej (tzw. Nowej Unii) przy podejmowaniu wspólnych decyzji.W finałowej fazie negocjacji traktatowych rząd – kierując się racjami partyjnymi PiS – zdecydował się na rozwiązanie Sejmu, co stanowiło akt kompletnej nieodpowiedzialności za przyjętą władzę. 

Zgadzając się na traktat – w trakcie już trwającej kampanii wyborczej – premier Kaczyński przedstawił go jako wielki sukces, nieopatrując żadnymi zastrzeżeniami (przez co Polska nie mogła ich potem podnieść w czasie kryzysu irlandzkiego). Premier dał pierwszeństwo partyjnej propagandzie sukcesu przed potrzebą podnoszenia polskich postulatów na forum międzynarodowym. 

Rząd Donalda Tuska, ignorując niepewny wynik ratyfikacji w Czechach, Wielkiej Brytanii i Irlandii (co zapowiadaliśmy publicznie już w grudniu’2007) postanowił w ekspresowym tempie przyjąć ustawę ratyfikacyjną, bo premier chciał być prymusem Europy. Spowodowało to wzmożenie międzynarodowych nacisków na Prezydenta Rzeczypospolitej, od którego żądano szybkiej i ostatecznej ratyfikacji. Ustawa ratyfikacyjna jeszcze bardziej ograniczyła możliwości polskiej inicjatywy w Europie po odrzuceniu traktatu w pierwszym referendum irlandzkim i potem, w czasie irlandzkich negocjacji o opatrzenie go protokołem gwarantującym sprawy istotne dla irlandzkich interesów. Premier Tusk – chcąc być prymusem Europy – stracił taką możliwość. 

Prezydent Lech Kaczyński po referendum irlandzkim niemal od razu zapowiedział, że oczekuje zmiany stanowiska Irlandii, po czym traktat podpisze. Tym samym włączył się nie tylko w presję międzynarodową na społeczeństwo irlandzkie, ale przede wszystkim podważył fundamentalną dla Europy (i formalnie powtórzoną w traktacie lizbońskim) zasadę jednomyślności kluczowych decyzji dla Unii Europejskiej. Zasada jednomyślności zostaje faktycznie zmieniona z obowiązku uznawania stanowiska wszystkich państw w mechanizm presji na państwa, których stanowiska się nie uznaje. Wreszcie błędem była deklaracja prezydenta o natychmiastowości podpisu po przyjęciu traktatu w Irlandii, bez żadnych zastrzeżeń prawnych. To uniemożliwiło choćby konsultacje w tej sprawie z Czechami. Wynikiem tych pochopnych deklaracji była ostateczna ratyfikacja traktatu. 

Efekt to traktat radykalnie zmniejszający pozycję Polski i Europy środkowej w Unii Europejskiej, demonstracyjnie odrzucający znaczenie chrześcijaństwa dla Europy i redefiniujący w duchu radykalnego liberalizmu wartości podstawowe Unii, zwiększający jej władzę bez żadnych dowodów większej solidarności w Europie, zachowujący tak niesprawiedliwe rozwiązania jak niemieckie przywileje w zakresie pomocy publicznej czy dyskryminacja polskiego rolnictwa. Traktat zwiększa kompetencje Unii Europejskiej w polityce zewnętrznej bez żadnego określenia jej celów w sprawach takich jak rozszerzenie czy bezpieczeństwo Europy środkowej. 

Kształt traktatu i jego przyjęcie to – w polityce polskiej – wynik pierwszeństwa racji partyjnych nad państwowymi i kompleksów klasy politycznej PO-PiS, uniemożliwiających prowadzenie aktywnej polskiej polityki europejskiej. Obrona całości interesów Polski – a więc naszych wartości, naszej wizji współpracy europejskiej, naszych narodowych praw – w Europie kształtowanej przez traktat lizboński wymagać będzie zasadniczych zmian w polskiej polityce. Od ich przeprowadzenia zależy zdolność naszego kraju do prowadzenia samodzielnej i efektywnej polityki w Europie.

Blog 10 października 2009

Wieczorem (sobota) po 21.35 występuję w TVN-24 (zapowiadany temat: ratyfikacja traktatu lizbońskiego).

Prawa człowieka 6 października 2009

Najgroźniejszym elementem (ustnego) uzasadnienia wyroku było podważenie praw człowieka należnych nienarodzonym. Pani sędzia Solecka oficjalnie uznała sprawę początku życia ludzkiego za otwartą i sporną. Tym samym podważyła obowiązujące dziś prawo, bo sprawa ta prawnie jest bezsporna.  Z faktu, że w różnych sytuacjach i różnych okresach życia (również w stosunku do osób urodzonych) prawo przewiduje różne zakresy ochrony, nie wynika, że w jakimkolwiek uchyla prawo do życia. Sąd jednak uznał, że ideologia aborcyjna ma prawo do zawieszającego weta w stosunku do praw Rzeczypospolitej. 

Sąd uznał też sugestie pani Tysiąc i jej obrońcy, że mała Julia Tysiąc nie zostałaby zabita w wyniku aborcji, o którą zabiegała jej matka, więc że żyłaby dziś niezależnie od tego czy jej matka spełniłaby zamiary, o których utrudnianie oskarżyła Państwo Polskie. Mimo, że pani Tysiąc na procesie po raz kolejny potwierdziła, że chciała aborcji, w której jej przeszkodzono – jej adwokat pytał pozwanego ks. Marka Gancarczyka skąd wiedział, że Julia była dzieckiem niechcianym. Chcianym do czego? Do aborcji? Absurd dosięgnął szczytu, bo że tam się wspina – widać było już wcześniej. (Więcej w aktualnym – jeszcze – numerze „Niedzieli”).

Afera hazardowa 6 października 2009

Wydałem dziś w imieniu Prawicy Rzeczypospolitej następujące oświadczenie po wczorajszej reakcji kierownictwa PO na nasze stanowisko:   Według wiceprzewodniczącego Klubu Parlamentarnego PO, posła Waldy Dzikowskiego, nasz postulat dymisji premiera i powołania nowego rządu to działanie obliczone na rozgłos. Skoro władze  sejmowej Platformy Obywatelskiej nie zrozumiały jasno wyłożonych racji stanowiska Prawicy Rzeczypospolitej – przedstawimy je raz jeszcze. Domagamy się odwołania premiera Donalda Tuska, gdyż premier „jako przewodniczący partii rządzącej – ponosi odpowiedzialność zarówno za umieszczanie na najwyższych stanowiskach w państwie (bo taki charakter ma stanowisko przywódcy większości parlamentarnej) ludzi powiązanych towarzysko ze światem hazardu, jak i za bagatelizowanie tego stanu rzeczy”. Nie możemy akceptować związków „klasy kierowniczej partii rządzącej z półświatkiem, bo tylko tak można określić branżę hazardu”. Na tym polega różnica naszych stanowisk: przewodniczący Dzikowski (i istotna część władz PO) uważa, że można akceptować związki klasy kierowniczej partii rządzącej z baronami branży hazardu, a nawet z osobami skazanymi za działalność korupcyjną – my uważamy, że nie można. Przypominamy, że mówiąc o związkach nie odnosimy się do przypadkowych, szeregowych, pierwszy raz wybranych posłów, ale do lidera większości parlamentarnej, zawdzięczającego swe stanowisko poparciu urzędującego premiera. Do lidera, a nie do byłego lidera – bo przewodniczący Zbigniew Chlebowski jest jedynie zawieszony, a premier nie wyklucza, że miała miejsce jedynie „wpadka reputacyjna” i nie uważa jego powiązań towarzyskich ze światem przemysłowego hazardu za rzecz niedopuszczalną.  

Przewodniczący Waldy Dzikowski broniąc tego stanu rzeczy i bagatelizując związaną z nim polityczną odpowiedzialność źle zdaje test, o którym napisaliśmy wczoraj w Oświadczeniu. Uważamy bowiem, że afera hazardowa to przede wszystkim sprawdzian dla polityków Platformy Obywatelskiej i „najbliższe dni pokażą, czy są tam politycy myślący w kategoriach osobistej odpowiedzialności za dobro publiczne, czy tylko partyjni funkcjonariusze na państwowych stanowiskach”. Niestety, stanowisko wiceprzewodniczącego sejmowej Platformy Obywatelskiej potwierdza jedynie skalę upadku odpowiedzialności w polskiej polityce.

Blog 5 października 2009

Dziś o 18.30 występuję na spotkaniu publicznym w Wyszkowie, w sali Cechu Rzemiosł Różnych, przy ul. Białostockiej 9.

Afera hazardowa 5 października 2009

Afera hazardowa ma co najmniej dwa wymiary. Jeden ma charakter kryminalny, to sprawa motywów – by użyć określenia prezesa Sobiesiaka – „zarażenia” przywódców PO ideą narodowych pożytków hazardu. Rozmiary i wymiary tego „zarażenia” mają być przedmiotem śledztwa parlamentarnego, choć najlepiej byłoby gdyby śledztwo kontynuowało CBA pod kierownictwem Mariusza Kamińskiego i Prokuratura pod kierownictwem nowego (mającego najszersze poparcie polityczne i zaufanie społeczne) ministra sprawiedliwości w nowym rządzie. 

Drugi, który konsekwentnie próbuje bagatelizować premier Tusk, to poziom zażyłości (odwiedziny w domach, wspólne Sylwestry, wprowadzanie w ten krąg asystentów) ludzi z establishmentu PO z magnatami branży hazardowej. Tusk uważa, że to normalne – dopóki nie nastąpi jakaś „wpadka reputacyjna”. Mam nadzieję, że w Polsce jest dość ludzi, którzy uważają, że to kompletnie nienormalne. 

Nawiasem mówiąc, mam wrażenie, że ciągle lekceważy się rangę przewodniczącego Chlebowskiego. (Piszę świadomie „przewodniczącego”, bo Zbigniew Chlebowski dzięki zawieszającej decyzji, rekomendowanej przez przewodniczącego Tuska, ciągle nim pozostaje). To nie wiceprzewodniczący komisji, ani szeregowy poseł z Dolnego Śląska: to lider większości parlamentarnej, przywódca większości w Sejmie. Przywódca większości, który pokornie wysłuchuje jak znajomy biznesmen z niezwykłą „asertywnością” (by użyć jeszcze jednego określenia Prmiera) domaga się poganiania ministrów do załatwiania jego interesów, od czasu do czasu ubarwiając to rytmicznie rzucanym najpopularniejszym przekleństwem. 

Donald Tusk chce wyjaśnić czy było coś więcej, bo to co usłyszał to jeszcze mało. Donald Tusk – jako przywódca partii rządzącej – ponosi odpowiedzialność za umieszczanie na jej czele ludzi z półświatka. I dlatego – choć nie tylko dlatego – musi odejść. Musi odejść, bo jego pozostawanie na urzędzie radykalnie pogłębi polski kryzys polityczny. O tym więcej w następnym wpisie.

Blog 3 października 2009

Dziś wieczór (sobota) o 22.10 występuję w Polsat News (na temat traktatu lizbońskiego i referendum irlandzkiego).

W niedzielę najpierw o 10.10 w nowym programie “Kwartet Polityczny” w TVP-2, potem o 10.55 w “Kawie na ławę” TVN (powtórka w TVN-24 o 18.30).

Prawa człowieka 3 października 2009

Istnieje wiele kwestii spornych we współczesnym społeczeństwie. Bp José Guerra Campos powiedział był kiedyś, że istotą kryzysu Zachodu jest absolutyzacja wartości względnych (na przykład – prawo do dobrego samopoczucia) i relatywizacja absolutnych (na przykład – sprawiedliwość). 

Kwestią sporną stała się na przykład – od czasu napływu milionów muzułmańskich imigrantów do zachodniej Europy – monogamia, więc zakaz bigami. Dla nas to może czysta abstrakcja, ale na przykład we Francji poligamia to realny problem społeczny w prawodawstwie dotyczącym łączenia rodzin.  

Sporna staje się odpowiedzialność państwa za zdrowie publiczne, bo – na przykład – sporne stało się przekonanie o szkodliwości narkotyków lekkich i zakaz (a tym bardziej karalność) ich sprzedaży. W Holandii są już legalne.  

Wiele jest kwestii spornych, ale spór w sprawie zasad – angażując moralną i polityczną odpowiedzialność obywateli demokratycznego państwa – nie uchyla sam przez się obowiązywalności prawa. Sędzia Solecka może wątpić w jego słuszność. Może próbować je zmienić – pisząc jako prywatny prawnik naukowe czy publicystyczne artykuły albo kandydując do Sejmu. Musiałaby jednak zdecydować się na inną rolę społeczną. Chyba nawet powinna, jeśli głęboko nie zgadza się z prawodawstwem Rzeczypospolitej. Ale jako sędzia wykonujący władzę sądowniczą – ma obowiązek prawo stosować. Wykonuje bowiem władzę państwa, a nie – władzę nad państwem. Na tym właśnie polegają zasady rządów prawa i podziału władz. (Więcej w bieżącym numerze „Gościa Niedzielnego”).

Afera hazardowa 3 października 2009

Słuchałem premiera Tuska uzasadniającego zawieszenie Zbigniewa Chlebowskiego. Premier nie wie jak zakwalifikować jego rozmowę – czy to rzeczywiście korupcja lub nielegalne wspieranie prywatnych i (co najmniej) nieciekawych interesów, czy tylko epatowanie znajomego biznesmena. Jak widać – zdaniem Premiera – bardzo bliskie znajomości w sferach zorganizowanego hazardu nie stanowią same w sobie przeszkody by poseł został przywódcą większości w Sejmie. Być może wniosek jest pochopny, ale jedno w tej sytuacji musi być jasne: czy premier Tusk wiedział o kontaktach i znajomościach Chlebowskiego w sferach przemysłowego hazardu? Jeżeli tak – to znaczy, że oficjalnie rządzi nami półświatek. Jeżeli nie – to co tu jest jeszcze trzeba wyjaśniać przed zwyczajnym odwołaniem parlamentarnego lidera Platformy Obywatelskiej?   

Sprawą otwartą jest reakcja Prawa i Sprawiedliwości. Afera hazardowa, jeżeli ma przynieść pożytek Polsce, nie może stać się jedynie okazją do nowej kampanii złości i usprawiedliwienia włączenia w świat władzy SLD, tym razem nie przez Unię Demokratyczną itp., ale przez radykalną centroprawicę.    

Konieczna naprawa polskiej polityki nie może zostać sprowadzona jedynie do doraźnych zarzutów (bo to już sprawa dla Prokuratury i sądów), ale do zdecydowanej odbudowy moralnego wymiaru polityki. Dziś PiS jest „porażony” ujawnieniem materiałów PO, wczoraj świętował z nimi (w uściskach i przy winie) wspólne rozwiązanie Sejmu, lizbońską ustawę ratyfikacyjną, dezorganizację prac nad zagwarantowaniem w Konstytucji prawa do życia. Autentyczna reforma moralna polskiej polityki to zdecydowane wyjście poza pluralizm złości i chciwości.