Listopad 2009
Miesiąc
Poważnie o współpracy
Ruszam w kolejną trasę – dziś zaczynając od Siedlec. Tymczasem jeden z prywatnych Korespondentów pisze do mnie: „z ogromnym zdziwieniem i zaskoczeniem dowiedziałem się jakoby zamierzał Pan powrócić na łono PiS-u czy też może przeprowadzić połączenie partii”. Choć nie są przeważające – podobne wypowiedzi można znaleźć również wśród komentarzy blogowych. Dlatego przed wyjazdem muszę prosić Wszystkich Komentatorów: słuchajcie tego, co mówimy w mediach, czytajcie co piszemy i (!) nie powtarzajcie opinii niedorzecznych. Po ostatnich wyborach Prawica jest piątą partią w Polsce, w sondażach prezydenckich nasze poparcie jest co najmniej podobne jak kandydatów PSL (Pawlak, Kalinowski) i oficjalnego SLD (Szmajdziński, Napieralski). W wyborach uzupełniających na Podkarpaciu w ubiegłym roku mieliśmy wynik lepszy od SLD nie półtora raza, ani nie dwa razy – ale cztery razy (a to już wykracza poza specyfikę regionu). Zdobyliśmy połowę głosów kandydata koalicji rządowej PO-PSL (a to teren PSL). I nie dwa, ani trzy, ale szczęść razy więcej od przypominanego ostatnio w sondażach Andrzeja Leppera. To wszystko wiąże się z odpowiedzialnością. Bo poparcie społeczne to konkretne zobowiązanie. I dlatego uważamy za swój obowiązek przed podjęciem strategicznych decyzji politycznych – podjęcie prób porozumień z tymi, którzy mimo zasadniczych różnic – stoją najbliżej. Nieprecyzyjny jest również komentarz „Rzeczpospolitej”. Nie szukamy żadnej „autonomii” wobec innych partii. Jeteśmy samodzielną partią. Potrzebną Polsce i zdolną do normalnej współpracy politycznej z innymi ugrupowaniami.
Praca i współpraca
W czasie moich podróży nie napisałem o pewnym bardzo ważnym dla Prawicy, choć bardzo lokalnym wydarzeniu. W uzupełniających wyborach na wójta Rzeczniowa na południowym Mazowszu wygrał popierany przez nas kandydat, pan Karol Burek, który zdecydowanie pokonał kandydatkę rządową, urzędującą komisaryczną wójt. Rzeczniów pokazuje, że mobilizacja społeczna może powodować autentyczne polityczne zmiany. A dla nas sukces wójta Burka to realna nagroda za zaangażowanie w Rzeczniowie Lucyny Wiśniewskiej, naszej liderki na południowym Mazowszu, Piotra Strzembosza, i moje własne. W Radomiu, gdzie działa dr Lucyna Wiśniewska, w ostatnich wyborach europejskich przekroczyliśmy próg pięcioprocentowy, a sama Pani Lucyna zdobyła drugi wynik wśród wszystkich kandydatów. Natomiast gdy doszło do rozmów na temat przyszłych wyborów samorządowych między Prawicą a PiS, poseł Marek Suski, odrzucając naszą propozycję dwupartyjnej koalicji, zaproponował działaczom Prawicy start na listach PiS i wstąpienie po wyborach do Klubu PiS. Piszę o tym w kontekście pytań o możliwość współpracy naszych partii. Jesteśmy gotowi do współpracy dwustronnej; współpraca jest lepsza od kwestionowania wagi swoich mandatów, które po prostu należy wzajemnie uznać. Natomiast pomysły takie, jak te wysunięte przez posła Suskiego, są jedynie dowodem niezdolności wielu polityków radykalnej centro-prawicy do myślenia w kategoriach jedności. A Prawicę Rzeczypospolitej założyliśmy właśnie po to, by tego rodzaju nastawieniom przeciwstawić politykę solidarności i odpowiedzialności.
Egzamin jedności
Kolejną sensacją dnia stała się zdawkowa wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego na temat potrzeby rozmów politycznych z przywódcami Prawicy Rzeczypospolitej i Polski Plus. Dzień wcześniej w TV Trwam sam mówiłem o potrzebie takich rozmów, podobnie jak jeszcze wcześniej w mojej książce i w wywiadach, w których systematycznie powtarzałem, że minął czas bezwarunkowego poparcia katolickiego dla PiS, czas na warunkową współpracę. Nie doczytał się tego Jerzy Robert Nowak. Bo problemem takiej współpracy od początku było monopolistyczne nastawienie PiS i jego zwolenników. My szanujemy mandat radykalnej centro-prawicy, w imię prawdy i interesu publicznego nie zgadzamy się jedynie by „pastiszowy konserwatyzm” (określenie Jadwigi Staniszkis) zastąpił i wyeliminował realną politykę chrześcijańsko-konserwatywną: zaangażowanie na rzecz cywilizacji życia, praw rodziny, polską politykę europejską budującą silną opinię chrześcijańską w Europie.W ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy odbędą się potrójne wybory: samorządowe, prezydenckie i parlamentarne. Prawica Rzeczypospolitej jest gotowa do samodzielnego w nich startu, jak do tej pory. To nasz podstawowy kierunek pracy, bo tylko mandat wyraźnie potwierdzony przez wyborców jest naprawdę silny. Natomiast dążąc do zbudowania optymalnej większości społecznej – jesteśmy też gotowi do porozumień z partnerami zdolnymi do współpracy na rzecz uzgodnionych celów narodowych oraz na zasadach szacunku i wzajemności w kwestiach odrębnych. Taka gotowość to dla nas kwestia solidarności i odpowiedzialności narodowej. Znamy zakres naszego mandatu, ale po dwóch latach pracy możemy powiedzieć, że reprezentujemy Polaków, bez których niemożliwe byłoby zwycięstwo PiS nad PO przed czterema laty. A czy PiS jest gotów do takiej współpracy? Sprawa nie jest prosta, nie tylko ze względów znanych i oczywistych (brak zaangażowania PiS w sprawach cywilizacji życia, traktat lizboński, dwuznaczne stanowisko w sprawie zachowania narodowej waluty, obrona państwa partyjnego, współpraca z postkomunistami w mediach publicznych, mieszanina imposybilizmu i tromtadracji w polityce europejskiej), ale również najbardziej bieżących, skoro redaktorem polityki społecznej PiS ma być Joanna Kluzik-Rostkowska (według własnej deklaracji – znacznie dalej od prawicy niż Gowin).Kwestią podstawową jest samodzielność Prawicy Rzeczypospolitej jako gwaranta polityki chrześcijańsko-konserwatywnej. Zdolność PiS do podjęcia rzeczywiście partnerskiej współpracy – to dla partii Jarosława Kaczyńskiego sprawdzian, który pokaże czy PiS może działać w warunkach jedności prawicy, czy tylko – eliminacji prawicy.
Zdejmowanie krzyży – zapomniany prolog
Warto dziś przypomnieć skąd biorą się problemy takie, jak ten nie tyle otwarty – co ujawniony – przez wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka przeciw krzyżom w szkołach. Jurysdykcję Trybunału Strasbourgskiego nasze państwo przyjęło przed siedemnastu laty. W imieniu Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego apelowałem wtedy do Sejmu o odpowiedzialność. Niestety, „klasa polityczna” była zjednoczona od SLD po PC. Najlepiej streściła to Unia Demokratyczna: poddanie naszego kraju władzy Trybunału Strasbourgskiego uznała za egzamin z praw człowieka. Egzamin polskiego Kościoła i Solidarności okazywał się niewystarczający. Komuniści zaś wcale nie ukrywali, że będą ratyfikowaną konwencję wykorzystywać przeciw dekomunizacji życia publicznego, co w naszych czasach potwierdziło szerokie strasbourgskie orzecznictwo antylustracyjne. Pytałem więc niekomunistyczną większość sejmową „dlaczego bardziej ufamy instytucjom międzynarodowym, jako gwarantowi naszych praw, niż instytucjom Rzeczypospolitej, które wybieramy, kontrolujemy i formujemy opierając się na podziale wzajemnie się równoważących władz”? Ostrzegałem, że możemy bezsilnie przyglądać się zmienianiu znaczenia przyjętych dokumentów. Apelowałem więc o „bardzo szczegółową, bardzo gruntowną analizę działania i orzecznictwa tych instytucji, analizę tego, do jakiego stopnia norma ideologiczna może deformować właśnie nadzór literalnego zapisu [zawartych w Konwencji] praw.”
Dziś już pora wypowiedzieć uznanie dla Trybunału, który zapomniał, że nie można praw człowieka obracać przeciw Bogu, życiu ludzkiemu i wolności narodów. Jurysdykcję Trybunału Strasbourgskiego trzeba odrzucić stanowczo, spokojnie, rzeczowo. Jeśli dziś nie mamy władzy zdolnej to zrobić – trzeba Rzeczypospolitej dać taką, która naprawdę będzie bronić ludzi i ich realnych praw (a więcej w bieżącym numerze tygodnika „Niedziela”).
Zaproszenie
Dziś (wtorek) występuję o 17.45 w radiowej Trójce, a po 21.35 w „Polskim punkcie wiedzenia” TV Trwam.
We wpisach miałem ostatnio dłuższą przerwę, bo żyłem jak w filmie drogi (w skrócie: Warszawa – Kraków – Tarnów – Nowy Sącz – Radom – Gdańsk – Bydgoszcz – Zielona Góra – Poznań – Warszawa – Łódź). Wydarzeń za to nie ubyło. Obiecuję więc częstsze wpisy i pozdrawiam Czytelników.
Donum Reipublicae
Patriotyzm kojarzy się nam dziś głównie kultywowaniem pamięci i obchodzeniem rocznic. Rzucone przez Wojciecha Wasiutyńskiego hasło „być sobą” (od którego zaczynają się „Źródła niepodległości”) to na pewno podstawa patriotyzmu. Podstawa – ale tylko podstawa. Patriotyzm coraz rzadziej kojarzy się nam z państwem, mimo, że niepodległe państwo jest największym darem Boga dla naszego pokolenia. Państwo Polskie zawsze będzie potrzebne Polakom do zachowania i rozwoju naszego życia narodowego, potrzebne będzie Europie dla zachowania naszej cywilizacji, potrzebne będzie Europie środkowej jako zwornik geopolitycznego bezpieczeństwa. Nie ma – i nigdy nie było – sprzeczności między państwami narodowymi a współpracą międzynarodową. O tym znaczeniu państwa przypomniał ostatnio Ojciec Święty w „Caritas in veritate”, szczególnie w art.art. 24 i 41. Papież pisze tam, że w naszej epoce państwo musi stawić czoło wyzwaniom, jakie niesie finansowo-gospodarcza globalizacja. „Ten nowy kontekst zmodyfikował polityczną władzę państw [więc] należałoby sobie życzyć, aby bardziej wzrastała uwaga i uczestnictwo w res publica ze strony obywateli.” Współczesność nie eliminuje „roli państw, a raczej angażuje rządy do głębszej wzajemnej współpracy. (…) W odniesieniu do rozwiązania obecnego kryzysu, rola państwa wydaje się wzrastać, odzyskując wiele ze swych kompetencji. Istnieją ponadto narody, w których budowanie lub odbudowywanie państwa jest nadal kluczowym elementem ich rozwoju.” Nie wiem czy dostatecznie usłyszeliśmy tę naukę. Bo dla Polski – jak dla innych narodów uwolnionych z komunizmu – państwo jest najzupełniej „kluczowym elementem rozwoju”. Jan Paweł II mówił, że bez Polski niepodległej nie ma sprawiedliwej Europy. Dziś słowa te odbijają się echem – bez szacunku dla interesów niepodległej Polski nie istnieje żadna solidarność europejska.
Niemiecki mur
Od rana media żyją rocznicą upadku muru berlińskiego. Wszyscy bez namysłu powtarzają niemiecką tezę o murze jako symbolu zniewolenia połowy Europy. Tymczasem mur berliński jest przede wszystkim symbolem nieszczęść, które Niemcy w XX wieku ściągnęły na siebie oraz moralnego muru, którym same w pierwszej połowie XX wieku od Europy się oddzieliły.
Gdy cały świat patrzył z przerażeniem na rewolucję bolszewicką, której makabrycznym streszczeniem było wymordowanie Domu Romanowych łącznie z chorymi dziećmi – niemiecka prawica i lewica rozważała pożytki pojawienia się na wschodzie nowej siły, rzucającej moralne i polityczne wyzwanie cywilizowanemu światu. Podstawą polityki zagranicznej Republiki Weimarskiej był prosowiecki consensus jednoczący wszystkie ugrupowania polityczne. Zaproszenie Stalina do środka Europy nie było specyficznie nazistowskim elementem tyranii Hitlera, ale realizacją oczekiwań niemieckiej opinii publicznej. Następstwa tego trwają nadal – mimo, że dla Niemiec skończyły się najwcześniej. Do dziś ponosimy polityczne i gospodarcze skutki półwiecza niewoli, a przedsięwzięcia takie, jak gazociąg bałtycki – są oczywistym zaprzeczeniem niemieckiej odpowiedzialności za zło wyrządzone Polsce i innym narodom.
Nie myśmy budowali niemiecki mur i bardzo bym chciał, żeby w końcu upadł. Dlatego (mam wrażenie, że zaskoczyło to moich niemieckich rozmówców) z entuzjazmem poparłem ideę zaproszenia Ojca Świętego do wygłoszenia przemówienia do uczestników 50-lecia obchodów integracji europejskiej w Berlinie. Niemcy potrzebują odnaleźć rzeczywiste duchowe i moralne motywy solidarności europejskiej – chrześcijaństwo i szacunek dla praw narodów. Szkoda, że niemal nikt im tego nie próbuje uświadomić.
Zaproszenie
Jutro (niedziela) o godz. 9.35 występuję w „Kwartecie politycznym” TVP 2.
Pierwszy sukces Lizbony
Po czeskim podpisie traktat lizboński wejdzie w życie 1 grudnia. Ale już zaczyna działać. Nadchodzące wybory prezydenta i ministra spraw zagranicznych Unii (porzucone nazewnictwo Konstytucji dla Europy jest nadal potocznie używane) wzmacniają mechanizm większościowy, czyli konformizującą presję państw silniejszych. Nowy mechanizm ważnienia głosów sprawia przede wszystkim, że do podjęcia decyzji unijnych potrzeba będzie znacznie mniej państw, wystarczy piętnaście. Choć jeszcze nie działa bezpośrednio, działa – jak to celnie określił kiedyś Marian Piłka – jako trend polityczny, analogicznie do giełdy. Nikt nie szacuje siły państwa ze względu na jego chwilową, mijającą pozycję, ale na nadchodzącą trwałą perspektywę. Perspektywa degradacji Polski, Europy środkowej i mniejszych państw nie jest „spodziewana”, jest przez nas przyjęta i najzupełniej pewna.
Akceptacja gazociągu bałtyckiego przez Szwecję i Finlandię to pierwszy efekt mechanizmu Unii Lizbońskiej. Oba kraje do tej pory były przeciwne rosyjsko-niemieckiemu projektowi. Teraz Carl Bildt – w obliczu nadchodzących wyborów stałych władz Unii – zaczyna dostosowywać się do podyktowanego przez Niemcy, prorosyjskiego „consensusu” dominujących państw Unii.
A co zrobi premier Tusk? Powinien ogłosić sukces. A mózg jego władzy, b.minister Sławomir Nowak, powinien zaproponować, żeby Polska jak najszybciej poparła gazociąg bałtycki. I ogłosić, że wszyscy przeciwnicy Nord Streamu to wrogowie Europy, praw człowieka i zimowego ogrzewania mieszkań.
Profesor Nowak w ataku
Z wielu stron słyszę, że profesor Jerzy Robert Nowak poświęcił mi obszerną wypowiedź na antenie Radia Maryja. Profesor powoływał się w niej na zasłyszane na imieninach posła Mularczyka świadectwo premiera Kaczyńskiego, który opowiedział mu, że nalegał jak mógł, bym pozostał w PiS. Ja radziłbym profesorowi Nowakowi, by zamiast o mnie – rozmawiał z Jarosławem Kaczyńskim o cywilizacji życia, prawach rodziny i pełnych dopłatach bezpośrednich dla polskich rolników. Choć ta ostatnia sprawa powinna była być podniesiona w trakcie negocjacji traktatu „reformacyjnego” – co stanowiłoby jakieś narodowe minimum – można ją ciągle podnieść na każdym kolejnym posiedzeniu Rady Europejskiej. Jak rozumiem – imieniny u posła Mularczyka odbywały się przed ostatnim szczytem, więc kolejna okazja na Przełom Narodowy została stracona.
Generalnie biorąc politykę Profesora uważam za psucie życia publicznego. Bo profesor Nowak atakuje polityków kierujących się przekonaniami (jak założyciele Prawicy Rzeczypospolitej), a zachęca do głosowania na polityków głosujących (jak sądzę – wbrew przekonaniom własnym i profesora Nowaka) za traktatem lizbońskim.
Profesor Nowak – znany specjalista od zalet kolaboracyjnych rządów Jánosa Kádára – zarzuca mi niedostatki retorycznego antykomunizmu. Za walkę z komunizmem zostałem ostatnio odznaczony przez Prezydenta Rzeczypospolitej. Choć to akurat nie jest dla Profesora żaden argument, bo profesor Nowak popiera premiera Kaczyńskiego, a wobec prezydenta Kaczyńskiego jest w opozycji. I lepiej się nie dziwić tej zakręconej polityce; profesor Nowak zapewne zakręci jeszcze nie raz.