PiS ogłosił nowy projekt Konstytucji. W stosunku do poprzedniego stanowi istotny postęp. Nie tylko bowiem powtarza chrześcijański Wstęp, który redagowałem dla projektu sprzed pięciu lat. Art. 20 nowego projektu mówi teraz, że „każdy człowiek ma prawo do życia od poczęcia do naturalnej śmierci”. To bardzo blisko zmiany art. 38 w propozycji zmian konstytucyjnych sprzed trzech lat: „Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia od chwili poczęcia do naturalnej śmierci.”. Jarosław Kaczyński wzywał wówczas do niegłosowania za tą propozycją i sam (wraz z Przemysławem Gosiewskim i całym kierownictwem PC-PiS) wstrzymał się od głosu. Teraz ją akceptuje. Wtedy premiowani byli ci, którzy ją zwalczali – jak Marek Suski, Jacek Kurski albo Jadwiga Wiśniewska, występująca w TVN-24 solidarnym chórze z Elżbietą Radziszewską i Joanną Senyszyn. Teraz będą ją popierać. To dobrze.
Nowa deklaracja PiS to dowód, że (po pierwsze) żaden projekt konstytucyjny adresowany do opinii prawicowej nie może już pominąć spraw cywilizacji życia oraz że (po drugie) o ile Jarosław Kaczyński mógł sprawy te blokować wewnątrz PiS, musi je przyjmować – gdy jego polityka podlega publicznej ocenie ze strony chrześcijańsko-konserwatywnej ideowej prawicy, politycznie zorganizowanej w Prawicy Rzeczypospolitej.
Oczywiście, ciesząc się z werbalnego potwierdzenia zasad cywilizacji życia – nie możemy być ślepi na kluczową kwestię wiarygodności. A jej pierwszym sprawdzianem będzie reakcja PiS na aferę ETPC. Skandaliczne propozycje rządu Donalda Tuska zasługują na odrębną debatę parlamentarną (na temat samych kandydatur do Trybunału Strasburskiego i na temat zasad polskiej polityki praw człowieka), a w wypadku uporu rządu – na zgłoszenie wotów nieufności wobec odpowiedzialnych ministrów. Na razie kierownictwo PiS nie zrobiło żadnych kroków w tę stronę.
16 sty 2010 @ 20:57
A czy to nie jest kolejna odsłona kampanii?
Bo z jednej strony mamy projekt konstytucji, natomiast z drugiej PiS, któremu – bardzo często – trzeba było “przypominać” o chrześcijańskiej tożsamości Polaków. Myślę, że papierków lakmusowych będzie więcej: kandydaci do EPTC, ustawa “in vitro”, koalicja w TVP, wprowadzenie euro,…
Tak więc nie można wprost zaprzeczyć tezie, że Jarosław Kaczyński zachowuje się w myśl przysłowia: “Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek”. Bo ostatnie działania to intensywna próba zagospodarowania osób widzących, że PiS kilka lat temu był dobrą alternatywą, ale podążył w złym kierunku. Wyborcy, którzy dostrzegają prawdziwe twarze przybocznych J.Kaczyńskiego, odwracają się wiedząc, że są inne propozycje: chociażby Prawica Rzeczpospolitej. A należy także zauważyć, że oprócz kwestii podstawowych mamy tematy istotne w dzisiejszych czasach: gospodarka (i tutaj PiSowi daleko do prawicy) czy stosunek do rodziny (nie wspominajmy już, czyim pomysłem były aktualne ulgi “dziecięce”).
Głupie podziały na scenie politycznej przeszkadzają i bolą. Natomiast warto stawiać ludzi wobec prawdziwych celów i zasad od początku, niż lawirować i naginać kark do krótkowzrocznych celów. Wyborcy to dostrzegają i wyciągną wnioski.
16 sty 2010 @ 21:45
Jeśli Kaczyński mówi, że popiera prawo do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, to znaczy że… mówi. Gdy przyjdzie do czynów cynicznie wstrzyma się od głosu. Chciałbym wierzyć, że jest inaczej, ale po prostu już mu nie ufam. Przecież Kaczyński nie zmienił swoich poglądów w tej sprawie. On niezmiennie uważa, że życie w Polsce “jest chronione w sposób wystarczający”. Wystaczy prześledzić jego wypowiedzi tej kwestii tyczące od kwietnia 2007. Słowa w poltyce kosztują i znaczą naprawdę bardzo niewiele. Niestety.
16 sty 2010 @ 22:54
@ bruno:
Jeśli Kaczyński mówi, że popiera prawo do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, to znaczy że… mówi – zgadzam się z tym całkowicie całkowicie. Jednak uważam, że gdy przyjdzie do czynów, Kaczyński cynicznie zagłosuje “ZA” – upewniwszy się wcześniej, że większość będzie “PRZECIW”, ot i całe PC (obecnie PiS).
16 sty 2010 @ 23:35
Oczywiście ten projekt niesie ze sobą także sporo wad, ale myślę że lepiej wypada przy projekcie Platformy. Jak dla mnie Platforma mogła wydac owy projekt tylko po to, aby Prezydent ją zawetował, i znów w mediach można by dudnć 24 h,że Pan Kaczynski tylko wetuje….
17 sty 2010 @ 09:33
Projekt Konstytucji PiS to krok w dobrym kierunku. Chrześcijańska inwokacja, wzmocnienie władzy prezydenta i gwarancje prawa do życia od poczęcia do naturalnej śmierci to przecież postulaty prawicy chrześcijańsko-konserwatywnej. Należy to odbierać jako sukces działalności Prawicy Rzeczypospolitej i Marszałka Marka Jurka. Oby nie był to tylko element gry wyborczej nastawianej na elektorat prawicowy a rzeczywisty zwrot w postawie największego ugrupowania opozycyjnego.
17 sty 2010 @ 12:18
Będzie ( z tym projektem PIS) podobnie jak z traktatem lizbońskim . Najpierw tak, potem siak a w końcu i tak diabeł na wierzchu. Zreszta , czy teraz konstytucja będzie miala jakieś znaczenie ?? Przeciez prawo unijne jest ponad krajowym.
17 sty 2010 @ 15:13
Ja sie zastanawiam, czy to tylko slowa prezesa Kaczynskiego, zeby przyciagnac, a przynajmniej zwrocic uwagę konserwatywnego elektoratu, ktory nie zna szczegolow co do losow tamtej zmiany konstytucji. Wiadomo, ze ta zmiana i tak, by chyba nie przeszla.
17 sty 2010 @ 16:49
Nie ma co się łudzić, PIS może dużo mówić i zawsze na tym się skończy. Potem i tak prezes Jarosław zawali.
Dopóki Jarosław rządzi PISem nie będzie żadnych zmian, jedynie kosmetyczne!!
Pozdr!
Tomek P.
18 sty 2010 @ 11:59
Hipokryzja kaczystów jest tak duża że szkoda o nich pisać.Jeżeli chodzi o partie,w tej kwestii jest wiarygodna tylko jedna PR.Piszę to jako sympatyk PR i wiceprezes OWP na województwo lubelskie.
18 sty 2010 @ 14:18
Podzielam obawy Marszałka co do wiarygodności zapisów w projekcie konstytucji.
Czy ochrona życia od poczęcia do śmierci to wyraz fundamentalnych zasad wyznawanych przez PiS, czy raczej socjotechniczny manewr (prezes Kaczyński fascynuje się socjotechniką) mający zapewnić poparcie dla PiS ze strony prawicy konserwatywnej?
Prezes PiS, który kształtuje politykę tej partii nigdy nie był konserwatywnym prawicowcem. Usiłuje raczej reprezentować “socjalizm z ludzką twarzą”, co w praktyce oznacza nieznośną dla prawicowego konserwatysty mieszankę idei.
18 sty 2010 @ 17:48
PO chce wolnego w Święto Trzech Króli, PiS za życiem… świat, jak widzę, staje na głowie. Ciekawe, czym SLD nas zaskoczy?
18 sty 2010 @ 20:25
SLD w koalicji z PiS, poprze pisowski projekt Konstytucji.
18 sty 2010 @ 20:39
PiS chyba prowadzi się do samobójstwa.
Stwierdzenie Michała Kamińskiego, że możliwa jest koalicja z SLD, po szokujących, dla nas wyborców prawicowych, sabatach urządzanych przez prezydentową dla głównych wiedźm tutejszych, jest powyżej akceptacji dla większości wyborców PiS.
Kaczyński Jarosław tak się wgryzł w strategie, że chyba się już przegryzł na wylot, a szkoda.
Nie znam propozycji PiS odnośnie konstytucji, ale słyszałem, że ma być wzmocniona władza prezydenta i premiera. Brak logiki, chyba, że wzmocnienie będzie polegało na wręczeniu obojgu dwóch nagich mieczy, ale one zginęły “na ogromnych hen przestrzeniach, gdzie nawet złoto w gnój się zmienia”.
19 sty 2010 @ 18:45
Ograniczone wzmocnienie roli prezydenta da tylko mocniejsze konflikty prezydent – premier, teraz jednak premier ma silniejszą pozycję i on te konflikty wygrywa – przez co rząd staje się przewidywalny i prowadzi bardziej spójną politykę. Ograniczone wzmocnienie spowoduje wyrównanie pozycji graczy – a wiadomo, że najbardziej zacięta walka jest przy wyrównanych siłach. Będzie raz wygrywał ten, raz tamten, a Polska będzie się w bałaganie i nierządzie pogrążać.
Dwuwładza to bałagan i marnotrawstwo. Prezydent powinien być szefem rządu złożonego z nieparlamentarzystów – jak w USA. Niech Sejm się zajmie stanowieniem dobrego prawa i kontrolą jego wykonywania, a prezydent dobrym jego wykonywaniem. Monteskiusz dię kłania. Pisałem: http://niepoprawni.pl/blog/404/prezydencki-model-rzadu
20 sty 2010 @ 12:43
Pic na wodę-wybory. Zresztą bez szans na wejście w życie. Poza tym prawo unijne ma u nas chyba przewagę, a znajdą się “fachowcy” co to “udowodnią”. Prezydent skrytykoał projekt z pozycji lewicowych.
Marek Jurek powinien poszerzyć swoją bazę, a jest to możliwe. UPR w rozsypce, LPR się nie podnosi. Należałoby wg mnie nawiązać współpracę z Polską Plus, Wspólnotą Małych Ojczyzn.
Szans na wygraną p. Jurek nie ma,ale jakby uzyskał co najmniej 7%, to pojawi się szansa na zdobycie przyczółka w parlamencie.
Prawica powinna być wielonurtowa, jeśli ma odnieść sukces. Powinien być tylko wspólny mianownik: sprzeciw wobec aborcji, eutanazji, in vitro i sodomii, obrona polskiej waluty, próba minimalizacji skutków traktatu lizbońskiego.
Powinny wsółpracować środowiska konserwatywne, narodowe i wolnościowe.
Choć też nie można lekceważyć elektoratu narodowo populistycznego.
20 sty 2010 @ 20:40
@bulba
Poprze, ale najpierw przegłosują “poprawki prezydenta Kaczyńskiego”, które powinny satysfakcjonować SLD i całą lewacką hołotę. Patrz: http://www.rp.pl/artykul/420924.html
@Zulus
Czy to ten sam Zulus? Jeśli tak, to witamy po dłuższej przerwie!
20 sty 2010 @ 23:17
Oczywiście Pan Marek ma rację, jak zresztą zwykle. Ale po co ta tromtadracja a propos “chrześcijańsko-konserwatywnej ideowej prawicy, politycznie zorganizowanej w Prawicy Rzeczypospolitej.” Pan wie i ja wiem, jak to naprawdę jest, zwłaszcza z tą organizacją… Co do konstytucji, mogę wszystkim polecić także i moje teksty w “Niedzieli”, krótsze i bez zdjęcia autora
21 sty 2010 @ 15:21
Tak ma racje. Znawca od waginy i specjalista od poczęcia. Facet miał byc ginekologiem?czy biskupem? bo jakiś nie spełniony i tego trochę i tego.
21 sty 2010 @ 15:41
Ten sam. Miałem wypadek w październiku i dopiero jako tako doszedłem do siebie. Dzięki wielkie.
Trzeba też prowadzić pracę organiczną, bowiem w bliskiej przyszłości ideowa prawica władzy, raczej nie zdobędzie.
21 sty 2010 @ 18:33
ta mirek grebski-czy piszesz o katolohołocie
22 sty 2010 @ 13:40
@20
Piszę o zwyrodnialcach, zboczeńcach, perwersach, osobnikach bez godności. Piszę o umysłowych kalekach, którzy wymyślili sobie, że Boga nie ma, że ludzie to zwierzęta i że świat powstał przypadkiem. Piszę o pogrobowcach Stalina i Hitlera, których ręce są umazane krwią dzieci, staruszków i chorych po same ramiona. Piszę o zakompleksionej, ciemnej hołocie, wyładowującej swoje fobie i obsesje na zwykłych ludziach. Piszę o imbecylach, którzy potrafią tylko głupio śmiać się w konfrontacji z czymś, co przerasta ich zdolności intelektualne. Piszę o zbydlonym stadzie klakierów “zachodu” i “unii europejskiej”, o indywiduach bez czci i wiary, o kreaturach, degeneratach, o tych, którzy niszczą Miłość i Rodzinę, o niedouczonych, prostackich miernotach, o ignorantach i chamach, w których to bełkotaniu mnóstwo jest plucia, a argumentów – ZERO.
Jeśli coś pominąłem, to dopiszę sposobną porą.
25 lut 2010 @ 11:54
Brawo Mirek Grębski twoje słowa są dosadne , lecz niestety prawdziwe. Cały czas Polska przegrywa przez takich PO…
Najwyższy czas by obudził się w Polakach święty gniew !!!
26 lut 2010 @ 15:05
@Mirek Grębski
Dzięki za linka. Z tym lękiem przed zakazem rozwodów (który to zakaz i tak jest nierealny) i z deklarowaniem chęci zapisania w Konstytucji “równego statusu kobiet i mężczyzn” (lewicowa moda, bo przecież Konstytucja już teraz daje wszystkim obywatelom równe prawa, nawet nienarodzonym, bo to też ludzie, tylko ich prawa są w praktyce łamane) L. Kaczyński ewidentnie przegiął. Jak widać, albo usiłuje obłaskawić lewicowe i liberalne media, albo zabiega o lewicowy elektorat, albo jedno i drugie. A co do wątpliwości wobec projektu własnej – de facto – partii: próbuje zaprezentować się jako Prezydent Wszystkich Polaków, a nie jako Prezydent Jednej Partii (co mu się zarzuca). Nie wiem tylko, czy te zabiegi okażą się na tyle skuteczne, że Kaczyński zdobędzie głosy wyborców lewicowych. Programowi PiS-u zarzuca się gospodarczy socjalizm, ale wyborcy tej partii raczej nie są zwolennikami lewicowych rozwiązań odnośnie “niedyskryminacji” różnego rodzaju.
Czy to oznacza więc, że L. Kaczyński tylko zrazi do siebie ogół wyborców “na prawo od PO” (popierających w większości PiS)? Niekoniecznie. Wszak nie każdy zobaczy i jeszcze zapamięta akurat to oświadczenie prezydenta, nie wszyscy też tak bardzo interesują się wymienionymi wyżej kwestiami tak mocno, jak potencjalny wyborca Marka Jurka. Już nie mówiąc, że społeczne poparcie dla ewentualnego prawnego zakazu rozwodów z pewnością nie dorównuje społecznej identyfikacji z Kościołem katolickim.
Toteż wydaje mi się, że PiS realizuje podwójną strategię. Z jednej strony L. Kaczyński apeluje do liberalno-lewicowego elektoratu, z drugiej – PiS głosi takie hasła, jak to z zapisem o ochronie życia, by pozyskać niezdecydowanych wyborców chrześcijańsko-konserwatywnych. Ci zdecydowani na PiS – w większości i tak zagłosują na Kaczyńskiego.
26 lut 2010 @ 15:44
@J.J:
“Stwierdzenie Michała Kamińskiego, że możliwa jest koalicja z SLD, po szokujących, dla nas wyborców prawicowych, sabatach urządzanych przez prezydentową dla głównych wiedźm tutejszych, jest powyżej akceptacji dla większości wyborców PiS.”
Nie słyszałem stwierdzenia pana M.K., ale – jeśli takie padło – to jest rzeczywiście głupie. Nie określam się jako zwolennik którejkolwiek partii, ale rządy w koalicji z SLD akceptowalne dla mnie na pewno nie są.
Wybory parlamentarne są oczywiście dopiero za półtora roku i wiele się może jeszcze w tej cichej koalicji PiS-SLD wydarzyć. Z punktu widzenia strategii (a nie moralności, czy oczekiwań wyborców) porozumienie największych partii opozycyjnych jest słuszne i pragmatyczne, bo osłabia dominację PO. Nie wiadomo, jakie kiełbie siedzą decydentom tych partii we łbie. Gdyby Jarosław Kaczyński zakpił z wyborców i zawarł koalicję z SLD, może i bym się nie zdziwił. Ale istotnie: byłoby to samobójstwo. Toteż sądzę, że PiS i SLD nadal będą po cichu współpracować przeciw obecnemu rządowi, ale głośno raczej o tym trąbić nie będą. Przy wyborach zaś każda partia będzie “odgrzewać te same kotlety”: PiS wyzwie PO od liberałów i oszustów, a SLD – od postkomuny. PO nazwie opozycję socjalistami i zaprezentuje się jako partia wszystkich Polaków. SLD zaś po raz setny powtórzy, że PO i PiS to to samo, a alternatywą jest lewica.
Reasumując – najprawdopodobniej na razie zbyt wiele się nie zmieni. Ani Kaczyński, ani Tusk, ani Napieralski aż tak ryzykować nie będą. Wcześniej, czy później coś się natomiast musi zmienić – zarówno na prawicy, jak i lewicy. Nie wiem, czy wbijanie klinu pomiędzy PO i PiS przez Prawicę Rzeczypospolitej i Polskę Plus, wraz z równoczesnym przypominaniem przez nich i przez lewicę, że PO=PiS, będzie skuteczne. Jeśli nie dzięki wyborcom, to przez polityczne walki po odejściu obecnych wodzów PiS lub PO się pewnie kiedyś rozlecą (choć nie jest to przesądzone), a wtedy nastąpi kolejna przebudowa prawicowych struktur. Istnieje przy tym obawa, że wcześniej wybory znów wygra lewica, nawet jeśli dziś wydaje się to żartem.
26 lut 2010 @ 21:46
@Krzysztof
@KJL
Święty gniew…
Czasami człowieka po prostu wściekłość bierze. Czasami znów ma tak wszystkiego dosyć, że ogarnia go apatia.
Świat to lupanar. Cóż widzimy? Zewsząd zalewa nas szambo konsumpcji: w reklamach na przykład pełno jest nagości; wścibskiej, wstrętnej pornografii. Ludzkie ciało, ulepione palcami Boga, tak piękne w swej czystości – zostało sprowadzone do roli towaru. Stworzył je Bóg do Miłości, do okazywania uczuć i do pracy – a współczesność zrobiła z niego szmatę, którą można się bawić, używać do woli, aż do porzygania, a potem strzelić w błoto…
Do ciężkiej cholery! Dawniej, kiedy dwoje młodych ludzi się Kochało, nieraz wbrew woli rodziców, marzyli o pięknym ślubie, o zgodzie w rodzinie, o gromadce dzieci, o wspólnym, szczęśliwym życiu… a teraz co? Mieszkają razem na kartę telefoniczną (bo “ich nie stać na wesele”) w jakimś obskurnym blokowisku, używają swoich ciał jak zabawki do zaspokajania popędów… jak zwierzęta: bez żadnych zobowiązań, bez planów, bez marzeń, bez Życia…
A czy wśród małżonków jest lepiej? W ilu domach małżeństwa popełniają świętokradztwa na samych sobie, stosując antykoncepcję? Powiedziano, iż “połączą się tak ściśle, że staną się jednym ciałem” – a oni rozłączają swoje ciała, wciskając między siebie, między dwoje Kochających się ludzi, jakieś gumowe świństwa… tak, jakby ciało kobiece nie miało dni niepłodnych, kiedy można cieszyć się wzajemnym darem ze swych dusz i ciał, nie zapraszając nowego dzieciątka do swojego życia…
Co się, do stu diabłów, dzieje z polskimi dziećmi, jeżeli nie zostaną zabite przed urodzeniem?! “Rodzice” tygodniowo poświęcają na oglądanie telewizji kilkadziesiąt godzin, a na rozmowę z własną pociechą… DWIE DO SIEDMIU MINUT, PSIAKREW!!! Dziwić się, że małolaty spędzają praktycznie cały swój czas między szkołą, McDonaldem i komputerem?! Dziwić się, że w wieku kilku-kilkunastu lat są małymi kreaturami, zdolnymi sadystycznie znęcać się nad innymi?! Że nie szanują ani płci przeciwnej, ani pięknej ludzkiej płciowości (o której tyle tylko zresztą wiedzą, ile odsłonili przed nimi koledzy z podwórka i pornograficzne szmatławce typu “Bravo”)?! Dziwić się, że dziewczęta, które mogły być ślicznymi, miłymi, pięknie przeżywającymi życie młodymi ludźmi – zaczynają w stroju i w słownictwie zachowywać się jak dziwki?! Że chłopaki, którzy dawniej chcieli być jak rycerze, dziś są tylko szczeniakami bojącymi się wszelkiej odpowiedzialności i myślącymi tylko o swoich zwierzęcych instynktach?! Że nie szanują starszych, że przeklinają co drugie słowo, że palą papierosy, że leżą w parkach spici, zalewając chodniki wymiocinami?… Czysta desperacja, mości panowie…
Czy ktoś kiedyś widział zdjęcie maleńkiego dziecka, rozwijającego się pod sercem mamy? Przecież, dla Boga, jest takie śliczne, takie małe, tak kruche i bezbronne, że kamień by się wzruszył na jego widok. Jak można być tak zaślepionym, by nie widzieć w nim malutkiej istoty ludzkiej? Jak można w ogóle pomyśleć, by podnieść nań rękę? W Polsce, która przez wieki była ostoją chrześcijaństwa, zabija się nienarodzone dzieci!! I to dlaczego?!
Wydawało się, że z powodu pewnej partii politycznej założonej formalnie w 1990 roku, a w rzeczywistości w 1942. W partii ormowców, starych esbeków i innych indywiduów pastwiących się latami nad Narodem. W partii wyżelowanych gówniarzy szczekających o “tolerancji”, “równouprawnieniu”, “dyskryminacji”, “mniejszościach”, i innych fanaberiach.
Wydawało się, że z winy tej partii przez Polskę płynie krew poczętych dzieci. Aż przyszedł słoneczny piątek, dnia 13 kwietnia 2007 roku… i oto, kiedy raz na zawsze można było położyć temu kres… kiedy Polska mogła na zawsze (w każdym razie na stulecia) zostać Narodem Kochającym swe dzieci i szanującym życie… kiedy mogła odważnie stawić czoła nacierającej z zachodu fali śmierci… kiedy mogła stanąć w pierwszym szeregu awangardy Życia… nasze dwie partie, pożal się Boże, chrześcijańskie i postsolidarnościowe – skutecznie utrąciły głowę temu najpiękniejszemu polskiemu zrywowi. Zarówno Kaczyński (który na Mszach za Ojczyznę siadywał przed samym ołtarzem), jak i Tusk (który, po latach nierządu, na miesiąc przed wyborami brał ślub kościelny) – okazali się zwykłymi moralnymi prostytutkami. Tym razem nie liczyły się zasady. Tym razem nie liczyła się wiara. Tym razem chodziło o to, by nie stracić kilku procent głosów tych dewiantów, którzy popierali ten zbrodniczy proceder…
Najbardziej osłabiające i zniechęcające jest to, że te dwie partie, opętane tylko manią władzy i skompromitowane do samego dna, zawłaszczyły sobie całą scenę polityczną. Wiele dziennikarskich miernot dzieli świat w skrajnie prostacki sposób: pisowskie oszołomy i peowska inteligencja. Ewentualnie: peowska łżeelita i pisowscy zbawcy Polski. Wezmę do ręki “Wyborczą” i czytam o kimś kto wypowiada się krytycznie o obecnym rządzie, że jest opuchniętym od jadu pisowskim pachołkiem. Wezmę do ręki “Nasz Dziennik” i na pierwszej stronie każdego prawie numeru straszą olbrzymie słowa, obowiązkowo zaczynające się od słowa “Platforma” – aby pokazać, jak to strasznie ona rządzi, jak prześladuje opozycję itp…
Niedobrze mi… żyjemy w szambie. I nawet gazety nazywające się “katolickimi” biorą udział w obrzucaniu się gnojem… nawet one stają po stronie partii aborcyjnych…
Już nie wspomnę tu o pedalstwie, które co roku grasuje po naszych ulicach, ujadając o “równe prawa”, o “śluby”, o adoptowanie (Jezus Maria…) dzieci… nie wspomnę tu o szczeniakach, którzy zabili Policjanta, który zostawił żonę i córeczki – swoje małe królewny… nie wspomnę tu, że zwyrodnialcy – gwałciciele – w wolnej, cywilizowanej Polsce idą do ula na trzy lata, podczas gdy, obiektywnie rzecz biorąc, powinni konać na palach… nie wspomnę tu, że są degeneraci, którzy budują zwierzętom cmentarze… którzy wieszali się na drzewach Rospudy, by tylko nie dopuścić do budowy obwodnicy, ratującej życie tylu ludzi… nie wspomnę tu, że jakieś onz-y i unie europejskie poganiają nas, by dołączyć do ich barbarzyńskiej czołówki… nie wspomnę tu o wielu rzeczach. Nie ma miejsca. I nie ma siły tego rozpamiętywać. Tyle tylko powiem, że diabli człowieka biorą, gdy patrzy na to wszystko.
Niezrównany Rafał Ziemkiewicz opublikował jakiś czas temu głęboko poruszający artykuł. Jest on pisany w wielkich emocjach, bardzo trudny, może nawet przesadzony, ale wstrząsający. Oto on:
http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2009/12/12/kronika-czasow-zarazy/
Można mieć mieszane uczucia, czytając go. Ale ja mam wrażenie, że Pan Rafał przeżywa tak lekturę pamiętników Jerzego Dobrowolskiego dlatego, że sam odnosi je w jakimś stopniu do dzisiejszych czasów – i dlatego podpisuję się pod jego słowami obiema rękoma. Wszystkim polecam ten artykuł.
A Panu, Panie Krzysztofie, dziękuję za odświeżenie dyskusji na stronie z tym starym, zapomnianym może już wpisem Pana Marszałka.
26 lut 2010 @ 21:48
Bardzo się rozpisuję. Przepraszam, ale nie mogę inaczej. Muszę wszystko z siebie wyrzucić. Może znajdzie się ktoś, kto rozjaśni moje pesymistyczne spojrzenie na świat? Może ktoś ma NADZIEJĘ?
27 lut 2010 @ 18:57
Panie Mirku! Artykuł-recenzja Ziemkiewicza naprawdę niezły.
Co do pańskiego spojrzenia na współczesną rzeczywistość, patrzę na nie z pewną sympatią, ponieważ – tak mi się zdaje – bynajmniej nie musi świadczyć ono o zdecydowanie negatywnej ocenie świata. Raczej zawarł Pan w nim krytykę tego wszystkiego, co wywołuje w Panu “święty gniew”. Jest więc pańskie spojrzenie dość jednostronne (skupia się na tym, co złe), gdybym jednak potępił wynikające z tego uogólnienia, wykazałbym się nonszalancją, ponieważ zdaję sobie sprawę, że człowiek pisze w nawiązaniu do tego, co odczuwa i myśli na dany temat, a gdyby skupił się Pan na czym innym, ocena mogłaby być bardziej optymistyczna.
Pan zaś ocenił współczesne trendy występujące w polityce, społeczeństwie i rodzinie. Czy zgadzam się z pańską oceną – podkreślam: zapewne jedną z wielu refleksji możliwych?
Jeśli miałbym uzasadnić, dlaczego nasza współczesna rzeczywistość nie jest tak jednoznacznie zła (a nawet – całkiem dobra), odwołałbym się do banalnie prostego i prawdziwego stwierdzenia, że natura ludzka się na przestrzeni wieków nie zmieniła i zawsze było w niej obecne dobro i zło. Wielu ludzi popada zaś w skrajności. Jedni mówią, że świat będzie coraz lepszy, bo tak musi być, a dawniej ludzie byli ciemni i należało ich “oświecić” (patrz: różnego rodzaju teorie postępu – liberalne, socjalistyczne, komunistyczne itp.). Inni znów (m. in. niektórzy konserwatyści) załamują ręce i twierdzą, że kiedyś była złota epoka, a teraz świat się stacza coraz bardziej. Oba te spojrzenia są tylko częściowo prawdziwe, a w dłuższej perspektywie okazują się zwodnicze; jedną i drugą skrajnością posługuje się szatan; jedna prowadzi do krwawych rewolucji w imię postępu (a te do tyranii), druga – w dłuższej perspektywie (jeśli pesymistyczne twierdzenia filozofa wykorzysta okrutna jednostka) – do tego samego.
Jak powiedziałem, oba rodzaje teorii są tylko częściowo prawdziwe. Dlaczego?
1) teorie upadku świata
“Ta współczesna młodzież”, “świat schodzi na psy”, “dziś tylko żyją na kocią łapę, przeklinają”, “bezbożni” itd. – narzekają ludzie starsi na ulicach. Ale – jeśli spojrzymy na historię świata – to zauważymy, że na przestrzeni wieków ludzie zawsze narzekali, że dzisiejsze czasy są złe, że “dawniej, to…”, “za moich czasów, to…”. Często pakuje się zresztą do jednego worka zło i dobro. Bywa, że starsi, nieprzyzwyczajeni do współczesnych trendów, często narzekają po prostu na to, że pewne technologiczne rozwiązania są dziś inne, albo uważają, że dziewczyna “źle się prowadzi”, bo chodzi z chłopakiem za rękę. Mają prawo do swoich odczuć, ale to nie oznacza, że młodzi z słuchawkami, czy nieco inaczej ubrani muszą uchodzić za grzeszników. Tak samo patrzę na zmiany w liturgii, które tradycjonaliści często potępiają z wielkim hukiem, bo nie widzą w nich dawnego sacrum. Przepraszam bardzo, ale ja całe życie uczestniczę w mszach św. “watykańskich” i widzę w nich sacrum. To oczywiście inny temat, ale pokazuje, że istota tego, co święte, dobre i warte jest wciąż ta sama, nawet jeśli zmieniają się niektóre formy.
Żeby nie było: nie każdą formę uważam z resztą za dobrą. Jeśli krytykuje się dziś normalny model rodziny jako “tradycyjną” i przestarzałą formę życia i nauczaniu Kościoła przypisuje się winę z powodu patologii w postaci nadmiernego patriarchatu, czy gwałcenia dzieci przez zboczonych rodziców, to ja z takim punktem widzenia polemizuję.
Wracając do meritum: negatywne zjawiska zawsze były (w starożytności, średniowieczu, w nowożytności), zawsze były dzieciobójstwa, gwałty, rozboje, dewiacje itd. Ale niekoniecznie świat zmierza ku zagładzie. Ku zagładzie zmierzają raczej pewne cywilizacje, które się pojawiły, miały swój rozkwit i upadają (a przychodzą nowe). Cywilizacja łacińska jeszcze nie skruszała do reszty. Może i skruszeje, ale – skoro wierzymy w działanie Boga – nie musimy bać się o Kościół. Może po prostu chrześcijaństwo będzie miało na tym świecie nieco inne struktury i wyznawców? Jeśli cywilizacja lekceważy wartości, to jest to jej dramat. Tylko, że prócz zła, istnieje dobro – także we współczesności i możemy działać na rzecz zachowania tego dobra. To jest jakaś Nadzieja.
2) teorie postępu – ponieważ mamy prawo do nadziei, że świat się będzie zmieniał na plus, a co za tym idzie – do działania w tym celu. Niby mówi się, że “nadzieja matką głupich” i najmędrsi byli pesymistami, a jednak rozsądny optymizm bardzo pomaga (wystarczy spojrzeć na świętych, czy na Jana Pawła II). Chrześcijanie powinni być ludźmi nadziei. Jest natomiast jednak poważna różnica: chrześcijanie opierają swój optymizm na Bogu, wierze w możliwość dobrych zmian, nadziei i miłości, nie zaś na typowym dla lewicowych nurtów przekonaniu, że kolejne wieki przynoszą progres, a religia i własność prywatna ten progres hamują, toteż trzeba je ograniczyć bądź wyplenić. Liberałowie zaś – odrzucając wiele tez lewicowych, np. ten o rewolucji i własności – zgadzają się często z ocenianymi przez Pana negatywnie zjawiskami. W ocenie liberalizmu byłbym jednak nieco ostrożniejszy, niż w ocenie marksizmu, dlatego iż cenię sobie pluralizm. Mam świadomość, że dla niektórych tradycjonalistów jest to zgroza i zło, ale dla mnie oznacza on co innego niż “sfilmiona” przez lewicę “neutralność światopoglądowa”. Oczywiście całkowicie zgadzam się z Panem w kwestii ochrony życia poczętego i przywiązania do moralności chrześcijańskiej, a co za tym idzie – do uznania takich zjawisk, jak aborcja, pornografia, czy niewłaściwe modele seksualności, rozwody, zaniedbania wychowawcze itd. za grzechy i nieszczęścia trapiące współczesność. O ile jednak aborcja to dla mnie morderstwo, któremu trzeba się przeciwstawiać bezkompromisowo, o tyle przyznaję się do pewnej wyrozumiałości dla odmiennego niż chrześcijańskie myślenia o dziedzinie seksualności ludzkiej. Wolni ludzie podejmują swoje wybory i wierzący może komuś coś doradzić, a zarazem nie potępiać ani rozwodników, ani stosujących antykoncepcję znajomych. Pluralizm zakłada wolność wypowiadania się, dlatego – mimo iż homoseksualizm uważam za zboczenie i jestem przeciwnikiem przyznania im tzw. “praw” – mam poważne wątpliwości co do zabraniania komukolwiek w demokratycznym państwie zabierania głosu w świecie publicznym. Konstytucja gwarantuje prawo do pokojowych demonstracji i również homoseksualiści mają do tego prawo. Jedyny argument, który w jakiś sposób usprawiedliwia zabranianie demonstracji, to świadomość, że z niepożądanymi treściami mogą zetknąć się dzieci. Ale czy Kaczyński zabraniając parady w Warszawie zrobił to z tego względu? Istnieją inne drogi sprzeciwu, np. kontrmanifestacja (ale nie taka, którą urządzają młodzi Wszechpolacy i nacjonaliści z NOP, czy ONR).
Powyższy pogląd na temat organizowania demonstracji wynika stąd, że jestem zwolennikiem demokracji. Demonstracji można zabronić, jeśli jej uczestnicy są szczególnie agresywni, ale byłoby to hipokryzją, jeśli tolerujemy przy tym na pół neofaszystowskie grupy. Uważam natomiast, że nie musimy spuszczać głowy wobec lansowania “praw” homoseksualistów i
“praw do przerywania ciąży”. W duchu miłości, nie zaś nienawiści, chrześcijanie powinni opowiadać się za wartościami w życiu społecznym i przepisach prawnych.
27 lut 2010 @ 19:57
c.d.
.
Jeśli Pan przeprosił za długi wpis, to wypada mi uczynić to samo. Zgadzam się jednak, że blog jest po to, by wyrażać poglądy. Ci zaś, którzy mają ochotę i cierpliwość – przeczytają
We wcześniejszych przemyśleniach skupiłem się na ocenie sposobów patrzenia na świat, nie wyczerpując oczywiście tematu. Teraz natomiast krótko odniosę się bardziej do Pana wpisu.
Otóż (biorąc pod uwagę, że świat ma też piękne barwy), ciężko mi się nie zgodzić z większością Pana zastrzeżeń. Wręcz przeciwnie – generalnie zgadzam się z Panem. Wyróżniłbym natomiast 4 punkty, w których jestem skłonny polemizować:
1)Mówiąc o chłopakach, “którzy dawniej chcieli być jak rycerze”, a dziś są na ogół nieodpowiedzialni, z pewnością miał Pan na myśli stosunek do płci przeciwnej. Mam tylko drobne “ale”. Otóż – jak mówiłem – ludzie często idealizują rycerskość postaw w wiekach minionych. Dawniej też różnie bywało. Oczywiście istniały szlacheckie ideały, a ludzie – zarówno “z dobrych domów”, jak i ze wsi – bardziej liczyli się z wiarą i tradycją. Panowały więc różne konwenanse, chłopiec i dziewczyna nie od razu przechodzili na “ty”, panie całowało się w rączki, a seks przedmałżeński był jeszcze bardziej nie do pomyślenia niż dziś. Dla niektórych. Konwenanse przykrywały często inne strony ludzkiej natury (patrz: karnawał w średniowieczu). Z pewnością w niektórych epokach społeczeństwo było bardziej konserwatywne. Słychać to we wspomnieniach ludzi starszych. Ale pamiętajmy, że przed “rewolucją” lat 60. była już “rewolucja” Oświecenia. Życie niesakramentalne zawsze się zdarzało. Siła konwenansów sprawiała, że rozwieść było się trudniej, ale czyż nie było zdrad? I czy Jasio nie bił Jadźki?
2)”kiedy Polska mogła na zawsze (w każdym razie na stulecia) zostać Narodem Kochającym swe dzieci i szanującym życie (…) nasze dwie partie (…) postsolidarnościowe – skutecznie utrąciły głowę temu najpiękniejszemu polskiemu zrywowi”.
Po pierwsze: skąd Pan wie, że całkowity zakaz aborcji utrzymałby się na zawsze i nie wywołałby gwałtownych protestów? Większość społeczeństwa popiera obecny zapis, trochę mniej – popiera liberalizację zapisu, jeszcze mniej – całkowity zakaz aborcji. Gdybym był posłem, głosowałbym za całkowitym zakazem. Z drugiej strony: choć organizacje proaborcyjne wyolbrzymiają obecny problem podziemia aborcyjnego w porównaniu ze skalą “legalnych” aborcji w krajach, które na nią zezwalają, to nie wiem, czy te podziemie nie byłoby jeszcze większe przy całkowitym zakazie aborcji. Po drugie: krytykując PiS i PO musimy pamiętać, że znaleźli się w tych partiach posłowie, którzy głosowali za konstytucyjną ochroną życia od poczęcia do naturalnej śmierci (w PiS-ie było ich nie tak mało, nie był to tylko Marek Jurek).
3) Nie oceniałbym tak jednoznacznie negatywnie jak Pan, że idea budowania cmentarzy dla zwierząt jest odznaką degeneracji. Sam bym, co prawda, nie chciał zajmować się czymś takim, ale czy to jest takie złe? Może tak, jeśli niektórzy (może nawet większość chowających tak zwierzęta) stawiają w ten sposób zwierzę na równi z człowiekiem. Ale jak ktoś usypie kopiec pojedynczemu zwierzęciu na wsi i zasieje na nim kwiaty, czy postawi tabliczkę, to już od razu wydaje się to mniej dziwne i nie widzę przeszkód, by upamiętnić ukochanego psa. A może ludzie żyjący w metropoliach też mają takie potrzeby, tylko nie mają jak ich zrealizować, więc decydują się na pochówek zwierzęcia na cmentarzu?
28 lut 2010 @ 23:12
Szanowny Panie Krzysztofie,
Bardzo dziękuję za Pana wpisy. Nawiązaliśmy rozmowę ciekawą z psychologicznego punktu widzenia, ponieważ spotkał się rasowy pesymista z prawdziwym optymistą.
Każdy optymista przeżywa chyba czasem chwile załamania, kiedy ma wrażenie, że nie ma po co żyć i wszystko jest godne pożałowania. Myślę, że jest to dla niego ogromnie nieprzyjemne doświadczenie, bo przecież na co dzień pogodnie patrzy na świat.
Pesymiści mają życie raczej smutne, patrzą na świat ponurym wzrokiem i łatwo popadają w zgorzknienie. Jednak i oni mają przebłyski: czasem pomyślą: “Cholera, jednak to wszystko nie jest takie złe…” – i są to bardzo miłe refleksje. Dlatego właśnie wdzięczny jestem za takie Pana słowa, jak: “Cywilizacja łacińska jeszcze nie skruszała do reszty”, “Świat ma też piękne barwy”… proszę mi wierzyć, że naprawdę chciałbym myśleć tak, jak Pan – i mam nadzieję, że ma Pan rację.
Czy jednak tak jest w rzeczywistości? Często podawany jest oklepany już nieco przykład na to, jak upadek obyczajów i moralna degradacja prowadzi całe państwa do zagłady. Przykładem tym jest oczywiście Imperium Rzymskie, choć wyróżnić można także Sodomę, Gomorę, a nawet naszą Najjaśniejszą. Ma Pan więc rację, że nasze czasy nie są pierwszymi, w których świat ulega gniciu. Wraz z upadkiem Rzymu Europę zalały barbarzyńskie plemiona, z których wykształciły się współczesne narody. Były one jednak, mówiąc oględnie, niedorozwinięte pod względem nauki, medycyny itp. – dlatego w średniowieczu, które się rozpoczynało, tak wiele ludzi padało ofiarą chorób, epidemii, wojen… była to epoka, w której każdy nosił śmierć w plecaku ze świadomością, że w każdej chwili to ona może go ponieść. Dlatego, przypuszczam, w owych czasach ludzie żyli “pobożniej”.
Niestety, w dobie Odrodzenia, wraz z wielkimi odkryciami w geografii i w nauce, wraz ze schizmą zachodnią – na europejskie dwory poczęło wkradać się zepsucie i deprawacja. A, że ryba psuje się od głowy – zaczęło ono spływać coraz niżej i niżej… aż przyszedł 1789 i masz: rewolucja we Francji. Szambo się rozlało. Odtąd czarne stało się białym, białe czarnym, wstyd chlubą, zło dobrem, a Dobro (czystość, skromność, wierność, prawość, indywidualność…) – “obciachem”. Ton światu zaczęły nadawać indywidua bez czci i wiary, bez żadnych zasad, które, żyjąc w rozpuście i dennej upadłości, spotykały się w masońskich lożach na “dysputy o cnocie”. Voltaire, Rousseau.. koronowane łby: Fryderyk II, Katarzyna II, Poniatowski…
Od tamtej chwili to postępuje. Dwaj bracia bliźniacy, jeden czerwony a drugi brunatny, którzy w XX wieku wypoczwarzyli się po obu stronach Polski, byli tylko pokłosiem tamtej rewolucji, która chciała wywalić Boga z życia człowieka, a ubóstwić jego samego. Tak więc hitleryzm, stalinizm… oraz wiele innych zbrodniczych ideologii, aż do rewolucji 1968 roku, która ostatecznie zmieniła Europę w burdel i trupiarnię – mają genezę złożoną i sięgającą daleko w przeszłość.
Zgadzam się więc, Drogi Panie Krzysztofie, że nie zaczęło się na naszych czasach. Lecz w naszych czasach właśnie jest to szczególnie niebezpieczne i trudne do odwrócenia. Dlaczego? Bo to bagno rozlewa się już bardzo szeroko, a to za sprawą nowoczesnych środków przekazu: telewizji, internetu, sieci komórkowych… byłem strażakiem i wiem, jak trudno jest powstrzymać błoto, które napiera z wielką siłą drzwiami i oknami. Współczesny człowiek zewsząd jest zalewany gnojem i zgnilizną. Kiedyś, na którymś z kanałów, w czasie przerwy jakiegoś filmu, nadawali pasmo reklamowe. W ciągu kilkunastu (paranoja…) minut tych reklam doliczyłem się DWÓCH, które nie “epatowały nagością”, jak to się ładnie dziś mówi. Zresztą, pornografia to tylko kropla w całym tym szambie.
Najgorsze jest to, o czym pisałem wyżej: kwestia wychowania młodego pokolenia. Abstrahując już od tego, że stoimy na krawędzi katastrofy demograficznej, no bo więcej niż dwójka dzieci to “obciach”, a “kobieta ma prawo realizować się w życiu zawodowym”, “nie będzie tracić czasu przy garach, bo musi spełnić się poprzez karierę” – abstrahując od tego, zwróćmy uwagę na to, co się dzieje z dziećmi, którym już łaskawie pozwolono przyjść na świat. Uczą się coraz gorzej, nie czytają praktycznie NIC (może poza jakimiś kolorowymi szmatami – stąd właśnie ów upadek rycerskości chłopaków, bo nie inspiruje ich już pan Wołodyjowski, ale “partnerzy Dody”), coraz powszechniejsza jest otyłość, cukrzyca (barwione, gazowane pomyje tudzież “hamburgery” w które zamiast mięsa wciska się sprasowany papier toaletowy), coraz większe problemy w szkołach (już nie mówię o koszach na głowie nauczyciela, ale wszyscy przecież pamiętamy tragedię Ani z Gdańska w 2006 roku…). Odpowiedzialność za to barachło spoczywa na nas wszystkich. Uproszczeniem byłoby winić za całe zło media. Odpowiadają “rodzice”, którzy wolą, proszę wybaczyć, grzać dupę w fotelu przed Baalem w kształcie pudła z anteną. Odpowiada chore państwo, coraz bardziej zresztą barbarzyńskie, stopniowo narzucające swój terror zdrowym rodzinom i szkołom. Nie wolno zlać najbardziej rozwydrzonych bachorów, małych sadystów… cyrk. Odpowiada wreszcie całe społeczeństwo, które na to pozwala.
Mógłbym tak rozwijać każdy z punktów mojej poprzedniej wypowiedzi. Odpowiem jednak jeszcze na dwa Pańskie stwierdzenia.
Otóź, primo: Pyta Pan: “Skąd Pan wie, że całkowity zakaz aborcji utrzymałby się na zawsze i nie wywołałby gwałtownych protestów?”. Wiem stąd, że do zmiany konstytucji potrzeba dwóch trzecich z liczby głosujących posłów. Innymi słowy: gdyby ten zakaz wprowadzono, to do jego uchylenia potrzeba by było 307 kreatur, które odważyłyby się otwarcie opowiedzieć za zabijaniem dzieci. Jestem gotów dać głowę, iż w ciągu najbliższych dziesięcio-, a może stuleci, byłoby to niemożliwe. Tyle lewackiego bydła nigdy się w Polsce nie dostanie do sejmu z prostego względu: jesteśmy Narodem do cna prawicowym. Już Stalin powiedział, “że pasuje [on] jak siodło do krowy”. Zauważmy, że SLD wygrywało wybory, dopóki było z nami szczere i pełniło rolę sierocińca dla ormowców, esbeków, sitw, mafii, bandytów, złodziei itp. Ale kiedy zaczęło się stroić w nienależne mu szmaty “prawdziwej lewicy”, kiedy wypieprzyli Millera, Oleksego, Jaskiernię, Janika, Dyducha, kiedy odeszli Rakowski, Urban, Jaruzelski – z dnia na dzień stało się skarlałym kuriozum, które o przetrwanie musi walczyć, ujadając głosami wyżelowanych, wyperfumowanych, niedouczonych gnojków. A i tak coraz bardziej się pogrąża.
I secundo: kwestia zwierząt. Wie Pan, może jestem staroświecki, ale… Franciszek Kucharczak napisał kiedyś słowa, które bardzo do mnie przemawiają: “Uczłowieczanie zwierząt zawsze kończy się zezwierzęceniem człowieka”. Po prostu mnie krew zalewa, jak widzę ludzi płaczących, jak zdechnie pies – a nie zauważających, że dziecko czeka na rozmowę… że może starej sąsiadce trzeba zrobić zakupy… że na PRAWDZIWYM cmentarzu, na grobie kogoś bliskiego, może trzeba posprzątać… choć mam surowe oceny o świecie, to jednak wierzę głęboko, że człowiek w swej pierwotnej naturze był i jest dobry, święty, że jest arcydziełem Bożych rąk, koroną stworzenia i najwspanialszym darem, jaki Pan Bóg nam daje. Już Adam to zresztą zauważył: kiedy nasz Stwórca stworzył i przyprowadził do niego wszystkie zwierzątka świata, on z niechęcią powiedział, że każde z nich ma nosić nazwę “istota żywa” i… zasnął pod drzewem. A kiedy Dobry Pan Bóg przyprowadził do niego Ewunię… zerwał się na równe nogi. Od razu odechciało mu się spać! “Ta jest dopiero ciałem z mego ciała i kością z moich kości!” – krzyknął, patrząc z zachwytem na jej śliczne ciało i na oczy, patrzące nań nieśmiało spod bujnej grzywki.
Może jestem zacofany, ale ja też uważam, że człowiek jest najwspanialszym darem, że ma duszę, i tylko on może dawać i przyjmować Miłość drugiej osoby. Oto, dlaczego tak mnie wkurza traktowanie zwierząt jak ludzi czy choćby “mniejszych braci”, jak mówią niektórzy.
To by było na tyle. Na koniec czuję się w obowiązku podziękować raz jeszcze za Pańskie słowa do mnie skierowane. Obudził Pan we mnie tę, tak miłą dla pesymisty, myśl: “Może nie jest tak źle…”
1 mar 2010 @ 18:42
Panie Mirku, ja także chciałbym Panu podziękować za bardzo ciekawe analizy na kilka tematów.
Co do optymizmu i pesymizmu: wydaje mi się, że jestem specyficzną mieszanką optymisty i pesymisty. Stan pesymistycznego spojrzenia na rzeczywistość – nie tylko własną, ale i na świat – nie jest mi obcy, ja także bywam zgorzkniały, jako że pod względem temperamentu określiłbym siebie jako melancholika. Ale nie czystego melancholika, lecz z domieszką pozostałych temperamentów. Jestem nie tyle ponury, co refleksyjny. Z drugiej strony – jestem też niewątpliwie optymistą, od zawsze towarzyszy mi bowiem jakaś świadomość, że jest Światło, dzięki czemu przezwyciężam chwile rozterek. Ta nadzieja wiąże się w jakiś sposób z wiarą w Boga i przekonaniem, że mimo wielu mankamentów dnia codziennego, pełno w moim życiu szczęścia.
Przypuszczam też, że należę do innego niż Pan pokolenia, urodziłem się pod koniec lat 80. Sam jestem młody i może dlatego widzę w młodzieży dużo pozytywów. Poza tym patrzę na życie prze specyficzny pryzmat: moi przyjaciele też są na ogół ludźmi wierzącymi, przywiązanymi do Kościoła. Przyznaję jednak, że patrząc na kolejne pokolenia – dzisiejsze 15-latki i dzieci, jest coraz gorzej z ich wzorcami. Wydaje mi się (może to moje złudzenie), że ludzie urodzeni już po 1990 r. inaczej rozumują, niż znaczna część z 1988 r., czy z 1985. Zmiany w mentalności idą szybko i są dostrzegalne. O ile mój rocznik jest dzieckiem procesu liberalizacji, o tyle dzieci z 1995 r. to już ludzie, którzy nie pamiętają dzieciństwa bez Internetu. Zjawisko to zostało przez któryś z tygodników określone jako “pokolenie Youtube” (można by użyć też określenia: “pokolenie MP3″). Oczywiście starsza młodzież śmieje się raczej z gazetek typu “Bravo”, czytywanych przez dziewczęta w przedziale wiekowym 14-16. Nie znaczy to, że sami nie czytują “CKM-ów” itp. A jednak świat młodych nie składa się moim zdaniem wyłącznie z blokowych chuliganów, sadystów z piaskownicy i konsumpcjonistów, którym Mc’Donald jest domem. Słusznie Pan zauważa, że coraz mniej młodzieńców czytuje książki, ale i pod tym względem nie ma jeszcze tragedii zupełnej. Inna sprawa: jakie to książki.
Ciekawe są pańskie przemyślenia na temat średniowiecza i Oświecenia oraz analiza sytuacji politycznej SLD.
ŚREDNIOWIECZE, OŚWIECENIE itd.
“Wraz z upadkiem Rzymu Europę zalały barbarzyńskie plemiona, z których wykształciły się współczesne narody. Były one jednak, mówiąc oględnie, niedorozwinięte pod względem nauki, medycyny itp. (…) w średniowieczu (…) wiele ludzi padało ofiarą chorób, epidemii, wojen… była to epoka, w której każdy nosił śmierć w plecaku ze świadomością, że w każdej chwili to ona może go ponieść. Dlatego, przypuszczam, w owych czasach ludzie żyli “pobożniej””.
Jest to jakieś wytłumaczenie, choć z pewnością można też pokusić się o inne interpretacje silnej roli wiary w średniowieczu (np. musimy pamiętać, że kroniki z tego okresu tworzyli głównie mnisi, a wielu władców, biskupów i rycerzy prowadziło – w praktyce – życie światowe).
Pańska refleksja pozwala jednak zwrócić uwagę, że zarówno upadłe cywilizacje, jak i te nowo się rodzące mają swoje plusy i minusy. Mówiąc o Rzymie, czy dzisiejszym świecie zachodnim, często przytacza się: ogólne zepsucie, swobodę seksualną, homoseksualizm, relatywizm i ujemny przyrost naturalny. Niewątpliwie: wszystkie te czynniki osłabiają trwałość cywilizacji. W pewnym sensie rację mają niektórzy konserwatyści i postępowcy, zgodnie twierdząc, że zjawiska te są nieuchronną konsekwencją rozwoju cywilizacji. Przy czym konserwatyści dodają słowo “niestety” i gorszą się owymi zjawiskami, “postępowcy” zaś je popierają. Ci najbardziej szczerzy – anarchiści – jawnie zresztą głoszą upadek “istniejącego systemu”.
Jakie jest moje zdanie? Trzeba zachowywać wartości chrześcijańskie i bronić ich, z drugiej zaś strony należy również oddać sprawiedliwość dziedzictwu Oświecenia, które – prócz rewolucji i prześladowania religii – przyniosło też postęp naukowy i przyczyniło się do międzynarodowego uznania praw człowieka. Nie twierdzę, że te prawa wcześniej nie istniały, nie twierdzę, że uniknęliśmy wojen, nie twierdzę, że nie ma masonerii. Twierdzę zaś, że takie dokumenty, jak Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela były dobre.
Jak jest ze wcielaniem ich w życie? Dwojako. Minusy: coraz większa unifikacja i poprawność polityczna, łamanie praw nienarodzonych, propaganda przeciw “homofobii”. Plusy: rasizm jest powszechnie uznany za zły (a kiedyś, chrześcijańskie społeczności go akceptowały), kobiety mają prawo głosować i pracować, w niemal całej Europie nie ma kary śmierci (tu możemy się różnić zdaniami, ja jestem przeciwnikiem tej kary i w przeciwieństwie do marszałka Jurka zaliczam ją do cywilizacji śmierci, mimo, że popierają ją głównie konserwatyści, a zwalczają liberałowie i lewica – nie od zawsze). I może ktoś “niepoprawnie politycznie” stwierdzić, że antagonizm wynikający z dostrzegania odmienności, np. rasowej jest wpisany w ludzką naturę (moim zdaniem – zależy od człowieka), że naturalne jest siedzenie kobiety w domu (moim zdaniem macierzyństwo to dar Boga, ale do pracy kobiety też mają prawo) i że naturalnym odruchem jest karanie śmiercią morderców.
O, tak – w jakimś sensie może i naturalne. Ale czy dobre? Uważam, że zjawiska określone przeze mnie jako plusy były potrzebne. Te, które uważam za minusy, są niebezpieczne. Taki jest mój pogląd. Z pokorą przyznaję jednak, że być może mój kolega o lewicowych poglądach miał rację, mówiąc, że “to wszystko idzie w jednym pakiecie”. Bo homoseksualizm dewiacją jest i wolno nam to głosić, a jednak trzeba gejów szanować jak każdego, a nie rzucać jajkami. Paradoksalnie – dzięki spuściźnie Oświecenia (choć nie tylko) – mamy dziś demokrację, którą cenię.
Tu wielu konserwatystów mogłoby rzygnąć i powiedzieć: “No, to zobaczysz, przyjdą Azjaci i Arabowie i nas nauczą rozumu”. Tylko, że chwalone przez nich “czystsze moralnie” i silniejsze cywilizacje, są też bardziej rygorystyczne (czyli drastyczne) w karaniu niemoralności (np. kara śmierci za cudzołóstwo). W silnych cywilizacjach rządzą z reguły silni wodzowie, a z ich rozkazu – podbijane są inne ludy. Oczywiście nie usprawiedliwiam państw demokratycznych, wystarczy spojrzeć na politykę zagraniczną USA. Chodziło mi raczej o krytykę pochwał pod adresem “prawa natury” w cywilizacjach nieskażonych zniewieściałością. Prawo natury to darwinizm, zasada “Oko za oko, ząb za ząb”. Jak głosi Hammurabi: mordercy należy się śmierć, złodziejowi – odcięcie ręki. Chrześcijaństwo przynosi też kategorię miłosierdzia, przekraczając naturę. Wszak miłość nieprzyjaciół jest trudna do zrozumienia dla człowieka. A co do ludów średniowiecznych, Pan wymienił ich mankamenty, pobożność przypisując obawie śmierci. Reasumując: libertarianizm – nie, nadmierny konserwatyzm (purytanizm) – nie.
Tym razem to ja pesymistycznie poleciałem, więc dodam: Jest Dobro.
SYTUACJA SLD
“Tyle lewackiego bydła nigdy się w Polsce nie dostanie do sejmu z prostego względu: jesteśmy Narodem do cna prawicowym.”
Jesteśmy, to cieszy. Z drugiej strony: niemal w każdym kraju demokratycznym są wyrównane proporcje pomiędzy zwolennikami prawicy i lewicy, więc ten dualizm może być przyczyną nr 2. Już pomyślałem, że tym razem to Pan jest optymistą i że należy przypomnieć zwycięstwo SLD z 1993 r., gdy przeczytałem:
“(…)SLD wygrywało wybory, dopóki było z nami szczere i pełniło rolę sierocińca dla ormowców, esbeków, sitw, mafii, bandytów, złodziei itp. Ale kiedy zaczęło się stroić w nienależne mu szmaty “prawdziwej lewicy”, kiedy wypieprzyli Millera, Oleksego, Jaskiernię, Janika, Dyducha, kiedy odeszli Rakowski, Urban, Jaruzelski – z dnia na dzień stało się skarlałym kuriozum, które o przetrwanie musi walczyć(…)”.
To samo dostrzegają autorzy opracowań z dziedziny politologii, na ogół bliscy lewicy. Z tym, że oni patrzą na to z punktu widzenia lewicy: podkreślają, że wyzbycie się przez lewicę swojej tożsamości jest jej dramatem i trzeba lewicę odnowić. Na marginesie: podobny problem przeżywa europejska prawica, co trafnie zauważył “Gość Niedzielny” – wyrazisty jest tu przykład brytyjskiej Partii Konserwatywnej.
Esbecy i omowcy wymierają, a mafią może się opiekować także prawica, toteż SLD istotnie straciło dużą część elektoratu. Nie sposób jednak założyć, że lewicowe prądy na pewno nie zadomowią się w Polsce i nie znajdą znów uznania, tym bardziej, że wiele osób mówi o głodzie prawdziwej lewicy i jej społecznych haseł. Można natomiast śmiało obstawić, że chrześcijaństwo i konserwatyzm nadal będą trzymać się mocno.
Odejście z SLD dawnych baronów rzeczywiście zmieniło SLD, które nagle okazało swoje młode (nie tyle świeże, co zagubione) oblicze. Jednak klęska SLD zaczęła się już za rządów Millera (a więc, zanim go wywalili), a zdaniem samych lewicowców, to właśnie ten polityk zaczął owe “strojenie się w piórka prawicy”, poprzez nawiązywanie do tzw. “Trzeciej drogi”.
Kończąc swój niezmiernie dłuugi wpis, przesyłam serdeczne pozdrowienia.
1 mar 2010 @ 23:30
Panie Krzysztofie, muszę powiedzieć, że bardzo miło jest usiąść sobie wieczorem, przy kawie, do tak ciekawej rozmowy. Ja, biedny młynarz, czuję się jak uczestnik jakiejś inteligenckiej dyskusji!
Muszę jednak coś wyjaśnić. Mianowicie, mam zwyczaj rozróżniania pojęć, które w języku potocznym bywają ze sobą utożsamiane. Otóż uważam, że “lewak” nie jest jakimś pogardliwym określeniem człowieka lewicy. Lewackość to coś zupełnie innego; to zaraza, która nie dość, że z lewicą nie ma nic wspólnego, to jeszcze jest jej dokładną odwrotnością i tak pasuje do jej prospołecznych postulatów, jak pięść do nosa. Lub jako szmata do muzeum gobelinów, jak mawiał któryś kabareciarz.
Napisał Pan: “(…)Nie sposób jednak założyć, że lewicowe prądy na pewno nie zadomowią się w Polsce i nie znajdą znów uznania, tym bardziej, że wiele osób mówi o głodzie prawdziwej lewicy i jej społecznych haseł(…)”. Zgoda, ludziom w Polsce brakuje prawdziwej lewicy… czymże jednak jest ta lewica? Jest to opcja polityczna, która bardziej niż tradycję i pewne utarte schematy ceni sobie sprawy człowieka. Lewica troszczy się o ludzi biednych, wzgardzonych, wykluczonych. Proszę zwrócić uwagę na pewien paradoks: dosłownie ŻADNA z rodzimych i światowych organizacji, które myślą, że stoją na lewo od centrum – nie ma najmniejszych związków z lewicową wrażliwością. Przyznam szczerze, że ja nigdy nie deklarowałem się jako człowiek prawicy. Jestem bowiem po stronie ludu: uważam, że prości ludzie mają prawo, by ich chronić przed propagandą śmierci. Uważam, jak Witos, że nasza święta wiara jest naszym największym dobrem. “Nikt – pisał ów mąż stanu – nie wyrządziłby polskiemu chłopu większej krzywdy, niż ten, który by wydarł mu jego największy skarb, świętą wiarę katolicką” (cytat z pamięci). Twierdzę, że państwo musi chronić zdrową rodzinę, gdyż tylko ona tworzy zdrowe społeczeństwo. W małym dzieciątku, ukrytym w łonie mamy, dostrzegam istotę najbardziej kruchą i bezbronną, którą należy chronić wszelkimi sposobami, otoczyć Miłością i opieką. Uważam, że zasiłki dla bezrobotnych należy zmniejszyć do minimum, a podatek powinien być liniowy.
Proszę spojrzeć: moje postulaty to, zdawałoby się, czysta prawica. Ale czym one są podyktowane? LEWICOWĄ, SPOŁECZNĄ WRAŻLIWOŚCIĄ… przecież wiadomo, że nic tak nie demoralizuje, jak zasiłki za nicnierobienie. Swoją drogą, pensje obecnych ministrów są formą takiego właśnie zasiłku. W Polsce brakuje rąk do pracy! Czemu? Bo kilkunastoprocentowe stado wałkoni woli doić państwową kasę i brać pieniądze za leżenie bykiem od świtu do nocy. Gdyby ich pozbawić tego przywileju, musieliby wziąć się do roboty. A czy to nie jest postulat lewicy, żeby każdy miał dobrą pracę?…
Jestem, w przeciwieństwie do Marksa, niechętny podatkowi progresywnemu. Liniowy byłby bardziej sprawiedzliwy, bo ubożsi i tak płaciliby mniej, a bogatsi (pracowici) nie byliby karani za swoją przedsiębiorczość. Czy to nie wkomponowuje się w lewicową wizję świata?
Jestem za zniesieniem barbarzyńskich obciążeń finansowych wobec małych i średnich firm. Obecnie wszystkie podatki, ubezpieczenia itp. kosztuje pracodawcę więcej, niż pensja netto pracownika. Gdyby odciążyć pracodawców, chętniej przyjmowaliby oni ludzi do pracy.
Podsumowując: człowiek lewicy to, jak sama nazwa wskazuje, LEW, który walczy w obronie słabszych. Który podejmuje starania, by biedni dostawali więcej pieniędzy… za pracę, a nie za obijanie się. Bo to byłoby społecznie niesprawiedliwe wobec “ludzi pracy”. To ktoś, kto, idąc za porywem serca, potrafi wyłamać się z “konserwatywnego” (a więc prawicowego) społeczeństwa i rzucić mu w twarz, że jest skostniałe w swym przywiązaniu do tradycji i nie dostrzega dramatu ludzi przez siebie wzgardzonych i poniżonych. To ktoś, kto współczuje homoseksualiście jego choroby i pragnie mu pomóc się leczyć. To ktoś, kto broni niewinnych – a więc i to maleńkie życie poczęte.
Mnie samego dziwi tak wielki paradoks, ale jeśli przyjrzymy się lewicowym postulatom i dokładnie je rozważymy, to po prostu musimy dojść do powyższego wniosku. Wobec tego, nie musimy się obawiać prawdziwej lewicy.
Natomiast to, co obecnie “lewicą” się nazywa, jest tylko… sam już nie wiem, jak to nazwać… lewacką, pseudolewicową sitwą. I takowa (a nie prawdziwa lewica!) w Polsce raczej nie przejdzie. Genialnie na ten temat napisał Rafał Ziemkiewicz. Proszę nie myśleć, że czytam wyłącznie artykuły pióra tego autora… cóż mogę poradzić, że akurat te uważam za bardziej godne polecenia niż inne? Zachęcam do przeczytania:
http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/01/09/krytyka-polityczna-%e2%88%92-nowy-establishment-a-nie-%e2%80%9eprawdziwa-lewica%e2%80%9d/
Panie Krzysztofie! Już drugi raz napisał Pan, że jest Pan demokratą i ceni Pan ten ustrój. Ja osobiście nie jestem do niego aż tak przekonany. Jak wspomniałem, jestem po stronie ludu, więc teoretycznie powinienem też popierać demokrację. Ale jestem przede wszystkim Z ludu – a Polacy zawsze byli sercem oddani swemu królowi. Gdyby pojawił się, co jest oczywiście nierealne, prawowity spadkobierca tronu polskiego – stanąłbym wiernie przy prawowitym władcy. Tak, jak stawali moi przodkowie, którzy uginali się pod jarzmem szlachty i nieraz przeciw niej stawali, ale króla Kochali. Tak więc jestem wewnętrznie rozdarty między demokracją a rojalizmem.
Między lewicą a prawicą również. Pan Bóg przyozdobił moje usposobienie lewicową wrażliwością na dobro człowieka, ale obdarzył mnie też bezkompromisowym tradycjonalizmem. Nie “konserwatyzmem”, bo to pojęcie szerokie, ale ortodoksją. Jestem tym człowiekiem, który potrafiłby się wyrwać ze skostniałego społeczeństwa i zaopiekować się upadłą dziewczyną, ale równocześnie sam tkwię w tym społeczeństwie bardzo głęboko.
Wydaje mi się, że człowiek taki jak ja, ze styku lewicy i prawicy, z pogranicza demokracji i rojalizmu – to po prostu LUDOWIEC. (nie mylić z PSL-owiec, bo się obrażę!)
Chciałem dokonać analizy, czym jest lewica i co ją różni od lewackości. A wyszło, że rozpisałem się głównie o sobie. Mam nadzieję, że zostanie mi to wybaczone. Ciekaw jestem czy Pan Krzysztof zgadza się z moimi przemyśleniami? Bo oto doszliśmy do wniosku, że dwa bieguny sfery światopoglądów to wcale nie lewica i prawica (bo to opcje w gruncie rzeczy podobne i wzajemnie się uzupełniające), lecz Cywilizacja Życia ukierunkowana na dobro człowieka, na dobre, piękne i radosne Życie – i kontrkultura śmierci, ukierunkowana na przepaść bez dna.
1 mar 2010 @ 23:47
Gdyby ktoś miał ochotę poczytać – na temat polskiej historii napisałem kiedyś dłuższy komentarz. Jest on odpowiedzią daną niejakiemu Michałowi. Zamieszczam go poniżej. Pozdrowienia dla Pana Krzysztofa!
1 mar 2010 @ 23:52
@Michał
“Polska od 996 [raczej od 966?] roku jest narodem chrześcijańskim, przez stulecia słynęła z tego, że była narodem wszechobecnej tolerancji religijnej. To właśnie za sprawą takiego postępowania nasz kraj rozwijał się bardzo szybko, a wręcz błyskawicznie. Gdy całe narody wypędzały innowierców my ich przyjmowaliśmy z ogromnym szacunkiem i zrozumieniem.”
Generalnie zgadzam się z Panem. Warto o tym pamiętać dzisiaj, kiedy “polskiemu ciemnogrodowi”, czyli nam, usiłuje się wmawiać różne rasizmy, nacjonalizmy, antysemityzmy, ksenofobie itd.
Prawda jest zupełnie inna: w historii Polski wszystkie te “izmy” i “fobie” wcielali w życie, z fatalnym skutkiem, wszelkiej maści “ludzie lewicy”. Oto, dlaczego tak myślę:
Począwszy od Unii w Krewie, a następnie w Lublinie, Rzeczpospolita była wspaniałym, wielonarodowym Państwem, Przedmurzem Chrześcijaństwa, krajem sercem i duszą oddanym Ojcu Świętemu, ale i przytułkiem dla Izraelitów, dla rozwijającego się protestantyzmu, a także dla Tatarów w Wołochów wyznających islam. Na Rusi złote kopuły cerkwi mieszały się ze strzelistymi wieżami kościołów katolickich i ormiańskich. Dlaczego taki kraj musiał upaść? Wielu historyków, zdaje się endeckich, było zdania, że zgubiła je ta wielonarodowość, to znaczne przesunięcie granicy na wschód, “gdzie bezużytecznie zainwestowano kapitał i pracę oraz osiedlono milionową rzeszę Polaków, która uległa wynarodowieniu. W ten sposóv największa nasza tężyzna, sam kwiat inicjatywy, energii i czynu wchłoniętych zostało w ciągu wieków przez Litwę i Ruś” (za: Wielki Atlas Historyczny wyd. Demart Warszawa 2004).
Osobiście nie zgadzam się z tym twierdzeniem i uważam je za usprawiedliwianie poniesionej przez nasz Naród klęski. Za katastrofę rozbiorów, jak mi się wydaje, winę ponosi wyłącznie szlachta i jej sarmacka kultura. Warcholstwo, zarozumialstwo i pycha, która w Litwinach widziała “boćwinków”, w naszych braciach Rusinach obywateli trzeciej kategorii, a w Kozakach i chłopach “chamów”, doprowadzały do coraz większych klęsk. W sercach udręczonych biedaków, złamanych ciężarem pańszczyzny i wyzysku, kumulowała się rozpacz i nienawiść. Zamiast braterskiej Miłości w Rzeczypospolitej podnosiła głowę wzajemna wrogość, czego najsmutniejszym przykładem były bunty chłopskie, powstania kozackie i historyczny kataklizm 1667 roku, kiedy to odpadło od Rzeczypospolitej pół Rusi, od Smoleńska po Kijów. Nie łudźmy się: OUN-UPA to tylko rezultat tego, że tymi nieszczęśliwymi Ukraińcami wszyscy (nie wyłączając naszej szlachty) przez stulecia pomiatali bez litości. Rzecz jasna, nie usprawiedliwiam tu zbrodni wołyńskiej! Ale do rzeczy.
Co należało robić? Wziąć “ichmościów” za pysk i od razu utworzyć Wielkie Księstwo Ruskie, przekształcająć Rzplitą z “Obojga” w “Trojga” Narodów. Trzy Narody: Polski, Litewski I Ruski, jako równe w prawach i gdności, jak przystało na Boże Dzieci, zawsze razem by stawały do walki i dziś bylibyśmy wielkim, chrześcijańskim mocarstwem, w którym nawet by do głowy nikomu nie przyszło podnieść rękę na maleńkie, bijące w łonie mamy Serduszko.
Cholera!
W czasie pierwszej wojny światowej mieliśmy dwie koncepcje przyszłej Polski:
1. Romana Dmowskiego, który proponował jej utworzenie znacznie usczuplonych granicach, zamieszkanych “przez ludność rdzennie polską”. Miało to – Jego zdaniem – zapewnić państwu obywateli wiernych, zaangażowanych, ściśle skupionych wokół Sprawy Polskiej. Mniejszości narodowe miałyby ulec polonizacji.
Mimo całego szacunku i czci, jaką mam dla Romana Dmowskiego – uważam, że spełnienie tej koncepcji nie uchroniłoby II RP od katastrofy. Wyrzeczenie się Kresów Wschodnich, któe są większą połową duszy naszego Narodu, a także przymusowa polonizacja bratnich, zamieszkujących nasz kraj nacji – tylko na nowo rozpaliłoby płomień waśni i niezgody, przyczyniając się do osłabienia państwa. Dodajmy, że to głównie przez niechęć do mniejszości narodowych zginął Prezydent Gabriel Narutowicz, co nie przyniosło chluby naszemu Narodowi, który nigdy nie targał się na życie swych władców.
2. Józefa Piłsudskiego, który z kolei proponował utworzenie wielkiej federacji Międzymorza, od Zalewu Fińskiego po Morze Azowskie, od Łaby po Don, od Gdańska po Macedonię.
Tę koncepcję uważam wprost za genialną. Bylibyśmy wreszcie prawdziwą Rzecząpospolitą, wielką, chrześcijańską wspólnotą Narodów Słowiańśkich, równych w prawach i w godności. A kto wie, może nawet połączone nasze armie wyzwoliłyby Rosjan z krwawych pęt tej czerwonej poczwary, tej antyrobotniczej, antyreligijnej i antyludzkiej kreatury, z tej prostackiej, ciemnej bandy kołchoźników i sowchoźników utrzymujących się przy władzy tylko dzięki temu, że ich ręce po ramiona umazane były krwią własnych rodaków.
A po drugiej wojnie światowej… teraz wyjaśnię, dlaczego ksenofobia to specjalność lewackiej trzody. Zgadzamy się chyba wszyscy, że komuniści byli raczej z (ch)lewa niż z prawa. A czyż to nie oni wcielili w życie (idiotyczne skądinąd) hasło “Polska dla Polaków”? Czy to nie oni zaprzedali ogromne połacie dawnej Rzeczypospolitej pokracznemu, nieludzkiemu pseudopaństwu? Czy to nie oni wydali miliony obywateli na pastwę czerwonego ludojada? Czy to nie oni wyrzucali ludzi (choćby Łemków) z ich mieszkań i wywozili wgłąb kraju, celem wynarodowienia? Czy to nie oni burzyli prześliczne cerkwie i zabraniali stawiać kościołów? Czy to nie oni w latach 60. nie prześladowali wielu zasłużonych i wybitnych obywateli dlatego tylko, że byli pochodzenia żydowskiego? Czy to nie oni de facto zniszczyli i zdemoralizowali nasz Naród do cna poprzez rozpijanie go, dawanie pieniędzy warchołom uchylającym się od pracy i uczeniem cwaniactwa? Czy to wreszcie nie oni plują nam teraz w twarz, że jesteśmy tacy “nieeuropejscy”, czy nie dążą do tego, żeby Polacy rozmyli się w odrażającym bagnie “obywateli świata”? Kto tu kogo nienawidzi? Kto tu cierpi na fobie i obsesje?
Jakieś tysiąc lat temu Unia Europejska byłaby szczytem moich marzeń. Odbudowalibyśmy największe antyczne imperium, jakim było Cesarstwo Rzymskie, uratowalibyśmy Bizancjum i wokół Morza Śródziemnego rozciągałoby się, powiększone o państwa Słowian I Bałtów, największe mocarstwo wszech czasów, tym silniejsze, że już nie tylko ogniem i mieczem, ale nade wszystko znakiem Krzyża Świętego bronione.
Ale w dzisiejszych czasach? Co my mamy wspólnego z Europą Zachodnią? Abstrahuję od tego, że po wejściu do unii (nie mam zamiaru pisać z szacunkiem o tej organizacji) wszystko zdrożało, ale co nam to wejście dało? Mieszają nas z błotem na forum swych instytucji, oskarżają o współudział w zagładzie Żydów, o “Polskie obozy koncentracyjne” i o to, że na naszych ulicach nie jesteśmy narażeni na widok obściskujących się “osób tej samej płci”.
Marzeniem moim było wskrzesić dawną Rzeczpospolitą: powołać do życia unię państw Europy Środkowo-Wschodniej. Niestety, w obecnej sytuacji geopolitynej to mrzonki. Rany zadane przez poprzenie pokolenia nie zabliźnią się prędko i między naszymi nacjami długo będzie wznosił się mur niezgody. Zresztą… lata komunizmu zrobiły swoje: Słowianie są chyba najbardziej ze wszystkich narodów ubabrani krwią nienarodzonych Dzieci, nasza Słowiańska Dusza, otwarta i ciepła, gdzieś zniknęła, rozpłynęła się w morzu wzajemnej niechęci i zapalczywości…
Rację ma chyba P. Red. Rafał Ziemkiewicz, który uważa, że Naród Polski już nie istnieje. W jednym z ostatnich felietonów napisał, że to, co po wojnie zostało z naszego chrześcijańskiego, pełnego energii i inicjatywy Narodu, to tylko opłakana gromada “ogłupiałych niedobitków”.Obserwując szerzące się cwaniactwo, nieróbstwo, snobizm, pasywność – serce się kraje, ale trzeba przyznać rację…
Ks. Tomasz Horak w “Gościu Niedzielnym” napisał kiedyś, że Nadzieja znaczy to mieć nadzieję wbrew nadziei. Ponieważ nadziei już nie ma, ja proponuję tym bardziej mieć nadzieję, by Pan Bóg się zmiłował i oświecił ten biedny, ślepy świat, by ratował nasze rodziny, nasze dzieci i nasze narody, nas wszystkich. Módlmy się i mimo wszystko miejmy tę Nadzieję, którą nam daje – przeżywamy przecież Adwent, czas radosnego oczekiwania ca spełnienie Bożych Obietnic.
Troszkę się rozpisałem… pozdrawiam wszystkich. Powodzenia, Panie Marszałku.