Czerwiec 2010


Religia 29 cze 2010

Dla odrodzenia cywilizacji chrześcijańskiej warto odbudować w naszej kulturze zmysł święta, zdolność świętowania. Wczoraj pisałem o wartości świąt, które są ciągle publicznie uznane. Ale nie ma lepszego społecznego dowodu, że na ich publicznym uznaniu nam zależy – niż waga przywiązywana do uroczystości, których w takim komforcie nie obchodzimy. O obiektywnym znaczeniu świątecznych dni nie decyduje zresztą konwencjonalne uznanie lepszej lub gorszej władzy, ale ranga w kalendarzu Kościoła. Dziś Święto niezwykłe (kanonicznie zresztą obowiązkowe, z oczywistą dyspensą dla pracujących) – uroczystość Apostołów Piotra i Pawła. Święto par excellence rzymskie – przywołujące początki i charakter Kościoła. Kościoła, który jest hierarchiczny, powierzony – jako całość – następcom Księcia Apostołów; rzymski – bo Papiestwo jest nieodłączone od Rzymu (Papieży można prześladować, wygnać, Rzym można okupować – ale Papieżem zawsze pozostanie Biskup Rzymu, choćby wygnano go jak Piusa VI); i wreszcie wspólnotowy – bo dar największej energii apostolskiej dał Bóg Pawłowi, którego powołał spoza pierwotnego grona Apostołów i którego – obok Piotra – postawił jako filar swego Kościoła.

Na mojej drodze Bóg postawił wielu Piotrów i Pawłów – Wszystkim serdecznie dziękuję za przyjaźń i życzę Wszystkiego Najlepszego!

Blog 28 cze 2010

Od tylu miłych życzeń można odmłodnieć, a nie nabrać nobliwości godnej pięćdziesięciolatka. Wszystkim serdecznie dziękuję!

Christianitas and Prawa człowieka 28 cze 2010

Ludzie razem w ogóle (i naród konkretnie) powinni i mają prawo wyznawać wiarę publicznie. Wiarę w ogóle należy wyznawać. Odkupienie nie jest legendą – ale do każdego chrześcijanina należy wybór czy będziemy Je traktować jako ocalenie przyniesione wszystkim ludziom czy jako prywatnie inspirujący mit. Sensem obecności krzyża w życiu publicznym jest właśnie – zaraz po wdzięczności wobec Zbawiciela – potwierdzenie tej prawdy. Wprowadzanie w tej sferze zakazów jest po prostu ograniczaniem ludzkiej wolności. Co ciekawe – atakowany jest krzyż, bo ciągle (mimo wszystkich kompleksów katolików) reprezentuje wiarę. Religijne ceremonie intronizacyjne, jak w Wielkiej Brytanii czy innych protestanckich monarchiach Unii Europejskiej, są tolerowane – bo przez ogromną część własnych społeczeństw traktowane są umownie, jako zwyczaj.

Warto zastanowić się co oznacza (w konsekwencjach) idea deportacji chrześcijaństwa w sferę czysto prywatną. Jak mądrze zauważyła Jeanne Smits, znana francusko-holenderska publicystka katolicka, po usunięciu krzyży ze szkół przyjdzie pora na usunięcie świąt chrześcijańskich z kalendarza państwowego. Niestety, doświadczenie uczy, że antyutopie spełniają się raczej prędzej, niż później.

A swoją drogą ciekawe: czy nasi polemiści proponują usunięcie półksiężyca z tureckiego sztandaru narodowego – jako element negocjacji na temat wstąpienia Turcji do Unii Europejskiej? Pewnie tak. Chrześcijaństwo jest o wiele skromniejsze: nam wystarczają kryteria kopenhaskie, a konkretnie w sferze religii zapewnienie publicznych praw Kościołowi, swoboda pracy seminariów duchownych, bezpieczeństwo księży. Prawo miłości jest dobrą szkołą tolerancji.

Christianitas and Polityka and Prawa człowieka 25 cze 2010

Nasi Biskupi w ubiegłym tygodniu wezwali „w kontekście wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu (…) do obrony obecności znaku zbawienia – krzyża – w przestrzeni publicznej w krajach Europy”. Na ten apel można odpowiedzieć – TAK lub NIE. Tak – to poparcie przed ETPC stanowiska Włoch, tak jak zjednoczone i sprzymierzone z nami kraje – Litwa, Rumunia, Bułgaria, Grecja. Mimo apelu polskich Biskupów – rząd Donalda Tuska nie stanął po stronie Krzyża i broniących go państw Europy. Mimo, że wyrok Trybunału Strasburskiego został negatywnie oceniony przez polski Sejm – jasnego stanowiska rządu nie domaga się marszałek Sejmu Bronisław Komorowski. Nie domaga się go również przywódca opozycji – Jarosław Kaczyński. Tymczasem tu już nie trzeba tylko wymagać od Europy – bo w Europie podnoszą się głosy państw i reprezentujących je rządów. Tu trzeba domagać się jasnego stanowiska od polskiego rządu i polskiej opozycji. Czasu stracono już dość, bo Europejski Trybunał Praw Człowieka podejmie w tej sprawie decyzję już w najbliższą środę. Najbliższe dni będą więc dla obu kandydatów ważnym testem: wyborcze strategie nie mogą brać góry nad obowiązkiem obrony wartości podstawowych i budowaniem Europy (moralnie) bezpiecznej dla niepodległej Polski.

Bilans kampanii RP 2010 24 cze 2010

Niektórzy komentatorzy twierdzą wręcz, że zwycięzcą pierwszej tury wyborów jest Grzegorz Napieralski, ale niezależnie od tego czy taki sąd uzna się za przenikliwy czy przesadny, jedno jest pewne: SLD jest arbitrem drugiej tury. Dziś problem nie polega na tym, że SLD jest trzecią siłą, ale że jest jedyną pełnowymiarową siłą obok PO i PiS. Takie są skutki partyjnej polaryzacji pierwszej tury, do której doszło mimo przestróg, że głosy na Jarosława Kaczyńskiego i Bronisława Komorowskiego wcale nie są przed drugą turą pragmatyczne.

Program SLD Napieralskiego jest dziś o wiele bardziej radykalny niż polityka rządu Leszka Millera. Napieralski skutecznie obronił przed Trybunałem Konstytucyjnym przywileje emerytalne władz stanu wojennego, dąży do likwidacji Instytutu Pamięci Narodowej, a przede wszystkim wychodzi z bardzo szeroką agendą politycznej dechrystianizacji: uchylenie prawnej ochrony życia poczętego, usunięcie nauczania religii ze szkół (w ogromnej większości katolickiej, ale na Podlasiu również prawosławnej, a na Śląsku Cieszyńskim ewangelickiej), wprowadzenie prawnego statusu związków homoseksualnych (porównywalnego z małżeństwem), zerwanie Konkordatu ze Stolicą Apostolską.

Nie należy utożsamiać neokomunizmu z klasycznym komunizmem. Dyktatura monopartyjna to przeszłość. Aktualny jest (nawet bardziej niż w czasach dogasania poprzedniej fazy komunizmu) zasadniczy cel, tak trafnie opisany przez Piusa XI – doszczętne zniszczenie wszelkiego ładu społecznego i podważenie samych podstaw kultury chrześcijańskiej (por. Divini Redemptoris, art. 3). A także bazowanie na zniszczeniach społecznych (a także aktywach instytucjonalnych) będących efektem monopartyjnej władzy państwa komunistycznego. Gdyby nie PRL – w Polsce (tak jak w Irlandii) nie byłoby takiej (w sensie skali społecznej) radykalnej lewicy. A taka jest natura rzeczy, że dzieci są młodsze od rodziców.

Bilans kampanii RP 2010 23 cze 2010

Swoje poglądy na temat zadań i odpowiedzialności Państwa Polskiego przedstawiłem już w pierwszej turze, przeciwstawiając się również kandydatom, którzy weszli do drugiej tury. Teraz będziemy wybierać spośród nich. Popieram Jarosława Kaczyńskiego, bo jego założenie „asertywnej polityki zagranicznej” daje większą szansę realizacji polskiej racji stanu. Będzie zapewne kontynuował politykę wschodnią śp. Lecha Kaczyńskiego, co odpowiada zasadniczemu nakazowi polityki polskiej: umocnienia zmian, które powstały na Wschodzie po rozpadzie ZSSR. Zapewne też mniej będzie spieszył się do strefy euro niż Bronisław Komorowski, co daje pewne pole działania siłom, które będą bronić waluty narodowej. Zwraca się do wyborców katolickich – co będzie w pewnym stopniu wiązać jego politykę, o ile oczywiście liderzy opinii katolickiej popierający PiS będą bardziej wymagający niż dziś (teraz na nich spada w decydującym stopniu odpowiedzialność za realizację w polskiej polityce zasad cywilizacji chrześcijańskiej).

Ten wybór solidarności i odpowiedzialności w żadnym wypadku nie oznacza natomiast ani poparcia dla PiS jako partii (bo opinia chrześcijańska – dla wypełnienia swej odpowiedzialności, nie przeżycia emocji – potrzebuje samodzielnej reprezentacji politycznej), ani tym bardziej usprawiedliwienia polityki konwergencji z SLD (która, niestety, nie różni obu kandydatów drugiej tury).

Bilans kampanii RP 2010 and Historia 22 cze 2010

Jeszcze uwaga historyczna obiecana Agnieszce. Zasiłki porodowe („becikowe”) w potrójnej formie (powszechno-budżetowe, socjalne, samorządowe) obowiązują w tej skali, bo jako marszałek Sejmu w okresie Kazimierza Marcinkiewicza zdecydowałem, że propozycje poselskie poddane zostaną pracom jednocześnie z propozycjami rządowymi. Dzięki tej decyzji o równoległości prac (wbrew oczekiwaniom mojego PiS-owskiego Premiera) zasiłki porodowe mają charakter o wiele szerszy niż w minimalistycznym założeniu rządu Marcinkiewicza. Tak to wyglądało – choć, niestety, w demokracji medialnej nie tyle jest ważne, co kto robi, ale z czym się kojarzy. Proszę, Pani Agnieszko, serdecznie pozdrowić Znajomych.

Wczoraj w programie „Teraz My” zaapelowałem do kandydatów na Prezydenta, by nie szukali poparcia SLD pana Napieralskiego, ale zwrócili się o poparcie (1) do Polaków, którzy nie głosowali w pierwszej turze oraz (2) nawzajem do swoich wyborców, którzy nie akceptują zwiększania wpływu radykalnej lewicy na politykę państwa. Dziś SLD staje się nie tylko arbitrem drugiej tury, ale w ogóle jedyną siłą oprócz PO i PiS. To w ogromnym stopniu rezultat decyzji tych, którzy dla ulżenia swoim emocjom politycznym poszli w pierwszej turze drogą dwupartyjnej polaryzacji polskiego życia publicznego.

Bilans kampanii RP 2010 21 cze 2010

Dziękuję Wszystkim za słowa poparcia – tym cenniejsze, że odnoszące się do zasad, nie do prognoz wyborczych. Nie sposób odnieść się do wszystkich komentarzy, zatrzymam się dziś na jednym. Oczywiście, Agnieszka ma rację, że sondaże hipnotyzują i deformują opinię publiczną – to prawda, ale są i trzeba działać w tych warunkach. Opinia publiczna nie tyle „jest”, co powstaje – i trzeba ją tworzyć, na tym również polega walka polityczna. (O opiniach historycznych znajomych Pani Agnieszki napiszę jutro). A jak powiedział mi jeden z amerykańskich analityków politycznych: demoskopia jest nauką, ale interpretacja danych demoskopijnych jest sztuką. Mogliśmy łatwo mieć czwarte miejsce w tych wyborach. Było to prostsze niż we wszystkich poprzednich wyborach prezydenckich. To byłby również silniejszy głos w drugiej turze. Wystarczyłoby, żeby 300 tys. wyborców Jarosława Kaczyńskiego (niektórzy wręcz napisali o tym na tym blogu), poparło moją kandydaturę. 5,5 mln. głosów z powodzeniem wystarczyłoby Prezesowi PiS do udziału w drugiej turze. I nie są to spekulacje post factum, bo to samo pisałem przed wyborami. Powtarzałem, że „pragmatyczny”, „nie zmarnowany”, wpływający będzie w pierwszej turze wyborów’2010 głos na kandydatów „trzecich”, walczących o pozycję trzeciej siły polskiej polityki. Jarosławowi Kaczyńskiemu nie groziła implozja wyborcza (bo poparcie dla mnie wg CBOS rozważało 15 % jego wyborców, czyli 700-800 tys.). Decyzję o tym, by nie walczyć o realną pozycję prawicy chrześcijańsko-konserwatywnej (której było trzeba tak niewiele), podjęli jednak konkretni liderzy opinii katolickiej (Krystyna Czuba, Ewa Polak-Pałkiewicz, Lech Stefan, Wojciech Wencel, Antoni Zięba). Postawili na bezwarunkowe poparcie dla PiS, a nie na warunkową współpracę. Nic nie wiadomo mi o zobowiązaniach społecznych, które od swego kandydata uzyskali. Podejrzewam, że nawet nie zdecydowali się o nie… zwrócić. Rozumiem, że chcieli poprzeć Jarosława Kaczyńskiego; ja też go poprę w drugiej turze. Ale w pierwszej mieliśmy szansę wzmocnić prawicę chrześcijańsko-konserwatywną. Raz jeszcze dziękuję Wszystkim, którzy pomogli przynajmniej utrzymać nasze pozycje. Głosowało na nas więcej Polaków niż w wyborach europejskich. Jeśli chce się pracować dla cywilizacji chrześcijańskiej – trzeba umieć iść pod prąd.

Bilans kampanii RP 2010 20 cze 2010

Dziękuję Wszystkim za poparcie pracą i głosami – jestem dumny, że mogłem reprezentować Państwa w wyborach. Żałuję, że nie zdołałem zrobić więcej – odpowiedzialność przyjmuję na siebie. Ale okoliczności pozostają faktem: mamy przy pomocy – można by niemal powiedzieć – nieskończenie mniejszych środków podobny wynik jak Waldemar Pawlak i Andrzej Olechowski. To najlepsza miara autentyzmu naszego poparcia. I rzecz druga. Wielu ludzi, deklarujących wspólnotę poglądów, rezygnację z poparcia dla mnie usprawiedliwiało szansami Jarosława Kaczyńskiego na wygraną w pierwszej turze. Była to całkowicie wymyślona teoria, służąca tylko monopolizacji poparcia wyborców prawicowych przez PiS. Popierano to nawet chałupniczymi sondażami. Potwierdziło się natomiast w pełni – o czym przez ostatnie dni mówiłem wielokrotnie – że Jarosław Kaczyński miał absolutnie pewny udział w drugiej turze. Pierwsza tura określała kształt życia publicznego. Radykalna lewica SLD została bardzo skutecznie wypromowana w debacie TVP i w serwisach informacyjnych, bardziej stronniczych niż przed aferą Rywina. Dziś stają się jedynym arbitrem między PiS i PO: takie są skutki polityki polaryzacji politycznej.

Chciałem walczyć o trzecie miejsce, ale czwarte miejsce w tych wyborach było dosłownie w zasięgu ręki. Zabrakło nam solidarności wyborców, których przekonywałem, że po czasie bezwarunkowego poparcia opinii katolickiej dla PiS przyszedł czas na warunkową współpracę. Pokazywałem wartość i konieczność samodzielnej reprezentacji prawicy chrześcijańsko-konserwatywnej. Również jej wartość jako atrakcyjnego partnera dla PiS. Okazało się, że nawet czwarte miejsce dla miłośników „szans” nie jest dość atrakcyjne, uważają, że nie warto o nie walczyć. A właśnie od czwartego miejsca Włodzimierza Cimoszewicza w wyborach prezydenckich’90 zaczęło się budowanie siły postkomunizmu. Oni wykorzystali swoją szansę – szkoda, że po naszej stronie tak wielu Polaków uznało ją za mało atrakcyjną. Tyle o okolicznościach – odpowiedzialność jednak zawsze należy do kandydata. Ale już odpowiedzialność za zbudowanie silnej prawicy chrześcijańskiej, prawicy (a więc siły) cywilizacji chrześcijańskiej i praw rodziny – należy do nas wszystkich, którym Bóg dał zrozumienie tych spraw.

I rzecz ostatnia; choć w tych wyborach doświadczyliśmy tak mało solidarności, my będziemy jak zawsze solidarni: będę głosował na Jarosława Kaczyńskiego i zachęcam Wszystkich do udzielenia mu poparcia.

Polityka 18 cze 2010

Była to kampania wyjątkowo trudna – trzeba była ją prowadzić w warunkach wstrząsu, który utrudniał debatę o przyszłości. W najtrudniejszym momencie postanowiłem ją kontynuować, by nie pozwolić na eliminację prawicy chrześcijańsko-konserwatywnej z polskiego życia publicznego. Chciałem by była to kampania odpowiedzialności i solidarności, prowadzona z szacunkiem wobec kontrkandydatów. Dziękuję Wszystkim, którzy razem ze mną pracowali i na różne sposoby wsparli moją kampanię. Zbliżają się jej zasadnicze rozstrzygnięcia. Mamy szanse (choć próbowano nam je odebrać) i na trzecie miejsce, i na wynik potwierdzający poparcie dla wartości i spraw, dla których pracujemy. Tego właśnie będzie dotyczyć pierwsza tura wyborów. Przede wszystkim jednak trzeba przeszkodzić radykalnej lewicy SLD w zajęciu pozycji rozstrzygającej trzeciej siły polskiej polityki. A do tego prowadzą nieodpowiedzialne apele „konsolidacyjne”, odciągające wyborców chrześcijańsko-konserwatywnych od głosowania w pierwszej turze według przekonań. Rozstrzygnie solidarność i z góry za nią dziękuję. Zachęcam Wszystkich do oddania w niedzielę głosów za Polską opartą na wartościach cywilizacji chrześcijańskiej. Nikt za nas nie udzieli jej poparcia. A 4 lipca wybierzemy Prezydenta, z którym będzie można zrealizować politykę, której chcemy dla naszego kraju.

Zaczyna się cisza wyborcza, więc proszę o nieumieszczanie komentarzy pod tym wpisem: tak będzie najprościej – a debatę podejmiemy zaraz po zakończeniu wyborów.

Bez kategorii 17 cze 2010

Pan Napieralski odkrywa programową kartę: zerwanie Konkordatu ze Stolicą Apostolską, usunięcie religii ze szkół (przede wszystkiej katechizacji katolickiej, ale również prawosławnej na Podlasiu i ewangelickiej na Śląsku Cieszyńskim), uchylenie prawnej ochrony życia przed urodzeniem. I na tę właśnie kartę grają Jarosław Kaczyński i Bronisław Komorowski. Obaj spokojnie rozważają danie nowego impulsu radykalnej lewicy. Dlaczego? Bo Pan Napieralski jest miły (jak mówi Jarosław Kaczyński) i użyteczny (dla Bronisława Komorowskiego). I już współdecyduje o polskiej polityce: zarówno państwowej telewizji, jaki i Banku Narodowym, którego kierownictwo przejął przeciwnik narodowej waluty (a więc konstytucyjnych kompetencji samego NBP).

W nadchodzącym głosowaniu nie wybierzemy jeszcze Prezydenta. Druga tura będzie 4 lipca, a 20 czerwca określimy na nowo kształt życia publicznego w Polsce. W tej pierwszej turze powinniśmy przede wszystkim osłabić impet radykalnej lewicy – pozbawić ich pozycji trzeciej siły polskiej polityki. Jarosław Kaczyński nie ubiega się o trzecie miejsce w tych wyborach, walczy o prezydenturę. Chcę walczyć o trzecie miejsce w tych wyborach – dzięki czemu możemy wygrać obie tury: i pierwszą, i drugą. Wszystkich wyborców, którzy podzielają moje poglądy, ale wahają jeszcze się na kogo głosować w pierwszej turze (wg ostatniego biuletynu CBOS jest ich 7 %, czyli przy 60 % frekwencji ponad milion) – proszę o poparcie. Radykalna SLD-owska lewica nie musi być trzecią siłą polskiej polityki. Wszystkich, którzy powtarzają bezsensowne hasło „nie ma szans” – odpowiadam: mamy szansę na trzeci wynik w tych wyborach. Nie pozwólmy, by wykorzystał ją za nas (i przeciw nam) pan Napieralski.

Bez kategorii 14 cze 2010

Modne się stało odwoływanie tej idei – podobno niedowarzonego pomysłu wyzutych z realizmu intelektualistów. Nie widzę powodu, by wycofywać się z programu Czwartej Rzeczypospolitej. Polska sprzed RP 2005 nie była dobra. „Transformacja ustrojowa” PRL nie zastąpi budowy państwa. Trzeba nam polityki zwróconej na dobro wspólne, prawa rodziny, aktywnej w Europie – zdolnej do reagowania na każdy problem społeczny, a nie jedynie technicznej modernizacji. Bo i modernizacja bez polityki interesu publicznego nie jest możliwa. Oczywiście, nie można mylić nadziei, którą poparło 80 % Polaków, ze zużyciem jej w walce o władzę. Jeżeli IV RP mylona jest dziś z panami Kryże, Kaczmarkiem, Kornatowskim – to nie powód do rezygnowania z programu Polski silnej i solidarnej, a jedynie do przypomnienia jej pierwotnych celów. Dlatego proponuję dziś program RP 4.2. Gdy jedni porzucają sztandar – inni muszą go podjąć i strząsnąć z niego pył.

Bez kategorii 12 cze 2010

Wystartowały Mistrzostwa Świata; dla mnie zawsze były wydarzeniem ważniejszym od Olimpiady. Pamiętam legendy szkolne o Mistrzostwach’70 w Meksyku. Legendy, bo mogłem tylko o tym czytać w książkach piłkarskich. Pamiętam Mistrzostwa’74 – impuls do wiary w nasze narodowe możliwości. I Mistrzostwa’78 w Argentynie, które Jacek Gmoch chciał wygrać metodami naukowymi (o mało tego nie zrobił, gdy w decydującym meczu z Argentyną przesunął Heraklesa polskiej piłki, Jerzego Gorgonia, do ataku, a ten omal nie strzelił w końcówce gola). I Mistrzostwa’82 w stanie wojennym, z meczem z Sowietami, na którym Hiszpanie kazali zdjąć w przerwie wielki baner Solidarności za sowiecką bramką.

Ostatnio jest gorzej – ale Mistrzostwa Świata to Olimp futbolu, który zawsze warto kontemplować. Zawsze też gdy (już albo w ogóle) nie ma naszych – kibicuję Brazylii. Oni najlepiej potwierdzają prawdę, że piłka nożna jest sztuką. Z sympatią będę też patrzył na Nigerię – i tych, którzy zdobędą serca widzów swoją grą. Wszystko – na ile czas pozwoli. Ale będę go szukał, bo w końcu – jak mówił wielki Franz Beckenbauer – piłka nożna jest najważniejszą wśród rzeczy nieważnych.

Polityka 10 cze 2010

Według zgodnej wymowy sondaży w drugiej turze wyborów wystąpią Jarosław Kaczyński i Bronisław Komorowski. Mają taką przewagę poparcia, że stawką są tu przede wszystkim względy prestiżowe – 33 czy 36, 38 czy 41 etc. Głosowanie na nich w pierwszej turze niczego – w sensie wyniku wyborów – nie zmieni. Znaczenie polityczne będzie miał dopiero wybór spomiędzy nich Prezydenta RP 4 lipca. Oczywiście ci, którzy uznają ich politykę za optymalną – powinni na nich głosować. Ale głos oddany na jednego z tych kandydatów bez przekonania, z racji pragmatycznych, by wpłynąć na ostateczny wynik wyborów, będzie głosem straconym. W pierwszej turze rozstrzyga się coś zupełnie innego. Przede wszystkim – kto będzie trzecią siłą polskiej polityki. Rzecz zasadnicza – bo przez dwadzieścia lat niepodległości wszystkie rządy miały charakter koalicyjny. Na chwilę obecną – głosując w pierwszej turze na Kaczyńskiego lub Komorowskiego – zgadzamy się, by był nią Grzegorz Napieralski i radykalna lewica. Rządzą dziś w mediach – ich wpływ w państwie ulegnie utrwaleniu. Będę wywierać wpływ na politykę PiS i PO – jak w tej chwili (w przeddzień wyboru prof. Belki na Prezesa NBP). Nie można się na to biernie zgadzać i wiem, że możemy to zmienić. Ostatni sondaż CBOS pokazuje, że 7 % Polaków popierających innych kandydatów – rozważa głosowanie na mnie. W tym – co szósty zwolennik Jarosława Kaczyńskiego. Czy warto, by dla prestiżu pomagali w utrwaleniu pozycji SLD w państwie?

Zresztą nie tylko dla prestiżu. Jarosław Kaczyński wielokrotnie powtarzał, że nie chce żadnej partii „na prawo od PiS”. Dlaczego? Bo chce mieć wolną rękę do takich działań i zaniechań – jak opisane w poprzednim wpisie na blogu. Chce być wolny od powinności wspierania cywilizacji życia, opinii chrześcijańskiej w Europie, praw rodziny. Tymczasem w każdej z tych spraw obecność prawicy chrześcijańsko-konserwatywnej w naszym życiu publicznym jest konieczna. Niestety, głosowanie na kandydatów dominujących partii – jest jednocześnie głosowaniem za eliminacją prawicy chrześcijańsko-konserwatywnej. W tych wyborach bronię jej obecności w polskiej polityce – ale przede wszystkim walczę o jej wpływ na przyszłość Polski.

Międzynarodowe and Polityka 9 cze 2010

Adam Bielan od dwóch tygodni uparcie twierdzi, że są wybory i PiS nie chce niczym się ode mnie różnić. Powtarza – i nic z tego nie wynika. Szkoda.

Wczoraj Pani Zofia Romaszewska, kandydat partii Jarosława Kaczyńskiego na Rzecznika Praw Obywatelskich, poparła nadanie statusu prawnego związkom homoseksualnym. Pani Senator – kandydując na urząd rzecznika praw – najwyraźniej nie zdaje sobie sprawy, że polityczny ruch homoseksualny jest zagrożeniem, a nie wyrazem praw człowieka. Przyjęcie paradygmatu, według którego homoseksualizm to zachowanie moralnie uprawnione i zasługujące na poparcie społeczeństwa – to otwarta droga do uprawomocnienia wszystkich innych rewindykacji, w tym promocji homoseksualizmu w szkołach, adopcji sierot, represji prawnych wobec moralnej dezaprobaty homoseksualizmu („homofobii”). A to – nie w teorii, ale w praktyce wielu państw – godzi w wolność rodziny, prawa dzieci, wolność słowa.

Rząd Donalda Tuska nie poparł – w przeciwieństwie do takich państw Unii Europejskiej jak Litwa, Rumunia, Bułgaria, Grecja – sprzeciwu Włoch wobec wyroku Trybunału Strasburskiego przeciw krzyżom w szkolnych salach. Partia Jarosława Kaczyńskiego milczy. Zgodnie z przewidywaniami budowa opinii chrześcijańskiej na forum Unii Europejskiej (a nawet solidarność państw „nowej Europy”) nie wchodzi w zakres „asertywnej polityki zagranicznej”.

Repliki 6 cze 2010

Po mojej propozycji uznania (w przyszłości) święta (czyli – ściśle biorąc – wspomnienia) Księdza Jerzego za święto narodowe, by męczeństwo Księdza Jerzego reprezentowało wszystkie ofiary poniesione przez Polskę w drodze do obecnej niepodległości – wywiązała się ciekawa dyskusja na twitterze. rafalduk napisał „+3króli +31 sierpnia + 04. czerwca … a kiedy będziemy pracować?”, a zbino, że „woli JP2!”. I to zestawienie dat i wydarzeń to najlepszy dowód, że trzecia niepodległość powinna mieć swoje święto. Od propozycji złożonych w najlepszej i w złej wierze jednak za właściwszą uważam rocznicę męczeństwa Księdza Jerzego – bo to przypomnienie ofiar złożonych przez naród, a ofiara jest najwyższą miarą miłości; to na pewno lepszy ślad drogi do niepodległości niż 31 sierpnia (bardzo ważna stacja) i 4 czerwca (rocznica mego pierwszego wyboru do Sejmu:). A misja Jana Pawła II – mimo, że jest ojcem polskiej niepodległości – sięgała znacznie wyżej i szerzej.

Oprócz głosów w rodzaju rafalduka było jeszcze kilka agresywnych: Maciek Sankowski („najlepiej cały rok leżeć krzyżem i przezywać”), pan Potapowicz („to chyba żart jakiś!”).

Zdziwiła mnie opinia daxia1 „Popiełuszko nie jest «postacią narodową» – z całym szacunkiem”. Jeśli Ksiądz Jerzy nie jest, to kto jest? I dlaczego nie jest? Dlatego, że był katolickim męczennikiem? Pan Włodarczyk pisze, że „w Polsce żyją również niekatolicy, ateiści, agnostycy”. I czy z tego wynika, że Ksiądz Jerzy nie oddał życia za Polskę, a jego męczeństwo nie było kamieniem milowym na drodze do niepodległości?

Najpoważniejszą obiekcję zgłosiła merachok: „jak z czystym sumieniem świętować moralne zwycięstwo księdza nad zinstytucjonalizowanym złem, jeśli przez 25 lat rzekomo okrzepłej demokracji nie potrafimy doprowadzić do skazania prawdziwych mocodawców jego śmierci?”. 100 % racji – tylko, że jedną (pośród kilku) przyczyn nierozliczonego bezprawia jest to, że żyjemy w państwie transformacji PRL, a nie w państwie, które świadomie budowaliśmy po odzyskaniu niepodległości. Przywrócenie odzyskanemu państwu moralnej treści – to jedna z zasadniczych przesłanek jego siły, rozwoju i chroniącej to opinii publicznej.

Historia and Religia 5 cze 2010

Czegośmy pożądali – tegośmy doczekali. Po zwycięstwie Księdza Jerzego (męczeństwo dla chrześcijan jest zwycięstwem) przychodzi dzień ostatecznej chwały. I dzień pociechy dla nas – mamy nowego orędownika w Niebie, a pewnego dnia Polska może mieć nowego patrona. Ksiądz Jerzy w doskonały sposób połączył dwie miłości i dwa zaangażowania – na rzecz cywilizacji chrześcijańskiej i na rzecz niepodległości Polski, był człowiekiem Solidarności i obrońcą prawa do życia.

Od wielu lat jestem przekonany, że po beatyfikacji, którą dziś będziemy przeżywać – jego święto powinno stać się świętem narodowym. Jak przed Bogiem będzie reprezentował Polskę (bo będzie stał i orędował za nami), tak wobec przyszłych pokoleń może reprezentować wszystkie ofiary poniesione przez Polskę w drodze do obecnej niepodległości. Może przypominać, że choć wolna Polska, którą dziś mamy, nie powstała dzięki orężnej walce – powstała z krwi i poświęcenia, w której Polacy musieli najpierw pokonać własny strach i egoizm, by przeciwstawić się przemocy wobec Ojczyzny. Gaude Mater Polonia!

Blog 1 cze 2010

Ujawnienie częściowych (bo w wielkim stopniu nieczytelnych) zapisów z czarnych skrzynek smoleńskich to tylko mały krok ku wyjaśnieniu prawdy. Po rezygnacji rządu Donalda Tuska z prowadzenia głównego śledztwa (przez co do tej pory nie mamy materialnych dowodów sprawy) konieczne jest powołanie poważnej komisji do zbadania przyczyn samej katastrofy, przebiegu śledztw, zaniechań rządu. Taką komisję powinien powołać nowowybrany Prezydent z udziałem ekspertów mających zaufanie rodzin ofiar, Parlamentu, a także z udziałem specjalistów zagranicznych (szczególnie z krajów sprzymierzonych z Polską). Komisję tę powinien powołać Prezydent, bo zadania tego nie zrealizuje w obecnym stanie naszej polityki śledcza komisja w Sejmie. Dziś zaapelowałem do wszystkich kandydatów o przyjęcie takiego zobowiązania.