Wczoraj w TVP Joanna Lichocka najpierw dziwiła się racjom mojej kampanii, gdy jednak spokojnie zacząłem je wykładać – odpowiedziała: Jarosław Kaczyński wzywa do zgody, a Pan go krytykuje. Odniosłem wrażenie, że orędzie zgody prezesa PiS na Salonie24 (adresowane ku PO) wg Joanny Lichockiej zobowiązuje mnie do przerwania kampanii prezydenckiej, a Prawicę do zaniechania samodzielnej działalności. Ja natomiast uważam, że duch zgody, którego potrzebuje polityka polska (orędzie Jarosława Kaczyńskiego przyjmuję z sympatią i dobrą wiarą) zobowiązuje polityków do wzajemnego szacunku i życzliwości, słuchania argumentów i przyjmowania ich – gdy tak nakazuje dobro wspólne (nawet kosztem dobra wyborczego). I nie jest (chyba) zadaniem telewizji publicznej eliminowanie kandydatów z wyborów i niewygodnych racji z życia publicznego.
W jednym się chyba zgodzimy: niezależnie od tego, jak rozumiemy społeczeństwo obywatelskie – do jego budowania potrzebujemy AUTORYTETÓW. MISTRZÓW. PRZYWÓDCÓW. Wyraziste, lecz krystaliczne osobistości, których charyzma porywałaby ludzi i budziła ich inicjatywę.
Z tym dzisiaj ciężko, bo dewastacji uległy tradycyjne, patriarchalne więzi społeczne. Nie ma już męskich, pełnych odwagi i poświęcenia ojców – lecz rozlazłe trutnie (proszę wybaczyć – nie wszyscy!!!), które wolą wylegiwać się przed telewizorem, doić piwo i oglądać pornografię. Nie mieć żadnej odpowiedzialności za dzieci, za Ukochaną żonę. Dalej: nie ma dziś księży, którzy są duchowymi ojcami i społecznymi przywódcami wśród swoich wiernych – ale lenie, które nie wyłażą z plebanii, narzekają na wszystko jeszcze bardziej niż ja i nie interesują się sprawami powierzonych sobie ludzi. Nie ma nauczycieli – mentorów swoich uczniów, ale zaganiane stare panny, które uczą w pięciu szkołach naraz i jedyne, czego uczą młodzież – to wyczuwanie, kiedy je boli łeb i mają zły humor.
Rafał Ziemkiewicz słusznie twierdzi, że obecny kryzys ma charakter przede wszystkim moralny – jego ekonomiczny wymiar jest rzeczą wtórną. Ludzie bowiem odrzucili normy moralne, a z nimi wspólnotę i poczucie braterstwa między sobą. Każdy myśli o swoich czterech literach i o tym, żeby mu państwo dało. Ucieka się od odpowiedzialności za siebie, swoją rodzinę, swoich bliskich, swoją społeczność.
Musimy być ze sobą, przeżywać razem czas i uczyć się organizacji! Nie tylko jakichś masowych obywatelskich ruchów, ale i zwykłej akademii na Dzień Niepodległośći! Nie możemy się zapijać i wałkonić, poniewierać naszą godnością przez pornografię i antykoncepcję – musimy dostrzegać w sobie CZŁOWIEKA, dziecko Boże, naszego brata czy siostrzyczkę, za których jesteśmy odpowiedzialni!
I potrzebujemy przywódców! Proboszczów wrosłych w swoją społeczność i dzielących z ludźmi radość i wesele – a nie urzędników wymieniających się co pięcioletnią kadencję!! Potrzebujemy biskupów, którzy potrafią powiedzieć: “Dzieci, Ojciec Święty mianował mnie prymasem, ale rezygnuję z tego zaszczytu, bo – choć niesłusznie oskarżano mnie o współpracę – nie chcę, by moja osoba stała się pretekstem do nagonki na mój Kościół”!
Osobiście uważam, że funkcja tak ważna historycznie jak prymas powinna być dożywotnia. PRYMAS, jak sama nazwa nam sugeruje, powinien być jeden. Co to ma być, że połowa episkopatu będzie wkrótce “byłymi prymasami”? I powinien nim zostać b. młody biskup (Kard. Wyszyński był najmłodszym członkiem episkopatu w chwili swej nominacji), który “wrośnie” w polskie społeczeństwo ze wszystkimi jego radościami i troskami – i przez będzie mógł roztropnie i mądrze prowadzić przez dziesięciolecia.
No, ale to dygresja. Nasza dyskusja jest zbyt ciekawa, by jej nie podsumować. Jest zresztą zbyt ciekawa, by ją tak po prostu przerwać. Jestem ciekaw opinii obu Panów co do moich słów. Mam nadzieję, że Pan Krzysztof przyłączy się do konwersacji.
Pozdrawiam uprzejmie
Nie popieram Pańskiej kandydatury.
@Mirek Grębski. Dzisiaj w empiku wypatrzyłem nowy prawicowy kwartalnik “Rzeczy Wspólne”. Całkiem fajne pismo. W jednym z artykułów był tekst, że potęga państw musi mieć podstawę moralną. Czy Rzym, czy I Rzeczpospolita jakwzbijały się ku wielkiemu znaczeniu, kierowały się pewnymi zasadami. Właśnie chodziło o poważne traktowanie dobra wspólnego. Dopiero za tym poszła siła polityczna, militarna i gospodarcza. A chyliły się ku upadkowi, poprzez demoalizację.
Jakieś 20 lat temu też ciekawą uwagą błysnął noblista Milton Friedman. Stwierdził, że Polska nie powinna naśladować bezkrytycznie bogatych państw zachodnich, bo one powoli upadają. Powinniśmy korzystać z doświadczeń tych państw gdy one dobiero wznosiły się do bogactwa. I nie chodziło mu tylko o gospodarkę
@Zulus
Całkowicie się zgadzam, że potęga państwa musi być podbudowana zasadami moralnymi. Ale jak Pan myśli – pytam Pana jako endeka – w jakim państwie i w jakich warunkach łatwiej jest zachować owe moralne zasady i tradycyjne więzi społeczne, o jakich wspomniałem wyżej? W państwie wieloetnicznym i wielokulturowym jak I Rzeczpospolita, czy w państwie narodowym, jakie mamy obecnie?
Hmm… muszę poprosić sąsiadkę, żeby znalazła mi to pismo, kiedy będzie w Tarnowie.