Polityka
5 maj 2010
To, co miało być niemożliwe, jest już jak najbardziej rzeczywiste. Zebraliśmy ponad 200 tys. podpisów. Bez zawodowego aparatu biur poselskich, bez wsparcia mediów, mimo zawiści i apeli o zaniechanie działalności publicznej. Po prostu dzięki odpowiedzialności ludzi, którzy chcą pracować dla cywilizacji chrześcijańskiej, dla silnej Polski chroniącej dobrych i słabych, dla przywrócenia w życiu publicznym wartości przekonań – a więc szacunku dla sumienia każdego Polaka, który gotów jest coś poświęcić (czas, pieniądze, spokój, uwagę) dla innych. Mamy podpisy. Od jutra walczymy o głosy – o nasz głos.
@Krzysztof
Należą się Panu przeprosiny z mojej strony: oczywiście, powinienem podawać źródła mojej wiedzy na temat badań opinii publicznej. Otóż sondaże na które się powoływałem pochodzą z “Gościa Niedzielnego” z kwietnia 2007. Przytoczę dwa cytaty:
“Zachodni Europejczycy dziwią się, że większość (sic!) Polaków uważa aborcję za barbarzyństwo” – P.Kucharczak, “Gość Niedzielny” z 22.IV.2007 (nr 16) str. 30
“52% (sic!) Polaków chce wzmocnienia ochrony życia dzieci nienarodzonych w Konstytucji. Aż 382 tysiące ludzi podpisało w tej sprawie apel do Marszałka Sejmu, ludzie pisali też i telefonowali do posłów. To była niespotykana mobilizacja Polaków. Może jednak trochę słuchaliśmy nauk Jana Pawła II, skoro było nas na nią stać?” – P.Kucharczak, “Gość Niedzielny” z 15.IV.2007 (nr 15) str. 30
Przedział “50-60%”, który podałem w mej wcześniejszej wypowiedzi, został przytoczony z pamięci. Kiedy jednak przejrzałem stare gazety i znalazłem w/w numery “Gościa”, przekonałem się, że dane w nich zamieszczone mieszczą się w podanym przeze mnie przedziale. Tygodnik nie podaje, kto przeprowadzał badania. Zazwyczaj jednak sondaże umieszczone w nim wykonuje GfK Polonia na “reprezentatywnej grupie Polaków”. Przypuszczam więc, że tu było podobnie…
Szczerze mówiąc, mnie niespecjalnie zdziwiłaby sytuacja, w której w 2003 roku przeciw dzieciobójstwu opowiadałoby się np. 30%, a cztery lata później – 52% Polaków. Proszę sobie przypomnieć: w sobotę 10 kwietnia rano 80% Polaków uważało Lecha Kaczyńskiego za złego prezydenta. W południe – 80% uważało, że dobrze wypełniał obowiązki… moim zdaniem z zabijaniem nienarodzonych dzieci mogło dojść do podobnego przesilenia za sprawą działalności organizacji pro-life, która zintensyfikowała się, kiedy Sejm pracował nad zmianą w konstytucji.
Panie Krzysztofie… dobrze mnie Pan rozeznał: rzeczywiście mieszkam na południu. Przy dobrej pogodzie z najwyższych wzniesień mojej Wsi widać szczyty Tatr. Życie mojej Miejscowości toczy się wzdłuż doliny naszej rzeki, natomiast ogromne jej połacie leżą rozłożone na wysokich wzniesieniach, poradlonych wąwozami i rozpadlinami. Gdyby jechać główną drogą, Wieś moja ma ok. 12 km długości, od granicy do granicy.
W swojej wypowiedzi dokonał Pan podziału wewnątrz polskiej Wsi: rolnicza, konserwatywna i roszczeniowa. Moim zdaniem wieś “rolnicza” de facto jest tożsama z wsią “konserwatywną”. Dlaczego? Ponieważ ludzie pracujący na roli są… hmm… mniej skażoną i moralnie chyba najzdrowszą częścią społeczeństwa. Jest tak dlatego, że pozostają oni w ścisłym związku z przyrodą, są przywiązani do Matki-Ziemi i do tradycji – jako do dwóch czynników, które ich wychowały.
Natomiast wieś “roszczeniowa” jest niczym innym, jak tylko tym wspomnianym przez Pana elementem “aspołeczno-apolityczno-patologicznym” (który na południu jest marginesem, a na terenach popegeerowskich – smutną normą, i który w normalnych warunkach nie chodzi na wybory), z tym, że uświadomionym przez różnych Lepperów na tyle, by wiedzieć, że ulicznymi burdami można coś wskórać. Tacy istotnie głosują często na formacje postkomunistyczne i populistyczne.
Jeśli chodzi o W.Pawlaka – z własnego doświadczenia wiem, że ludzie nie głosują na niego z powodu jakichś swoich przekonań, ale po prostu dla tego, że w powszechnej świadomości figuruje on jako naturalny kandydat Wsi. Człowiek, który, nie wiem, będzie stał na straży interesu chłopstwa.
Podsumowując: w pewnym sensie Polacy istotnie głosują zgodnie ze swoimi przekonaniami. Tyle, że jest to oparte na fałszywym postrzeganiu rzeczywistości. Bo gdyby faktycznie chcieli głosować na “ostoję katolicyzmu” (co teraz czynią, głosując na J.Kacyńskiego), zagłosowaliby na M.Jurka. Warto wspomnieć, że wiele osób zagłosuje na B.Komorowskiego, bo… JEGO uważa za “ostoję katolicyzmu”! Mam tu oczywiście na myśli środowisko “Gazety Wyborczej” (odłam T.Mazowieckiego tegoż środowiska) i “Tygodnika Powszechnego”.
Może się mylę – ale uważam, że gdyby ludzie głosowali za obroną Wartości w sposób ŚWIADOMY, a nie opierający się na przekazie medialnym – wygrałby M.Jurek.
PS. To by było na tyle. Jednak w ostatnim akapicie swej wypowiedzi poruszył Pan problem mankamentów naszego społeczeństwa. Jest to doskonały temat do dyskusji o społeczeństwie obywatelskim! Z naszymi stałymi Rozmówcami toczę właśnie taką dyskusję – pod wpisem “Zgoda wg Joanny Lichockiej”. Byłbym niezmiernie szczęśliwy, gdyby znalazł Pan czas na przeczytanie naszych wypowiedzi i wyrażenie swego zdania.
Pozdrawiam Pana serdecznie!
Wink
[Wink]
Próba
mikrofonu
?