styczeń 2010


Międzynarodowe and Historia and Polityka 23 stycznia 2010

Wyniesienie do godności Bohatera Ukrainy Stepana Bandery to najzupełniej suwerenny akt Wiktora Juszczenko. To jego testament prezydencki przed odejściem z urzędu.  

Stepan Bandera był niewątpliwie odważnym człowiekiem i poświadczył to życiem. Większą część wojny spędził w obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen, ale w tym czasie założona przez niego Służba Bezpieczeństwa OUN, a potem założona przez jego zwolenników Ukraińska Armia Powstańcza przeprowadziły ludobójstwo polskiej ludności na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. To nie było bardziej od innych krwawe ogniwo w łańcuchu przemocy, ale realizacja założeń teoretycznych OUN. Biuletyn Krajowej Egzekutywy OUN już kilka lat przed wojną głosił, że „nacjonalizm ukraiński nie liczy się z żadnymi ogólnoludzkimi przepisami solidarności, sprawiedliwości, miłosierdzia, humanitaryzmu” i że „każda droga, która prowadzi do najwyższego celu, jest naszą drogą, bez względu na to, czy u innych nazywać się będzie bohaterstwem czy podłością”.  

Nie oczekuję od Ukraińców, że na polsko-ukraińską historię będą patrzyli z naszej perspektywy. Oczekuję, że na naszą historię będziemy potrafili razem patrzeć krytycznie i po chrześcijańsku. Przeciwnikami Polski byli i hetman Skoropadski, i twórca ukraińskiego konserwatyzmu Wacław Lipiński, i również (w planie politycznym) Sługa Boży metropolita Szeptycki. Ale to nie ich wybiera na patronów nowej Ukrainy Wiktor Juszczenko, w swym suwerennym akcie prezydenta nie podlegającego już wyborom. 

Prezydent Lech Kaczyński wiedząc o renesansie ideologii banderowskiej na Ukrainie tym bardziej powinien był domagać się jasnego potępienia ludobójstwa popełnionego na Polakach na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Zdecydował się od tego odstąpić, uwzględniając w swej polityce ukraińskiej wrażliwość banderowską. I dziś w osobie Stepana Bandery uhonorowana jest nie tylko słuszna walka nacjonalistów ukraińskich ze Związkiem Sowieckim, ale również niepotępione i nierozliczone moralnie masowe zbrodnie.

Euro 22 stycznia 2010

Przewodnicy debaty publicznej omijają dziś szerokim łukiem wiele problemów istotnych. Szczególnie tych, które oficjalnie lub milcząco unieważniło państwo PO-PiS. Dominujące media milczą o aferze ETPC. Nikt nie zmusza ani rządu do wyjaśnień, ani opozycji do reakcji. Treść polskiej polityki praw człowieka nie jest sprawą ciekawą, a prawo do życia tym bardziej. 

Nikt też nie zwrócił uwagi na konsekwencje projektu PiS dla przyszłości polskiej waluty narodowej. Dziś bowiem w art. 227 Konstytucji Narodowy Bank Polski posiada „wyłączne prawo emisji pieniądza”, co powtarza wprawdzie art. 161 projektu PiS, ale w tym miejscu zaczynają się zmiany. 

W projekcie PiS Bank Narodowy nie ma już bowiem (dziś konstytucyjnego) prawa „ustalania i realizowania polityki pieniężnej” i nie odpowiada (co dziś stanowi jego konstytucyjny obowiązek) „za wartość polskiego pieniądza”. Bo w projekcie PiS NBP może emitować złotego, ale natychmiast po decyzji parlamentarnej większości rządowej – może przystąpić do emisji euro. Oczywiście euro o odpowiednim wyglądzie, ozdobionego przez stosowne symbole – jak mówi art. 28 projektu Konstytucji PiS – zgodnie z miejscowymi zwyczajami”.

Blog 18 stycznia 2010

Dziś (poniedziałek) występuję po 20.40 w programie „Minęła 20ta” TVP Info.  

Afera ETPC and Polityka 16 stycznia 2010

PiS ogłosił nowy projekt Konstytucji. W stosunku do poprzedniego stanowi istotny postęp. Nie tylko bowiem powtarza chrześcijański Wstęp, który redagowałem dla projektu sprzed pięciu lat. Art. 20 nowego projektu mówi teraz, że  „każdy człowiek ma prawo do życia od poczęcia do naturalnej śmierci”. To bardzo blisko zmiany art. 38 w propozycji zmian konstytucyjnych sprzed trzech lat: „Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia od chwili poczęcia do naturalnej śmierci.”. Jarosław Kaczyński wzywał wówczas do niegłosowania za tą propozycją i sam (wraz z Przemysławem Gosiewskim i całym kierownictwem PC-PiS) wstrzymał się od głosu. Teraz ją akceptuje. Wtedy premiowani byli ci, którzy ją zwalczali – jak Marek Suski, Jacek Kurski albo Jadwiga Wiśniewska, występująca w TVN-24 solidarnym chórze z Elżbietą Radziszewską i Joanną Senyszyn. Teraz będą ją popierać. To dobrze. 

Nowa deklaracja PiS to dowód, że (po pierwsze) żaden projekt konstytucyjny adresowany do opinii prawicowej nie może już pominąć spraw cywilizacji życia oraz że (po drugie) o ile Jarosław Kaczyński mógł sprawy te blokować wewnątrz PiS, musi je przyjmować – gdy jego polityka podlega publicznej ocenie ze strony chrześcijańsko-konserwatywnej ideowej prawicy, politycznie zorganizowanej w Prawicy Rzeczypospolitej. 

Oczywiście, ciesząc się z werbalnego potwierdzenia zasad cywilizacji życia – nie możemy być ślepi na kluczową kwestię wiarygodności. A jej pierwszym sprawdzianem będzie reakcja PiS na aferę ETPC. Skandaliczne propozycje rządu Donalda Tuska zasługują na odrębną debatę parlamentarną (na temat samych kandydatur do Trybunału Strasburskiego i na temat zasad polskiej polityki praw człowieka), a w wypadku uporu rządu – na zgłoszenie wotów nieufności wobec odpowiedzialnych ministrów. Na razie kierownictwo PiS nie zrobiło żadnych kroków w tę stronę.

Afera ETPC 11 stycznia 2010

Jaki sens ma rozdzieranie szat wobec coraz gorszych wyroków Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, skoro nasz wpływ na kształt tego Trybunału nie budzi większego zainteresowania? Rząd PO zaproponował do Trybunału Strasburskiego prawników przeciwnych obowiązującej w Polsce ochronie życia. Afera ETPC nie polega jednak na tym, że do władzy dochodzi partia proaborcyjna, ale na tym, że do proaborcyjnego orzecznictwa ETPC przykłada rękę partia, która Polakom i swoim wyborcom mówi, że jest zwolenniczką polskich regulacji ochrony życia. (Materialna) obłuda i (formalne) kłamstwa premiera Tuska powinny wywołać silną reakcję opozycyjnych polityków i dziennikarzy.  Tymczasem cały legion heroldów Rewolucji Moralnej milczy. Pewnie rozglądają się, patrząc jeden na drugiego. „Ludzie poważni” nigdy zbyt poważnie nie traktują tego co sami myślą, przynajmniej dopóty, dopóki nie dowiedzą się co inni myślą. A że do końca nie wiadomo co inni pomyślą – na wszelki wypadek chwilowo lepiej nie myśleć w ogóle.

  

Milczą heroldowie Rewolucji Moralnej, więc spokojnie milczeć mogą również jej bojowcy. Na posiedzeniu Rady Politycznej PiS (według świadectwa prezesa Kaczyńskiego) większość wypowiedzi w trakcie dyskusji dotyczyła spraw kampanii i strategii. Były także postulaty z tym związane dotyczące sposobu działania”. Partia grzeje już maszyny na drugą połowę „sezonu politycznego”, a huk tych maszyn świetnie „przykrywa” aferę ETPC.

Afera ETPC 9 stycznia 2010

Są afery, które solidarnie „przykrywa” cała „klasa polityczna”. Donald Tusk wysyła do Trybunału Strasburskiego kandydatów, którzy są jawnie przeciwni polskiemu prawu o ochronie życia. Na użytek krajowy PO jest za życiem, na użytek zagraniczny – jak mówi Roman Wieruszewski, kandydat premiera Tuska do ETPC – za „międzynarodowymi standardami w zakresie praw człowieka”, dla których „polskie prawo antyaborcyjne jest zbyt restryktywne”. Ale ta próba demontażu od tyłu polskiego prawodawstwa nie wywołuje żadnych poważnych sprzeciwów. W sprawie nie odezwał się ani lider opozycji, ani żaden z jego bliskich współpracowników. Nie słychać zapowiedzi wotum nieufności dla ministrów odpowiedzialnych za przygotowane dla ETPC kandydatury. Wczoraj zaapelowałem do prezydenta Kaczyńskiego o znacznie mniej – o zwołanie (na podstawie art. 141 Konstytucji) Rady Gabinetowej, czyli mówiąc jaśniej – wezwanie przez Prezydenta rządu do wyjaśnień w sprawie charakteru nominacji (i szerzej – rządowych założeń polskiej polityki praw człowieka) oraz wykorzystania okazji do weryfikacji stanowiska drugiej partii koalicyjnej. Na mój wniosek odpowiedział wczoraj minister Paweł Wypych z Kancelarii Prezydenta, oświadczając „Naszemu Dziennikowi”, że wskazywanie kandydatów do Trybunału Strasburskiego „to kwestia decyzji rządu” i to „nie jest temat do zwoływania Rady”. To dziwne – bo wyrok ETPC przeciw Włochom był tematem do przemówienia Prezydenta na 11 listopada. A może doradców Prezydenta interesują wyłącznie tematy do przemówień?

Blog 8 stycznia 2010

Dziś (piątek) występuję po 21.30 w „Polskim punkcie widzenia” TV Trwam.  

Jutro (sobota) występuję o 7.15 w radiowej Jedynce.

Afera ETPC 5 stycznia 2010

Gorszymy się post factum wyrokami Europejskiego Trybunału Praw Człowieka przeciw Polsce (w następstwie urodzin małej Julii Tysiąc) czy przeciw Włochom (wskutek obecności krzyży we włoskich szkołach). W tej ostatniej sprawie zareagował nawet nasz Sejm – choć na tą pierwszą należało zareagować takimi zmianami prawnymi, by podobne wyroki (podejmowane w odniesieniu do polskiego prawa) nie były możliwe. Tymczasem bez wielkiego echa przechodzi desygnacja kandydatów na polskiego sędziego w Trybunale Strasburskim. Rząd Tuska zgłosił trzy propozycje: prof. Leszka Garlickiego, prof. Romana Wieruszewskiego i Marka Antoniego Nowickiego. Wszystkie trzy mają mniej lub bardziej charakter aborcjonistyczny. Prof. Garlicki jako sędzia Trybunału Konstytucyjnego popierał zniesienie przez SLD prawa o ochronie życia z RP 1993. Prof. Wieruszewski twierdzi, że polskie prawo antyaborcyjne jest zbyt restryktywne i w istocie sprzeczne z międzynarodowymi standardami w zakresie praw człowieka”. Marek Antoni Nowicki udzielał publicznego poparcia wyrokowi ETPC w sprawie Alicji Tysiąc – choć po kandydacie jednego z największych ugrupowań eurochadecji opinia mogłaby się spodziewać raczej poparcia votum separatum hiszpańskiego sędziego, który występował w obronie Polski. 

Rządząca PO jest podwójnie konsekwentna. Marek Antoni Nowicki twierdzi, że rządy mają obowiązek wspierać polityczny ruch homoseksualny. To ważna kontynuacja myśli profesora Andrzeja Rzeplińskiego, wybranego na wniosek PO do Trybunału Konstytucyjnego, który twierdził, że łamaniem praw człowieka są odmowy udzielania „ślubów homoseksualnych” przez warszawskie ambasady państw, które praktykują to u siebie. Prof. Leszek Garlicki przez poprzednią kadencję reprezentował Polskę w Europejskim Trybunale Praw Człowieka, zasiadając tam na wniosek rządu Leszka Millera. Donald Tusk rekomendację premiera Millera potwierdza.

Euro 5 stycznia 2010

Polska opinia publiczna – po miesiącach sporów – jest dziś wyraźnie przeciwna likwidacji narodowej waluty. Nie zmienia to faktu, że wojna podjazdowa przeciw złotówce trwa. Premier zapowiedział likwidację własnego pieniądza do RP 2015, a więc w przyszłej kadencji Parlamentu. Opozycja PiS milczy, podczas gdy jasne stwierdzenie, że PiS w przyszłej kadencji Sejmu nie zgodzi się na zmianę art. 227 Konstytucji (wystarcza do tego 154 głosów w Sejmie) przecięłoby problem i jednocześnie umieściło w centrum debaty publicznej sprawę naprawdę strategiczną dla przyszłości Polski.    

O ile premier Tusk po roku milczenia (a milczał o euro nawet w Krynicy, gdzie rok wcześniej zapowiedział likwidację złotego) otwarcie powrócił do ataku na narodowy pieniądz, o tyle obóz prezydencko-opozycyjny działa bardziej dyskretnie – choć może bardziej efektywnie, bo na polu opinii publicznej. Bank Narodowy, kierowany przez jednego z najbliższych współpracowników Prezydenta, przygotował właśnie szeroko kolportowaną (jako załącznik do gazet) broszurę propagandową na temat pożytków pożegnania złotego. A TVP (będąca dziś kondominium PiS-SLD) w przedwczorajszych „Wiadomościach” nadała materiał o „korzyściach” płynących z porzucenia korony przez Słowację. Prawda tymczasem jest taka, że Słowacja po wprowadzeniu euro doświadczyła największego w naszej części Europy spadku dochodu narodowego, straciła jedną czwartą eksportu, ponad 3 % Słowaków straciło pracę, a turystykę dotknął kryzys. Ale jeśli zwykłe fakty przemawiają przeciw euro – potrzebne są eurofakty. I tymi będziemy zasypywani tym bardziej – im bardziej Polacy będą obstawać przy zachowaniu naszego pieniądza.