Ruszam w kolejną trasę – dziś zaczynając od Siedlec. Tymczasem jeden z prywatnych Korespondentów pisze do mnie: „z ogromnym zdziwieniem i zaskoczeniem dowiedziałem się jakoby zamierzał Pan powrócić na łono PiS-u czy też może przeprowadzić połączenie partii”. Choć nie są przeważające – podobne wypowiedzi można znaleźć również wśród komentarzy blogowych. Dlatego przed wyjazdem muszę prosić Wszystkich Komentatorów: słuchajcie tego, co mówimy w mediach, czytajcie co piszemy i (!) nie powtarzajcie opinii niedorzecznych. Po ostatnich wyborach Prawica jest piątą partią w Polsce, w sondażach prezydenckich nasze poparcie jest co najmniej podobne jak kandydatów PSL (Pawlak, Kalinowski) i oficjalnego SLD (Szmajdziński, Napieralski). W wyborach uzupełniających na Podkarpaciu w ubiegłym roku mieliśmy wynik lepszy od SLD nie półtora raza, ani nie dwa razy – ale cztery razy (a to już wykracza poza specyfikę regionu). Zdobyliśmy połowę głosów kandydata koalicji rządowej PO-PSL (a to teren PSL). I nie dwa, ani trzy, ale szczęść razy więcej od przypominanego ostatnio w sondażach Andrzeja Leppera. To wszystko wiąże się z odpowiedzialnością. Bo poparcie społeczne to konkretne zobowiązanie. I dlatego uważamy za swój obowiązek przed podjęciem strategicznych decyzji politycznych – podjęcie prób porozumień z tymi, którzy mimo zasadniczych różnic – stoją najbliżej. Nieprecyzyjny jest również komentarz „Rzeczpospolitej”. Nie szukamy żadnej „autonomii” wobec innych partii. Jeteśmy samodzielną partią. Potrzebną Polsce i zdolną do normalnej współpracy politycznej z innymi ugrupowaniami.
JAKA JEST RÓŻNICA MIĘDZY PO A PISem:
ŻADNA, Tusk to kolo Kaczysty, są kumplami, o tym się nie mówi, ale kto zna temat e.g. Jurek wie że tak jest, na ekranach gra pozorów – sztuczny spór Tuska z Kaczystami, PiS nareszcie wyleci za burtę! na to czekamy, po przegranych wyborach przez L.Kaczystę w PISie zacznie wrzeć, będzie rosła frustracja, przypomnę, że wyb.prezydenckie prawie nałożą się na samorządowe a to dla PISu gorzej, bo ich aktywiści nie dostaną tyle stołków w Sejmikach co PO, PiS w Sejmikach wygra na Podkarpaciu i Podlaskie i tyle, resztę weźmie koalicaj PO-PSL-SLD, potem tj za rok mamy wyb.parlamentarne i tu PIS też przegra, doły partyjne PIS, oszołomy nie wytrzymają tego, bo oni liczą na koryto, wiem, że teraz nas czytają – ich biały wywiad no i SLD też to czyta, ale cóż…piszemy dalej, po wyborach będzie tak:
Tusek prezydent, Sejmiki dla PO-PSL-SLD, w Sejmie koalicja PO-PSL na drugą kadencję, w SLD i PiS frustracja, ale SLD+PIS nie będą mogły blokować Tuska, odpadnie im prezydent, teraz go mają, SdPL pójdzie oddzielnie i nie wejdzie, z czego się cieszę – Borowski (Berman) wiem że mnie czytasz:) Borowski zdobędzie (SDPL) ok.4% i te głosy wtopi:):):):) alleluja! Dorn raczej pójdzie z PISem, będzie jeszcze bardziej sfrustrowany niż obecnie. PIS może w wyniku rozliczen powyborczych rozlecieć się, choć z drugiej strony na listach będą lojalni i tacy co lubią diety, jeżeli jednak wektor frustracji przeważy, to Jurek może odpalać szampana – podbierze PiSowi posłów i ogra Kaczystę.Czy Prawica RP wejdzie do Sejmu? Wg mnie Partia Jurka dostanie 7-10%, zatem nie ma obaw, że nie wejdzie. Gdyby jednak poszła z PiSem, to razem dostaną 23%, głosy nie dodadzą się. Zatem jakby nie patrzeć należy wykorzystać słabnący PiS i pozycję Kaczyńśkich i “dobić” ich na polu walki! Jurek jak Roland musi walczyć z Saracenami (zwolennikami Lizbony), to prawda że Jurek wygląda jak ciota prawicowa, ale ma atuty – poglądy, wadą jest jego analfabetyzm ekonomiczny i stawianie (mam nadzieję że tego już nie będzie) na ludzi pokroju A.Zawisza.Suma Sumaru Jurek jest najlepszym kandydatem, mimo wad, a jego partia w dobie słabnącego, wręcz zdychającego PISu ma szanse stać się IIgą siłą w kraju.
Współpraca z PiSem będzie trudna. Kto próbował współpracować z PiSem wie, że idea współpracy to dla tej partii parawan do próby podporządkowania sobie mniejszego partnera.
Poza tym PiS jest zbyt mocno przywiązany do swoich koncepcji, które uważa za najsłuszniejsze. Dlatego o jakimś porozumieniu czy sojuszu nie może być mowy (porozumienie zakłada zrozumienie partnera).
Do: Maciej Łodyga
Proszę się nie zniechęcać. Na stronie http://www.prawicarzeczypospolitej.org znajdzie Pan telefon do biura w Warszawie, godziny urzędowania, telefony oraz adresy e-mail do osób funkcyjnych.
Uprzejmie proszę mi napisać (strzembosz@wp.pl), na jakie adresy wysyłał Pan e-maile i list?
Pozdrawiam
Panie Piotrze, nieoficjalny Rzeczniku PR, czy Pan Marek zamierza kandydowac, czy też odsprzedać swoje procenty Lechowi (lub komuś lepszemu)?
Panie Piotrze, zupełnie nieoficjalny Rzeczniku PR, czy Pan Marek zamierza kandydowac, czy też odsprzedać swoje procenty Lechowi (lub komuś lepszemu)?
Do Maciej Łodyga i Piotr Strzembosz
Prawdą jest, że ciężko jest się skontaktować z Prawicą RP, poprzez meile podane na stronie. Nie otrzymuje się odpowiedzi na pytania dotyczące informacji o pełnomocnikach w danych strukturach regionalnych ani żadnych informacji o samych strukturach, przynajmniej ja takiej odpowiedzi nie otrzymałem po kilku meilach wysłanych do czerwca br. Po komentarzu tutaj otrzymałem meila od Pana Piotra i odpisałem na niego. Wysłałem go za potwierdzieniem przeczytania, jak na chwilę obecną meil nadal pozostaje nieprzeczytany. Wiem i zdaję sobie sprawę, że działanie w partii wiąże się z wieloma obowiązkami dlatego też czekam spokojnie i mam nadzieję, że wkrótce będę mógł wstąpić w struktury Prawicy RP.
Pozdarawiam
Do Maciej Łodyga i Piotr Strzembosz
Prawdą jest, że ciężko jest się skontaktować z Prawicą RP, poprzez meile podane na stronie. Nie otrzymuje się odpowiedzi na pytania dotyczące informacji o pełnomocnikach w danych strukturach regionalnych ani żadnych informacji o samych strukturach, przynajmniej ja takiej odpowiedzi nie otrzymałem po kilku meilach wysłanych do czerwca br. Po komentarzu tutaj otrzymałem meila od Pana Piotra i odpisałem na niego. Wysłałem go za potwierdzieniem przeczytania, jak na chwilę obecną meil nadal pozostaje nieprzeczytany. Wiem i zdaję sobie sprawę, że działanie w partii wiąże się z wieloma obowiązkami dlatego też czekam spokojnie i mam nadzieję, że wkrótce będę mógł wstąpić w struktury Prawicy RP.
Pozdarawiam
Do Marcin Masny:
“nieoficjalny Rzeczniku”
Nieprawda – oficjalny.
“PR”
Nie znam takiej partii. Nazwa partii brzmi “Prawica Rzeczypospolitej”
“czy Pan Marek zamierza kandydowac, czy też odsprzedać swoje procenty Lechowi (lub komuś lepszemu)?”
Proszę nie skupiać się na TVN i radiu ZET. Komentuje pan na blogu Marka Jurka, a Jego wpisów nie czyta?
Do Michał:
Kiedy wysłał Pan e-mail do mnie? Nie znam Pana nazwiska, więc trudno mi się odnieść do Pana zarzutu.
Do Krzysztof:
Nasza polemika zawiera jedną, podstawową wadę: nie określamy, co jest celem polemiki, do jakiej konkluzji chcemy dojść („protokół uzgodnień”, „protokół rozbieżności”).
Bo jeżeli celem jest teoretyczne ustalenie optymalnego rozwiązania dla Polski (z punktu widzenia prawicowo/konserwatywno/katolickiego), to pewnie zgodzimy się na jakieś wspólne stanowisko (uzgodnienia). A jeśli będziemy polemizować z punktu widzenia subiektywnych stronników dwóch różnych kandydatów, to się to nie uda (tu rozbieżności).
Tak więc pytam Pana, czy w swojej argumentacji chce Pan dowieść, że prawica musi poprzeć Lecha Kaczyńskiego (lub innego nominanta PiS), czy szuka Pan najlepszego z możliwych wariantu do wykonania?
Nie czekając na Pana odpowiedź wyrażę pogląd, że wariant obiektywnie najlepszy dla Polski (z „naszego” punktu widzenia) nie jest realny i możliwy do wykonania. Nie wyobrażam sobie bowiem, by w „imię wartości wyższych” wszystkie środowiska konserwatywno-prawicowe zgodziły się na jednego – obiektywnie patrząc najlepszego – kandydata. A gdyby taki był, to na 99% byłby prezydentem RP w pierwszej turze (z powodu skupienia głosów na nim i rozproszenia głosów na kandydatów innych opcji).
Proszę zauważyć, że gdyby była bezduszna maszyna, która by obiektywnie i bezstronnie wskazała takiego idealnego (lub najbliższego ideałowi) kandydata, to wszystkie poważne środowiska polityczne na „prawicy” poza jednym (z którego ten kandydat by pochodził), by się na niego nie zgodziły, a jeśli by się zgodziły, to by oznaczało, że są skłonne poważnie się osłabić lub wręcz doprowadzić do unicestwienia.
Jeśli pan wątpi w moje słowa, to proszę pomyśleć, czy na takie rozwiązanie zgodziłby się PiS, gdyby bezduszna maszyna wskazała kogokolwiek spoza tej właśnie partii?
Innym wariantem byłoby skupienie wszystkich środowisk pod jednym szyldem, ale to też utopia (było to postulowane i ćwiczone mnóstwo razy, zawsze bez powodzenia). Pomijam taki „drobiazg” jak rozbieżności programowe i ideowe.
I ostatni wariant – zupełnie fantazyjny: wszyscy uczciwi Polacy (bez cudzysłowiu) zgadzają się na jednego, wspólnego kandydata. Co się wtedy dzieje? Pojawiają się drugi, i trzeci, i czwarty kandydat (każdy „prawicowy”, „katolicki” i „konserwatywny”) wystawieni przez „prawdziwych polaków” (cudzysłów uzasadniony) lub/i agenturę wywodzącą się z PRL-u (lub nawet III RP), która by dostrzegła w „naszym” kandydacie śmiertelne zagrożenie dla swoich ekonomicznych i ideologicznych interesów.
Sam narzuca się wniosek, że nie ma rady – musi być kilku kandydatów po „naszej” stronie. Istnieje oczywiście pewne ryzyko, że pozabierają sobie nawzajem głosy w takim wymiarze, że do II tury nie wejdzie żaden z nich. To jednak wariant teoretyczny. W poprzednich komentarzach starałem się dowieść, że to ryzyko bardzo niewielkie (nie będzie Cimoszewicza), a sam Pan może przeanalizować, czy Olechowski lub Pawlak wyprzedzą Lecha Kaczyńskiego.
Co jednak zrobić, gdy tuż przed wyborami, obiektywne, zweryfikowane sondaże wykażą, że jeśli nie będzie jednego „naszego” kandydata, to do II tury przejdzie np. Tusk i Olechowski (Szmajdziński, Cimoszewicz) lub inny kandydat z „nie naszej” bajki?
Odpowiedź jest bardzo prosta: Prawdziwy patriota (bez cudzysłowiu) wycofa się na rzecz nieco gorszego, ale mającego większe szanse. Kandydat koniunkturalista, cwaniak, „partyjniak” nie wycofa się, bo – jak uczy doświadczenie – niektórym nie chodzi o Polskę, ale o własną partię.
Pozdrawiam
@bulba
“Mobilizacja opinii publicznej jest konieczna – tak uważam, ale nie ma to nic wspólnego z poparciem Jarosława Kaczyńskiego(…). Poparcie Jarosława Kaczyńskiego byłoby pocałunkiem śmierci.”
A kto napisał (30 listopada 2009 @ 13:20):
“Jeżeli nie chcemy, aby Donald Tusk był Prezydentem, przekonajmy Prezesa PiS, aby nie wystawiał brata bliźniaka, tylko poparł Marszałka Marka Jurka”?
“Albo wyborcy prawicowi albo wyborcy przeciwni PO. PiS (dawne PC) nie jest partią prawicową.”
Czyli uważasz, że nie jesteś prawicowy, skoro jesteś przeciwnikiem PO? A może jesteś zwolennikiem PO? Cóż, czemu nie? Deklarując poparcie dla M. Jurka nie musisz być od razu przeciwny PO, nikt Cię nie zmusza. Tak samo to przecież nielogiczne jak zakładanie, że przeciwnik PO jest zwolennikiem PiS (i na odwrót).
Co do prawicowości PiS-u: powtarzasz tezę UPR i PO, że PiS nie jest prawicowy, bo gospodarczo jest bardziej socjalistyczny niż PO. I z punktu widzenia gospodarki – zgoda, taki punkt widzenia jest uprawniony. Ale dlaczego w takim razie w sejmie najbardziej na prawo siedział LPR, bardziej na lewo PiS, a jeszcze bardziej na lewo PO? Bo w symbolice podziału mandatów kluczowa jest nie gospodarka, lecz ideologia. Owszem: PiS przesunął się z pozycji siły jednoczącej prawicę na pozycję socjalno-populistyczną, owszem – jest Kluzik-Rostkowska, ale jednak ideą PiS-u jest antykomunizm (nie mówię, że nie ma tam komuchów, ale w PO też są), poza tym w kwestiach dotyczących religii (krzyże, Święto Trzech Króli, in vitro, aborcja) większość PiS-u zajmuje bardziej konserwatywne stanowisko niż większość PO. A że nie aż tak bliskie zasadom katolicyzmu? Cóż, przecież nikt nie mówi, że Prawica Rzeczypospolitej nie jest bardziej prawicowa niż PiS.
@Piotr Strzembosz
“Nasza polemika zawiera jedną, podstawową wadę: nie określamy, co jest celem polemiki, do jakiej konkluzji chcemy dojść („protokół uzgodnień”, „protokół rozbieżności”).”
Powiem tak: celem komentowania na blogach jest wyrażanie poglądów i dyskusja z innymi komentującymi, najczęściej przyjmująca charakter polemiki, ale czasem też – aprobaty dla jego stwierdzeń. Polemika ma to do siebie, że komentujemy to, co budzi nasze wątpliwości bądź to, z czym się nie zgadzamy. Komentując i dyskutując, nie mam pewności, że wszyscy się ze mną zgodzą, a więc nie ma pewności pełnej konkluzji. Zresztą nie zależy mi na takim rodzaju pełnej konkluzji, w której wszyscy podporządkują się moim punktom widzenia, bądź ja podporządkuję się ich argumentom. Jednak motorem dla osiągnięcia pewnej konkluzji jest na pewno wspólne dążenie do prawdy i przyjazna postawa wobec rozmówcy (która w tym wypadku – jak sądzę – występuje).
W takim ujęciu – komentowanie jawi się bardziej jako skutek opinii komentowanej, niż działanie nastawione na osiągnięcie celu. Oczywiście: jakiś cel też musi być, wszak w polemice chcemy wykazać słuszność własnego poglądu i wpłynąć na punkt widzenia dyskutanta. Ale wyrażone w tej dyskusji moje opinie (i hipotezy, bo nie uważam się za Alfę i Omegę) nie mają charakteru aż tak agitacyjnego, o jakim Pan myśli. Tzn. nie mówię wprost: “Głosujmy na tego i tego kandydata”, bo z własną decyzją w tej sprawie poczekam jeszcze – biorąc pod uwagę zarówno cechy, poglądy i czyny kandydatów, jak i analizę rzeczywistości.
Postawił Pan alternatywę pomiędzy dwoma możliwymi celami dyskusji:
1)teoretycznym ustaleniem optymalnego rozwiązania dla Polski (z punktu widzenia prawicowo/konserwatywno/katolickiego),
2)polemiką z punktu widzenia subiektywnych stronników dwóch różnych kandydatów.
Pisze Pan, że jeśli będziemy realizować wariant 1, “pewnie zgodzimy się na jakieś wspólne stanowisko (uzgodnienia)”, a w wypadku wariantu 2 – “to się nie uda” z powodu rozbieżności. Więc odpowiadam:
Jak już mówiłem, nie występuję na tym blogu
jako agitator, czy rzecznik PiS-u. Ale nie występuję też jako zdeklarowany wyborca Prawicy Rzeczypospolitej. Taką zaś pozycję zajmuje pokaźna część komentatorów i mają do tego prawo. Moje zastrzeżenia budzi natomiast huraoptymizm (założenie, że Marek Jurek wygra “bo jest najlepszy” – przy czym ta “najlepszość” odnosi się do subiektywnej oceny przymiotów moralnych i poglądów kandydata, a nie do jego rzeczywistej roli na obecnej scenie politycznej). Huraoptymizm wynika z sympatii dla ulubionego polityka, ale ta sympatia przesłania wszystko (Jurek MUSI wygrać, bo “Bóg z nami, któż przeciwko nam”, Kaczyński MUSI przegrać, bo PiS jest nie teges).
Jak rozumiem o agitację za L. Kaczyńskim zostałem posądzony, gdyż napisałem, że aby pokonać Tuska “wokół kogoś zjednoczyć się trzeba” i że Kaczyński jest najsilniejszym kontrkandydatem Tuska. To pierwsze stwierdzenie jest truizmem, drugie (w świetle dzisiejszych sondaży, w których M. Jurek zajmuje 5 miejsce ex aequo, albo się nie pojawia) – też. Jedno jest mnie w stanie przekonać: Kaczyński ma wypalony wizerunek, a do wyborów jest trochę czasu i
tendencje wyborców mogą się zmieniać. Nie wykluczam, że Marek Jurek może w pewnym momencie stać się jednym z prawicowych faworytów. Przypominam jednak, że podobnie huraoptymistyczne nastroje pojawiały się na tym blogu tuż przed wyborami do PE. Wynik tamtych wyborów był przewidywalny, więc czołowe miejsce wśród ugrupowań znajdujących się pod kreską może cieszyć. Ale poparcie społeczne wynoszące ok. 3% wcale nie jest przesłanką do nazbyt optymistycznych przewidywań. Oczywiście: rolą członków Prawicy Rzeczpospolitej jest promowanie własnego ugrupowania, to nic dziwnego – tak czynią wszyscy politycy. Przykro mi jeśli moja opinia idzie pod prąd tym działaniom, ale nie jestem zobowiązany do agitowania za kimkolwiek. Podejrzewam też, że moje komentarze nie szkodzą tak bardzo marszałkowi Jurkowi, gdyż na ten blog zaglądają głównie sympatycy. Zarówno oni, ja i zażarci przeciwnicy (takich też tu widywałem, choć niewielu) mają dość wyrobione poglądy. c.d.n.
Do Krzysztof:
Panie Krzysztofie. Ja popieram Marka Jurka, ale w niniejszej polemice nazwiska marszałka Jurka, poza odnoszeniem się do Pana tekstu, nie wymieniam. Nie znajdzie Pan ani agitacji wprost, ani ukrytej sugestii, że chodzi mi o marszałka Jurka. Chyba, że Pan w moim poszukiwaniu ideału („obiektywnie i bezstronnie wskazała takiego idealnego (lub najbliższego ideałowi) kandydata”) widzi Marka Jurka. Jeżeli tak, to wyrażam radość.
Mało tego. Model, który kreślę zakłada, że nie ma szans, a co za tym idzie nie ma sensu na tym etapie “wyłaniać” jednego kandydata po „naszej stronie” sceny politycznej. Warto taki wysiłek włożyć wtedy, gdy będzie czas rywalizacji realnych, a nie medialno-wirtualnych (typu Cimoszewicz czy Kwaśniewska) kandydatów. Za pół roku może okazać się, że dzisiejszych faworytów zmogła choroba lub przekreśliła afera, mogą też pokazać się nowi faworyci. Teraz jest więc idealny moment, by kreślić teoretyczny model.
Trener Smuda nie powie dziś, kto stanie w polskiej bramce w inauguracyjnym meczu Euro 2012 nie dlatego, że nie jest profesjonalnym trenerem, ale dlatego, że profesjonalny trener chce wiedzieć, kto będzie przeciwnikiem, czy napastnicy drużyny przeciwnej preferują grę z kontrataku, czy atak pozycyjny, czy potrzebny jest bramkarz lepszy w bramce, czy w grze na przedpolu. Warto też zauważyć, że zaskoczony przeciwnik jest łatwiejszy do pokonania. Tak jest nie tylko w sporcie, ale i w polityce – na Tuska i Kaczyńskiego spin doktorzy obozów przeciwnych mają już pełne szuflady prawdziwych i wyimaginowanych haków.
Powtórzę argument z jednego z wcześniejszych wpisów. To, że w 1995 r. w II turze zagłosowałem na Lecha Wałęsę (mając do niego krytyczny stosunek) nie oznacza, że w I turze musiałem pozbawić się przyjemności zagłosowania na naprawdę „swojego” kandydata.
panie Piotrze, przepraszam za *nieoficjalnego*. Dodalem to slowo na chybcika, zeby mi tekst wskoczyl do forum, bo wpisanego przeze mnie adresu automat nie znal… Odpowiedzi wszakze nie dostalem. Wielu ludzi poprze Marka Jurka wylacznie pod warunkiem, ze on swojego pierworodztwa za miske soczewicy nie odda, zwlaszcza Lechowi K, ktory wybory musi przegrac. Z nieustajaca sympatia i podziwem mm
Do M. Masny:
“Odpowiedzi wszakze nie dostalem.”
Gdzie, od kogo i na jakie pytanie?
Oto poniżej Pana tekst in extenso. Jesteśmy obaj poważnymi ludźmi i piszemy pod nazwiskami. Rzecznik udziela odpowiedzi życzliwym obserwatorom. To, co znajdujemy poniżej, nie jest taką odpowiedzią. Nie ioczekuje od Pana Piotra porad, czy mam się skupiac na TVN. Pytanie brzmiało, czy Marek Jurek zamierza walczyć o prezydenturę, czy zająć pozycję do negocjacji z innym kandydatem. Odpowiedź zaś rzecznika jest następująca:
Do Marcin Masny:
“nieoficjalny Rzeczniku”
Nieprawda – oficjalny.
“PR”
Nie znam takiej partii. Nazwa partii brzmi “Prawica Rzeczypospolitej”
“czy Pan Marek zamierza kandydowac, czy też odsprzedać swoje procenty Lechowi (lub komuś lepszemu)?”
Proszę nie skupiać się na TVN i radiu ZET. Komentuje pan na blogu Marka Jurka, a Jego wpisów nie czyta?
No dobra. Nie czekam na odpowiedź. Znany polityk był kiedys rzecznikiem swej partii, a ja dziennikarzem. Przy jajecznicy w sejmie zapytałem go o coś. “Ty chcesz ode mnie wydobyc informacje” – zawołał na to rzecznik, obecnie europoseł. Ja juz nie chcę żadnych informacji od rzeczników
Do M. Masny:
“Jesteśmy samodzielną partią. Potrzebną Polsce i zdolną do normalnej współpracy politycznej z innymi ugrupowaniami.”
(Marek Jurek)
Panie Marcinie,
Czy PiS jest samodzielna partią?
Czy PiS jest zdolny do normalnej współpracy politycznej z innymi ugrupowaniami?
Czy Lech Kaczyński zamierza kandydować, czy też odsprzedać swoje procenty Markowi (lub komuś lepszemu)?
Proszę odpowiedzieć na te pytania, a wątpliwości same ustąpią.
Różnica między Lechem a Markiem tkwi w tym, że Lech ma większe poparcie w sondażach, czyli w mediach. Mnie bardziej chodzi o to już teraz, żeby rzecznicy nie dopowiadali pytaniami na pytania, jak w tym zydowskim kawale.
Różnica między Donaldem a Lechem tkwi w tym, że Donald ma większe poparcie w sondażach, czyli w mediach.
Ale czy to jakiś wielki atut Donalda, to nie jestem pewien.
PS. Na blogach nie piszę jako “rzecznik”, ale jako “ja”.
No tosmy sobie pogadali
pozdrowienia!