Luty 2010
Miesiąc
Przykrywki państwa POPiS
W potocznym języku naszej zdegradowanej polityki występuje często pojęcie „przykrywania” faktów, czyli odwracania uwagi opinii publicznej od rzeczy istotnych. W pewnym sensie taką „przykrywką” jest samo państwo POPiS, odwracające swymi namiętnymi awanturami uwagę Polaków od praw rodziny i wyzwania demograficznego, od strategicznych rozstrzygnięć ekonomicznych – zachowania lub porzucenia własnej waluty narodowej, od aktywnej polityki i budowy opinii chrześcijańskiej w Europie, od najpoważniejszego wyboru ustrojowego – między cywilizacją życia a kontrkulturą śmierci.
Samo państwo POPiS też ma swoje przykrywki. Przykrywki usprawiedliwiające koncentrację uwagi mediów na „polityce” POPiS-owych awantur i właśnie na przykrywkach. Taką rolę spełniała już sezonowa partia prof. Rosattiego, później Libertas, niedawno Stronnictwo Demokratyczne. Media czuły się zdyspensowane od informowania o kampanii Prawicy Rzeczypospolitej, bo kibicowały wizytom Lecha Wałęsy na kongresach Libertasa albo sprzedaży kamienic Pawła Piskorskiego.
Przykrywki od małych partii różnią się tym, że szybko mogą stać się ogromne, na skalę PO i PiS. Właśnie dlatego zajmują się nimi media. A gdy kończy się ich wirtualna potęga – rozwiewają się jak zasłona dymna. Znikają, odegrawszy swoją rolą – hamując rozwój działań realnych. Na tym przede wszystkim polega kompletna nieodpowiedzialność ludzi, którzy pomagają je montować.
Friedman – ku refleksji
Dziś (czyli we czwartek) na KUL, w klubie „Vade mecum”, będę uczestniczył (o 15.00) w debacie o „Następnych 100 latach” George’a Friedmana. Książkę tę można czytać ku pokrzepieniu serc (Polska będzie mocarstwem!), ale ja proponuję lekturę świadomą konwencji gatunku. Friedman to ani Sienkiewicz, ani Wernyhora, jego książka to nie wróżby, tylko ogólna prognoza, gdzie zapowiadane wydarzenia służą zilustrowaniu czynników, które będą rzutować na politykę nadchodzącego czasu. A właśnie na czynniki warto zwrócić uwagę.
Najważniejsze założenie Friedmana to nieprzemijająca – a u nas tak lekceważona – rola państw narodowych i ich polityki. Choć będą istnieć nadal (i również powstawać) organizacje międzynarodowe, państwa narodowe będą ciągle prowadzić swoją politykę i to ona będzie decydująco wpływać zarówno na stosunki międzynarodowe, jak i na działanie międzynarodowych porozumień i zrzeszeń. Dla Polski nadal kluczowe pozostanie położenie na Nizinie Środkowoeuropejskiej, w przeciągu geopolitycznym między Niemcami a Rosją. I konieczność posiadania dźwigni geopolitycznej, podnoszącej znaczenie naszego kraju, zwiększającej nasze bezpieczeństwo wobec silniejszych sąsiadów. Jeśli Rosja będzie prowadzić politykę neosowiecką (a taka jest polityka Rosji Putina) – jedyną skuteczną dźwignią geopolityczną pozostaną dla Polski Stany Zjednoczone.
Co nie znaczy, że możemy politykę polską scedować na amerykańskich sprzymierzeńców. Friedman pisze, że jeśli „Rosjanom uda się opanować państwa bałtyckie i zdobyć znaczących sojuszników na Bałkanach, takich jak Serbia, Bułgaria czy Grecja – albo kraje środkowoeuropejskie, takie jak Słowacja – rywalizacja pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Rosją stanie się bardziej zajadła i groźna. Ostatecznie jednak nie będzie to miało większego znaczenia. (…) Polskie równiny północne staną się głównym rejonem konfrontacji, ale Rosjanie nie podejmą kroków militarnych” (ss. 139-140). Otóż to – rzeczy, na które Amerykanie patrzą z dystansem, dla nas mają znacznie najzupełniej egzystencjalne. W naszym przymierzu powinniśmy więc zawsze pozostawać partnerem samodzielnym, rozważnie decydującym o zakresie i polach zaangażowania.
Drugi niedoceniany czynnik to demografia. Obok siły militarnej i rozwoju gospodarczego – jest dla przyszłości narodów najważniejsza. Awans geopolityczny Turcji, Meksyku, Brazylii, degradacja Niemiec i Rosji, wewnętrzne problemy Stanów Zjednoczonych – będą efektem rozwoju albo dekadencji demograficznej. Friedman nie pisze o znaczeniu demografii dla Polski. Tu, niestety, nie ma miejsca na prognozowanie samoczynnego postępu. O decydujący czynnik przyszłości – moralną i materialną jakość życia polskich rodzin – musimy sami zadbać.
Przywileje ubeckie przed trybunałem Konstytucji
Jutro Trybunał Konstytucyjny ma dokonać ostatecznej oceny zmniejszenia ubeckich przywilejów emerytalnych. Na pierwszym posiedzeniu Trybunał nie był w stanie podjąć w tej sprawie żadnej decyzji, ponieważ połowa sędziów uznawała, że pieniądze pobierane za działalność w bandach UB-SB to prawa słusznie nabyte. Ustawa zmniejszająca te przywileje idzie i tak znacznie bliżej, niż założenia projektowanej przeze mnie (jeszcze gdy byłem wiceprezesem PiS) ustawy antyubeckiej. Zakładała nałożenie na wszystkich, którzy działali w UB-SB, obowiązku złożenia pełnego zeznania Prokuraturze IPN na temat całej posiadanej wiedzy na temat działalności aparatu bezpieczeństwa PRL (łącznie z ujawnieniem własnej agentury), pod rygorami odpowiedzialności karnej. Zakładała także uznanie działalności UB-SB za skierowaną przeciw niepodległości Polski i zniesienie jakichkolwiek uzurpowanych na tej podstawie „praw”.
Jutro od sędziów Trybunału Konstytucyjnego dowiemy się nie tylko co będzie z przywilejami ubeckimi, ale czym w świetle Konstytucji z RP 1997 był PRL w swych najbardziej antypolskich funkcjach. Poprzednie posiedzenie jasno pokazało jak niejasne jest stanowisko Konstytucji w tej kwestii. Teraz więc Trybunał Konstytucyjny nie tylko osądzi przywileje ubeckie, zweryfikuje również doktrynę państwową zawartą w obecnej ustawie zasadniczej.
Zaproszenie
Jutro (wtorek) występuję o 8.07 w Radio Wnet (na częstotliwości 106,2 FM w Warszawie i w internecie).
Gorzej na Woronicza
Anita Gargas została odwołana ze stanowiska wicedyrektora TVP1 za emisję filmu o Jaruzelskim „Towarzysz generał”. W TVP – dwadzieścia lat po odzyskaniu niepodległości – ciągle można mieć problemy za nadawanie antykomunistycznych programów. Antykomunistycznych – dodajmy – materialnie, bo w istocie po prostu pokazujących prawdę historyczną. Dzieje się to w telewizji, kierowanej przez ludzi związanych z PiS i SLD. Trudno dziś powiedzieć czy w polityce PiS było więcej cynizmu czy naiwności. W imię porozumienia z SLD wyrzucano z TVP takich ludzi jak Krzysztof Nowak i takie programy jak „Kwartet teologiczny”. Czy poświęcano ich z nadzieją, że mimo to TVP nadal, w inny sposób, będzie realizować swoje zadania w zakresie upowszechniania wartości kultury narodowej? Czy chodziło tylko o to, by mieć wpływ na programy informacyjne w perspektywie nadchodzących wyborów prezydenckich? Usunięcie Anity Gargas pokazuje, że jedynie o to drugie.
Anita Gargas dołącza dziś do dość długiej listy dziennikarzy, którzy często byli atakowani jako prawicowi, a z telewizji publicznej zostali usunięci przez PiS-owską władzę. Oczywiście wiem, że tego nie chcieli. Na tym właśnie polega naiwny cynizm ludzi, którzy myślą, że łamiąc zasady będą „skuteczni”.
Zaproszenie
Jutro (sobota) po godz. 14.10 występuję w „Babilonie” TVN-24.
W niedzielę o 10.55 występuję w „Kawie na ławę” TVN (powtórka w TVN-24 o 18.25).
Zaproszenie
Jutro (piątek) występuję o 7.15 w „Sygnałach dnia” radiowej Jedynki.
Nowy eurotest solidarności
Antypolskie represje na Białorusi nie ustają. Dziś znowu zatrzymano Angelikę Borys. Przez długie lata zwolennicy tolerancji dla reżimu Łukaszenki twierdzili, że polityka krytyki jego rządów „nic nie dała”. Teraz widzimy owoce odprężenia. Zresztą nie od dziś, bo już rok temu Łukaszenka skwapliwie wykorzystał przychylne mu gesty Unii Europejskiej (z wizytą ministra Sikorskiego na czele), by wyciszyć protesty wobec totalnej kontroli kampanii wyborczej i wyborów, które po raz kolejny potwierdziły jego monopol władzy. Pisałem o tym w „Niedzieli” dokładnie rok temu.
Dobrze, że w sprawie antypolskich prześladowań reakcje zapowiadają Parlament Europejski i eurominister spraw zagranicznych. Polska musi pilnować, żeby były to realne działania – dotkliwe dla władzy Łukaszenki, a nie dla kontaktów społeczeństwa białoruskiego z Zachodem. Jak zawsze polityka naprawdę oznacza pilnowanie by wszystko nie skończyło się na polityce pozorów i werbalnej pianie. Obrona Polaków na Białorusi to test solidarności dla Unii Europejskiej. Bruksela zdawać będzie egzamin ze zwiększenia unijnych kompetencji w zakresie polityki zewnętrznej. Polska musi odważnie stawiać wymagania i – uczciwą ocenę.
Zaproszenie
Jutro (we środę) występuję o 8.10 w „Kwadransie po ósmej” TVP 1.
Zaproszenie
Dziś (poniedziałek) o godz. 19.20 występuję jako „Gość Wydarzeń” w Polsat News.
Stoczyć walkę z NPL
W kampanii, którą podejmuję, zmierzyć się muszę z NPL – Narodową Ligą Polityków. Zbieżność nazwy z NBA, NFL i NHL jest nieprzypadkowa. Tak jak w Stanach sport, tak u nas politykę zdominowały komercyjne przedsiębiorstwa, grające (niestety u nas nie piłką, ale interesem publicznym) w ligach zbudowanych nie przez otwartą konkurencję, ale przez kooptację. W wyborach istnieje jeszcze (mocno wykrzywiona dystrybucją pieniędzy państwowych) konkurencja. Ale pole debaty publicznej określa kooptacja. Dla większej części mediów realne jest to o czym mówią politycy – a politycy mówią nawzajem o sobie. Dlatego jeżeli Prezydent i premier przed europejskim szczytem międzyrządowym zgodnie milczą na temat równości dopłat bezpośrednich dla rolników w Europie – problem w oficjalnej debacie publicznej przestaje istnieć. Podobnie jak kwestia nominacji kandydackich do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, czy związana z nim (a bardziej ogólna) kwestia polskiej polityki praw człowieka w Europie. Pojawiają się za to kwestie znacznie poważniejsze – haki, pauzy w komisjach śledczych, występy posła Palikota.
Co można w tej sytuacji zrobić? Przypomnieć sobie nauki Świętego Tomasza i Churchilla: nawet jeśli zabrakłoby nam instytucji i prawdziwych (łączących zasługi i kompetencje, doświadczenie i poświęcenie) elit – jest jeszcze nasz głos, zagłuszany i przemilczany, ale który wypowiemy w wyborach. Państwowe pieniądze NPL to tylko proteza tego, czym my dysponujemy: oparcia w realnej więzi społecznej, pracy i poświęcenia ludzi, zasad wyrastających z naszej kultury i rzeczywistości. Dlatego działamy, dlatego startuję i dlatego walczymy o sukces.
Racje kampanii
Dziś ogłosiłem decyzję o starcie w wyborach prezydenckich. Zgłosiłem swoją kandydaturę, bo mam obowiązek reprezentować ludzi, którzy mi ufają, którzy chcą, żebym kandydował, bo podzielają zasady, w które wierzę. Poparcie społeczne to zobowiązanie. Podobnie jak doświadczenie i przebyta droga polityczna. Nie zgadzam się ze skazywaniem Polaków na rolę kibiców rozgrywek państwa PO-PiS. Wierzę w zasady cywilizacji chrześcijańskiej i w wartość Państwa Polskiego. Wierzę – to znaczy jestem przekonany o ich aktualności i przyszłości. I wiem, że nie są „wartościami” do poprawiania naszego nastroju, ale rzeczywistościami, które potrzebują dobrej polityki i rozwoju, za który odpowiadamy.
Nie zgadzam się na politykę ignorującą prawa rodziny, co najwyżej robiącej parę gestów do „elektoratu o prorodzinnej wrażliwości”. Polacy bywają wyborcami, ale życie narodowe to przede wszystkim rodziny, kultura, ład moralny, gospodarka, siła państwa. Polityka ma je wspierać i chronić, a nie traktować w najlepszym razie jako „tematy”.
I wierzę w Polskę. W czasach, gdy na około wszyscy mówią, że mamy się zmieniać, dostosowywać – uważam, że powinniśmy pozostać sobą, bo w sobie mamy ogromny potencjał rozwoju. Nie w izolacji, ale z szacunkiem dla tego, co otrzymaliśmy od Opatrzności. Byle nam się chciało chcieć…
Nasz Facebook
Internet to nasza przestrzeń wolności – w czasach gdy media coraz bardziej dostosowują się do mechanizmów oligarchicznego państwa. Dlatego założyliśmy stronę Prawicy Rzeczypospolitej w popularnym serwisie Facebook, by naszym Przyjaciołom i Sympatykom stworzyć jeszcze jedno forum informacji, spotkań i dyskusji. Będzie tam można znaleźć wiadomości o naszej działalności, a także odnośniki do bardziej szczegółowych informacji. Jest już na niej zarejestrowanych 120 sympatyków (dla porównania PO – 788, PiS – 156, SLD – 64, PSL -40), wiec wystartowała nieźle. Wszystkich zapraszam!