W ubiegłym tygodniu zrobiłem dużą trasę po kraju: Płock-Paradyż (w Lubuskiem)-Opalenica-Sandomierz-Rzeszów i z powrotem na Mazowsze. Stąd milczenie (które mi słusznie wyrzuca sympatyk). Zakończeniem trasy było powołanie w Warszawie Samorządowej Wspólnoty Prawicy, porozumienia środowisk społecznych z udziałem Prawicy Rzeczypospolitej dla wyborów wojewódzkich w całym kraju oraz dla wsparcia wyborów do powiatów, miast i gmin tam, gdzie miejscowe środowiska będą chciały z tego skorzystać. A im bliżej wyborów, tym zachłanniej partyjna oligarchia patrzy na samorządy. Ostatnio miały tu miejsce trzy znamienne wydarzenia. Odwołanie ze stanowiska prezydenta Częstochowy Tadeusza Wrony (przez zgodną koalicję PO-PiS-SLD), odwołanie ze stanowiska prezydenta Łodzi Jerzego Kropiwnickiego (przez PO-SLD) i odwołanie Macieja Eckardta ze stanowiska wicemarszałka województwa Pomorsko-Kujawskiego. Wicemarszałka Eckardta odwołano po prostu za to, że sceptycznie wypowiedział się (jako publicysta i obywatel) o polityce i szansach wyborczych prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Trzech niezależnych samorządowców usunięto, bo w swoich środowiskach stanowili alternatywę dla partii establishmentu. 

Jeżdżąc po kraju często spotykam wśród wójtów obawy, że ich zbytnia samodzielność polityczna może odbić się niekorzystnie na relacjach z – formalnie samorządowymi, faktycznie partyjnymi – władzami województw. Powszechna jest obawa, że władze wojewódzkie w polityce inwestycyjnej zamiast zasadami zrównoważonego rozwoju regionów – kierują się preferencjami politycznymi. Zasadniczym celem Wspólnoty musi więc być samorząd organizujący oddolny wysiłek społeczny, a nie używany przez partyjne centrale jako narzędzie kontroli społecznej.