Grudzień 2009
Miesiąc
Rok kryzysu – próba bilnasu
Najważniejszym politycznym wydarzeniem mijającego roku jest wejście w życie Traktatu Lizbońskiego. Rozwiewa się mit „wielkiego rozszerzenia” – zaczyna się rzeczywistość „wielkiego przyłączenia”. Odpowiedzialność za przyjęcie tego traktatu łączy PO i PiS i jest tym większa, że obie partie uruchomiając już wiosną ubiegłego roku proces ratyfikacyjny jeszcze bardziej osłabiły pozycję polityczną Polski. W efekcie Irlandia i Czechy – które łącznie liczą przeszło dwa razy mniej mieszkańców niż Polska – uzyskały więcej od nas gwarancji dla swych zasadniczych (i nie tylko materialnych) interesów.
Wejściu w życie traktatu lizbońskiego towarzyszy światowy kryzys ekonomiczny. Uderzył w Polskę spadkiem zatrudnienia i eksportu, ale jeśli nasza gospodarka broni się przed kryzysem lepiej od innych, to (po pierwsze) dzięki zachowaniu narodowej waluty, po drugie – dzięki zwiększeniu możliwości nabywczych rodzin wychowujących dzieci (wskutek obniżenia podatków w LP 2006-07).
RP 2009 przyniósł narastający atak na cywilizację chrześcijańską w Europie. Tym ważniejsze były w tym kontekście kroki podjęte przez Ojca Świętego na rzecz jedności Kościoła – odwołanie ekskomunik dla biskupów Bractwa św. Piusa X oraz konstytucja Anglicanorum coetibus, otwierająca tradycyjnym anglikanom drogę do życia w jedności katolickiej. Decyzje Papieża to umocnienie wspólnoty ze wszystkimi, z którymi łączy nas wspólne Credo – ale również wzmocnienie jedności wszystkich chcących bronić cywilizacji chrześcijańskiej.
Zwiastunem korzystnej zmiany w polskiej polityce może być spadek poparcia dla rządu Tuska w następstwie ujawnienia afery hazardowej. Spora część opinii publicznej zaczyna wreszcie widzieć, co wyziera spoza fasadowej wizji ułatwionego życia, prezentowanej przez pop-liberalizm Platformy Obywatelskiej (więcej w dzisiejszym numerze „Naszego Dziennika”).
Książka na Święta
Trylogia krzyżowa Zofii Kossak to nasz polski epos o cywilizacji chrześcijańskiej, zasługująca by stanąć zaraz za sarmacką Trylogią Sienkiewicza. Jej pierwsza część, „Krzyżowcy,” pokazuje dojrzewanie Europy chrześcijańskiej i Polskę – jako jej część. Christianitas to nie Kościół, ale gleba, na której rosną ziarna Ewangelii. Zofia Kossak pokazuje ją więc bez upiększeń, na tle jednego z najbardziej dramatycznych epizodów historii Zachodu – początku wojen krzyżowych. A wojna – jak mówi w powieści Tankred, jeden z najbardziej „kultowych” bohaterów wypraw krzyżowych – „jest zawdy wojną… Nie uświęca ludzi”. Europa Zofii Kossak to nie tylko świat sprzed potopu nowoczesności, ale jednocześnie Europa, jaką znamy. W „Krzyżowcach” widzimy jak pojęcie godności człowieka – jedno z najbardziej charakterystycznych znamion Zachodu – rodzi się z wiary w Ofiarę Chrystusa złożoną za wszystkich ludzi, z nakazu miłości bliźniego, z poczucia honoru rycerskiego i obowiązku prawdomówności. Bo choć rycerski świat „posiadał tysiące wad, był twardy, bezwzględny, okrutny, łupieżczy i częstokroć niegodziwy, przecie zachowywał wiernie najważniejsze swoje przykazanie: wiarygodność słowa. Pasowany nie śmiał kłamać. Najcenniejszym przydomkiem każdego rycerza było: prawy, preux, probus. Za hańbę poczytywano, gdy słowa mówiły inaczej niż myśl, dłoń poczynała inaczej niż słowa” (więcej w bieżącym numerze „Gościa Niedzielnego”).
Boże Narodzenie 2009
Jak to jest, że atmosfera nadchodzących Świąt ogarnia stopniowo wszystkich i wszystko? Często kojarzymy to z komercjalizacją, wszechobecnymi Mikołajami i choinkami. Ale nie byłoby tej komercyjnej atrakcji, sięgającej rzeczywiście daleko poza bezpośredni zasięg życia chrześcijańskiego – gdyby nie światło wieczności, które dobiega w tych dniach na ziemię, i gdyby nie radość chrześcijan, która udziela się innym. Tej Radości życzę Wszystkim Przyjaciołom i Czytelnikom, z którymi spotykamy się w tym miejscu. Radości, która pozwala przeżyć chwilę wieczności tu, na ziemi. Ale też wewnętrznej Radości, która przynosi ulgę samotnym i smutnym. Wszystkim życzę poczucia wspólnoty, która dzięki temu, że Boże Narodzenie w Polsce obchodzi się w sposób zupełnie szczególny – ogarnia cały naród. I szczególnie naszym żołnierzom, którzy służą Polsce wszędzie tam, gdzie Polska ich posłała. Niech dziś w nocy – choćby cicho – dobiegnie nas z Nieba głos Aniołów, śpiewających Gloria!
Pokój ludziom dobrej woli
Kończy się Adwent, o którym nic nie pisałem, jakbym sam uległ przymusowi milczenia o Bogu (który tak gorliwie egzekwują zwolennicy „religii prywatnej”). A dziś przecież w liturgii prosimy, by Msza utwierdziła nas w służbie Bogu. Kościół oświetla to lekcją św. Apostoła Pawła (którą trudno czytać bez wzruszenia): „Sumienie nie wyrzuca mi wprawdzie niczego, ale to mnie jeszcze nie usprawiedliwia. Pan jest moim sędzią. Przeto nie sądźcie przedwcześnie, dopóki nie przyjdzie Pan, który rozjaśni to, co w ciemnościach ukryte, i ujawni zamiary serc. Wtedy każdy otrzyma od Boga pochwałę” (1 Kor 4, 4-5). Jan Paweł II w Evangelium Vitae (art. 71) mocno powtarza, że nieludzkie prawo nie może „w żadnym przypadku powoływać się na szacunek dla sumienia innych właśnie dlatego, że społeczeństwo ma prawo i obowiązek bronić się przed nadużyciami dokonywanymi w imię sumienia i pod pretekstem wolności”. Arbitralne opinie nie mogą stać ponad dobrem wspólnym i sprawiedliwością, w przeciwnym wypadku wolność zamienia się w tyranię. Oczywiście, że walcząc o dobro wspólne z „nadużyciami dokonywanymi w imię sumienia i pod pretekstem wolności” walczymy ze złem, ale to nie powód by zwalczać ludzi. Tylko Bóg zna wartość ludzkich czynów i możliwości każdego człowieka. Dlatego zawsze musimy pamiętać naukę św. Ignacego Loyoli, „że każdy dobry chrześcijanin winien być bardziej skory do ocalenia wypowiedzi bliźniego, niż do jej potępienia”. A sama liturgia prowadzi nas ku Pokojowi, który w tym pełnym nieuniknionych konfliktów świecie niesie Boże Narodzenie.
Dialog bez odzewu
W ciągu ostatnich tygodni byliśmy atakowani niezależnie od stanowiska: gdy proponowaliśmy współpracę PiS-Prawica, gdy stwierdziliśmy, że propozycja nie została podjęta. Stwierdziliśmy nie podjęcie inicjatywy porozumienia, bo dialog polityczny polega na interakcji. Ma wymiar reakcji publicznych i kontaktów bezpośrednich: na gest dobrej woli odpowiada się podobnym, zbliżenie stanowisk jest jakąś rękojmią dobrej woli. Jeśli podejmuje się propozycję rozmów - uzgadnia się ich warunki, ale jeśli przez dłuższy czas nie ma pozytywnego odzewu, jeśli reakcje są przeciwne – odpowiedzialna polityka konkluduje niepowodzenie dialogu. Znając Jarosława Kaczyńskiego wiedziałem, że z życzliwością u niego ciężko, więc sami otworzyliśmy „kanał kontaktu” już dwa tygodnie temu. Jeden z naszych wiceprezesów skontaktował się z Joachimem Brudzińskim, przekazując mu, że jest upoważniony do przygotowania ewentualnych rozmów. Poseł Brudziński zapowiedział, że oddzwoni, ale przez tydzień nie było żadnej odpowiedzi. W tym czasie pytany wielokrotnie przez dziennikarzy potwierdzałem gotowość współpracy, natomiast wypowiedzi publiczne PiS (jak na przykład wiceprezesa Adama Lipińskiego) były po pierwsze niechętne, po drugie – w ogóle nie odnoszące się do przedmiotu porozumienia. Taka asymetria w polityce nie może trwać długo. Jarosław Kaczyński, który na sposób wałęsowski chce być „za, a nawet przeciw”, twierdzi, że nie musiał podejmować rozmów, bo nie mogłem – w dość nagłym i niemożliwym terminie – przyjść do wspólnego znajomego na spotkanie, w którym miał brać udział. Spotkania u wspólnych znajomych, wśród innych zaproszonych gości, nie są dwustronnymi rozmowami politycznymi. Nie wiem po co Kaczyński zasłania swą politykę osobami trzecimi? Ale nawet w tym wypadku prezes Kaczyński zapomniał powiedzieć, że dziękując za zaproszenie zaproponowałem naszemu znajomemu inne terminy, w których mogę go odwiedzić, jeśli chciałby się spotkać w takim gronie (ściśle biorąc – zaproponowałem kilka innych terminów, bo do tego zobowiązuje szacunek dla osób i ich czasu). Na to też nie było reakcji. Dlaczego piszę o tym tak szczegółowo? Żeby wyjaśnić, że gotowi byliśmy rozmawiać o rzeczywistej współpracy. Respektując różnicę mandatu Prawicy i PiS. Poszliśmy daleko, ale na tej drodze nie spotkaliśmy nikogo. PiS zapewne będzie za parę miesięcy szermował jednością, gdy będziemy dalej prowadzić naszą samodzielną politykę. Skoro wspólnej nie chciał, najlepiej żeby powiedział to otwarcie.
Racje naszej polityki
Inicjatywę dwupartyjnego porozumienia na prawo od centrum zgłosiliśmy ze względu na poczucie odpowiedzialności za budowanie optymalnej większości wyborczej, zdolnej wspólnie przeciwstawić się nieodpowiedzialnej liberalnej władzy. Takiej większości żadna partia nie zbuduje sama. Skoro trzeba ją budować w Parlamencie, lepiej to robić już w procesie wyborczym. Ale inicjatywa ta nie została podjęta. Najbardziej kanoniczna dla PiS jest wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego, który ciągle nie chce przyjąć do wiadomości istnienia Prawicy Rzeczypospolitej, potwierdzenia przez nas zdolności wyborczej i mandatu społecznego. Jarosław Kaczyński (a za nim cały PiS) mówi o Prawicy jak o partii „odłączonej od PiS”, co ma dziś równie dużo sensu jak mówienie o PiS jako o partii odłączonej od AWS. Ze swej strony, kierując się solidarnością narodową, powtórzę po raz setny, że szanujemy mandat społeczny radykalnej centroprawicy – ale domagamy się szacunku dla zobowiązań dobra wspólnego, o których przypominamy, i dla naszych wyborców, bez których PiS nie zdobyłby władzy cztery lata temu i dziś nie byłby tym czym jest. Ruch chrześcijańsko-konserwatywny musi pozostać samodzielny. To nie separatyzm, bo nie tylko jesteśmy otwarci na współpracę, ale zawsze wyrażamy uznanie dla każdego aktu politycznego realizującego interes publiczny. Samodzielność ideowej prawicy to nakaz racji, które prezentujemy, a czego najoczywistszym praktycznym dowodem jest kompletny pasywizm posłów PiS. Lizbona to tylko jeden, ale zasadniczy przykład: żaden z „prawicowych posłów PiS” nie tylko nie próbował nakłonić swojej partii do niezawierania tego – degradującego Polskę i deformującego współpracę europejską – traktatu, nie tylko nie domagał się jego lepszego tekstu albo politycznej rekompensaty dla naszego kraju w innych dziedzinach, ale żaden z nich nawet nie domagał odroczenia ratyfikacji wiosną ubiegłego roku. Jedyne co robią przedstawiciele starannie wyszukiwanej przez entuzjastów PiS „frakcji konserwatywnej” to mrugają do wyborców („manifestują swoje zdanie”), ale dopiero wtedy gdy kierownictwo ich partii załatwi swoje interesy z Platformą Obywatelską. I to też nie dotyczy wszystkich – bo najbardziej lansowani „konserwatyści” (jak Arkadiusz Mularczyk) głosowali za Lizboną razem z PO. To nie krytyka (bo tę prezentowałem gdzie indziej). To polityczny fakt. Fakt, który nas zobowiązuje do robienia tego, czego nie zrobią za nas inni.
Przyjaciele odchodzą
Choć była znaną malarką – zawsze powtarzała, że całe życie pozostała tylko córką, siostrą i matką: córką senatora Bohdana Wasiutyńskiego, siostrą Wojciecha Wasiutyńskiego, wybitnego emigracyjnego pisarza politycznego i matką Stanisława Latałło, alpinisty i aktora (twórcy głównej roli w „Iluminacji” Zanussiego). Pani Kasia Wasiutyńska-Latałło towarzyszyła nam sercem i radą na wszystkich politycznych drogach. Mówiła, że kto w rodzinie przejął się polityką – zachowuje to na całe życie. Była niezwykle dzielna. Opowiadała jak rodziła dziecko w górskiej wsi, przez którą przewalał się front: jak zaczynała rodzić we wsi byli jeszcze Niemcy, jak urodziła – już Sowieci. Była z nami w Zjednoczeniu Chrześcijańsko-Narodowym (zaprojektowała logo partii), w Prawie i Sprawiedliwości, w Prawicy Rzeczypospolitej. Krótko zasiadała w Radzie Miasta Warszawy. Zmarła wczoraj wieczorem i bez niej Warszawa jest dziś bardziej pusta.
Trzy dni wcześniej zmarł Piotrek Krzywicki, poseł Polski Plus. Byliśmy posłami w sąsiednich okręgach. Piotrek w dziesiątku spraw reprezentował Sejm przed Trybunałem Konstytucyjnym. Z sukcesem bronił ludzkich spraw, na przykład rodzinnych oszczędności przed opodatkowaniem. Był spokojnym, przez wszystkich lubianym, człowiekiem. Myślę, że również w Niebie Aniołowie i Święci będą Piotrulę nie tylko kochać, ale po prostu lubić. Bo nie można go było nie lubić. Ale ten spokojny, kochany człowiek – potrafił zachować się jednoznacznie. Autorytetem, na którego sądzie politycznym polegał, był Kazimierz Ujazdowski. Gdy Kazik uznał, że ustały wszelkie możliwości prowadzenia realnej polityki w PiS – Piotr natychmiast z nim opuścił tę partię. Mógł prowadzić o wiele spokojniejsze życie łódzkiego adwokata – wybrał służbę publiczną. I dzięki niemu, dla wszystkich, którzy go znali – życie publiczne było znacznie przyjemniejsze.
Zaproszenie
Dziś o 7.15 występowałem w „Sygnałach Dnia” w radiowej Jedynce: dźwięk - zapis.
Zaproszenie
Na stronie internetowej „Rzeczpospolitej” znajduje się mój wywiad dla ich redakcyjnej e-telewizji (rozmowę prowadzi Piotr Semka). Zapraszam Chętnych do obejrzenia.
Krzyż i prawa człowieka
Przyjęcie przez Sejm uchwały „w sprawie ochrony wolności wyznania i promocji wartości będących wspólnym dziedzictwem narodów Europy” musi cieszyć, szczególnie ze względu na 89 % większość, jaką została przegłosowana. Ta większość potwierdza katolickość naszego kraju. To głosowanie pokazuje jak silna może być opinia chrześcijańska, jeżeli nie jest demobilizowana nieodpowiedzialnymi wypowiedziami polityków, dekomponującymi społeczne uznanie dla najważniejszych wartości i rozładowującymi niezbędny nacisk opinii publicznej. Parlamentarne 89 % to znacznie szersza większość niż w mediach; tam może nie było zbyt wielu „przeciw”, ale nie brakował „wstrzymujących się od głosu”. Dobrze, że Sejm ocenił „krytycznie wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka kwestionujący podstawy prawne obecności krzyży w klasach szkolnych”. Nie zmienia to faktu, że jeśli nie ma to być krok pozorny, uspokajający opinię publiczną – muszą za nim pójść następne. Bo Trybunał Strasburski (dzięki, Panie Marcinie, za zwrócenie uwagi, że Starsburg ma polską formę) nie zmieni swego orzecznictwa. Już jest tam wszczęta sprawa przeciw Irlandii, z powodu zakazu prenatalnego dzieciobójstwa i „zmuszania” chętnych do podróży aborcyjnych. Nawiasem mówiąc – warto pamiętać, że do wyrażenia zgody na te podróże Irlandia została zmuszona w trakcie negocjacji Maastricht, a teraz okazuje się, że to co wczoraj było kompromisem w ramach Unii Europejskiej – jutro okaże się przestępstwem w ramach Rady Europy.
Nie można udawać, że żyjemy gdzie indziej. Prawica Rzeczypospolitej proponuje już dziś odrzucenie jurysdykcji Trybunału Strasburskiego. Oczywiście, jak zawsze, jesteśmy gotowi do dialogu, byle serio. Bo jeśli nie odrzucenie – to co?
Nie piszę dziś na tematy stricte polityczne, tylko o sprawie krzyża. Bo przecież dziś Święto Naszej Pani, więc świętujmy ku Jej czci, zostawiając polityce resztę tygodnia.
Zaproszenie
Dziś (poniedziałek) występuję po 19.25 w „Faktach po Faktach” TVN-24.
Zaproszenie
Jutro (w niedzielę) występuję w „Kawie na ławę” – w TVN o godz. 10.55, powtórka w TVN-24 o godz. 18.25.