Oświadczenie Jarosława Kaczyńskiego o starcie w wyborach prezydenckich to raczej prezentacja okoliczności decyzji, niż deklaracja wyborcza. I trudno dziś od niego czego innego oczekiwać. Media napisały, że chce w wyborach wystąpić jako wykonawca testamentu Wszystkich Ofiar katastrofy smoleńskiej. Tak usłyszałem to w radio wracając z pogrzebów Staszka Zająca i Arama Rybickiego. Niestety, media już „podkręcają”; w istocie prezes PiS napisał po prostu, że „musimy dokończyć Ich misję. Jesteśmy im to winni, jesteśmy to winni naszej Ojczyźnie. Choć pogrążeni w bólu i żałobie, związani wieczną pamięcią o stracie, mamy obowiązek wypełnić Ich testament”. To stwierdzenie oczywiste. I zadanie do wykonania dla wszystkich kandydatów, bo wszyscy tam straciliśmy Przyjaciół, Kolegów, ludzi, którzy nas wspierali, ale też ludzi, z którymi się spieraliśmy (choć oczywiście nie wszyscy straciliśmy w Smoleńsku najbliższych). Kończy się czas wypełniania pierwszych obowiązków pamięci, ostatnich pożegnań na tym świecie. Niedługo przystąpimy do debaty o Polsce, która musi żyć i dawać życie. Oby przetrwała w niej nasza solidarność.
@Zulus
“Dzisiejszych wyznawców Dmowskiego można określić jako epigonów, nie rozwijających myśli narodowej.”
Wcale nie przeczę. Ślepo trzymają się kilku założeń, i to nie zawsze popartych zgłębioną lekturą dawnych endeckich ideologów. Ale, skoro ci blisko do tzw. starej endecji, to jakie masz pomysły na “rozwijanie myśli narodowej”?
“(…)zamierzenia Dmowskiego były inne gdy przestrzegał przed talmudyzmem.”
Inne niż co? Domyślam się: niż chęć budowy hegemonii Rosji. Nie potępiam jednak intencji Dmowskiego, tylko śmiem twierdzić, że ugodowość często rodzi złe owoce. Zresztą, skoro piszesz, że Dmowski chciał inaczej, sam przyznajesz, że z dzisiejszą endecją jest coś nie tak.
O takiej kategorii pojęciowej jak “talmudyzm” wypowiadał tu się nie będę. Już dyskutowałem na tym blogu o stosunku do Żydów. Daleko mi do lizania pięt Żydom za to, że są Żydami (do czego wzywa niekiedy “GW”), ale daleko mi także do niechęci do Żydów, którą żywią tzw. narodowcy. O UE też już pisałem, ale znajdę słów parę poniżej. Mówisz o “talmudyzmie”, podobnie jak – w jednej z wcześniejszych dyskusji – sacdjo mówił o masonerii. Niekoniecznie zgadzam się jednak z założeniem, iż ówczesna masoneria była dla Polski groźniejsza niż carska Rosja (nasz zaborca). Dla Kościoła – to co innego. I dziś UE to, powtarzam, prócz nas 26 państw, wśród których możemy szukać sojuszników. Chyba, że wolisz skazywać nas na rolę państewka postsowieckiego.
“A gdy endecja coś znaczyła, to ue jeszcze nie było.”
No tak. I co z tego wynika? Dziś UE istnieje i choć nie jestem entuzjastą tej organizacji, uważam ją za alternatywę lepszą niż dołączanie do wasali Kremla. Poza tym, trzeba korzystać również z innych furtek w polityce zagranicznej, o czym pisałem powyżej.
W wypowiedzi skierowanej do P. Mirosława Grębskiego piszesz: “Nie mamy partnerów, żeby budować koalicję państw środkowoeuropejskich. Interesy tych państw są często rozbieżne.”
Są. Podobnie, jak interesy państw UE. To naturalne. I czasem to dla nas dobrze, a czasem źle. Trzeba więc szukać tego, co wspólne. Polska, Czechy i Węgry łączy podobieństwo sytuacji: są to państwa postkomunistyczne, które niedawno zmieniły ustój. Wspólnie dążyły do uczestnictwa w NATO i w UE, gdzie nadal mają wspólne cele.
Sam zresztą chwaliłeś sojusz Kaczyńskiego z Klausem. Wyszło jak wyszło, ale przecież można takich sytuacji nie marnować. Podobnie: istnieją wspólne interesy Polski, Ukrainy i państw bałtyckich. Np. bezpieczeństwo energetyczne. To państwa bałtyckie były naturalnym sojusznikiem wobec planów budowy Gazociągu Północnego. Tu też należało ukłonić się przed wolą Putina i Schroedera? Może masz rację, że nie ma podstaw by dziś mówić o koalicji. Możemy mówić raczej o perspektywach na przyszłość i o pewnym procesie, który należy odpowiednio rozwijać.
Piszesz, że sanacja, “To był ten reżim, tak czczony dzisiaj przez Polaków”. Nie zgodzę się, że tak bardzo czci się dziś Polskę sanacyjną. Świat nauki (w dużej mierze postkomuszy) często wypowiada się o sanacji jak najgorzej). I zgadzam się, że każdy reżim trzeba nazwać po imieniu. Wiele było niesprawiedliwości, były ofiary, szykowała się dyktatura Piłsudskiego. Choć można się zastanowić, co by to było, gdyby to endecja sprawowała autorytarną władzę, a wodzem był np. Dmowski. Czy nie byłoby ofiar? Np. Żydów, atakowanych często przez prawicowe bojówki (i vice versa zresztą, także socjaliści i bojówki sanacyjne atakowały narodowców). Nie potępiajmy też całej masy uczciwych piłsudczyków, czy narodowców.
“(…)Piłsudski załamał się w kluczowym momencie wojny polsko-bolszewickiej.”
Co masz na myśli?
I ostatnia kwestia. Piszesz: “Polacy to chyba masochiści, lubują się w świętowaniu klęsk”.
Powiem tak: należy pamiętać i o klęskach i o zwycięstwach. Ktoś zwrócił uwagę na to, że narzekamy, jakimi to jesteśmy smutnymi patriotami, a przecież dwa święta narodowe: Święto Konstytucji 3 maja i Święto Niepodległości to święta radosne. Wydaje mi się, że to, iż nawet te święta kojarzą się się z narodowym cierpieniem wynika z faktu, że Konstytucja 3 maja została uchwalona tuż przed utratą niepodległości, a wspomnienie odzyskania tej niepodległości w sposób naturalny łączy się ze wspomnieniem okresu zaborów i I wojny światowej.
To prawda: tradycja romantyczna jest zakorzeniona w Polakach bardzo silnie. Może więc chodzi nie tyle o skłonność do rozpamiętywania klęsk, co o szerszą skłonność do postrzegania naszej narodowej historii jako drogi krzyżowej.
Myślę, że z jednej strony – powinniśmy zrozumieć, że nie jesteśmy jedyną nacją, która przeżyła narodowe tragedie, z drugiej – szanuję również romantyczny topos Polski cierpiącej i walczącej. No właśnie… Celebrowanie Powstania Warszawskiego to kolejny przykład świętowania, które może niektórych razić patosem, ale nie smutkiem. Ma ono bowiem klimat raczej triumfalny: sławimy powstańców nie jako tych, którzy ponieśli klęskę, lecz bardziej jako tych, którzy po pierwsze: WALCZYLI, a po drugie: odnieśli MORALNE ZWYCIĘSTWO dzięki swojej postawie.
“A dlaczego nie ma filmów o np. powstaniu wielkopolskim, czy o wielkich sukcesach polskiego oręża za czasów Rzeczypospolitej szlacheckiej?”
Można zrobić. To prawda, że o listopadowym i styczniowym mówi się więcej. Ale listopadowe było pierwszym takim zrywem i miało miejsce w Warszawie, a styczniowe obejmowało szersze tereny i trwało najdłużej. Jakże o nich nie mówić, gdy były zrywami narodu w niewoli?
To prawda, że trendy to dzisiaj Powstanie Warszawskie i Katyń. Pamiętajmy jednak, że II wojna światowa była niedawno i wielu Polaków ma jeszcze o niej żywe wspomnienia.
A co do wielkich i zwycięskich bitew: bitwa pod Grunwaldem jest najlepszym przykładem, że lubimy wspominać także własne sukcesy. Przecież 15 lipca 1410 r. to jedna z najbardziej rozpoznawalnych przez Polaków dat.
@Zulus
“sakaszwili jet nieobliczalny.”
Rozumiem, że Putin i Miedwiediew są w najwyższym stopniu przewidywalni.
Nie uważam Saakaszwilego za głównego partnera. Co nie znaczy, że nie można z nim współpracować. Ataku wojsk gruzińskich obawiać się nie musimy.
Dzisiaj główne problemy mamy z Niemcami. ciągle jest punkt w ich konstytucji, który kwestionuje granice (1/3 naszego terytorium).
dlaczego o tym się nie mówi? widocznie agentura niemiecka jest dużo bardziej profesjonalna od rosyjskiej.
Co do koalicji państw, to proszę wskazac partnerów. Do tej pory nawet mała Litwa rzuca nam wyzwanie, prezydent Gruzji manipulował naszym prezydentem, juszczenko czcił banderowców. W imię tego ostatniego sojuszu nasze rusofoby pogardzały ofiarami rzezi wołyńskiej.
Co do rozwijania myśli endeckiej, to ja nie rozumiem dlaczego mamy się obracac w realiach dawnych. dlaczego albo rosja, albo niemcy (czyli ue)? pojawili się nowi poteżni gracze a i środki transportu i łączności. Są usa, Chiny.Miałem zresztą na uwadze całosc myśli narodowej. kiedyś uważnie ją analizowałem i wyszło mi coś podobnego do partii republikańskiej za Reagana.
Co do powstań to czciciele moralnych zwycięstw nie powinni zajmowac się polityką. liczą się tylko zwycięstwa realne. ja nie kwestionuje patriotyzmu i odwagi, ale brak rozumu politycznego jest jasny. jakoś finowie nie zatracili swojej tożsamości a powstań nie mieli. można pięknie umrzec dla idei, ale można jeszcze piękniej da niej życ.
Co do piłsudskiego to w momencie gdy wojska bolszewickie podchodziły po warszawę uznał że nie mamy szans i się załamał. Złożył pisemną dymisję z funkcji naczelnika państwa na ręce premiera Witosa. obroną warszawy kierował więc gen. T. Rozwadowski, działają wg swego planu. Witos działając odpowiedzialnie nie ujawnił tego, aby naród nie stracił morale. A po zwyciętwie popełnił duż błąd polityczny oddając pisemna rezygnację Piłsudskiemu.
Po zamachu majowym osoby które o tym wiedziały były szykanowane. Gen. Rozwadowski był podtruwany, gen. Zagórski został zamordowany (ten wiedział jeszcze coś, ze piłsudski był płatnym agentem Austro-Węgier, a ten wywiad przejęły później Niemcy). Sanacja była reżimem nielubianym (mało powiedziane), a który to książę Kościoła nie chciał pochowac “czerwonego bandyty spod Bezdan” na Wawelu?
“Talmudyzm” został użyty, jako coś doktrynalnego, niezmiennego. i to miał na myśli Dmowski. Co do samych endeków, to niektórzy kolaborowali z komunistami, ale niektórzy działali też w Ruchu Młodej Polski.
@Moderator
Cholera jasna, gdzie mój wczorajszy komentarz?!!!
No trudno, Jarosław Kaczyński już wystartował i tego się nie zmieni. Mimo, że nie jestem zwolennikiem PiSu chciałbym zaznaczyć dobre posunięcie Jarosława Kaczyńskiego jakim było wystąpienie z przemową do narodu rosyjskiego. Miło byłoby gdyby przemowa była szczera w co osobiście wątpię.